Czego szukasz

Na czym zarabia Mamo Pracuj?

Odkrywamy wszystkie (prawie) karty! Dowiedz się na czym zarabia portal Mamo Pracuj i, jeśli sama prowadzisz bloga i chciałabyś wreszcie na nim zarabiać, skorzystaj z naszego doświadczenia. To nie jest wcale takie trudne.

  • Joanna Gotfryd - 06/12/2017
Zespół Mamo Pracuj w coworkingu w Ambasadzie Krakowian

Prowadząc biznes on-line, często spotykam się z pytaniami moich rówieśników lub osób starszych ode mnie – ale na czym ty tak naprawdę zarabiasz? To pytanie jest nieodłącznym elementem naszych rozmów.

Zarabianie na portalu, blogu to nie czarna magia, choć nie dla wszystkich temat jest oczywisty. Nie sprzedajemy na portalu produktów, które można zapakować i wysłać, ani nie mamy e-sklepu z usługami. Na czym zarabia więc portal internetowy, który oferuje treści za darmo dla wszystkich czytelników?

Na początek – błędy, z których dzisiaj się śmiejemy

Pamiętam taką sytuację z pierwszych tygodni działania portalu. Oglądalność maleńka, nikt prawie jeszcze o nas nie wiedział, poza naszymi mężami i rodzinami ;), a my przygotowałyśmy ambitny biznes plan. A w nim główne źródło przychodu to były reklamy banerowe.

Kwoty szły w tysiące i w Excelu bardzo pięknie to wyglądało. Niestety tylko w Excelu… Jakim szokiem było dla nas, że firmy wcale nie chcą płacić za emisję tych banerów, ale ewentualnie rozliczać się w modelu CPS (trzeba się było szybko dokształcić co to takiego). Z małą oglądalnością, rozliczając się w modelu CPS, nie byłyśmy w stanie zarobić nawet na waciki.

Na czym zarabia Mamo Pracuj?

Ucząc się na własnych błędach, bolesnych, nie zaprzeczę, wzięłyśmy się do tematu od właściwej strony. Na długi czas zapomniałyśmy o sprzedaży reklam (o sprzedaży banerów już w ogóle nie wspominając), skupiając się na budowaniu bazy odbiorców. Dopiero mając odpowiednio dużą liczbę odbiorców – walutą w Internecie są unikalni użytkownicy – możesz zarabiać na:

Publikacji artykułów contentowych

Publikując ciekawe, unikalne treści na tematy, które interesują Twoich czytelników, możesz w tekstach zamieszczać informacje o ekspertach lub firmach związanych z danym tematem. Nierzadko z linkiem, który przekierowuje czytelnika do strony partnera wpisu. Jak znaleźć firmy, które będą chciały się reklamować na Twojej stronie? Najlepiej znaleźć agencję, która łączy wydawców (czyli właścicieli blogów i portali) z reklamodawcami.

My od kilku lat współpracujemy z platformą Whitepress. Rejestrując się na Whitepress jako wydawca, zgłaszamy się do bazy, do której mają dostęp wszyscy reklamodawcy.

Jeśli prowadzisz bloga, stronkę, portal – też możesz zarejestrować się na Whitepress. A jeśli skorzystasz z naszego linka partnerskiego – to my także zarobimy coś. Coś, bo kwoty nie są wielkie, ale jak to bywa w internecie grosik do grosika. Wielkie dzięki!

Dodam jeszcze, i to zupełnie na marginesie, że Whitepress jest świetnym płatnikiem – a pewnie sama wiesz jakie to ważne! Wystawiając fakturę z terminem płatności 14 dni, najczęściej już tego samego dnia pieniądze są na naszym koncie.

Współpraca z Whitepress jest jednym z kilku źródeł naszych dochodów.

Współpracy z pracodawcami w zakresie employer brandingu

W czasach kiedy pracownik jest na wagę złota, a bezrobocie osiągnęło najniższy poziom w historii, firmy inwestują spore środki, żeby przekonać potencjalnych pracowników do zainteresowania się ich ofertą zatrudnienia.

Pracodawcy oferują coraz lepsze warunki i chętnie opowiadają o tym, co zrobili, żeby ich pracownikom pracowało się jak najlepiej. Sporo możliwości pozyskania pracowników daje zaoferowanie świetnych warunków rodzicom, wychowującym dzieci. Wiadomo, że rodzic to świetny pracownik.

Nie brak też specjalnych wydarzeń, dni otwartych skierowanych do mam, które rozważają powrót do pracy po przerwie związanej w wychowaniem dziecka. Nasza w tym rola, żeby ciekawa oferta pracodawcy trafiła do grupy poszukujących mam.

Publikacji ofert pracy

AAA przyjmę do pracy od zaraz – a dotarcie ze swoją ofertą do grupy prawie 100 tysięcy mam, które każdego miesiąca czytają Mamo Pracuj, to wielka szansa dla pracodawców, żeby wreszcie znaleźć tego wymarzonego specjalistę, managera, pracownika.

Afiliacjach zarówno poprzez agencje jak i indywidualne programy

W czasach kiedy coraz więcej zakupów robimy w Internecie, my, dając wartościowy content, polecając ciekawe produkty, usługi, czy umożliwiając Wam tańsze zakupy na hasło mamo pracuj – zarabiamy. Ziarnko do ziarnka…

Google Adsense, i z pewnością już o niej słyszałaś 😉

To platforma reklamowa Google, która na stronach wydawców wyświetla reklamy dopasowane do Waszych zainteresowań. Google Adsense jest łatwym do wdrożenia systemem na każdej stronie internetowej.

Im większy ruch tym większy zarobek. Plusem jest to, że płatności z Google przychodzą zawsze na czas. Tutaj też działamy zgodnie z zasadą ziarnko do ziarnka.

Kiedy promujemy przedsiębiorcze mamy

Często dostajemy maile od przedsiębiorczych mam, które po urodzeniu dziecka zdecydowały się na założenie biznesu i chcą u nas promować swoje usługi. Takie autentyczne historie dają kopa innym mamom, zmuszają do refleksji i do działania, sama je uwielbiam!

Wywiady i wszelkie działania promocyjne, poza wielką frajdą to dla nas sporo pracy, dlatego przygotowałyśmy dla przedsiębiorczych mam specjalną ofertę reklamową, nie do pobicia! Jesteś ciekawa, napisz do mnie 😉

Zdarzało się nam jeszcze prowadzenie warsztatów, ale na tyle rzadko, że nie będę o tym wspominać 😉

A może znasz jeszcze inne sposoby na zarabianie?

Kobieta pracująca żadnej pracy się nie boi…

Zdjęcie: Magdalena Trebert

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czy mamy żyć od wakacji do wakacji, od weekendu do weekendu?

Przed każdym wyjazdem moja młodsza córka codziennie rano pyta mnie - mamo, ile jeszcze dni do wyjazdu? I za każdym razem na paluszkach odlicza, że jest ich coraz mniej. I się cieszy. Ja też się cieszę, ale czy to znaczy, że te mamy żyć od urlopu do urlopu, albo od jednego do drugiego weekendu? A co z całym tym życiem pomiędzy?
  • Joanna Gotfryd - 31/08/2017
szczęśliwa kobieta siedzi na szczycie góry

Cała garść dobrych chwil

W tamtym roku miałam słoiczek (coś w tym stylu jak tu na Pinterest), przygotowałam sobie małe karteczki i wpisywałam na nim wszystkie miłe chwile, zdarzenia i spotkania.

Żeby potem mieć dowód  – lubię takie rzeczy 😉 – że nawet jeśli rok nie obfitował w ekscytujące wyjazdy, wydał nam się zwyczajny, to było w nim mnóstwo dobrych chwil.

Słoiczek stał kilka miesięcy, wrzuciłam do niego około 30-40 kartek – spotkania ze znajomymi, jednodniowe wycieczki w góry, rodzinne wyjścia na pizzę, itp.

Potem słoiczek się stłukł. Sam się stłukł… pozamiataliśmy okruchy szkła i tyle by było zbierania wspomnień (ale karteczki zachowałam).

365 powodów do radości

W tym roku zrobiłam inaczej. Wzięłam kalendarzyk, taki kieszonkowy i postanowiłam, że każdego dnia znajdę coś fajnego co robiłam, gdzie byłam itp, co warto wpisać.

I jak na razie dobrze mi idzie! Kalendarz się nie stłucze, leży na półce nad biurkiem i co kilka dni (nie rzadziej, bo się zapomina) wpisuję wszystkie miłe chwile, spotkania, wyjścia i wyjazdy. Żebym potem nie mogła narzekać, że „moje życie jest takie zwyczajne, nic ciekawego się nie dzieje”.

Nie byłam na Mauritiusie, ani w SPA Ireny Eris (ale nie pogardzę jakby co 😉 ), ale zamiast tego uzbieram (mam nadzieję) 365 innych powodów do radości i miłych wspomnień.

Bo fajne życie to nie tylko wakacje, długie weekendy i wielkie atrakcje. Życie to tu i teraz. Nie jest pomiędzy czymś. Jest codziennie. I też może dawać radość, nawet jeśli wakacje się kończą, obowiązki się mnożą, a konto w banku każe nam zapomnieć o podróży na Mauritius.

Czy Ty też umiesz cieszyć się chwilą i małymi rzeczami? Jak to robisz? Co Cię cieszy? Jeśli masz ochotę, to napisz do mnie.

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czy można obdarzyć wielkim uczuciem swój… samochód?

Pomyślałam, że zamiast o dzieciach, mamach, napiszę dla odmiany o samochodach... Serio serio, nie to, że zmieniam branżę, albo tym bardziej zawód, choć kierowcą rajdowym czuję się nawet często... Ale pomyślałam, że podzielę się z Wami moją miłością do własnego samochodu...
  • Agnieszka Kaczanowska - 17/08/2017

Nie zawsze tak było…

Kiedyś nawet nie miałam prawa jazdy, a jak je zrobiłam to uznałam, że jeździć nie będę, no bo po co? Są tramwaje i autobusy? Nawet z dzieckiem się przecież da …

Ale moja perspektywa zmieniła się całkowicie, kiedy miałam już dwójkę dzieci i chciałam być aktywną, samodzielną mamą…. I się zaczęło!

A to w tramwaju nikt nie chciał mi pomóc wysiąść, zasłaniając się spotkaniem i „że nie chce się wybrudzić”, a to udawali, że nie słyszą. Innym razem dziecko prawie wypadło mi z wózka, bo coś zaplątało się w kółko, a ja nie zauważyłam, bo pilnowałam jeszcze tej dreptającej obok mnie…. Jeszcze innym razem starszej córce zachciało się siku, akurat w jakimś mega korku i obie miałyśmy łzy w oczach…

I wtedy pokochałam swój samochód…

Najpierw nieśmiało, jeździłam tylko na znane trasy, później coraz dalej, raz nawet sama z dwójką wybrałam się na ferie zimowe (!) A teraz to już gdzie chcę, jak chcę i kiedy chcę.

Zabieram całą menażerię; zapas ubrań, pieluch i jedzenie, wszystko co potrzebne i po prostu mam! Doszło do tego, że myślę o moim samochodzie „Mój Ci on, mój” 😉

I skoro mój, to traktuję go jak swoje czwarte dziecko i zawożę do lekarza, tfu mechanika, albo myjni (w sensie kąpieli 😉 ), nawet zmianę opon mu załatwiam. W końcu to mój pomocnik!

Też tak masz?

A kiedy odbieram dzieci ze szkoły i przedszkola, to pierwsze pytanie brzmi: „A co masz dla nas na obiad?”. I jeśli jedziemy potem na zajęcia, albo coś załatwiać to serwuję im catering pokładowy na plastikach z IKEA. Nawet sztućce mam już na stałe na wyposażeniu auta 😉

Dzieci szczęśliwe, ja mogę prowadzić w ciszy, (względnej) tylko muszę pogodzić się z faktem, że samochód regularnie przypomina „dzieciobus”, a nie limuzynę…

Wszystkich ciekawych co na to mąż, zapewniam, że pozwalam mężowi prowadzić auto, a jakże! Ale on po prostu go nie darzy takim uczuciem jak ja! On ma swój… rower! Ale o tym może innym razem 🙂

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  
Podyskutuj

Jedna odpowiedź do “Czy można obdarzyć wielkim uczuciem swój… samochód?

  1. Ola napisał(a):

    Dokładnie tak ! U nas jeszcze jest taka kwestia, że ten konjretny samochód mieliśmy zanim pojawily się dzieci, wiec chociaz już dawno jest za ciasny dla obecnego składu rodziny, nie możemy się zdecydować na większy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail