Czego szukasz

Bezpieczne przejazdy dla dzieci, czyli MotoMamy w akcji

Potrzeba matką… pomysłu! Edyta Kotowicz połączyła nowe trendy, potrzeby swoich koleżanek, dodała energię i pasję działania i stworzyła – MotoMums, bezpieczne przejazdy dla dzieci. Czym MotoMums jest a czym nie jest, i dlaczego prawie pokłóciłam się z mężem kiedy rozmawialiśmy o pomyśle Edyty? Zapraszam do wywiadu!

  • Agnieszka Kaczanowska - 06/05/2016
Chłopiec w aucie

Edyta, wiesz Ty to siebie sprytnie wymyśliłaś. I zupełnie nie dziwi mnie fakt, że z takim zaangażowaniem i pasją działasz dalej. Zaraz damy linka do DDTVN ale opowiedz jak na to wpadłaś?

Niestety to nie wielka pomysłowość. Tylko obserwacja zapracowanych kobiet. Zastanów się kiedy ostatnio miałaś czas na chwilę dla siebie? Medytację, spacer, sięgnięcia po książkę… Pracując i mając na głowie inne obowiązki, okazuje się, że czasu codziennie jest za mało. A oczywiście nasze potrzeby zostają na końcu listy. Jest takie super zdanie powiedziane przez Michelle Obama:

Musimy bardziej się starać, aby stawiać samych siebie wyżej na liście naszych codziennych zadań.

Ale żeby to zrobić niektóre z tych zadań ktoś musi wykonać za nas. Zadanie bycia szoferem dziecka, na które pracujący rodzice w dużych miastach przeznaczają tygodniowo wiele godzin, jest zdecydowanie jednym z nich.

MotoMums – to taka ekskluzywna mamowa taksówka? Bo taka mama zadba nie tylko o dostarczenie z miejsca na miejsce ale o czapkę na głowię i zapiętą kurtkę?

Tylko nie taksówka. 😉 Wszyscy wiemy jakie mamy doświadczenia z taksówkami. Baaaardzo różne. To kto przyjedzie i jak będzie wyglądał przejazd to loteria. I dlatego żadna mama nie bierze taksówki pod uwagę jako rozwiązania, kiedy ma problem z przewiezieniem syna czy córki. A jeżeli już naprawdę musi, to zazwyczaj oprócz pieniędzy, płaci za to też słoną cenę nerwów i stresu.

MotoMamy to usługa odprowadzania i opieki nad dzieckiem podczas przewożenia go z punktu A do B, ale świadczona przez osobę, która ma doświadczenie w opiece nad dziećmi. W praktyce są to przeważnie inne mamy. MotoMama nie tylko odprowadzi dziecko, ale jeżeli przyjadą na miejsce za wcześnie albo dziecko się spóźnia, poczeka. Jest też cały czas w kontakcie telefonicznym z rodzicem, a po „dostarczeniu” pasażera wysyła sms.

moto_mums_DDTVN_640

Chodzi też o to, żeby z dzieckiem jeździła znana osoba. Czyli jedna MotoMama, którą w razie czego zastąpi inna znana MotoMama, a nie za każdym razem inny, nieznajomy kierowca. Dziecko i rodzic znają MotoMamę, m.in. kim jest z zawodu, ile ma dzieci, co lubi, jakim samochodem jeździ, jak oceniają ją inni rodzice. Rodzice oraz dzieci poznają MotoMamę osobiście przed pierwszym przejazdem, a starsze dzieci mają jej zdjęcie i umawiają się z nią na wymyślone przez siebie hasło.

Masz za sobą pierwsze testy i podróże mam, jak to wypadły?

Dzieci są zachwycone. Chyba najbardziej przekonuje je to, że czują się trochę małymi klientami. Bardzo fajnie też działa, jeżeli z jedną MotoMamą jedzie więcej niż jedno dziecko. Dzieci lubią jeździć razem, podczas gdy dla rodziców koszt wtedy jest niewielki, a zysk ogromny. Mamy odkrywają nagle, że mogą mieć dodatkowych kilka godzin, które wcześniej spędzały stojąc w korku. Dostaję od nich super maile z podziękowaniami, a nawet zdarzyły się pyszne pralinki, bo daję im coś, czego nie mogły do tej pory kupić. Czas. Ten czas jest często wręcz niezbędny, żeby poradzić sobie ze wszystkimi obowiązkami. Żeby znaleźć chociaż chwilę dla siebie i na odpoczynek. Żeby nie jechać z wypiekami na twarzy, kiedy praca notorycznie pokrywa się z godziną odbioru dziecka.

To jest poważny problem mam i większości z nas, kobiet. Chcemy być perfekcyjne: „Dlaczego, ktoś obcy miałby wozić moje dziecko. To mój obowiązek. Sama muszę dać sobie ze wszystkim radę.” W rezultacie pracująca mama albo mama w wielodzietnej rodzinie nie uśmiecha się i nie ma czasu, żeby kreatywnie i satysfakcjonująco spędzić czas ze swoimi dziećmi. Zwyczajnie nie ma już na to sił, po kolejnym dniu, w którym „dała sobie ze wszystkim sama radę”. A MotoMama to przecież nie jest ktoś obcy. To mama, która mieszka w naszej okolicy. Zdarzyło się na przykład, że MotoMama znała wychowawczynię w szkole, w której odebrała dziecko, bo ta była kiedyś nauczycielką jej syna. To kobiety z tej samej społeczności. Kiedyś, dawno temu, przed czasem wielkich miast, żyłyśmy blisko siebie, znałyśmy się i pomagałyśmy sobie. Czas do tego wrócić. A Internet, opinie innych mam, profile połączone z wieloletnią historią w mediach społecznościowych, to umożliwiają. Dają możliwość odnalezienia, poznania się i zabezpieczenie, na którym buduje się pełna zaufania współpraca i relacje.

Twój pomysł ma dwa elementy ciekawe z punktu widzenia mamy: 1. ułatwienie w logistyce rodzinnej, a 2. możliwość dorobienia sobie dla każdej zmotoryzowanej mamy. Czy tak? A jakie są wymogi aby zostać MotoMamą?

MotoMamy to kobiety takie jak my, więc jeżdżą bardzo różnymi samochodami. Rodzic, który wynajmuje MotoMamę dostaje informacje o pojeździe wcześniej. Ponieważ MotoMamy to większości mamy, często mają w samochodach podstawki i foteliki. W razie ich braku zapewniam je ja.

Na razie z każdą MotoMamą poznaję się osobiście. Spędzamy ze sobą około godzinę na rozmowie, na podstawie której powstaje profil MotoMamy. Potem robimy razem testowe przejazdy, bo MotoMama zawsze musi upewnić się, że pas jest zapięty, na dłuższej trasie ma dla dziecka wodę, nawiązuje relacje z pasażerem. Ponieważ ja i MotoMamy jeździmy dużo razem poznajemy się bardzo dobrze. MotoMamy to bardzo różne kobiety. Od pań, które mają już małe wnuki i chcą sobie dorobić, bo matki, które nie chodzą do pracy i zajmują się tylko dziećmi, bo mogą sobie na to pozwolić, a MotoMamą są z chęci wspierania innych mam. Są też przedstawicielki wolnych zawodów jak na przykład fotografki czy nauczycielki języków obcych. Czasem na pokładzie samochodu jest dziecko MotoMamy, dlatego, że przejazd odbywa się przy okazji jechania gdzieś z własnym dzieckiem.

moto_mums_opinie_640

W przyszłości, gdy MotoMums będzie rosło i nie będę miała kontaktu z każdą MotoMamą, mnie i moje osobiste zaangażowanie zastąpi system. Za pomocą GPS będzie można śledzić auto oraz wysyłać powiadomienie, w razie gdyby samochód wyjechał z trasy. Chcę też, aby baza MotoMam rosła jak drzewo. To znaczy ja rekrutuję pierwsze MotoMamy, a w przyszłości to one mogą zarekomendować kolejne. Ich ocena w profilu powiązana będzie z oceną zarekomendowanych przez nie MotoMam. Dlatego wciągnięcie mamy w świadczenie usługi będzie odpowiedzialnością. Nie będzie można po prostu zarejestrować się i zacząć jeździć. Trzeba będzie znać dobrze kogoś, kto nas wprowadzi.

Bardzo jestem ciekawa jak to w szczegółach sobie wymyśliłaś. Bo dyskutowaliśmy z mężem ten pomysł. Ja: hurra, genialne – bo czasem to mi bokami wychodzi wożenie córek i ciąganie wszędzie ze sobą małego syna. Ale mój mąż się zawahał…. I podał mocny argument, a mianowicie taki, że jak on miałby zaufać jakiejś bądź co bądź obcej kobiecie i oddać dzieci do zawiezienia? A jak kilka razy zawiezie a potem porwie… Wiem wiem, że musimy sobie ufać ale prędzej podam pin do karty 😉 To może już lepiej zaufać taksówkarzowi?

Taksówkarz otrzymuje licencję, gdy wnosi za nią opłatę. Następnie rejestruje się w korporacji, której płaci za to, aby otrzymywać od niej zlecenia. To wszystko. Nie ma żadnych wyszukanych standardów, które musi spełniać. Nawet jeżeli chodzi o kwotę nie możemy być jej pewni, bo istnieje wiele sposobów na to, aby zmanipulować taksometr. Więc, taksówkarze już od dawna nie budzą zaufania w większości klientów.

Matki, z którymi rozmawiałam jednogłośnie mówią, że nie wysłałyby nigdy dziecka taksówką. Są też takie dzieci, które nigdy nie wsiadłyby same do taksów, ale pojadą samochodem z inną mamą. To właśnie działa dokładnie tak, jak wożenie dzieci znajomych na zajęcia. Tylko dzięki MotoMums łatwiej znaleźć tę pomoc, bo jest w okolicy mama, która wozi swoje dziecko na zajęcia w pobliżu, ale nie dokładnie na te same. Albo jest mama, której dzieci już przestały chodzić na zajęcia, ale ona sama ma czas i mieszka niedaleko. Dzięki MotoMums takie matki w dużym mieście mogą się odnaleźć.

Na całym świecie takie nowe systemy (znane jako ekonomia współdzielenia czyli sharing economy) łączą ludzi, którzy dzielą się dobrami takimi jak czas, mieszkanie, samochód czy pieniądze i sami, oddolnie ulepszają swoją codzienność. Jeżeli chodzi na przykład o transport w U.S.A. rodzi się właśnie usługa przewozów, w której kierowcami są tylko kobiety, a pasażerami tylko kobiety i dzieci do lat 13.  Dlatego, żeby było bezpieczniej, wygodniej, lepiej. Amerykanie i amerykańskie media oszaleli na jej punkcie. MotoMamy są tym samym rozwiązaniem tylko tu u nas.

A jakie masz plany podboju? Wspominałaś o innych miastach, a nawet państwach?

MotoMamy na razie są tylko w Warszawie. Za MotoMums nie stoi duży kapitał, ani inwestor. Dlatego piszę do innych mam, które prowadzą kluby mam, blogi albo kawiarnie z prośbą o pomoc w szerzeniu idei. To matki zadecydują, czy MotoMums będą jeździły i pomagały sobie nawzajem czy nie. W Stanach ludzie poprzez udostępnianie idei, w które wierzą, że mogą zmienić ich codzienność pokazują dla niej poparcie. Tak dzieje się choćby w przypadku wspomnianych wyżej przejazdów tylko dla kobiet. Mam nadzieję, że u nas też MotoMums znajdą siłę w kobietach.

MotoMamy w przyszłości nie będą tylko wozić dzieci. Wśród MotoMam, które już się zgłosiły, że chciałyby zostać MotoMamą są nauczycielki, masażystki, opiekunki dla dzieci. Mogą więc, dzięki sieci kontaktów, która powstanie wokół MotoMums oferować sobie nawzajem wiele mobilnych usług takich jak gotowanie, robienie zakupów, lekcje języka dla dzieci czy masaże. Już teraz mogą zgłaszać się w super świeżej grupie na Facebooku >>>

Bardzo chciałabym, żeby MotoMamus działały w wielu krajach, bo podobna usługa jest do tej pory tylko w U.S.A. Już przeprowadziłam wywiady na ulicach Berlina i wiem, że z tym samym problemem boryka się każdy rodzic, który musi dowozić gdzieś dziecko samochodem w dużym mieście.

Wiem, że jest jeszcze coś do chciałaś dodać na koniec.

Tak. W każdej firmie są mamy, którym czasem przydałaby się pomoc MotoMamy. Dlatego zapraszam do korzystania z wyjątkowej możliwości umówienia się na trwające kwadrans spotkania informacyjne w korporacjach. Wystarczy zarezerwować z wyprzedzeniem termin. Wiem, że dla niektórych korporacji będzie to obawa. „Ale czy pokazując, że współpracujemy z MotoMums nie pokazujemy, że nasze pracownice nie mają czasu na dom?” Nie. Pokażemy, że rozumiemy jak naprawdę wygląda życie pracujących kobiet i one to docenią!

Edyta, trzymam mocno kciuki i jak będzie już w Krakowie to ja się piszę! Dziękuję za rozmowę.

Zdjęcie: MotoMums

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Podyskutuj

Masz w sobie moc! Sztuka szukania i odkrywania swoich mocnych stron

Jestem zwolenniczką, aby opierać swoją karierę o swoje mocne strony. Dlatego potrzebujesz podjąć konkretne działania w kierunku poznania siebie i odkrycia swoich mocnych stron. Jaka byłaby odpowiedź, gdybym zapytała Cię o określenie siebie?
  • Kamila Kozioł - 11/11/2019
młoda uśmiechnięta kobieta

Twoje mocne strony to Twój potencjał, który wpływa na Twoje myśli, emocje i działania. Określa kim jesteś i określa Twoją wyjątkowość. Jeśli jesteś świadoma tego, w czym jesteś dobra, masz większe szanse na podjęcie właściwych dla siebie decyzji.

Szukając swoich mocnych stron trudno jest zacząć. Dlatego zacznij od wypisania działań, jakie na co dzień wykonujesz. Aby zidentyfikować swoje mocne i słabe strony, pomyśl o działaniach, w których albo najczęściej uczestniczysz, albo czerpiesz dużo przyjemności. Poświęć około tygodnia na spisanie wszystkich czynności, które wykonujesz w ciągu dnia, oceniając je od jednego do pięciu, w zależności od tego, jak bardzo lubisz je wykonywać.

Ze swojej praktyki coachingowej, wiem, że trudno jest na początku dostrzec swoje mocne strony, dlatego warto zapytać innych, co uważają o nas. To pomoże Ci dowiedzieć się, co myślą o Tobie inni, aby pomóc Ci znaleźć swoje mocne strony.

Na początek pomyśl o ludziach w każdym aspekcie swojego życia. Uwzględnij osoby z pracy, dawnej pracy, nauczycieli, a także przyjaciół i rodzinę. Każdy z nich dostrzeże w Tobie coś innego. Ponieważ w każdym obszarze wykorzystujesz inne mocne strony. Oczywiście mogą się powielać lub łączyć, ale dzięki tak szerokiej perspektywie uzbierasz ich więcej i być może będziesz je mogła połączyć.

Dobrym odzwierciedleniem Twoich mocnych stron będzie analiza Twoich zachowań w różnych sytuacjach. Zastanów się, jak reagujesz w chwilach wymagających działania, przemyślenia i analizy. Zanim zrobisz coś bardziej konkretnego, spróbuj przeanalizować swoje spontaniczne reakcje na doświadczenia, które już miałaś w życiu.

Dlaczego trudno jest znaleźć mocne strony?

Mam wrażenie, że zakładamy zbyt mocne okulary przeciwsłoneczne i zasłaniamy sobie nas samych. Z mojej praktyki psychologicznej wiem, dlaczego tak się dzieje.

Nie widzisz siebie tak, jak postrzegają Cię inni

Inne osoby widzą tylko Twoje osiągnięcia, podczas gdy Ty widzisz kulisy tych działań, pełne emocji i troski. Widzisz też działania, które zaczęłaś, ale nie skończyłaś, ale inni o nich nie wiedzą. Dlatego inni ludzie mogą postrzegać Cię jako mistrzynię produktywności, podczas gdy Ty postrzegasz siebie jako osobę pozbawioną samodyscypliny i konsekwencji.

Wskazówka: jeśli jest coś, co postrzegasz jako słabość, podczas gdy inni widzą to jako jedną z Twoich mocnych stron, zastanów się, czy prawda nie leży gdzieś pośrodku.

Twoje atuty to często rzeczy, które uważasz za zbyt łatwe, aby się tym szczycić

Oto kolejna konsekwencja tego, że postrzegamy sytuacje z naszego własnego punktu widzenia: jeśli coś jest dla Ciebie łatwe, możesz założyć, że jest to łatwe dla wszystkich, a zatem nie jest to szczególnie ważna ani wyjątkowo mocna strona.
Kiedy jest coś, co naturalnie i z łatwością Ci przychodzi, wtedy ledwo zauważasz, że jest to mocna strona, zanim zauważy to ktoś. Być może nie jesteś w stanie wyobrazić sobie robienia czegoś w inny sposób.

Myślisz zbyt wąsko na temat mocnych stron

Często słowa „talent” lub „mocna strona” powodują paraliż i spowolnienie myślenia u Ciebie. Albo natychmiastową blokadę i wypowiedziane słowa „nie, ja nie mam żadnych talentów!” A tak naprawdę mocna strona, to predyspozycja, która przychodzi Ci z łatwością, którą możesz wykorzystać i zmonetyzować.

Porównujesz się do innych

Jednym z powodów, dla których trudno zaakceptować posiadanie siły jest to, że zawsze znajdzie się wielu innych ludzi, którzy są lepsi od Ciebie. Istnieje szansa, że gdy spotykasz na drodze osobę, która powie Ci komplement: „doskonale rodzisz sobie w projektach, szybko dostosowujesz się do zmian”, Twój umysł natychmiast widzi lepszą osobę, którą Ty znasz i jest dla Ciebie mentorem lub jest lepiej wykwalifikowaną w tej dziedzinie osobą.

Skoro znasz swoje słabe strony, dostrzegasz obszary do zmiany, poprawy lub rozwoju powinnaś tak samo znać swoje mocne strony.

Jest to część krzywej uczenia się życia i bezpośrednio przyczynia się do samorozwoju i poprawy. Dzięki dostępnym nam dzisiaj możliwościom rozwoju swojej kariery naturalne jest przytłoczenie i zbłądzenie. Silne zrozumienie mocnych i słabych stron może przynieść pożądaną zmianę we właściwym czasie i doprowadzić nas tam, gdzie chcesz.

Twój potencjał jest nieograniczony, a znajomość mocnych stron otworzy przed Tobą szeroko drzwi do kariery, w której się spełnisz i zrealizujesz.

Zdjęcie: 123 rf


Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Kamila Kozioł
Kobieta, która pragnie zrozumieć ludzką psychikę. Rozumie emocje i wie, jak wzmacniać moc i wewnętrzną siłę. Ukończyła studia z psychologii oraz akredytacyjne i certyfikujące kursy coachingowe. W zawodzie psychologa i coacha od 9 lat. Współautorka „Dziennika coachingowego. 365 pytań od Twojego coacha”, napisanego wspólnie z Kamilą Rowińską oraz współautorka książki „W poczuciu własnej wartości. Zbuduj swoją wewnętrzną siłę”.

Czy wolne piątki, to dobry sposób na work-life balance?

Minione lato upłynęło pracownikom jednego z japońskich oddziałów Microsoftu, pod znakiem wolnych piątków. Na razie to tylko eksperyment, ale jego wyniki są bardzo obiecujące! No bo jak inaczej można określić wzrost produktywności o 40 %?
  • Dominika Wassermann - 08/11/2019
widok z góry na młodą kobietę siedzącą przy biurku

Wolne piątki

W jednym z japońskich oddziałów Microsoftu przeprowadzono bardzo ciekawy eksperyment. Przez całe minione lato praca trwała tylko 4 dni w tygodniu, a weekendy zostały przedłużone dodatkowo o piątki. Badanie to nazwano „Work-Life Choice Challenge Summer 2019”. Jak podaje Microsoft w oficjalnym oświadczeniu, wprowadzenie skróconego tygodnia pracy miało pomóc pracownikom prowadzić bardziej zrównoważony tryb życia. W końcu życie to nie tylko siedzenie w biurze 🙂 Jesteś ciekawa jakie są wyniki eksperymentu?

Produktywność większa o 40 procent

Kogo z Was to zaskoczyło? Wolne piątki sprawiły, że produktywność pracowników wzrosła o 40 procent! To naprawdę bardzo dużo. Ponadto odnotowano znaczny spadek użycia energii (23 procent) oraz mniejsze wykorzystanie papieru – pracownicy drukowali prawie 59 procent mniej dokumentów! To świetny wynik i nadzieja dla naszej planety.

Pracownicy są na tak

Większość osób, które brały udział w eksperymencie, było z niego bardzo zadowolonych (ponad 90 procent). Wprowadzenie skróconego tygodnia pracy sprawiło, że musieli zmienić sposób zarządzania czasem oraz swoimi obowiązkami. Tak tak – liczba obowiązków i zakres zadań pozostały podczas doświadczenia bez zmian 🙂

To tylko eksperyment

Mimo tak obiecujących wyników firma Microsoft nie zamierza na stałe wprowadzać zmian w tygodniu pracy, ale zapowiada powtórzenie badania w przyszłym roku.

Jak to wygląda w Polsce?

W naszym kraju nikt na razie nie pomyślał o wprowadzeniu skróconego tygodnia pracy. Są za to firmy, w których piątek jest dniem mniej oficjalnym. Przeglądając ogłoszenia o pracę nie raz spotkałam się z zaznaczeniem w ofercie, że piątki to tak zwany Casual Friday. Można w te dni przychodzić do pracy w nieoficjalnym stroju – na luzie.

Jak podaje Bankier.pl są także firmy, które zdecydowały się na wprowadzenie tzw. „Piąteczków”. Co to oznacza? A no to, że w piątki, owszem, przychodzimy do pracy, ale czas ten poświęcamy na przeprowadzenie tygodniowego przeglądu. Bieżące obowiązki zostawiamy sobie na pozostałe 4 dni.

Chcesz więcej treści o równowadze między życiem zawodowym a prywatnym? Proszę bardzo 🙂

Work-life balance – o co w tym wszystkim chodzi?

Źródła:

Bankier.pl

Portal dla sekretarek

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Dominika Wassermann
Absolwentka Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, oraz Liceum Plastycznego w Nowym Wiśniczu , która po dziesięciu latach postanowiła powrócić do zajmowania się grafiką komputerową. Prywatnie "zwierzolub", opiekunka 3 kotów, miłośniczka kuchni roślinnej, spędzająca wolny czas na rowerowych wycieczkach.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail