Czego szukasz

Misia Kitka – objazdowa szkoła szycia dla dzieci

Lidia Ostólska, dziennikarka, specjalistka PR, aktorka, scenarzystka przedstawień teatralnych dla dzieci, animatorka kultury, aktywistka no i mama oczywiście. Najbardziej męczy się, kiedy nic nie robi, na szczęście to zdarza się bardzo rzadko. Od kiedy stworzyła postać Misi Kitki ciągle jest w trasie. Nie spodziewała się, że objazdowa pracownia krawiecka zyska taką sympatię najmłodszych. Nam udało się ją zastać w domu i spędzić miłe chwile przy kawie.

  • Paulina Sienczyło - 12/06/2014

W jej przypadku dwie spakowane walizki stojące w przedpokoju nie są symbolem wakacyjnego wyjazdu. Śmieje się, mówi, że gdyby tak do tego podchodzić, można byłoby powiedzieć, że na wakacje wyjeżdża niemal codziennie. Tymczasem w tych torbach na kółkach mieści się Jej całe zawodowe życie. Wykorzystuję chwilę nieuwagi naszej bohaterki i zaglądam do środka… nożyczki, szpilki, agrafki, taśmy, wstążki, guziki w kolorowych pudełeczkach, a druga naszpikowana jest tkaninami w różnych deseniach. O co chodzi? Obwoźny warsztat krawiecki? Moje myśli przerywa pytanie: „Napije się Pani czegoś? Zanim zacznę opowiadać o sobie?”  Odwracam się i widzę… postać- niczym z bajki: kolorową, groteskową i zastanawiam się, o co chodzi? Oczywiście w pośpiechu składam zamówienie na kawę i już czuję, jak z ciekawości zasycha mi w gardle. Siadamy wygodnie na sofie, w tle muzyka i zaczynają się babskie pogaduchy o biznesie.

To proszę opowiedzieć mi, czym Pani się właściwie zajmuje. Przyznaję się, zaglądałam do walizek! Teraz widzę Panią, ten strój nie wpisuje się w żaden dress code, kim Pani jest?

Sobą (śmiech)… a to co mam na sobie to dress code dedykowany dzieciom, bo na co dzień właśnie z nimi pracuję. Z myślą o najmłodszych stworzyłam Misię Kitkę, która tak właśnie wygląda.

Misia Kitka? Wpada w ucho, a czym konkretnie zajmuje się wykreowana przez Panią postać?

Tak jak Pani zauważyła, jej świat schowany jest w dwóch walizkach. Obie pękają w szwach, pełno w nich krawieckich dodatków i różnorodnych tkanin, jest jeszcze kuferek z maszyną do szycia… zagadka rozwiązana? Misia Kitka od dwóch lat prowadzi objazdowe warsztaty kroju i szycia dla dzieci.

Tego się nie spodziewałam, szycie z dziećmi? Jak Pani wpadła na ten pomysł?

Po nitce do kłębka. Najpierw szukałam kursów dla siebie, większość była w Warszawie, zatem  mój udział w nich był mało prawdopodobny. W Krakowie działo się niewiele, skorzystałam, ale nie byłam zadowolona. Wcześniej szycia uczyła mnie mama i chyba więcej mi to dało. Dlatego pomyślałam, że prowadzenie kursów dla dorosłych to jest to… Podstawą był biznes plan. On nieco ostudził marzenia. Zakup maszyn, samochodu dostawczego, wynajem lokalu, wyposażenie pracowni; bez unijnych dotacji to nie miało sensu. Wówczas wszystkie projekty były dedykowane osobom 50+ lub  trwale bezrobotnym, a ja pracowałam zawodowo. Poza tym przysłowiowe „20 tysięcy” na rozpoczęcie działalności gospodarczej to dobre dla osób, które planują biznes w oparciu o zakup laptopa i aparatu fotograficznego. W moim przypadku ta kwota pokryłaby zaledwie część wydatków.

Zatem, co się stało, że mimo wszystko zrealizowała Pani ten plan w nieco innej odsłonie?

Urodziłam dziecko. I nastąpił przełom. Jeszcze w ciąży szyłam wyprawkę dla potomka. Komplety pościeli (np. jednokolorowe z koronkowymi wstawkami), ubranka (np. lniane, klasyczne do chrztu), dekoracje do dziecięcego pokoju. I nagle moi znajomi tak, jak ja, dostrzegli niszę na rynku dziecięcych artykułów. Podobało im się to, co robię i zamawiali u mnie prezenty dla milusińskich. Cieszyło mnie to, bo zamiast biegać po sklepach i szukać upominków, miałam własnoręcznie uszyte rzeczy. Ja szyłam, dziecko rosło. Często syn towarzyszył mi w tych pracach po godzinach, siadał na moich kolanach i trzymał materiał w rączkach… i nadal tak jest tylko nie siedzi już na moich kolanach (śmiech). I tak wpadłam na pomysł prowadzenia kursów krawieckich dla dzieci. W ofercie domów kultury nie było takiej propozycji, więc ze zdobyciem klientów nie miałam problemu.

Czy bycie mamą w jakikolwiek sposób wpływa na prowadzenie biznesu?

Bez wątpienia dziecko motywuje i inspiruje, stymuluje – jak dobry szef. Jako mama więcej od siebie wymagam. Nie mam czasu na patrzenie w sufit i rozmyślanie, lubię działać, wyznaczać sobie kolejne cele. Uważam, że liczy się każdy dzień, a ja lubię zasypiać z przekonaniem, że go nie zmarnowałam.

Zatem jakie są cele, plany, marzenia Misi Kitki?

Jedno z marzeń nabrało właśnie realnego kształtu. W sprzedaży pojawiła się maszyna do szycia Misi Kitki. To ukłon w stronę klientów. Rodzice często pytali mnie maszynę, chcieli ją kupić dla swoich dzieci, czasem też dla siebie. Ciężko było mi doradzać, bo na rynku jest wielu producentów. Dla mnie znalezienie maszyny też było wyzwaniem. Pamiętam, jak o opinię pytałam wówczas  innych. I tak trafiłam na szwajcarską markę Bernina, to był strzał w dziesiątkę. Teraz Szwajcarzy zgodzili się na wersję limitowaną maszyny Misi Kitki i bardzo mnie to cieszy. Poza tym design maszyny spodobał się dzieciom, a to przedsmak kolejnych projektów.

Kolejnych? Zatem czego możemy się jeszcze spodziewać?

Chętnie o tym opowiem, bo uważam, że trzeba opowiadać o swoich planach, marzeniach, po to, aby wstyd było nam się z nich wycofać lub przyznać, że nie udało nam się ich zrealizować. Poza tym nasz rozmówca obiektywnie patrzy na całość i jego spostrzeżenia, uwagi i sugestie są bezcenne. Każdemu polecam tę metodę. Wracając do pytania… Obecnie pracuję nad książką. Po dwóch latach prowadzenia warsztatów  Misia Kitka ma bogate portfolio. Chcę wydać poradnik szycia, krok po kroku. Niestety, mimo że prowadzę warsztaty objazdowe, nie do każdego dziecka mam okazję dotrzeć, spotkać się i wspólnie coś uszyć. Mam nadzieję, że ta książka będzie doskonałym łącznikiem między nami. Poza tym w Polsce są Kluby Misi Kitki, dla nich to też będą przydatne wskazówki. Myślę, że dzieci, które uczestniczą w kursach też na regale znajdą miejsce dla książki, która mam nadzieję, będzie im się kojarzyła z kreatywnym dzieciństwem.

Przyjemnie się tego słucha, wierzę, że książka pojawi się na rynku, ale co z osobami, które nie mają tyle samozaparcia? Co powiedziałaby Pani innym mamom, które szukają swojej drogi zawodowej?

Nie każda mama musi prowadzić swój biznes. Oczywiście to jest wygodne, bo pracujemy wówczas kiedy się da, a kiedy np. zachoruje dziecko możemy zmienić proporcje. Jednak to jest kwestia charakteru. Są osoby, które muszą być prowadzone za rękę. Czują się bezpiecznie mając nad sobą szefa, który wyznaczy zakres obowiązków. I to nie jest nic złego. Własna działalność to samodyscyplina, stres, ciągła walka o przetrwanie. Nie można odpuścić, nie da się przełożyć dokumentów na biurko koleżanki, z nadzieją, że zrobi to za mnie, kiedy ja wyjadę na urlop. Od jakiegoś czasu wisi w powietrzu presja: Masz dziecko? Czas na własną działalność! Nie należy się jej poddawać. Moim zdaniem należy pić często, ale małą łyżeczką, żeby tak, jak dziecko nie zachłysnąć się i nie zniechęcić zbyt szybko. Proponuję zastanowić się nad tym, co lubię robić, czy moje hobby może być początkiem biznesu? Mamom, które są na rozdrożu i nie wiedzą, którą drogę wybrać proponuję zagłębić się w temat Spółdzielni Socjalnych. To sposób, aby zacząć robić coś na równych prawach z innymi i mieć przy boku osoby, które tak, jak my zaczynają od zera i nie chcą na tym poprzestać.

O to może być cenna wskazówka dla naszych Czytelniczek. Czy Misia Kitka musi już jechać?

Tak, dziś goszczę w Domu Kultury Inspiro w Podłężu. Trwają przygotowania do pokazu mody, dlatego cytując klasyka „(…) będzie się działo”. Cudownie jest patrzeć, jak te małe rączki tworzą kolekcję, nie wiem, kto bardziej to przeżywa: One, czy ja?– uśmiech. Zapraszam na pokaz.

Dziękuję za rozmowę!

Misia Kitka na FB 

Poznaj także hafciarki komputerowe marki Bernina!


INNE ARTYKUŁY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ:

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Paulina Sienczyło
Absolwentka zarządzania kulturą i podyplomowego zarządzania zasobami ludzkimi na UJ. Mama Igutki Frygutki i Janka Gałganka. Kiedyś z pasją oddana harcerstwu, potem fajnej pracy w Coca - Coli, obecnie poszukująca swojej drogi zawodowej. Lubi ludzi, gorącą czekoladę w czasie posiadówek niepołomickiej grupy fajnych kobiet, bieganie z kijkami po puszczy w weekendowe poranki. Jest pasjonatką zdrowego trybu życia marzącą o byciu gospodynią - nauczycielką harmonijnego życia w Beskidzie Niskim.
Podyskutuj

Pomóż stanąć na własnych nogach – zdecyduj kto wygra 30 tysięcy na rozwój biznesu!

Kto wygra 30 tysięcy na rozwój swojego produktu i biznesu? Zdecyduj i zagłosuj. Konkurs Stań na własnych nogach, właśnie wszedł w 2 etap - głosowania na jeden z wybranych 50 zgłoszeń. Zobacz wybrane produkty i oddaj swój głos! Głosowanie trwa do 5 września, a każda klubowiczka Rossmann może oddać tylko 1 głos!
  • Joanna Gotfryd - 01/08/2019
sofa, nogi kobiety i laptop na kolanach - plakat zapowiadający akcję Rossmanna

Stań na własnych nogach – prawie 500 zgłoszeń!

Konkurs Stań na własnych nogach, to akcja, którą organizujemy wspólnie z firmą Rossmann. Od 15 czerwca do 20 lipca można było zgłosić do konkursu swój produkt, tworzony z pasją, który ma szanse stać się biznesem i dać niezależność finansową jego twórczyni.

Do konkursu zgłoszono prawie 500 prac konkursowych! Komisja konkursowa złożona z przedstawicieli Rossmann i Fundacji Mamo Pracuj miała bardzo trudne zadanie – wybranie 50 prac, które przejdą do 2 etapu konkursu.

Wśród zgłoszonych prac było dużo zabawek – lalek, szydełkowanych misiów oraz książeczek. Sporo zgłoszeń dotyczyło akcesoriów dla dzieci – kocyków, wielorazowych pieluszek, personalizowanych przedmiotów czy produktów idealnych na prezent, np. z okazji urodzenia dziecka.

Przedsiębiorcze i twórcze kobiety do konkursu zgłosiły także ręcznie robione kosmetyki – szampony, mydła i kremy – bez konserwantów, na bazie naturalnych składników.

Nie zabrakło także artykułów dla domu – ozdobnych bibelotów, naturalnych świec i dekoracyjnych przedmiotów.

Wśród zgłoszonych prac była też odzież i akcesoria modowe, a także akcesoria wpisujące się w trend zero waste – wielorazowe artykuły higieniczne i zamienniki jednorazowych foliówek na zakupy.

Zobacz jakie produkty znalazły się w 2 etapie konkursu! >>

Głosowanie na najlepszy produkt

Teraz klubowicze Rossmann mogą zagłosować na najlepszy – ich zdaniem – produkt.

Głosowanie potrwa od 1 sierpnia do 5 września. Każdy klubowicz Rossmann może zagłosować tylko jeden raz, dlatego warto starannie przejrzeć wybrane do 2 etapu prace.

Zwycięzców, którzy otrzymają nagrody – pierwszą – 30 tysięcy złotych, oraz drugą i trzecią – odpowiednio – 20 i 10 tysięcy – poznamy już 10 września.

Zagłosuj, pomóż stanąć na własnych nogach! >>>

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.

Moda mi w duszy gra – historia Justyny, właścicielki marki Just.Slow

"Moje ubrania mają nie być modne, bo moda jest chwilowa i ulotna. Chcę, żeby ubrania just.slow były uniwersalne i ponadczasowe. Żeby można je było włożyć zawsze i na wiele okazji (...)". O pasji, modzie i tworzeniu własnej marki odzieżowej będąc mamą malutkich dziewczynek, rozmawiamy z Justyną Dziatkowską, projektantką, twórczynią proekologicznej odzieżowej marki Just.Slow.
  • Agnieszka Kałużna - 29/07/2019
Justyna Dziatkowska, justslow.eu

Kiedy tak naprawdę narodziło się marzenie o własnej marce?

Kiedy zrodziło się marzenie… Tak naprawdę, odkąd pamiętam miałam smykałkę do kreowania i tworzenia czegoś własnego. Mam spore zdolności manualne. Jako nastolatka kupowałam odzież w second hand’ach i przerabiałam je po swojemu lub szyłam z niej zupełnie nowe rzeczy. Ze starych dżinsów potrafiłam uszyć ręcznie plisowaną spódnicę i to bez użycia maszyny do szycia, torebkę dodawaną do gazety jako forma reklamy obszywałam materiałem, by mieć coś oryginalnego. Czyli od zawsze byłam związana z modą i projektowaniem.

Chęć stworzenia własnej linii odzieży zrodziła się tak naprawdę wraz z pojawieniem się na świecie moich dzieci. Pierwotnie pomysł na biznes był nieco inny, związany z inną dziedziną, niemniej jednak cały czas był związany z branżą modową. Z czasem ewoluował, by finalnie zatrzymać się na projektowaniu i szyciu ubrań dla kobiet.

A skąd czerpiesz inspirację?

Jeżeli chodzi o kroje ubrań, to pomysł na pierwszą kolekcję i jej formę wynikał z moich własnych potrzeb. Pierwszą córkę bardzo długo karmiłam piersią i brakowało mi ubrań, w których mogłabym wygodnie i bez skrępowania nakarmić dziecko. Te dostępne na rynku, dedykowane mamom karmiącym, kompletnie do mnie nie przemawiały i daleko odbiegały od mojego gustu i bliskiej mi estetyki. Poza tym wyszłam z założenia, że karmienie piersią, choć to piękny czas, jest tylko przejściowym okresem w moim życiu i tak samo byłoby z ubraniami. Dbam o małą zawartość szafy, lubię minimalizm i prostotę, a także rozsądnie kupuję, więc zbędne wydatki na ubrania „na chwilę” nie wchodzą w grę.

Kiedy miała pojawić się na świecie moja druga córka, postanowiłam przełożyć rodzące się w mojej głowie pomysły na papier. Zaprojektowałam sukienkę i bluzkę dla mnie idealną. Miały spełniać funkcję zasadniczą, czyli dawać możliwość karmienia piersią, ale przede wszystkim miały pięknie wyglądać i być wygodne.

Oczywiście nie odkryłam przysłowiowej Ameryki i inspirację zaczerpnęłam z historii mody. Kopertowa sukienka czy bluzka, która pojawia się w mojej pierwszej kolekcji już od stuleci była noszona w formie kimona. W latach 30. pojawiła się w kolekcjach Elsy Schiaparelli, by stać się masowym modelem w okresie Wielkiego Kryzysu. W latach 70. amerykańska designerka i guru kobiecej mody, Diane Von Furstenberg, zafascynowana kulturą Dalekiego Wschodu zaczęła eksperymentować z małymi kopertowymi topami i materiałami. Jej pomysły szybko ewoluowały i powstała sukienka kopertowa, którą w 1975 roku sprzedała w około pięciu milionach egzemplarzy!

To bardzo ciekawe. Nie miałam o tym pojęcia! A powiedz, z myślą o kim projektujesz swoje ubrania? O mamach karmiących?

Moje ubrania tworzone są z myślą o kobietach. Wiem, że to może banalne stwierdzenie, ale tak rzeczywiście jest. Jestem zwykłą kobietą i mamą. Nie jestem ideałem, nie mam wyglądu i aparycji wybiegowej modelki. Dlatego ważne jest dla mnie, by moje ubrania leżały dobrze na takich kobietach jak ja. Zwyczajnych, nieidealnych, pełnych niedoskonałości.

Dla naszych Czytelniczek Justyna przygotowała specjalny 10% rabat na zakupy hasło: mamopracuj, ważny do końca 31.08.2019 r.

Każda z nas jest inna i każda zasługuje na to, żeby wyglądać pięknie i czuć się komfortowo. Taka idea przyświeca mi w projektach. Stąd też wybór pierwszego kroju. Sukienka kopertowa to strój, który pasuje do każdego typu sylwetki. Dzięki wiązaniu sama decydujesz o głębokości dekoltu czy wysokości talii. To krój dla kobiet, które chcą się czuć kobietami. Nie wymaga wysiłku i nadaje się na każdą okazję. Pasuje do każdego miejsca na świecie i odpowiada potrzebom współczesnych kobiet.

Zależy mi na tym, żeby moje ubrania były nowoczesne, więc dużą inspiracją jest też dla mnie miasto. Lubię miejskie życie, więc inspiruje mnie architektura, kolory miasta, ulice, ludzie…. Połączenie nowoczesnych krojów z naturalnych materiałów, w których każda z nas może pokazać się w dowolnym miejscu miejskiej dżungli to dla mnie priorytet.

Jak docierasz do grupy odbiorców?

Na chwilę obecną pracuję nad zbudowaniem fajnej społeczności w social mediach. Prowadzę fanpage na Facebooku i oczywiście konto na Instagramie – zapraszam do odwiedzenia 😉. Ważne jest dla mnie, żeby dotrzeć nie tylko do osób zainteresowanych modą, ale także do mam karmiących piersią, bo stąd wywodzi się pomysł na odzież i do osób zainteresowanych ekologicznymi i przyjaznymi środowisku wyborami.

Na pewno moje kolejne działania będą opierały się na rozsądnej i ciekawej reklamie. Mam też nadzieję, że w jesiennej edycji targów branżowych np. krakowski Kiermash czy targi dla mamy i dziecka uda mi się pokazać swoje produkty. Wszystko jest jednak zależne od najmłodszej w rodzinie (śmiech).

Masz dwoje malutkich dzieci. Jak udaje ci się łączyć te dwie przestrzenie: zawodową i rodzinną?

Oczywiście nie jest lekko. Dziewczynki są na tyle małe, że wymagają ciągłej opieki i uwagi. Trudno wymagać od nich samodzielności, skoro jedna dopiero co przestała być noworodkiem… Myślę, że to kwestia motywacji i dobrej organizacji. Oczywiście nic na siłę, wbrew sobie czy ze szkodą dla dzieci lub rodziny. We wszystkim trzeba mieć umiar i trochę luzu.

Wierzę, żę trzeba dać sobie taką ewentualność, że nie wszystko zawsze idzie zgodnie z planem. Czasem tak po prostu bywa. Dla mnie to nie jest powód do stresu czy załamania, a motywacja do pracy i szukania sposobów na rozwiązanie danej trudności.

Mam jasno wytyczone cele i do nich dążę. Jasne jest, że nie jestem samowystarczalna i nieocenionym wsparciem jest dla mnie mój partner. To bardzo ważne, żeby mieć przy sobie kogoś, kto wesprze, zmotywuje, odciąży w jakichś obowiązkach lub czasem wykona coś za ciebie. Bez niego wiele rzeczy nie byłoby możliwych.

To prawda. A teraz jeszcze z tej „zawodowej beczki”: slow fashion czyli świadome podejście do mody to ostatnio prężnie rozwijający się trend. Co wyróżnia markę Just Slow na tym tle?

Moje ubrania mają nie być modne, bo moda jest chwilowa i ulotna. Chcę, żeby ubrania just.slow były uniwersalne i ponadczasowe. Żeby można je było włożyć zawsze i na wiele okazji, a także, żeby pasowały do innych rzeczy, które już się w szafie znajdują. Stąd wybór bardzo stonowanych i jednolitych kolorów.

Moje ubrania mają być stylowe i kobiece. Podkreślać nasze atuty i ukrywać to, co aktualnie chcemy ukryć (o ile chcemy, śmiech). Dlatego tak ważny jest dla mnie krój. Oczywiście ogromne znaczenie ma to, z czego są wykonane i dlatego do pierwszej kolekcji został użyty dość unikatowy materiał, jakim jest bambus. Wybór nie jest przypadkowy i został poprzedzony wnikliwym rozeznaniem na rynku odzieżowym i tekstylnym.

Wiem, że ważne jest dla ciebie działanie w zgodzie z troską o naszą planetę. Jak to przekłada się na twoją pracę?

W codziennym, domowym życiu staram się myśleć, co wybieram. Ograniczam zużycie środków chemicznych, zastępuję je naturalnymi. To samo tyczy się kosmetyków. Sięgam po te ekologiczne, na bazie naturalnych składników. Staram się wybierać to, co jest w szkle lub zupełnie bez opakowania, a jeżeli już w plastiku, to takim, który nadaje się do recyklingu.

Podobnie w pracy. Wykroje układane są w szwalni tak, aby zminimalizować ilość odpadków, ubrania pakowane są bez użycia folii czy plastikowych elementów. Kartoniki czy papier, w którym wysyłam ubrania pochodzą z recyklingu. Uprawy bambusa, z którego uszyte są ubrania są ekologiczne, bo bambus rośnie szybko i nie wymaga kompletnie używania pestycydów. A sama tkanina jest niezwykle wytrzymała, dzięki czemu będzie długo służyła. To są małe, ale myślę, że dobre wybory, którymi mogę się przysłużyć naszej planecie.

Jasne, kropla drąży skałę! A powiedz, gdyby ktoś chciał coś przymierzyć, zobaczyć, dotknąć… można was spotkać stacjonarnie?

Marzę o swoim butiku i wierzę, że kiedyś będę mogła do niego zapraszać, ale na razie moje ubrania można jednak już teraz zobaczyć stacjonarnie w concept store FREEDOM w Krakowie, przy ulicy Parkowej 1. Serdecznie zapraszam wszystkich z Krakowa i nie tylko do odwiedzenia tego zaczarowanego miejsca. Na pewno będę szukała kolejnych miejsc, w innych miastach, które pozwolą na stacjonarną sprzedaż.

W jakim kierunku chciałabyś rozwijać markę?

Chciałabym zachować autentyczność i spójność marki. To, co tworzę jest w 100% zgodne ze mną i moim gustem. Zależy mi, żeby tak pozostało. Na pewno chciałabym mieć większą liczbę modeli, poszerzyć asortyment o dzianiny, np. swetry czy kardigany z bambusowej przędzy, a także w przyszłości o dodatki, które mogłyby być świetnym uzupełnieniem czy dopełnieniem tak prostych ubrań.

Niemniej jednak dalszy rozwój marki pod kątem kreacji, dalej widzę w takim minimalistycznym wydaniu, bo to mi w duszy gra. Interesują mnie też ekologiczne i nietypowe materiały, np. te tkane z przędzy konopnej czy pokrzywy. Jak już wcześniej wspomniałam na liście marzeń jest też własne miejsce, własny butik z ubraniami, ale do tego jeszcze daleka droga…

Co czujesz, gdy spotykasz na ulicy dziewczynę w sukience od Just Slow?

To wspaniałe uczucie, zobaczyć kogoś w ubraniu swojego projektu. Odbieram to jako nagrodę za moją pracę i potwierdzenie, że nie poszła na marne. Czuję się dowartościowana i mam apetyt na więcej.

Moja ostania klientka wybrała sukienkę w kolorze ecru na swój ślub cywilny… nie ukrywam, że wspaniale było „towarzyszyć” jej w tak wyjątkowym dniu.

Gdzie widzisz się za dwa-trzy lata?

Chciałabym robić nadal to, co kocham, co mnie interesuje, czyli tworzyć swoją markę odzieżową i być związana z branżą mody. Chciałabym się rozwijać w tym kierunku i poszerzać swoją wiedzę z zakresu konstrukcji odzieży, materiałoznawstwa, a także psychologii i marketingu mody. Chciałabym poszerzać swoją ofertę o kolejne, ekologiczne i nietypowe materiały. Krokiem rozwoju dla firmy z pewnością będą zagraniczne rynki sprzedaży i to też jest cel na mojej liście. Niemniej jednak, najważniejsza jest rodzina i za dwa-trzy lata, chciałabym nadal mieć dla niej czas i to jest mój priorytet.

Czym jest dla ciebie sukces?

Sukces nie ma dla mnie wymiaru materialnego. Sukces jest dla mnie uczuciem spełnienia i radości. Spokojem ducha i satysfakcją, że każdego dnia można się realizować i robić to, co się lubi, tak jak się lubi. To uczucie stabilizacji i komfortu psychicznego dzięki pracy, którą dobrze wykonałam i która znalazła grupę odbiorczą.

Co powiedziałabyś młodej mamie, które ma marzenie, ale nie bardzo wie, jak zacząć?

Żeby się nie bała. Żeby marzyła i realizowała marzenia. Żeby szukała wsparcia i pomocy w dążeniu do celu, bo znajdzie je zawsze. Mamy teraz naprawdę duże możliwości zarówno zmiany ścieżki zawodowej, jak i próbowania sił we własnym biznesie. Jest wiele miejsc, w których możemy się dokształcić, wyszkolić czy przebranżowić. Podobnie z możliwościami pozyskania środków na biznes.

Nie należy się obawiać, że się nie uda, że się nie da rady… bo kto jak nie my? Kobiety-mamy 🙂 Myślę też, że najlepszym wsparciem i motywacją jesteśmy same dla siebie, dlatego warto szukać i gromadzić wokół siebie takie kobiety, które próbują. Które się nie poddają i realizują swoje marzenia. One są dla nas najlepszym przykładem i pokazują, którędy można iść.

Dziękuję za rozmowę i życzę ci powodzenia w realizacji marzeń!

Dziękuję!

Zapraszamy na zakupy ze specjalnym 10% rabatem! Hasło: mamopracuj, ważny do końca 31.08.2019 r.

Zdjęcie główne i rodzinne: archiwum prywatne Justyny; zdjęcia z sesji: Anna Bąk Kolory Studio Fotografii

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kałużna
Spełniająca się żona, mama urwisa i urwiski, przedsiębiorca, redaktorka, muzyk. Z wykształcenia rosjoznawczyni i wokalistka. Ostatnio odkryłam, że artystyczną pasję można realizować... piekąc torty! Kocham słowo pisane, dobrą kuchnię, podróże w nieznane i letnie burze. I mocno wierzę w to, że samorealizacja ma wiele odsłon, często równolegle występujących.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail