Czego szukasz

Misia Kitka – objazdowa szkoła szycia dla dzieci

Lidia Ostólska, dziennikarka, specjalistka PR, aktorka, scenarzystka przedstawień teatralnych dla dzieci, animatorka kultury, aktywistka no i mama oczywiście. Najbardziej męczy się, kiedy nic nie robi, na szczęście to zdarza się bardzo rzadko. Od kiedy stworzyła postać Misi Kitki ciągle jest w trasie. Nie spodziewała się, że objazdowa pracownia krawiecka zyska taką sympatię najmłodszych. Nam udało się ją zastać w domu i spędzić miłe chwile przy kawie.

  • Paulina Sienczyło - 12/06/2014

W jej przypadku dwie spakowane walizki stojące w przedpokoju nie są symbolem wakacyjnego wyjazdu. Śmieje się, mówi, że gdyby tak do tego podchodzić, można byłoby powiedzieć, że na wakacje wyjeżdża niemal codziennie. Tymczasem w tych torbach na kółkach mieści się Jej całe zawodowe życie. Wykorzystuję chwilę nieuwagi naszej bohaterki i zaglądam do środka… nożyczki, szpilki, agrafki, taśmy, wstążki, guziki w kolorowych pudełeczkach, a druga naszpikowana jest tkaninami w różnych deseniach. O co chodzi? Obwoźny warsztat krawiecki? Moje myśli przerywa pytanie: „Napije się Pani czegoś? Zanim zacznę opowiadać o sobie?”  Odwracam się i widzę… postać- niczym z bajki: kolorową, groteskową i zastanawiam się, o co chodzi? Oczywiście w pośpiechu składam zamówienie na kawę i już czuję, jak z ciekawości zasycha mi w gardle. Siadamy wygodnie na sofie, w tle muzyka i zaczynają się babskie pogaduchy o biznesie.

To proszę opowiedzieć mi, czym Pani się właściwie zajmuje. Przyznaję się, zaglądałam do walizek! Teraz widzę Panią, ten strój nie wpisuje się w żaden dress code, kim Pani jest?

Sobą (śmiech)… a to co mam na sobie to dress code dedykowany dzieciom, bo na co dzień właśnie z nimi pracuję. Z myślą o najmłodszych stworzyłam Misię Kitkę, która tak właśnie wygląda.

Misia Kitka? Wpada w ucho, a czym konkretnie zajmuje się wykreowana przez Panią postać?

Tak jak Pani zauważyła, jej świat schowany jest w dwóch walizkach. Obie pękają w szwach, pełno w nich krawieckich dodatków i różnorodnych tkanin, jest jeszcze kuferek z maszyną do szycia… zagadka rozwiązana? Misia Kitka od dwóch lat prowadzi objazdowe warsztaty kroju i szycia dla dzieci.

Tego się nie spodziewałam, szycie z dziećmi? Jak Pani wpadła na ten pomysł?

Po nitce do kłębka. Najpierw szukałam kursów dla siebie, większość była w Warszawie, zatem  mój udział w nich był mało prawdopodobny. W Krakowie działo się niewiele, skorzystałam, ale nie byłam zadowolona. Wcześniej szycia uczyła mnie mama i chyba więcej mi to dało. Dlatego pomyślałam, że prowadzenie kursów dla dorosłych to jest to… Podstawą był biznes plan. On nieco ostudził marzenia. Zakup maszyn, samochodu dostawczego, wynajem lokalu, wyposażenie pracowni; bez unijnych dotacji to nie miało sensu. Wówczas wszystkie projekty były dedykowane osobom 50+ lub  trwale bezrobotnym, a ja pracowałam zawodowo. Poza tym przysłowiowe „20 tysięcy” na rozpoczęcie działalności gospodarczej to dobre dla osób, które planują biznes w oparciu o zakup laptopa i aparatu fotograficznego. W moim przypadku ta kwota pokryłaby zaledwie część wydatków.

Zatem, co się stało, że mimo wszystko zrealizowała Pani ten plan w nieco innej odsłonie?

Urodziłam dziecko. I nastąpił przełom. Jeszcze w ciąży szyłam wyprawkę dla potomka. Komplety pościeli (np. jednokolorowe z koronkowymi wstawkami), ubranka (np. lniane, klasyczne do chrztu), dekoracje do dziecięcego pokoju. I nagle moi znajomi tak, jak ja, dostrzegli niszę na rynku dziecięcych artykułów. Podobało im się to, co robię i zamawiali u mnie prezenty dla milusińskich. Cieszyło mnie to, bo zamiast biegać po sklepach i szukać upominków, miałam własnoręcznie uszyte rzeczy. Ja szyłam, dziecko rosło. Często syn towarzyszył mi w tych pracach po godzinach, siadał na moich kolanach i trzymał materiał w rączkach… i nadal tak jest tylko nie siedzi już na moich kolanach (śmiech). I tak wpadłam na pomysł prowadzenia kursów krawieckich dla dzieci. W ofercie domów kultury nie było takiej propozycji, więc ze zdobyciem klientów nie miałam problemu.

Czy bycie mamą w jakikolwiek sposób wpływa na prowadzenie biznesu?

Bez wątpienia dziecko motywuje i inspiruje, stymuluje – jak dobry szef. Jako mama więcej od siebie wymagam. Nie mam czasu na patrzenie w sufit i rozmyślanie, lubię działać, wyznaczać sobie kolejne cele. Uważam, że liczy się każdy dzień, a ja lubię zasypiać z przekonaniem, że go nie zmarnowałam.

Zatem jakie są cele, plany, marzenia Misi Kitki?

Jedno z marzeń nabrało właśnie realnego kształtu. W sprzedaży pojawiła się maszyna do szycia Misi Kitki. To ukłon w stronę klientów. Rodzice często pytali mnie maszynę, chcieli ją kupić dla swoich dzieci, czasem też dla siebie. Ciężko było mi doradzać, bo na rynku jest wielu producentów. Dla mnie znalezienie maszyny też było wyzwaniem. Pamiętam, jak o opinię pytałam wówczas  innych. I tak trafiłam na szwajcarską markę Bernina, to był strzał w dziesiątkę. Teraz Szwajcarzy zgodzili się na wersję limitowaną maszyny Misi Kitki i bardzo mnie to cieszy. Poza tym design maszyny spodobał się dzieciom, a to przedsmak kolejnych projektów.

Kolejnych? Zatem czego możemy się jeszcze spodziewać?

Chętnie o tym opowiem, bo uważam, że trzeba opowiadać o swoich planach, marzeniach, po to, aby wstyd było nam się z nich wycofać lub przyznać, że nie udało nam się ich zrealizować. Poza tym nasz rozmówca obiektywnie patrzy na całość i jego spostrzeżenia, uwagi i sugestie są bezcenne. Każdemu polecam tę metodę. Wracając do pytania… Obecnie pracuję nad książką. Po dwóch latach prowadzenia warsztatów  Misia Kitka ma bogate portfolio. Chcę wydać poradnik szycia, krok po kroku. Niestety, mimo że prowadzę warsztaty objazdowe, nie do każdego dziecka mam okazję dotrzeć, spotkać się i wspólnie coś uszyć. Mam nadzieję, że ta książka będzie doskonałym łącznikiem między nami. Poza tym w Polsce są Kluby Misi Kitki, dla nich to też będą przydatne wskazówki. Myślę, że dzieci, które uczestniczą w kursach też na regale znajdą miejsce dla książki, która mam nadzieję, będzie im się kojarzyła z kreatywnym dzieciństwem.

Przyjemnie się tego słucha, wierzę, że książka pojawi się na rynku, ale co z osobami, które nie mają tyle samozaparcia? Co powiedziałaby Pani innym mamom, które szukają swojej drogi zawodowej?

Nie każda mama musi prowadzić swój biznes. Oczywiście to jest wygodne, bo pracujemy wówczas kiedy się da, a kiedy np. zachoruje dziecko możemy zmienić proporcje. Jednak to jest kwestia charakteru. Są osoby, które muszą być prowadzone za rękę. Czują się bezpiecznie mając nad sobą szefa, który wyznaczy zakres obowiązków. I to nie jest nic złego. Własna działalność to samodyscyplina, stres, ciągła walka o przetrwanie. Nie można odpuścić, nie da się przełożyć dokumentów na biurko koleżanki, z nadzieją, że zrobi to za mnie, kiedy ja wyjadę na urlop. Od jakiegoś czasu wisi w powietrzu presja: Masz dziecko? Czas na własną działalność! Nie należy się jej poddawać. Moim zdaniem należy pić często, ale małą łyżeczką, żeby tak, jak dziecko nie zachłysnąć się i nie zniechęcić zbyt szybko. Proponuję zastanowić się nad tym, co lubię robić, czy moje hobby może być początkiem biznesu? Mamom, które są na rozdrożu i nie wiedzą, którą drogę wybrać proponuję zagłębić się w temat Spółdzielni Socjalnych. To sposób, aby zacząć robić coś na równych prawach z innymi i mieć przy boku osoby, które tak, jak my zaczynają od zera i nie chcą na tym poprzestać.

O to może być cenna wskazówka dla naszych Czytelniczek. Czy Misia Kitka musi już jechać?

Tak, dziś goszczę w Domu Kultury Inspiro w Podłężu. Trwają przygotowania do pokazu mody, dlatego cytując klasyka „(…) będzie się działo”. Cudownie jest patrzeć, jak te małe rączki tworzą kolekcję, nie wiem, kto bardziej to przeżywa: One, czy ja?– uśmiech. Zapraszam na pokaz.

Dziękuję za rozmowę!

Misia Kitka na FB 

Poznaj także hafciarki komputerowe marki Bernina!


INNE ARTYKUŁY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ:

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Paulina Sienczyło
Absolwentka zarządzania kulturą i podyplomowego zarządzania zasobami ludzkimi na UJ. Mama Igutki Frygutki i Janka Gałganka. Kiedyś z pasją oddana harcerstwu, potem fajnej pracy w Coca - Coli, obecnie poszukująca swojej drogi zawodowej. Lubi ludzi, gorącą czekoladę w czasie posiadówek niepołomickiej grupy fajnych kobiet, bieganie z kijkami po puszczy w weekendowe poranki. Jest pasjonatką zdrowego trybu życia marzącą o byciu gospodynią - nauczycielką harmonijnego życia w Beskidzie Niskim.
Podyskutuj

Czerpię radość z robienia zdjęć i bycia mamą dwóch chłopców – w tym jestem najlepsza

Ola ukończyła kursy Akademii Fotografii Dziecięcej i zupełnie niedawno otrzymała tytuł Akredytowanego Fotografa Akademii, co jest najwyższym wyróżnieniem przyznawanym przez instruktorów. Prywatnie to mama dwóch chłopców, a zawodowo...? "Ja tylko robię zdjęcia" - mówi Ola, a na jej stronie aż roi się od zdjęć pełnych dziecięcej radości.
  • Ewa Moskalik - Pieper - 15/02/2019
grupa dzieci - fotografia wykonana przez Olę

Ola ukończyła kursy na Akademii Fotografii Dziecięcej. Jeśli też chciałabyś robić piękniejsze zdjęcia – zapisując się na kurs w Akademii możesz dostać 10% rabatu! (na hasło mamo pracuj)

Olu, swój pierwszy aparat dostałaś od męża jak urodziłaś swojego pierwszego synka. Opowiedz czym zajmowałaś się zawodowo zanim zdecydowałaś się na kursy w Akademii Fotografii Dziecięcej?

Tak, pierwszy aparat Nikon d3100 dostałam od męża na naszą rocznicę ślubu w 2011 roku, kilka miesięcy po urodzeniu Marcela. Skończyłam Politechnikę Gdańską na wydziale Oceanotechniki i Okrętownictwa. Zanim urodziłam Marcela pracowałam w Gdańsku w firmie projektującej statki i ich części.

Od jak dawna interesujesz się robieniem zdjęć?

Nawet już nie pamiętam, wydaje mi się, że zawsze lubiłam robić zdjęcia.

Jakie kursy Akademii Fotografii Dziecięcej ukończyłaś i ile ich było?

W Akademii Fotografii Dziecięcej ukończyłam 5 kursów: Wprowadzenie do fotografii dla Mam, Fotografia dziecięca część I i II, Sekrety fotografowania emocji
oraz Obróbka w Adobe Lightroom. Ponadto ukończyłam I semestr Uniwersytetu.

Jak szybko zaczęłaś pracować jako samodzielny fotograf?

W sumie nie wiem, w którym momencie to przyszło, bo zdjęć robiłam mnóstwo i wielu osobom. Znajomi, sąsiedzi, rodzina, a później znajomi znajomych 🙂

Czy dzisiaj zajmując się fotografią jesteś w stanie się z tego zajęcia utrzymać?

Tak, jestem w stanie, choć wydatki związane z uzupełnianiem studia w dodatki, suknie i rekwizyty są ogromne, a wiadomo, że ciągle chciałoby się coś zmieniać, udoskonalać i oczywiście rozwijać swoje umiejętności. To dla mnie podstawa, by poznawać tajniki fotografii.

Twój pierwszy klient to…?

Artur, synek moich sąsiadów.

Jak szukasz swoich klientów obecnie?

Szczerze mówiąc to za bardzo się nie ogłaszam, w większości moi klienci to znajomi kogoś kto był u mnie na sesji. W moim przypadku poczta pantoflowa jest moją najlepszą reklamą.

Jesteś mamą 2 dzieci. W jakim są wieku? Jak organizujesz sobie czas pracy?

Marcel, w maju skończy 8 lat i Tymon, skończy we wrześniu 5 lat. Obaj chodzą do szkoły i przedszkola. Staram się umawiać sesje tylko z rana i raczej nie w weekendy.

Oczywiście zdarzają się sesje popołudniowe, wtedy umawiam je jak mój mąż jest w domu 🙂

Jak wyglądają Twoje sesje?

Do każdej sesji staram się podchodzić indywidualnie, czy to sesja rodzinna, noworodkowa, ciążowa czy kobieca, zawsze myślę o niej wcześniej i w głowie przygotowuję stylizacje.

Nie lubię powielać moich pomysłów, więc staram się za każdym razem wymyślić coś nowego.

Co Ci daje fotografia? Co Ci sprawia największą frajdę?

Fotografia pozwala mi urzeczywistnić marzenia, nie tylko moje, ale też klientów. Ogromną radość daje mi zachwyt moich modeli nad kadrami, które dla nich stworzyłam.

Sesja zdjęciowa, która szczególnie zapadła Ci w pamięć to…?

Wydaje mi się, że pamiętam wszystkie. Nie jestem w stanie zaplanować scenariusza takiej sesji, więc cieszę, że każda jest inna. Zawsze jest dużo uśmiechu,
mam nadzieję, że moi klienci to lubią.

W Twojej ofercie są różne sesje – noworodkowe, dziecięce, ciążowe, rodzinne… Z kim lubisz pracować najbardziej?

Uwielbiam wszystkie sesje i spotkania, ale dzieci chyba są mi szczególnie bliskie, bo od nich wszystko się zaczęło i sesja z nimi nigdy nie jest taka oczywista, jakby się wydawało.

Jakie masz marzenia? Te związane z fotografią, jakaś szczególna sesja, a może chciałabyś zakwalifikować się do jakiegoś przeglądu, konkursu, a może wystawa? Zdradzisz?

Hmm, marzy mi się reportaż z porodu, więc mam nadzieję, że w niedługim czasie uda mi się to marzenie spełnić. A wystawa, myślę, że fajnie byłoby się spotkać w gronie bliskich mi osób i wspólnie pooglądać moje zdjęcia 🙂 Myślę, że wtedy naprawdę byłabym z nich dumna 🙂

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik – Pieper

Ola ukończyła kursy na Akademii Fotografii Dziecięcej. Jeśli też chciałabyś robić piękniejsze zdjęcia – zapisując się na kurs w Akademii możesz dostać 10% rabatu! (na hasło mamo pracuj)

Zdjęcia: Aleksandra Brzeska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Chustowa mama

Bohaterką pierwszej historii jest Joanna Bogdan, szczęśliwa mama trójki dzieci i bizneswoman, właścicielka firmy LennyLamb, produkującej chusty, nosidła oraz odzież do noszenia dzieci. Skąd wziął się pomysł na firmę szyjącą chusty? I jak pogodzić macierzyństwo z prowadzeniem firmy?
  • Joanna Gotfryd - 13/02/2019
Joanna Bogdan z LennyLamb

Powiedz jak to się zaczęło, dlaczego zdecydowałaś się na taką karierę zawodową, przecież jesteś farmaceutką z wykształcenia?

Rzeczywiście, jestem farmaceutką, to mój zawód wyuczony i pasja. Studia kosztowały mnie sporo wysiłku i zaangażowania i niejedna osoba zadaje mi pytanie o zmianę zawodu… Tak w ogóle to planuję wkrótce wrócić do pracy w zawodzie, na kilka godzin – nie wiem jak to będzie możliwe, bo nie mam czasu na nic – po to, aby zachować prawo do wykonywania zawodu, żeby nie stracić tego, na co parę lat pracowałam.

Ale wracając do tematu firmy…

Trzeba zacząć od tego, że macierzyństwo bardzo mnie zmieniło. Ta zmiana była dość drastyczna, gdyż pierwsze dziecko straciliśmy zaraz na początku ciąży. Był to  dla mnie duży cios i to zupełnie przewartościowało mój sposób myślenia.

Oczywiście obwiniałam się o to, że za dużo pracowałam, że się za dużo stresowałam. Myślę że wiele czynników się na to złożyło, ale ja widziałam główny problem w pracy. Zastanawiałam się jak to będzie kiedy na świat przyjdzie dziecko, a ja będę musiała czy chciała pracować. Bo inna sprawa jest taka, że ja sobie zupełnie nie wyobrażałam nic nie robić.

Dużą wartością dla mnie jest to, że jestem z dziećmi w domu i nie wyobrażałam sobie powrotu do takiej standardowej pracy w godzinach 8-16.

Natomiast tez nie czułam się dobrze z tym, że nie spełniam się intelektualnie, więc jakby to jest jeden z powodów, że chciałam coś robić, a z drugiej strony nie chciałam zostawiać dziecka i wtedy też narodziła się taka myśl, że to jest wyjście – mieć własną firmę, żeby sobie samemu ustalać ile chce pracować, jak chce to robić i to był właśnie ten początek.

A skąd wziął się pomysł na chusty i nosidła?

Nie miałam jeszcze gotowego pomysłu na firmę, szukałam pomysłów ze swojego podwórka, a pomysł na tę firmę przyszedł zupełnie niespodziewanie. Jakby mi ktoś 5 lat temu powiedział, że będę producentem jakichś szmat, to myślę, że bym go wyśmiała, bo ja nawet szyć nie umiem tak naprawdę. Zaczęłam nosić Franka w chuście i wydawało mi się to tak niesamowite i tak cudowne, mało tego, to były początki ruchu chustowego w Polsce, ja znam wszystkie dziewczyny, które zaczynały promocję chust w Polsce, jestem wśród takiego starego trzonu chustowego, który zakładał jakieś stowarzyszenia i organizował pierwsze spotkania.

Natomiast zupełnie przypadkiem okazało się, że osoby, które zajmowały się sprowadzaniem z zagranicy chust do Polski robiły to dość nieudolnie, nagle nie można było kupić jakiegoś zwykłego nosidła, którego uszycie nie było trudną sprawą. Akurat tak się złożyło, że ja szukałam tego nosidła, nie mogłam go dostać i pomyślałam, kurcze, przecież można by było coś takiego szyć.

Próbowałam to kupić u jakiejś dziewczyny, kolejka była na 3 miesiące, pomyślałam, że to jakaś paranoja, żeby 3 miesiące czekać na kawałek szmaty. Zaczęłam rozmawiać z mężem, z siostrą, akurat w tym samym czasie mój szwagier kończył włókiennictwo na Politechnice Łódzkiej, czyli był dość dobrze poinformowany co, gdzie, jak, na pewno wiedział więcej niż ja (śmiech). Natomiast samej produkcji chust uczyliśmy się od początku.

Michał, mój mąż zajął się sprawami informatycznymi, zrobił nam sklep. Mój pomysł zaczął się od nosidła. Ale wiedziałam, że nie ma na rynku firmy, która ma wszystko, nosidła, chusty tkane, chusty elastyczne, odzież do noszenia, tego nie było. Pomyślałam sobie, że fajnie by było coś takiego mieć. Od pomysłu do realizacji i się udało… rozgadałam się, a nie odpowiadam na pytania.

To nie była świadoma decyzja, że wybieram taką karierę zawodową, ale chciałam robić coś będąc z dzieckiem w domu i pojawił się pomysł, podjęliśmy się realizacji. Dużo radości dawała mi praca nad tym projektem i na początku każda sprzedana rzecz była sukcesem.

Opowiedz o swoich dzieciach, kto się nimi opiekuje kiedy pracujesz?

Mam troje dzieci, Franek ma 4,5 roku i jest wesołym i żywym przedszkolakiem, a bliźniaczki Ewa i Hania mają 2 lata. Główną osobą opiekującą się dziećmi jestem ja, pomaga mi niania, kiedy np. muszę wyjść, ale coraz rzadziej pracuje w domu z dziećmi. Dziewczyny mają bardzo fajną opiekunkę, mam do niej zaufanie i mogę na nią liczyć w każdej sytuacji.

Kiedy pracuję to teraz najczęściej nie ma ich ze mną, ale początki były zupełnie inne. Dlatego założyłam sobie, że będę pracować w domu, a opiekunka będzie osobą, która mnie wspomaga. Pracowałam w jednym pokoju, a w drugim opiekunka bawiła się z dzieckiem. To był fajny czas, bo poczułam sens własnej firmy. Jak Franek zaczynał płakać i musiał się przytulić do mnie to przybiegał, przytulał się i już nie było problemu. Mógł do mnie przyjść zawsze kiedy chciał.

Potem zaszłam w ciążę z bliźniaczkami, niania musiała wyjechać i Franek poszedł do przedszkola, miał wtedy 2,5 roku. Na początku chodził tylko na kilka godzin. To był dobry pomysł, chociaż ja bałam się przedszkola, ale ta decyzja dawała nam spojrzenie w przyszłość, wiedziałam, że jak dziewczynki się urodzą i będę miała jeszcze mniej czasu dla Franka, to on będzie miał swoje przedszkole z paniami, zabawkami, i to się sprawdziło. Myślę, że bardzo by to przeżywał, że w domu nie mogę poświęcić mu czasu.

Teraz z 3 dzieci to jest nierealne aby pracować przy dzieciach. Robię to tylko wtedy kiedy absolutnie muszę. Nigdy nie ma na to dobrego czasu, bo nie mogę się skupić, ale też dzieciaki nie tolerują tego dobrze, od razu chcą mi pomagać 😉 i staram się to ograniczać. Dlatego kiedy mam już swoje biuro, do którego mogę pójść, to jest bardzo dobre rozwiązanie i pracuję efektywniej niż w domu. Myślę, że dzieci też inaczej funkcjonują, wiedzą, że gdy wracam do domu jestem cała dla nich.

Kto pomaga Ci w prowadzeniu firmy?

LennyLamb to projekt rodzinny. Pomysł jest całkowicie mój, ja zebrałam ludzi i przekonałam ich, że to jest fajna inicjatywa, i że to będzie coś dobrego, natomiast wykonanie już nie jest tylko moje. Każdy produkt zaczynał się w mojej głowie, ale teraz moi wspólnicy – siostra i jej mąż Piotr – są odpowiedzialni za produkcję.

Mocno zaangażowany jest też Michał – każdy z nas ma swoje talenty, które mógłby wykorzystać w firmie. Michał ma talent informatyczny i nie tylko. On ma niesamowite wyczucie marketingowe, co warto robić, w co warto inwestować i to w nim bardzo cenię.

A poza tym teraz mam też pracowników, takie dobrze duszki, którym mogę zaufać, mogę im zostawić firmę i wiem, że będzie dobrze. To są pracownicy i też przyjaciele. Wszystko opiera się na wzajemnym zaufaniu i dobrych relacjach. Bo owszem mam pracownika, ale to moja przyjaciółka z liceum, która akurat była bez pracy, a ja potrzebowałam bardzo pomocy. Wszystkie te osoby są bardzo związane z LennyLamb od początku.

Czy miałaś wsparcie od najbliższych przy zakładaniu firmy?

Tak oczywiście, nawet rodzice nigdy nie negowali tego, a moja mama, która zareagowała tak jak wszyscy kiedy zobaczyła chustę – co ty robisz temu dziecku i dlaczego je tak wyginasz, takie fajne nosidełka mają w sklepach – ale to była pierwsza reakcja, teraz jest też zachwycona tym jak to funkcjonuje. Natomiast najsilniejsze wsparcie to oczywiście mam od mojego męża, który mocno wierzył we mnie, który oprócz tego, że dawał mi wsparcie psychiczne, to bardzo szybko realizował moje pomysły i nadawał moim wizjom wymiar realny – robił stronę, sklep internetowy, itp.

Ile czasu minęło od pomysłu na biznes do jego realizacji?

Hmmmm… na początku była w ogóle idea, że chcę mieć coś swojego. Pomysł na chusty narodził się w styczniu 2008 r., a firmę zarejestrowałam w czerwcu. Chyba całkiem szybko mi poszło.

Co motywowało Cię do działania?

Myślę, że chęć realizacji siebie, chęć tworzenia. To jest fajna sprawa kiedy masz pomysł i okazuje się nagle, że to się da wykonać, mimo tego, że ja mam totalnie blade pojęcie, czy to się da uszyć i jak to zrobić. Spotykaliśmy się z ludźmi i ja się od nich uczyłam wszystkiego od początku. To były te momenty, które mnie motywowały.

Teraz tak myślę, że spotykałam odpowiednie osoby, które nigdy nie powiedziały mi „nie”, mówiły, że to może nie jest łatwe, ale mówiły się może uda. Bo te wszystkie rzeczy, które robimy są bardzo nietypowe. Kurtki do noszenia – o jejku przecież to jest taka dziwna konstrukcja. Trzeba mieć taką kieszeń z przodu, trzeba to zaprojektować i uszyć. Gdy dostawałam projekty do ręki, to było to niesamowite, że masz tę chustę, że ona jest zapakowana, że się udało zrobić instrukcję obsługi, że jest ulotka, że jest taki produkt w końcu.

Myślę, że to jest najfajniejsze. I to, że pomysł chwycił. Dzięki zaufaniu jakim obdarzyli nas rodzice, którzy kupują nasze produkty mogliśmy się rozwijać i dojść do miejsca, w którym jesteśmy – i to jest główny motor działania.

Czy zdarzają się chwile zwątpienia?

Owszem mam chwile zwątpienia, kiedy jestem mocno przemęczona i myślę sobie, że chciałabym nic nie robić 😉 i wreszcie sobie odpocząć. I nie myśleć, nie martwić się, bo oczywiście prowadzenie firmy jest fajne, ale jest masa problemów, które trzeba rozwiązywać. Ale w takich chwilach zwątpienia Michał dawał mi duże wsparcie, umiał spokojnie ocenić – popatrz Aśka jest kryzys, firmy padają, a nam się udało stworzyć firmę, która nie jest może milionowym biznesem, ale funkcjonuje i rozwija się.

Jaką sumę musiałaś na początku zainwestować, czy korzystałaś z dotacji unijnych?

Tak, skorzystałam z dotacji na otworzenie swojej pierwszej działalności, i przyznam, że to było dość ważne dla mnie. Nie chodzi tylko o kwestię finansową, ponieważ te pieniądze niewiele zmieniły niestety, bo nie mogłam ich tak zainwestować jak potrzebowałam najbardziej. Tylko 3 tysiące mogłam przeznaczyć na produkcję, a to jest bardzo niewiele, a za resztę musiałam wyposażyć sobie miejsc pracy.

To dodało mi skrzydeł i zmotywowało, ale gdybym mogłam, to inaczej wydałabym te pieniądze. Ale przez to, że musiałam stworzyć biznes plan, musiałam sobie wszystko przemyśleć, jak to ma wyglądać i czy to się uda. Wiem, że projekt był dobrze oceniony, bo był skrupulatny, to dodało mi energii, dostałam pieniądze, nie muszę zaczynać od zera. Powiedziałam sobie, że jak dostanę tę dotację to ruszamy z kopyta, a jak nie, to trzeba wszystko jeszcze raz przemyśleć. No i się udało.

A resztę musieliśmy zainwestować ze swoich oszczędności, które na szczęście mieliśmy. Produkcja pochłonęła dużą kwotę. Zaczynaliśmy od kupna jednego koloru materiału, musieliśmy kupić 1000 m tkaniny w 1 kolorze, a my chcieliśmy mieć kilka kolorów.

Dla nas to było ryzyko, to były całe nasze oszczędności i ja już sobie wyobrażałam, że będę miała cały dom wytapetowany i będę miała narzuty i tkaniny z tego materiału jeśli nie uda nam się sprzedać. Ale jakoś to się udawało, ta rotacja materiału była, jak się sprzedała pierwsza partia, dokupywaliśmy kolejne materiały i kolejne, te pieniądze są cały czas inwestowane w nową produkcję i to cieszy, że one się pomnażają.

Czy to, że jesteś mamą w jakiś sposób wpływa na prowadzenie biznesu?

Tak, bo tego biznesu by nie było gdybym nie była mamą, jestem tego pewna. Mam takie szczęście, że to jest biznes mamowo-dzieciowy, ciągle spotykam kobiety z dziećmi, potrafię dobrze wczuć się w sytuację każdej mamy, którą spotykam. Jestem autentyczna przez to, że wszystko co proponuję rodzicom jest częścią też mojego życia.

Czy dzieci inspirują Cię do pracy czy Ci ją utrudniają?

Na pewno inspirują i utrudniają oczywiście też ;-). Ja na pewno jestem na takim etapie myślenia, że to praca utrudnia mi pełnienie obowiązków dobrego rodzica i na dzień dzisiejszy mogę sobie na to pozwolić, żeby czasem robić sobie dzień bez pracy i być tylko dla dzieci.

Te wakacje były cudowne i wspaniałe, 3 miesiące nie byliśmy w domu, byliśmy ze sobą. A firma sobie jakoś poradziła. Oczywiście pracowałam wieczorami, czasem też w dzień, ale nie przeszkadzało to, żebyśmy byli daleko od domu, korzystali z ładnej pogody, obecności dziadków.

Co daje Ci praca zawodowa?

Jest to oderwanie od szarej rzeczywistości, problemów przyziemnych, czy wszystkie dzieci mają czyste ubrania na dzisiaj, czy mamy co jeść i czy wszystko zrobiłam w domu, czy uda nam się przetrwać kolejny dzień razem.

Pracuję, bo chcę pracować, to jest mój wybór, ale poczucie własnej wartości jest dość istotne. Dzięki pracy realizuję własne pomysły i rozwijam się intelektualnie.

Co chciałabyś powiedzieć innym mamom, które szukają swojej drogi zawodowej?

Hmmm myślę, że tutaj nie będę specjalnie oryginalna. Myślę, że trzeba słuchać siebie i tego co czujemy, ale też czasem trzeba iść na ustępstwa, trzeba realnie patrzeć na swoje życie, co mogę robić, co chcę robić i co lubię, ale też co jestem w stanie zrobić, jakie mam możliwości finansowe i czasowe.

Mamy są bardzo kreatywne, wiedzą czego chcą w życiu. Samo macierzyństwo jest bardzo wymagające, te wszystkie obowiązki są częścią naszego życia, przez to stajemy się lepiej zorganizowane.

Bardzo wiele mam odnajduje swoją drogę życiową przez macierzyństwo, odnajdują swoją pasję czy zawód, który ma sens. Mamy nie mają nadmiarowego czasu, musimy wiedzieć co chcemy, skoro musimy wykroić ten czas. Myślę, żeby mamy się nie bały zaryzykować, ale też, żeby realnie patrzyły na swoje pomysły, żeby poradziły się kogoś kto się na tym zna, jeśli same tego nie umieją.

W ogóle trochę mnie to pytanie zaskoczyło, myślę, że mamy mają tendencję do dołowania się, ja sobie nie radzę, a inne mamy sobie świetnie radzą. Myślę, że dziewczyny powinny przestać to robić, niech zobaczą jakie są wspaniałe, ich dzieci są ubrane, najedzone i to jest najważniejsze. Czasem zapominamy spojrzeć w najprostszy sposób – przetrwałyśmy ten dzień z masą obowiązków. Trzeba szukać pozytywów w macierzyństwie, ono mnie mobilizuje. Przez to, że nie mam czasu trzeba szukać drogi realizowania siebie, żeby nie zwariować. Dbając o siebie dbam o swoje dzieci.

Dziękuję za możliwość przeanalizowania ostatnich 3 lat mojego życia i trzymam kciuki za Wasz projekt, pomysł bardzo mi się podoba.

Dziękuję za rozmowę i życzę dużo sukcesów rodzinnych i zawodowych.

Joanna Bogdan – mama Ewy, Hani i Franka oraz właścicielka firmy LennyLamb (www.pl.lennylamb.com) produkującej ekologiczne artykuły dla dzieci.

A tu możesz przeczytać wywiad z Asią z 2018 roku, z okazji 10-lecia firmy.

LennyLamb jest też w naszej Bazie Pracodawców Przyjaznych Mamie  >> zobacz, może to własnie pracodawca dla Ciebie?

Rozmawiała: Joanna Gotfryd

Zdjęcie: archiwum Joanny

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail