Czego szukasz

Macierzyństwo słodkie jak tort Sachera

Austriacy lubią umilać sobie dzień kawałkiem tego czekoladowego specjału. Mogą w pełni delektować się każdym kęsem, nie zadręczając się myślą o tym, że za chwilę muszą pędzić z powrotem do pracy, by dokończyć korporacyjną dniówkę. Albo do domu, gdzie rodzina czeka na obiad, dywany na odkurzenie, a pies na spacer. Do takich wniosków można dojść po przeczytaniu poniższego wywiadu z Agatą, która na swoim przykładzie pokazuje, że państwo austriackie naprawdę wie, jak dbać o rodziców.

Agato, kim jesteś i czym zajmujesz się w Wiedniu?

Jestem matką, żoną, córką, synową i Polką. Z wykształcenia – nauczycielką geografii i przedsiębiorczości, a z doświadczenia i wyniku dalszego dokształcania się – fraud managerem i księgową.

Od jak dawna mieszkasz za granicą?

Już blisko 6 lat.

Czym zajmowałaś się przed urodzeniem dziecka?

W Austrii – nauką języka niemieckiego. Nigdy nie planowałam, że zamieszkam poza granicami naszego kraju, więc nie uczyłam się go. Miałam jednak to szczęście, że mąż wziął na siebie wszystkie obowiązki związane z utrzymaniem domu, więc mogłam spokojnie oddać się nauce. Od tego zależała moja przyszłość w Austrii. 

Kiedy wróciłaś do pracy po urodzeniu dziecka?

Wybrałam jeden z najdłuższych możliwych urlopów macierzyńskich, dzięki czemu mogłam spędzić z moim synkiem dwa lata. Po tym czasie jednak nie wróciłam od razu do pracy, ale poświęciłam ponad rok na dokształcanie się i zdobywanie doświadczenia zawodowego.

Jak wygląda sytuacja rodziców w Austrii?

Można wybierać spośród trzech rodzajów urlopu macierzyńskiego: roczny, osiemnastomiesięczny lub dwuletni. Należy zwrócić uwagę, że są to urlopy płatne. Pula pieniędzy przeznaczona na każdy z tych modeli jest podobna i zawsze dzieli się ją przez ilość miesięcy. Matki mogą też wybrać jeszcze inną opcję – zostać z dzieckiem krócej, ale podzielić się urlopem z ojcem. Podkreślam, że z ojcem, bo to wcale nie musi być mąż – w Austrii funkcjonują również związki partnerskie. 

A wsparcie od państwa? 

Po przyjściu na świat mały obywatel otrzymuje wyprawkę od państwa, przy czym od rodziców zależy, kiedy dokładnie to nastąpi – tuż po narodzinach lub dopiero wtedy, gdy podrośnie. Wychowywałam się w Polsce, w rodzinie wielopokoleniowej, dzięki czemu już w wieku „nastu” lat nauczyłam się opiekować małym dzieckiem. Jednak jeżeli ktoś jest „zielony” w tej kwestii, może skorzystać z centrów dla rodziców, których pracownicy są gotowi pomóc zarówno w pierwszych dniach życia dziecka, jak i przy ewentualnych późniejszych problemach. Można tam spotkać i psychologów, i pracowników socjalnych. 

Dla mnie ciąża, poród i dziecko wiązały się bezpośrednio z darmowym ubezpieczeniem zdrowotnym, ponieważ wcześniej musiałam płacić około 80 Euro miesięcznie. Po skończeniu urlopu macierzyńskiego udało mi się znaleźć instytucję zwaną WAFF, która pomaga matkom w powrocie na rynek pracy. Otrzymałam wsparcie finansowe, które miałam przeznaczyć na zmianę bądź podniesienie swoich kwalifikacji zawodowych. Mogłam też zapisać się na interesujące mnie kursy, a wspomniana instytucja je sfinansowała. Z kolei urząd pracy umożliwił mi odbycie praktyk zawodowych. Wszystko to w efekcie spowodowało, że dziś pracuję w nowym zawodzie. 

A wracając do dziecka – mój synek jest w przedszkolu prywatnym, gdyż przed jego urodzeniem nie pracowałam zawodowo i nie mogłam ubiegać się o przedszkole państwowe. Jednak od kilku lat nie ma tu właściwie żadnej różnicy pod względem finansowym, ponieważ wszystkie przedszkola są tak samo dotowane przez państwo. 

Czy wielu rodziców pracuje w niepełnym wymiarze godzin?

Ciężko mi to ocenić, ale myślę, że te matki, których powołaniem jest macierzyństwo, są z dziećmi jak najdłużej w domu i korzystają w pełni ze swoich praw. Jednak te, od których sytuacja wymaga powrotu do pracy, nie muszą martwić się tym, jak pogodzą życie zawodowe z rodzinnym. Tutaj każdy pracownik w godzinach pracy ma prawo do wizyty u lekarza, w przedszkolu czy w sądzie. Wystarczy, że dostarczy potwierdzenie swojej obecności w danym miejscu i nie musi tego odpracowywać. 

Trzeba również wziąć pod uwagę różnorodność kulturową, jaka tutaj występuje. Dużo Austriaków nie chce mieć dzieci lub decyduje się na nie bardzo późno, natomiast np. Turczynki rzadko podejmują pracę zawodową i są ze swoimi dziećmi w domu. Podobnie jest z Polkami, Słowaczkami czy Czeszkami, ale my jesteśmy wychowane w innej kulturze i staramy się połączyć role matki oraz pracownicy. Można pracować na półetacie rodzicielskim, który ułatwia całą organizację, ale równie wygodne są też nienormowane godziny pracy, które oferuje wiele dużych firm. 

Jak pracodawcy traktują rodziców?

Tak, jak należy. Tutaj wychodzi się z założenia, że w każdej dziedzinie należy trzymać się litery prawa, gdyż nawet zwykły pracownik bez większych nakładów finansowych jest w stanie z pomocą instytucji państwowych wyegzekwować swoje prawa. Ochrona matki zaczyna się od momentu stwierdzenia ciąży i przedstawienia odpowiedniego zaświadczenia pracodawcy. O ile dobrze pamiętam, to chyba na 6-8 tygodni przed porodem przepisy zabraniają kobiecie pracować.

Pod czyje skrzydła najczęściej trafiają dzieci, gdy rodzice wracają do pracy?

Zdecydowanie żłobki. Dziadkowie są głównie od rozpieszczania. Na szczęście system opieki nad dziećmi jest bardzo dobrze rozwinięty. Istnieje sieć żłobków państwowych oraz te prywatne. Oprócz tego są opiekunki, au-pair, a nawet instytucje, które na czas choroby dziecka przysyłają dodatkową pomoc, by rodzice mogli spokojnie wrócić do pracy. Ogromne znaczenie ma w tym wszystkim solidarność matek tej samej narodowości. Czasem jesteśmy tu bez swoich rodzin i pomoc znajomej „cioci” jest bezcenna. 

A jak wygląda dzień pracującej mamy?

To zależy. Do środy mam dużo obowiązków i nieraz siedzę do późna w firmie. Składa się na to również obowiązkowa przerwa, która jest wliczana w czas, jaki spędzam w pracy, stąd taki późny powrót do domu. 

Poranki są dosyć leniwe, ponieważ oboje z mężem nie mamy sztywno określonych godzin pracy i nie musimy się nigdzie spieszyć. Wstajemy jednak około szóstej, by spędzić ze sobą jak najwięcej czasu, a potem spokojnie odprowadzamy naszego synka do przedszkola. Natomiast w piątki wracamy do domu wcześniej i celebrujemy koniec tygodnia. A weekendy są już tylko nasze!

Jakie masz patenty na godzenie życia osobistego i zawodowego?

Teściową, męża i osiedlowe mamy – bez nich nie byłoby to możliwe! Dziękuję im za to oparcie i pomoc, jakie każdego dnia od nich otrzymuję.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Absolwentka zarządzania kulturą i podyplomowego zarządzania zasobami ludzkimi na UJ. Mama Igutki Frygutki i Janka Gałganka. Kiedyś z pasją oddana harcerstwu, potem fajnej pracy w Coca - Coli, obecnie poszukująca swojej drogi zawodowej. Lubi ludzi, gorącą czekoladę w czasie posiadówek niepołomickiej grupy fajnych kobiet, bieganie z kijkami po puszczy w weekendowe poranki. Jest pasjonatką zdrowego trybu życia marzącą o byciu gospodynią - nauczycielką harmonijnego życia w Beskidzie Niskim.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie