Czego szukasz

Macierzyństwo mnie wzmocniło – list od Hanny

Doświadczenia macierzyństwa mnie osobiście wzmocniły i sprawiły, że oceniam się dużo lepiej niż kiedyś. Poród był doświadczeniem, po którym wzrosło moje poczucie własnej wartości jak po żadnym wcześniejszym osiągnięciu – napisała do nas w liście Hania, skrzypaczka w JoHannah Duo, nauczycielka, aplikantka radcowska i mama 10 – miesięcznej Róży. Hania opowiadając swoją historię chce dodać otuchy innym mamom, które obawiają się zmian związanych z urodzeniem dziecka.

  • Listy do Redakcji - 05/04/2018

Wszystko zaczęło się od skrzypiec…

Urodziłam się w małej wiosce pod Wolsztynem. Rodzice przez 6 lat zawozili mnie do szkoły muzycznej, czasami i 4 razy w tygodniu. To było ogromne poświęcenie z ich strony. Ja natomiast, po zajęciach w szkole podstawowej musiałam ćwiczyć na skrzypcach, popołudniami jeździć do szkoły muzycznej, a wieczorami odrabiać lekcje (do dwóch szkół)…I tak przez 12 lat.

W Wolsztynie ukończyłam jedynie I stopień szkoły muzycznej. Później zaczęłam naukę w PSM II st. w Zielonej Górze, a do liceum trafiłam do Poznańskiej Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej II st. im. M. Karłowicza.

Dlaczego o tym piszę…

Najpierw prowincjonalny Wolsztyn, później nieco większa Zielona Góra, w końcu wymarzony Poznań…. Całe dzieciństwo i bardzo wczesne lata dorosłości wraz ze wzrostem moich umiejętności rosły oczekiwania z zewnątrz. Kiedy już udawało mi się zaistnieć na jakimś gruncie, przenosiłam się do większej placówki muzycznej, gdzie zaczynałam walkę na nowo.

Z pozycji szarej myszki, pośród samych zdolnych ludzi wokół, walczyłam o godne miejsce w „muzycznym stadzie”. Przy czym porównanie konkurencji w branży muzycznej do świata zwierząt nie jest tutaj przypadkowe…

perspektywy czasu mogę powiedzieć, że nauka gry na instrumencie niezwykle kształtuje charakter. Takie cechy jak sumienność, systematyczność i wytrwałość zawdzięczam szkole muzycznej.

Umiejętność występowania przed szeroką publicznością, dzielenia się swoim potencjałem z obcymi ludźmi, a także akceptacji swoich niedoskonałości wykształciła we mnie szkoła muzyczna w procesie edukacji muzycznej.

Z całą stanowczością zachęcam Rodziców do kształcenia muzycznego swoich dzieci. Niekoniecznie w placówkach państwowych, z którymi wiąże się cały szereg zajęć edukacyjnych i wiele innych obowiązków. Domyślam się, że przy dzisiaj narzuconym tempie życia nie każdy rodzic zechce się zdobyć na takie wyzwanie. Chodzi bardziej o kontakt z muzyką, z instrumentem.

Kilka lat nauki, w trakcie których dziecko posiądzie umiejętność gry i podstawowe zasady muzyki, to również szansa na zdobycie szeregu cennych cech, które zaprocentują w przyszłości. Będzie dumne ze zdobytych ciężką pracą umiejętności, które w dalszym ciągu nie należą do powszechnych.

Nie od dziś wiadomo, że nauka muzyki i gry na instrumencie pobudza do działania obie półkule mózgu. Koordynacja ruchów, podzielność uwagi, przetwarzanie informacji – to jedne z niezliczonych umiejętności zdobytych w procesie nauki gry na instrumencie muzycznym.

W końcu, po ukończeniu studiów na wydziale instrumentalistyki Akademii Muzycznej im. I. J. Paderewskiego w Poznaniu rozpoczęłam pracę nauczycielki skrzypiec w PSM I st. w Nowym Tomyślu, w której uczę do dnia dzisiejszego (aktualnie przebywam na urlopie rodzicielskim). Na roku licencjackim rozpoczęłam też prawo na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza w Poznaniu.

To miał być zabieg eksperymentalny

Jednak prawo okazało się strzałem w dziesiątkę. Studia trudne i wymagające, ale niezwykle rozwijające.

Podczas pięciu lat prawniczego eksperymentu zaczęłam coraz więcej grać w duecie z moją zdolną siostrą Joanną – wiolonczelistką. Traktowałam to jako odskocznię i powrót do muzycznego świata, w którym chowałam się od dziecka.

Z siostrą gramy naprawdę wszędzie: od poważnych występów dla Władz Uczelnianych i innych instytucji państwowych, po festiwale artystyczne, aż do mini koncertów edukacyjnych dla dzieci w żłobkach i przedszkolach.

Jednak dopiero na urlopie macierzyńskim zaczęłam poważnie myśleć nad „sformalizowaniem” naszego duetu i pracą nad rozpowszechnieniem go szerszej rzeszy osób. Johannah Duo posiada teraz konkretną ofertę artystyczną i istnieje w sieci. Każdy zainteresowany oprawą muzyczną uroczystości ma możliwość wygooglowania nas w Internecie. Wcześniej łapałyśmy zlecenia wyłącznie tzw. pocztą pantoflową. Gramy ze sobą od dziecka i naprawdę rozumiemy się bez nut 😉

We wrześniu 2016 r., krótko po tym jak dowiedziałam się o ciąży, świeżo po uzyskaniu tytułu magistra prawa u wybitnego cywilisty prof. A. Olejniczaka, postanowiłam przystąpić do egzaminu wstępnego na aplikację radcowską oraz rzucić wszystko na jedną kartę i zatrudnić się w Kancelarii Radcowskiej (od razu powiem, że na umowę zlecenie – ten zabieg nie miał na celu wyłudzenia świadczeń, był zabiegiem wyłącznie ambicjonalnym). Niestety zabrakło kilku punktów i marzenie o aplikacji musiałam odłożyć na później.

Od wielu lat odkładałam zatrudnienie w Kancelarii na stałe. Do ukończenia studiów łapałam się dorywczej praktyki i nigdzie nie mogłam osiąść na stałe. Perfekcjonizm, który został wtłoczony w procesie edukacji muzycznej (poziomu akademickiego) przeszkadzał mi w pracy biurowej. Analizując opinie biegłych zastanawiałam się często „ Co ja tu robię? Przecież miałam być muzykiem…”

Żaden wiek nie jest łatwy do przekwalifikowania się

Trzeba bardzo dużo wewnętrznej siły i odwagi, aby przełamać się i spróbować czegoś nowego. Ciągle pojawiają się tzw. argumenty na nie, które w istocie są przykrywką dla naszych lęków i obaw.

Kiedy mówiłam sobie, że przecież jestem w ciąży i powinnam odpuścić nowe wyzwanie w postaci pracy w Kancelarii, wiem, że tak naprawdę usprawiedliwiałam swoje lęki. Byłam przekonana, że sobie nie poradzę. Że to zbytnie szaleństwo rzucać się na głęboką wodę. Że przecież praca nauczycielki jest całkiem ok. Że kocham to, co robię i uwielbiam uczyć. Że chcąc więcej nie doceniam tego, co mam.

Do dzisiaj toczę ze sobą walkę, aby się nie bać. Ktoś kiedyś mądrze powiedział, że największym wyzwaniem dla człowieka jest on sam. Podpisuję się pod tym stwierdzeniem obiema rękoma.

Krótko przed porodem zechciałam też ogarnąć pozostałe sfery swego życia. Wspólnie z partnerem wzięłam kredyt, kupiliśmy mieszkanie, wykończyliśmy je od zera i z malutkim noworodkiem wkroczyliśmy w zupełnie nowym miejscu do życia. Do tego partner rozpoczął swoją działalność.

Pamiętam jak w siódmym miesiącu ciąży pomagałam mu ogarniać nowe biuro i myłam podłogi jakimś zdezelowanym mopem! Co to było za szaleństwo. Biuro, nowe mieszkanie, ikea. Codziennie ta sama trasa. Wieczne urządzanie. Bez końca. Tydzień przed porodem podpisywaliśmy akt notarialny przenoszący własność. Totalny wyścig z czasem.

W ciąży myśli się inaczej

Dotychczas zaplanowane i wypełnione po brzegi życie zaczyna być wielką niewiadomą. Zbliżający się termin porodu jest tylko orientacyjny i tak naprawdę do samego końca nie wie się „kiedy to się stanie”.

Dziecko jest tworem wyłącznie abstrakcyjnym. Wszystko jest niby oczywiste, z drugiej jednak strony niewiele można przewidzieć. Pierwsza ciąża kryje za sobą wielką zagadkę.

Mimo wszystko czułam jakąś wewnętrzną siłę, która pozwalała mi działać. Chciałam dopiąć sprawy i zacząć tę nową przygodę w wymarzonym mieszkaniu. Podejrzewam, że gdyby nie ciąża w dalszym ciągu mieszkałabym tam, gdzie wcześniej. Nie odczułabym nagłej potrzeby i chęci by się przenieść. Dobrze nam było tam, gdzie byliśmy.

Wraz z oczekiwaniem na dziecko wzrosły też nasze oczekiwania. Ale myślę, że bardziej myśleliśmy o tym, by zapewnić jak najlepsze warunki do wzrostu naszej córeczce. Dzisiaj mogę śmiało powiedzieć, że mieszkanie i auto mam dzięki Córce 😉

Co bardziej ciekawe i istotne – gdyby nie oczekiwanie na dziecko i związana z tym odpowiedzialność za nowe życie, nie chciałabym mieć więcej niż miałam do tej pory.

Dlatego wszystkim dzielącym podobne obawy, iż dziecko może stać się pewnym punktem wstecznym w życiorysie zawodowym i organizacji życiowej mogę powiedzieć, że u mnie było zupełnie inaczej. Dziecko stało się niezwykłym motywatorem do działania.

Oczywiście to tylko moje doświadczenie. Absolutnie nie chcę formułować tutaj jakiejś generalnej zasady. Mówię wyłącznie o tym, iż moje obawy w kwestii powyższego zupełnie się nie sprawdziły.

Uwierzyć, że można więcej

Kiedy Róża skończyła 3 miesiące musiałam już poważnie wziąć się za naukę do egzaminu wstępnego na aplikację. Początkowo wykorzystywałam czas poświęcony na karmienie piersią.

Później, kiedy karmienia stawały się krótsze, musiałam korzystać z dosłownie każdej chwili. Wieczory, poranki, drzemki Róży – wszystko poświęcałam na naukę.

Oczywiście musiałam też wykonywać prace domowe, ale nie ukrywam, że nie robiłam afery z powodu grubszej warstwy kurzu na półce. Po prostu na ten czas wyraźnie ustaliłam priorytety. Świat nie zawalił się od jedzenia spaghetti pommodoro trzy razy w tygodniu i niezamiecionych kątów, a ja dzięki temu dostałam się na wymarzoną aplikację.

Aktualnie kończę urlop rodzicielski i organizuję szereg koncertów JoHannah Duo na sezon letni. Pracuję nad stroną internetową i facebookiem. Uczęszczam na zajęcia szkoleniowe i praktyki w Sądach. Karmię piersią w samochodzie, na korytarzach, gdzie tylko jest ku temu sposobność.

Karmienie piersią rzeczywiście trudno pogodzić z aktywnością zawodową. Wymaga to dużego zaangażowania, również ze strony osób trzecich.
Poza tym już wkrótce wracam do kancelarii i będę musiała ponownie zmierzyć się ze swoimi lękami. Uwierzyć w to, że można więcej. Odzwyczaić się od przewidywalnej i komfortowej pracy w szkole. Rzucić się w wir zadań, obowiązków i nowych wyzwań. Uwierzyć, że można więcej.

Nie obawiajmy się zmian

Najważniejsze co chciałam przekazać innym Mamom, a także przyszłym Mamom, to to, żeby nie obawiały się zmian, jakie wiążą się z przyjściem na świat dziecka. Powinny mieć oczywiście świadomość, że zmiany te nastąpią i będą raczej spektakularne, ale niekoniecznie muszą implikować regres czy wyłącznie przestój w życiu prywatnym i zawodowym.

Z moich doświadczeń wynika teza wprost przeciwna, aczkolwiek nie chciałabym formułować takich stanowczych wniosków, gdyż poczynania ludzkie są uwarunkowane wieloma indywidualnymi czynnikami, które sprawdzą się u jednych, a nie znajdą zastosowania u innych.

Doświadczenia związane z porodem i wychowywaniem Dziecka mnie osobiście wzmocniły i sprawiły, że oceniam się dużo lepiej niż kiedyś.

Poród był doświadczeniem, po którym wzrosło moje poczucie własnej wartości jak po żadnym wcześniejszym osiągnięciu. Dowiedziałam się wtedy, że mogę naprawdę wiele. Że potrafię przetrwać dużo więcej, niż mi się wcześniej wydawało.

Trzymam się dewizy życiowej jednego z polskich psychologów współczesnych J. Walkiewicza, iż „stabilność motylka to szpilka”.

Dążenie do stabilności życiowej jest tak naprawdę drogą donikąd i póki tego nie zrozumiemy i nie zechcemy porzucić pozornego poczucia bezpieczeństwa, jaką daje strefa komfortu, ciężko nam będzie sięgnąć po więcej. A przecież warto. Dla naszych dzieci warto sięgać po więcej.

Śmiem stwierdzić, że to nasz niepisany obowiązek. Dla Dziecka jesteśmy przecież wzorem. Nie ma większej inspiracji niż obserwowanie i później powielanie poczynań Rodziców. Pamiętajmy o tym w każdym momencie, gdy dopadnie nas strach. Mnie pomaga.

Zdjęcie: archiwum Hanny

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Listy do Redakcji

Poglądy wyrażone w listach są wyłącznie poglądami ich autorów i nie mogą być uznane za poglądy Redakcji Mamo Pracuj.

Podyskutuj

10 książek, które pozytywnie wpłyną na Twoją karierę

Zmienić coś. Rozkręcić biznes, zacząć coś swojego. Pokazać swoją wartość. I przestać tracić czas! Niemal każda z nas raz na jakiś czas doświadcza takich pragnień: stać się kimś ważnym, osiągnąć sukces i móc być dumną z siebie. Jeśli czytasz ten artykuł, to wiedz, że już zrobiłaś krok w stronę dobrych zmian – szukasz informacji, jak je rozpocząć. I te 10 tytułów na pewno Ci w tym pomoże.
  • Karolina Wojtaś - 11/03/2019
młoda kobieta czyta cos na smartfonie

1. „Szef to zawód. Psychologia szefa” (Jerzy Gut, Wojciech Haman)

To nie książka dla tych, którzy pragną zostać szefami, ale dla tych, którzy już nimi są… i nie spełniają się w tej roli. Oparta na dwudziestoletnim doświadczeniu biznesowym autorów pozycja podpowiada, jak tworzyć dobry zespół pracowników, jak motywować swoich podwładnych, a także przekazywać swoje decyzje.
Pozycja wyjątkowa, bo dopasowana do polskich realiów, a przez to niezwykle wiarygodna.

2. „Wzór na sukces. Wyrób w sobie dobre nawyki” (Judith Williamson)

Ta książka to nic innego, jak… kurs! Składa się on z 14 części i pomaga zmienić nastawienie do życia, nabrać optymizmu, pozbyć się kompleksów i wreszcie zacząć działać. To, co wyróżnia tę niezwykłą książkę na tle innych, to bogaty zestaw ćwiczeń, dzięki którym rzeczywiście mamy okazję sprawdzić własne postępy. Jeśli więc wierzysz, że sukces jest w Tobie, że masz szansę robić w życiu to, czego pragniesz, tylko musisz się „uwolnić” z pewnych błędów i przekonań – wiesz już, co kupić w księgarni.

3. „Zadbaj o swoją prezencję” (Dianna Booher)

W tej książce skupiono się na zupełnie innym aspekcie osiągania sukcesu, mianowicie – na dobrej prezencji. Według autorów to właśnie ona sprawia, że ludzie potrafią zjednywać sobie innych i nakłaniać ich do współpracy. Komu przede wszystkim polecamy tę książkę? Tobie, jeśli chcesz mówić tak, aby ludzie Cię słuchali. Jeśli chcesz nauczyć się panować nad emocjami i wzbudzać szacunek. Jeżeli pragniesz wpływać na otoczenie i czuć się szanowaną.

4. „Przeskok. Jak rozwinąć własny biznes, gdy wciąż pracujesz na etacie” (Grzegorz Kubera)

Kobiet (i mężczyzn), do których skierowana jest ta książka, jest tysiące. „Uwięzieni” na etacie licznymi zobowiązaniami, marzący o własnym biznesie, ale niemający wystarczająco odwagi i wiedzy, aby dokonać zmian. Ta książka pozwoli Ci zrozumieć, jak zyskać jedno i drugie – nawet, gdy masz 50 lat i kredyt. Przesłanie autora jest bardzo zachęcające – masz siły, masz chęci, więc przestań się blokować!

5. „15 tajemnic zarządzania czasem. O czym wiedzą ludzie sukcesu?” (Kevin Kruse)

Powiedzmy sobie szczerze – wszystkim nam wydaje się, że czasu jest za mało. Że zrobilibyśmy więcej, że działalibyśmy efektowniej, że odnieślibyśmy sukces… gdyby tylko doba była dłuższa. A przecież ludzie, którzy odnoszą rzeczywiste sukcesy, nie kupili sobie dodatkowych godzin – mają dokładnie tyle dnia, ile my. Jak więc to zrobili? Odpowiedź w książce, razem z opisami nawyków miliarderów, sportowców oraz licznych, prężnie działających przedsiębiorców.

6. „Sukces jest kobietą” (Curly Martin)

Fantastyczne jest to, że ktoś napisał książkę dedykowaną tylko kobietom, uwzględniając typowo damskie cechy. Autorka ma spore doświadczenie i pełne prawo do udzielania porad – pracowała na stanowiskach kierowniczych przez ponad 20 lat. W książce dzieli się tym doświadczeniem pomagając czytelniczkom stworzyć własny model rozwoju osobistego, nabrać pewności siebie, ustalić główne cele, realizować plany i… odnosić piękne sukcesy. Bardzo polecamy.

7. „Liderzy jedzą na końcu” (Simon Sinek)

To także pozycja kierowana w stronę osób, które co prawda mają już własną firmę i własny zespół pracowników, ale ciągle czują, że coś im „zgrzyta”. W książce skupiono się na budowaniu postaci lidera, którym powinien być dobry szef – wyrozumiały, wzbudzający zaufanie, ale potrafiący zmotywować i zachęcić do działania. Chcesz wiedzieć, jak się to robi w innych firmach? W tej książce znajdziesz odpowiedź.

8. „Możesz to zrobić!” (Paul Hanna)

Tutaj nie znajdziesz słów „kariera”, „biznes”, „sukces”. Znajdziesz za to odpowiedzi na pytania, jak poprawić swoją samoocenę, radzić sobie w kontaktach z negatywnymi ludźmi, dobrze i optymistycznie nastawić się do życia, a nawet – jak poprawić życie w małżeństwie. Jaki to ma związek z karierą? Otóż dowiadujesz się, że MOŻESZ wiele. A to podstawa zawodowego sukcesu.

9. „Sukces bez wyrzeczeń” (Martin Bjergegaard, Jordan Milne)

Czy możliwe jest cieszenie się życiem osobistym i jednoczesne osiąganie sukcesu zawodowego? Czy można żyć szczęśliwie i odseparować od siebie te dwa aspekty życia? A także – jak zdobywać wspólników i znajdować nowe metody działania, gdy stare zawodzą? Na te wszystkie pytania znajdziesz odpowiedź w tej książce. I zrobisz to… bez wyrzeczeń!

10. „Co ludzie sukcesu robią przed śniadaniem?” (Laura Vanderkam)

Bądźmy szczerzy – z chęcią podejrzelibyśmy po cichu życie ludzi sukcesu i sprawdzili, jak wypełniają sobie dzień. O której wstają? Co jedzą? Jak odpoczywają? Nie musisz jednak niczego podglądać – wystarczy, że sięgniesz po tę książkę i przeczytasz wywiady z ludźmi, którzy wiele osiągnęli. A potem po prostu zaczniesz ich… naśladować.

Zdjęcie: 123 rf

Zdjęcia okładek książek: internet

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Karolina Wojtaś
Mama, żona, psycholog i redaktor. Spełniona zawodowo dzięki miłości do pisania, szczęśliwa prywatnie dzięki mężowi i dwóm cudownym synom. W krótkim czasie "tylko dla siebie” czyta, szyje… albo znowu pisze.

Video: Jak wejść do branży IT?

Przed rozpoczęciem zmiany zawodowej dobrze jest zweryfikować czy posiadamy właściwe predyspozycje. Warto także sprawdzić czy to, co podoba nam się w teorii - w praktyce będzie równie interesujące. Co zatem powinniśmy zrobić? Jak wejść do branży IT? Zobacz co podpowiada ekspertka :)
  • Agnieszka Kumorek - 10/03/2019
uśmiechnięta kobieta siedzi przed laptopem

Wywiad z ekspertką IT na grupie #Mamo Pracuj w IT

Zapraszamy do posłuchania naszego wywiadu z ekspertką IT – Moniką Braun, o tym jak wejść do branży IT.

Monika to… wiele pasji skumulowanych w jednej osobie: zapalony coach, wyznawca agile, propagator rozwijania umiejętności miękkich oraz miłośnik pracy z ludźmi. Na co dzień pracuje w Allegro oraz prowadzi szkolenia i warsztaty.

Zawsze z pasją dzieli się doświadczeniami i wiedzą, wspierając w odkrywaniu swoich możliwości i szukaniu nowych efektywnych sposobów na znalezienie swojego miejsca i pasji życiowych.

A tematem rozmowy jest tytułowe pytanie: Jak wejść do branży IT?

Agnieszka Czmyr-Kaczanowska z Fundacji Mamo Pracuj pytała:

  • jakie ścieżki można obrać na początek?
  • co można zrobić, zanim wie się w jakim kierunku w IT pójść?
  • czy warto mieć mentora i jak go znaleźć?
  • jak zweryfikować czy w ogóle nadaję się do branży IT? Jaki test można zrobić?

Jeśli jesteś zainteresowana odpowiedziami, to poniżej znajdziesz nagranie całego wideo:

A może jesteś ciekawa czy po kursie można znaleźć pracę? Zobacz drugie video >>>

A jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o projekcie #MamoPracujwIT i jego efektach odwiedź stronę projektu >>>

Zdjęcie: pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kumorek
Jestem osobą, która nie potrafi się nudzić. Lubię różnorodność, dlatego skończyłam studia łączące zajęcia humanistyczne, graficzne i informatyczne. Odpoczywam podczas długich spacerów, a znajomi wiedzą, że dobrej herbaty w miłym towarzystwie nigdy nie odmówię.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail