Czego szukasz

Jestem Mamą Jestem Piękna! Metamorfoza Anny

Anna to mama trzyletniego chłopca, z zawodu zootechnik, a z zamiłowania muzyk-amator. Śpiewa, pisze i komponuje… Mówi o sobie, że jest z natury skrzydlatym Koziorożcem – z nogami na ziemi i duszą w chmurach. Marzy o tym, aby być ładną i szczęśliwa mamą. Zobaczcie jakie zmiany zaproponowaliśmy Ani. 

  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 12/08/2014

Co radzą Annie Czytelniczki?

Kolory

Zielenie, turkusy i błękity, soczyste brązy z dodatkiem fioletu i lawendy Lepsze byłyby kolory, nawet te zdecydowane, jak róż czy czerwień, byle nie w zbyt krzykliwym odcieniu (jeśli czerwień to np. truskawkowa, malinowa, róż angielski, stonowane zielenie i niebieskości, zamiast czerni granat, etc.).

Ubrania i buty

  • Proste spodnie z podwyższonym stanem, do tego szpilki. Na górę proponuję bluzkę koszulową i marynarkę.
  • Proste spódnice o długości przed kolano. Do tego także szpilki. 
  • Proste spodnie w komplecie z tuniką do pół uda. Bardziej kolorowe tuniki lub w spokojnych kolorach, ale z odrobiną szaleństwa uzyskanego np. wzorem
  • Gładkie sweterki i bluzki z niewielkimi dekoltami, a jeśli koszule to z rozpiętym kołnierzykiem
  • Podkreślające kobiece atuty sukienki z wzorami. 
  • Ciemne jeansy z prostą wąską nogawką i odrobinę wyższym stanem, kolorowa i nie obcisła, ale dopasowana do sylwetki góra: dzianinowa bluzeczka lub rozpięta pod szyją koszula plus lekka kurtka albo trencz w wesołym kolorze. 
  • Kardigan w kropeczki, itp. Buty na niewielkim koturnie, dodadzą lekkości. Do tego porządna skórzana torba-worek „mieszcząca wszystko”… 
  • Na specjalne okazje koniecznie sukienki w wesołych kolorach, np. ołówkowe, o długości odrobinę przed kolanem, talia podkreślona cienkim skórzanym paskiem. 
  • Swoją osobowość wyrażaj w dobrej jakości dodatkach: chustach, torebkach, polecam zwłaszcza oryginalne torebki np. GAB

Włosy

  • Koniecznie słoneczny blond
  • Wyrazista fryzura z grzywką i odświeżenie koloru – będą Ci pasować różne odcienie: blondyu orzechowe brązy, nawet chłodne rudości, byle nie ekstremalnie ciemne lub jasne.

Makijaż

Makijaż widziałabym tak: wyrównanie kolorytu cery ze szczególnym uwzględnieniem okolic oczu (przykryciem cieni, rozświetleniem), podkreślone brwi, wytuszowane i dobrze rozczesane rzęsy, pomadka lub błyszczyk w brudno-różowych tonach i przede wszystkim wymodelowanie różem kości policzkowych, na wieczór mocniejsze podkreślenie oczu.


Ekspert stylu – Beata Radomyska

Annie – uczestniczce i Beacie – Ekspertce Stylu nie wystarczyły porady przez Skype. Panie spotkały się w Krakowie na warsztatach z analizy kolorystycznej i zakupach. W raporcie zobaczycie, jak wygląda metamorfoza przeniesiona z portalu MamoPracuj.pl do rzeczywistości.

Witam serdecznie, 

Anna to osoba pogodna, wesoła, bardzo serdeczna i przyjacielska, otwarta na ludzi, ale też na nowe smaki, kolory, doświadczenia, chłonna świata, nowych doświadczeń kulinarnych, estetycznych i artystycznych, modowych. Jednocześnie rewelacyjna we współpracy i zwykłym dogadywaniu spraw, bardzo konkretna. Jej piękny głos wiruje i masz wrażenie, że fruwa dookoła ciebie taki miły motyl lub elf.

Jest reprezentantką stylu romantycznego, przełamanego odrobinę rokowym pazurem i z domieszką natury, z wpływami country, etno i tolkienowskiej baśniowej mgiełki. Obecnie złocista blondynka za sprawą zabiegów koloryzacyjnych (kiedyś włosy były w kolorze ciemniejszym z kasztanowym połyskiem). Jednym słowem jest niesamowicie kobieca. Widać to także w kształtach ciała, w których dominują linie zaokrąglone. 

A teraz nasze właściwe wyniki.

Anna okazała się typem o przeważającej temperaturze barw ciepłej, najpełniej rozkwitając przy barwach pastelowych o niezbyt mocnym walorze, czyli bardziej delikatnych, o wysokiej chromatyczności, szczególnie ważna zasada przy akcentach kolorystycznych, np. w dodatkach. Możnaby nazwać Annę „Romantyczną Wiosną”. Jej cera jest apetyczna, jasna, pastelowa, jakby jaśniutka morelka, bez defektów, piękna, rozświetlająca otoczenie, ramiona i dekolt bardziej złote, muśnięte opalenizną. W tej twarzy na pierwszym planie są widoczne piękne oczy, błyszczące, wodne, głębokie, świecące, przejrzyste, o tęczówkach w kolorze zielonkawego opalu z refleksami koloru szampana, piękne. 

Mandarynka, czerwień jasna, miodowy, bananowy, złocisto – cielisty, są dla Ani dobrą alternatywą do turkusów, morskich zielonkawo – niebieskawych, seledynowych, miętowych, szmaragdowych, kamiennych szarości, morskich, granatowych, fiołkowych, lawendowych i akwamarynowych, odcienie złamanej bieli np śmietanka, kość słoniowa, ecru są korzystniejsze niż śnieżna, czysta biel, nieźle też prezentowały się odcienie czekolady mlecznej i złocistego – sarniego brązu. Postanowiłyśmy spotkać się w rzeczywistości, aby skorygować te wybory i ku naszemu zaskoczeniu, większość z nić okazała się trafiona (metamorfozy wirtualne działają! – przyp. red.). 

Odcień włosów Ani w chwili obecnej jest złocisty blond. Pięknie gra z paletą barw. Idealny byłby kolor z miedzianym połyskiem, ale z palety blondów.

Stylizacja

Zarówno twarz jak też cała sylwetka charakteryzuje się przewagą poziomów, a niedoborem pionów, czyli brakuje nam kilku centymetrów wzrostu, aby stworzyć lepsze proporcje dla pełniejszych, bardziej kobiecych kształtów Ani, jej talii, bioder i całej kobiecej i seksownej sylwetki. Nadmiar poziomów to relatywnie przy tym wzroście nieco za krótka szyja, troszkę zbyt szerokie ramiona oraz jeszcze bardziej strefa talii, bioder i częściowo nóg, wymieniłam te rzeczy, które będą wymagały uwagi, przy wyborze odpowiednich krojów ubrań, w celu korekty sylwetki. Stylizacja ramion, to wybór fasonów, które nie będą dodatkowo optycznie ich poszerzać.

Zakazane są ozdobniki na ramionach, bufki, pagony, falbanki, marszczenia, dekolty poziome, np. typu łódka, wskazane są dekolty wysmuklające szyję, np. typu V lub U, oraz wszelkie pionowe cięcia wzdłuż sylwetki, które optycznie wysmuklają. Trzeba też uważać na desenie, których układ poziomy wzoru w okolicy ramion może być zbyt spłaszczający górną część sylwetki. Także zdobienia i aplikacje wzdłuż linii ramion nie będą mile widziane. Podobnie nie należy eksponować najszerszej linii bioder, poprzez karczki w spódnicach, doły swetrów, bluzek, żakietów, sięgających dolnych partii bioder, gdzie osiągają najszersze miejsce.
Korzystnie wymodelują sylwetkę mała kurteczka w typie ramoneski z pionowymi cięciami, może być panelowe ułożenie barw, krótka, dolna krawędź jest nieco poniżej talii, w miejscu, gdzie biodra są szczuplejsze. Do tego idealnym kompletem będzie dół luźno spływający, może być warstwowy. Góry powinny być jak najkrótsze, dłuższe sprawiają przytłaczające wrażenie. Małe, kuse kurteczki i marynarki są najodpowiedniejsze. Dodatki blisko twarzy w intensywnych barwach z palety barw, turkusy, zielenie, czerwień.

Na koniec kilka słów od Anny

Do projektu „Jestem mamą, jestem piękna!” zgłosiłam się niemal w ostatniej chwili. Wychodzę z założenia, że trzeba odpowiadać na dialog nawiązywany z nami przez los, aczkolwiek nie przypuszczałam, że się dostanę. A jednak! Przyjęto mnie do grona 10 mam, które miały otrzymać fachowe porady stylistyczne. I tak zaczęła się przygoda, na jaką czekałam chyba od dawna. Przydzielono mnie pod opiekę profesjonalnej stylistki Beaty Radomyskiej, która postanowiła, że się spotkamy. Zanim jednak to nastąpiło, udzielała mi porad przez skyp’a. To była zabawa – przebieranki o północy 🙂 Analiza kolorystyczna Beaty potwierdziła się w rzeczywistości. Później była selekcja moich ubrań, zakupy i… Teraz znam główne zasady, których powinnam się trzymać przy doborze garderoby. Wiem, jakie kolory są dla mnie najlepsze; które wspomagają, a nie przyćmiewają mój wygląd. Z tą świadomością mogę iść dalej. Beata pomogła mi zdefiniować mój własny, niepowtarzalny styl. Każda kobieta go ma, tylko nie każda wie, jak go uzewnętrznić. Tym bardziej mamom potrzebna jest świadomość, że w nowej roli mogą nadal czuć się atrakcyjne i jeszcze piękniejsze, niż dotąd. Dziękuję portalowi mamopracuj.pl za umożliwienie mi uczestnictwa w projekcie, który sprawił, że poczułam się lepiej we własnej skórze. Pozdrawiam dziewczyny z portalu oraz wszystkie mamy – uśmiechajcie się, bo jesteście piękne!

Więcej podpowiedzi szukaj w raporcie!




Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Podyskutuj

Idealny sernik nieidealnej Pani domu

Nadal nie wierzę, że to piszę... Ale naciski były przeogromne, więc... Nie jestem idealną Panią domu, rzadko piekę, chyba że brownie (25 minut roboty) lub inne "coś", równie prostego z gwarancją pyszności. Nie wdaję się w rozmowy na temat przepisów bo niewiele mam w tym zakresie do powiedzenia, choć... jest jeden wyjątek! Jego wysokość Sernik! 13 lat temu znalazłam przepis, którego się trzymam, który zawsze gwarantuje "ochy i achy" tych, którzy mają okazję załapać się na kawałek. Bo znika szybko...
  • Agnieszka Kaczanowska - 17/04/2019
produkty do pieczenia: mąka, mleko, masło, ser

Z dedykacją dla Marzeny 😉

Ten sernik piekę wyłącznie dwa razy do roku. Trudno nie zgadnąć, na jakie okazje, ale udaje się zawsze, a nawet jeśli nie jest idealny w wyglądzie, to smakuje zacnie! No i sam przepis napisany jest tak, że mam z tego kupę zabawy. Dodam tylko, że ja sernika sama nie jadam… nie mój smak, wolę suche ciasta np. makowiec, ale z reguły spełnieniem moich marzeń jest makowiec z cukierni, albo orzechowiec od mamy Asi, mniam.

Natomiast sernik robię z miłości do męża 😀

Składniki:

  • kilogram dobrze odciśniętego tłustego białego sera (nie może być kwaśny). Ja kupuję gotowy, mielony, ale taki, który jest w miarę suchy (bez ekstra śmietany) i zawsze twaróg sernikowy Piątnica (choć producent nic nie wie, że go polecam ;-)). To jest o tyle ważne, że inne miękkie sprawiają, że sernik pływa… Oczywiście możesz także zmielić sama ser. Ja nie mam nawet odpowiedniej maszynki…
  • 2 niepełne szklanki cukru (można ciut mniej jeśli budyń jest z cukrem i wanilia… ale nie dużo mniej, próbowałam z mniejszą ilością, ale jednak lepiej dać więcej…),
  • 8 jaj, z 7 jaj też wyszedł 😉
  • kostkę masła,
  • budyń waniliowy (z reguły daję ten z cukrem, ale przypuszczam, że nie ma tu różnicy,
  • torebkę cukru z prawdziwą wanilią (w odróżnieniu od cukru wanilinowego!) a jeszcze lepiej laskę prawdziwej wanilii, tych czarnych kuleczek oczywiście,
  • cytrynę, a dokładniej sok z jednej połówki,
  • szczypta soli,
  • bakalie: torebkę (10 dag) rodzynek, najlepiej jasne, malutkie, 3 dag płatków migdałowych, 5 dag smażonej skórki pomarańczowej (wg. mnie najlepszego składnika sernika ;-)).

Niezbędne sprzęty:

  • mikser (wiem, wiem można w makutrze, jak masz to super)
  • spora miska do ucierania masy serowej
  • garnuszek/miseczka na białka
  • rondelek na topione masło
  • duża tortownica

Dodałabym lampka dobrego wina, ale odkąd sernik piekę razem z dziećmi atrakcji dodatkowych nie potrzebuję ;-).

Sprawdzony algorytm działania

  1. W rondelku na małym ogniu topisz masło pokrojone na małe kawałki. Ciepłe masło (niech się, broń Boże, nie przypali!) odstawiasz do wystygnięcia.
  2. W tym czasie przygotowujesz bakalie, tzn. płuczesz rodzynki, odsączasz, suszysz ręcznikiem papierowym i razem z płatkami migdałowymi wsypujesz do miseczki, dodajesz skórkę pomarańczową. Zostawiasz.
  3. Smarujesz tortownicę masłem, wysypujesz bułką tartą, odstawiasz na bok, żeby nie przeszkadzała.
  4. W tym miejscu możesz skosztować tej lampki wina, jeśli już nalałaś 😉
  5. Teraz kluczowa sprawa: rozbijasz jajka nad garnuszkiem/miską, w którym potem ubijesz pianę. Białka lądują w właśnie w nim/niej, a żółtka w dużej misce.Garnek z białkami ląduje w lodówce.
  6. Do żółtek dodajesz cukier, szczyptę soli, wanilię/cukier z prawdziwą wanilią, sok z połówki cytryny.
  7. Ucierasz puszysty kogel-mogel, starając się nie podjadać…. jest pyszny…
  8. Włączasz piekarnik. Ma mieć idealnie 180 stopni C, kiedy wjedzie do niego sernik.
  9. Otwierasz wiaderko 😉 sera gotowego lub bierzesz idealnie zmielony i do kogla-mogla dodajesz łyżkami na zmianę z proszkiem budyniowym, wciąż ucierając masę mikserem. Masa ma być gładka, jasno żółta i puchata.
  10. Następnie delikatnie wlewasz zimne masło (wcześniej roztopione) i miksujesz do chwili, aż się całkowicie wchłonie.
  11. Dodajesz bakalie i już nie mikserem a łyżką z resztką masy serowej (nie pytaj dlaczego, ale działa…) mieszasz starannie ale delikatnie.
  12. Wyjmujesz z lodówki garnek/miskę z białkami i mikserem (z czystymi końcówkami) ubijasz sztywną pianę.
  13. Ważne: teraz odstawiasz mikser na bok i więcej nie wolno go użyć 😉
  14. Łyżką od sera i bakalii mieszasz białka z masą serową. Delikatnie, z czułością aż się połączą.
  15. Teraz już bez ociągania, zgarniasz masę do tortownicy, wygładzasz wierzch.
  16. I wkładasz sernik delikatnie do piekarnika w idealnej temperaturze 180 stopni. Nie używam tutaj termoobiegu, gdybyś chciała mnie o to zapytać.
  17. Teraz też jest idealny moment, aby zamiast mycia garów napić się wina bo…
  18. Od teraz przez 40 minut nie otwierasz piekarnika, nie zaglądasz co chwilę i nie myślisz o serniku.
  19. Po 40 minutach zerkasz przez szybkę, czy aby w wierzchu nie za bardzo się przypiekł. Jeśli tak, otwierasz delikatnie piekarnik i przykrywasz ciasto płatem folii aluminiowej. Szybko zamykasz drzwiczki, ale uważaj (!) aby nie klapnęły, bo sernik się może „przestraszyć” i opaść. Serio. zawsze ten fragment mnie rozczula ale nie próbowałam straszyć sernika i zawsze wychodzi 😉
  20. Gdy minie kolejne 15-20 minut a czasem dłużej (wiem, to mało precyzyjne ale lepiej dłużej, aby sernik był upieczony), wyłączasz dopływ ciepła i uchylasz drzwiczki, aby zahartować sernik i uchronić przed opadnięciem przy gwałtownej zmianie temperatury. Po kolejnych 10 minutach wyjmujesz ciasto na blat i pozwalasz ostygnąć w pokojowej temperaturze.
  21. Ja zwykle rozkrawam go na drugi dzień, wtedy brzegi sernika trzeba oddzielić ostrzem noża od brzegów tortownicy i gotowe.
  22. Idealny sernik to taki, który ma szansę stężeć w lodówce, ale nie zawsze mu się udaje…

Z życia sernika: bywa z nim różnie, czasem ma fantazyjne fale, czasem rośnie idealnie równomiernie, ale potem, kiedy wyjmuję go z piekarnika zawsze zmienia swój kształt na taki idealnie sernikowy. Bywa, że pęka… ale w smaku pozostaje idealny i wierzcie mi nikt nie narzeka.

Smacznego!

I wielkiej frajdy z pieczenia Wam życzę.

Przepis jest moją wariacją na temat przepisu znalezionego 8 lat temu w sieci, bodajże z tego linku >. Tym bardziej dziękuję jego autorce za cudowne przeżycia smakowe mojej rodziny!

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  
Podyskutuj

Poradnik i bezradnik mamy-freelancerki

Wpatruję się w pustą kartkę. Co miałabym napisać na temat work-life balance w ujęciu pracującej mamy? Nie jestem przecież ekspertką od zarządzania czasem, nie mam żadnej recepty, sama nieraz się dziwię, jak udaje mi się to wszystko ogarnąć i nie zwariować. Nie umiałabym napisać poradnika, od udzielania rad lepiej wychodzi mi opisywanie ludzkich emocji i kreowanie rzeczywistości. Zatem może to właśnie zrobię? Opowiem moją historię.
  • Magdalena Majcher - 28/02/2019
mama freelancerka pracuje z domu, laptop na kolanach

Jeszcze pięć lat temu nie miałam pojęcia, czego chcę od życia. Miałam kilkuletniego syna i pracę, do której jeździłam, delikatnie mówiąc, niechętnie. W żadnym miejscu nie zagrzałam miejsca na dłużej. Myślałam: co jest ze mną nie tak? Miałam dopiero dwadzieścia kilka lat, a już czułam się wypalona. Nie wyobrażałam sobie, że tak miałabym żyć, pracować przez następnych kilkadziesiąt lat.

Spełniać marzenia

Po urodzeniu drugiego dziecka zrobiłam swoisty rachunek sumienia. Zastanowiłam się, gdzie popełniałam błędy, i doszłam do wniosku, że po prostu nigdy nie robiłam tego, co chciałam robić, tego, co kochałam. Czego więc bym chciała? Co potrafię? Pisać, to pierwsze co przyszło mi na myśl. Ale co mam z tym pisaniem zrobić? Że niby książkę napisać?

Wszystko fajnie, ale wydawało mi się to czynem na miarę lotu w kosmos. Każdy by chciał, ale nie każdy wie, jak. Dojrzewałam jeszcze przez chwilę, w międzyczasie prowadząc bloga i szukając pojedynczych zleceń jako copywriter. I dojrzałam, wiecie? Dojrzałam do tego, żeby pomóc marzeniom, żeby w końcu robić to, co kocham.

Nazbyt pompatycznie, prawda? Żeby nie było tak kolorowo, mój młodszy syn okazał się typowym przykładem high need baby. Każdej nocy budził się po kilkanaście razy, w dzień nie chciał spać, nawet spacery były czasem stresu i zastanawiania się, czy tym razem prześpi choć godzinę czy może raczej będzie się wydzierał wniebogłosy. I w samym środku tego szaleństwa odnalazłam swoją pasję.

Napisałam jedną książkę, drugą, zaczęłam trzecią, nie wiedząc, czy ktokolwiek mi to wyda. Dałam sobie czas do końca urlopu macierzyńskiego, w międzyczasie biorąc zlecenia jako copywriter. No i stało się. Kiedy mój młodszy syn miał jedenaście miesięcy, poleciałam w kosmos. Dostałam długo oczekiwanego maila od potencjalnego wydawcy. Kilka tygodni temu synek skończył cztery lata, a ja nadal lecę. I absolutnie nie zamierzam wracać z tej podróży!

Jestem w miejscu, w którym powinnam być

Praca w charakterze wolnego strzelca wymaga przede wszystkim… twardego tyłka i umiejętności planowania przychodów na trzy miesiące w przód. Bo wypłata nie przychodzi dziesiątego, i nie zawsze jest taka sama. Ale muszę się do czegoś przyznać. Odkąd poleciałam w ten kosmos, cały wszechświat mi sprzyja. Kiedy zamykają się drzwi, otwiera się przede mną okno. Szczęście? Być może. Ja nazywam to inaczej. Po prostu jestem w miejscu, w którym powinnam być, dlatego się układa. Robię to, do czego zostałam stworzona i chociaż pracuję jako freelancer ponad trzy lata, nadal nie potrafiłabym napisać poradnika dla osób, którym marzy się właśnie takie wolne strzelectwo.

Przede wszystkim to ja jednak żyję

Nie udzielę Wam więc gotowych rad. Nie powiem, jak to zrobić, żeby gdzieś pomiędzy rozwieszeniem prania a odebraniem dziecka z przedszkola ogarnąć siebie i zlecenia. Każda z nas musi wypracować sobie własny system pracy. Ile osób, tyle rad. Moja koleżanka pisze, kiedy wszyscy jeszcze śpią, bladym świtem. Inna pracuje do nocy. Ja od dziesiątej do szesnastej. Oddaję teksty trzy miesiące przed deadlinem, znajoma zawsze wyrabia się dzień przed terminem.

Nie sposób określić, który wariant jest najlepszy. I wcale nie zamierzam tego robić. Chcę Wam tylko powiedzieć, że work-life balance jest wtedy, kiedy robimy to, co kochamy. Wtedy to życie samo się balansuje, a wszystko się dzieje „samo”. No, prawie… Bo przecież ktoś to pranie musi rozwiesić i ktoś tę książkę musi skończyć! Ale to w tak zwanym międzyczasie. Bo przede wszystkim to ja jednak żyję.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Magdalena Majcher
Pisarka, freelancerka, mama. Robi w życiu to, co kocha, czyli pisze. Aby spełniać swoje marzenia, zrezygnowała z pracy na etacie. Dziś jest autorką poczytnych i lubianych przez czytelniczki powieści, m.in. "Cudu grudniowej nocy", "W cieniu tamtych dni", "Matki mojej córki", "Stanu nie!błogosławionego", "Jeszcze jednego uśmiechu” oraz bestsellerowej sagi "Wszystkie pory uczuć". Niedługo ukaże się kolejna seria autorki.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail