Czego szukasz

Jestem jak dyrygent dużej orkiestry – rozmowa ze Szczeslivą

„Blogowanie daje mi wielką satysfakcję i dodaje skrzydeł, a gdy otrzymuję maila ze zdaniem; „Szczęśliwa, kobieto! Dzięki, że jesteś!”, to wiem, że to wszystko ma sens. W blogowaniu jeszcze świetne jest to, że poszerza ono horyzonty i to często ja jestem tą osobą, która uważnie słucha – mówi Magda Kogut – Wałęcka, mama, żona i autorka bloga szczesliva.pl.

  • Ewa Moskalik - Pieper - 09/11/2017
Magda Kogut - Wałęcka

Magdo, czy jesteś szczęśliwa? Pytam, bo w Polsce nadal pokutuje moda na narzekanie, a cieszenie się z własnych sukcesów przychodzi nam trudniej, dotyczy to niestety najczęściej kobiet.

Dopiero od niedawna mogę powiedzieć, że jestem świadomie szczęśliwa i celebruję to moje małe, prywatne szczęście. Na moje szczęście składają się takie prozaiczne, przyziemne kwestie, jak uśmiech moich dzieci, pełna lodówka, zapłacone rachunki, ciepła kawa o poranku, dzień bez kłótni o byle pierdołę, fakt, że wszyscy jesteśmy zdrowi i budzimy się co rano w komplecie.

Nie ukrywam jednak, że jeszcze do niedawna nie zauważałam tego, że tak naprawdę mam wszystko, i szukałam cały czas dziury w całym. Ciągle za czymś pędziłam, walczyłam z samą sobą, chciałam zawsze „więcej, mocniej, szybciej”. Teraz potrafię się zatrzymać. Przystanąć na chwilę, wziąć głęboki oddech, popatrzeć na siebie z boku i zastanowić się, czy aby na pewno idę w dobrym kierunku.

Nadal jednak miewam momenty, podczas których wchodzę w narzekające tony. Przeważnie wtedy, gdy jedno z moich dzieci walczy z jakąś infekcją, ja jestem niewyspana, a w moje ręce trafi jakiś kobiecy magazyn, w którym świat przedstawiony jest taki idealny i daleki od tego, co sama posiadam, że zastanawiam się, czy to co moje jest takie złe, czy może tamto jest takie niemożliwie idealne. Jednak szturcham samą siebie w bok i przywołuję do porządku.

Od jakiegoś czasu potrafię też doceniać samą siebie. Wcześniej bywało z tym różnie. Od kiedy jednak przybijam samej sobie piątkę za moje małe sukcesy, zauważyłam, że żyje mi się pełniej. Widzę, że odwalam dobrą robotę jako matka, żona i nie ukrywam: kobieta pracująca również, co jest krzepiące 🙂

Prowadzisz blog parentingowy Szczesliva.pl Czy dzisiaj możesz powiedzieć, że to jest Twoja praca? Czy z prowadzenia bloga można się utrzymać? Bo zapewne wielu osobom prowadzenie bloga może się jeszcze kojarzyć z hobby, z czymś co robi się dla przyjemności.

Kiedy zaczynałam moje blogowanie nie sądziłam, że kiedykolwiek będzie to moim źródłem dochodu. Traktowałam pisanie bloga jak pisanie pamiętnika, z tą różnicą, że dzieliłam się moimi zapiskami również z innymi, co sprawiało mi ogromną frajdę.

Jednak w pewnym momencie pisanie bloga, odpisywanie na e-maile i komentarze od Czytelników zaczęło zajmować mi tak wiele wolnego czasu, że z niewinnego hobby stało się zajęciem, które pochłaniało aż 4-8 godzin każdego dnia.

Wtedy zdecydowałam, że może warto, abym z mojej pasji spróbowała zrobić zajęcie, dzięki któremu dołożę się do domowego budżetu, choćby w niewielkiej części.

W chwili obecnej nie boję się stwierdzenia, że blogowanie jest moją etatową pracą. Co w tym najpiękniejsze – kocham moją pracę i uwielbiam robić, to co robię. Sprawia mi to mnóstwo frajdy przy okazji 🙂

Od kiedy prowadzisz swój blog i jakie były jego początki? Skąd taki pomysł i nazwa – szczęśliva?

Zaczęłam pisanie bloga na przełomie 2012 i 2013 roku, jednak początki tego pisania były bardzo chwiejne. Bywały miesiące, że pisałam zaledwie 1-2 notatki w miesiącu, albo porzucałam pisanie na jakiś czas. Dopiero w 2015 roku zaczęłam pisać w miarę regularnie i zaczęłam pomału zdobywać stałe grono Czytelników, z których część jest ze mną do dzisiaj, co ogromnie mnie cieszy 🙂

Powód pisania bloga był dość standardowy – będąc w ciąży narzekałam na nadmiar wolnego czasu i próbowałam go spożytkować. Z kolei po narodzinach mojego pierwszego dziecka miałam potrzebę wyżalić się innym, podzielić moimi przemyśleniami i zorientować się, czy tylko ja jestem taka padnięta i niewyspana, czy może jest takich zmęczonych matek więcej 😉

A pomysł na nazwę? Hmmm. W pogoni za moim szczęściem zdecydowałam, że może warto uderzyć w te tony i nazwą wywołać mój matczyny optymizm i podkreślać pozytywne aspekty macierzyństwa 🙂

Jesteś bardzo aktywną blogerką, bardzo dużo osób chce czytać, co piszesz i o czym myślisz. Czy odczuwasz w związku z tym jakąś presję, tworząc wpisy na swoim blogu? Czujesz większą odpowiedzialność?

Rzeczywiście, są momenty, w których dociera do mnie, że każde moje napisane słowo i zdanie jest oglądane po 1000 razy i interpretowane na wszystkie możliwe sposoby. Zdarza się, że po napisaniu artykułu, w którym dzielę się moimi spostrzeżeniami, feedback ze strony Czytelników bywa skrajny i zarzucane są mi kwestie, z którymi nie mam nic wspólnego. Ale to daje mi świadomość, że muszę uważać na słowa, dbać o to, aby jasno formułować moje myśli i nie wysyłać sprzecznych komunikatów.

Nie ukrywam też, że jestem kobietą, która nie raz zmieniła zdanie na wiele tematów i często po napisaniu jakiegoś postu i mailach od Czytelników dochodzę do wniosku, że mój punkt widzenia nie jest jedynym słusznym. A kto wie, czy nie jest mylny i może warto, abym zrewidowała moje poglądy.

W blogowaniu świetne jest to, że poszerza ono horyzonty i bywa często tak, że to ja jestem tą osobą, która uważnie słucha tego, co Czytelnicy mają do powiedzenia.

A co do odpowiedzialności, to tak – czuję odpowiedzialność za to, co piszę, jednocześnie zawsze podkreślam, że jestem tylko człowiekiem i chcę prowadzić z Czytelnikiem dialog, luźną rozmowę na tematy, którymi wspólnie możemy wytyczyć jakiś tor.

Skąd czerpiesz pomysły, co Cię zapala do kolejnych artykułów?

Zazwyczaj to codzienność mnie inspiruje. Rozmowy z moimi znajomymi, osobami napotkanymi w życiu codziennym. Dostaję również mnóstwo maili od Czytelników, którzy proszą mnie o radę bądź sugerują opublikowanie ich wiadomości na blogu, aby mogli poznać opinię innych na dany temat.

Zdecydowanie to jednak życie jest główną inspiracją i bieżące sprawy, które napotykam każdego dnia.

Jak powstają Memy? Wszystkie kwestie w nich są trafione w punkt. Można się z nimi zgadzać lub nie, ale nie można przejść obojętnie.

Memy, które publikowane są na moim Fanpage’u, są wypadkową moich inspiracji z życia codziennego, zasłyszanych sentencji i podesłanych pomysłów przez Czytelników. To krótkie hasła, które mają za zadanie rozbawić bądź dać do myślenia. Następnie grafik daje tym słownym pomysłom odrobinę koloru, ruchu i pokazuje je w formie obrazkowej. Uwielbiam te jego rysunkowe interpretacje 🙂

W zakładce „o mnie” wymieniasz kolejne role, które pełnisz w życiu. Jest tego trochę 🙂 Co robisz (i jak?), żeby dać radę i nie zwariować?

Szczerze? Średnio 5 razy dziennie mam ochotę wyjść z domu i wrócić za tydzień. Pogodzenie roli matki, żony i kobiety pracującej bywa wyzwaniem, nie ukrywam.

Pocieszam się jednak tym, że jest mnóstwo kobiet w położeniu podobnym do mojego i one jakoś pchają ten wózek, życiem zwany, więc dlaczego ja miałabym nie dać rady? 🙂

Na szczęście od jakiegoś czasu wiem, że nie jestem robotem i nie jestem samowystarczalna. Angażuję do wielu rzeczy mojego męża i resztę otoczenia. Wychodzę z założenia, że aby nie zwariować, musimy się jako kobiety nauczyć nie tylko dobrej organizacji, ale wyzbyć się przekonania, że tylko my jesteśmy w stanie sprostać każdemu zadaniu. Warto obdzielać obowiązkami również innych. Oni też świetnie sobie dadzą radę, a my wtedy mamy szansę odpocząć.

Jak wygląda Twój dzień pracy nad blogiem? Ktoś Ci pomaga, czy nad wszystkim czuwasz sama?

Mój blog jest moim kolejnym dzieckiem, jak go nazywam 🙂 To ja nadaję jemu kształt i to ja piszę na nim teksty. Przy tworzeniu memów obrazkowych korzystam z pomocy grafika. Część zdjęć robię sama, kolejną część robi dla mnie mój mąż. Korzystam również z pomocy profesjonalnego fotografa i filmowca. Nad techniczną stroną bloga, tj. hostingiem, czuwa firma hostingowa.

Mój dzień wygląda prawdopodobnie zupełnie zwyczajnie. Kiedy starszak jest w przedszkolu, a mój młodszy syn na kolanach u taty, ja wtedy ogarniam korespondencję, co zajmuje mi ok. 3-4 godziny każdego dnia. Od samych Czytelników dostaję do 100 wiadomości dziennie, jednak nie jestem w stanie odpisać na wszystkie z nich, co jest moją obecną bolączką. Junior ciągnie mnie wtedy za nogawkę i dopomina się o wspólną zabawę.

W międzyczasie gotuję obiad albo lecę do baru mlecznego po jakieś pierogi bądź żurek. Bywa, że od rana jestem na sesji zdjęciowej lub w pociągu. Cały czas się coś dzieje, co uwielbiam. Popołudniu siadam do napisania tekstu, który publikuję dla Czytelników wieczorem. Często też piszę tekst czekając w kolejce do lekarza albo w pociągu. Korzystam z każdej wolnej chwili, gdy jestem sama, aby móc popołudnia i wieczory poświęcić rodzinie.

Co robisz oprócz prowadzenia bloga parentingowego, masz jakieś inne pasje, które realizujesz „po pracy”?

To jest bardzo dobre pytanie, ponieważ całkiem niedawno uświadomiłam sobie, że odrobinę się zaniedbałam w kwestii poszerzania moich horyzontów, pasji i dbania o moje kobiece hobby.

Macierzyństwo i blogowanie zajmuje mi tak wiele czasu, że bywają momenty, w których padam wieczorem razem z dziećmi w łóżku i budzę się o 2 w nocy z potrzebą poczytania książki, obejrzenia filmu czy posłuchania muzyki. Wtedy jednak stukam się w czoło i mówię do samej siebie: „Kobieto, idź spać lepiej, bo jak Junior wstanie znowu o 5 nad ranem, to się nie pozbierasz.” 🙂 I tak właśnie kończy się moje poszerzanie horyzontów. 😉

Na przełomie grudnia i stycznia powitamy naszą córeczkę, dlatego nie sądzę, aby w najbliższych dwóch latach wiele się w tej materii zmieniło.
Marzy mi się jednak kurs hiszpańskiego i kurs salsy. Może za rok uda się temat zrealizować? 😉

Co Cię najbardziej cieszy w prowadzeniu bloga?

Najbardziej mnie cieszy to, że są osoby, dla których stanowi on wartość i jest odskocznią.

Kiedy otrzymuję maila ze zdaniem; „Szczęśliwa, kobieto! Dzięki, że jesteś!” to wiem, że to wszystko ma sens. Że bywam dla niektórych światełkiem w tunelu, a czasami udaje mi się kogoś nawet zainspirować do jakiejś zmiany. To daje mi wielką satysfakcję i dodaje skrzydeł.

A jak radzisz sobie z krytycznymi komentarzami? Czy często się z nimi spotykasz?

W momencie, w którym uświadomiłam sobie, że mój blog czyta miesięcznie ok. 1 milion użytkowników, zrozumiałam że nie ma najmniejszych szans, aby mnie wszyscy z nich głaskali po głowie. Lubię, gdy ktoś pokazuje mi odmienny od mojego punkt widzenia i potrafi go uargumentować.

Nie lubię z kolei, gdy ktoś traktuje mnie jako internetowy twór, w który można rzucać mięsem bądź traktować bez szacunku. Wtedy reaguję i bardzo szybko eliminuję takie zachowania. Dla mnie sprawa jest prosta – jeśli otwieram przed kimś mój „blogowy dom”, to mam prawo do tego, aby zweryfikować intencje potencjalnego gościa. Jeśli brakuje w wypowiedziach szacunku, to wtedy sprawę stawiam jasno.

Jakie masz plany na przyszłość?

Nie wybiegam za daleko w przyszłość, choć nie ukrywam że jednocześnie nie mogę się jej doczekać, bo zawsze przynosi coś nieoczekiwanego. W listopadzie otwieram mój internetowy Szczeslivy Sklep, w którym będę miała dla moich Czytelników mnóstwo niespodzianek! Stay tuned! 🙂

Myślisz, że popularność blogów, blogowania, to chwilowa moda, czy to może być sposób na życie? Np. pomysł na aktywność zawodową dla młodych mam?

Myślę, że blogowanie może być ciekawym kierunkiem, który warto posmakować. Czy blogowanie jest dla każdego? Zdecydowanie tak, choć im dalej z blogowaniem w las, tym okazuje się, że to wcale nie jest taka bułka z masłem, jak mogło się nam na początku wydawać.

Gdy chcemy blogować profesjonalnie i uczynić z tego blogowania nasze jedyne źródło dochodu, to okazuje się, że musimy być menadżerem, copywriterem, fotografem i filmowcem w jednym, co nie jest najłatwiejszym zadaniem.

Gdy dodamy do tego wszystkiego jeszcze takie życiowe role jak: rola matki czy żony, to okazuje się, że zaczynamy być dyrygentem naprawdę sporej orkiestry, którą trudno ujarzmić 🙂

Jak zachęciłabyś młode mamy do prowadzenia bloga? Dlaczego warto to robić? Choćby w kontekście rozwoju swoich pasji i zainteresowań?

Będąc mamą warto pamiętać o jednym – nie zapominajmy nigdy o sobie. Pamiętajmy, że nasze życie nie kręci się tylko wokół dziecka. Oprócz bycia mamą jesteśmy również kobietami, partnerkami, siostrami, córkami. Szukajmy nieustannie pomysłu na siebie. Blogowanie może być jednym z nich, choć nie musi. Nie bójmy się wychodzenia ze swojej strefy komfortu – macierzyństwo wcale nie musi nas trwale ograniczać. Ono ma potencjał wskazać nam nowe drogi rozwoju 🙂

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę.

Zajrzyj na blog Magdaleny >>>

Zdjęcia: archiwum Magdaleny Kogut – Wałęckiej.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wirtualna asystentka bez tajemnic – jak pracuje, co robi i czy chodzi na urlop?

Ela Wolińska od 7 lat pracuje jako wirtualna asystentka, wspierając przedsiębiorców w ich pracy. Czym zajmuje się na co dzień i jak łączy swój zawód z wychowywaniem 2 dzieci? Jeśli Ty też chciałabyś pracować z domu, to sprawdź, jak nasz nowy kurs on-line Wirtualna Asystentka & Social Media Ninja pomoże Ci to osiągnąć!
  • Joanna Gotfryd - 18/02/2018
Ela Wolińska, wirtualna asystentka

Chciałabyś pracować zdalnie, żeby jak najwięcej czasu móc spędzać z dzieckiem?

Poznaj szczegóły nowego kursu on-line! Wirtualna Asystentka & Social Media Ninja 

Kurs startuje już 12 marca!

Możesz sfinansować go w 100% z nieoprocentowanej, rządowej pożyczki na kształcenie.

A do 28 lutego możesz zapisać się na kurs w promocyjnej cenie (wpisz na stronie płatności kod promocyjny WAfirstminute).

Tak, chcę poznać szczegóły!

Elu, od 7 lat pracujesz zdalnie, jako wirtualna asystentka. Co Ty konkretnie robisz, czym się zajmujesz?

Wspieram przedsiębiorców w ich codziennej pracy.

Zwięźle i na temat 😉 W czym dokładnie pomagasz firmom? Jakie są Twoje obowiązki na co dzień?

W moim konkretnym przypadku zajmuję się stronami internetowymi: od administrowania, redakcji tekstów, ustawiania SEO, po tworzenie tych stron (pełny content, grafiki, treści itp.).

Obsługuję również profile w social mediach, prowadzę grupy na Facebooku w imieniu klientów. Piszę teksty, robię transkrypcje, tworzę analizy w Excelu, prezentacje, materiały reklamowe, wysyłam oferty i wiele innych. Pomagam tworzyć blogi, vlogi i podcasty, kursy internetowe, artykuły branżowe – są dziesiątki różnych zadań.

Pracujesz dla kilku klientów jednocześnie – czy to są podobne zakresy czynności, czy każdy klient ma inne zlecenia i wymagania?

Początkowo zlecenia były bardzo różne. Zresztą to jest dość charakterystyczne dla tej profesji, że trzeba wypracować swoją specjalizację lub znaleźć niszę.

Kiedy zaczynałam pracę jako VA, nie wiedziałam, że właśnie tak nazywa się mój zawód! Szukałam więc pracy na etacie, byłam nawet dość długo asystentką osobistą trenera biznesu. Dla niego organizowałam głównie szkolenia i konferencje. Jednocześnie szukałam zleceń zdalnych. Było to przeważnie pisanie tekstów, tworzenie prezentacji, pisanie CV, ofert i podań, research w sieci na zadany temat. Potem doszło administrowanie stroną internetową dużej instytucji.

Obecnie, zadania nadal są zróżnicowane, ale gro moich klientów nawiązuje ze mną współpracę przy administrowaniu stron opartych o WordPress oraz przy prowadzeniu profili na Facebooku.

Jakie umiejętności (twarde i miękkie) powinna posiadać wirtualna asystentka?

Przez lata pracy obserwowałam zarówno mój własny rozwój zawodowy, jak również moich koleżanek – na Facebooku, na spotkaniach networkingowych czy konferencjach i doszłam do wniosku, że aby być dobrą wirtualną asystentką powinno się reprezentować umiejętności i cechy charakteru takie jak:

  • umiejętność budowania komunikacji,
  • opanowanie,
  • nastawienie na efekty (bycie konkretnym).

Obligatoryjnie trzeba być bardzo dyskretnym, obowiązkowym i świetnie zorganizowanym.

Specyfiką tego zawodu jest również freelancing i praca z technologiami oraz trendami. Trzeba więc za nimi podążać, nieustannie się dokształcać, czytać, uczyć nowych programów, być otwartym i kreatywnym.

W zależności od zadań jakie zostaną powierzone wirtualnej asystentce, umiejętności twarde mogą się różnić. Podstawowymi jednak, moim zdaniem są: znajomość WordPressa, umiejętność pisania tekstów oraz znajomość na wysokim poziomie programów takich jak Word, Excel i PowerPoint.

A czy wirtualna asystentka musi znać języki obce?

Teoretycznie nie, ale im więcej zna, tym ma więcej możliwości pracy. Jak w każdej branży – znając języki możesz pracować dla klientów z całego świata.

Uważam również, że niezbędna jest minimum podstawowa znajomość języka angielskiego. Im wyższy poziom tym lepiej. Wiele programów ma angielskie menu, np. częściowo WordPress, Photoshop itp. Co więcej, dobra znajomość tego języka pozwala na swobodny research w sieci, a to zadanie należy do podstawowych umiejętności wirtualnej asystentki.

ela wolińska, wirtualna asystentka

Jesteś mamą dwójki dzieci – jak zorganizowałaś sobie pracę? Czy jesteś dostępna on-line 24/7? Czy pracujesz w konkretnych godzinach?

Staram się reagować ad hoc, dlatego moi klienci mają ze mną kontakt niemal całą dobę. Prowadzę również, jak wspominałam, profile w social media, co również wymaga ode mnie bycia online. To nie znaczy jednak, że 24/7 siedzę ze wzrokiem utkwionym w monitor. Większość obowiązków mam stałych, abonamentowych, dlatego wypełniam je kiedy dzieci są w przedszkolu. Inne, o ile nie mam wyznaczonego deadline’u, wykonuję w pierwszej wolnej chwili. Zawsze informuję klienta kiedy będę mogła się zająć tymi najpilniejszymi zadaniami.

Kiedy jednak dzieci wracają po południu do domu, staram się być tylko dla nich. Weekendy również pracuję o wiele mniej. Robię tylko to, co pilne.

Oboje z mężem prowadzimy swoje firmy. We własnym biznesie zawsze jest coś do zrobienia. Zauważyłam jednak, że bardzo dużo korzyści wynika z odkładania na bok obowiązków, kiedy jest czas dla rodziny.

Czuję równowagę, nie przegapiam niczego w życiu moich maluchów, ale i, paradoksalnie, nie zawalam terminów. Spokojnie, z rozwagą gospodaruję czasem. Dzięki temu wszystko zrobione jest punktualnie, a ja nie czuję nacisku ani frustracji. Moje dzieci zaś wiedzą, że mogą na mnie liczyć.

Mamy często pytają nas o pracę, którą mogą wykonywać jednocześnie opiekując się dzieckiem, z doskoku – czy praca Wirtualnej Asystentki w takim systemie jest możliwa?

Praca wirtualnej asystentki to normalne stanowisko i wymaga od nas takiego samego profesjonalizmu jak każdy inny zawód. To, że pracujemy z domu nie zwalnia nas z zaangażowania i zawodowstwa. Owszem, ta praca wiele ułatwia przy organizacji opieki nad dzieckiem, w pogodzeniu obowiązków z wychowywaniem maluchów. Nigdy jednak nie zapominajmy, że to są wciąż obowiązki.

Ja bardzo mocno „walczę” z brakiem profesjonalizacji w tym zawodzie. Nie wyobrażam sobie odpisywać na e-mail trzymając dziecko na ręku albo tworzyć prezentację dla klienta jednocześnie zabawiając swojego malucha.

Dobrą umiejętnością jest brak oporów przed proszeniem o pomoc. W Polsce wciąż pokutuje przeświadczenie, że to kobieta ma wychowywać dzieci, a po porodzie okres macierzyński poświęcić tylko maleństwu. Prowadząc własną działalność gospodarczą nie można sobie pozwolić na rok wolnego. No chyba, że chcemy od nowa wszystko zaczynać po upływie tego czasu, albo mamy zatrudnioną własną wirtualną asystentkę, która przejmie nasze obowiązki 😉

Po urodzeniu drugiego syna 2-3 razy w tygodniu przychodziła do nas niania, żeby odciążyć mnie przy małym. Kilka razy usłyszałam komentarze w stylu, że sobie nie radzę. W ogóle się nimi nie przejmowałam. Byłam za ścianą, kiedy niania spędzała czas z moim dzieckiem, więc nadal mogłam karmić i w razie czego reagować na potrzeby maleństwa, ale mogłam też skupić się na pracy.

My kobiety mamy podzielną uwagę, ale i granice możliwości. Prośmy więc o pomoc – może babcia mogłaby przychodzić, może niania, chociaż na kilka godzin bądź w wyznaczone dni.

Jestem też bardzo przeciwna traktowaniu zawodu wirtualnej asystentki jako pracy dorywczej. Często dostaję oferty współpracy, w których mamy wprost piszą, że ze względu na dziecko, albo pracę w innej firmie na etacie są dyspozycyjne np. godzinę – dwie dziennie. Nie. Takie podejście do niczego nie prowadzi. Albo decydujesz się na konkretną ścieżkę kariery jako WA, albo na pracę na etacie gdzieś indziej. Dorobienie na waciki mija się z celem.

Ja popełniłam ten błąd i zmarnowałam kilka lat. Gdy zdecydowałam się tylko na tę właśnie ścieżkę kariery, nabrała ona ogromnego rozpędu. Okazało się również, że wszystkie moje lęki o brak zleceń, o niewystarczające umiejętności itp. były nieuzasadnione.

Prowadzisz własną działalność, w jaki sposób szukasz klientów? Jak szukać klientów w tym zawodzie na początku?

Paradoksalnie, na początku klienci znajdowali mnie 😉 Zawsze miałam tzw. lekkie pióro, więc zaczęło się od tego, że kilku znajomych poprosiło mnie o napisanie jakiegoś tekstu. Proszono mnie o redakcje, o research itd. A potem zaczęto polecać.

Mam również firmę, która zajmuje się oprawą muzyczną uroczystości. Zaczęłam więc wykorzystywać umiejętności organizacyjne i zostałam asystentką osobistą trenera biznesu.

W każdym razie polecano mnie, zlecenia wpadały jedno za drugim.

Przełomowym momentem było utworzenie własnej strony www.pomocdlabiznesu.pl z ofertą i dołączenie do kilku grup biznesowych na Facebooku.

To właśnie na grupach można znaleźć najwięcej najciekawszych zleceń. Jest też Oferia, Useme i mnóstwo innych portali z ofertami pracy zdalnej.

Czy wirtualna asystentka idzie czasem na urlop? 😉

Tak, ale zabiera ze sobą laptopa 🙂

Ja dużo podróżuję. Często jeździmy też odpocząć na wieś. W czasie np. wakacyjnego urlopu zawsze informuję klientów, że będę mniej dostępna. Jednakże nie urywam kontaktu, nie znikam na 2 tygodnie, nie zostawiam niedokończonej pracy. Moi klienci cenią te responsywność i szczerość.

ela wolińska

Elu, będziesz jedną z mentorek w najnowszym kursie on-line, który organizujemy wspólnie z Coders Trust. Będziesz się dzielić swoim doświadczeniem, wiedzą – czego konkretnie mamy nauczą się od Ciebie?

Oprócz niezbędnych umiejętności twardych, programowych, będzie okazja do nauczenia się również tego, jak tworzyć oferty, wyceniać usługi, budować relacje, tworzyć komunikację, gdzie i w jaki sposób szukać ofert, jak na nie odpowiadać, gdzie i czego się uczyć itd.

Wydaje mi się, że ważną rzeczą jest to, że jest to pierwszy tak duży kurs na wirtualną asystentkę, który dodatkowo łączy wspomniane umiejętności twarde z miękkimi oraz life stylem jako mama, jako kobieta aktywna i jako przedsiębiorca.

Jak przekonałabyś mamy, że bycie wirtualną asystentką to świetny pomysł na pracę i pogodzenie jej z wychowywaniem dzieci?

Z roku na rok przybywa pracowników zdalnych. Przybywa przedsiębiorców, specjalistów i freelancerów. Rośnie tym samym zapotrzebowanie na pracowników, którzy zdalnie ogarną techniczne zaplecza właścicieli firm.

Praca zdalna jako wirtualna asystentka daje ogromne możliwości. Znajdując swoją niszę, swoją specjalizację, sama sobie stajesz się swoim szefem.

To Ty decydujesz kiedy i co robisz, Ty planujesz swój grafik, Ty wyceniasz swoje usługi i zarządzasz swoim czasem, domem i umiejętnościami.

Ciekawe zlecenia, fantastyczni klienci z ogromną wiedzą branżową to dodatkowa wartość dodana.

A największą wartością jesteś Ty, Twoje szczęście, Twoja wolność, oraz Twoje dzieci.

Przy nich jeszcze bardziej doceniam moją pracę. Gdy któreś zachoruje, nie martwię się kto będzie z nim w domu, nie biegam po L4 i nie zamartwiam się co powie szef. Nigdy też nie brakuje mnie na uroczystościach w przedszkolu. Wbrew pozorom mam dla moich chłopców o wiele więcej czasu niż kiedykolwiek miałabym na etacie.

Co dla mnie jest równie ważne – to dzięki takiemu systemowi pracy mam bardzo poukładane relacje z moim mężem. Wspieramy się nawzajem i dopingujemy w rozwoju.

Piszesz też książkę o pracy Wirtualnej Asystentki – kiedy będzie można ją przeczytać i o czym dokładnie będzie książka?

Między innymi. A dokładnie o pracy WA w Polsce. Na Zachodzie ten zawód jest bardzo popularny. U nas to wciąż nowość. Kiedy mówię komuś czym się zajmuję, nieustannie widzę zaskoczenie. To moja misja, żeby nauczyć czym jest zawód wirtualnej asystentki, pokazać jak i co można oddelegować i w czym można pomóc.

Książka ukazać się ma w postaci e-booka już w marcu. Czy będzie wersja papierowa to się okaże 🙂 W końcu pracuję z komputerem 😉

Dziękuję Ci za rozmowę!

Chciałabyś pracować tak jak Ela? Pierwsza edycja kursu Wirtualna Asystentka & Social Media Ninja rusza już 12 marca!

W 8 tygodni zdobędziesz nowy zawód i zaczniesz pracować zdalnie.

Do 28 lutego obowiązuje promocyjna cena kursu – należy wpisać na stronie płatności kod promocyjny WAfirstminute.

Pamiętaj, że kurs on-line możesz sfinansować w 100% z pożyczki na kształcenie. Nabór wniosków już ruszył i liczy się kolejność zgłoszeń. Nie czekaj!

Tak, chcę poznać szczegóły nowego zawodu, chcę pracować z domu, na własnych zasadach!

Zdjęcia: archiwum Ela Wolińska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Praca na etacie i własny biznes? – poznajcie Kreatywnie Zakręconą

Ania wie, co oznacza praca na etacie i własny biznes, i jeszcze macierzyństwo! W końcu jest Kreatywnie Zakręconą mamą dwójki dzieci. Rozwinęła swoją pasję do szycia i fotografii - sprzedaje śliczne spódniczki pettiskirt, prowadzi warsztaty z postprodukcji zdjęć. A wszystko to oczywiście ogarnia zanim dzieci wrócą ze szkoły i przedszkola, albo kiedy pójdą już spać. Jak to robi? Co sprawia, że jest dumna z tego, kim jest? Że jest szczęśliwa? :)
  • Agnieszka Kumorek - 15/02/2018

Wraz z dziećmi pojawiły się Twoje dwie pasje – fotografia i szycie 🙂 Czy to bycie mamą wyzwoliło w Tobie ogromne pokłady kreatywności? 😉

Zawsze lubiłam tworzyć. Już w szkole podstawowej, jeżdżąc na wakacje na wieś, spędzałam długie godziny w warsztacie stolarskim. Zbijałam mebelki dla lalek z drewnianych odpadków. Zajmowałam się haftem krzyżykowym, decoupage, później przyszła pora na naukę szycia. Ta chęć drzemała we mnie zawsze. Ale to właśnie czas drugiej ciąży i przymusowe zwolnienie lekarskie pozwoliło mi znaleźć czas na naukę.

Od kilku lat tworzysz jako Kreatywnie Zakręcona. Jakie były początki? Od razu wystartowałaś z biznesem?

Pracuję na cały etat jako nauczyciel języka angielskiego. Jednak godziny pracy są na tyle nieobciążające, że znajduję swobodnie czas także na prowadzenie działalności.

Zaczynałam od szycia na własne potrzeby – maskotki Tilda, drobiazgi do pokoju dziecięcego, ale dobre opanowanie tworzenia spódniczek pettiskirt i zainteresowanie jakie wzbudzały, kazały mi rozważyć założenie działalności gospodarczej i regularnej ich sprzedaży.

Założenia firmy bałam się strasznie. Niestety chcąc działać legalnie na rynku, musiałam ten strach przezwyciężyć. Rodzina poparła mój pomysł. Było mi o tyle łatwiej, że nie zrezygnowałam z pracy zawodowej, mogłam w każdej chwili działalność zakończyć.

Jak udaje Ci się pogodzić własny biznes z byciem mamą?

To chyba dlatego, że wszystko to robię w domu. Jestem zawsze “pod ręką”. Nie znikam na długie godziny, dzieci i mąż mają ze mną stały kontakt.

Moje dzieci same potrafią się sobą zająć. Bawią się ze sobą dość zgodnie, a potrzebują też odrobiny samotności, by oddać się ulubionym zajęciom. Najczęściej pracuję zanim dzieci wrócą ze szkoły i przedszkola, i gdy pójdą już spać.

kreatywnie zakręcona

Masz swój blog, fanpage… i lubisz być nieustannie czymś zajęta 😉 Prowadzisz warsztaty z obróbki fotografii. Do kogo je kierujesz?

Warsztaty z postprodukcji zdjęć są odpowiedzią na zainteresowanie fotografów (głównie dziecięcych) moim stylem pracy ze zdjęciami. Sama bywam na warsztatach innych fotografów, których cenię, by poznać ich warsztat i podszkolić się. Tego nigdy za wiele.

A kim są Twoje małe modelki, które widzimy na zdjęciach? 🙂

Modelują mi praktycznie wyłącznie moje dzieci – oczywiście za odpowiednie “wynagrodzenie”.

Nieustannie się rozwijasz. Jak dużo czasu na to poświęcasz?

Praktycznie co miesiąc kupuję jakiś kurs on-line, by uczyć się kolejnych umiejętności. Oglądam w tzw. “wolnej chwili”. Owszem pasja to podstawa, ale znajomość rynku jest również kluczowa. Obserwuję od lat środowisko “szyciowe” i wyciągam wnioski.

A co według Ciebie jest najtrudniejsze w prowadzeniu własnego biznesu?

Najtrudniejszą – papierkową część zleciłam księgowej. Choć umysł ze mnie ścisły, oddałam tę wątpliwą przyjemność fachowcom. Pozostawiłam sobie radość tworzenia.

Planujesz nowości w swojej ofercie w przyszłości?

Przyszłość… nie wiem. Szczerze. Mam stałą ofertę i tego się trzymam (pettiskirt). Niektóre rzeczy szyję na indywidualne zamówienie (bardzo rzadko). Czasem wprowadzam coś do oferty w bardzo limitowanej ilości. Jeśli mnie coś zainspiruje, będzie wróżyło dobrą sprzedaż i szycie tego będzie sprawiać mi przyjemność, na pewno pojawi się w mojej ofercie.

kreatywnie zakręcona

Z czego jesteś najbardziej dumna?

Wiele aspektów mojego życia napawa mnie dumą. Rodzina, praca zawodowa (jestem nauczycielem), własny biznes, marka, którą wypracowałam, wiedza, którą zdobyłam (i wciąż zdobywam nieustannie się szkoląc).

W zasadzie dumna jestem z tego, kim jestem i i śmiało spoglądam codziennie w lustro.

Po 5 latach w biznesie nabrałaś doświadczenia. Z perspektywy czasu… co powiedziałabyś mamie, która potrzebuje małej motywacji do rozpoczęcia własnej działalności?

Życzyłabym jej dużo samozaparcia i … pokory.

Samozaparcia – by nie poddawać się chwilowym przeciwnościom, umieć zagryźć zęby i robić to, w co się wierzy. Pokory – by z godnością przyjąć słowa krytyki i umieć zrewidować swoje poczynania.

Dziękuję Ci za rozmowę!

Jeśli chciałabyś zobaczyć więcej pięknych kreacji od Kreatywnie Zakręconej, odsyłamy do jej strony kreatywnie-zakrecona.pl oraz fanpage.

W ofercie znajdziecie puszyste, falbaniaste i mięciutkie niczym chmurka spódniczki pettiskirt uszyte na indywidualne zamówienia 🙂

Zdjęcia: własność Kreatywnie Zakręcona

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kumorek
Jestem osobą, która nie potrafi się nudzić. Lubię różnorodność, dlatego skończyłam studia łączące zajęcia humanistyczne, graficzne i informatyczne. Odpoczywam podczas długich spacerów, a znajomi wiedzą, że dobrej herbatki w miłym towarzystwie nigdy nie odmówię.
Podyskutuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail