Czego szukasz

Jasne jak słońce – mój biznes prowadzą dzieci!

O tym jak dzieci uniemożliwiając pracę, współprowadzą z nią biznes, o patentach na godzenie życia rodzinnego i zawodowego, a raczej o ich braku i o tym jak ważne jest wsparcie pozytywnych kobiet opowiada nam Paulina Mazur – pracująca mama trójki dzieci, uczestniczka pierwszej edycji Campus for Moms w Polsce. Współzałożycielka serwisu Jasne Jak Słońce. Cierpi na nieuleczalną skłonność do wyszukiwania nowych aktywności…

  • Paulina Sienczyło - 04/07/2014

Paulino, jesteś jedną z uczestniczek warsztatów Campus for Moms, na których Twój pomysł był niejednokrotnie brany na tzw. warsztat. Opowiedz czytelniczkom o Twoim projekcie i czy udział w programie Campus for Moms pomógł w uruchomieniu Twojego biznesu.

Campus pojawił się na mojej drodze w najlepszym możliwym momencie. Od jakiegoś czasu realizowałyśmy z Magdą (wspólniczką) nasz pomysł na serwis z zabawnymi dziecięcymi tekstami. Wprawdzie sporo pracy koncepcyjnej było już za nami, ale okres wdrażania pomysłu ciągnął się kilka miesięcy i podczas trwania zajęć w Google’u wiele kwestii poukładało nam się w głowach. Mogłam konsultować kolejne etapy na bieżąco z naszą grupą docelową, jaką są rodzice.

Czym jest Twój projekt Jasne Jak słońce?

“Jasne jak słońce” jest miejscem do gromadzenia, publikowania, oceniania i komentowania śmiesznych i mądrych dziecięcych bon motów. No i oczywiście: miejscem, w którym można ekspresowo poprawić nastrój! Już sama nazwa jest przewrotna, jak dziecięca logika… gdy rodzice widzą nasze logo, to od razu uśmiechają się ze zrozumieniem. Wiem, że czytające to Mamy zareagują podobnie…

Skąd taki pomysł?

Moje dzieci gadają całą dobę. Jakiś czas temu zaczęłam zapisywać te dialogi i wrzucać na swojego bloga, ale szybko pomyślałam, że pewnie inni rodzice robią to samo i właściwie dlaczego nie stworzyć takiej wspólnej przestrzeni?

Jest taka prawidłowość, że kiedy rodzą nam się dzieci to instynktownie szukamy towarzystwa innych rodziców. Myślę, że to wynika m.in. z tego, że nasz świat kompletnie się zmienia i ludzie niemający dzieci nie rozumieją tego szaleństwa. Po sieci krąży mnóstwo memów bezlitośnie pokazujących jak nasi znajomi na Facebooku nie mogą już słuchać i czytać o naszych dzieciach. A my myślimy, że nie ma nic piękniejszego, mądrzejszego, zabawniejszego na świecie niż one! Dlatego pomyślałam, że takie miejsce w którym poczujemy się dobrze jest potrzebne.

Są dwie potrzeby rodziców, na które odpowiada nasz serwis: ocalania niesamowitych wspomnień związanych z ich dziećmi oraz dzielenia się tymi emocjami z innymi ludźmi – bliskimi, znajomymi, innymi rodzicami. Mam wielką nadzieję, że wszyscy oni szybko zaczną traktować to miejsce jako swoje i że przed nami wiele wspólnych wylanych ze śmiechu łez.

Ile czasu minęło od pomysłu do realizacji projektu?

Kilka miesięcy. Wszystko robiłyśmy z Magdą same, bo nie miałyśmy żadnych środków do zainwestowania. Magda jest wspaniałą dziewczyną: ma malutką córeczkę i sporo innej pracy (m.in. montuje filmy, robi strony internetowe, przemierzając przy tym cały świat na rowerze!) a “wnętrzności” serwisu robiła nocami. Policzyłam ostatnio, że w ciągu 2 lat naszej znajomości wymieniłyśmy 3750 maili poświęconych wspólnym projektom.

Dużą rolę w przyspieszaniu całego procesu odegrał Campus for Moms – na pierwszym spotkaniu pomyślałam, że zanim cykl się skończy nasz serwis musi być w sieci. Agnieszka z Mamo Pracuj powiedziała mi kiedyś: jeśli myślisz, że przyjdzie kiedyś taki moment, że projekt będzie na tyle wymuskany i dopieszczony, że nie będziesz już go chciała poprawiać, to zapomnij o tym. Zadzwoniłam wtedy do Magdy i postanowiłyśmy nie popaść w chorobę perfekcjonizmu, ale zdać się na użytkowników, którzy najlepiej podpowiedzą nam jak dalej prowadzić serwis. Niedługo potem nacisnęłyśmy “enter”.

Czy masz wsparcie w najbliższych? Ktoś jeszcze Cię wspiera?

Obie z Magdą jesteśmy raczej z tego gatunku kobiet, co walczą i trenują po cichu, a rodzina o medalach dowiaduje się z gazet (śmiech). Coś jednak w tym jest: powoli dłubałyśmy ten nasz pomysł bez zbytniego hamletyzowania, że potrzebujemy więcej czasu do pracy czy przeznaczenia jakieś części domowego budżetu na ten cel. Oczywiście konsultowałyśmy to i tamto z mężami – mój nawet wymyślił hasło reklamowe.

Jakie masz patenty na godzenie życia osobistego i zawodowego? Opowiedz nam jak wygląda Twój typowy dzień.

O rety, nie mam! Mam wrażenie, że nie godzę… Przyświeca mi jedna maksyma: im wyżej mierzysz, tym wyżej strzelasz, co w warunkach macierzyńskich oznacza, że tylko podejmując nowe wyzwanie możesz stwierdzić, czy mu podołasz. Mamy są silniejsze niż im się wydaje, co potwierdzi każda, która próbuje godzić obie te sfery. W ocenie naszych rezerw (siły, czasu, zdolności “ogarniania”) najlepiej pomaga znany ekspertyment. Często zadaję sobie pytanie co ja robiłam z czasem kiedy miałam dwoje dzieci? A jedno? A kiedy nie miałam wcale, to chyba tylko leżałam i czytałam! Perspektywa się zmienia, więc jeśli popatrzymy na dzień dzisiejszy “z przyszłości”, to się okaże, że nie jest tak źle z naszymi możliwościami.

[view:ad_intext_superbanner_1=block]

Mój dzień… Pobudka ok. 5.30, śniadanie, ubieranie, odprowadzanie do przedszkola najstarszego Gałgana w towarzystwie dwóch pozostałych, zakupy na pobliskim targu, gotowanie obiadu, plac zabaw, powrót wesołej karawany z przedszkola, walka o przetrwanie do 18.00, kąpiel, trening, praca, sen około 24.00. Dużo rzeczy, które da się robić w “międzyczasie” tak właśnie robię: na maile odpisuję z Ignasiem na kolanach, Basię angażuję do pomocy we wszystkim, spotkania zawodowe umawiam… w parku. Jakoś tak to idzie…

A czym się zajmowałaś wcześniej, przed dziećmi?

Mój mózg wyrzucił z rejestru tamten czas (śmiech). Pracowałam. Dużo i długo. “Ale to i tak było nic”, jak wspominają wszystkie mamy.

Czy to, że jesteś mamą w jakikolwiek sposób wpływa na prowadzenie biznesu? Dzieci inspirują czy utrudniają pracę?

Dzieci uniemożliwiają pracę! No chyba, że mówią fajne rzeczy, które da się publikować w serwisie, który się prowadzi. Wtedy można nawet powiedzieć, że współprowadzą biznes. Ale tak serio, to myślę, że cały okres ciąży, opieki nad niemowlakami i póżniej wychowywania straszych wyzwala jakąś nieziemską potrzebę robienia ciągle “czegoś jeszcze”. W tym sensie narodziny dzieci są jedyną w swoim rodzaju motywacją do podejmowania nowych, szalonych wyzwań.

Co chciałabyś powiedzieć innym mamom, które szukają swojej drogi zawodowej?

Mam nadzieję, że wybaczą mi bezpośredniość: żeby przestały rozmyślać, wstały i spróbowały. Jak nie tego, to czegoś innego, ale żeby nie traciły czasu na dywagacje. Od nich jeszcze nic sensownego się nie zaczęło.

I może jeszcze jedno: szukajcie wsparcia innych kobiet. Nie tych narzekających, ale takich jak Wy, które chcą próbować własnych sił w działaniu. Jak się przychodzi na jakiekolwiek spotkanie “przedsiębiorczych mam”, to od razu widać, że jest w nas potężna siła, którą trzeba zlokalizować, wydobyć i ukierunkować tam, gdzie byśmy chciały. Co jeśli mieszkacie poza dużymi miastami, gdzie takie spotkania się odbywają? Zorganizujcie własne. Zaproście kilka znajomych mam, znajdźcie jakąś fajną książkę napisaną przez kobiety, którym “się udało” i zacznijcie od porozmawiania o niej. Najtrudniej jest zacząć.

Jakie są Twoje plany i cele na najbliższy czas?

“Jasne jak słońce” jest w sieci dopiero od kilku dni. Teraz przed nami sporo pracy by go wypromować. Na chwilę obecną oddajemy użytkownikom kilka funkcjonalności – w serwisie można zapisywać teksty lub memy a potem publikować je lub przechowywać w prywatnym archiwum. Najlepiej oceniane teksty układają się w ranking TOP TEN. To oczywiście nie koniec – mamy nadzieję, że całkiem niedługo połączymy serwis z aplikacją mobilną, dzięki której już nigdy nie zapomnimy tego, co powiedziały nasze dzieci. Bo przecież co jak co, ale telefon zawsze mamy przy sobie. Nawet w piaskownicy. O tym, co będzie dalej – już niebawem.

Cele? Bardzo bym chciała, żebyśmy umiały dać zmęczonym rodzicom trochę powodów do uśmiechu. Żeby gromadząc i publikując teksty własnych dzieci, uświadamiali sobie, że ich codzienna – często monotonna praca – przynosi też takie owoce: że oto mają wspaniałe, zabawne, bystre i mądre dzieciaki! Jeśli to nam się uda, będę bardzo szczęśliwa.

Dziękuję za rozmowę.

Jasne Jak Słońce

Zobacz także filmy podsumowujace Program Campus for Moms na naszym kanale na You Tube!

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Paulina Sienczyło
Absolwentka zarządzania kulturą i podyplomowego zarządzania zasobami ludzkimi na UJ. Mama Igutki Frygutki i Janka Gałganka. Kiedyś z pasją oddana harcerstwu, potem fajnej pracy w Coca - Coli, obecnie poszukująca swojej drogi zawodowej. Lubi ludzi, gorącą czekoladę w czasie posiadówek niepołomickiej grupy fajnych kobiet, bieganie z kijkami po puszczy w weekendowe poranki. Jest pasjonatką zdrowego trybu życia marzącą o byciu gospodynią - nauczycielką harmonijnego życia w Beskidzie Niskim.
Podyskutuj

Pomóż stanąć na własnych nogach – zdecyduj kto wygra 30 tysięcy na rozwój biznesu!

Kto wygra 30 tysięcy na rozwój swojego produktu i biznesu? Zdecyduj i zagłosuj. Konkurs Stań na własnych nogach, właśnie wszedł w 2 etap - głosowania na jeden z wybranych 50 zgłoszeń. Zobacz wybrane produkty i oddaj swój głos! Głosowanie trwa do 5 września, a każda klubowiczka Rossmann może oddać tylko 1 głos!
  • Joanna Gotfryd - 01/08/2019
sofa, nogi kobiety i laptop na kolanach - plakat zapowiadający akcję Rossmanna

Stań na własnych nogach – prawie 500 zgłoszeń!

Konkurs Stań na własnych nogach, to akcja, którą organizujemy wspólnie z firmą Rossmann. Od 15 czerwca do 20 lipca można było zgłosić do konkursu swój produkt, tworzony z pasją, który ma szanse stać się biznesem i dać niezależność finansową jego twórczyni.

Do konkursu zgłoszono prawie 500 prac konkursowych! Komisja konkursowa złożona z przedstawicieli Rossmann i Fundacji Mamo Pracuj miała bardzo trudne zadanie – wybranie 50 prac, które przejdą do 2 etapu konkursu.

Wśród zgłoszonych prac było dużo zabawek – lalek, szydełkowanych misiów oraz książeczek. Sporo zgłoszeń dotyczyło akcesoriów dla dzieci – kocyków, wielorazowych pieluszek, personalizowanych przedmiotów czy produktów idealnych na prezent, np. z okazji urodzenia dziecka.

Przedsiębiorcze i twórcze kobiety do konkursu zgłosiły także ręcznie robione kosmetyki – szampony, mydła i kremy – bez konserwantów, na bazie naturalnych składników.

Nie zabrakło także artykułów dla domu – ozdobnych bibelotów, naturalnych świec i dekoracyjnych przedmiotów.

Wśród zgłoszonych prac była też odzież i akcesoria modowe, a także akcesoria wpisujące się w trend zero waste – wielorazowe artykuły higieniczne i zamienniki jednorazowych foliówek na zakupy.

Zobacz jakie produkty znalazły się w 2 etapie konkursu! >>

Głosowanie na najlepszy produkt

Teraz klubowicze Rossmann mogą zagłosować na najlepszy – ich zdaniem – produkt.

Głosowanie potrwa od 1 sierpnia do 5 września. Każdy klubowicz Rossmann może zagłosować tylko jeden raz, dlatego warto starannie przejrzeć wybrane do 2 etapu prace.

Zwycięzców, którzy otrzymają nagrody – pierwszą – 30 tysięcy złotych, oraz drugą i trzecią – odpowiednio – 20 i 10 tysięcy – poznamy już 10 września.

Zagłosuj, pomóż stanąć na własnych nogach! >>>

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.

Moda mi w duszy gra – historia Justyny, właścicielki marki Just.Slow

"Moje ubrania mają nie być modne, bo moda jest chwilowa i ulotna. Chcę, żeby ubrania just.slow były uniwersalne i ponadczasowe. Żeby można je było włożyć zawsze i na wiele okazji (...)". O pasji, modzie i tworzeniu własnej marki odzieżowej będąc mamą malutkich dziewczynek, rozmawiamy z Justyną Dziatkowską, projektantką, twórczynią proekologicznej odzieżowej marki Just.Slow.
  • Agnieszka Kałużna - 29/07/2019
Justyna Dziatkowska, justslow.eu

Kiedy tak naprawdę narodziło się marzenie o własnej marce?

Kiedy zrodziło się marzenie… Tak naprawdę, odkąd pamiętam miałam smykałkę do kreowania i tworzenia czegoś własnego. Mam spore zdolności manualne. Jako nastolatka kupowałam odzież w second hand’ach i przerabiałam je po swojemu lub szyłam z niej zupełnie nowe rzeczy. Ze starych dżinsów potrafiłam uszyć ręcznie plisowaną spódnicę i to bez użycia maszyny do szycia, torebkę dodawaną do gazety jako forma reklamy obszywałam materiałem, by mieć coś oryginalnego. Czyli od zawsze byłam związana z modą i projektowaniem.

Chęć stworzenia własnej linii odzieży zrodziła się tak naprawdę wraz z pojawieniem się na świecie moich dzieci. Pierwotnie pomysł na biznes był nieco inny, związany z inną dziedziną, niemniej jednak cały czas był związany z branżą modową. Z czasem ewoluował, by finalnie zatrzymać się na projektowaniu i szyciu ubrań dla kobiet.

A skąd czerpiesz inspirację?

Jeżeli chodzi o kroje ubrań, to pomysł na pierwszą kolekcję i jej formę wynikał z moich własnych potrzeb. Pierwszą córkę bardzo długo karmiłam piersią i brakowało mi ubrań, w których mogłabym wygodnie i bez skrępowania nakarmić dziecko. Te dostępne na rynku, dedykowane mamom karmiącym, kompletnie do mnie nie przemawiały i daleko odbiegały od mojego gustu i bliskiej mi estetyki. Poza tym wyszłam z założenia, że karmienie piersią, choć to piękny czas, jest tylko przejściowym okresem w moim życiu i tak samo byłoby z ubraniami. Dbam o małą zawartość szafy, lubię minimalizm i prostotę, a także rozsądnie kupuję, więc zbędne wydatki na ubrania „na chwilę” nie wchodzą w grę.

Kiedy miała pojawić się na świecie moja druga córka, postanowiłam przełożyć rodzące się w mojej głowie pomysły na papier. Zaprojektowałam sukienkę i bluzkę dla mnie idealną. Miały spełniać funkcję zasadniczą, czyli dawać możliwość karmienia piersią, ale przede wszystkim miały pięknie wyglądać i być wygodne.

Oczywiście nie odkryłam przysłowiowej Ameryki i inspirację zaczerpnęłam z historii mody. Kopertowa sukienka czy bluzka, która pojawia się w mojej pierwszej kolekcji już od stuleci była noszona w formie kimona. W latach 30. pojawiła się w kolekcjach Elsy Schiaparelli, by stać się masowym modelem w okresie Wielkiego Kryzysu. W latach 70. amerykańska designerka i guru kobiecej mody, Diane Von Furstenberg, zafascynowana kulturą Dalekiego Wschodu zaczęła eksperymentować z małymi kopertowymi topami i materiałami. Jej pomysły szybko ewoluowały i powstała sukienka kopertowa, którą w 1975 roku sprzedała w około pięciu milionach egzemplarzy!

To bardzo ciekawe. Nie miałam o tym pojęcia! A powiedz, z myślą o kim projektujesz swoje ubrania? O mamach karmiących?

Moje ubrania tworzone są z myślą o kobietach. Wiem, że to może banalne stwierdzenie, ale tak rzeczywiście jest. Jestem zwykłą kobietą i mamą. Nie jestem ideałem, nie mam wyglądu i aparycji wybiegowej modelki. Dlatego ważne jest dla mnie, by moje ubrania leżały dobrze na takich kobietach jak ja. Zwyczajnych, nieidealnych, pełnych niedoskonałości.

Dla naszych Czytelniczek Justyna przygotowała specjalny 10% rabat na zakupy hasło: mamopracuj, ważny do końca 31.08.2019 r.

Każda z nas jest inna i każda zasługuje na to, żeby wyglądać pięknie i czuć się komfortowo. Taka idea przyświeca mi w projektach. Stąd też wybór pierwszego kroju. Sukienka kopertowa to strój, który pasuje do każdego typu sylwetki. Dzięki wiązaniu sama decydujesz o głębokości dekoltu czy wysokości talii. To krój dla kobiet, które chcą się czuć kobietami. Nie wymaga wysiłku i nadaje się na każdą okazję. Pasuje do każdego miejsca na świecie i odpowiada potrzebom współczesnych kobiet.

Zależy mi na tym, żeby moje ubrania były nowoczesne, więc dużą inspiracją jest też dla mnie miasto. Lubię miejskie życie, więc inspiruje mnie architektura, kolory miasta, ulice, ludzie…. Połączenie nowoczesnych krojów z naturalnych materiałów, w których każda z nas może pokazać się w dowolnym miejscu miejskiej dżungli to dla mnie priorytet.

Jak docierasz do grupy odbiorców?

Na chwilę obecną pracuję nad zbudowaniem fajnej społeczności w social mediach. Prowadzę fanpage na Facebooku i oczywiście konto na Instagramie – zapraszam do odwiedzenia 😉. Ważne jest dla mnie, żeby dotrzeć nie tylko do osób zainteresowanych modą, ale także do mam karmiących piersią, bo stąd wywodzi się pomysł na odzież i do osób zainteresowanych ekologicznymi i przyjaznymi środowisku wyborami.

Na pewno moje kolejne działania będą opierały się na rozsądnej i ciekawej reklamie. Mam też nadzieję, że w jesiennej edycji targów branżowych np. krakowski Kiermash czy targi dla mamy i dziecka uda mi się pokazać swoje produkty. Wszystko jest jednak zależne od najmłodszej w rodzinie (śmiech).

Masz dwoje malutkich dzieci. Jak udaje ci się łączyć te dwie przestrzenie: zawodową i rodzinną?

Oczywiście nie jest lekko. Dziewczynki są na tyle małe, że wymagają ciągłej opieki i uwagi. Trudno wymagać od nich samodzielności, skoro jedna dopiero co przestała być noworodkiem… Myślę, że to kwestia motywacji i dobrej organizacji. Oczywiście nic na siłę, wbrew sobie czy ze szkodą dla dzieci lub rodziny. We wszystkim trzeba mieć umiar i trochę luzu.

Wierzę, żę trzeba dać sobie taką ewentualność, że nie wszystko zawsze idzie zgodnie z planem. Czasem tak po prostu bywa. Dla mnie to nie jest powód do stresu czy załamania, a motywacja do pracy i szukania sposobów na rozwiązanie danej trudności.

Mam jasno wytyczone cele i do nich dążę. Jasne jest, że nie jestem samowystarczalna i nieocenionym wsparciem jest dla mnie mój partner. To bardzo ważne, żeby mieć przy sobie kogoś, kto wesprze, zmotywuje, odciąży w jakichś obowiązkach lub czasem wykona coś za ciebie. Bez niego wiele rzeczy nie byłoby możliwych.

To prawda. A teraz jeszcze z tej „zawodowej beczki”: slow fashion czyli świadome podejście do mody to ostatnio prężnie rozwijający się trend. Co wyróżnia markę Just Slow na tym tle?

Moje ubrania mają nie być modne, bo moda jest chwilowa i ulotna. Chcę, żeby ubrania just.slow były uniwersalne i ponadczasowe. Żeby można je było włożyć zawsze i na wiele okazji, a także, żeby pasowały do innych rzeczy, które już się w szafie znajdują. Stąd wybór bardzo stonowanych i jednolitych kolorów.

Moje ubrania mają być stylowe i kobiece. Podkreślać nasze atuty i ukrywać to, co aktualnie chcemy ukryć (o ile chcemy, śmiech). Dlatego tak ważny jest dla mnie krój. Oczywiście ogromne znaczenie ma to, z czego są wykonane i dlatego do pierwszej kolekcji został użyty dość unikatowy materiał, jakim jest bambus. Wybór nie jest przypadkowy i został poprzedzony wnikliwym rozeznaniem na rynku odzieżowym i tekstylnym.

Wiem, że ważne jest dla ciebie działanie w zgodzie z troską o naszą planetę. Jak to przekłada się na twoją pracę?

W codziennym, domowym życiu staram się myśleć, co wybieram. Ograniczam zużycie środków chemicznych, zastępuję je naturalnymi. To samo tyczy się kosmetyków. Sięgam po te ekologiczne, na bazie naturalnych składników. Staram się wybierać to, co jest w szkle lub zupełnie bez opakowania, a jeżeli już w plastiku, to takim, który nadaje się do recyklingu.

Podobnie w pracy. Wykroje układane są w szwalni tak, aby zminimalizować ilość odpadków, ubrania pakowane są bez użycia folii czy plastikowych elementów. Kartoniki czy papier, w którym wysyłam ubrania pochodzą z recyklingu. Uprawy bambusa, z którego uszyte są ubrania są ekologiczne, bo bambus rośnie szybko i nie wymaga kompletnie używania pestycydów. A sama tkanina jest niezwykle wytrzymała, dzięki czemu będzie długo służyła. To są małe, ale myślę, że dobre wybory, którymi mogę się przysłużyć naszej planecie.

Jasne, kropla drąży skałę! A powiedz, gdyby ktoś chciał coś przymierzyć, zobaczyć, dotknąć… można was spotkać stacjonarnie?

Marzę o swoim butiku i wierzę, że kiedyś będę mogła do niego zapraszać, ale na razie moje ubrania można jednak już teraz zobaczyć stacjonarnie w concept store FREEDOM w Krakowie, przy ulicy Parkowej 1. Serdecznie zapraszam wszystkich z Krakowa i nie tylko do odwiedzenia tego zaczarowanego miejsca. Na pewno będę szukała kolejnych miejsc, w innych miastach, które pozwolą na stacjonarną sprzedaż.

W jakim kierunku chciałabyś rozwijać markę?

Chciałabym zachować autentyczność i spójność marki. To, co tworzę jest w 100% zgodne ze mną i moim gustem. Zależy mi, żeby tak pozostało. Na pewno chciałabym mieć większą liczbę modeli, poszerzyć asortyment o dzianiny, np. swetry czy kardigany z bambusowej przędzy, a także w przyszłości o dodatki, które mogłyby być świetnym uzupełnieniem czy dopełnieniem tak prostych ubrań.

Niemniej jednak dalszy rozwój marki pod kątem kreacji, dalej widzę w takim minimalistycznym wydaniu, bo to mi w duszy gra. Interesują mnie też ekologiczne i nietypowe materiały, np. te tkane z przędzy konopnej czy pokrzywy. Jak już wcześniej wspomniałam na liście marzeń jest też własne miejsce, własny butik z ubraniami, ale do tego jeszcze daleka droga…

Co czujesz, gdy spotykasz na ulicy dziewczynę w sukience od Just Slow?

To wspaniałe uczucie, zobaczyć kogoś w ubraniu swojego projektu. Odbieram to jako nagrodę za moją pracę i potwierdzenie, że nie poszła na marne. Czuję się dowartościowana i mam apetyt na więcej.

Moja ostania klientka wybrała sukienkę w kolorze ecru na swój ślub cywilny… nie ukrywam, że wspaniale było „towarzyszyć” jej w tak wyjątkowym dniu.

Gdzie widzisz się za dwa-trzy lata?

Chciałabym robić nadal to, co kocham, co mnie interesuje, czyli tworzyć swoją markę odzieżową i być związana z branżą mody. Chciałabym się rozwijać w tym kierunku i poszerzać swoją wiedzę z zakresu konstrukcji odzieży, materiałoznawstwa, a także psychologii i marketingu mody. Chciałabym poszerzać swoją ofertę o kolejne, ekologiczne i nietypowe materiały. Krokiem rozwoju dla firmy z pewnością będą zagraniczne rynki sprzedaży i to też jest cel na mojej liście. Niemniej jednak, najważniejsza jest rodzina i za dwa-trzy lata, chciałabym nadal mieć dla niej czas i to jest mój priorytet.

Czym jest dla ciebie sukces?

Sukces nie ma dla mnie wymiaru materialnego. Sukces jest dla mnie uczuciem spełnienia i radości. Spokojem ducha i satysfakcją, że każdego dnia można się realizować i robić to, co się lubi, tak jak się lubi. To uczucie stabilizacji i komfortu psychicznego dzięki pracy, którą dobrze wykonałam i która znalazła grupę odbiorczą.

Co powiedziałabyś młodej mamie, które ma marzenie, ale nie bardzo wie, jak zacząć?

Żeby się nie bała. Żeby marzyła i realizowała marzenia. Żeby szukała wsparcia i pomocy w dążeniu do celu, bo znajdzie je zawsze. Mamy teraz naprawdę duże możliwości zarówno zmiany ścieżki zawodowej, jak i próbowania sił we własnym biznesie. Jest wiele miejsc, w których możemy się dokształcić, wyszkolić czy przebranżowić. Podobnie z możliwościami pozyskania środków na biznes.

Nie należy się obawiać, że się nie uda, że się nie da rady… bo kto jak nie my? Kobiety-mamy 🙂 Myślę też, że najlepszym wsparciem i motywacją jesteśmy same dla siebie, dlatego warto szukać i gromadzić wokół siebie takie kobiety, które próbują. Które się nie poddają i realizują swoje marzenia. One są dla nas najlepszym przykładem i pokazują, którędy można iść.

Dziękuję za rozmowę i życzę ci powodzenia w realizacji marzeń!

Dziękuję!

Zapraszamy na zakupy ze specjalnym 10% rabatem! Hasło: mamopracuj, ważny do końca 31.08.2019 r.

Zdjęcie główne i rodzinne: archiwum prywatne Justyny; zdjęcia z sesji: Anna Bąk Kolory Studio Fotografii

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kałużna
Spełniająca się żona, mama urwisa i urwiski, przedsiębiorca, redaktorka, muzyk. Z wykształcenia rosjoznawczyni i wokalistka. Ostatnio odkryłam, że artystyczną pasję można realizować... piekąc torty! Kocham słowo pisane, dobrą kuchnię, podróże w nieznane i letnie burze. I mocno wierzę w to, że samorealizacja ma wiele odsłon, często równolegle występujących.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail