Czego szukasz

Jak żyć w patchworkowej rodzinie? – wywiad z Wojciechem Eichelbergerem

Tytuł książki „Patchworkowe rodziny” sugerowałby, że jest ona skierowana tylko do rodzin po przejściach, a jest to bardzo uniwersalne kompendium wiedzy o relacjach w każdej rodzinie, nie tylko w tej zrekonstruowanej. Rozmowa Aliny Gutek i Wojciecha Eichelbergera jest przekazem uniwersalnym, z którego może czerpać każdy, bo tworzenie rodziny zawsze jest wyzwaniem, a jak mówi Wojciech Eichelberger – wyzwania są po to abyśmy w końcu pomogli sobie i dali światu odetchnąć.

  • Ewa Moskalik - Pieper - 20/09/2018
książka Patchworkowe Rodziny Jak w nich żyć

W książce „Patchworkowe rodziny”, której wraz z Aliną Gutek jest Pan autorem, przytaczacie dane statystyczne, że w 2016 r. na 193 tysiące zawartych małżeństw rozwiodło się 64 tysiące. Nie ma w tym statystyk związków nieformalnych. Dlaczego tak łatwo, a na pewno łatwiej niż kiedyś rodziny się rozpadają?

Z wielu powodów jednocześnie:

  • Bo młodzi ludzie później niż jeszcze 40 lat temu dojrzewają psychicznie i cierpią na deficyt umiejętności interpersonalnych oraz inteligencji emocjonalnej. Przyczynia się do tego pandemia jedynactwa i zastępowanie realnego kontaktu z ludźmi kontaktowaniem się przez media społecznościowe.
  • Bo rodzice młodych ludzi wchodzących w małżeństwa z wielu powodów poświęcali im nie dość czasu i uwagi, a przy tym albo wymagali zbyt wiele albo odpuszczali i nie interesowali się nimi. W rezultacie młodzi ludzie nie wierzą w swoją wartość i w to, że mogą być pokochani, co uniemożliwia stworzenie trwałego związku opartego na szacunku i zaufaniu.
  • Bo na skutek rozwoju technologii antykoncepcyjnych i kryzysu religii zmalało ryzyko i kulturowa dezaprobata niewierności.
  • Bo państwo oferuje coraz więcej wsparcia dla rodziców samodzielnie wychowujących dzieci.
  • Bo awans zawodowy i finansowy w firmach i korporacjach w dużym stopniu zależy od dyspozycyjności, co promuje życie samotne czyli singlowanie.
  • Bo postępująca emancypacja kobiet sprawia, że coraz więcej kobiet nie odczuwa obyczajowej i ekonomicznej presji na trwanie w związkach z mężczyznami, którzy im z jakiś powodów nie odpowiadają.

Rodzina patchworkowa, czyli jaka?

Rodzina patchworkowa powstaje na dwa sposoby. Gdy:

1. Z pierwszej, założonej przez oboje partnerów rodziny, w której urodziło się choćby jedno wspólne dziecko, jedno z rodziców odchodzi i wiąże się z nowym partnerem/partnerką, który/która albo ma dzieci z poprzedniego związku albo/i w nowym związku pojawia się ich wspólne dziecko.
2. Osoba bezdzietna wiąże się z osobą, która ma dziecko/dzieci z poprzedniego związku.

Innymi słowy: gdy przynajmniej jedno z partnerów w związku ma tzw. przyszywane dzieci albo/i pojawia się rodzeństwo przyrodnie wobec pierworodnych dzieci, któregokolwiek z nowych partnerów to oznacza, że zaczęła się tworzyć rodzina patchworkowa.

Z jakimi problemami możemy najczęściej się spotkać w rodzinie patchworkowej?

Lista problemów jest długa i można wymienić tylko najbardziej typowe, czyli:

  • brak czasu, energii i czasami pieniędzy na obsłużenie potrzeb nowej skomplikowanej patchworkowej rodziny,
  • resentymenty po-rozstaniowe dorosłych i dzieci, które utrudniają, a czasami nawet uniemożliwiają rozsądne zarządzanie skomplikowanymi relacjami i logistyką patchworku,
  • granie dziećmi przeciwko sobie, wikłanie dzieci w koalicje i konflikt lojalności przez skonfliktowanych rodziców, którzy się rozstali,
  • wikłanie – po rozstaniu – w konflikt lojalności wspólnych przyjaciół i dalszą rodzinę,
  • zaniedbywanie pierworodnych dzieci kosztem nowych i przyszywanych,
  • zazdrość partnerów o byłych partnerów obecnych partnerów – i próby odcięcia tych ostatnich od pierworodnych dzieci, a także od ich matek lub ojców.

Jakie można wymienić pozytywne cechy, zalety rodzin patchworkowych?

Część korzyści jakie mogą odnieść dorośli uczestnicy patchworkowej rodziny jest pochodną wyzwań jakie się wiążą z projektem uczynienia z początkowego chaosu i rozbicia względnie harmonijnej całości. Zamiar taki wymaga bowiem od uczestników przyspieszonego dojrzewania emocjonalnego.

Składa się na nie:

  • duża samoświadomość własnych przekonań, emocji, motywów i psychicznych obron,
  • zdolność do przekraczania swoich nawykowych emocji i resentymentów,
  • zdolność do rozpoznawania mechanizmu, który doprowadził do rozpadu pierwotnego związku, a także własnego wkładu w ten mechanizm,
  • zdolność do brania swojej części odpowiedzialności za rozpad pierwotnego związku i poszukiwania właściwej formy zadośćuczynienia w formule rodziny patchworkowej.

Poza tym rodzina patchworkowa oferuje – szczególnie dzieciom – sporo nadzwyczajnych korzyści. Wszak pod warunkiem, że, osiągnęła choćby elementarny poziom organizacji i harmonii. Należą do nich:

  • zwiększony potencjał psychicznego i materialnego bezpieczeństwa i wsparcia,
  • zwiększony potencjał i różnorodność wzorców i strategii życiowych, z których mogą czerpać dzieci,
  • zwiększony potencjał i różnorodność relacji i związków interpersonalnych, co sprzyja rozwojowi inteligencji emocjonalnej – w szczególności empatii i tolerancji,
  • zwiększony potencjał intelektualny i zawodowy ( specjaliści z różnych dziedzin),
  • zwiększony potencjał sieci kontaktów z innymi środowiskami (networking),
  • większa ilość prezentów przy okazji różnych rocznic i świąt 🙂

Jak odnaleźć się w takiej rodzinie?

Stosować się do kilku – prostych w formule choć trudnych w zastosowaniu – zasad. Takich jak:

  • bezwzględne dochowywanie zobowiązań alimentacyjnych,
  • troska i wsparcie dla współ-rodziców pierworodnych dzieci – jeśli nie weszli w nowe związki,
  • wszystkie dzieci są nasze,
  • dobro dzieci jest najważniejsze,
  • ale – dzieci pierworodne są ważniejsze od późniejszych ( one z reguły najbardziej cierpią na skutek rozpadu pierwotnej rodziny),
  • ułatwianie dzieciom kontaktów z drugim rodzicem – jeśli tego chcą i im to nie szkodzi,
  • powstrzymywanie się w obecności dzieci od jakichkolwiek negatywnych komentarzy na temat drugiego rodzica,
  • powstrzymywanie się od szukania wsparcia u dzieci po trudnym rozstaniu z drugim rodzicem,
  • dochowywanie zasad dobrego wychowania i elementarnej kurtuazji w relacjach z pierwszą rodziną – bez względu na zachowanie drugiej strony (składanie życzeń z okazji urodzin, imienin, świąt a także dostarczanie drobnych upominków, zapraszanie na wspólne imprezy i święta, proponowanie spotkań, wspólnych wakacji przyrodniego rodzeństwa itp.)

Nie wiem czy można tak porównać, ale co może być lepsze dla dzieci, czy nawet dla dorosłych – samotny rodzic wychowujący dzieci z rozbitego związku, czy taka na nowo skonstruowana rodzina patchworkowa?

Z pewnością włączenie dziecka w patchworkowy system będzie dla niego lepszym rozwiązaniem niż życie z osamotnionym rodzicem (matką lub ojcem), który albo szuka w nim wsparcia i pociechy albo go nie znosi za to, że jest kłopotliwą pozostałością nieudanego związku.

Podjęliśmy decyzję o założeniu nowej rodziny, teraz liczymy na pełnię szczęścia, a tu okazuje się, że model funkcjonowania rodziny nowego partnera jest skrajnie różny od naszego? Jak się porozumieć bez bólu dla wszystkich?

Nie zwalczać nowej rodziny byłego partnera/partnerki – czyli nie kopać się z koniem. Stosować zasady wymienione powyżej. Zszywać patchwork wszędzie tam gdzie się pruje, także wtedy, gdy jego kawałki pochodzą z innej estetyki.

Oczywiście z wyjątkiem sytuacji, gdy nasz były partner zabrnie w nowy związek i rodzinę, które będą przejawiać objawy wyraźnej patologii – ale potwierdzonej także przez ludzi nie uwikłanych w konflikt.

Jaka jest szansa, że tworząc nową rodzinę nie będziemy powielać wzorców z poprzedniego związku? Czy to może udać? Jak można sobie pomóc?

To sprawa bardzo indywidualna. Dla bardziej, doświadczonych i dojrzałych patchworkowa rodzina może stać się udanym, dobrze funkcjonującym dziełem ich życia, w tworzeniu którego wznieśli się ponad swoje dotychczasowe ograniczenia. Dla mniej dojrzałych, będzie kolejnym, trudnym etapem ich emocjonalnej i życiowej edukacji.

Kiedy wiemy, że ten drugi związek może będzie „lepszy” niż poprzedni? Czy to można jakoś „zbadać”, sprawdzić? Przecież ukrywany związek to krótkie, wyrywane z codziennego życia spotkania?

Im lepiej znamy siebie, im więcej rozumiemy z naszego dotychczasowego życia, tym większe szanse na to, że następny związek będzie lepszy od poprzedniego.

Czy da się go stworzyć idealny model rodziny patchworkowej?

Ideały nie są po to, żeby je realizować lecz by wskazywały drogę i cel, do których warto dążyć. Lecz ukrytym, prawdziwym celem podroży ku ideałom jest nasza wewnętrzna, gruntowna przemiana, wyzwolenie się z ograniczających przeświadczeń, nawykowych emocji i stereotypowych sądów. Czyli, jak to sugeruję w tytule jednej z pierwszych moich książek, wyzwania są po to abyśmy w końcu pomogli sobie i dali światu odetchnąć.

Patchworkowa rodzina – jak każde duże wyzwanie – z pewnością sprzyja takiej realizacji.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcie: Ewa Moskalik Pieper

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj

Jestem dobrym przykładem, że jak się chce, to się da – Ewelina Wiercioch

Ewelina Wiercioch w 2013 r. złożyła papiery na kandydatkę na ratowniczkę TOPR i jest pierwszą po 30 latach przyjętą w szeregi elity kobietą - ratowniczką Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Czy było łatwo? - Przerażała mnie bardziej presja tego, że jestem sama jako kobieta i że nie do końca wszyscy są zadowoleni że jestem. To było bardzo trudne. Ale pokonałam to. Wiedziałam czego chcę - opowiada Ewelina, dziś również przewodniczka tatrzańska i międzynarodowa UIMLA, instruktorka narciarstwa zjazdowego, narciarstwa wysokogórskiego (ski-tourowego) oraz wspinaczki sportowej. Wybrała góry, bo tam odkryła siebie.
  • Ewa Moskalik - Pieper - 12/06/2019
Ewelina Wiercioch

Ewelina jesteś pierwszą od ponad trzydziestu lat kobietą – ratowniczką TOPR. Znałaś tę organizację od środka, pracowałaś w administracji TOPR-u, Twój mąż był ratownikiem TOPR-u, jesteś córką prezesa TOPR-u i wiedziałaś, że pokutuje opinia, iż ratownictwo górskie to męskie zajęcie. A jednak zdecydowałaś się złożyć papiery. Co Tobą kierowało?

To było już dobrych kilka lat temu i moje emocje z tym związane są dzisiaj zupełnie inne. W tamtym czasie miałam bardzo trudny okres, byłam w trakcie rozwodu, przeżywałam rewolucję w życiu. Potrzebowałam bodźców, żeby się trzymać i jakoś przetrwać. Podchodzę do życia zadaniowo i tak też podeszłam do tego wyzwania.

Pracowałam w administracji kilka lat, obserwowałam pracę ratowników. Ja również nieustannie byłam w górach, w tamtym czasie startowałam w zawodach zarówno w narciarstwie wysokogórskim, jak i wspinaczkowym. Byłam aktywna. Pewnego dnia, będąc tradycyjnie po pracy na treningu na nartach skiturowych stwierdziłam… czemu nie spróbować. Naczelnik TOPR także delikatnie mnie namawiał. I stało się. Złożyłam papiery na staż kandydacki do TOPR.

Jak zostało to przyjęte w środowisku?

Oj działo się. To była dla mnie stresująca sytuacja. Zrobiłam pewnego rodzaju rewolucję w TOPR, bo po tylu latach nikt się nie spodziewał, że nagle w TOPRze pojawi się kobieta. Był to gorący okres. Nie wszyscy byli zadowoleni. Zrobiło się wokół tego wydarzenia bardzo głośno, zarówno w Zakopanem, jak i w mediach. Dałam z siebie wszystko i udało się. Dzisiaj mogę powiedzieć, że jestem z siebie dumna. Nie zraziłam się, tylko konsekwentnie realizowałam to, co sobie założyłam.

Samo przyjęcie do elity Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratowniczego to jeszcze nie koniec. Jak wygląda droga do zostania ratownikiem?

Droga aby zostać ratownikiem jest dość długa. Początek tej drogi bierze się od naszej pasji chodzenia po górach. Oczywiście to nie tylko chodzenie po szlakach, ale także poza szlakami, wspinanie, czy bardzo dobra umiejętność jazdy na nartach. Nasze doświadczenie górskie, wykaz działalności to takie nasze CV.

Dodatkowo należy zdać egzaminy wstępne na staż kandydacki: medyczny, test kondycyjny na Kasprowy Wierch, wspinanie, jazdę na nartach po trasach i poza trasami, czy z topografii Tatr. Musimy mieć dwóch wprowadzających (opiekunów), którzy za nas ręczą, i którzy się nami „opiekują” podczas stażu kandydackiego.

Staż kandydacki trwa dwa lata. W tym czasie mamy cały szereg szkoleń z technik ratowniczych zarówno w lecie, jak i w zimie. Każde szkolenie zakończone jest egzaminem. Musimy także dyżurować i brać udział w wyprawach ratunkowych. Cały staż zakończony jest egzaminem. Po dwóch latach i po pomyślnym zaliczeniu wszystkiego zostajemy ratownikami ochotnikami TOPR 🙂

Podczas uroczystości Dnia Ratownika składamy Naczelnikowi TOPR przysięgę ratowniczą. To jest bardzo ważne wydarzenie. Zostaje w głowie chyba do końca życia. Ja moją przysięgę składałam w dolinie 5 Stawów Polskich.

Nie przerażały Cię te wszystkie testy, szkolenia, wyprawy? Miałaś chwilę zwątpienia?

Nie przerażały mnie szkolenia, dyżury czy wyprawy. Tym byłam podekscytowana, bo podnosiłam swoje umiejętności. To był super czas, ale miałam krótkie chwile zwątpienia. Tak jak wspomniałam, to był dla mnie ciężki okres i dużo się wówczas nałożyło.

Przerażała mnie bardziej presja tego, że jestem sama jako kobieta i że nie do końca wszyscy są zadowoleni że jestem. To było bardzo trudne. Ale pokonałam to. Wiedziałam czego chcę. Poza tym mój tata i moja rodzina bardzo mnie wspierali.

Jak wygląda praca ratownika?

W TOPR jest grupa ratowników zawodowych, którzy pracują na „etacie” i grupa ratowników ochotników. Ja jestem ratownikiem ochotnikiem. Praca ratownika zawodowego od ochotnika różni się tym, że Ci pierwsi pracują w systemie 12 godzinnym przez 7 dni, a następnie mają 7 dni wolnego. Ratownik ochotnik ma konieczność być na dyżurach społecznych co najmniej 120 godzin w ciągu roku.

Dyżurować możemy zarówno w Centrali TOPR, która znajduje się w Zakopanem, jak i w schroniskach. Jeśli jest wyprawa, a nas nie ma na Centrali to dostajemy informacje sms. Jeżeli mamy możliwość, to bierzemy udział w wyprawie.

Jesteś też przewodniczką tatrzańską, instruktorką narciarstwa zjazdowego, wysokogórskiego oraz wspinaczki sportowej. Wspólnie z ojcem, siostrą i mężem prowadzicie rodzinną firmę TAMiTU Tatry. Z Grzegorzem, Twoim mężem poznaliście się jeszcze w TOPR.

Tak, jestem w górach non stop. Albo prywatnie albo w pracy albo społecznie, jako ratownik albo na wakacjach – też w górach. Jak ja to wytrzymuje? 🙂 Na szczęście mam farta, bo cała moja rodzina chodzi po górach, dzięki temu się rozumiemy. To prawda, prowadzimy małą rodzinna firmę TAMiTU Tatry, która zajmuje się organizowaniem wypraw w góry. Jestem szczęśliwa, że pracuje z moim mężem. Rozumiemy się doskonale. Dodatkowo on jest także Ratownikiem TOPR, więc wspólnie chodzimy na dyżury.

Grzesia znam od dawna, ale nasze drogi zeszły się dopiero kilka lat temu. Przyznam, że wcześniej nie za bardzo się lubiliśmy 🙂 On był także przeciwnikiem kobiety w TOPR, brrr… do dzisiaj za to przeprasza 🙂 🙂 Nie znał mnie. Teraz już wie, że sobie dobrze radzę. Ale to wszystko nas połączyło. Cieszę się, że nasza pasja to także nasza praca, choć ma to także ciemne strony.

A jakie są ciemne strony tej pracy?

Każda praca ma swoje plusy i minusy. W mojej plusem jest to, że łączę pasję z pracą, że jestem w ciągłym ruchu, poznaję sporo świetnych ludzi, z niektórymi zawiązały się przyjaźnie. Niestety bywam bardzo zmęczona fizycznie i psychicznie. Moje życie nie kończy się po przyjściu z gór do domu, gdzie przeważnie każdy już odpoczywa. Po powrocie dopiero zaczynam życie, mam rodzinę i sporo różnych obowiązków. W górach opowiadam za ludzi, za ich bezpieczeństwo, a w domu za moją rodzinę.

Muszę też bardzo o siebie dbać. Moja działalność obarczona jest ryzykiem kontuzji, nie mogę sobie pozwolić na żadne problemy zdrowotne. No i… moja praca związana jest z czynnikiem, na który zupełnie nie mam wpływu – pogodą. A w Tatrach bywa bardzo kapryśnie 🙂

Staram się utrzymać balans pomiędzy pasją a pracą. Niestety oddając się przewodnictwu mam bardzo mało czasu, żeby być w górach wyłącznie dla siebie, z mężem czy z córką. Oczywiście znalazłam sposób żeby to w pewien sposób łączyć. Często pracuje z Grzesiem, a córkę biorę ze sobą jak idę z zaprzyjaźnionymi Klientami lub na łatwe szlaki. Mimo pewnych trudności cieszę się, jak obserwuje ludzi, którzy się rozwijają, zaczynają o siebie dbać, a niektórzy przewartościowują swoje życie.

Co jest takiego w górach, że pod ich wpływem ludzie zmieniają swoje życie?

To jest pasja. To nie muszą być góry, to może być cokolwiek co wciąga człowieka bez reszty, coś co jest tylko jego i nikt, ale to nikt mu tego nie zabierze. Pasja trzyma przy sobie podczas różnych zakrętów, trudności. Ja wybrałam góry. To prawda, zmieniły moje życie, bo znalazłam w nich coś wartościowego, odkryłam siebie.

Dzięki nim pokonuje różne bariery, jestem silna, twarda i konsekwentna, dążę w nich zawsze do celu. A żeby go osiągnąć – muszę się zmęczyć, czasami mocno zawalczyć. Nic nie przychodzi od tak i tego w nich uczę moją córkę. To także miejsce, w którym odpoczywam, w którym mam spokój. W górach nie muszę się spieszyć, myśleć o problemach „na ziemi”. W nich liczą się zupełnie inne rzeczy.

To ile czasu w ciągu roku spędzasz w górach? Da się to zliczyć?

🙂 Nie da, myślę, że co najmniej 6 dni w tygodniu. Czasami mam dość, ale zazwyczaj po dniu odpoczynku już mnie ciągnie. Nie mogę wysiedzieć w domu, nie lubię się nudzić. Fajnie jest coś robić. To nie zawsze są wysokogórskie wycieczki, wystarczy, że pójdę pobiegać i już jest dobrze 🙂

Jeszcze nie wspomniałyśmy o jednej ważnej roli w Twoim życiu – jesteś mamą nastoletniej już Oli. Czy Ola podziela Twoją pasję do gór?

Tak, moja córka ma już prawie 15 lat, kiedy to zleciało…? Ola podziela moją pasję do gór, choć nie w takim stopniu jak ja 🙂 Najbardziej lubimy się wspinać, a w zimie chodzić na skiturach. Moja córka jest przede wszystkim artystką. Dostała się do świetnego liceum plastycznego w Zakopanem. Moim zadaniem jest ją wspierać i pokazywać na własnym przykładzie, że wszystko jest możliwe i że fajnie jest fajnie żyć, z pasją.

W górach uczę ją przełamywania własnych barier, które potem wykorzystuje we własnym rozwoju. Ja też dużo zyskuję, bo „zmusza” mnie, żebym z nią jeździła po wszystkich muzeach sztuki nowoczesnej. Jak tylko pojawia się nowa wystawa to jedziemy. Raz w roku zabieram ją też do wybranej stolicy europejskiej, żeby mogła zobaczyć dzieła największych artystów. Przyznam, że te podróże są dla nas wszystkich fajne, to idealna odskocznia od gór.

Ewelina wspomniałaś mi wcześniej, że chcesz się angażować we wszelkie akcje pomagające kobietom. Czy nadal realizujesz projekt „Kobiety na szczytach”? – który ma na celu zachęcanie kobiet do chodzenia po Tatrach.

Tak, w tym roku kładę duży nacisk na kobiety. W wakacje będę organizowała wyjścia tylko dla kobiet o różnym stopniu trudności. Chcę pokazać, że góry są dostępne. Oczywiście wszystko musi odbywać się z głową. Ponadto chciałabym aktywować kobiety i przez góry pokazywać, że można i że warto mieć coś tylko dla siebie. Chciałabym żeby przestały się bać.

W tym roku kończę 40 lat, to jakiś mały przełom w moim życiu. Niektóre kobiety: młodsze, starsze które spotykam, z którymi chodzę po górach opisują się jako stare, wszystkie grube 🙂 „zablokowane”, przeważnie źle o sobie mówią. Zupełnie nie wiem skąd się to bierze? Myślę, że jestem dobrym przykładem na to, że jak się chce, to się da. Nie można szukać wymówek, tylko działać.

Kobiety w górach są także często postrzegane troszkę z przymrużeniem oka. Przyznam, że dzisiaj na szlakach spotykam w większości kobiety. Zachęcam Was dziewczyny do działania!

Nasuwa mi się taki analogiczny wniosek, że skoro dzisiaj kobiety coraz częściej wybierają na swoje wędrówki górskie szczyty, wysokie szczeble kariery też są dla nich do osiągnięcia. Jak myślisz?

Oczywiście, że są! Dla każdej z nas. Niestety kobiety wciąż są dyskryminowane, w górach także, ale to nie oznacza, że mamy przestać próbować! Żyję w rejonie, w którym jest ogromny patriarchat. Nie godzę się na to, ale przyznam, że życie wbrew zasadom, przyzwyczajeniom, pewnym zwyczajom akceptowalnym społecznie wcale nie jest łatwe. To nieustająca walka. Nie sądzę jednak, żeby to był powód rezygnowania z samej siebie i z własnego podejścia do życia, swoich ambicji! Musimy się wspierać drogie dziewczyny.

Bardzo Ci dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcia: archiwum Eweliny

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Powrót taty? Polskie ojcostwo: pełny etat czy praca dorywcza?

Czy pojawienie się dziecka w równym stopniu zaważa na życiu obojga rodziców? Czy bycie tatą to praca dorywcza czy na pełen etat? Jak współczesne ojcostwo wpływa na życie zawodowe mężczyźni i jak to jest zostać tatą w dzisiejszych czasach? Prezentujemy wyniki raportu Nationale-Nederlanden - pracodawcy, który od kilku lat współpracuje z naszą Fundacją i wspiera pracujących rodziców!
  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 12/06/2019
ojciec z przytulonym dzieckiem na rękach

Jakie jest współczesne polskie ojcostwo?

Według raportu przygotowanego przez firmą Nationale-Nederlanden – ponad 60 proc. ojców deklaruje, że spędza z dzieckiem średnio 3-8 godzin dziennie.

Nieco krytyczniej, niż mężczyźni, oceniają to zaangażowanie w opiekę nad potomstwem kobiety. Natomiast ponad 80 proc. ojców chciałoby poświęcać swoim dzieciom więcej czasu.

Co jest najtrudniejsze w byciu ojcem

Co jest najtrudniejsze w byciu tatą?

Wielu mężczyzn deklaruje, że ojcostwo to jedno z większych w ich życiu wyzwań. A prawie 1/3 panów uważa, że najtrudniejsza w byciu tatą jest umiejętność wspierania dziecka na każdym etapie jego rozwoju oraz bycia dla niego autorytetem.

O bycie autorytetem i wsparciem dla swojego dziecka, częściej martwią się też panowie przebywający w związkach partnerskich niż w małżeństwach.

Z raportu Nationale-Nederlanden wynika również, że co czwarty mężczyzna chce przygotować się do roli ojca i robi to m.in. poprzez:

  • wymianę doświadczeń z innymi ojcami (25 %),
  • czytanie literatury na temat wychowania dziecka (17 %) – potwierdza to tylko co dziesiąta kobieta,
  • sięganie po wiedzę w internecie (16 %),
  • uczęszczanie do szkoły rodzenia (15 %).

Co dziesiąty tata przyznaje, że brakuje mu pomysłów na spędzanie czasu z dzieckiem. Natomiast co piąta kobieta twierdzi, że jej partner ma takie problemy. Tymczasem 64 proc. mężczyzn uważa, że zawsze umie zaplanować takie aktywności

Narodziny dziecka a kariera zawodowa taty

Wyniki badania pokazują, że mężczyźni, którym urodziło się dziecko mniej czasu poświęcają na swoją karierę. Prawie 40% Polaków twierdzi, że odkąd w ich życiu pojawiło się dziecko, poświęcają mniej czasu na pracę. Natomiast co czwarty świeżo upieczony tata nie widzi różnicy.

39 proc. ojców natomiast przyznaje, że to partnerka zajmuje się większością obowiązków domowych, a zaledwie 7 proc. kobiet dostrzega, że partner przejął większą odpowiedzialność w tym zakresie.

Połowa mężczyzn twierdzi również, że dzielą się obowiązkami domowymi po równo. Potwierdza to tylko 29 % kobiet 🙂

Największe nierówności w opiece nad dziećmi występują wśród rolników, a najmniejsze wśród pracowników umysłowych.

Godzenie życia zawodowego z rodzinnym

Wychowanie i wykształcenie dziecka

Aż 89 % mężczyzn twierdzi, że pozwala dziecku na swobodne rozwijanie swoich talentów. Natomiast 73 % panów przyznaje się, że buduje zainteresowania dziecka z myślą o jego przyszłym zawodzie.

Mężczyźni też w zdecydowanej większości chętniej pozwalają dzieciom uczyć się na własnych błędach oraz dają dzieciom poczucie niezależności i swobody. Również w ramach poczucia swoich obowiązków rodzicielskich panowie często angażują się w rozwiązywanie problemów dziecka z rówieśnikami.

Dyscyplina

W ramach korygowania zachowania dzieci, panowie najchętniej stosują upomnienia i rozmowy dyscyplinujące oraz ograniczanie czasu spędzonego przed komputerem lub smartfonem. Takie formy kary najczęściej stosują w sytuacjach gdy dziecko niewłaściwie się zachowa, skłamie lub nadużyje zaufania rodziców.

W jakich sytuacjach stosuje się kary wobec dzieci

Finanse

Panowie aż w 80 % przyznają, że chętnie wspierają swoje dzieci finansowo poprzez dawanie im kieszonkowego. Podobny procent mężczyzn przyznaje również się do fundowania dzieciom wakacji oraz szkoleń. A 77 % respondentów przed 30 – stką przyznaje się do spełniania zachcianek swoich pociech.

Ograniczenie własnych wydatków

Dziecko zmienia wiele płaszczyzn życia obojga rodziców. Okazuje się również, że blisko 3/4 mężczyzn ogranicza wydatki na siebie po pojawieniu się na świecie dziecka. Z taką postawą częściej można się spotkać wśród mieszkańców wsi, niż dużych miast.

Odkąd mam dziecko mniej czasu poświęcam na pracę zawodową

Oszczędzanie na przyszłość

Panowie aż w 56 % deklarują posiadanie oszczędności przeznaczonych na tzw. „lepsze jutro” swoich dzieci. Do takich oszczędzanych pieniędzy najczęściej przyznają się mieszkańcy średnich miast (61 %). 1/4 rodziców wskazała moment narodzin dziecka jako ten, w którym zaczęli myśleć o zabezpieczeniu finansowym dziecka. Natomiast 47 % badanych przyznaje, że nie odkłada żadnych pieniędzy dla swojego dziecka.

Pełny raport dostępny w biurze prasowym Nationale-Nederlander >>>

A jeśli chcesz dowiedzieć się jak Nationale-Nederlanden wspiera pracujących rodziców przejdź do nasze Bazy Pracodawców Przyjaznych Mamie >>> 

Źródło: materiał Nationale-Nederlanden

Zdjęcie i grafiki: raport Nationale-Nederlanden

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail