Czego szukasz

Jak wygląda macierzyństwo w Irlandii? – historia Joanny

Najpierw były studia hotelarskie w Poznaniu, potem wyjazd jako niania do Niemiec, następnie praca w Hanowerze na Expo. Kolejny przystanek to Austria, a potem Stany Zjednoczone i program work and travel oraz management experience, jednak był problem z wizą i powrót do Polski. Co robić dalej? Wybór padł na Irlandię, bo tam wtedy rozwijał się rynek pracownika i tam poznała swojego męża. Dziś mija już 13 lat odkąd mieszka w Irlandii – Joanna, kolejna bohaterka naszego cyklu #mama za granicą.

  • Ewa Moskalik - Pieper - 17/05/2018

Joanno jesteś mamą prawie 6 – cio letnich bliźniaczek i rocznego synka. Mieszkasz w Dublinie. Jak wygląda w Irlandii sytuacja kobiety, gdy zachodzi w ciążę? Z perspektywy pracownika i pracodawcy?

Razem z moimi córeczkami (Sophie i Julia) i synkiem (Theo), który właśnie skończył rok (Theo) mieszkamy w Irlandii od 2005 roku.

Zasady tutaj są proste. Zachodząc w ciążę należy zgłosić się do GP, aby potwierdzić ciąże. Następnie poinformować pracodawcę, jest to ważne chociażby ze względu na bezpieczeństwo mamy w miejscu pracy i konieczności oceny ewentualnego ryzyka.

Aby skorzystać z urlopu macierzyńskiego należy poinformować pracodawcę z co najmniej 4-tygodniowym wyprzedzeniem, a także przedstawić pracodawcy zaświadczenie lekarskie potwierdzające ciążę.

Jeśli zamierzasz skorzystać z dodatkowego 16-tygodniowego urlopu macierzyńskiego, musisz również powiadomić swojego pracodawcę z co najmniej 4-tygodniowym wyprzedzeniem. Obie te uwagi można podać w tym samym czasie.

Jeśli Twoje dziecko urodziło się na więcej niż 4 tygodnie przed terminem porodu, spełnisz warunki wypowiedzenia, jeśli poinformujesz o tym pracodawcę na piśmie w ciągu 14 dni od porodu.

Osobiście uważam, że ciąża to nie choroba tylko stan 🙂 W pierwszej bliźniaczej ciąży miałam tylko jeden dzień dla siebie, bo po prostu dziewczynom spieszyło się na świat.

Przy trzecim dziecku pod koniec ciąży było mi niestety bardzo ciężko pracować i poszłam na kilka dni zwolnienia przed porodem.

Z jakich praw i przywilejów może korzystać przyszła mama w Irlandii (zasiłki, wsparcie pracodawcy, urlopy)?

Urlop macierzyński płatny (235€ tygodniowo) przysługuje każdej mamie (lub tacie w wypadku śmierci mamy) przez okres 26 tygodni. Jest to uwarunkowane składkami płaconymi przed macierzyńskim. Po tym okresie można się ubiegać o bezpłatny urlop, max 16 tyg.

Ojciec może wziąć 2 tygodnie, również płatne €235 za tydzień.

Pracodawca może zdecydować czy będzie płacił dodatkowo mamie na macierzyńskim lub urlopie dla taty, czy nie.

Po powrocie do pracy można ubiegać się o parental leave – bezpłatny urlop na dziecko. W tej chwili wynosi on 18 tyg na dziecko do 8 go roku życia. Jest propozycja przedłużenia do 26 tyg. Urlop ten może być rozłożony nawet na godziny, jeżeli pracodawca się zgodzi.

Jak wygląda opieka prenatalna w Irlandii? Jak to wyglądało w Twoim przypadku? Jakie są warunki i opieka szpitalna?

Moja pierwsza ciąża była bliźniacza, więc byłam pod częstą opieką i za każdym razem wizyta była w szpitalu. Przy drugiej ciąży to było około 8 wizyt (na zmianę szpital lub lekarz domowy), a ciąża bez komplikacji.

Obydwie ciąże zakończyły się przez cesarkę. W pierwszej miałam skierowanie od mojego ginekologa z Polski, przy drugiej dostałam wybór w szpitalu.

Przy pierwszej ciąży w 2012 r. chciałam karmić piersią, a niestety pielęgniarki najchętniej wpychałyby butelki. Jednak byłam uparta i się udało. Przy drugiej ciąży w 2017 r. miałam duże wsparcie w szpitalu, co mnie pozytywnie zaskoczyło.

Przez ostatnie lata promuje się karmienie piersią w Irlandii, lecz Irlandia ma jedne z najniższych statystyk w Europie.

Ogólnie w Irlandii każda kobieta ma prawo do bezpłatnej opieki położniczej. Jest to niezależne od tego, czy posiadasz kartę medyczną (niskie zarobki), czy prywatne ubezpieczenie zdrowotne. W zależności od tego, gdzie mieszkasz, możesz mieć mniej lub więcej dostępnych opcji dotyczących opieki.

Opcje obejmują opiekę publiczną, opiekę półprywatną, opiekę prywatną, opiekę położnych (Midwifery-Led Unit), położne Domino (Community/Domino Midwives), położne społecznościowe (możliwość poródu w domu) i łączną opiekę przedporodową (G.P. i szpital).

Opieka publiczna:

Opieka publiczna obejmuje opiekę przedporodową, wszelką opiekę podczas porodu i połogu oraz wszelką opiekę po porodzie. Obejmuje on wszystkie koszty zakwaterowania w szpitalu dla Mamy i dziecka. Podczas każdej wizyty w publicznej przychodni przedporodowej nie można zagwarantować wizyty u tego samego lekarza czy położnej.

Kilka szpitali oferuje pacjentom publicznym wybór uczestnictwa w Klinice Położnych. W klinikach tych pracują doświadczone położne. Kliniki są dla kobiet z ciążą bez komplikacji, oferując ciągłość opiekuna tam, gdzie to możliwe w opiece przedporodowej.

Każdy szpital ustala własne kryteria dla kobiet, które mogą uczęszczać do Kliniki Położnych. Podczas porodu i zwykle w czasie porodu opiekę sprawują położne. Tylko w w wyjątkowych sytuacjach będzie obecny lekarz. Po urodzeniu dziecka zostaje się na oddziale publicznym.

Opieka półprywatna:

Opieka półprywatna oznacza różne rzeczy w różnych szpitalach. Czasami oznacza to, że widzisz konsultanta prywatnie, gdy jesteś w ciąży, ale w narodzinach dziecka będzie już uczestniczył którykolwiek z lekarzy na służbie.

Inny system to miejsce, w którym się bierze udział w „klinice półprywatnej” prowadzonej przez konsultanta. Po porodzie zwykle przebywa się na oddziale o charakterze pół-prywatnym, jeśli jest dostępna, co może oznaczać dzielenie się z pięcioma innymi matkami.

Prywatna opieka:

Jeśli masz prywatną opiekę przedporodową, zobaczysz konsultanta podczas każdej wizyty przedporodowej w szpitalu lub w prywatnych pokojach konsultanta. Opcja prywatna oznacza, że ​​widzisz tę samą osobę przy każdej wizycie. Po porodzie powinien być pewien stopień prywatności, ponieważ zazwyczaj przebywa się w prywatnym pokoju (jeśli pokój jednoosobowy jest od razu dostępny).

Midwifery-Led Unit:

W tym wypadku ciąża prowadzona jest przez położne, które oferuą szansę urodzenia dziecka w domowym otoczeniu z położną, którą się już poznało podczas opieki przedporodowej. Dotyczy to wyłącznie zdrowych kobiet (bez czynników ryzyka dla ciąży).

Matki mogą rodzić w specjalnie zaprojektowanym pokoju porodowym, w którym jest opieka położnej, którą już poznały i gdzie mogą korzystać z udogodnień takich jak muzyka, basen z wodą i pomoce wspomagające.

Matki mają możliwość wcześniejszego wypisania ze szpitala, tj. w ciągu 6-48 godzin, gdzie jedna z ekip położnych odwiedza je codziennie w domu do siódmego dnia po porodzie, kiedy opieka nad matką i dzieckiem zostanie przeniesiona na pielęgniarkę zdrowia publicznego.
Taka możliwość jest tylko w dwóch szpitalach w Irlandii:

  • MLU at Cavan General Hospital,
  • MLU at Our Lady of Lourdes Hospital, Drogheda.

Community/Domino Midwives:

Przeznaczony dla kobiet w ciąży o niskim ryzyku powikłań. Te programy Domina/Community położnych umożliwiają wizyty zespołu położnych w celu bezpłatnej opieki przedporodowej.

W ramach programu położnych środowiskowych matka ma możliwość porodu w domu lub w szpitalu. Wizyty przedporodowe odbywają się w Klinice lub w lokalnym ośrodku zdrowia. Niektóre wizyty przedporodowe mogą odbywać się w domu. Po około 18-22 tygodniach ciąży zostanie zaproponowane rutynowe skanowanie i pełne badanie fizyczne w celu oceny przydatności do schematu przez pozostałą część ciąży.

W ramach programu mama ma prawo do wypisu ze szpitala i wizyt domowych od położnej do tygodnia po urodzeniu dziecka. W Republice Irlandii istnieją 4 szpitale, w których można skorzystać z takiego programu:

  • National Maternity Hospital, Dublin (Community Midwives),
  • Rotunda Hospital, Dublin (Domino Midwives),
  • Waterford Regional Hospital (Integrated Hospital and Community Midwifery Service),
  • Wexford General Hospital (Community Midwives).

Łączona opieka przedporodowa (G.P. i szpital): wizyty przemienne u lekarza rodzinnego i w szpitalu; w szpitalu pomiędzy 12-20 tygodniem, ale w większości szpitali pierwsze USG jest robione około 18-22 tygodnia.

Szkoła rodzenia:

Część wizyt w szkole rodzenia musi być zapłacona przez pracodawcę jeżeli mama musi uczęszczać podczas godzin pracy. Ojciec również ma ten przywilej, ale tylko na dwa płatne zajęcia.

Kiedy mama wraca do domu z dzieckiem czy może korzystać z jakiejś opieki położnej, czy lekarza prowadzącego?

Można skorzystać z wcześniejszego zwolnienia ze szpitala. Przy naturalnym porodzie już na następny dzień lub nawet w tym samym dniu. Po cesarce wyszłam po 3-4 dniach.

Po powrocie do domu kilka razy przychodzi położna aby sprawdzić mamę i dziecko.

W Irlandii płaci się za wizyty u lekarza domowego, ale opieka w czasie ciąży jest darmowa oraz są dwie darmowe wizyty jak dziecko ma 2 i 6 tygodni.
Podobnie jest z wizytami pielęgniarki środowiskowej gdy dziecko ma 9, 18 i 24 miesięce.

Dzieci maja darmowego opiekę lekarza domowego do 6-go roku życia.

Jakie zobowiązania mają pracodawcy wobec mam? Czy się z nich wywiązują, a może są jakieś dodatkowe przywileje dla kobiety w ciąży lub młodej mamy?

Pracodawca powinien przeprowadzić osobną ocenę ryzyka w odniesieniu do pracownic w ciąży i tych, które niedawno rodziły lub karmią piersią. Jeżeli jest ryzyko, którego nie można wyeliminować, pracownikowi należy przyznać urlop zdrowotny i bezpieczeństwo pracy, który może trwać do początku urlopu macierzyńskiego.

Jeśli karmisz piersią, możesz mieć prawo do zwolnienia lub skrócenia godzin bez utraty wynagrodzenia przez okres do 26 tygodni po porodzie.

Jak wyglądał Twój powrót do pracy po urodzeniu córeczek?

Wróciłam do pracy jak dziewczynki skończyły 11 m-cy i moja mama przyjechała na 8 m-cy, aby nam pomóc. Przed upływem 2-go roku dziewczynki poszły do „Creche”, to rodzaj żłobka – przedszkola.

W Irlandii żłobki i przedszkola są odpłatne i nie ma opcji przedszkola państwowego. Wprawdzie są małe dofinansowania, ale koszt przedszkoli jest duży. W Dublinie to ponad €700 za miesiąc.

Czym macierzyństwo w Irlandii różni się od naszych tradycji wychowawczych? Czy coś Cię tam zaskoczyło?

Mieszkam od 2005 roku w Irlandii i wcześniej pracowałam w innych krajach. Irlandia jest krajem gdzie jest wielu obcokrajowców, więc dzieci spotykają się z różnymi narodowościami, co jest cudowne.

Wiele szkół jest katolickich, ale to nie przeszkadza aby dzieci innego wyznania chodziły do tych szkół. Do teraz pamiętam spotkanie w szkole moich córek, gdzie było jasno powiedziane, że wszystkie dzieci są mile widziane na mszy w szkole, wszystko jedno jakiego wyznania.

Twoje córeczki mają już 5 lat. Z jakich form opieki korzystałaś i korzystasz obecnie w czasie, gdy jesteście w pracy?

Ponad miesiąc temu wróciłam z macierzyńskiego i będę pracować mniej godzin (bezpłatny urlop rozbity mam na godziny). Z mężem wymieniamy się opieką. Mąż pracuje do środa do niedzieli popołudniami, a ja od poniedziałku do piątku. Dziewczynki chodzą już do szkoły. Dzieci zaczynają tu szkołę w wieku 4-5 lat, a synek będzie w domu.

Jakie rozwiązania, formy wsparcia dotyczące mam i dzieci przeniosłabyś do Polski?

Szczerze mówiąc to nie ma czegoś co bym przeniosła, bo niestety wsparcie jest małe porównując do Polski i innych krajów europejskich. Wiele mam przy drugim dziecku zostaje w domu, bo po prostu nie opłaca się pracować przy takich kosztach przedszkola.

Za co najbardziej cenisz sobie życie w Irlandii?

Jedyne czego mi brakuje to rodziny i przyjaciół, którzy zostali w Polsce oraz słońca latem i nart zima :). W Irlandii ludzie są bardziej pozytywni i pod wieloma względami jest łatwiej w Irlandii niż w Polsce, szczególnie jak się nie ma dzieci 🙂

Poza tym ciesze się, że dzieci mają styczność z wieloma innymi kulturami i mówią dwoma językami… oraz uczą się następnych.

Jest wiele rzeczy, które osobiście mi się podobają i wiele takich, które mnie irytują…ale myślę, że tak samo byłoby w każdym innym kraju.

Dziękuję Ci bardzo za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcia: Anna Król

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj

Wynagrodzenie po urlopie macierzyńskim

Jednym z najczęściej pojawiających się pytań na etapie powrotu do pracy po urlopie, jest kwestia wynagrodzenia. Na jakie wynagrodzenie może liczyć? Co z dodatkami i premiami? Czy nadal przysługuje samochód służbowy?
  • Marzena Pilarz-Herzyk - 14/04/2019
mama z córeczką

W powyższej sytuacji należy rozpatrzyć kilka różnych sytuacji.

Powrót do pracy po urlopie macierzyńskim

W sytuacji, w której wracasz do pracy po urlopie macierzyńskim/rodzicielskim pracodawca ma obowiązek zapewnienia Ci wynagrodzenia takiego, jakie byś posiadała nie mając przerwy w pracy spowodowanej urlopem. W praktyce więc przysługują Ci również podwyżki, które otrzymałabyś, gdybyś nie była na urlopie.

Poniżej sprawdź kilka przykładów.

W czasie, gdy przebywałaś na urlopie, Twój zespół otrzymał 5% podwyżkę. Nie miały na nią wpływu wyniki indywidualne. Czy taka podwyżka wynagrodzenia powinna zostać uwzględniona po powrocie do pracy? TAK.

Przed przerwą urlopową miałaś wypracowane wyniki, przeszłaś pozytywnie ocenę roczną, ale zmiany umów nastąpiły w czasie, gdy Ty byłaś już na urlopie.
Czy Twoja umowa mogła zostać zmieniona podczas urlopu? TAK. Zmiana umowy może zostać dokonana w czasie urlopu. Podwyżka jednak nie przełożyłaby się na  wysokość zasiłku.

Czy Twoje wynagrodzenie powinno zostać zmienione po urlopie? TAK. Jeśli Twoja umowa nie została zmieniona w czasie urlopu, powinno to zostać zrobione tuż po Twoim powrocie do pracy.

Przed urlopem awansowałaś na stanowisko managerskie i zgodnie ze stopniami awansu w firmie od tego stanowiska przysługuje samochód. Po powrocie do pracy zmieniono Ci stanowisko pracy, ale w nowym dziale nie ma samochodów służbowych. Co z Twoim samochodem? Pamiętaj, że nadal masz ten sam stopień managerski, gdyż po powrocie nie można obniżyć stanowiska pracy (nowe stanowisko musi być zgodne z kompetencjami). To oznacza więc, że nadal zachowujesz
prawo do korzystania z samochodu służbowego.

Przed urlopem otrzymywałaś premię za określone dodatkowe zadania, zlecane przez przełożonego. Po powrocie z urlopu nie otrzymujesz już tych zadań, z racji powiększenia zespołu pracowniczego. Czy premia nadal Ci przysługuje? NIE. Nawet jeśli przed urlopem był to długi okres, mimo wszystko były to zadania ponad Twój standardowy zakres obowiązków i z tym wiązała się premia. Jeśli pracodawca nie ma w tej chwili dodatkowych zadań premiowanych dla Ciebie, premia nie będzie przysługiwała.

Powrót do pracy po urlopie wychowawczym

Nieco inaczej, niż powyżej wygląda sytuacja Twojego powrotu po urlopie wychowawczym. Tutaj bowiem, pracodawca nie może obniżyć Twojego wynagrodzenia. Nie ma jednak obowiązku uwzględniania ewentualnych podwyżek, które otrzymałabyś, gdybyś nie przebywała na urlopie.
A co zrobić w sytuacji, gdy bezpośrednio po urlopie macierzyńskim, wykorzystałaś urlop wychowawczy? Czy podwyżki za ten czas przysługują? Przepisy nie regulują wprost tej sytuacji.

Moim zdaniem należy jednak uwzględnić podwyżki, które przysługiwałyby za czas urlopu macierzyńskiego, natomiast już nie za okres urlopu wychowawczego.
Nie ma tutaj znaczenia, że formalnie wracasz z urlopu wychowawczego, gdyż wykorzystałaś go bezpośrednio po macierzyńskim.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Marzena Pilarz-Herzyk
Na co dzień mama dwóch synów Oskara i Oliwiera. Z wykształcenia prawnik. Z zamiłowania artystka. Zawodowo przez kilka lat związana z zarządzaniem przedsiębiorstwami, procedurami prawnymi i finansowymi. Od 2018 postanowiła zawodowo zająć się doradztwem prawnym przede wszystkim kobietom, mamom, rodzicom, ale również mniej świadomym swoich obowiązków pracodawcom. Prowadzi stronę mamaprawniczka.pl.

Szczera do bólu, prawdziwa, piękna i zatroskana – Dagmara Hicks, mama trojaczków, żona i blogerka calareszta.pl

"Chcę dla swoich dzieci fajnego świata" - mówi Dagmara Hicks, mama trojaczków, żona i blogerka. A ja się pod tym podpisuję! Zapraszam Was do rozmowy z niezwykle ciekawą, odważną i mądrą kobietą, która nie boi się marzyć i spełniać swoje marzenia, przyznawać do błędów i słabości, która jest do bólu autentyczna, i można ją albo pokochać albo... Przekonaj się sama!
  • Agnieszka Kaczanowska - 10/04/2019
Dagmara Hicks blogerka całareszta.pl z rodziną

Szczera do bólu, prawdziwa, piękna i zatroskana – Dagmara Hicks, mama trojaczków, żona i blogerka calareszta.pl – kim jest? O czym marzy a czego się boi? I skąd czerpie siłę?

Dagmaro, Ty nie ściemniasz, prawda? Kawę na ławę. Piszesz o trudnych momentach macierzyństwa, czasem o takich emocjach, które wiele z nas ukrywa… Skąd czerpiesz siłę i odwagę?

Boję się bardzo wielu rzeczy, ale niestety na te, których boję się najbardziej, mam niewielki wpływ. Jeśli zaś chodzi o słowo, którym się na co dzień posługuję – wierzę w wolność wypowiedzi. Nie boję się powiedzieć tego, co większość myśli. Czego miałabym się bać? Już dawno przestałam się przejmować jednostkowymi krytycznymi opiniami.

Mam nadzieję, że społeczność, którą zbudowałam, to osoby podobne do mnie – mogę poznać każdy światopogląd, przyjaźnię się z osobami o skrajnie różnych poglądach, innych niż moje własne, potrafię to rozdzielić. Nudno by było, gdybyśmy wszyscy myśleli identycznie. Poznawanie innych opinii czy sądów często skłania do myślenia i mam nadzieję, że tak jest w przypadku mojego bloga, który wychodzi poza ramy parentingu, zahacza o publicystykę, bywa dziennikiem.

Ludzie, którzy czytają mnie regularnie, znają moje poglądy na temat Kościoła, homoseksualizmu, aborcji, małżeństw jednopłciowych, polityki. Wydaje mi się to naturalne, że poruszam takie tematy. Pisanie o kocykach i smoczkach mnie nie interesuje. Wraz z urodzeniem dzieci nie pozbawiłam się umysłu, wręcz odwrotnie – chcę dla swoich dzieci fajnego świata. Te mamy, do których piszę, tworzą ten świat w głowach swoich dzieci, w domu, w swoim środowisku.

Zmiany trzeba zacząć od tych najmniejszych. Jeśli moje słowo skłoni kogoś do przemyśleń – cudownie.

A kim jest Dagmara Hicks? Pytam trochę przewrotnie, bo ja mogę napisać, że mamą trojaczków, żoną i mieszkasz w Australii ale jak sama o sobie napiszesz to będzie bardziej ciekawe! 😉

Jestem kobietą, obywatelką świata, dumną mamą, Polką, biegaczką, miłośniczką kina i jedzenia. Jak to powiedziała Madeleine Albright – jestem optymistką, ale zatroskaną. Noszę w sobie sprzeczności. Potrafię w jednym zdaniu wypowiedzieć dwie wykluczające się tezy i uznać je za słuszne. Bywa to męczące, podobnie jak mój charakter, który każe mi się nie zatrzymywać, przeć do przodu, jak to typowy Strzelec.

Zawsze byłaś taka odważna i bezpośrednia?

Bezpośrednia chyba tak.

Bardzo rzadko zapala mi się czerwona lampka, nie aplikuję filtra, nie bywam dyplomatką, nie znoszę fałszu, udawania, podstępów. Niektórzy to we mnie kochają, inni nienawidzą.

Nie mogę nadal uwierzyć w to, że ludzie w 2019 roku wolą piękne kłamstwo od prawdy.

Sama ponad wszystko cenię sobie szczerość. Wolę konfrontację i oczyszczenie atmosfery niż kiszenie się w żalach i frustracjach. Uwielbiam jasne sytuacje. Wydaje mi się, że gdybyśmy nauczyli się szczerości, świat stałby się dużo prostszy.

Nie uważam się za osobę odważną. Boję się rekinów, pająków, węży. To dlatego mieszkam w Australii. Hahahaha. A tak na serio – nie boję się żyć po swojemu, ale z tego, co widzę, przychodzi to chyba z wiekiem i doświadczeniem, więc pewnie nie jest to nic szczególnie w moim przypadku wyjątkowego.

Ja wiem, że moje dzieci dodały mi odwagi, takiej pewności, waleczności i gotowości do…. wszystkiego. A skąd Australia?

Mój mąż jest Australijczykiem. Mieszkał 10 lat w Polsce, teraz czas na mnie, żeby się tu trochę „pomęczyć”. Chcieliśmy, aby dzieci nauczyły się angielskiego i pomieszkały w swoim drugim domu, w Polsce akurat sytuacja polityczna nieciekawa, w moim ukochanym Krakowie smog, więc mieszkamy chwilowo blisko Oceanu, w kraju wiecznego słońca.

Ja uwielbiam Twojego bloga, i czasem wystarczą mi Twoje leady 😉 aby wiedzieć „kurcze, ale ma rację kobieta!” – gratuluję! Teraz blog to Twoja praca, prawda? Lubisz? Zamieniłabyś na inną?

Bardzo lubię, bo kocham pisać, ale chętnie „wyszłabym z domu” i coraz częściej szukam takiej opcji. A jednocześnie za każdym razem, kiedy o tym myślę, lista plusów, które ma w sobie ten rodzaj pracy jest oszałamiająca i ciężko z tego zrezygnować. Niemniej jednak chciałabym czasami wyjść z domu, do biura, do znajomych z pracy.

Niestety aktualnie wymagałoby to ogromnych poświęceń całej naszej rodziny, więc robię to, co lubię i co nam pasuje najbardziej. Nie mogę myśleć już tylko o sobie. Gdybym wróciła na etat, pisanie musiałabym odłożyć, a mam wrażenie, że nie postawiłam jeszcze ostatniej kropki.

A jak to jest z hejtem, dostajesz czasem? Jak sobie z nim radzisz?

Bardzo rzadko, właściwie wcale. Kasuję komentarz (często całego nawet nie czytam), blokuję użytkownika i tyle się tym przejmuję. Osoby, które uprawiają hejt, marzą o słownej potyczce, nie daję im tej satysfakcji. Zablokowałam też osoby, które szukały dziury w całym, ciągle się czepiały, ironizowały na granicy bezczelności.

Szkoda mi na takich ludzi czasu i energii. Niech sobie idą gdzie indziej psuć klimat. Hejt mnie nie dotyka, bo do absolutnie wszystkiego można się przyczepić. Trzeba być twardym i wiedzieć swoje, a nie przejmować się innymi. Przecież nawet w rodzinie musimy wykazać się asertywnością.

Pracowałaś w korporacji, prawda? Przed erą dzieci, czy po? No i opowiedz proszę jaka była Twoja droga do bloga – ale rym… o matko! Kiedy z bloga dla siebie stworzyłaś swoje miejsce pracy? Po jakim czasie? A może od razu plan był – bloguję bo chcę mieć z tego swoje pieniądze?

Pracowałam w korpo i przed i po dzieciach. Na dłuższą metę nie dałam rady pogodzić pracy na pełny etat z byciem mamą. Oboje z mężem byliśmy na kierowniczych stanowiskach w wielkich firmach, które wymagają od pracownika elastyczności, czytaj: ciągłych nadgodzin i dyspozycyjności 24/7. Byłam jedyną osobą na 100 osób w naszym biurze, która miała dzieci, mimo najszczerszych chęci, nikt nie rozumiał moich problemów.

Niektórzy ludzie są pracoholikami i nie wiedzą co to równowaga pomiędzy pracą a życiem. Ja wiem. Niestety uważam, że to prawda, że od kobiet oczekuje się, aby pracowały tak, jakby nie miały dzieci, a wychowywały dzieci tak, jakby nie pracowały. Kobiety nadal są dyskryminowane.

W przedszkolu oczekuje się, że mama będzie siedziała w pierwszym rzędzie na przedstawieniu, które organizuje się o godzinie 13 we wtorek. Jednocześnie w tym samym czasie ma w pracy prowadzić konferencję z pracownikami w 4 różnych krajach. To były moje realia.

Nawalałam na obu frontach, a z mężem mijałam się w drzwiach. Poza tym dzieci mi chorowały, nie mogliśmy znaleźć niani dla trojaczków w podkrakowskiej wsi z kiepskim dostępem do publicznego transportu, czułam się zmęczona wiecznym rozkrokiem – nigdzie nie byłam na 100%.

Bloga pisałam już wcześniej, bardziej jako pamiętnik, na pamiątkę i dla znajomych, żeby wiedzieli, co u nas słychać, ale jak zaczęłam myśleć o rezygnacji z pracy, rozwinęłam go. Właściwie nie miałam wtedy pojęcia co z tego wyjdzie, nie miałam planów na uczynienie go pracą. Stało się to jakby samo z siebie, naturalnie i w miarę szybko. Nadal nie mam biznes planu, bo ten blog to dla mnie wielka, życiowa pasja, nie maszynka do robienia pieniędzy.

Nie brakuje Ci czasem zespołu, osób „z pracy”? A może masz kogoś z kima stale współpracujesz?

Bardzo mi tego brakuje! Szczególnie od czasu, kiedy przeprowadziłam się na drugi koniec świata i nie bywam na spotkaniach z fanami, konferencjach, branżowych eventach itp. No ale przecież nie można mieć wszystkiego. Nie mam na przykład głupiego szefa, czy to nie plus? 😊

No ba! I To jaki! 😉 Zawsze chciałam o to zapytać: jak wygląda dzień znanej blogerki? 😉 Ile czasu zajmuje Ci praca nad blogiem? Masz jakieś „złote rady” dla innych mam, początkujących blogerek?

Praca nad blogiem nigdy się nie kończy. Zawsze szukam pomysłów, zapisuję różne inspiracje. Bywa, że pracuję 10h dziennie kilka dni pod rząd, bywa, że nie pracuję w ogóle przez 3 dni, choć takiego czasu już nie pamiętam. Blog nigdy nie śpi, nie robię sobie urlopów, bo to właśnie na wakacjach materiał jakby sam się robi, bez wysiłku.

Konkurencja jest ogromna, a fani chimeryczni. Trzeba publikować, pisać, codziennie o sobie przypominać i co krok szukać sposobów na przybicie się w masie blogów. Blog to codzienna praca, a jego powodzenie uzależnione od tylu czynników, że to temat na odrębną rozmowę. Wiele osób sądzi, że tu się komuś coś udaje, ma szczęście, farta, czy zna odpowiednie osoby. No nie.

To praca, czasami żmudna i niewdzięczna, piszesz tekst kilka dni, a on potem nikomu się nie podoba. Zamiast się obrażać, trzeba na następny dzień znowu pisać, może inaczej, może na inny temat?

Kiedy nie jesteś z dziećmi, nie pracujesz nad blogiem, to co robisz? Jak się relaksujesz?

Ćwiczę. Uwielbiam sport, dużo biegam, chodzę codziennie na siłownię. Moją miłością jest kino. Lubię też gotować, choć ostatnio trochę zaniedbałam tą pasję, co zauważyli nawet czytelnicy – upominają się o przepisy. Tęsknię za górami, ale tutaj niestety nie mam tej przyjemności.

Myślisz, że mamy a Australii są bardziej wyluzowane niż w Polsce?

Myślę, że na pewno dorosły już do zawieszenia broni i raczej się wspierają, zamiast oceniać i wszystkim ciągle udowadniać, że w macierzyństwo na pewno umieją lepiej. To jest głęboko zakorzenione tutaj w osobowości, wypijane z mlekiem matki – Australijczycy są po prostu pewni siebie, znają swoją wartość, nie muszą jej więc zdobywać dokopując innym. Matki mają jednak i tutaj swoje bolączki. Macierzyństwo, według mnie, stawia przed kobietami na całym świecie bardzo podobne dylematy.

A jakie masz plany? O czym marzysz?

Chciałabym wejść na Mont Blanc, napisać książkę, przebiec maraton w Nowym Jorku, wybudować dom, kupić psa, zrobić sobie kolejny tatuaż, pojechać na narty do Francji, mieć dom w górach, posłuchać Dawida Podsiadło na żywo, zobaczyć kwitnąca wiśnię i Japonię śladami Murakamiego.

Marzę o tym, aby mój blog niósł nadzieję i głębsze przesłanie. Nie jesteśmy w tym same. Jest nas więcej, wszystkie mamy tak samo, możemy, mimo trudności, żyć tak, jak nam pasuje, nawet wtedy, jeśli wybieramy życie dla innych trudne do zaakceptowania, jest nasze, jedyne, najlepsze jakie będziemy miały. Chcę, żeby moje dzieci były ze mnie dumne, a mąż kochał do końca. Marzę o tym, aby mieć już taką pewność, o którą wszystkim nam chodzi…

Dziękuję za rozmowę! No i spełnienia marzeń!

Zdjęcia: wszystkie zdjęcia własność Dagmary Hicks, autorki bloga calareszta.pl, niektóre pochodzą z Facebook’a, inne z Instagrama.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail