Czego szukasz

Jak humanistka radzi sobie w branży IT? Wygrywam na starcie – historia Ewy

Absolwentka romanistyki i muzykologii, wydawczyni – Ewa Walasek, postanowiła przeprowadzić w swoim życiu rewolucję zawodową. A za swój cel obrała branżę IT. Po kilku miesiącach samodzielnej (!) nauki i egzaminie testerskim Ewa dostała pracę! Jaką ma przewagę nad „technicznymi” kolegami i jak się czuje w branży IT? Przeczytaj tę historię!

  • Joanna Gotfryd - 05/12/2017
Ewa Walasek, testerka

Ewo od dwóch miesięcy pracujesz jako testerka w jednej z warszawskich firm. Pani magister romanistyki i muzykologii. Jak humanistka radzi sobie w branży IT?

Faktycznie jakoś nigdy wcześniej nie kojarzyłam swojej kariery zawodowej z tą branżą – chociaż, kiedy dłużej nad tym się zastanowić, to nie chodzi tu o przebranżowienie, ale raczej ewolucję, pewną wypadkową moich wcześniejszych wyborów. Zaraz po romanistyce załapałam się na pracę w biurze podróży – to była doskonała okazja, żeby podtrzymać przy życiu znajomość francuskiego, ponieważ odpowiadałam za rynek frankofoński.

Kiedy założyłam rodzinę i pojawiły się dzieci – a do tego etat w biurze się skończył, wymyśliliśmy z mężem zajęcie idealne dla mnie: miało łączyć moje dotychczasowe doświadczenia, wykształcenie filologiczno-muzykologiczne z zainteresowaniami, które chciałam poszerzać. A do tego umożliwiało mi pracę w domu – czyli pełną dyspozycyjność wobec naszej córeczki i synka.

Zostałam wydawczynią w rodzinnej oficynie, która publikuje książki o muzyce i historii sztuki. Po pewnym czasie okazało się jednak, że bardziej niż biznes nasze wydawnictwo przypomina działalność hobbistyczną, satysfakcjonującą i rozwijającą, ale do której bezustannie trzeba dopłacać.

Pogłębiającą się irytację wzbudzała wieczna szarpanina z dłużnikami, stawiająca pod znakiem zapytania naszą płynność finansową. Ratunkiem były dodatkowe zlecenia męża – notabene z branży informatycznej; pomagały trochę przysypać coraz większą dziurę w budżecie domowym.

Na początku 2017 roku powiedziałam: Dosyć! Pora na zmianę.

To też był moment, kiedy Twoje dzieci już trochę podrosły i nie potrzebowały Cię tak bardzo, jak wtedy, gdy były małe, prawda?

Dzieci usamodzielniły się na tyle, że nie musiałam już asystować im przy różnych zajęciach, prace domowe odrabiały o własnych siłach, towarzystwo koleżanek i kolegów ze szkoły czy podwórka stawało się dla nich bardziej atrakcyjne niż mama. Doszłam do wniosku, że dyskretna kontrola rodzicielska z mojej strony wystarczy, i że warto skupić się teraz bardziej na swoich zawodowych zamierzeniach.

Od czego zaczęłaś Twoje poszukiwania wymarzonej ścieżki w IT?

Znajoma, która kibicuje nam od kilku lat w naszym wydawniczym przedsięwzięciu i słyszała o wszystkich bolączkach związanych z prowadzeniem własnej oficyny, poleciła mi Wasz portal Mamopracuj.pl.

Wstrzeliłam się idealnie w moment, bo na początku tego roku startowałyście w ramach programu „Mamo pracuj w IT” z pomysłem na mamę testerkę.

Wzięłam udział w Waszych trzech webinarach, przeczytałam wywiady z dziewczynami, które zajęły się testowaniem oprogramowania, zmieniając radykalnie swoją zawodową ścieżkę i stwierdziłam, że wchodzę w to!

Miałam świadomość swoich braków z wiedzy specjalistycznej, ale czułam, że to jeszcze da się nadrobić, za to w przypadku kompetencji miękkich, takich jak zarządzanie czasem, pomysłowość, komunikatywność czy siła spokoju, wygrywam na starcie.

Zabrałam się za literaturę fachową, Internet okazał się nieprzebraną skarbnicą samouczków, bezpłatnych kursów i szkoleń związanych z profesją testera oprogramowania.

Zdecydowałaś się na samodzielną naukę. Jaki miałaś system uczenia się?

Wyznaczyłam sobie deadline do końca czerwca na opanowanie podstaw. Dzień w dzień dociekliwa lektura blogów o testowaniu, kursy z podstaw programowania (żeby przynajmniej wiedzieć, jak czytać kod), ćwiczenia z excela (arkusz kalkulacyjny wypada opanować do perfekcji). Regularnie od 9 do 15.

Zainstalowałam program do raportowania błędów i wytypowałam aplikację, którą zamierzałam gruntownie przetestować. Pisałam na próbę plan testów akceptacyjnych, przeprowadzałam testowanie eksploracyjne, zgłaszałam błędy. Śledziłam aktywność fejsbukowej grupy publicznej poświęconej testowaniu i portali związanych z testami oprogramowania (żeby być na bieżąco ze zmianami i nowinkami w tej dziedzinie).

Doskonałą okazją do poznania ludzi z branży są spotkania organizowane przez testerów – takie meetupy urządzają np. dziewczyny z „Girls Who Test”. Świetny trening szarych komórek dają zagadki logiczno-matematyczne, na przykład z „Omnibusa”, do którego namiętnie zagląda cała moja rodzina.

Nie miałaś chwil zwątpienia?

Hmmm… Jeszcze nie wtedy. Cały czas czułam się jak wybudzona po dość długim śnie zimowym. Z zapałem i silną motywacją zaczynałam kolejny dzień nauki. Wiedziałam, że moje wcześniejsze doświadczenia nie idą na marne: po romanistyce – precyzja, komunikacja, logika, po muzykologii – dociekliwość i podejście analityczne, po wydawnictwie – oko do wyłapywania błędów.

Umiałam też cierpliwie czekać na plony, jakie wydaje długa, żmudna praca. Pamiętałam, jakie odczucia towarzyszyły mi przy rozwijaniu wydawnictwa, wówczas chwil zwątpienia było bardzo wiele, więc teraz psychicznie dawałam radę „zdusić je w zarodku”. Wiedziałam, że im dalej w las, tym robi się coraz trudniej, więc wolałam dobrze opanować podstawy, zanim wkroczę do tego zaczarowanego lasu IT.

Żałowałam jedynie, że w ciągu dnia nie jestem w stanie fizycznie zdziałać jeszcze więcej w moim testerskim rozwoju – w końcu nie chciałam zaniedbywać rodziny, w weekendy robiłam sobie przerwę i stawałam się pełnoetatową żoną i matką.

Kiedy uznałaś, że już umiesz wystarczająco dużo, żeby szukać praktyk?

Mój deadline mijał w czerwcu, ale już pod koniec marca doszłam do wniosku, że nie zrobię kolejnego kroku naprzód, jeżeli nie poszukam praktyk w firmie informatycznej. Chciałam zweryfikować to, co dotychczas opanowałam własnymi siłami. Pojawiało się coraz więcej pytań dziedzinowych, które pozostawały bez odpowiedzi.

Pomysł był taki, żeby praktyki testerskie połączyć z przygotowaniem do certyfikatu ISTQB Foundation Level. Niestety, żadna organizacja w Warszawie nie oferowała takich szkoleń kombinowanych w interesującym mnie terminie. Z pomocą ruszyła rodzina, kuzyn związany z branżą informatyczną okazał się bezcennym źródłem kontaktów…

A później znalazłaś firmę, która przyjęła Cię na bezpłatny staż, pod warunkiem, że zrobisz certyfikat ISTQB…

Na początku maja przygarnęła mnie mała, ale bardzo prężnie rozwijająca się firma deweloperska (Kasiu, Michale – dzięki wielkie!) i rzuciła na głęboką wodę. Na starcie postawiono warunek, że w trakcie stażu muszę zrobić certyfikat ISTQB i że praktykuję przez 8 godzin dziennie. Zero taryfy ulgowej.

Zaczęłam od testów eksploracyjnych aplikacji, którą rozwijali i która nie posiadała żadnej dokumentacji, wraz z raportowaniem błędów i retestami. Potem było trochę testów integracyjnych, dużo czasu zabrało testowanie API przy użyciu specjalnego programu, który wymagał pisania skryptów, wreszcie testy wydajnościowe w Jmeter. Praktyka miała trwać jeden miesiąc, ale firma zatrzymała mnie na kolejne cztery tygodnie testowania.

Zobaczyłam, jak wygląda praca w firmie deweloperskiej, jakie narzędzia służą do zarządzania projektami (a przy okazji też testami), na czym polega programowanie zwinne.

Byłam super szczęśliwa! Ani razu nie dano mi odczuć, że ze swoim humanistycznym zapleczem nie mam czego szukać w branży informatycznej.

Jeśli coś było niezrozumiałe, to albo sama wgryzałam się w problem, albo szukałam wsparcia u kolegów informatyków – chętnie spieszyli z pomocą. Zrozumiałam, że „knowledge sharing” – dzielenie się wiedzą specjalistyczną, jest w tej branży czymś naturalnym i oczywistym.

Twoja dalsza historia jest niesamowita – uzupełniłaś profil na LinkedIn, wysłałaś jedną aplikację i dostałaś pracę!

Pod koniec czerwca zgodnie z założeniami zdałam egzamin i otrzymałam certyfikat ISTQB. Staż się skończył, ale przyszłość malowała się bardzo obiecująco. Na początek postanowiłam uporządkować sprawy wydawnicze (wszystko leżało odłogiem od kwietnia), chciałam też z mężem i dzieciakami spędzić urlop na naszej ukochanej Suwalszczyźnie.

Na początku sierpnia usiadłam, żeby napisać na nowo CV, założyć konto na LinkedIn i puścić w obieg moją kandydaturę. Nastawiałam się na dwa-trzy miesiące wytrwałego szukania pracy.

Odpowiedziałam na pierwszą ofertę testerską, jaka pojawiła się w powiadomieniach od znanego serwisu rekrutacyjnego i… tydzień później podpisywałam umowę z firmą outsourcingową z branży IT. Najpierw były dwa tygodnie szkolenia wewnętrznego, a potem przydzielona zostałam do bardzo ciekawego projektu w korporacji finansowej.

Jak się czujesz w branży IT?

Model stałego poszerzania kwalifikacji, samorozwoju, śledzenia nowinek i transferu wiedzy bardzo przypadł mi do gustu w tej branży. Mam naturę „wiecznej studentki” – ale w pozytywnym sensie, dlatego chłonę wiedzę jak gąbka, lubię się dokształcać i nie odpuszczam, dopóki nie zrozumiem danego problemu.

Branża IT – czego wcześniej sobie nie uświadamiałam – jest na tyle otwarta, że pomieści zarówno absolwentów kierunków ścisłych, jak i ludzi po studiach humanistycznych, a nawet osoby bez dyplomu, autodydaktów, bardzo zdyscyplinowanych i samodzielnie rozwijających swoje informatyczne talenty.

Poza tym niekoniecznie trzeba do końca życia przeprowadzać kolejne przypadki testowe – można pójść w stronę automatyzacji testów, albo zająć się inżynierią wymagań, rozwinąć skrzydła w obszarze QA (zapewnienia jakości), czy zabrać za programowanie.

W tej chwili uczestniczę w projekcie związanym z digitalizacją pewnych procesów biznesowych –testerzy zostali dopuszczeni do udziału już na etapie tworzenia wymagań, mam więc doskonałą okazję, aby w ramach jednej kampanii zaliczyć testowanie na niemal każdym poziomie, począwszy od fazy przeglądu, a skończywszy na testach akceptacyjnych.

Oczywiście departament IT jest silnie zmaskulinizowany w tej firmie, ale akurat nasz projekt trzyma w ryzach kobieta, a w dodatku w „naradach produkcyjnych” uczestniczą osoby z innych działów (np. marketingu czy obsługi klienta) i są to – w przeważającej mierze kobiety.

A jak informację o Twojej rewolucji zawodowej przyjął mąż i znajomi?

Mój mąż? To prawda, początkowo miałam pewne obawy o to, jak zareaguje na wieść o moim pomyśle. Wiadomo, że mama, która pracuje w domu, w zasadzie jest „od wszystkiego” – i od zadań wydawniczych, i od obiadów i od odbierania dzieci z dodatkowych zajęć. To bardzo komfortowy układ, zwłaszcza dla pozostałych domowników.

Kiedy przez 8 godzin zaczęłam praktyki w firmie informatycznej, trzeba było przeorganizować domowe obowiązki, ale ani razu nie usłyszałam z tego powodu wyrzutów ze strony męża. Stanął na wysokości zadania. Wspólnie złapaliśmy nowy rytm i okazało się, że mój małżonek jest w stanie odciążyć mnie od różnych przyziemnych powinności takich jak gotowanie, odkurzanie czy nastawianie prania.

A znajomi do tej pory nie wychodzą z podziwu, że tak gładko i łatwo to wszystko przebiegało – oczywiście wcale tak nie było – to mozolny, długodystansowy proces, który trwa nadal, opłacony rozmaitymi kompromisami, koniecznością pełnej mobilizacji sił i rezygnacją na ten czas z rozmaitych – mówiąc ogólnie – uciech życia.

Jaką radę dałabyś mamom, które mówią „boję się, że sobie nie poradzę”?

Jestem kiepska w doradztwie personalnym, ale wiem co działa na mnie mobilizująco w chwilach, kiedy wydaje mi się, że coś mnie przerasta. Powtarzam sobie wtedy: „Dziewczyno, przestań się bać!”. Stopniowo i systematycznie można bardzo dużo osiągnąć. Mamy, które śledzą rozwój swoich dzieci, wiedzą to najlepiej.

Poza tym głęboko wierzę w to, że karierę zawodową można robić na różnych etapach życia, trzeba tylko wykonać ten pierwszy krok.

Mój polonista z liceum powtarzał nam niezmęczenie, że człowiek inteligentny poradzi sobie w każdej sytuacji. Fakt, przekonywałam się o tym nieraz na własnej skórze. Ale oprócz tego w pobliżu zawsze znajdzie się życzliwa nam osoba, którą można poprosić o pomoc – nie muszę być skazana wyłącznie na siebie.

Dziękuję Ci bardzo za rozmowę.

Chcesz tak jak Ewa zostać testerką? Weź udział w kursie testowania organizowanym przez ekspertów – Akademię Testowania. Dla mam zniżka 5% do końca roku na magiczne hasło 😉 

Tak, chcę poznać szczegóły!

Zdjęcie: Archiwum prywatne Ewy

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj

HTML & CSS – języki pierwszego kontaktu dla początkujących

Czy HTML i CSS to dobre języki dla początkujących? Od czego zacząć naukę programowania? I czy znając tylko HTML i CSS już można szukać pracy? - na nasze pytania odpowiada Radek Madecki, mentor kursów Frontend i HTML & CSS. Jeśli chciałabyś spróbować, ale nie wiesz, czy sobie poradzisz, albo czy świat kodów i skryptów jest dla Ciebie - koniecznie przeczytaj naszą rozmowę.
  • Joanna Gotfryd - 01/09/2019
Radosław Madecki

Radosław Madecki jest mentorem kursu Frontend Developer, który przygotowuje do pracy z HTML oraz CSS. Na co dzień pracuje w Clearcode jako Node oraz Frontend Developer. 

Radku, czy HTML i CSS to najłatwiejsze języki programowania? Takie w sam raz dla początkujących? Czy to dobry pomysł, żeby właśnie przez naukę HTML i CSS sprawdzić, czy programowanie mi się spodoba?

Tak na dobrą sprawę, to oba te języki są językami znaczników, a nie programowania (chociaż z tych dwóch, CSS’owi bliżej do bycia takim). Różnica polega na tym, że praca z nimi przypomina bardziej pisanie opowieści dla naszego komputera. Od jej początku do końca – wtedy on wyświetla to w formie strony.

Dopiero w JavaScript, frontendowcy mają okazję zetknąć się z logiką, funkcjami, tymi wszystkimi rzeczami, które sprawiają, że zaczyna się programowanie, a nie tylko kodowanie. Z tego właśnie powodu…

HTML i CSS są jak najbardziej najlepszymi językami “pierwszego kontaktu” i pozwalają w stosunkowo przyjemny sposób wejść w świat IT.

Gdzie można wykorzystać znajomość tych języków – czy znając tylko HTML i CSS można spróbować już szukać pracy? Czy to dopiero wstęp do dalszej nauki? Taki pierwszy krok, takie „przedszkole” programistyczne?

To jest dobre pytanie. Znałem kolegę, który nie był ani lakiernikiem, ani mechanikiem z zawodu. Po prostu nauczył się polerować lampy w samochodach, przez co wyglądały jak nowe. Nie musiał nawet wiedzieć jak działa silnik aby fajnie dorabiać sobie na boku w branży motoryzacyjnej.

Odpowiedź na to pytanie brzmi: tak, można pracować znając tylko te 2 języki, ale oczywiście wraz z rozwijaniem swoich umiejętności, poszerzaniem ich zakresu, będą do nas trafiać lepsze oferty oraz czekają nas większe zarobki.

Kto powinien nauczyć się HTML i CSS? Gdzie one mogą się przydać?

Tak naprawdę frontend (czyli HTML, CSS i Java Script) może trafiać do osób o wielu profilach. Każdy może znaleźć w tym coś dla siebie, ale przede wszystkim będzie to przydatne osobom pracującym w marketingu internetowym, administratorom stron firmowych, grafikom czy influencerom. No i oczywiście osoby chcące być web developerami :).

Jakby nie patrzeć, to cały świat idzie w kierunku informatyzacji, więc jedno jest pewne – taka wiedza nam na pewno nie zaszkodzi, a jest duża szansa na to, że kiedyś okaże się przydatna.

Jesteś mentorem dwóch kursów w Coders Trust – Kurs Frontend oraz właśnie kurs HTML i CSS, który jest fragmentem Frontendu i możnaby powiedzieć jest taką zerówką dla programistów. Czego uczycie się na kursie i jak wygląda nauka?

Kurs Frontend, który prowadzę i koordynuję skupia się na przygotowaniu kursanta do podjęcia pierwszej pracy na stanowisku frontend developera. Bootcamp dzieli się na 3 etapy, każdy z nich zawiera od dwóch do kilku zadań zaliczeniowych. Uczymy HTML & CSS w najnowszych wersjach, pokazujemy techniki RWD, poprawne praktyki w webdevelopmencie. Oczywiście nie mogłoby też zabraknąć JavaScript oraz Reacta. To taki zestaw, który pozwala poczuć się w miarę swobodnie i przy odpowiednim zaangażowaniu – znaleźć pracę nawet już na kursie.

Natomiast kurs HTML & CSS to fragment całego kursu Frontend, ale wyodrębniony jako osobny moduł nauki i pozwalający przekonać się – przy mniejszej inwestycji czasowej i pieniężnej – czy to jest coś, co mi się podoba, czy chcę pracować w przyszłości jako programista.

Nauka jest całkowicie zdalna, a kursanci mają cykliczne lekcje na żywo i możliwość indywidualnych konsultacji z mentorem. Kurs HTML & CSS trwa 4 tygodnie – kursanci uczą się w swoim tempie, przerabiając materiały dostępne 24/7 na platformie kursowej, a lekcje na żywo i konsultacje odbywają się w terminie, który odpowiada wszystkim uczestnikom kursu – najczęściej wieczorem.

Z jakimi wyzwaniami spotykają się kursanci?

Oczywiście każdy kursant startuje z innego poziomu, dlatego każdego spotykają też różne wyzwania. Bywają osoby tak zdeterminowane, że pomimo “bycia z roczników”, które nie wychowywały się z komputerem, smartfonami, mając sporo braków, są w stanie wyjść na prymusów w grupie i dzielić się wiedzą z koleżankami i kolegami z kursu. Niestety jest też czasem w drugą stronę – osoby którym coś idzie łatwo na początku, zaczynają to lekceważyć i szybko lądują na samym końcu.

Dziękuję Ci za rozmowę.

Jeśli chcesz spróbować najłatwiejszego kursu programowania, żeby przekonać się, czy świat IT jest dla Ciebie – sprawdź program kursu HTML & CSS i zapisz się już teraz!

Kolejna edycja kursu startuje już wkrótce!

Więcej o HTML & CSS przeczytasz tutaj >>

Jeśli chcesz skorzystać z dofinansowania nauki – zadzwoń pod nr 691  950 343 – Agata, Paulina lub Martyna z Coders Trust pomogą Ci we wszystkich formalnościach.

Zdjęcie: prywatne archiwum Radka

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.

Czy humanistka może odnaleźć się w branży IT?

"Spójrz za siebie i zobacz ile już osiągnęłaś! Doceniaj samą siebie i po prostu rób kolejne kroki. Z nikim się nie ścigaj". Jeśli chcesz dowiedzieć się: Jak psycholożka może zostać testerką oprogramowania? Czy można uczyć się nowych rzeczy będąc mamą? Gdzie znaleźć wsparcie i jak motywować się do pracy? - przeczytaj niesamowitą historię Agnieszki, która odnalazła swoje miejsce w IT! #MamoPracujwIT!
  • Agnieszka Kaczanowska - 04/08/2019
Agnieszka Wakuła z dwójką dzieci

Agnieszko, Twoja historia jest super! Gratuluje całej drogi i sukcesu. Czy stawiając pierwsze kroki wiedziałaś o tym, że to nie jest łatwa droga?

Każdego wieczoru kiedy siadałam do nauki, czułam, że jest to trudne. Dla humanistki, osoby spoza branży – było to coś zupełnie nowego. Naukę rozpoczęłam podczas urlopu macierzyńskiego z drugim dzieckiem, kiedy miałam czas na przemyślenia. Mój mąż zainspirował mnie do nauki Front-end’u i razem znaleźliśmy bootcamp on-line, gdzie codziennie przez 3 miesiące uczyłam się jak kodować strony internetowe.

Wtedy najtrudniejsze było dla mnie takie uporządkowanie czasu, abym mogła wieczorem w miarę wypoczęta usiąść do robienia projektów czy zadań praktycznych. Nauczyłam się dzięki temu bardzo dobrze organizować swój czas, jak również czas mojej rodziny. Myślałam wtedy, że wygospodarowanie czasu na naukę jest w tym procesie zmiany branży najtrudniejsze, później okazało się, że jest też wiele innych spraw, które nie ułatwiają tej drogi.

A skąd pomysł na branżę IT?

Inspiracją była rozmowa z kolegą, który wszedł do IT. Mój mąż pracował jako grafik, więc pomyślałam o połączeniu sił i robieniu stron internetowych. Później w IT zaczął pracować także mąż. Opowiadał o tym, jakie są udogodnienia dla pracowników. Bardzo mnie to zafascynowało. Po przeczytaniu kolejnych artykułów i informacji na temat testowania, stwierdziłam, że to jest coś dla mnie.

Najpierw trafiłam do Geek Girls Carrots, gdzie pomagałam w organizowaniu cyklicznych spotkań. Następnie poszłam na meetup testerski i poznałam kolegę, z którym rozpoczęłam budowę społeczności testerskiej w Bydgoszczy. Zaczęliśmy organizację comiesięcznych meetup’ów, na które mógł przyjść każdy. Można tam było się dowiedzieć o testowaniu oprogramowania i podszkolić z narzędzi potrzebnych do takiej pracy. Byłam bardzo zmotywowana do przygotowywania tych spotkań i do tego, aby prezentacje były jak najbardziej merytoryczne i przystępne.

Właśnie ten projekt ŁuczniczQA miał decydujący wpływ na to, że moja motywacja nie spadała. Uczyłam się systematycznie i miałam świetną okazję do networkingu, który dodał mi skrzydeł podczas pisania CV i odważenia się, aby pójść na rozmowę kwalifikacyjną.

Jak do nas trafiłaś? Jak dowiedziałaś się o projekcie #MamoPracujwIT?

Wiedzę techniczną czerpałam głównie od prelegentów podczas meetup’ów ŁuczniczQA  oraz z blogów i grup poświęconych tematyce testowania. Byłam zdumiona, jak wiele wartościowej wiedzy można znaleźć w sieci bez wychodzenia z domu. W którymś momencie trafiłam na Facebooku na grupę #MamoPracujwIT. Czytałam z zapartym tchem historie dziewczyn, które przeszły drogę, na którą ja już jedną nogą weszłam.

Za każdym razem gdy miałam gorszy dzień i przychodziły mi do głowy czarne myśli, to czytałam którąś z historii. Polecam każdemu taki sposób na motywowanie siebie do nauki, powtarzania, pisania CV czy przygotowywania się do rozmowy kwalifikacyjnej.

portret kobiety

Ile czasu zajęła Ci droga od pomysłu do znalezienia pracy? Jakie etapy dzieliły te dwa kroki milowe i co działo się pomiędzy?

Pomysłów było kilka. Pierwszy, to praca w roli Front-end Developera, w domu, poza etatem. W wakacje zrobiłam kurs internetowy. Wkrótce znalazłam Geek Girls Carrots, które organizowały kurs z Java Script. Dostałam się na niego, ale podczas kursu poczułam, że to nie to. Rozmawiałam z osobami, które weszły w świat testowania i rok później poszłam na rozmowę kwalifikacyjną.

Było to dla mnie przełomowe wydarzenie, ponieważ prosto po studiach dostałam pracę w szkole, gdzie pracowałam 9 lat. Okazało się, że ta rozmowa to było jedno z najcenniejszych doświadczeń. Zyskałam większą pewność siebie, ponieważ udało mi się przejść aż trzy z czterech etapów rekrutacji. Sama rozmowa była bardzo profesjonalna i merytoryczna, a jej niesamowitym efektem był mail od firmy z feedbackiem co mi poszło dobrze, a czego muszę się jeszcze nauczyć. To był mój drogowskaz na kolejne pół roku, po którym już z zupełnie innym nastawieniem poszłam na kolejną rozmowę kwalifikacyjną, która zakończyła się dla mnie pomyślnie.

Jak się uczyłaś? Czy byłaś na kursie? Jeśli tak, to jak go oceniasz?

Naukę rozpoczęłam od płatnego kursu on-line, a potem korzystałam z darmowych zasobów wiedzy w internecie (blogi, grupy na FB) oraz z wiedzy przekazywanej podczas bezpłatnych meetup’ów. Jeździłam też na darmowe konferencje i eventy związane z tematyką testowania. Jestem zadowolona z każdej z tych metod, jednak gdybym drugi raz miała przejść tę drogę, to zaczęłabym od darmowych kursów, np. na Udemy, aby sprawdzić, czy to mnie interesuje. W płatnym kursie najbardziej cenię fakt, że miałam mentora, który wprowadzał mnie w nowe tematy, tłumaczył i sprawdzał moje projekty, o których mogłam z nim porozmawiać.

Jak uważasz, czy lepiej z kursem czy lepiej samemu? Wiesz, że wiele razy słyszymy od Czytelniczek, że boją się zaryzykować, wydać pieniądze na kurs – bo nie mają gwarancji, że ktoś je potem zatrudni. Ty się nie bałaś? 😉 Jeśli jednak tak, to jak poradziłaś sobie z wątpliwościami?

Na początku nie myślałam o tym czy ktoś mnie zatrudni, ponieważ chciałam otworzyć działalność z mężem. Bardziej chodziło mi o to, aby poznać coś nowego. W mojej pracy zawodowej przeżywałam impas, więc ogromnie cieszyło mnie, że się rozwijam i uczę nowych rzeczy.

Byłam zafascynowana, że jestem w stanie zakodować stronę internetową, napisać wiele wierszy kodu. Zdawałam sobie sprawę, że zmiana branży to projekt raczej długofalowy i zależny od mojej determinacji. Pomyślałam sobie, że skoro studia trwają 3-5 lat, to nauka nowego zawodu pewnie wymaga też dłuższego okresu czasu.

A jak znajdowałaś czas na pracę? Co Cię motywowało?

Zaczynając naukę byłam na urlopie macierzyńskim i wtedy ogromnym wsparciem był dla mnie mój mąż, który mnie motywował i pomagał mi w organizacji dnia oraz opieki nad dziećmi. Po powrocie do pracy miałam już doświadczenie w organizowaniu czasu i starałam się tak planować dzień, aby codziennie siadać do nauki.

Motywowało mnie to, że miałam swoją listę rzeczy i odhaczałam systematycznie kolejne punkty. Motywowały mnie też meetup’y, networking z ludźmi z branży i otrzymywane od nich wsparcie. Poznałam wielu fantastycznych testerów, którzy chętnie dzielili się swoją wiedzą i dawali mi wskazówki dotyczące tego, czego się uczyć i w jakiej kolejności, a nawet, z jakich źródeł wiedzy warto korzystać. Branża IT gromadzi wiele inspirujących i pomocnych osób, o czym się nie raz przekonałam.

Wiem, że zaangażowałaś się w działalność społeczności kobiet w IT w Bydgoszczy, czy to trochę pomogło?

To pomogło mi najbardziej! Dowiedziałam się jakie firmy w Bydgoszczy przyjmują juniorów, jakie firmy polecają specjaliści dla takich świeżaków jak ja 🙂 Mogłam z pierwszej ręki dowiedzieć się, jakie umiejętności są kluczowe, czego warto się nauczyć na początek, aby potem te nowe informacje były bardziej przystępne. Poza tym, taka społeczność to swojego rodzaju grupa wsparcia, która dodaje wiatru w żagle.

Jak szukałaś pracy? I czy od razu ją znalazłaś?

Pracy zaczęłam szukać po roku nauki i moim celem było dostanie się na staż do firmy międzynarodowej. Szukałam ofert pracy w internecie oraz pytałam testerów, jakie firmy byłyby dobre na start. Na meetup’ach dowiedziałam się, że wiele mniejszych firm szuka pracowników, jednak ich oferty nie zawsze są widoczne na popularnych portalach. Właśnie w taki sposób znalazłam firmę, w której obecnie pracuję.

Jak oceniasz rynek pracy dla juniorów? Często się mówi, że czas juniorów już minął i teraz trudno znaleźć pracę.

Branża IT potrzebuje ludzi do pracy, dlatego zamiast myśleć „minął czas juniorów”, warto pomyśleć „co ja mogę zrobić, aby zainteresować pracodawcę?”. Warto szukać różnych rozwiązań, prosić o pomoc albo o feedback po rozmowach kwalifikacyjnych. Byłam na konferencji, podczas której rekruter opowiadał, że ważne jest, aby próbować zrobić trudne zadanie, bo wiele osób rezygnuje już na tym pierwszym etapie rekrutacji. Warto spróbować zrobić chociaż pół zadania albo przesłać pomysł na rozwiązanie go. Wykazać się zaangażowaniem. Jeśli nie uda nam się za pierwszym razem pomyślnie przejść rekrutacji, to idźmy na rozmowę jeszcze raz.

Jakieś podpowiedzi, rady, sugestie? Gdybyś miała jedną myśl, którą chciałabyś się podzielić z dziewczynami, to co byś im powiedziała?

Zrób pierwszy krok i znajdź więcej osób, które też się uczą, aby się wspólnie motywować.

Przemyśl na czym Ci zależy, zrób sobie plan nauki i trzymaj się go. Dziewczynom, które są w połowie drogi powiedziałabym – spójrz za siebie i zobacz ile już osiągnęłaś!

Doceniaj sama siebie i po prostu rób kolejne kroki. Z nikim się nie ścigaj, rób to w swoim tempie, ale systematycznie. Otaczaj się ludźmi, którzy Cię dopingują – może to być społeczność w internecie.

Najlepszą nagrodą za te wszystkie poświęcone na naukę wieczory jest to, że jak już dostałam pracę i zrealizowałam tak trudny projekt życiowy jak zmiana branży – zobaczyłam, że naprawdę mogę wiele zrobić. Poczucie mojej wartości wzrosło i dzięki temu mam siłę na kolejne wyzwania.

Bardzo dziękuję ci za rozmowę i życzę powodzenia w dalszym szukaniu swoich ścieżek!

Spodobał Ci się wywiad z Agnieszką? Chciałabyś poznać inne niesamowite historie mam, które zmieniły swoje życie zawodowe i znalazły swoje miejsce w IT? Przeczytaj:

>>>Jak mama 4 dzieci została programistką? Historia Toli>>>

>>>Farmaceutka w branży IT – czułam, że to była ostatnia szansa na zmiany>>>

>>>W rok zmieniłam swoje życie i zostałam testerką – historia Agaty>>>

>>>Zaciśnij zęby i próbuj – mówi Ula, mama 3 dzieci i support engineer>>>

Zdjęcia: Dawid Stube, prywatne archiwum Agnieszki

Rozmawiała: Agnieszka Kaczanowska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail