Czego szukasz

Jak przygotować się do życia z nastolatkiem?

Wizja nastolatka w domu to czas, na myśl o którym wielu rodziców ma gęsią skórkę. Trochę niby wiedzą, że to trudny okres, niektórzy nawet pamiętają jak przez mgłę swoje doświadczenia. Najczęściej jednak majaczy na horyzoncie wizja buntu, przeciągania liny, nastoletnich wybryków i innych rzeczy tego typu, które spędzają sen z powiek. Choć to proces, pewnego dnia odkrywamy, że nasz słodki niemowlak zaczyna coraz szybciej rosnąć i zamyka nam drzwi łazienki nie prosząc o pomoc przy myciu włosów… O tym jak żyć z nastolatkami rozmawiam z Basią Bielanik (szkolymocy.pl).

  • Kinga Pukowska - 17/03/2017
mama i córka siedzą naprzeciw siebie przy fontannie

Nawet bardzo uważni rodzice bywają zaskoczeni zmianami jakie zachodzą w codzienności z nastolatkiem. Czy zawsze tak jest? Czy można się do tego przygotować i kiedy warto zacząć? Jakie są twoje doświadczenia?

Zacznę od pytania, czy zawsze tak jest. Jedna z najlepszych rad, jakie usłyszałam w drugiej ciąży, to by przygotować się na to, że moje dzieci będą różne. Kiedy więc dwie moje córki mogą tak bardzo różnić się od siebie, to każde dziecko będzie inne, jedyne w swoim rodzaju. Kiedy zaczynają dorastać “to” może zacząć się szybciej lub później i przebiegać mniej lub bardziej burzliwie. Dlatego uniwersalnym kluczem nie są metody, narzędzia i wzorce zachowań, a kontakt z dzieckiem i budowanie relacji, które proponuję zamiast wychowywania.

Oj tak, mając trójkę dzieci potwierdzam w 100%, że każde dziecko jest inne. Choćby chowane w jednym domu, przez tych samych rodziców. To jest piękne, choć nieprzewidywalne. Niezależnie jednak od tych osobniczych różnic dochodzimy do momentu nastoletniości. Trochę mam wrażenie, że to jest taki moment w życiu rodzica, kiedy można powiedzieć “sprawdzam” – to co zbudowaliśmy przez pierwsze lata relacji z naszym dzieckiem teraz owocuje. Nasz młody człowiek sam zaczyna zmagać się z nowymi wyzwaniami, odkrywa, czasem myślę, że z obawą, nowe możliwości, buduje swoją świadomość. Dużo tego. Jednak wielu rodziców ma wrażenie, że to czas ciężki dla komunikacji, że ciągle trzeba powtarzać to samo, że to nie działa: „Już mu tłumaczyłem” „Już o tym tyle razy rozmawialiśmy” itd.

Jasne, że nie działa, bo nie słuchamy naszych dzieci. Rozmawianie i mówienie oznaczają dla nas często to samo, a tym samym nie są. Wydaje nam się, że z naszej pozycji osoby starszej, odpowiedzialnej i takiej, która przecież “już to przerabiała” możemy zamienić słuchanie naszego dziecka na wygłaszanie kazań, ocenianie, tłumaczenie i logiczne argumentowanie. A tak naprawdę istotę tego, czego nasze dzieci potrzebują zawarł Stephen Covey w jednym z cytatów w swojej książce “7 nawyków skutecznego działania”.

„Pewien ojciec zwierzył mi się:
Nie rozumiem mojego syna. W ogóle nie chce mnie słuchać.
Nie rozumiesz swojego syna, ponieważ on nie chce słuchać Ciebie?
Zgadza się!
Myślę, że aby zrozumieć drugiego człowieka, to ty musisz słuchać jego”.

Nauka słuchania to trudny proces. Nie ma recepty ani przepisu na bycie słuchającym rodzicem. W dzisiejszym szybkim życiu częściej chyba padają polecenia niż dyskusje. Warto zatroszczyć się o słuchanie, pewnie będzie można przeczytać o tym w Twojej książce? Nauczyciele i rodzice skarżą się też, że trudne rozmowy, a szczególnie te, w których werbalizowane są oczekiwania, polecenia czy przypominane zobowiązania łączą się z przewracaniem oczami, odpowiadaniem półsłówkami. Ogólne “zblazowanie” nastolatka oraz wieczne ociąganie, gdy już trzeba wykonać zadanie – to wszystko potrafi mocno zirytować nawet najtwardszego rodzica.

Ja nazywam to “objawami”. W wielkim uproszczeniu, kiedy mamy katar wiemy, że to wina wirusów lub bakterii i nie przyjdzie nam do głowy pomyśleć, że katar robi nam na złość. Kiedy nasze dziecko przewraca oczami, to warto upewnić się, co to oznacza. Zapytać:

„Chyba nie chce Ci się ze mną gadać. A gdybyśmy umówili się, że możesz mi szczerze powiedzieć dlaczego tak jest. Ja nie będę nic mówić, a Ty powiesz mi, jak chcesz, żebym Cię traktowała. Co sprawia, że chce Ci się ze mną rozmawiać. Ja nie wiem, czy dam radę spełnić wszystkie twoje oczekiwania, ale teraz nawet ich nie znam. Obiecuję, że posłucham bez przerywania i wygłaszania kazań”.

Może powiesz teraz, że dziecko i tak nie będzie chciało. Moje doświadczenia mówią, że dzieci są zdziwione nagłą zmianą perspektywy, ale wchodzą w to chętnie i z energią. Jeżeli tak się nie dzieje, to może oznaczać, że zbyt długo już przewraca oczami, a Ty nie odczytujesz tego jako ważnego przekazu i straciło wiarę, że to cokolwiek zmieni. Ja jednak bardzo rekomenduję zmianę paradygmatu – zamiast brać to do siebie, mówić o braku szacunku i niewychowanej młodzieży, dowiedzieć się jakie bakterie lub wirusy stoją za tym “katarem”.

Dziecko to po prostu mały człowiek. Traktujmy je tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani. To chyba wiele ułatwia w komunikacji. Moje średnie dziecię (zaraz skończy 11 lat) czasem przychodzi ze smutną miną i żali się „Mamo, bo ja mam taki trudny etap w życiu”. Pewnie nie jestem jedyną mamą, która słyszy takie słowa. Jak mądrze towarzyszyć nastolatkowi w trudnym procesie dojrzewania?

Jeżeli nastolatek przychodzi do Ciebie z takimi słowami, to otwieraj szampana. Nie po to, by go częstować, ale świętować, że jesteś dla niego ważna. Ja jestem przekonana, że najpiękniejsze, co możesz w tym momencie zrobić, to odpuścić sobie wychowanie i stać się właśnie towarzyszem, przyjaciółką własnego dziecka. Wysłuchać bez oceniania i zanim zaczniesz sypać, jak z rękawa radami i rozwiązaniami, zapytać, czy dziecko tego potrzebuje.

Może chce tylko się wygadać, bo wie już, że w słowach wypowiedzianych słychać więcej niż w myślach, a rozwiązanie czasem przychodzi samo. Może chce się wygadać mimo, że na ten moment nie ma rozwiązania. Może chce usłyszeć od nas jak to było z nami, czy my przeżywałyśmy podobne rozterki. Kiedy nie wiemy, czego oczekuje, nie mamy możliwości by mu to dać. To tak, jak gdybyśmy przyszły do kasy na dworcu i poprosiły o bilet nie do Krakowa.

Mam poczucie, że już dawno odpuściłam wychowanie, a dzieci ciągle uczą mnie czegoś nowego.
Obie wiemy, że kary i nagrody nie działają. Jednak wielu rodziców szuka sposobu jak „układać” się z nastolatkiem. Jak robić to szanując swoje własne rodzicielskie potrzeby i granice, a jednocześnie znaleźć gotowość na nastoletnie “NIE”?

To może początkowo wydawać się trudne, ale mnie bardzo pomaga przyjęcie jednego z podstawowych założeń Porozumienia bez przemocy: każde NIE dla czegoś, jest TAK dla czegoś innego.

Kiedy odmowę potraktujemy jako pole do negocjacji, a nie “stawianie się”, to możemy dojść do tego, że np. NIE jest tymczasowe, na najbliższe 5 minut, bo syn kończy level w grze. Albo, że NIE dotyczy np. wyniesienia śmieci, bo to obciach, ale córka chętnie wymieni to na inny obowiązek domowy choćby to było sprzątanie kuwety kota, bo wtedy nikt jej nie widzi i nie ocenia. Wracamy więc jak bumerang do słuchania tego, co dziecko chce nam powiedzieć.

Jeżeli chodzi o kary, to ja zdecydowanie wybieram naturalne konsekwencje. Jeżeli jesteśmy wytrenowani w karaniu, to przychodzi nam łatwo – TV, telefon, wyjścia, to nasz repertuar. Ja przekonałam się, że równie łatwo można wyćwiczyć się w odnajdywaniu naturalnych konsekwencji i korzystaniu z tego, co życie podaje nam na tacy. Początkowo warto pomóc w tym dziecku i wspólnie analizować sytuację. Dostałaś 1 – co teraz możesz z tym zrobić (długa lista możliwości), co chcesz z tym zrobić (lista się ogranicza do kilku pozycji), co ostatecznie zrobisz – wybór rozwiązania.

Wszystko oddajemy w ręce dziecka mądrze towarzysząc, czyli pozostając w dyspozycji bez narzucania. To działa, bo po czasie moja córka po prostu informuje mnie o wyborze, jakiego dokonała, a analizę robi już samodzielnie lub wcale, bo już wie, co jej pomaga, a co nie. Czasem decyduje, że pójdzie napisać poprawę, a czasem mówi, że z tego materiału lepiej nie będzie i postara się na kolejny sprawdzian, kiedy będą omawiać treści bardziej dla niej przyjazne. I ja to akceptuję i doceniam, bo to działa!

Jeśli wydaje Ci się to trudne i nadal uważasz, że kara należy się dziecku, to choć podkreślam, że jestem temu przeciwna, bo to ślepy zaułek, chcę prosić Cię o jedno. Nie dawaj kary zbyt surowej ani zbyt długiej, bo wtedy z dużym prawdopodobieństwem z czasem złagodzisz ją lub zupełnie z niej zrezygnujesz. To prosta droga do utraty autorytetu, bo dziecko wiedząc, że “przejdzie jej”, ani nie uczy się niczego na przyszłość, ani my nie budujemy swojej pozycji kompetentnego rodzica.

Zaufanie, to coś z czym rodzice mają dość duży kłopot. A już zaufanie względem nastolatka wydaje się często idee fixe. Jak to jest z tym zaufaniem i jego granicami?

Tak, to co napisałam powyżej, to również jest zaufanie. Ostatnio zaczęłam postrzegać je nie tylko w kategorii ufania dziecku, ale przede wszystkim bycia godnym zaufania. I paradoksalnie kiedy cofamy szlaban to zaufanie dziecka tracimy. Bo zaufanie, to wiara, że ktoś zrobi to, co deklaruje. Jeżeli więc nie przekonuje Cię rezygnacja z kar, to zastanów się co mówi o Tobie składanie obietnic i wycofywanie się z nich. Nawet, jeżeli obietnicą jest konfiskata telefonu.

Co więcej kiedy obiecujemy dziecku, że dostanie nowy tablet, a potem wycofujemy się mówiąc, że za te wyniki z chemii i fizyki mu się nie należy, to też zapominamy o tym, czym jest zaufanie. Więc jeżeli chcemy zaufać naszemu dziecku, pokażmy radykalnie na czym zaufanie tak naprawdę polega.

Druga strona medalu, to że zaufanie z definicji mamy do kogoś a priori. Nie trzeba na nie zasłużyć, a jedynie je utrzymać. Oczywiście kiedy nasze dziecko nas zawodzi i robi coś innego niż uzgodnione, to traci część naszego zaufania, ale po pierwsze utrata zakłada możliwość odbudowania go, a poza tym pamiętajmy, żeby zacząć od poziomu 100%.

Czyli i tu można powiedzieć o nauce przez przykład. To na koniec powiedzmy jeszcze o czymś znamiennym dla rodziców nastolatków – gdy czas ucieka i czujemy coraz większą niemoc, w niektórych pojawia się nieodparta potrzeba dokręcania śruby…

(Śmiech) już zapomniałam jak to jest… A tak serio, to z takim podejściem zmieniamy rodzinę w korporację, albo – z całym szacunkiem dla korporacji – jesteś coraz lepszy, albo wypadasz poza system lub wypalasz się. Chyba nie tego chcemy dla swoich dzieci.

Szczególnie w kontekście niezaprzeczalnego faktu, że dla okresu dorastania bardziej sensowne jest wydłużanie smyczy, aż stanie się ledwo zauważalną niteczką, taką, która jak w micie o Ariadnie pozwoli naszemu dziecku bezpiecznie do nas wrócić, ale nie będzie narzędziem kontroli i sterowania. Naturalne powinno być więc “odkręcanie śruby” i przenoszenie ciężaru na samosterowność, samodzielność, autonomię i działanie z motywacji własnej dziecka, a nie z zewnętrznego przymusu, ale to już temat na inną rozmowę.

Bardzo dziękuję!

Kim jest Basia Bielanik? Sama o sobie pisze tak…

Kobi­eta, żona, matka, ped­agog, blogerka, przed­siębiorca… To jednak tylko określenia, któ­re służą do uchwyceni­a nieuchwytnego. Jest­em osobą, która na własnej skórze poczuła co to jest niemoc, wś­ciekłość, smutek i bó­l. Wstałam, bo pomocn­ą dłoń wyciągnął do m­nie Marshall Rosenber­g – twórca Nonviolent­ Communication (NVC).­ Dzień, w którym zapr­osiłam do siebie Poro­zumienie bez przemocy, zmienił wszystko. Wp­rowadził spokój do mo­jego serca, a potem d­o relacji z dziećmi, mężem, innymi ludźmi.­ Kolejnym, naturalnym­ krokiem jest dla mni­e dzielenie się Mocą i przekazywanie jej d­alej. Prowadzę kursy online, grupę wsparcia na Facebooku, warsztaty, spotkania, konsultacje indywidualne i grupowe oraz piszę książkę dla rodziców nastolatków. Możesz mnie zn­aleźć na blogu www.szkolymocy.pl­

Zdjęcie: Basia Bogacka

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Kinga Pukowska
Prezeska Fundacji Polekont - Istota Przywiązania. Wspiera rodziców w zakresie Rodzicielstwa Bliskości oraz Slow Parenting. Trenerka rozwoju osobistego, coach i mediatorka. Działa jako doula, doradczyni chustowa oraz specjalistka w zakresie żywienia. Żona i mama trójki dzieci w Edukacji Domowej. Swoje doświadczenia opisuje na blogu Pozytywy Edukacji.
Podyskutuj

Podróż z dziećmi do Indii: 7 zachwytów, 7 zaskoczeń i 3 rozczarowania

Dzisiaj mijają dwa tygodnie odkąd znów jesteśmy w Polsce. Indyjska przygoda za nami… choć nadal trudno nam w to uwierzyć. „Jak to, że już „po”?” - tyle przygotowań, niepewności, potem nowości i wspaniałych przeżyć i to już koniec? Postanowiłam spisać moje zachwyty, zaskoczenia i rozczarowania, aby nic nam nie umknęło - i podzielić się nimi z Tobą!
  • Agnieszka Kaczanowska - 16/04/2019
Podróż z dziećmi do Indii - Agnieszka z dziećmi

Podróż z dziećmi do Indii, a dokładniej trzy miesiące w Goi (poprawnie) – na Goa (potocznie)

Trzy miesiące. I mało i krótko zarazem. Mogłabym godzinami opowiadać 😉 Ale nie bój się, nie zanudzę Cię, bo postanowiłam podzielić się tylko najważniejszymi zachwytami, zaskoczeniami i rozczarowaniami z naszej podróży. Miałam sporo wyobrażeń, pewnie tak jak i Ty, ale też różnych lęków i obaw myśląc o Indiach. Gotowa?

Zachwyt 1: Pogoda

Dla mnie cudowna. Słońce praktycznie każdego dnia (2 dni, w trakcie 3 miesięcy były bardziej pochmurne), temperatura 26-33 stopnie i nie było gorąco! No dobra, ja uwielbiam ciepło 😉 Lekki wiaterek wiał, a powietrze było suche. Dla mnie idealnie. Dopiero ostatnie dni marca, tuż przed naszym powrotem, było coraz cieplej i ciało cały czas było lekko wilgotne. W maju zawita tam monsun… Podobno teraz jest już za gorąco…

Zachwyt 2: Jedzenie

Wiedziałam, że lubię kuchnię indyjską, choć znałam ją wyłącznie w wersji polskiej… ale pokochałam. Masale w niezliczonych odsłonach, i moja ulubiona paneer butter masala, do tego ryż tak sypki i długi jakiego w życiu nie widziałam, przepyszne warzywa w surówkach czy na ciepło. Raj dla wegetarian 😉 Bo w tej części Indii, w której byliśmy łatwiej znaleźć restaurację wegetariańską niż no-veg! Choć nie ukrywam, że chętnie podjadałam dzieciom ich ukochane butter chicken masala 😉

Mój mąż nie podziela mojego zachwytu – więc to bardzo subiektywne…

Zaskoczenie 1: Chili

Nie wiedziałam, że jedzenie ostrych potraw to taka przyjemność. Kiedy w ustach czuć przyjemne pieczenie, oczy lekko łzawią i z nosa leci 😉 A myślałam, że ja nie lubię ostrych potraw! Co więcej dzieci też polubiły i całkiem zmienił się nam smak… Teraz każdy prosi, aby dodawać więcej chili do jedzenia!

Rozczarowanie 1: Śmieci

Są wszędzie. Jest ich dużo. To dla Europejczyka spory szok. Przez dwa tygodnie miałam ochotę zbierać je po drodze, choć i tak za chwilę pojawiłyby się nowe. To jest o tyle ciekawe, że każdego ranka w hinduskich domach i przed nimi, odbywa się rytuał sprzątania, a przed wejściem do domu obowiązkowo zdejmuje się buty. A śmieci są wszędzie. Nawet pan, który zbiera śmieci (segregując) gubi je po drodze i zupełnie się tym nie przejmuje… Nie raz nie dwa było tak, że coś wyrzuciłam do kosza, a potem znajdowałam to po drodze… Po 3 tygodniach pobytu nauczyliśmy się po prostu nie patrzeć na śmieci, ale chyba zawsze nas to będzie ruszać.

Zaskoczenie 2: Indian time

Lubię mieć różne sprawy pod kontrolą, zaplanować, przemyśleć i przewidzieć co i jak. W Indiach się nie da. Po prostu. Zbyt wiele rzeczy dzieje się nie w czasie umówionym, ale wtedy kiedy się dzieje… „Indian time”. Skuter ma być dzisiaj? Ok. Nie ma? Acha. A kiedy będzie? Jutro. Acha. I tak czekałam ze dwa tygodnie 😉 I wiesz, już po pierwszym tygodniu poczułam przyjemną ulgę, że wcale nie muszę kontrolować, denerwować się czy wkurzać. I że jak coś idzie nie tak, jak miało być, to nie jest problem, tylko inna opcja i tyle. Ileż stresów mnie w ten sposób ominęło! Teraz próbuję zatrzymać tą umiejętność choć nie jest łatwo…

Zachwyt 3: Morze

Morze Arabskie. Piękne. Plaża pias(czysta), z palmami i bardzo pusta (w części, w której mieszkaliśmy). Godzinami mogłam gapić się na fale 😉 A myślałam, że jestem bardziej „górska”.

Zaskoczenie 3: Internet

Wiele razy słyszałam, że w Indiach słabo z internetem. Ale wiedziałam też, że muszę go mieć – choćby nie wiem co – aby pracować! No i się udało. Czasem był w telefonie, czasem przez WiFi, czasem go nie było… Wtedy ratowałam się internetem w knajpkach 😉 Raz nie było nigdzie, bo ktoś strajkował! A kilka razy nie było internetu, bo była „bad weather” i słaby sygnał… Ale dałam radę! A właściwie to dałyśmy radę, bo mój internet miał nieraz wpływ na cały „mamopracowy” zespół.

Zaskoczenie 4: Ruch lewostronny

Nie byłam na to gotowa. Wiedziałam, że czeka mnie nauka jazdy na skuterze, ale nie wiedziałam (pewnie mogłam się domyślić), że w Indiach jest ruch lewostronny. Bałam się, ale zastosowałam opcję „jakoś to będzie” i było! Bardzo dobrze. No może kilka razy prawie wylądowałam na murze, albo rowie czy krowie, ale obyło się bez wypadków – na szczęście 😉 Wiatr rozwiewał mi włosy, trójka dzieci mogła jechać ze mną i było super! Szkoda, że w Krakowie skuterem zbyt niebezpiecznie, no i z trójką dzieci daleko bym nie zajechała…

Rozczarowanie 2: Angielski

No dobrze. Przyznam się. Miałam nadzieję, że podszkolę się w angielskim. Wygrzebię go z czeluści mojego mózgu, ale niestety. Nie było takiej potrzeby. Codzienna komunikacja była bardzo prosta, wielu Hindusów słabo mówi po angielsku (choć to język urzędowy), więc czasem musiałam mówić bardzo prostym językiem, abyśmy się zrozumieli, a i to nie gwarantowało powodzenia 😉 Podsumowując, może trochę przewietrzyłam nieco swój angielski – ale nie za dużo! A szkoda.

Rozczarowanie 3: Słodycze

Nie uwierzysz ale przez 3 miesiące nie jadłam dobrego deseru… no chyba, że upiekłyśmy brownie 😉 Serio. Słodycze indyjskie zupełnie nam nie smakowały. Być może nie trafiliśmy na nic dobrego – nie przekreślam wszystkich deserów w Indiach – ale te, które próbowaliśmy były tak słodkie, twarde, suche że aż niedobre… Generalnie cukru jest sporo w napojach, ciastkach i cukierkach, dużo więcej niż w tych samych produktach w Europie.

Za to owoce… bajka!

Zaskoczenie 5 i zachwyt 4: Dziewczynki w szkole

Zosia i Helenka nie bez obaw szły pierwszego dnia do szkoły. Zastanawiały się: jak to będzie rozmawiać tylko po angielsku? A czy wszystko zrozumieją? A co jeśli nie będą wiedziały o co chodzi?

Ja myślałam: A nie za gorąco tam? W końcu lekcje w szałasach… Czy nie zapomną o piciu wody? No i czy aby to bezpieczne, że cały dzień będą na plaży beze mnie (piątek był beach day?). Jak się okazało były też inne Polki, więc polski był w ruchu, a o wszystko inne dbali nauczyciele 😉 wracały zmęczone i szczęśliwe!

Zaskoczenie 6: Krzyś w przedszkolu

To było trudne. Nasz Krzyś (l. 5) w Polsce rok adaptował się do przedszkola, i nie lubił się z nami rozstawać. Dość naiwnie założyłam, że w Indiach może będzie inaczej… Nie było. I choć miał w przedszkolnej grupie trzech kolegów z Polski, a na terenie placówki kolejną piątkę polskich dzieci (siostry były w innej szkole), to każdy poranek był trudny. Nie pomagały przytulaski, dużo czasu razem popołudniami, zapewnienia o naszej miłości. Było ciężko. Choć wracał radosny i pełen opowieści o zabawach w błocie, małych małpkach, które regularnie ich odwiedzały, rzucaniu kamieni i bazach, które zbudował; rozstania były trudne.

Do czasu, aż…

Zachwyt 5: Córka

Zosia sama zdecydowała się zmienić szkołę, aby być z Krzysiem. Aby jemu było raźniej! To było bardzo piękne i dojrzałe, choć wcale nie takie łatwe dla niej. Jak się później okazało, ta zmiana była i dla niej korzystna. W pierwszej szkole obyła się z językiem i spokojnie się komunikowała, używając oczywiście także rąk i nóg ;-). W nowej szkole trafiła do klasy ze starszymi dziećmi od siebie, mówiła wyłącznie po angielsku, uczyła się matematyki, geografii, angielskiego i francuskiego – oczywiście po angielsku. I choć wracała jeszcze bardziej zmęczona i brudna, to widziałam w oczach dumę z samej siebie!

Helenka też stanęła na wysokości zadania i choć została w szkole bez siostry, czego się bała (w końcu we dwie raźniej) bardzo dzielnie i odważnie zaprzyjaźniała się z coraz większą grupą dzieci z całego świata!

Zachwyt 6: Ludzie

Moje doświadczenia wskazują na to, że Hindusi to bardzo dobrzy ludzie. Lubią dzieci, są serdeczni, uśmiechnięci i choć wielu z nich wiedzie bardzo skromne, lub nawet biedne życie, są pogodni. Przynajmniej my takich spotykaliśmy każdego dnia. Bałam się o bezpieczeństwo dzieci w obcym i dalekim kraju, a to było zupełnie niepotrzebne.

Zachwyt 7: Zaufanie

Przed wyjazdem bałam się, że ktoś nas może chcieć oszukać, okraść czy naciągnąć. Ale przebywając wśród Hindusów, dając się wozić, leczyć czy powierzając swoje dzieci, czułam się najbezpieczniej w życiu.

Może mieliśmy szczęście do ludzi? Może po prostu nic złego nas nie spotkało? No chyba, że ktoś nas tak oszukał, że dotąd się nie zorientowaliśmy 😉

Zaskoczenie 7: Praca zdalna

Miałam nadzieję, że się uda. Takie było założenie. Ale też sporo obaw. A okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. To nie tak, że nie było kłopotów, czy jakiś trudniejszych momentów – były. Zespół w Krakowie, a ja daleko, 4,5 h różnicy czasu. Dziewczyny dopiero się rozkręcały z działaniami ok. 10:30, a ja już kończyłam, bo zbliżała się 15:00 i czas odbierać dzieci. Ale wypracowałyśmy sobie rytm pracy. Planowałyśmy lepiej rozmowy, i czy był dobry czy zły internet, dawałyśmy radę rozmawiać i prowadzić wszystkie działania. A ja upewniłam się, że mamy super zespół! Dzięki dziewczyny!

To był niesamowity czas. Bardzo bogaty w doświadczenia i przeżycia. Czy coś się zmieniło w nas na lepsze? Zobaczymy!

A jeśli jesteś ciekawa, gdzie jest Goa, i upewnić się, że to nie jest wyspa 😉 kliknij tutaj >>>

A wiesz jak tam trafiliśmy? Jeśli nie, to zapraszam jeszcze tutaj 😉

Chcesz o coś zapytać napisz do mnie: [email protected]

Zdjęcia: Agnieszka Czmyr-Kaczanowska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  

Wynagrodzenie po urlopie macierzyńskim

Jednym z najczęściej pojawiających się pytań na etapie powrotu do pracy po urlopie, jest kwestia wynagrodzenia. Na jakie wynagrodzenie może liczyć? Co z dodatkami i premiami? Czy nadal przysługuje samochód służbowy?
  • Marzena Pilarz-Herzyk - 14/04/2019
mama z córeczką

W powyższej sytuacji należy rozpatrzyć kilka różnych sytuacji.

Powrót do pracy po urlopie macierzyńskim

W sytuacji, w której wracasz do pracy po urlopie macierzyńskim/rodzicielskim pracodawca ma obowiązek zapewnienia Ci wynagrodzenia takiego, jakie byś posiadała nie mając przerwy w pracy spowodowanej urlopem. W praktyce więc przysługują Ci również podwyżki, które otrzymałabyś, gdybyś nie była na urlopie.

Poniżej sprawdź kilka przykładów.

W czasie, gdy przebywałaś na urlopie, Twój zespół otrzymał 5% podwyżkę. Nie miały na nią wpływu wyniki indywidualne. Czy taka podwyżka wynagrodzenia powinna zostać uwzględniona po powrocie do pracy? TAK.

Przed przerwą urlopową miałaś wypracowane wyniki, przeszłaś pozytywnie ocenę roczną, ale zmiany umów nastąpiły w czasie, gdy Ty byłaś już na urlopie.
Czy Twoja umowa mogła zostać zmieniona podczas urlopu? TAK. Zmiana umowy może zostać dokonana w czasie urlopu. Podwyżka jednak nie przełożyłaby się na  wysokość zasiłku.

Czy Twoje wynagrodzenie powinno zostać zmienione po urlopie? TAK. Jeśli Twoja umowa nie została zmieniona w czasie urlopu, powinno to zostać zrobione tuż po Twoim powrocie do pracy.

Przed urlopem awansowałaś na stanowisko managerskie i zgodnie ze stopniami awansu w firmie od tego stanowiska przysługuje samochód. Po powrocie do pracy zmieniono Ci stanowisko pracy, ale w nowym dziale nie ma samochodów służbowych. Co z Twoim samochodem? Pamiętaj, że nadal masz ten sam stopień managerski, gdyż po powrocie nie można obniżyć stanowiska pracy (nowe stanowisko musi być zgodne z kompetencjami). To oznacza więc, że nadal zachowujesz
prawo do korzystania z samochodu służbowego.

Przed urlopem otrzymywałaś premię za określone dodatkowe zadania, zlecane przez przełożonego. Po powrocie z urlopu nie otrzymujesz już tych zadań, z racji powiększenia zespołu pracowniczego. Czy premia nadal Ci przysługuje? NIE. Nawet jeśli przed urlopem był to długi okres, mimo wszystko były to zadania ponad Twój standardowy zakres obowiązków i z tym wiązała się premia. Jeśli pracodawca nie ma w tej chwili dodatkowych zadań premiowanych dla Ciebie, premia nie będzie przysługiwała.

Powrót do pracy po urlopie wychowawczym

Nieco inaczej, niż powyżej wygląda sytuacja Twojego powrotu po urlopie wychowawczym. Tutaj bowiem, pracodawca nie może obniżyć Twojego wynagrodzenia. Nie ma jednak obowiązku uwzględniania ewentualnych podwyżek, które otrzymałabyś, gdybyś nie przebywała na urlopie.
A co zrobić w sytuacji, gdy bezpośrednio po urlopie macierzyńskim, wykorzystałaś urlop wychowawczy? Czy podwyżki za ten czas przysługują? Przepisy nie regulują wprost tej sytuacji.

Moim zdaniem należy jednak uwzględnić podwyżki, które przysługiwałyby za czas urlopu macierzyńskiego, natomiast już nie za okres urlopu wychowawczego.
Nie ma tutaj znaczenia, że formalnie wracasz z urlopu wychowawczego, gdyż wykorzystałaś go bezpośrednio po macierzyńskim.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Marzena Pilarz-Herzyk
Na co dzień mama dwóch synów Oskara i Oliwiera. Z wykształcenia prawnik. Z zamiłowania artystka. Zawodowo przez kilka lat związana z zarządzaniem przedsiębiorstwami, procedurami prawnymi i finansowymi. Od 2018 postanowiła zawodowo zająć się doradztwem prawnym przede wszystkim kobietom, mamom, rodzicom, ale również mniej świadomym swoich obowiązków pracodawcom. Prowadzi stronę mamaprawniczka.pl.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail