Czego szukasz

Jak przygotować się do życia z nastolatkiem?

Wizja nastolatka w domu to czas, na myśl o którym wielu rodziców ma gęsią skórkę. Trochę niby wiedzą, że to trudny okres, niektórzy nawet pamiętają jak przez mgłę swoje doświadczenia. Najczęściej jednak majaczy na horyzoncie wizja buntu, przeciągania liny, nastoletnich wybryków i innych rzeczy tego typu, które spędzają sen z powiek. Choć to proces, pewnego dnia odkrywamy, że nasz słodki niemowlak zaczyna coraz szybciej rosnąć i zamyka nam drzwi łazienki nie prosząc o pomoc przy myciu włosów… O tym jak żyć z nastolatkami rozmawiam z Basią Bielanik (szkolymocy.pl).

mama i córka siedzą naprzeciw siebie przy fontannie

Nawet bardzo uważni rodzice bywają zaskoczeni zmianami jakie zachodzą w codzienności z nastolatkiem. Czy zawsze tak jest? Czy można się do tego przygotować i kiedy warto zacząć? Jakie są twoje doświadczenia?

Zacznę od pytania, czy zawsze tak jest. Jedna z najlepszych rad, jakie usłyszałam w drugiej ciąży, to by przygotować się na to, że moje dzieci będą różne. Kiedy więc dwie moje córki mogą tak bardzo różnić się od siebie, to każde dziecko będzie inne, jedyne w swoim rodzaju. Kiedy zaczynają dorastać “to” może zacząć się szybciej lub później i przebiegać mniej lub bardziej burzliwie. Dlatego uniwersalnym kluczem nie są metody, narzędzia i wzorce zachowań, a kontakt z dzieckiem i budowanie relacji, które proponuję zamiast wychowywania.

Oj tak, mając trójkę dzieci potwierdzam w 100%, że każde dziecko jest inne. Choćby chowane w jednym domu, przez tych samych rodziców. To jest piękne, choć nieprzewidywalne. Niezależnie jednak od tych osobniczych różnic dochodzimy do momentu nastoletniości. Trochę mam wrażenie, że to jest taki moment w życiu rodzica, kiedy można powiedzieć “sprawdzam” – to co zbudowaliśmy przez pierwsze lata relacji z naszym dzieckiem teraz owocuje. Nasz młody człowiek sam zaczyna zmagać się z nowymi wyzwaniami, odkrywa, czasem myślę, że z obawą, nowe możliwości, buduje swoją świadomość. Dużo tego. Jednak wielu rodziców ma wrażenie, że to czas ciężki dla komunikacji, że ciągle trzeba powtarzać to samo, że to nie działa: „Już mu tłumaczyłem” „Już o tym tyle razy rozmawialiśmy” itd.

Jasne, że nie działa, bo nie słuchamy naszych dzieci. Rozmawianie i mówienie oznaczają dla nas często to samo, a tym samym nie są. Wydaje nam się, że z naszej pozycji osoby starszej, odpowiedzialnej i takiej, która przecież “już to przerabiała” możemy zamienić słuchanie naszego dziecka na wygłaszanie kazań, ocenianie, tłumaczenie i logiczne argumentowanie. A tak naprawdę istotę tego, czego nasze dzieci potrzebują zawarł Stephen Covey w jednym z cytatów w swojej książce “7 nawyków skutecznego działania”.

„Pewien ojciec zwierzył mi się:
Nie rozumiem mojego syna. W ogóle nie chce mnie słuchać.
Nie rozumiesz swojego syna, ponieważ on nie chce słuchać Ciebie?
Zgadza się!
Myślę, że aby zrozumieć drugiego człowieka, to ty musisz słuchać jego”.

Nauka słuchania to trudny proces. Nie ma recepty ani przepisu na bycie słuchającym rodzicem. W dzisiejszym szybkim życiu częściej chyba padają polecenia niż dyskusje. Warto zatroszczyć się o słuchanie, pewnie będzie można przeczytać o tym w Twojej książce? Nauczyciele i rodzice skarżą się też, że trudne rozmowy, a szczególnie te, w których werbalizowane są oczekiwania, polecenia czy przypominane zobowiązania łączą się z przewracaniem oczami, odpowiadaniem półsłówkami. Ogólne “zblazowanie” nastolatka oraz wieczne ociąganie, gdy już trzeba wykonać zadanie – to wszystko potrafi mocno zirytować nawet najtwardszego rodzica.

Ja nazywam to “objawami”. W wielkim uproszczeniu, kiedy mamy katar wiemy, że to wina wirusów lub bakterii i nie przyjdzie nam do głowy pomyśleć, że katar robi nam na złość. Kiedy nasze dziecko przewraca oczami, to warto upewnić się, co to oznacza. Zapytać:

„Chyba nie chce Ci się ze mną gadać. A gdybyśmy umówili się, że możesz mi szczerze powiedzieć dlaczego tak jest. Ja nie będę nic mówić, a Ty powiesz mi, jak chcesz, żebym Cię traktowała. Co sprawia, że chce Ci się ze mną rozmawiać. Ja nie wiem, czy dam radę spełnić wszystkie twoje oczekiwania, ale teraz nawet ich nie znam. Obiecuję, że posłucham bez przerywania i wygłaszania kazań”.

Może powiesz teraz, że dziecko i tak nie będzie chciało. Moje doświadczenia mówią, że dzieci są zdziwione nagłą zmianą perspektywy, ale wchodzą w to chętnie i z energią. Jeżeli tak się nie dzieje, to może oznaczać, że zbyt długo już przewraca oczami, a Ty nie odczytujesz tego jako ważnego przekazu i straciło wiarę, że to cokolwiek zmieni. Ja jednak bardzo rekomenduję zmianę paradygmatu – zamiast brać to do siebie, mówić o braku szacunku i niewychowanej młodzieży, dowiedzieć się jakie bakterie lub wirusy stoją za tym “katarem”.

Dziecko to po prostu mały człowiek. Traktujmy je tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani. To chyba wiele ułatwia w komunikacji. Moje średnie dziecię (zaraz skończy 11 lat) czasem przychodzi ze smutną miną i żali się „Mamo, bo ja mam taki trudny etap w życiu”. Pewnie nie jestem jedyną mamą, która słyszy takie słowa. Jak mądrze towarzyszyć nastolatkowi w trudnym procesie dojrzewania?

Jeżeli nastolatek przychodzi do Ciebie z takimi słowami, to otwieraj szampana. Nie po to, by go częstować, ale świętować, że jesteś dla niego ważna. Ja jestem przekonana, że najpiękniejsze, co możesz w tym momencie zrobić, to odpuścić sobie wychowanie i stać się właśnie towarzyszem, przyjaciółką własnego dziecka. Wysłuchać bez oceniania i zanim zaczniesz sypać, jak z rękawa radami i rozwiązaniami, zapytać, czy dziecko tego potrzebuje.

Może chce tylko się wygadać, bo wie już, że w słowach wypowiedzianych słychać więcej niż w myślach, a rozwiązanie czasem przychodzi samo. Może chce się wygadać mimo, że na ten moment nie ma rozwiązania. Może chce usłyszeć od nas jak to było z nami, czy my przeżywałyśmy podobne rozterki. Kiedy nie wiemy, czego oczekuje, nie mamy możliwości by mu to dać. To tak, jak gdybyśmy przyszły do kasy na dworcu i poprosiły o bilet nie do Krakowa.

Mam poczucie, że już dawno odpuściłam wychowanie, a dzieci ciągle uczą mnie czegoś nowego.
Obie wiemy, że kary i nagrody nie działają. Jednak wielu rodziców szuka sposobu jak „układać” się z nastolatkiem. Jak robić to szanując swoje własne rodzicielskie potrzeby i granice, a jednocześnie znaleźć gotowość na nastoletnie “NIE”?

To może początkowo wydawać się trudne, ale mnie bardzo pomaga przyjęcie jednego z podstawowych założeń Porozumienia bez przemocy: każde NIE dla czegoś, jest TAK dla czegoś innego.

Kiedy odmowę potraktujemy jako pole do negocjacji, a nie “stawianie się”, to możemy dojść do tego, że np. NIE jest tymczasowe, na najbliższe 5 minut, bo syn kończy level w grze. Albo, że NIE dotyczy np. wyniesienia śmieci, bo to obciach, ale córka chętnie wymieni to na inny obowiązek domowy choćby to było sprzątanie kuwety kota, bo wtedy nikt jej nie widzi i nie ocenia. Wracamy więc jak bumerang do słuchania tego, co dziecko chce nam powiedzieć.

Jeżeli chodzi o kary, to ja zdecydowanie wybieram naturalne konsekwencje. Jeżeli jesteśmy wytrenowani w karaniu, to przychodzi nam łatwo – TV, telefon, wyjścia, to nasz repertuar. Ja przekonałam się, że równie łatwo można wyćwiczyć się w odnajdywaniu naturalnych konsekwencji i korzystaniu z tego, co życie podaje nam na tacy. Początkowo warto pomóc w tym dziecku i wspólnie analizować sytuację. Dostałaś 1 – co teraz możesz z tym zrobić (długa lista możliwości), co chcesz z tym zrobić (lista się ogranicza do kilku pozycji), co ostatecznie zrobisz – wybór rozwiązania.

Wszystko oddajemy w ręce dziecka mądrze towarzysząc, czyli pozostając w dyspozycji bez narzucania. To działa, bo po czasie moja córka po prostu informuje mnie o wyborze, jakiego dokonała, a analizę robi już samodzielnie lub wcale, bo już wie, co jej pomaga, a co nie. Czasem decyduje, że pójdzie napisać poprawę, a czasem mówi, że z tego materiału lepiej nie będzie i postara się na kolejny sprawdzian, kiedy będą omawiać treści bardziej dla niej przyjazne. I ja to akceptuję i doceniam, bo to działa!

Jeśli wydaje Ci się to trudne i nadal uważasz, że kara należy się dziecku, to choć podkreślam, że jestem temu przeciwna, bo to ślepy zaułek, chcę prosić Cię o jedno. Nie dawaj kary zbyt surowej ani zbyt długiej, bo wtedy z dużym prawdopodobieństwem z czasem złagodzisz ją lub zupełnie z niej zrezygnujesz. To prosta droga do utraty autorytetu, bo dziecko wiedząc, że “przejdzie jej”, ani nie uczy się niczego na przyszłość, ani my nie budujemy swojej pozycji kompetentnego rodzica.

Zaufanie, to coś z czym rodzice mają dość duży kłopot. A już zaufanie względem nastolatka wydaje się często idee fixe. Jak to jest z tym zaufaniem i jego granicami?

Tak, to co napisałam powyżej, to również jest zaufanie. Ostatnio zaczęłam postrzegać je nie tylko w kategorii ufania dziecku, ale przede wszystkim bycia godnym zaufania. I paradoksalnie kiedy cofamy szlaban to zaufanie dziecka tracimy. Bo zaufanie, to wiara, że ktoś zrobi to, co deklaruje. Jeżeli więc nie przekonuje Cię rezygnacja z kar, to zastanów się co mówi o Tobie składanie obietnic i wycofywanie się z nich. Nawet, jeżeli obietnicą jest konfiskata telefonu.

Co więcej kiedy obiecujemy dziecku, że dostanie nowy tablet, a potem wycofujemy się mówiąc, że za te wyniki z chemii i fizyki mu się nie należy, to też zapominamy o tym, czym jest zaufanie. Więc jeżeli chcemy zaufać naszemu dziecku, pokażmy radykalnie na czym zaufanie tak naprawdę polega.

Druga strona medalu, to że zaufanie z definicji mamy do kogoś a priori. Nie trzeba na nie zasłużyć, a jedynie je utrzymać. Oczywiście kiedy nasze dziecko nas zawodzi i robi coś innego niż uzgodnione, to traci część naszego zaufania, ale po pierwsze utrata zakłada możliwość odbudowania go, a poza tym pamiętajmy, żeby zacząć od poziomu 100%.

Czyli i tu można powiedzieć o nauce przez przykład. To na koniec powiedzmy jeszcze o czymś znamiennym dla rodziców nastolatków – gdy czas ucieka i czujemy coraz większą niemoc, w niektórych pojawia się nieodparta potrzeba dokręcania śruby…

(Śmiech) już zapomniałam jak to jest… A tak serio, to z takim podejściem zmieniamy rodzinę w korporację, albo – z całym szacunkiem dla korporacji – jesteś coraz lepszy, albo wypadasz poza system lub wypalasz się. Chyba nie tego chcemy dla swoich dzieci.

Szczególnie w kontekście niezaprzeczalnego faktu, że dla okresu dorastania bardziej sensowne jest wydłużanie smyczy, aż stanie się ledwo zauważalną niteczką, taką, która jak w micie o Ariadnie pozwoli naszemu dziecku bezpiecznie do nas wrócić, ale nie będzie narzędziem kontroli i sterowania. Naturalne powinno być więc “odkręcanie śruby” i przenoszenie ciężaru na samosterowność, samodzielność, autonomię i działanie z motywacji własnej dziecka, a nie z zewnętrznego przymusu, ale to już temat na inną rozmowę.

Bardzo dziękuję!

Kim jest Basia Bielanik? Sama o sobie pisze tak…

Kobi­eta, żona, matka, ped­agog, blogerka, przed­siębiorca… To jednak tylko określenia, któ­re służą do uchwyceni­a nieuchwytnego. Jest­em osobą, która na własnej skórze poczuła co to jest niemoc, wś­ciekłość, smutek i bó­l. Wstałam, bo pomocn­ą dłoń wyciągnął do m­nie Marshall Rosenber­g – twórca Nonviolent­ Communication (NVC).­ Dzień, w którym zapr­osiłam do siebie Poro­zumienie bez przemocy, zmienił wszystko. Wp­rowadził spokój do mo­jego serca, a potem d­o relacji z dziećmi, mężem, innymi ludźmi.­ Kolejnym, naturalnym­ krokiem jest dla mni­e dzielenie się Mocą i przekazywanie jej d­alej. Prowadzę kursy online, grupę wsparcia na Facebooku, warsztaty, spotkania, konsultacje indywidualne i grupowe oraz piszę książkę dla rodziców nastolatków. Możesz mnie zn­aleźć na blogu www.szkolymocy.pl­

Zdjęcie: Basia Bogacka

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Prezeska Fundacji Polekont - Istota Przywiązania. Wspiera rodziców w zakresie Rodzicielstwa Bliskości oraz Slow Parenting. Trenerka rozwoju osobistego, coach i mediatorka. Działa jako doula, doradczyni chustowa oraz specjalistka w zakresie żywienia. Żona i mama trójki dzieci w Edukacji Domowej. Swoje doświadczenia opisuje na blogu Pozytywy Edukacji.
Podyskutuj

Czy my, po tym wszystkim będziemy potrafili się tak po prostu przytulać?

Od ponad roku niezmiennie pozostajemy w dziwnym czasie. Być może mocno wymagającym dla Ciebie. Wielu rodziców, z którymi niedawno rozmawiałam (często online), mówiło mi, że po prostu chce przetrwać te najbliższe dwa tygodnie. Nie przeżyć, nie odpocząć, PRZETRWAĆ. A jak jest z Tobą?

Czy my, po tym wszystkim będziemy potrafili się tak po prostu przytulać?

Tryb przetrwania część z nas włączyło już ponad rok temu. Widzę zmęczenie – sama je też mocno odczuwam. I to nie jest tak, że nie doceniam tego, że na ten moment zarówno ja, jak i moi najbliżsi są zdrowi. Bo doceniam. Bardzo!

Ostatnio usłyszałam takie pytanie od bliskiej mi osoby, którą od ponad roku widzę wyłącznie dzięki łączeniom online:

„Czy my, po tym wszystkim, będziemy potrafili się tak po prostu przytulać?”

Będziemy potrafili?

Mam poczucie, że będziemy na nowo oswajali się z bliskością, uczyli się na nowo dotyku. A czy teraz potrafimy same siebie przytulić? Tak po prostu? Pogłaskać się po ramieniu na przykład za niesamowitą pracę, którą wykonujemy będąc w tym samym czasie z dziećmi, z bliskimi, ze współpracownikami – w naszym domu, salonie, kuchni podczas rozmów w pracy, nauki zdalnej, zdalnym przedszkolu (!).

Interesują Cię nasze propozycje dla rodziców?

Zapisz się do newslettera Mamo Pracuj i nie przegap żadnych nowości!

Zapisując się na newsletter, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych na zasadach określonych w polityce prywatności. W każdej chwili zgodę możesz wycofać.

Pogłaskać się i popatrzeć na siebie z czułością, kiedy padamy po całym dniu z dziećmi na kwarantannie i kolejny już raz wymyślałyśmy niesamowite rzeczy i zabawy, żeby dać im trochę beztroskiej normalności. Zachęcam Cię do tego. Do zatrzymania się. Nawet na chwilkę. Doceń się. Przytul. Sprawdź czego potrzebujesz. Tu. Teraz.

Przeczytaj także: Jak mieć więcej czasu dla siebie?

Dokładnie w tej chwili. Zrób sobie długą (więcej niż 5 minutową) gorącą kąpiel, połóż się wcześniej spać, poprzytulaj się z dziećmi dłużej niż zwykle, zjedz czekoladę, idź pobiegać lub na poranny spacer – sama ze sobą, w ciszy. Łap mikro-chwile dla siebie. Bądź dla siebie tak czuła i wspierająca tak, jak jesteś dla swoich dzieci, dla swoich bliskich.

Dużo dobrego dla Ciebie!

Ps. Będzie mi miło, kiedy napiszesz, jaki jest Twój sposób na zadbanie o siebie, skoro się już tak rozpisałam…

Przeczytaj jeszcze: Jak organizować życie rodziny, żeby mieć czas dla siebie?

Zdjęcie: Canva

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Jestem mamą mądrej indywidualistki. Posiadam doświadczenie w koordynacji projektów, prowadzeniu szkoleń oraz doradztwa. Uwielbiam spędzać czas z rodziną, podróżować, czytać książki i celebrować picie kawy. W "wolnym" czasie wspieram osoby chore onkologicznie.

Bon turystyczny. Nowe zasady w 2021 r.

Od 1 sierpnia 2020 roku można korzystać z bonu turystycznego. Osoby do niego uprawnione mogą rejestrować się i aktywować bon na Platformie Usług Elektronicznych (PUE) ZUS, a po aktywacji mogą nim zapłacić za usługi hotelarskie lub imprezy turystyczne w podmiotach zarejestrowanych na PUE ZUS i wpisanych na listę przez Polską Organizację Turystyczną. Nowelizacja ustawy ze stycznia 2021 roku, poszerzyła listę miejsc, w których można wykorzystać świadczenie. Sprawdź!
Mama, tata i syn siedzą na mostku nad wodą w słoneczny, wakacyjny dzień

Aktualizacja z 27.04. 2021

Bon turystyczny. Nowe zasady w 2021 r.

Bon turystyczny jest jednym z narzędzi mających wesprzeć wspomóc polską gospodarkę w obliczu pandemii. Miał zachęcić Polaków do podróżowania po naszym kraju. Świadczenie przysługuje 6 mln dzieci w Polsce, ale okazuje się jednak, że do tej pory wykorzystano 5 proc. bonów z pobranych 10 proc. Przyczyną małego zainteresowania być może był ograniczona ilość miejsc, w których można było wykorzystać bon.

22 stycznia 2021 znowelizowana przez Sejm ustawa o Polskim Bonie Turystycznym wprowadziła poprawki i od teraz zapłacimy nim w większej ilości miejsc:

  • w biurach podróży – pod warunkiem, że wycieczka odbędzie się w kraju,
  • pokryjemy koszt muzeów, galerii,
  • zapłacimy za wycieczki bez zakwaterowania, przewodników czy instruktorów (warunkiem jest objęcie pakietem minimum dwóch usług, np. nocleg + wejście do parku rozrywki)
  • opłacimy przejazd autokarem lub rejs statkiem.

Wersja artykułu z 19.06.2020 r.

Wakacje – czy to sen?

Jeszcze niedawno w naszych głowach marzenia o wakacjach były bardzo nieśmiałe, pandemia hulała na całego i przez pewien czas wyjście z rodziną na spacer było zachcianką nie do spełnienia. Jednak im dalej, tym więcej obostrzeń zostało zniesionych, od niedawna można podróżować, otwarte są hotele i pensjonaty, jednak po koronawirusowym spustoszeniu gospodarczym nie każdego stać na beztroski odpoczynek. Rząd jednak zdecydował się na rozwiązanie, które ma pomóc polskim rodzinom a zarazem polskiej branży turystycznej.

Przeczytaj także: Wakacje 2020 – jak je zaplanować

Bon turystyczny 500 plus

Najpierw zrobiło się sporo szumu gdy w obieg poleciała informacja, że rodzinom zostanie przyznane 1000 zł na wakacje, z tym że warunki były dwa – umowa o pracę oraz zarobki nie przekraczające kwoty przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia (5200 zł brutto). Pomysł szybko zaczął się przekształcać, bo nie był w stanie trafić do wszystkich, był też niejako niesprawiedliwy wobec osób, które straciły pracę z powodu pandemii. Ostatecznie ewoluował w ideę bonu w wysokości 500 zł na wakacyjne wydatki z tym, że nie na rodzinę, a na każde dziecko, bez żadnych warunków związanych z zatrudnieniem czy zarobkami.

Jak to działa?

500 zł na wakacje dla każdego dziecka do 18 r.ż. (dla dziecka niepełnosprawnego kwota bonu ma wynieść 1000 zł), jest przyznawane w postaci kodu elektronicznego, po zarejestrowaniu się na Platformie Usług Elektronicznych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (PUE ZUS) po pozytywnej weryfikacji.

Bon, w formie unikalnego, 16-cyfrowego numeru, otrzymasz za pomocą wiadomości tekstowej na wskazany przez Ciebie numer telefonu lub adres poczty elektronicznej. Z bonu turystycznego, niezależnie od poziomu przychodów będzie mogło skorzystać niemal 6,5 miliona polskich dzieci, w tym także dzieci rodziców pracujących za granicą.

Warto wziąć pod uwagę, że z bonu będzie można korzystać w miejscach, które przystąpią do programu i będą przyjmować zapłatę w takiej formie. Bonem będzie można zapłacić przewoźnikom, w hotelach czy opłacić kolonie, ale także skorzystać z pakietów typu nocleg+wyżywienie. Fakt zapłaty w takiej formie trzeba będzie zgłaszać podczas rezerwacji lub przy zakwaterowaniu.

Kod jest do wielorazowego korzystania w różnych miejscach, aż do wykorzystania wszystkich środków, a nie jak z początku myślano jednorazowy, gdzie niewykorzystane środki miałyby przepaść.

Listę miejsc i przedsiębiorców, które przystąpią do programu będzie można znaleźć na stronie internetowej Polskiej Organizacji Turystycznej.

Przeczytaj także: Jak nie zwariować w podróży z dziećmi

Na lody, do Maca czy na zajęcia przez internet?

Prezydent Andrzej Duda zaznaczył, że pieniądze nie będą obejmowały wydatków niezwiązanych z branżą turystyczną, tak więc nie zapłacimy bonem w sklepach, punktach gastronomicznych ani restauracjach. Nie wykorzystamy go również na zorganizowanie dziecku wakacji w domu – zajęć przez internet czy innych tego typu atrakcji ponieważ cała idea ma na celu wsparcie polskiej gospodarki turystycznej.

Nie wybierasz się na wczasy? Zorganizuj swojemu dziecku przedszkole online!

Wakacje w dobie pandemii? No nie wiem…

Z pewnością nie każdy na myśl o wakacyjnej zapomodze finansowej czuje hurraoptymizm i ogromną potrzebę wyjazdu, wciąż dużo osób boi się zakażenia koronawirusem i nie chce podróżować narażając siebie czy dzieci. Na pewno część osób nie jest w stanie zaplanować wakacji bo musi pracować, a niektórzy wyjadą na wakacje zaraz po zakończeniu roku szkolnego. Kto wobec tego może skorzystać z bonu na wakacje i do kiedy musi go wykorzystać?

Bon turystyczny straci ważność 31 marca 2022 r., a więc nie trzeba go wykorzystywać od razu. Będzie można z niego skorzystać podczas ferii zimowych, czy też wakacji za rok (pod warunkiem, że nie wrócą obostrzenia związane z Covidem).

W wakacje #zostajeszwdomu? Wybierz matematykę online dla swojego dziecka.

Zdjęcie: Storyblocks

Źródło: onet.pl, money.pl, gov.pl, onet.pl, zus.pl, wp.pl

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Szczęśliwa żona i mama czwórki dzieci. Macierzyństwo to jej największa pasja, motywująca do rozwoju i działania. Z przyjemnością oddaje się pisaniu. Kocha muzykę, kino i dobre jedzenie. Lubi śledzić trendy i wprowadzać je w życie. Zawodowo początkująca, ale z apetytem na sukces.

Polecane artykuły

oferty
pracy
Sprawdź pełną listę
baza
pracodawców
Pracodawca przyjazny rodzicom
Reklama
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×