Czego szukasz

Jak pogodzić kurs programowania online z pracą i macierzyństwem?

Jest mamą dwójki dzieci, wraz z mężem prowadzi firmę, a jeszcze zdecydowała się ukończyć kurs programowania. Anna opowiada jak dawała sobie radę na kursie kodowania online, dlaczego miała ochotę to rzucić w diabły i dlaczego tego nie zrobiła. Przeczytaj wywiad i przekonaj się, czy taki kurs to nie jest rozwiązanie dla Ciebie.

  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 20/04/2017
Anna Kwarta z synem

Aniu, dlaczego zdecydowałaś się na bootcamp online od Kodilli? Nie jesteś klasycznym przykładem osoby, która chce się przekwalifikować i wejść do branży IT. Pracę już przecież masz…

Główny powód to przede wszystkim rozwój nowych umiejętności. Właściwie od początku mojej pracy zawodowej zajmuję się projektowaniem graficznym, głównie na potrzeby druku. Myślałam o rozszerzeniu wiedzy o nowe umiejętności. Nie chciałam się w przekwalifikowywać. Zastanawiałam się co mogłoby mi się najbardziej przydać, a jednocześnie sprawiać przyjemność. Wybór padł na programowanie.

Prowadzisz firmę razem z mężem – czym się zajmujecie i dlaczego akurat front-end był Ci potrzebny?

Prowadzimy pracownię graficzną i wydawnictwo. Sporo projektów wykonuję pod druk, ale coraz częściej zaczęły pojawiać się zapytania o web design, również od strony kodowania.

Branża, w której pracuję w dużym stopniu opiera się na zaufaniu. Współpraca z firmami trwa przez wiele lat. Potrzeby rynku bardzo dynamicznie się zmieniają, firmy promują się na papierze, w formie elektronicznej, w social mediach. Klientom zależy na kompleksowej obsłudze.

Zaczęłam też obserwować rynek pracy dla grafików. Umiejętności z kodowania nie są już tylko mile widzianym „dodatkowym atutem” na stanowisko grafika. Zapotrzebowanie na takie umiejętności pojawia się już w co drugim ogłoszeniu. Oczywiście przekłada się to również na zarobki.

Jesteś pracującą mamą dwójki dzieci. Prowadzisz firmę, uczysz grafiki w szkole i jeszcze kurs programowania. Szacun. Możesz mi powiedzieć jak to robisz? Jak znalazłaś jeszcze czas na kurs? Może musiałaś z czegoś zrezygnować w tym czasie?

Zaczynając kurs miałam spokojny okres w pracy. Wiedziałam, że czasowo dam radę. W drugiej połowie trwania kursu wygospodarowanie dodatkowych godzin na naukę zaczęło być coraz trudniejsze.

Od listopada aż do końca grudnia zaczęła się intensywna praca związana z końcem roku i świętami, a późne wieczory z Kodillą czasem musiałam zamienić na nadganianie zleceń. Dodatkowo materiał do przerobienia na kursie był wówczas najtrudniejszy.

Bywało naprawdę ciężko. Zdecydowanie łatwiej może być osobom, które kończą edukację lub są w trakcie, albo takim, które pracują, ale po pracy mają czas na naukę.

Dla mnie jako mamy, spokojny czas na pracę z Kodillą zaczynał się koło 21. Wiedza, którą musiałam przyswoić wymagała skupienia, ciszy i wolnej głowy.

Czy z czegoś w tym okresie zrezygnowałam? Najłatwiej byłoby ograniczyć zlecenia, ale na to też nie mogłam sobie do końca pozwolić. To co najbardziej się zmieniło w tym okresie to weekendy – czas dla rodziny zamieniłam na ten spędzany przed komputerem.

Mąż bardzo mi to zadanie ułatwił. Wyjeżdżał z dziećmi, czasem na całe weekendy, żebym mogła intensywnie pracować i nadrabiać zaległości z tygodnia. Mam też taki rytuał wieczorny – czytanie. Nadal czytałam, ale o kodowaniu i na ekranie laptopa ;).

Kurs online wymaga wielkiej samodyscypliny – nie miałaś „pokus” żeby dzisiaj odpuścić, albo inne sprawy były ważniejsze do zrobienia danego dnia? Czy trudno było Ci się zmobilizować, pracować systematycznie?

Oczywiście też tak bywało. Początek nie był dla mnie trudny, bo okazało się, że sporo pamiętałam z nauki kodowania. Podstaw html i cssa uczyłam się około 15 lat temu, ale okazało się, że dużo pozostało w pamięci. Oczywiście sporo się też zmieniło i te różnice musiałam poznać. Pierwsze moduły bardzo mnie zafascynowały, to mi dawało siłę. Trochę później miałam kryzys.

Nauka kodowania wymaga bardzo dużej dyscypliny i systematycznej pracy. Ideałem byłoby pracować codziennie. W tygodniu najczęściej siadałam do nauki wieczorem (niestety dopiero wtedy miałam czas), a w weekendy intensywnie nadrabiałam zaległości z tygodnia. Kurs daje bardzo duże podstawy, ale po kursie nadal się uczę.

Fajnie, że do całego panelu kursanci mają dostęp jeszcze przez dwa miesiące po zakończeniu. Korzystam z tej możliwości, bo wiedza jest tam bardzo przystępnie przedstawiona. Z kursu wiem też już z jakich stron korzystać, żeby uczyć się dalej.

Nie wolałbyś kursu stacjonarnego? Dlaczego wybrałaś akurat naukę online?

Pierwsza zaleta kursu online to elastyczność czasu. Druga to samodzielna nauka. Materiał, zadanie, wiedzę mam, resztę wyjaśniam z mentorem. Każdy uczy się w swoim tempie i w czasie jaki mu pasuje. Dzięki temu nie muszę z niczego rezygnować.

Przed decyzją zrobiłam rekonesans. Dzienne kursy, łączyłyby się z rezygnacją z pracy, a popołudniowe trudne byłby ze względu na dzieci. Dodatkowo traciłabym dużo czasu na dojazdy.

Jakie były najtrudniejsze momenty w trakcie nauki? Może chciałaś to wszystko rzucić w cholerę 🙂

Najtrudniejszy dla mnie był brak czasu. Nie rzuciłam kursu, ale już nie mogłam doczekać się końca. Miałam poczucie, że jestem cały czas w pracy. Brakowało mi takich momentów na relaks z rodziną, wspólny wyjazd. W weekendy mąż często zabierał dzieciaki na wycieczki, a ja w tym czasie kodowałam.

Drugą trudnością była wiedza, jaką musiałam przyswoić.

Pierwsze moduły (html, css, Bootstrap, Sass) wiem że są dla mnie, z kolejnymi muszę się przełamać.
Na szczęście wspierał mnie w trudnościach mentor. Pomagał, jak nie wychodziło, wskazywał błędy, motywował do pracy i chwalił za dobrze wykonanie zadanie. Ucząc się samodzielnie bez takiego wsparcia, tkwiłabym w punkcie bez wyjścia, tracąc mnóstwo czasu. Wtedy z pewnością rzuciłabym całą naukę w cholerę!

Ale nie rzuciłaś nauki bo… ?

Na szczęście na co dzień widzę, że jest mi to potrzebne. Dodatkowo odkryłam też olbrzymią przyjemność z tworzenia stron internetowych. Mogę się przy tym spełnić również jako grafik.

Przy okazji okazało się, co jeszcze warto poznać np. WorldPressa czy Adobe Premiera. Mam się czego uczyć 🙂

Ukończyłaś kurs kilka miesięcy temu i co dalej?

Powoli zaczynam przyjmować pierwsze, proste zlecenia i odważam się je robić! Mam też plan, co muszę opanować perfekcyjnie, a w czym mogę się jedynie orientować. Dałam sobie rok, nie muszę już i teraz. Za rok dam znać jak wyszło 😉

Na koniec proszę o słowo zachęty do mam, które chcą… a boją się – dlaczego warto, co im poradzisz, jak mają się uczyć, mobilizować, żeby ukończyć kurs…

Przede wszystkim warto mieć pracę, którą się lubi. Dla mnie odkąd 9 lat temu pojawiła się moja córka na świecie, ważny był elastyczny czas pracy. To oczywiście nie zawsze da nam firma, która nas zatrudnia. Programowanie jest zawodem, które możemy wykonywać również z domu, czy jako freelancer. Warto też korzystać z takiego okresu jak urlop wychowawczy, macierzyński do nauki.

Później jak wracamy do pracy, jest znacznie ciężej. Ja właściwie dopiero teraz, jak mam dzieci w szkole (syn w pierwszej klasie, córka w czwartej) mogę więcej czasu poświęcić na dokształcanie.

Ważne żeby przed rozpoczęciem kursu zaplanować 3 miesiące na spokojną naukę. Może uda się z czegoś zrezygnować albo zorganizować rodzinę do pomocy. A jak już zaczniemy to systematyczność jest najważniejszą zasadą.

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiała Joanna Gotfryd

Do dzieła!

Chcesz spróbować swoich sił w programowaniu tak jak Anna? Jeśli zapiszesz się na kurs on-line w Kodilla, dostaniesz 5% zniżki. Najbliższy kurs rusza już 10 maja!

 

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Podyskutuj

Video: Wszystko co chcesz wiedzieć o roli Scrum Mastera

Na naszej grupie #Mamo pracuj w IT tylko dla członków grupy organizujemy różne akcje tematycznem, np. przeprowadzamy rozmowy z ekspertami najbardziej popularnych dziedzin IT. Ostatnio udostępniłyśmy Wam live na temat początków programowania, a już dziś możecie zobaczyć drugi - o zawodzie Scrum Mastera. Naszą rozmówczynią była Justyna Wykowska. Oglądnij film i dowiedz się jak zostać Scrum Masterem.
  • Agnieszka Wadecka - 23/07/2019
Dłoń trzymająca kartkę

Wszystko co chciałabyś wiedzieć o roli Scrum Mastera

W marcu 2019, na naszej grupie na FB #Mamo pracuj w IT prowadziłyśmy serię LIVE’ów o początkach w branży IT.

Drugi live w Tygodniu Kobiet w IT

Naszym gościem była Justyna Wykowska z ProCognita, która jest agile coachem i trenerką metody Scrum. W tym wywiadzie dowiesz się więcej na temat Justyny i jej pracy.

Live prowadziła Agnieszka Czmyr-Kaczanowska.

O czym rozmawiałyśmy?

Agnieszka z Justyną rozmawiały o pracy Scrum Mastera, odpowiedziały na pytania takie jak:

  • Czym praktycznie zajmuje się Scrum Master?
  • Jak się przebranżowić na Scrum Mastera?
  • Jakie kompetencje są przydatne w tej roli?
  • Jakie wyzwania stoją przed Scrum Masterem który zaczyna pracę?
  • Jak się można przygotować/nauczyć do roli Scrum Mastera?
  • Czy szkolenia, certyfikaty są niezbędne?
  • Jak szukać pierwszej pracy jako Scrum Master?

Zobacz nagranie z naszej rozmowy:

Inne tematy jakie podjęłyśmy to:

Więcej o projekcie #MamoPracujwIT przeczytasz tutaj >>>

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Wadecka
Szczęśliwa żona i mama czwórki dzieci. Macierzyństwo to jej największa pasja, motywująca do rozwoju i działania. Z przyjemnością oddaje się pisaniu. Kocha muzykę, kino i dobre jedzenie. Lubi śledzić trendy i wprowadzać je w życie. Zawodowo początkująca, ale z apetytem na sukces.

Od technika farmacji do front-end developera, czyli jak uzyskać finansowanie szkolenia z urzędu pracy?

Dziś rozmawiamy z Wiolettą Szłapak, która zdecydowała się całkowicie zmienić branżę i zacząć pracować w świecie IT. Wioletta opowiada o tym, jak udało jej się uzyskać całkowite finansowanie kursu, który otworzył przed nią możliwość realizacji jej marzeń. Dzieli się historią, która, choć miała wiele zawirowań, zakończyła się dla niej pomyślnie.
  • Karolina Łachmacka - 22/07/2019

Dlaczego zdecydowałaś się na przebranżowienie i jak wybrałaś kurs?

Dlatego, że do odważnych świat należy! A tak zupełnie serio to wybierając kierunek studiów (biologia) nie zastanawiałam się, co będzie potem. Po prostu interesowałam się biologią i żyłam bardziej „tu i teraz”. Na szczęście w trakcie trwania studiów (które w międzyczasie z dziennych przekształciły się w zaoczne) rodzice okiełznali nieco moją romantyczną naturę i trochę mną pokierowali. Ukończyłam więc kierunek technik farmacji i przez wiele lat pracowałam w aptece. Kochałam tę pracę, kontakt z ludźmi, możliwość niesienia pomocy, przygotowywanie leków, apteczny zapach. W tamtym momencie to było coś, co mnie satysfakcjonowało.

Gdy zaszłam w ciążę wiedziałam, że muszę jednak zmienić zawód. Nie chciałam wracać szybko do pracy, dlatego w 7. miesiącu ciąży zdałam egzamin na tłumacza technicznego i współpracowałam z biurem tłumaczeń mojego taty. Niestety tata zmarł, musiałam zamknąć biuro i zdecydować, co dalej. I tu szczęśliwe zrządzenie losu w postaci pomocy mojej koleżanki Asi dało możliwość wejścia do świata IT.

Asia poleciła mnie w firmie, w której pracowała, przeszłam pomyślnie rekrutację i tak zostałam konsultantem IT. Gdy wspominam tamten czas, to trudno mi w to wszystko uwierzyć. Musiałam szybko nauczyć się nowych rzeczy, z którymi wcześniej nie miałam żadnej styczności. To było trochę szalone, ale otwierało nowe możliwości, dawało ogromną możliwość rozwoju. Otworzył się przede mną nowy świat. Wspaniały świat. Po mniej więcej roku pracy zostałam zatrudniona w innej firmie jako wdrożeniowiec.

Chciałam mieć większy wpływ na tworzenie oprogramowania, ale mój plan jak to zrobić nie był do końca sprecyzowany. Po przeanalizowaniu moich mocnych i słabych stron i zainteresowań zaczął się formułować plan. Proces tworzenia oprogramowania chciałam poznać od strony front albo end-developera. Ostatecznie zdecydowałam się na kurs front-end od podstaw.

Jak dowiedziałaś się o tym, że możesz starać się o finansowanie szkolenia z urzędu pracy, że urzędy dostają środki na szkolenia indywidualne?

Zastanawiałam się jak pozyskać środki na takie szkolenie. I tu skorzystałam z rady bardzo miłych pań z urzędu pracy, z którymi miałam przyjemność rozmawiać na spotkaniu organizowanym przez Mamo Pracuj w bibliotece na Rajskiej w Krakowie. Zarejestrowałam się jako osoba bezrobotna i złożyłam wniosek o dofinasowanie do szkolenia indywidualnego.

Jakie były Twoje pierwsze kroki, kiedy dowiedziałaś się, że „Twój” urząd posiada takie środki?

Musiałam trochę poczekać na te środki. Zgłosiłam się do urzędu w drugiej połowie roku. Urząd już rozdysponował środki, które posiadał. Czekałam więc i regularnie dopytywałam, czy są już środki rezerwowe. Gdy się pojawiły, byłam już zdecydowana na konkretne szkolenie. Dlatego w dziale szkoleń złożyłam wniosek o dofinansowanie do szkolenia indywidualnego.

Tutaj moja rada: najlepiej składać wniosek na początku roku, pieniądze zwykle są już rozdysponowane w pierwszym kwartale, a nigdy nie ma pewności czy będą uruchomione środki rezerwowe.

Co musiałaś krok po kroku zrobić, aby otrzymać tę dotację?

Po pierwsze trzeba być zarejestrowaną osobą bezrobotną. Gdy się rejestrowałam, obowiązywało profilowanie (nie wiem, czy jeszcze obowiązuje), ale gdy podpisywałam się w ewidencji, musiałam napisać test. Jego wynikiem było przydzielenie do jednego z profilów: 1, 2 czy 3.

„Jedynki” nie dostawały możliwości dofinansowania do szkoleń indywidualnych. Jeśli takie profilowanie obowiązuje, i nadal „jedynki” nie dostają dofinansowania, to najlepiej, jeśli urzędnik, przy którym piszemy test, pomoże nam udzielić odpowiedzi, tak żeby wyszedł odpowiedni profil i żeby szansa na pieniądze nie przepadła.

Następnie u doradcy zawodowego powiedziałam jakie są moje umiejętności, jaki mam plan i czego potrzebuję od Urzędu do realizacji celu. Z takim gotowym planem w systemie Urzędu, mogłam skierować się do działu szkoleń. Niestety, dział szkoleń nie dysponował już środkami na szkolenia indywidualne. Musiałam więc poczekać na środki rezerwowe, gdy zostały uruchomione i wtedy złożyłam wniosek.

Jak wygląda proces kwalifikacji i czy jest skomplikowany? Czy otrzymujesz jakąś pomoc urzędników w trakcie?

Sam proces nie jest skomplikowany – przynajmniej w Krakowie (o szczegóły trzeba się dopytać w swoim urzędzie, bo nie ma pewności, że wszędzie wszystko wygląda tak samo). Złożyłam wniosek, z rzetelnym i rozsądnym umotywowaniem prośby, i czekałam na decyzję. Dostałam decyzję pozytywną, wyrażono również zgodę na wybraną przeze mnie jednostkę szkoleniową, poszłam na szkolenie i do drugiego dnia szkolenia wszystko szło płynnie.

Później sprawy się skomplikowały.

Na czym polega opracowanie planu przebranżowienia? Co musiałaś wypełnić i zrobić w związku z tym?

W związku z tym, że między zakończeniem mojej ostatniej pracy, a zarejestrowaniem się jako osoba bezrobotna miałam trochę czasu na zastanowienie się co chciałabym robić, byłam już zdecydowana, że do świata programowania chcę wejść jako front-end developer, co powiedziałam doradcy zawodowemu w urzędzie. Doradca zanotował, co potrafię, czego potrzebuję od urzędu i to był ten plan. Ma on swój termin ważności (ale to nie jest krótki termin ważności), więc trzeba pilnować, żeby był ważny w momencie składania wniosku. Jeśli się „przeterminuje”, to trzeba go odświeżyć.

Ile kosztowało Twoje szkolenie (jeśli to nie tajemnica) i czy udało Ci się pozyskać całość potrzebnej kwoty?

Pierwsze szkolenie, na które wyrażono zgodę kosztowało około 9 tysięcy złotych (to szkolenie, na którym byłam 2 dni, dopóki nie dowiedziałam się, że jednak nie mogę brać udziału w tym szkoleniu), drugie na które wyrażono zgodę i które przeszłam w pełnym wymiarze godzin, kosztowało blisko 4,5 tysiąca. Urząd sfinansował je w 100%.

Jak Twoim zdaniem należy uzasadnić swój wniosek? Jakie wskazówki byś dała innym osobom, które chcą ubiegać się o takie finansowanie szkolenia z urzędu pracy?

Szczerze, ale rozsądnie. Pisałam o tym, jak ważny jest dla mnie rozwój osobisty, jaki jest mój plan na przebranżowienie, czego brakuje mi do osiągnięcia celu i o jakie wsparcie proszę Urząd. Opisałam szkolenie, którym się interesuję i co ono mi da. Miałam na uwadze to, ile kosztują takie szkolenia i że pula posiadanych środków przez Urząd jest ograniczona, a chętnych sporo. Chciałam, żeby ten wniosek jasno wyraził to, jak bardzo mi zależy na uzyskaniu konkretnych kompetencji.

Podanie pisałam z wszystkimi zwrotami grzecznościowymi: szanowni Państwo, zwracam się z uprzejmą prośbą… Nie wiem, czy to zaważyło na decyzji pozytywnej, ale oprócz zwykłej kultury osobistej chciałam też skrócić dystans między mną, a osobą, która czyta wniosek, żeby to nie było takie „suche”.

Trzeba pamiętać też o tym, że urząd raczej nie zgodzi się na szkolenie, które trwa 560 h (maksymalnie szkolenie może trwać 6 miesięcy, w uzasadnionych wypadkach urząd może wyrazić zgodę na czas szkolenia do 12 lub 24 miesięcy). Dlatego jeśli wybieramy jakieś konkretne szkolenie z tych kilkutygodniowych, to raczej wersję podstawową.

Jeśli wskazujemy we wniosku konkretną jednostkę szkoleniową, to musi być ona w Rejestrze Instytucji Szkoleniowych. Szkolenie musi trwać nie mniej niż 25 godzin zegarowych tygodniowo. Urząd może przyznać nam środki, ale nie zgodzić się na wybraną przez nas instytucję szkoleniową.

Zalecałabym też umiarkowanie częste wizyty w dziale szkoleń, tak żeby urzędnicy kojarzyli twarz z nazwiskiem, oraz odpytywanie telefoniczne – żeby mieć kontrolę nad kolejnym krokiem procesu oraz pokazać zaangażowanie. Nim złożymy wniosek, pytać można o to, czy są dostępne środki. Jeśli nie ma, to kiedy będą. Jak już będzie termin, to pytać czy już są, jak jeszcze nie ma, to kiedy pytać ponownie…

Jak już złożymy wniosek, to urząd ma miesiąc na jego rozpatrzenie. Pod koniec tego okresu można zadzwonić i zapytać, na jakim etapie jest wniosek, kiedy można spodziewać się decyzji. Trzeba okazać zaangażowanie.

Co wzbudziło Twoje największe obawy w trakcie ubiegania się o pomoc? Jak je rozwiałaś?

Na początku nie miałam żadnych obaw. Nie zastanawiałam się, czy urząd sfinansuje moje szkolenie. Obawy o to pojawiły się po tym, jak pierwszy raz cofnięto mi dofinasowanie. Te obawy rozwiałam zaangażowaniem w proces. Zrozumieniem, dopytaniem o to jakie proces ma kroki. Odpytywaniem, sprawdzaniem.

Kolejny raz obawy pojawiły się, gdy straciłam środki po raz drugi. Popadłam w krótką melancholię: czyżby wszechświat wysyłał mi sygnał, że nie tędy droga? Te obawy rozwiał mój mąż, który powiedział, że jedyny przekaz, jaki mi wysyła wszechświat, to taki, że mam walczyć o swoje, a także Joanna Gotfryd z Mamo Pracuj, wspierająca mnie w chwili, gdy ja sama traciłam nadzieję.

Żałuję, że urząd nie komunikuje jaśniej procesu. Można taki proces bardzo dobrze rozrysować, zaznaczyć, w którym momencie się znajdujemy, co będzie działo się dalej. Można zrobić prostą wizualizację procesu dla petentów.

Jakie miałaś problemy na swojej drodze?

Moje problemy związane były z tym, że nie znałam całego procesu przyznawania środków. Ponadto uważam, że urząd niechcący wprowadził mnie w błąd. Myślałam, że jeśli urząd przysłał mi list z decyzją pozytywną i oprócz przyznanych środków zgadzają się na wybraną przeze mnie instytucję szkoleniową oraz szkolenie, to już jest „z górki”. Idę na szkolenie. Okazało się, że proces jest bardziej złożony, o czym nie było ani słowa w korespondencji.

Po decyzji pozytywnej uruchamiane są zamówienia publiczne. Czyli na stronie urzędu i w biuletynie zostaje opublikowane ogłoszenie. Urząd w okresie 2 tygodni od opublikowania ogłoszenia czeka na zgłoszenia instytucji szkoleniowych, które wyrażają chęć przeprowadzenia szkolenia. Jeśli nie zgłosi się wybrana przez nas jednostka, a inne zechcą przeprowadzić szkolenie, to urząd wybiera bardziej konkurencyjną ofertę z tych złożonych. Jeżeli nie zgłosi się żadna instytucja, Urząd informuje nas listownie, że straciliśmy środki.

Oczywiście możemy się odwołać, musimy jednak przestrzegać terminów. List z informacją o tym, że straciłam fundusze na szkolenie, dotarł do mnie 5 dni po tym, jak odebrałam telefon z urzędu, że moje fundusze już nie są moje – zostały rozdysponowane, ponieważ jednostka szkoleniowa, z którą byłam w kontakcie, nie złożyła oferty na moje szkolenie. Pomylili mnie z inną kursantką i nie złożyli oferty na mój wniosek tylko na jej.

Ponieważ fundusze rezerwowe na dany rok zostały rozdysponowane, musiałam czekać na nowy rok kalendarzowy i nowe środki.

Jak pokonałaś te problemy?

Gdy środki pojawiły się, ponownie złożyłam wniosek. Ponownie przyznano mi środki, ale nie wyrażono zgody na wybraną przeze mnie instytucję szkoleniową. W zamian urząd zaproponował inną. Ustaliliśmy wymiar godzin szkolenia, zakres, mogłam zadać pytania dotyczące szkolenia przedstawicielowi firmy poprzez urzędnika. Uzyskałam odpowiedzi i odniosłam wrażenie, że sprawa jest dogadana, skoro złożyłam podpis na planie szkolenia, który złożyłam na dzienniku podawczym.

Ruszyły zamówienia publiczne, które uważałam już za czystą formalność, ale tknięta przeczuciem postanowiłam zadzwonić do urzędu. Okazało się, że instytucja szkoleniowa nie złożyła wniosku w terminie. Ponownie straciłam środki. Odwołam się – tym razem udało mi się dotrzymać terminów.

Fundusze przyznano mi ponownie. Jednostka nie złożyła wniosku w terminie, ponieważ nie wiedziała, że jest już ogłoszenie na stronie urzędu. Przedstawiciel firmy powiedział mi, że są przyzwyczajeni jednak do tego, że jest jakaś informacja ze strony urzędu o tym, że wniosek jest w zamówieniach publicznych, ponieważ oni nie mają czasu na to, żeby przeglądać biuletyny urzędów pracy. Urząd z kolei twierdzi, że nigdy nie dawał znać żadnej jednostce szkoleniowej, bo to jest sprzeczne z zasadą zamówień publicznych…

W każdym razie ta przydługa historia ma swój szczęśliwy finał. Szkolenie zostało zrealizowane. Teraz muszę działać, pisać codziennie kod, uczyć się.

Mam plan na kolejne szkolenia i tu na pewno będę też korzystać ze wsparcia w finansowaniu, ale to już będzie współfinansowanie.

Czy polecasz innym chętnym sięganie po takie możliwości? Przed czym byś ich przestrzegła?

Oczywiście – polecam! Jest to sposób na uzyskanie 100% środków na finansowanie szkolenia.

Przestrzegam natomiast przed zostawianiem spraw samych sobie. Sama decyzja pozytywna nie zamyka procesu. Trzeba dzwonić, dopytywać się.

Dziękuję za rozmowę!

Zdjęcia:

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Karolina Łachmacka
Tłumacz pisemny, copywriter, wirtualna asystentka, a także filmowiec. Z pasją opowiada historie na różne tematy, szczególnie te, które budzą ludzi do empatii. Miłośniczka starego kina od końca ery filmu niemego po końcówkę lat 60. XX wieku.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail