Czego szukasz

Jak pani Dobranocka sobie z tym poradzi?

Agnieszka Piotrowska, mama trójki dzieci od kilku lat pracuje jako trenerka snu dzieci i mówiąc w skrócie pomaga rodzinom wyspać się. Jak wygląda taki biznes i czym naprawdę zajmuje się Pani Dobranocka?

  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 20/03/2015

Agnieszko zajmujesz się zawodowo usypianiem dzieci… To chyba piękny zawód, prawda?

Bardzo piękny – nie ma nic piękniejszego niż szczęśliwa wyspana rodzina (śmiech).

Sama jestem mamą trójki, z czego najmłodsze ma 10 miesięcy i doskonale rozumiem rodziców, którzy proszą Cię o pomoc. I od razu zastrzegam, powstrzymam się! Powstrzymam się od zadawani Ci pytań odnośnie tego jak dbać o sen maluszka – choć na pewno mistrzynią nie jestem ;-).

Chcę Cię za to poprosić o rozmowę o Twoim biznesie, o tym jak to się zaczęło, jak działasz i jak się rozwijasz. Kiedy spotkałyśmy się kilka miesięcy temu, bardzo miło nam się rozmawiało. Emanuje od Ciebie ogromny spokój a zarazem zdecydowanie. Bardzo jestem ciekawa czy te cechy pomagają Ci w codziennej pracy, ale to za chwilkę. 

Jesteś trenerem dziecięcego snu – pierwszym w Polsce certyfikowanym – Baby Sleep Trainer. Czym dokładnie się zajmujesz?

Pomagam rodzicom, których dzieci z różnych powodów zeszły z prawidłowego „kursu snu” i w efekcie nie chcą lub nie potrafią dobrze spać.  Zawsze w pierwszej kolejności szukam przyczyn takiego stanu rzeczy przeprowadzając z rodziną wręcz „detektywistyczny” wywiad, który pozwala mi zidentyfikować obszary, nad których poprawą wspólnie potem pracujemy: ja przygotowuję plan zmian a rodzice wprowadzają go w życie z moim wsparciem. Cel tej współpracy jest zawsze jeden: spokojne, przespane noce całej rodziny.

Jak wygląda Twój typowy dzień pracy?

Mój dzień pracy zawsze zaczyna się od spływających „raportów” po nocy (smsy i maile) od rodziców, z którymi aktualnie pracuję. Mąż zawsze śmieje się rano: „Jak tam, czy wszystkie twoje dzieci już się zameldowały?” Takich raportów dostaję też mnóstwo w ciągu dnia, ponieważ z niektórymi rodzinami jesteśmy w praktycznie nieustannym kontakcie ustalając optymalne pory kolejnych drzemek czy omawiając bieżące problemy. Kolejne godziny spędzam rozmawiając z rodzicami przez telefon, Skype’a czy wymieniając maile – omawiam plany działania, które dla nich przygotowałam i które będziemy razem wdrażać, odbywam konsultacje, pomagam im rozwiązać konkretne problemy, z którymi się do mnie zwracają, czy wreszcie odbywam wstępne konsultacje z osobami, które zastanawiają się nad podjęciem współpracy i chciałyby wiedzieć na czym ona polega. Sporą część dnia spędzam też przygotowując indywidualne Plany Nauki Zasypiania – każdy plan to inne dziecko, inna rodzina, inne problemy i oczekiwania, to najbardziej czasochłonny etap współpracy. Po pracy przychodzi wieczór i wtedy ćwiczę w praktyce całą moją wiedzę teoretyczną zaganiając i układając do snu całą moją trójkę (śmiech).

Lubisz to co robisz, prawda? A jak do tego doszłaś?  

Uwielbiam moją pracę. Pomysł na nią był (jak to się chyba często zdarza) wypadkową moich własnych przejść z córką, która przez pierwsze 6 miesięcy swojego życia w zasadzie w ogóle nie dawała nam spać oraz faktu, iż natknęłam się na ogłoszenie o kursie na Baby Sleep Trainera. Myślę, że w tej konfiguracji znaczenie miało naturalnie również to, że byłam na takim etapie swojego życia, kiedy to w związku z dobiegającym końca urlopem wychowawczym zaczęłam rozmyślać o czymś „swoim” w przeciwieństwie do powrotu na etat: klasyka gatunku (śmiech).

Opowiedz nam proszę o tym kursie.

Kurs on-line, w którym wzięłam udział trwał cztery miesiące i zakończył się egzaminem praktycznym. Nasza grupa liczyła 10 wspaniałych dziewczyn z USA i Kanady. Jesteśmy w stałym kontakcie do dziś, bierzemy udział w rozmaitych kursach doszkalających. Oprócz tego na codzień wspieramy się konsultując na bieżąco wszystkie trudniejsze przypadki. Nasze forum to niezgłębione źródło wiedzy, ale również cudownego wsparcia: w chwilach zwątpienia zawsze mogę liczyć na pomoc koleżanek, z drugiej strony dzielimy się swoimi sukcesami i dopingujemy nawzajem.

Chciałabym Cię podpytać bardziej biznesowo. Jak udało Ci się wycenić swoją pracę? W końcu byłaś pierwszą osobą w Polsce zajmującą się tak domowym i często delikatnym tematem…

Aktualny cennik moich usług to wynik pewnej ewolucji. Początkowo bazowałam na cenach różnego rodzaju pokrewnych usług. Potem dokonywałam modyfikacji, zarówno pod względem cen jak i zakresu usługi dopasowując je do rzeczywistych potrzeb i oczekiwań rodziców z którymi pracowałam. Nadal zresztą jestem bardzo elastyczna pod tym względem i często tworzę „hybrydy” w oparciu o pozycje mojego cennika, ponieważ każda rodzina i każdy przypadek jest inny.

Masz wielu klientów? Czy zdarza się że wracają z kolejnymi dziećmi?

Nie narzekam ;). Wracają z kolejnym dziećmi, wracają kiedy mamy zajdą w ciąże z kolejnym dzieckiem i – co zawsze jest dla mnie niezwykle cenne – odsyłają do mnie swoich znajomych i krewnych borykających się z podobnymi problemami.

A jak w rodzinie rozmawiacie o Twojej pracy? Czy dzieci wiedzą czym się zajmujesz?

Średni syn (4 lata) wie tylko, że „mama pracuje w domu”, co było początkowo dla niego źródłem wielkiego zadziwienia, bo tata przecież zawsze „jechał do pracy”. Starsza córka (10 lat) oczywiście doskonale wie czym się zajmuję i jak młodsi mają jakieś „turbulencje” ze spaniem (bo i u nas się one zdarzają 😉 ) , to pyta zawsze: „No, i jak pani Dobranocka sobie z tym poradzi?”.

A kto Panią Dobranockę wspiera na co dzień?

Nigdy nie dałabym rady pracować zawodowo w pełnym wymiarze godzin i zajmować się domem jednocześnie. Dzielimy się z mężem wszystkimi obowiązkami – nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej, ponieważ fizycznie nie dałabym rady wszystkiego pogodzić. Mamy też wspaniałą opiekunkę do naszego najmłodszego i doraźnie wspierają nas babcie – tak więc cały sztab ludzi do pomocy. Daję radę! (śmiech).

Wiem, że na rynku są już kolejne trenerki snu, czy to dobrze dla Ciebie czy źle?

Wszystkie podręczniki ekonomii mówią, że konkurencja jest dobra i ja się z tym całkowicie zgadzam. Świadomość, że jest ktoś z kim muszę konkurować o klienta mobilizuje mnie zawsze do działania i dodaje adrenaliny. Brak konkurencji jest w moim odczuciu demoralizujący i nie służy też potencjalnym klientom.

Od jak dawna pracujesz jako Pani Dobranocka?

Oficjalnie działam drugi rok, choć pomaganiem rodzinom, które miały problemy ze snem swoich dzieci zajmuję się już od kilku lat. Wcześniej pracowałam przez wiele lat w dość dużej firmie, jeszcze wcześniej pracowałam przez jakiś czas jako nauczyciel – mogę śmiało powiedzieć, że moja praca zawsze pośrednio lub bezpośrednio była związana ze wspieraniem rozwoju i edukacją, nie inaczej jest teraz.

A co powiesz mamie, która ma całkiem nowy pomysł na biznes?

Nie bójcie się z pozoru szalonych czy nietypowych pomysłów na biznes. Nie przejmujcie się krytyką czy sceptycznym podejściem otoczenia, przestaną wątpić jak zaczniecie zarabiać pierwsze pieniądze (śmiech). Nie kopiujcie pomysłów, tylko szukajcie nowych, ciekawych dróg – przy dzisiejszych technologiach ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia. No i oczywiście najwspanialsze biznesy rodzą się z pasji, bo prawdziwy sukces można osiągnąć tylko kiedy się kocha to co się robi ;-).

Dziękuję Ci za rozmowę.

Ja również dziękuję.

Rozmawiała Agnieszka Kaczanowska

Zapraszamy na stronę www.twojadobranocka.pl
 

 

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Podyskutuj

Nie będzie już lepszej okazji, żeby zacząć działać dla siebie – Mamy kupują u Mam

"Koronawirus zamknął nas wszystkich w domach, a więc to jest ten czas, kiedy możemy posłuchać samych siebie, własnych myśli i własnego ciała. Nie będzie już lepszej okazji, żeby zacząć działać dla siebie". O swojej firmie i dość zabawnych jej początkach opowiada Sylwia Wacławek, która zgłosiła się do naszej akcji #MamyKupująUMam.
  • Listy do Redakcji - 21/05/2020
Sylwia Wacławek

Sylwia Wacławek zgłosiła się do naszej akcji Mamy kupują u Mam. Przeczytaj czym się zajmuje, jaką prowadzi działalność i jak sobie teraz radzi!

Szeroko się uśmiechnęłam widząc Waszą nową akcję Mamy kupują u Mam i wspominając jednocześnie zeszłoroczną – Stań na własnych nogach – moje pościele znalazły się w 50-tce laureatów. Pomyślałam, że i tym razem skorzystam z dobrodziejstw, które proponujecie… albo po prostu opowiem Wam swoją historię (jak dla mnie nawet trochę zabawną)

Trochę wtedy było zamieszania artykułem o mojej firmie. 😉 Najpierw czekał w kolejce na publikacje, później wkradła się błędna informacja, że produkuję naturalne kosmetyki. 🙂

Przeczytaj także: Szyję lniane pościele dla dzieci

Ha… i w momencie kiedy skończyłam czytać całość, naszła mnie pewna myśl. W sumie to dlaczego miałabym nie sprzedawać naturalnych kosmetyków? Przecież jest to bliska memu sercu idea – świetnie wpisująca w otaczanie się naturą i szycie lnianej pościeli – biodegradowalnej i niebielonej chemicznie.

Oto natura

I tak od Oto Len z konkursu, powstał sklep Oto Natura, który w swojej ofercie ma sporo naturalnych kosmetyków, środków czystości, akcesoriów itp.

Jednak, jak to często bywa, każdy kto kocha naturę i środowisko, zakochuje się również w jodze. 🙂 To jakaś dziwna zależność, ale niezwykle często spotykana. 🙂 Oczywiście też się zakochałam!

Tak więc, do mojej naturalnej oferty dołączyły również wałki do jogi i poduszki do medytacji wypełnione ekologiczną łuską gryki.

Jeśli chcesz być na bieżąco z innymi historiami kobiet, zapisz się na nasz newsletter!

Godzina zero

Oficjalnie sklep wystartował niedawno, bo sporo czasu zajęło mi znalezienie odpowiedniego dostawcy materiałów, tworzenie grafik, opisów i wszystkich formalności, które są niezbędne do prowadzenia sklepu internetowego.

Wybiła godzina zero, a ja zamiast z entuzjazmem otwierać sklep, słyszę w wiadomościach, że pandemia koronawirusa sponiewiera cały świat. Przez moment żałowałam swoich naiwnych decyzji i wyobrażeń o własnym biznesie. Byłam na siebie zła, że nie potrafię poskromić swoich marzeń i pcham się tam, gdzie widocznie nie ma dla mnie miejsca.

No nic, jednak należę do osób, które umieją skakać, więc wszystkie „kłody” pod nogami nie są mi straszne – pomyślałam. I oczywiście…

Sposób na kwarantannę

Pierwsze zamówienie jakie znalazło się w koszyku to był wałek do jogi. Drugie – poduszka do medytacji. O zgrozo, jakie było moje zdziwienie. A przecież ta kategoria miała być tylko dodatkiem w moim sklepie.

I w końcu do mnie dotarło. Koronawirus zamknął nas wszystkich w domach, a więc to jest ten czas, kiedy możemy posłuchać samych siebie, własnych myśli i własnego ciała. Nie będzie już lepszej okazji, żeby zacząć działać dla siebie.

Przecież przeważnie po prostu brakuje nam odpowiedniej motywacji, ale tym razem nikt nie szukał wymówek. Ba, wszyscy szukali sposobu na domową kwarantannę.

Naturalnie, maty poszły w ruch w nie jednym domu, a wraz z nimi w sporej części w/w wałki do jogi i poduszki do medytacji.

Przeczytaj także: Tworzymy rękodzieło użytkowe w stempelkach – Mamy kupują u Mam

Mimo moich wielu obaw, działamy

A sklep okazał się strzałem w dziesiątkę. Oprócz tego, że sprawnie działa, mam ogromną satysfakcję z tego, że mogę realnie pomóc wszystkim tym, którzy zostali w domu. Wszystkim tym, których ten czas przytłacza, wszystkim którzy już dawno próbowali zrobić coś dla siebie, ale ciągle to odkładali.

Dzięki temu, że sprawnie realizujemy swoje wysyłki, nasi klienci, którzy dziś chcieli zacząć ćwiczyć jogę, następnego dnia mieli niezbędny sprzęt u siebie.

Co więcej, odezwało się do nas mnóstwo szkół jogi, które z wiadomych przyczyn nie mogą prowadzić fizycznie zajęć w swoich siedzibach – to one wpadły na świetny pomysł i zaczęły zamawiać od nas wałki do jogi dla swoich uczniów. Dzięki temu, oni prowadzą zajęcia online, a my zaopatrzamy wszystkich potrzebujących, tak by mogli praktykować jogę w domu.

Ten czas pomimo, że dla wszystkich ciężki, a pewnie też niezrozumiały, spowodował, że sklep www.otonatura.com.pl funkcjonuje lepiej niż się spodziewałam. Dostajemy masę wiadomości e-mail z podziękowaniem za tak szybką realizacje zamówień. Ogromne szczęście daje mi również to, że moi klienci naprawdę są zadowoleni z ich jakości i wykonania. To ma dla mnie ogromne znaczenie.

Chciałabym, aby wszystkie mamy, które pragną zacząć praktykować jogę mogły zrobić to już teraz. Na hasło: mamopracuj uzyskają 5% rabat w naszym sklepie.

Przeczytaj także: Mamy kupują u Mam – wspieramy Wasze biznesy. Dołącz do akcji!

Zdjęcia: prywatne archiwum Sylwii

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Listy do Redakcji

Poglądy wyrażone w listach są wyłącznie poglądami ich autorów i nie mogą być uznane za poglądy Redakcji Mamo Pracuj.

Plusy posiadania własnej domeny

Jeśli zakładasz swoją stronę WWW, to możesz skorzystać z własnej domeny, zdecydować się na subdomenę w adresie firmy hostingowej albo postawić na darmowy alias. Co oznaczają poszczególne rozwiązania? Dlaczego tym najlepszym jest posiadanie własnej domeny? Na co powinieneś zwrócić uwagę, wybierając adres?
  • Alicja Zielińska - 20/05/2020
dłonie na klawiaturze

Adres strony www

Kiedy już kupiłeś hosting, musisz zdecydować, z jakiego adresu będziesz korzystać. To on będzie pojawiać się w wyszukiwarkach internetowych, to z niego będą korzystać użytkownicy, wchodząc na stronę. Do wyboru masz kilka rozwiązań. Oto plusy i minusy każdego z nich:

Subdomena

Załóżmy, że wybrałeś hosting w AZ.pl. Firma daje Ci możliwość korzystania z darmowej subdomeny w tym adresie. Co to oznacza? Że do Twojej dyspozycji może być np. adres nazwa_serwera.nazwa_domeny_twojego_operatora. Możesz go używać całkowicie za darmo. Jeśli usługi nie przedłużysz, to wtedy z tego adresu może zacząć korzystać dowolny inny użytkownik. I to jest największy minus tej propozycji.

Subdomena jest do Twojej dyspozycji do momentu, kiedy jesteś klientem danej firmy hostingowej. Jeśli zdecydujesz się na takie rozwiązanie, to wybierz hosting w sprawdzonej marce. Dlaczego? Jeżeli firma upadnie, to stracisz adres.

Alias

Pojęcie to dotyczy nie tylko adresów stron WWW, ale również e-maili. Alias to alternatywny adres. Co to oznacza? Załóżmy, że zdecydowałeś się na skorzystanie z darmowego hostingu i adres Twojej strony jest nieatrakcyjny.

Często w takich przypadkach użytkownicy decydują się na używanie aliasu. Jak to działa? Firma, która jest abonentem atrakcyjnego adresu, daje Ci możliwość skorzystania z niego. Ale uwaga: w przypadku standardowego aliasu w wyszukiwarce będzie zaindeksowana w dalszym ciągu strona z długim adresem. Może to być dobry wybór, jeśli dopiero uczysz się tworzenia i prowadzenia stron WWW, ale na pewno nie w przypadku strony firmowej czy jakiegokolwiek serwisu, który budujesz dla użytkowników

Domena

W przypadku domeny jesteś abonentem i płacisz za możliwość korzystania z niej przez rok lub dłuższy okres. Jest to zdecydowanie najlepsze rozwiązanie. Dlaczego? Przede wszystkim pracujesz na swoją markę – do kiedy będziesz przedłużać adres, będzie on pozostawać do Twojej dyspozycji – nie jesteś uzależniony od tego, że ktoś Ci kiedyś odbierze możliwość korzystania z darmowej subdomeny.

Domeny są bardzo tanie – możliwe, że adres z rozszerzeniem .pl zarezerwujesz za kilka złotych, a czasami nawet za darmo. Jakie jeszcze korzyści daje własna domena? Poczta e-mail, z której dotąd korzystałeś, może mieć takie rozszerzenie. Np. Twoim adresem będzie: [email protected] Jeśli używałeś innych adresów, to wtedy pocztę możesz przekierować na nowy albo wszystkie wiadomości odbierać w jednym programie pocztowym. Pamiętaj, żeby zdecydować się na taki adres, który będzie łatwy do zapamiętania dla zainteresowanych, którzy mogą stać się twoimi klientami lub po prostu użytkownikami strony.

Ponadto własna domena nie wiąże Cię z żadną firmą hostingową na stałe. Domenę rejestrujesz u wybranego operatora i nie ma znaczenia, z jakiego hostingu będziesz korzystać. Nawet jeśli wybrałeś usługę serwerową w tej samej firmie, gdzie zarejestrowałeś domenę, to adres możesz przekierować na zewnętrzny hosting. Natomiast, żeby przenieść obsługę domeny do innej firmy, wystarczy że skorzystasz z opcji transferu. Wybór własnej nazwy jest najlepszą opcją, jeśli chodzi o adres strony www.

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Alicja Zielińska
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail