Czego szukasz

Jak otworzyć restaurację? W kilku krokach

Od zawsze marzyłaś o małej, rodzinnej restauracji, do której będą przychodzić stali, wierni i zadowoleni klienci, a Ty jako gospodyni, będziesz mogła ich ugościć co jakiś czas nowym, zaskakującym menu. Tak, tylko marzenia to jedno, a jak z ich realizacją? Restauracja to jednocześnie prężnie działająca firma, a tej nie da się założyć bez podjęcia pewnych ważnych kroków i dobrego przygotowania.

  • Ewa Moskalik - Pieper - 06/02/2018
wnętrze restauracji

Na początek biznesplan

Pomysł już masz – rodzinna restauracja. Teraz czas na biznesplan i przygotowanie się na wszelkie możliwe potencjalne problemy.
Musisz wiedzieć dokładnie, jaki ma być profil Twojej restauracji, bo choć wydawać by się mogło, że rynek restauracji jest już bardzo bogaty, to jednocześnie rośnie liczba osób stale stołujących się poza domem, co wynika ze specyfiki ich pracy.

Dlatego zorientuj się, jak wygląda rynek i konkurencja w Twojej okolicy i kto może być dla Ciebie największym “zagrożeniem”? Czego warto się nauczyć od innych, a także porównując do innych restauracji, na co należałoby położyć nacisk? Może to być rodzaj kuchni i dania, które planujesz serwować, a może to być wystrój wnętrza, które będzie przyciągało do lokalu klientów.

Zanim jednak podejmiesz decyzję co do dekoracji wnętrza i jego klimatu oraz specyfiki menu, musisz oszacować i stworzyć profil swojego klienta. I sprawdzić, czy znajdą się chętni, którzy przyjdą do takiego lokalu.

Zaplecze finansowe

Ani rewelacyjny pomysł, ani świetnie przygotowany biznesplan nie zastąpią jednego: kapitału. Z tym też się musisz zmierzyć i oszacować swoje możliwości finansowe.

W przypadku restauracji musisz planować długofalowo, ponieważ bardzo rzadko zdarza się tak, że już na początku swojej działalności restauracja przynosi zyski, więc musisz zadbać w biznesplanie o kapitał, który pozwoli przetrwać spokojnie restauracji czas rozwoju.

Warto też trochę zawyżyć prognozowane wydatki, a z kolei zaniżyć przychody, ponieważ może minąć nawet kilkanaście miesięcy, zanim restauracja zacznie na siebie zarabiać.

Warto więc przeliczyć jakiego rzędu wydatki będą potrzebne jeszcze przed rozpoczęciem działalności. Jakich nakładów finansowych będą wymagały kolejne lata – pierwszy, drugi rok.
Oszacować czy masz własny kapitał, który możesz przeznaczyć na rozruch restauracji, czy chcesz się posiłkować kredytem, bądź innymi środkami dostępnymi na rynku – może masz szanse na jakieś dofinansowanie swojej działalności? Warto to sprawdzić.

Rejestracja działalności gospodarczej

Jeśli nie masz swojej firmy, to kolejnym krokiem jest właśnie założenie działalności gospodarczej i wypełnienie stosownych dokumentów. Samo założenie działalności jest bezpłatne.

Musisz wypełnić CEIDG-1 (czyli wniosek do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej) i złożyć go w urzędzie miasta lub gminy (możesz też wybrać formę elektroniczną lub list polecony).

Wniosek CEDIG-1 jest jednocześnie wnioskiem o nadanie numeru REGON i NIP oraz zgłoszeniem do US i ZUS. Potem masz 7 dni na złożenie w ZUS-ie druków ZUA lub ZZA. Pierwszy to zgłoszenie do opłacania składek społecznych, a drugi zgłoszenie do płacenia składki zdrowotnej. Ten drugi musisz złożyć, gdy jesteś zatrudniona na podstawie umowy o pracę z wynagrodzeniem nie mniejszym niż najniższe wynagrodzenie krajowe.

Jeśli planujesz zatrudnić pracowników, to do 7 dni od zawarcia umowy, musisz zgłosić ich do ZUS.

Przydać Ci się może też konto firmowe w banku i pieczątka firmowa, choć nie jest to wymagane przez prawo. Samo założenie konta jest bezpłatne, jednak już za jego prowadzenie bank będzie pobierał opłaty.

Musisz się też liczyć z opłatami związanymi z prowadzeniem księgowości dla Twojej restauracji, jeśli zlecisz to biuru rachunkowemu. Możesz też spróbować – korzystając z programu do prowadzenia księgowości – robić to sama.

Świadcząc usługi gastronomiczne musisz też liczyć się z obowiązkiem posiadania kasy fiskalnej. Spoczywać na Tobie będzie, jako właścicielce lokalu gastronomicznego, obowiązek ewidencjonowania sprzedaży przy pomocy właśnie kasy fiskalnej. Szeroki wybór kas znajdziesz na www.sas24.pl.
Jako początkujący przedsiębiorca możesz skorzystać z ulgi na zakup kasy fiskalnej – kwota odliczenia, to obecnie 90% ceny netto kasy.

Zezwolenia

Jeśli planujesz sprzedawać w swojej restauracji alkohol, to musisz zadbać o zezwolenie, co potocznie nazywamy “koncesją na alkohol”. Takie zezwolenie na okres nie krótszy niż 4 lata, możesz otrzymać – po złożeniu wniosku – od wójta, burmistrza, bądź prezydenta miasta, czyli właściwego urzędu ze względu na lokalizację restauracji.

Co roku też będziesz uiszczać opłatę procentową od ogólnej wartości sprzedaży alkoholu w wysokości od 1,4% do 2,7%.

Z odprowadzaniem opłat będziesz musiała się też liczyć, jeśli planujesz odtwarzanie w swoim lokalu muzyki lub filmów. Konieczne będą wykupienie licencji i opłaty comiesięczne lub jednorazowe do Organizacji Zbiorowego Zarządzania, które reprezentują producentów, autorów i wykonawców. Tej opłaty możesz uniknąć, jeśli będziesz puszczać muzykę w domenie publicznej.

Wybór lokalu i formalności

Znalezienie odpowiedniego miejsca na lokal to też nie lada wyzwanie. Wynajem lokalu w centrum może kosztować krocie, ale może być częściej odwiedzany przez klientów. Lokal na obrzeżach będzie tańszy, ale więcej pieniędzy będziesz musiała przeznaczyć na promocję i reklamę, co i tak może nie dać gwarancji dużej ilości klientów. Pamiętaj, że w lokalu znajdującym się w pobliżu jednostki edukacyjnej nie będziesz mogła sprzedawać alkoholu.

Wybierając lokal, kieruj się jeszcze układem pomieszczeń i stopniem przystosowania lokalu do prowadzenia działalności gastronomicznej.

Pamiętaj również o tym, że Twoja restauracja musi spełniać wszystkie wytyczne Bezpieczeństwa i Higieny Pracy, Ochrony Przeciwpożarowej oraz Sanepidu i Inspektora Nadzoru Budowlanego. Będziesz zobowiązana zakupić gaśnicę oraz umieścić odpowiednie tablice i nalepki informacyjne dotyczące m.in. bezpiecznej ewakuacji z lokalu.

Wyposażenie lokalu

Czas na przyjemniejszy etap przy zakładaniu własnej restauracji – urządzanie wnętrza. Jak ważne jest wnętrze i to czym się otaczamy pewnie nie jest Ci obce. Na pewno też wiesz, że wystrój wnętrza Twojej restauracji musi być spójny z tym, jakie jedzenie pragniesz serwować swoim klientom i rodzajem restauracji.

Jednak najpiękniejsze wnętrze restauracji nie spełni swojej funkcji bez zaplecza technicznego. Musisz zatem pomyśleć, co zupełnie zrozumiałe, o wyposażeniu kuchni, czyli zapleczu technicznym. Tutaj również musisz skalkulować, co dla Ciebie będzie bardziej opłacalne, zupełnie nowe wyposażenie, które niestety nie będzie tanie, czy używane, tańsze, ale też z perspektywą szybszego zużycia lub zepsucia się.

Kwestią godną rozważenia jest również zakup oprogramowania do restauracji. Taki nowoczesny system pozwoli Ci łatwiej nadzorować sprzedaż oraz zakupy i zapasy, nie wspominając o lepszej kontroli personelu, a na łatwiejszej obsłudze klientów kończąc.

Jedzenie najwyższej jakości

Sprzedając jedzenie musisz mieć pewność, że dostarczasz swoim klientom towar najwyższej jakości i ze sprawdzonych źródeł. Do tego też się musisz przygotować. Znaleźć dostawców lub miejsca, w których będziesz kupować żywność z rzetelnych, sprawdzonych i bezpiecznych źródeł. Na jedzeniu nie możesz oszczędzać. To Twój potencjał, który odwróci się na Twoją korzyść, a też buduje w opinii klienta Twój obraz uczciwej restauratorki.

Personel

Bez dobrego jedzenia nawet najpiękniejsze wnętrze nam nie pomoże. Wysokiej jakości jedzenie może przygotować tylko bardzo dobry kucharz. Tutaj również nie możesz szukać oszczędności. Podobnie jest z kelnerami. To są osoby, które stale mają do czynienia z Twoim klientem, więc muszą odznaczać się wysoką kulturą osobistą oraz dużą sympatią.

Klient, który zjadł pyszne jedzenie i został profesjonalnie i miło obsłużony, na pewno wróci do Twojego lokalu. Pamiętaj też, że każdy Twój pracownik musi mieć aktualną książeczkę zdrowia wydaną przez Sanpid.

Otwarcie

Skoro o wszystko już zadbałaś, czas na wielkie otwarcie. I słowo “wielkie” nie jest tu bynajmniej na wyrost, bo musi być o Tobie i Twojej restauracji głośno. To czas, żeby lokalna społeczność dowiedziała się o nowym miejscu na kulinarnej mapie okolicy.

To czas na mocne promowanie się na Twojej stronie oraz w social mediach, to czas na promocje, którymi zwabisz swoich nowych i mam nadzieję, stałych już klientów.

Nie bój się pomysłów na promocję, nie bój się opowiadać, chwalić się i zachęcać do przyjścia do swojej restauracji w social mediach. Zadbaj o urocze zdjęcia potraw i umieszczaj je na Instagramie (jak zrobić piękne zdjęcia na Instagram, znajdziesz mnóstwo wskazówek w internecie), ludzie kupują oczami, więc wszystko co ładne na pewno przyciągnie ich uwagę.

Powodzenia!

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcia: Storyblocks.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj

Nie będę dobrą mamą, jeśli nie będę szczęśliwą kobietą

Jest żoną, mamą pięciu synów, a od 5 lat bloguje. W dodatku wspólnie z rodziną i z mężem prowadzi sklep z zabawkami. Wydawać by się mogło, że już nic się nie da wycisnąć z życia przy takiej ilości funkcji i obowiązków. A jednak jak sama mówi, znajduje czas na randki z mężem, tajskie masaże i dobre wino. - Wychodzę z założenia, że nie będę dobrą mamą, jeśli nie będę szczęśliwą kobietą - mówi Patrycja Biegańska - autorka bloga MamaGang i przywódczyni całego gangu chłopaków.
  • Ewa Moskalik - Pieper - 13/11/2018

Domyślam się, że to pytanie, na które już nie raz odpowiadałaś. Dlaczego zaczęłaś pisać blog? Jak długo go prowadzisz i skąd nazwa – MamaGang?

Bloga MamaGang założyłam półtora roku temu, po zamknięciu poprzedniego. Odkąd zaczęłam blogować 5 lat temu, wiedziałam, że to jest temat dla mnie – uwielbiam pisać, mam wiele do powiedzenia, duże doświadczenie – nie tylko związane z macierzyństwem – którymi chciałabym się dzielić. Gdy skończyłyśmy przygodę z BPM wiedziałam, że będzie mi tego bardzo brakować, dlatego nie namyślałam się długo! Za to bardzo długo myślałam nad nazwą – chciałam, by czytelnik od razu wiedział, gdzie wchodzi. Że to miejsce mamy – przywódczyni całego gangu chłopaków 😉 Chyba się udało, nazwa ma bardzo dobry feedback od czytelników.

Niestety brakuje mi czasu, by robić to regularnie i tak często, jak powinnam, ale staram się utrzymywać codzienny, bliski kontakt z czytelnikami przez social media – facebook, instagram.

Rzeczywiście wygląda na to, że po prostu lubisz blogowanie 🙂 Jak wspomniałaś, prowadziłaś już wcześniej blog Boginie Przy Maszynie. To może zacznijmy od początku. Jak zaczęła się Twoja przygoda z blogowaniem?

Bloga zaczęłyśmy prowadzić z przyjaciółką 5 lat temu, gdy obie miałyśmy małe dzieci i potrzebowałyśmy zrobić coś dla siebie. Znaleźć swoje miejsce w niejako dniu świstaka, znanym każdej młodej mamie, taki kawałek rzeczywistości, które mogłybyśmy kształtować całkowicie po swojemu, wedle własnego pomysłu, upodobań, no i takie 5 minut dla siebie pośród obowiązków 😉

Dlatego założyłyśmy bloga, zaczęłyśmy szyć, a w rok później powstała marka z naszymi ubrankami dla dzieci! Niestety z racji innych obowiązków, które zaczęły nas przytłaczać, musiałyśmy zrezygnować z tego przedsięwzięcia po 3 latach. Ale do dziś traktuję MamaGang, jako moje miejsce, moją przestrzeń, gdzie nic mnie nie ogranicza.

Zastanawiam się jak to musi wyglądać u Ciebie? Liczna gromadka dzieci, blog, mąż – przecież On też potrzebuje Twojej uwagi – i jeszcze nowo otwarty sklep stacjonarny. Masz jakąś magiczną różdżkę? Jak wygląda Twój dzień?

Szczerze, sama się czasem zastanawiam, jak to się udaje 😉 Dzień zaczynam od mocnej kawy z mlekiem i miodem, bez niej nawet nie myślę o tym, co mam dziś do zrobienia! Potem wyprawianie dzieci do szkoły, przegląd maili i notatek, listy asapów, i zaczynam odhaczać kolejne rzeczy. Niestety od roku blog jest na ostatnim miejscu w obowiązkach, gdyż musiałam się mocno zaangażować w prawdziwe źródło naszego utrzymania, czyli sklep z zabawkami DAMI.

Stała praca to natłok obowiązków, a te w domu też nie znikają, dzieci potrzebują stale dużo uwagi, zaangażowania, rozmowy, wspólnego spędzania czasu. O sobie i mężu też nie zapominam, na szczęście lubimy te same rzeczy, które nas relaksują, dlatego wieczory spędzamy wspólnie przy filmach, serialach, staramy się wychodzić na spacery we dwoje, a nawet randki! Dziadkowie wtedy opiekują się dziećmi.

Mimo tego co mówisz, że blog jest na ostatnim miejscu, to jednak stale jest na nim coś nowego. Jest odzwierciedleniem tego co na co dzień dzieje się w Twojej rodzinie.Nie masz oporów, żeby opowiadać o swoim życiu?

Może to jakiś rodzaj ekshibicjonizmu? 😉 Lubię pokazywać nasze życie, dom, dzieciaki. Może ktoś pomyśli, że się chwalę, i chyba trochę tak jest, bo jestem bardzo dumna z naszej rodziny i z naszych dzieci. Głównie dlatego, że to wszystko prawda, nie mam potrzeby kolorowania rzeczywistości. Ogromnie się kochamy, dzieciaki skoczyłyby za sobą w ogień, a my umiemy korzystać z życia, poprzez codzienne rozrywki typu kino, jedzenie, gry i zabawy, podróże. Nie odkładamy niczego na później, ani przytulania, ani przyjemności.

Myślę, że po prostu warto to pokazać, że rodzina – szczególnie nawet tak duża rodzina – daje ogromne szczęście, dużo radości z małych rzeczy, codziennie. Nie jest to żadne poświęcenie, jak wiele osób stereotypowo myśli. Duża rodzina to był nasz świadomy wybór i codziennie jestem wdzięczna, że nam się udało to marzenie zrealizować, i jednocześnie, że udaje się utrzymać ten poziom satysfakcji, o jaki nam chodziło.

To teraz drugie z serii – domyślam się – powtarzających się pytań 🙂 Jak to jest być #momof5? Jesteś otoczona mężczyznami, pewnie niejedna kobieta Ci może zazdrościć 🙂

Ostatnio dużo o tym myślałam: ja naprawdę jestem królową w domu. Mam wrażenie, że ciągle rozkazuję 😉 Mąż większość dnia spędza w pracy, wraca później niż ja, więc na mnie spada ogarnianie dzieci, zajęć dodatkowych, lekarzy, szkolnych spraw. To ja głównie podejmuję decyzje o sprawach mniejszych, o większych decydujemy wspólnie, ale każda z mam wie, że życie składa się głównie z mniejszych 😉 Więc nie ukrywam, że czasem jest mi ciężko, szczególnie, że muszę zapanować nad piątką chłopców w różnym wieku, z różnymi oczekiwaniami, potrzebami, pomysłami.

Starsi weszli w wiek, że się ciągle kłócą o wszystko, rywalizują ze sobą, czasem też ćwiczą moją cierpliwość, która już chyba dawno wyparowała 😉 Momentami mam ochotę uciec na Księżyc, a jednocześnie wiem, że beze mnie by się to wszystko zawaliło – i oprócz poczucia odpowiedzialności, to jest też miłe uczucie, być tak potrzebną. Chcąc nie chcąc – muszę ogarniać, wiec najlepiej to po prostu polubić!

Co dla Ciebie jest kluczowe w wychowaniu dzieci? Co chcesz im przekazać?

Zawsze powtarzam: jedyne, czego chcę od moich dzieci, to wychować ich na dobrych i szczęśliwych ludzi. Chcę, by miały dobre, współczujące serce i pomocne dłonie, a oprócz tego – by były szczęśliwe, robiły to co lubią, były samodzielne. Niczego konkretnego nie oczekuję, ani świadectw z paskiem, ani doktoratów, ani dużych pieniędzy. Ale jednocześnie uczę, że bez ciężkiej pracy nie można niczego osiągnąć w życiu, a własne szczęście ponad cudzym nieszczęściem nie da żadnej prawdziwej przyjemności. Takie podstawy. Reszta mnie naprawdę nie interesuje.

Śledząc wpisy na Twoim blogu łatwo zauważyć, że nie jesteś mamą narzekającą, ale zawsze uśmiechniętą i taką ze zdrowym dystansem. Z czego to wynika? Z ilości dzieci pod Twoimi skrzydłami i doświadczenia? Czy po prostu jesteś taką osobą?

Zdecydowanie jest to podejście do życia w ogóle. Mam taki charakter, że do wszystkiego podchodzę z entuzjazmem, optymizmem, energią. Dla niektórych nawet pewnie jestem trochę nadpobudliwa, ale z drugiej strony, inaczej nie ogarnęłabym tylu rzeczy naraz. Właściwie to nawet nie rozumiem, jak można inaczej podchodzić do codziennych wyzwań i dość trudno dogaduję się z osobami, które pracują dużo wolniej niż ja. Ja muszę mieć wszystko od ręki zrobione i załatwione, nie rozumiem pojęcia „zaraz” czy „pomyślę o tym jutro”.

Gdyby nie wrodzony entuzjazm, na zrobienie wielu rzeczy po prostu nie starczyłoby mi siły, a tak mam coś, co mnie od środka nakręca. I dzięki temu nastawieniu wiele w życiu mi się udaje. Widzę to w codziennej pracy – jak ja dzwonię, by coś załatwić, zawsze zostaje załatwione według moich oczekiwań. Od razu wiem, że mi się uda, i ta druga strona chyba też to czuje 😉

To samo z dystansem. Gdybym miała się wszystkim przejmować, co więcej, gdyby to przejmowanie się miało wpływać na moje codzienne funkcjonowanie, pewnie często nie mogłabym wstać z łóżka. Staram się robić swoje i nie myśleć o tym, co inni powiedzą, bo już wiem, że to nie ma sensu. I jednocześnie nikogo nie oceniam, chociaż nie zawsze rozumiem. Ale każdy musi znaleźć receptę na swoje szczęście, mieć własny pomysł na życie. Ale wydaje mi się, że żyjąc z uśmiechem, optymizmem, jest po prostu łatwiej.

Jeszcze pytanie o blog? Czy sama tworzysz wszystko co na nim widzimy, czy ktoś Ci pomaga?

Blog to mój kawałek świata, z nikim się nim nie dzielę i nie korzystam z pomocy. Czasem konsultuję się z koleżankami blogerkami, gdy napotykam na problem, ale nie mam potrzeby zatrudniać fachowej pomocy.

Zupełnie niedawno otworzyliście sklep z zabawkami. To wielkie przedsięwzięcie. I to nie jest Wasza pierwsza przygoda ze sklepem z zabawkami. Opowiedz trochę o tym.

Firma DAMI ZABAWKI to firma rodzinna męża. Założona 18 lat temu przez jego rodziców, teraz przeszła na niego i siostrę. Ale musiałam i ja się zaangażować, gdyż rozmiar tego przedsięwzięcia zdecydowanie przerasta dwie osoby. W tej chwili zatrudniamy już ponad 30 osób, mamy dwie wielkie placówki, sprzedaż detaliczną stacjonarną i online, ale także hurtową na skalę ogólnopolską, oraz import i eksport.

Ostatnio otworzyliśmy w Gdyni nowy, ogromny sklep stacjonarny, największy w Polsce sklep z zabawkami! 1200 metrów i ponad 5000 różnych produktów. W tej chwili do mnie należy przypilnowanie i rozwinięcie tego przedsięwzięcia. Stawiam przede wszystkim na obsługę klienta, dobrą zabawę, nie tylko na sprzedaż! Miejsce to ma przyciągnąć całe rodziny i zapewnić nie tylko wybór i niskie ceny, ale przede wszystkim wspólnie miło spędzony czas. Co tydzień robimy warsztaty, gry, zabawy, konkursy, rozdajemy darmowe upominki wszystkim dzieciom, które chcą z nami spędzić czas 🙂 Dziecko jest naszym głównym klientem, a dla dziecka liczy się tylko dobra zabawa. Myślę, że to dość innowacyjne podejście do prowadzenia biznesu w Polsce, chociaż bardzo popularne za granicą.

Znajdujesz czas dla siebie i tylko dla siebie albo na randki z mężem? Jak wtedy organizujesz opiekę dla swoich pięciu chłopaków?

Wychodzę z założenia, że nie będę dobrą mamą, jeśli nie będę szczęśliwą kobietą. Dlatego dbam o swoje przyjemności, czas dla siebie, czas dla nas tylko we dwoje. Z racji pracy często z mężem podróżujemy, nawet raz w miesiącu, dlatego mam czas się wyspać i spokojnie pogadać. Chodzimy też na randki, może niezbyt często, ale uwielbiamy tajskie masaże, dobre jedzenie i kino 😉

Mam wspaniałych rodziców, którzy uwielbiają swoje wnuki i zawsze możemy na nich liczyć. To prawdziwi wojownicy, żadne wyzwanie im nie straszne, ani nagła choroba dziecka, ani wyprawienie do szkoły na 7:30, dlatego jestem spokojna, że dadzą sobie radę, a dzieci ich nie wykończą. Ale także w domu dbamy o swój komfort. Mamy zasadę, że po 21.30 nie ma już dzieci w salonie – mogą sobie poczytać przed spaniem, ale od 21:30 (w weekendy po 22) mamy czas dla siebie. Oglądamy wtedy filmy, czasem pijemy wino (z zasady również nie pijemy alkoholu przy dzieciach), rozmawiamy, albo i nie 😉

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcia: dwa pierwsze Rafał Mroziński (TrochęFajnyFotograf.pl); pozostałe zdjęcia: Patrycja Biegańska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Piękne kobiety po 40-tce. Projekt fotograficzny „Granica”

Czy 40-te urodziny rzeczywiście mają jakąś magiczną moc? Czy po 40-tce cokolwiek się zmienia? A jak czują się kobiety, które przeszły tę symboliczną granicę? Przepiękny, kobiecy i zmysłowy projekt fotografki Izy Faber pt. "Granica" porusza kobiety w różnym wieku. O kulisach projektu, inspiracjach i 40-tych urodzinach rozmawiam z autorką! Zapraszam.
  • Agnieszka Kaczanowska - 11/11/2018
Iza Faber, fotografka

Iza Faber ukończyła kursy na Akademii Fotografii Dziecięcej. Jeśli też chciałabyś robić piękniejsze zdjęcia – zapisując się na kurs w Akademii możesz dostać 10% rabatu! (na hasło mamo pracuj)

Czy 40 to Twoim zdaniem magiczna liczba?

Nieszczególnie, żadna liczba nie jest jakaś wyjątkowa. To my nadajemy jej pewne znaczenie. Myślę, że przekraczanie każdej 10- tki od pewnego momentu w życiu powoduje już lekkie zastanowienie się nad upływającym czasem. Dla mnie to właśnie ta 40-tka była po raz pierwszy związana z tym, że poczułam przejście przez GRANICĘ.

Wiem, że kobiet nie pyta się o wiek, ale skoro jesteśmy w jednym wieku i Twoje bohaterki mówią o swoim wieku, to pozwolę sobie na to pytanie: czy projekt, cały koncept, ma związek także z Twoimi 40-tymi urodzinami? Czy poczułaś coś mocnego w okolicach swoich urodzin?

Tak. Stąd się wziął pomysł na projekt. Myślałam, że będzie to kolejna zaliczona dekada. Po 30-tce miałam wrażenie, że wkraczam w taki najfajniejszy dla kobiety wiek, kiedy jest się młodym, ale już dość świadomym siebie.

Trzydzieści jest jeszcze lekkie, a czterdzieści, kiedy wypowiedziałam na głos, zabrzmiało bardzo ciężko, poczułam ciężar tej liczby. Ma ona mocną symbolikę, to 40 lat Izraelici błądzili po pustyni. Uświadomiłam sobie, że jest w tym pewna granica. Dojście do jakiegoś momentu w życiu, zrobienie pewnego bilansu, gdzie jestem, co już za mną, a co jest jeszcze możliwe.

Myślę, że ona się przesuwa wraz z pokoleniami, dla naszych matek to mogła być magiczna 30-tka.

To ten moment kiedy wiesz, że pewne rzeczy zaczynają już być za Tobą.

Moment kiedy też wiesz, że szkoda czasu na coś, co nie ma wielkiego znaczenia. To czas kiedy większość kobiet żyje bardzo intensywnie, pracuje, wychowuje dzieci, prowadzi dom i ważne jest ustalenie pewnych priorytetów, np. o które relacje chcę dbać i znaleźć na nie czas, a co nie jest tak istotne i można odpuścić, bo szkoda czasu, który jest cenny i wciąż go mało. Myślę, że w zasadzie jak jakaś relacja się pojawia w życiu to zawsze coś wnosi, każdego człowieka trzeba potraktować z uwagą, ale niekoniecznie każdą duperelę.

Taki moment, kiedy zaczyna się mocno zauważać, że życie upływa szybciej niż nam się wydawało i żaden dzień nie wróci. To brzmi banalnie, ale coś w tym jest.

Mocne przeżycie to jedno, ale powiedz mi na czym Ci najbardziej zależało w projekcie? Co chcesz powiedzieć?

Byłam ciekawa, czy tylko ja mam takie odczucia związane z przekroczeniem tego wieku. Niby nic, bez żadnych dramatycznych zmian, ale jednak to się czuje, może nawet bardziej pod skórą niż w jakiś konkretny nazwany sposób. Chciałam posłuchać o doświadczeniach innych kobiet. Sprawdzić, czy moje odczucia są odosobnione czy nie.

Mam nadzieję, że dla innych kobiet będzie to po prostu ciekawe. Taki obraz dzisiejszej 40-latki.

Jestem fotografem i portrety kobiet to jedno z moich ulubionych zajęć. Lubię kobiety, które mają już coś do powiedzenia, na których twarzach są prawdziwe emocje i historie. Jestem ciekawa kim są.

Fotografowanie kobiet jest świetne, a kobiet dojrzałych jest bombowe!

Jest taka opinia, że po 40-tce kobieta robi się niewidzialna. Część moich bohaterek była zaskoczona właśnie tym faktem, jak bardzo „widzialne” mogą być i ile mają w sobie uroku i piękna.

Na czym mi zależy? Chciałabym dawać ludziom takie zdrowe poczucie pewności siebie i tego, że są piękni, że każdy ma coś wspaniałego w sobie, że nie jesteśmy idealni, ale jesteśmy piękni. To pomaga się otworzyć, wyjść do innych i dzielić się sobą.

Aż mam ciarki, bo też gdzieś z tyłu głowy majaczy mi się głos o tej „niewidzialności”, a to zupełna pomyłka. Znam wiele kobiet, które właśnie wtedy rozkwitają! Może dlatego, że już nie muszą, tylko chcą? Czy kobiety same się do Ciebie zgłaszały? Czy Ty zapraszałaś?

Dałam ogłoszenie na swoim profilu. Nie chciałam nikogo namawiać, zależało mi na osobach, które same będą chciały wziąć udział w projekcie, bo będą miały taką potrzebę wypowiedzi. Część to moje dobre znajome, kobiety mi bliskie, i ich kandydatury niejako naturalnie wypływały podczas rozmów. Przed projektem rozmawiałam z kilkoma zasięgając ich opinii, czy taki projekt ma szansę być interesujący, czy mógłby kogoś zaciekawić.

Co było kluczowe, słowem jak stworzyłaś atmosferę zaufania, bliskości, którą widać na zdjęciach?

Nie wiem. 😀 Serio. Musiałabyś zapytać osób, które fotografuję. Od nich najczęściej słyszę, że nie myśleli, że będą się tak dobrze bawić, że przyszli spięci, ale w sumie było fajnie i poczuli się dobrze.

Ja lubię ludzi, którzy do mnie przychodzą. Nie mam klientów, których bym nie lubiła. Podobają mi się kobiety, zachwycam się ich urodą, uśmiechem, gestami… każda w sobie coś ma. Podczas sesji zakochuję się w nich, bo jestem sama pod wielkim wrażeniem jak potrafią rozkwitać.

Może takie poczucie akceptacji wpływa na to, że ktoś zaczyna dobrze się czuć.

Jestem dość bezpośrednia w trakcie sesji, pokazuję, wygłupiam się, robię miny, ale też podchodzę, poprawiam włosy, ubrania…. Jest mi tak czasem łatwiej, niż tłumaczyć i to znosi pewną barierę.

A Ty, sama, też się sfotografowałaś?

Oczywiście, bo jestem najbardziej marudzącą klientką jaką znam… taką, która ma zastrzeżenia do wszystkiego, a do siebie najbardziej. Dlatego rozumiem doskonale moje klientki.

I co będzie dalej? Co teraz?

Obecnie jestem w trakcie publikacji projektu. Codziennie jedno zdjęcie. Liczba jest oczywista, zdjęć będzie 40. Chciałabym mieć możliwość opublikowania może gdzieś tego projektu. Jeszcze nie myślałam o tym w detalach.

Ale już zaczynam myśleć nad kolejnym projektem 😉

Super! Trzymam kciuki i dzięki za rozmowę!

Iza Faber ukończyła kursy na Akademii Fotografii Dziecięcej. Jeśli też chciałabyś robić piękniejsze zdjęcia – zapisując się na kurs w Akademii możesz dostać 10% rabatu! (na hasło mamo pracuj)

Rozmawiała: Agnieszka Kaczanowska

Zdjęcia: Iza Faber

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail