Czego szukasz

Jak nie stracić prawa do własnej firmy?

Kasia od 2 lat prowadzi firmę. Ma stałe grono klientów i jej biznes cały czas się rozwija. Kasia działa legalnie i uczciwie. Firma jest jej drugim dzieckiem (pierwsze dziecko to czteroletni Franek). Czy ktoś lub coś może jej w prowadzeniu firmy przeszkodzić i na przykład zmusić do zamknięcia firmy, albo przynajmniej do zmiany nazwy, z rozpoznawalnej marki, którą budowała od kilku lat? Jak ochronić swój biznes?

Młoda właścicielka bistro w swoim barze

O tym jak zadbać o bezpieczeństwo firmy zapytałam Marcina Setlaka, prawnika z kancelarii Brandelaw, specjalizującej się w rejestracji znaków towarowych.

Panie Marcinie, przywołując przykład Kasi – przedsiębiorczej mamy, jak ochronić się przed utratą prawa do własnej marki? Dlaczego powinniśmy myśleć o zastrzeżeniu znaku towarowego? Czy to jest naprawdę potrzebne?

Każdy przedsiębiorca – niezależnie od tego czy to duża firma czy jednoosobowa działalność – tak jak w przypadku Kasi,  działa na tym samym, jednolitym rynku europejskim. Oznacza to, że korzystając ze swojej nazwy firmy, nazw tworzonych produktów, domeny internetowej czy logotypu może wchodzić w kolizje ze znakami innych przedsiębiorców.

Najczęściej do naruszeń dochodzi nieświadomie bo np. firma z Portugalii ma zastrzeżony znak na terenie UE, który jest identyczny lub bardzo podobny ze znakiem używanym przez naszą Kasię. Tylko, że nasza Kasia o tym nie wie. Gdy firma z Portugalii planuje rozszerzyć działalność na nasz kraj, wówczas „czyści” temat naruszania jej znaku towarowego.

Kasia dostaje pismo z kancelarii prawnej z wezwaniem do zaprzestania naruszenia znaku oraz oddania domeny internetowej. Nietrudno się domyślić, że jeśli marka jest budowana przez wiele lat, taka sytuacja może boleśnie doświadczyć każdego. Dlatego ochrona znaku towarowego to w praktyce ochrona naszego biznesu przed konkurencją oraz możliwość rozwijania marki, do której mamy tytuł własności w postaci świadectwa ochronnego znaku.

Rzeczywiście, sytuacja może przybrać niekorzystny obrót dla Kasi. Co się zmieni w jej sytuacji, jeśli zastrzeże swój znak towarowy, czyli np nazwę firmy i logo?

Zastrzeżenie znaku daje szereg korzyści. Zacznijmy od ochrony praw do nazwy marki, jej logotypu, na domenie internetowej skończywszy.

Po pierwsze znak towarowy chroni wizerunek marki jaką posługujemy się w obrocie gospodarczym, oznaczając nią swoje produkty i usługi. Oznacza to, że każdy, kto pod podobną marką oferuje podobne produkty i usługi do naszych, musi liczyć się z konsekwencjami. Znak towarowy ma więc chronić nasz biznes przed nieuczciwą konkurencją i wspiera budowanie naszej marki.

Warto wspomnieć, że  nie mając zastrzeżonego znaku towarowego jesteśmy jedynie abonentami domeny, pod jaką funkcjonuje nasza marka w internecie. Nie mamy do niej żadnego tytułu prawnego – opłacamy jedynie coroczny abonament. Może się więc zdarzyć, że podmiot posiadający tytuł prawny do znaku z identyczną nazwą domeny może wystąpić o jej zwrot. Mając zarejestrowany znak towarowy taka sytuacja nam nie grozi.

Kolejną korzyścią jest możliwość korzystania z praw do marki – można udzielić licencji na jej wykorzystywanie innej firmie i z tego tytułu czerpać korzyści. Marka może być też przedmiotem zabezpieczenia kredytu w banku.
Bardzo istotnym instrumentem w walce z nieuczciwą konkurencją, która podszywa się pod naszą markę jest możliwość zabezpieczenia towaru konkurenta w uproszczonym trybie. Wystarczy uprawdopodobnić,  że doszło do naruszenia znaku towarowego. Sąd wydaje postanowienie o zabezpieczeniu towaru w ciągu kilku dni.
To tylko przykładowe korzyści. Katalog ich jest znacznie szerszy i w dużej mierze zależy też od potrzeb i celów biznesowych przedsiębiorcy.

A jeśli jednak Kasia się nie zdecyduje na zastrzeżenie znaku towarowego? Bp np. uzna, że to już przesada, ona swój biznes prowadzi lokalnie, żadna firma z Portugalii nie będzie przecież chciała w jej mieście zakładać filii, to co może się stać?

No właśnie, dobre pytanie. W tym wypadku nie ma oczywistej odpowiedzi i nie można jednoznacznie powiedzieć, że na pewno Kasia straci swoją markę czy też prawo do używania logotypu. Owszem przedsiębiorca ma ochronę – z tytułu praw autorskich, ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji itd. Prawa te wymagają jednak dochodzenia ich przed sądem, udowadniania, że zostały prawidłowo nabyte co wydłuża i utrudnia postępowanie.

Mając znak towarowy wystarczy wykazać fakt rejestracji. Nie mając zarejestrowane go znaku firmę Kasi można porównać do średniowiecznego rycerza, który uczestniczy w bitwie bez zbroi, która by go mogła chronić. Ryzyko, że w ten czy inny sposób jej biznes ucierpi jest znacznie większe i trudno w kilku punktach wymienić to, co może się zdarzyć.

Podam prawdziwy przykład. Niedawno klient zlecił nam zarejestrowanie określonego znaku towarowego w zakresie alkoholi. Chodziło konkretnie o piwa, które zamierzał produkować. Nazwa była trafna, a pomysł zdawał się być bardzo dobry jako koncepcja marketingowa. Problem pojawił się w momencie zgłoszenia znaku do urzędu patentowego. Dosłownie tydzień wcześniej konkurent z tego samego regionu zgłosił identyczną nazwę. Zgodnie z prawem pierwszeństwa to konkurent a nie nasz klient uzyska ochronę. Trudno sobie wyobrazić takie sytuacje, ale one się zdarzają.

I w takich wypadkach przedsiębiorcy pozostaje nic innego jak szukać nowej marki. Gorzej jak klient od jakiegoś czasu funkcjonuje na rynku używając swojej marki . W takim wypadku straty mogą być bardziej policzalne – począwszy od kosztów przygotowania nowego logo, szyldów, reklam, odnośników do nowej strony www, na nowych produktach opakowań produktów skończywszy.

Czyli, jeśli dobrze zrozumiałam, Kasia – opłacając wybraną domenę internetową – może nie móc jej używać, bo ktoś zastrzegł sobie tę markę w urzędzie patentowym?

W określonych przypadkach i przy zaistnieniu określonych okoliczności, tak może się zdarzyć. Każdy przypadek jest inny i należałoby je analizować odrębnie. Rodzaj nazwy tj. fantazyjna lub generyczna jak również rodzaj zastrzeżonego znaku będzie determinował działania, które konkurent może podjąć względem naszej domeny internetowej. Pamiętajmy, że względem domen z rozszerzeniem .pl każdy kto rejestruje domenę, zgadza się na zapis na sąd polubowny. Oznacza to, że w przypadku zaistnienia sporu, domena jest blokowana tzn. nie można jej przekazać osobie trzeciej aby uniknąć odpowiedzialności.

Panie Marcinie, ile kosztuje taka rejestracja znaku? Czy to usługa dostępna dla wszystkich?

Właścicielem znaku towarowego może być zarówno firma (osoba prawna) jak i jednoosobowa działalność gospodarcza. Może też nim być osoba fizyczna, która takiej działalności nie prowadzi. Od strony finansowej koszt 10 letniej ochrony znaku w najmniejszym możliwym zakresie (tj. 1 klasa w tzw. klasach towarów i usług) wynosi 940 PLN w Polsce oraz 850 EUR na terenie UE. Dzieląc tę kwotę na 10 lat wychodzi, że opłaty te są w zasadzie nieduże. Trudność polega jednak na tym, że należy je uiścić na początku tego okresu. W Polsce opłata ta podzielona jest na dwa etapy tzn. opłata za zgłoszenie 450 PLN i opłata za pierwsze 10 lat ochrony w pozostałej kwocie. W UE opłata pobierana jest w całości na początku procedury zgłoszeniowej.

To tak naprawdę mniej zapłacimy niż wynosi miesięczna składka ZUS dla przedsiębiorcy 🙂 a korzyści mogą być o wiele większe 🙂 A jak wygląda proces rejestracji znaku towarowego krok po kroku?

Proces rejestracji znaku obejmuje kilka etapów. Na początku urząd bada czy zgłoszenie znaku towarowego jest zasadne tzn. czy kandydat na znak towarowy może nim zostać w przyszłości. Jeśli weryfikacja jest pozytywna, wówczas urząd podaje do publicznej wiadomości informacje o zgłoszeniu w swoim biuletynie oraz w bazach znaków towarowych.

Od dnia opublikowania znaku biegnie trzymiesięczny okres sprzeciwowy, w trakcie którego każdy, kto uważa, że zgłoszenie to narusza jego prawa może wnieść sprzeciw. Jeśli po tym terminie nie ma sprzeciwów urząd wydaje decyzję pozytywną. Jeśli zaś sprzeciwy wystąpią, wówczas postępowanie się wydłuża. Strony sprzeciwu mogą w początkowym okresie ustalić wspólne stanowisko. Jeśli nie udałoby się im dojść do porozumienia, wówczas urząd wydaje decyzję na podstawie zgromadzonych dowodów. Cały proces trwa w Polsce około 6-8 miesięcy a w UE 5-6 miesięcy – zakładając, że nie wystąpiły sprzeciwy w trakcie.

Pana kancelaria specjalizuje się z w rejestracji znaków towarowych. Jak mogą pomóc Państwo naszym Czytelniczkom, które tak jak Kasia, prowadzą swoje własne biznesy?

Przede wszystkim świadczymy bezpłatne usługi prawne w zakresie weryfikacji czy dany znak może uzyskać ochronę. Jeżeli weryfikacja będzie pozytywna, wówczas przeprowadzamy klienta przez cały proces rejestracji znaku. Obejmuje on odpowiedni opis znaku tzw. klasyfikację, przygotowanie dokumentacji urzędowej, weryfikację statusu sprawy w urzędzie, udzielanie dodatkowych wyjaśnień i odpowiedzi do urzędu.

Po zarejestrowaniu znaku opiekujemy się też nim, świadcząc usługi monitorowania znaku towarowego. Monitoring ma na celu wykrycie znaków identycznych lub podobnych do naszego znaku, w celu blokowania (zgłaszania sprzeciwów) tych rejestracji. Mogłyby one bowiem naruszać prawa naszego znaku i utrudniać prowadzenie biznesu. Warto pamiętać, że urząd patentowy nie informuje nas o zgłoszeniach kolizyjnych znaków towarowych. To jest obowiązkiem ale i prawem przedsiębiorcy, by chronić swoją własność. To podobna zasada jak przy byciu właścicielem nieruchomości. To czy założymy w budynku alarm i przepłoszymy złodzieja zależy już tylko od nas.

Dziękuję za rozmowę.

Wszystkie Czytelniczki Mamo Pracuj mogą BEZPŁATNIE zweryfikować swoją markę. Sprawdź już dzisiaj co możesz zyskać!

Rozmawiała: Joanna Gotfryd

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Podyskutuj

Po urlopie macierzyńskim zostałam wirtualną asystentką – elastyczna i zdalna praca dla mamy – historia Joanny

Joanna Figiel-Polko wcześniej pracowała jako nauczycielka. Podczas urlopu macierzyńskiego zdecydowała się przebranżowić - została wirtualną asystentką. Pracuje z misją, elastycznie i tyle, ile chce i może. Czy to idealna praca dla mamy? Tak, pod warunkiem, że... sprawdź sama i przekonaj się, czy to także może być zawód dla Ciebie?
kobieta w okularach

Wirtualna asystentka – zdalna praca dla mamy

Jeśli chcesz zdobyć nowy zawód, by móc pracować zdalnie – sprawdź szczegóły kursu:

Wirtualna Asystentka & Social Media Ninja

Podając kod mamopracuj dostaniesz 5% zniżki na kurs i równocześnie wesprzesz działania naszego portalu!

Najbliższa edycja startuje już wkrótce – zarezerwuj miejsce dla siebie!

Asiu, byłaś nauczycielką języka polskiego, a obecnie pracujesz jako wirtualna asystentka. Dlaczego postanowiłaś się przebranżowić?

Pracowałam w szkole 10 lat i zawód nauczyciela dawał mi wiele satysfakcji. Uwielbiam młodzież i choć pracowałam w specyficznym i wymagającym środowisku, czułam, że się spełniam. W to co robię, angażuję się zawsze na 100% i kiedy urodziłam pierwsze dziecko, powoli docierało do mnie, że nie mogę i nie chcę pracować zawsze w biegu, w pośpiechu i w ciągłym stresie.

To był też czas wielkich zmian w systemie edukacji, z którymi trudno było mi się pogodzić, bo sens pracy nauczyciela zagubił się między biurokracją a procedurami. W czasie drugiej ciąży zdecydowałam o zmianie zawodu. Chciałam zmiany, poczucia sprawczości, niezależności w decyzjach. Obawiałam się tylko, że trudno mi będzie gdzieś indziej realizować wewnętrzne poczucie misji, bo to zawsze mi towarzyszyło w pracy nauczyciela.

Skąd pomysł na przebranżowienie na wirtualną asystentkę?

Wcale nie miałam takiego pomysłu!

Nawet nie miałam pojęcia, że wirtualna asystentka to zawód, a nie chatbot na stronach internetowych.

Chciałam pracować jako programistka i postanowiłam się nauczyć Javy. Wybrałam bootcamp Java Developer w Future Collars.

Mimo że byłam świadoma, że to bardzo intensywny i wymagający kurs, podjęłam się i w każdej wolnej chwili siadałam do nauki. Niestety, przeliczyłam swoje możliwości i choć rodzina wspierała mnie bardzo, nie byłam w stanie nadążyć za grupą.

Pojawiły się problemy zdrowotne w drugiej ciąży i stres, że mi się nie uda. Postanowiłam odłożyć naukę na później, choć z dwójką dzieci nie umiałam sobie tego wyobrazić. Gdyby jednak nie okoliczności zewnętrzne, z pewnością kontynuowałabym naukę programowania.

Z pomocą przyszła Paulina z Future Collars, która opowiedziała mi o wirtualnej asystentce i zaproponowała, żebym spróbowała sił w tym zawodzie. To był strzał w dziesiątkę – potrzebowałam i tego pomysłu, motywacji i nowej możliwości.

Skoro to nie chatbot, to kim jest wirtualna asystentka?

Wirtualna asystentka lub asystent to ogólna nazwa dla osób, które wspierają właścicieli biznesów w codziennych obowiązkach. Te obowiązki mogą być bardzo różne i dotyczyć kwestii administracyjnych, obsługi klienta, marketingu, a nawet pomocy w sprawach prywatnych. Klienci potrzebują wsparcia na kilka godzin tygodniowo, ale nie chcą zatrudniać etatowego pracownika. Wszystko odbywa się zdalnie.

Freelancerzy tak działają od zawsze, nie jestem przekonana, czy to całkiem nowy zawód. Jedno jest pewne – przyspieszona cyfryzacja, przenoszenie biznesów do świata online i trendy na rynku powodują, że na usługi wirtualnej asystentki popyt nieustannie rośnie.

Wirtualna asystentka może specjalizować się w różnych zadaniach – uważam to za atut. Nie muszę znać się na wszystkim, nie muszę lubić wszystkich zadań, nie muszę pracować z kimś, z kim nie potrafię się porozumieć.

Poznaj jeszcze historię Eli Wolińskiej – Wirtualna Asystentka bez tajemnic!

Różne są też sposoby rozliczania za pracę. Ja rozliczam się za godzinę pracy, której czas dokładnie mierzę za pomocą specjalnego programu. Czasem wyceniam pracę na podstawie zadania, które muszę wykonać.

Jak można zostać wirtualną asystentką?

Opowiem, jak to było ze mną, bo sposobów jest wiele i na pewno każda zainteresowana tym zajęciem osoba znajdzie coś dla siebie. W Internecie jest sporo bezpłatnej wiedzy, grupy na Facebooku, blogi i artykuły na ten temat. Znajdujemy też mnóstwo e-booków, które mają różną wartość merytoryczną i ceny. Wiele wirtualnych asystentek chętnie udziela pomocy, inne oferują mentoring, kursy.

Ten ogrom wiedzy i możliwości to przekleństwo. Można na długie tygodnie zakopać się w sieci, pochłaniając wiedzę i odkładając decyzję, że to już czas na poszukiwanie klientów.

Mnie na szczęście to ominęło, bo wpadłam trochę znienacka na kurs, rozejrzałam się i wyszłam bardzo zadowolona, zaopatrzona w uporządkowaną wiedzę, z kontaktami i koleżankami po fachu, na których pomoc mogę liczyć.

Kurs jest intensywny, a kolejne moduły są różnorodne. Pozwala to na zapoznanie się pracą WA w różnych obszarach – od copywritingu, przez social media po budowanie własnej marki i tajniki freelancingu.

Sporo czasu mentorki poświęciły też na zasady współpracy z klientami – to ważne, bo można umieć wiele, ale trzeba jeszcze to pokazać i jakoś zacząć.

Na tej bazie budowałam swoją ofertę, zastanawiałam się, co mogę zaoferować klientom na już, a w czym się rozwinę i za jakiś czas będę mogła włączyć do swoich usług.

Ledwo skończyłam kurs, a już miałam na koncie pierwsze zlecenie.

Wystraszyłam się, że jednak rynek jest przesycony asystentkami, bo nagle zleceń było mniej. To był efekt lockdownu i widma kryzysu. Był też taki moment, że musiałam odmawiać potencjalnym klientom lub nie odpowiadać na ogłoszenia. Moce przerobowe z dziećmi na pokładzie kurczyły się szybko.

Przeczytaj również: Mama bliźniaków pracuje zdalnie – historia Agnieszki, wirtualnej asystentki.

Czy wirtualna asystentka to dobry zawód dla mamy?

Uważam, że dobry jak każdy inny z możliwością pracy zdalnej. Jednak praca z domu przy dzieciach to wyzwanie. Nie mogę sobie pozwolić na pełen etat, ale cenię sobie elastyczność i to, że mogę pracować w dowolnym czasie i miejscu. Mogę zdecydować, ile godzin miesięcznie jestem w stanie pracować i pod tym kątem szukać współpracy.

Łatwo jednak wpaść w pułapkę myślenia, że można pracować dla klienta między kaszką a spacerkiem. Nie można, a na pewno nie efektywnie. Gdybym nadal uczyła w szkole, obecnie zdalnie, miałabym podobne dylematy.

Katar przedszkolaka jest bezwzględny i atakuje bez ostrzeżenia. Ząbkowanie u półroczniaka też nie czeka, aż mama skończy większy projekt. Najgorzej jest, kiedy wydaje Ci się, że dzieci spokojnie się bawią, więc można zadzwonić i szybko coś ustalić. Zawsze, ale to zawsze tłem rozmowy są ryki i piski. Dlatego jeśli coś mogę załatwić wiadomością e-mail lub na komunikatorze, korzystam z tej możliwości.

Bywa też, że jedno dziecko w nocy się budzi i odsypia w dzień, ale to drugie śpi w nocy i cały dzień jest rześkie jak skowronek. Wtedy nie ma mowy o pracy – ani rano, ani w nocy… Najlepiej kiedy dzieci są zaopiekowane przez drugiego rodzica, babcię, nianię lub placówkę – nawet przez 3-4 godzin dziennie. Tak pracuje się najefektywniej.

Podsumowując – tak, wirtualna asysta to świetny zawód dla mamy, która nie planuje pracować 8 godzin dziennie w sztywnych godzinach, potrafi rozdzielić życie rodzinne od zawodowego i pogodzić się z tym, że praca zdalna to nie wakacje z laptopem pod plamą.

Jednak polecam, bo daje wiele satysfakcji, mnóstwo wiedzy i gwarantuje rozwój!

Jako asystentka dbasz o organizację spraw Twoich klientów, a jak wygląda organizacja u Ciebie w domu?

Nie lubię tego wytartego powiedzenia, że “wszystko jest kwestią organizacji”. Najbardziej misterny plan przy małych dzieciach częściej się nie udaje, niż udaje. Wolę już pogodzić się z tym, że plan to pewna możliwość.

Wykorzystuję każdy wolny czas na pracę i rozwój. Bardzo lubię ten “czas tylko dla mnie”, bo uwielbiam swoją pracę. Mam fantastycznych klientów, którzy znają moją sytuację osobistą i nadal chcą ze mną współpracować. Do deadlinów zawsze dodaję 1 dzień, nie biorę zleceń “na wczoraj”, daję znać, że czegoś nie zrobię – to kwestia szacunku do pracy i osób, z którymi współpracuję.

Oprócz dzieci w domu są jeszcze inne obowiązki – tymi dzielę się z mężem, który na równo ze mną gotuje, sprząta, zajmuje się dziećmi. Chyba od dwóch lat nie byłam na dużych zakupach spożywczych i wcale za tym nie tęsknię. Dziadkowie angażują się, jak tylko mogą. Mieszkamy daleko od nich, więc to pomoc okazjonalna, ale jestem za nią bardzo wdzięczna, a jeszcze bardziej za ich gotowość.

Czy masz jakieś rady, lifehacki na godzenie życia rodzinnego i zawodowego?

Mam! Przede wszystkim przestałam zauważać rozrzucone po całym mieszkaniu zabawki. Niby nic, ale zamiast się denerwować i zbierać je za każdym, czyli 100 razy dziennie, wolę w tym czasie pobawić się z dziećmi lub poczytać.

Mamy w mieszkaniu miejsce do pracy i choć to kuchnia, komputer nie stoi na stole do wspólnych posiłków i nie służy do rozrywki. Rozdzielam pracę i dom, jak tylko się da. Syn już nawet nie próbuje siadać na krzesło przy biurku, choć kusi, bo jest obrotowe. Mąż też czasem pracuje z domu, więc wtedy dzielimy się sprawiedliwie czasem na pracę i na opiekę nad maluchami, i zawsze wydzielamy czas na wspólne z dziećmi zabawy lub spacer. Inne sprawy mogą poczekać.

Mam świadomość, że nie zrobię więcej w czasie przeznaczonym na pracę. Wolę mieć mniej zleceń i zrobić je zgodnie z umową. Myślę, że za jakiś czas, kiedy będę miała nieco więcej czasu, to zaprocentuje.

Pomaga przedszkole, żłobek, opiekunka, doraźna pomoc innych. Lubię radzić sobie sama, ale teraz wiem, że męczenie się do upadłego nikomu nie służy. Jeśli potrzebuję, proszę o pomoc – męża, rodzinę, koleżankę. Mam przemiłą sąsiadkę, starszą panią, które bardzo lubi moje dzieci, a dzieci ją. Korzystam z jej pomocy w naprawdę awaryjnych sytuacjach, ale świadomość, że mogę zawsze zadzwonić, jest kojąca.

W obowiązkach zawodowych stawiam na komunikację i automatyzację pracy. Jeśli mogę coś uprościć, robię to. Staram się nie robić dwa razy tego samego. A jeśli nie jestem pewna, jakiego efektu oczekują moi klienci – pytam, bo to pozwala oszczędzić czas ich i mój.

Przeczytaj również: Wirtualna asystentka bez tajemnic – jak pracuje, co robi i czy chodzi na urlop?

Co daje Ci Twoja praca?

Wybór – mogę decydować, ile chcę pracować i z kim. Specjalizuję się w copywritingu z dwóch powodów: lubię to i mogę pracować w nocy albo wcześnie rano.

Poczucie niezależności – w czasie kursu Wirtualna Asystentka i Social Media Ninja okazało się, że mam wiele umiejętności, które mogę zaoferować klientom. Nie muszę robić czegoś, czego nie lubię. Chociaż mam doświadczenie w telefonicznej obsłudze klienta, nie lubię załatwiać spraw przez telefon.

Rozwój – chciałabym poszerzać sukcesywnie ofertę. Cieszę się, że mogę budować swoją markę osobistą w swoim tempie. Wiem, że wysiłek się zwróci.

Pierwszy urlop macierzyński wykorzystałam jako czas dla mojej rodziny, drugi – na rozwój. Wiedziałam, że jeśli nie zrobię czegoś przed narodzinami córki, po jej urodzeniu nie ruszę z pewnością. Byłam już trochę zmęczona stagnacją zawodową, brakowało mi kontaktów z ludźmi, zajęcia dla głowy innego niż opieka nad dziećmi.

Zawsze byłam bardzo aktywna zawodowo, działałam dodatkowo poza godzinami pracy i nie znosiłam bezczynności. Moja obecna praca pozwala mi łączyć wszystkie potrzeby – pracy, działania, wspierania innych i jednocześnie nie pozbawia mnie radości macierzyństwa. Jestem z dziećmi, uczestniczę w ich rozwoju, nic mnie nie omija.

Czy wcześniejsze doświadczenie nauczycielskie pomaga w pracy wirtualnej asystentki?

Zdecydowanie warto zacząć zmiany zawodowe od budowania nowego na tym, co już się ma i się wie. Jako nauczycielka spędzałam długie godziny na komunikacji, ciągle coś negocjowałam, sprzedawałam (wiedzę, umiejętności – wśród uczniów mało popularny towar), obsługiwałam klientów (uczniów, rodziców, załatwiałam kwestie urzędowe), a do tego tworzyłam, pisałam, koordynowałam, zarządzałam, organizowałam, weryfikowałam… To dokładnie to, co robię teraz!

Z jedną rzeczą długo się zmagałam – pokora wobec oczekiwań klientów. Nauczyciel, wiadomo, wie lepiej. A nauczyciel polonista nie dość, że wie lepiej, to jeszcze jest przywiązany do swojego stylu, przecinków i rozprawek. Nadal pracuję nad sobą, ale przecinków nie odpuszczam!

Mam też doświadczenie w obsłudze klienta i w organizacji eventów. Bardzo cenię sobie każdą praktykę i to, że mogłam się sprawdzić. Dzięki różnym doświadczeniom wiem, czego chcę i wiem, czego nie chcę.

Czy pamiętasz swojego pierwszego klienta?

Tak, to była cudowna współpraca z Karoliną, która wybrała moją ofertę. Zleciła mi korektę, redakcję i skład e-booka. Pamiętam, że miałam problemy z wyceną zlecenia i na obecne standardy pracowałam niemal za darmo, ale współpraca była sympatyczna, bezproblemowa, dla mnie rozwijająca. Zyskałam wiedzę i pewność, że jestem potrzebna.

A co z misją?

No właśnie! Wirtualna asysta pozwala decydować, z kim chcę pracować. Mam szczęście do klientów, dla których misja też jest ważna. Daje mi to poczucie, że robię coś ważnego dzięki tym, z którymi pracuję. Od pierwszego zlecenia pracuję z biznesami, które kierują się podobnymi wartościami do moich. Dzięki temu wierzę w to, co robię.

Przeczytaj również: Zostań wirtualną asystentką i pracuj z domu – nowy zawód w 8 tygodni!

Tego Ci życzę w takim razie – klientów z misją i spełnienia na polu zawodowym i osobistym. Dziękuję za rozmowę.

Jeśli chcesz zdobyć nowy zawód, by móc pracować zdalnie – sprawdź szczegóły kursu

Wirtualna Asystentka & Social Media Ninja


Podając kod mamopracuj dostaniesz 5% zniżki na kurs i równocześnie wesprzesz działania naszego portalu!

Najbliższa edycja startuje już wkrótce – zarezerwuj swoje miejsce już dzisiaj.

Zdjęcie: archiwum prywatne Joanny

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.

7 kroków jak wystartować z własnym biznesem, wykorzystując podejście Design Thinking?

Masz pomysł na biznes, ale nie masz pewności czy jest on dostatecznie dobry i czy znajdziesz klientów? Wykorzystaj narzędzia Design Thinking, aby to tanio i szybko sprawdzić. Stwórz produkt lub usługę, którą pokochają Twoi klienci.
zespół pracuje nad strategią biznesu

Jak wystartować z własnym biznesem wykorzystując podejście Design Thinking?

Design Thinking to kreatywna metoda rozwiązywania problemów, wykorzystywana przez wiele znanych i świetnie prosperujących firm tj. Google, Apple czy AirbNB do tworzenia innowacyjnych i użytecznych produktów lub usług. Metoda ta została spopularyzowana przez Tima Browna z firmy IDEO i jest jednym z kierunków wykładanych na uniwersytecie Stanford.

Design Thinking sprawdza się również dla przedsiębiorców, którzy chcą wystartować z własnym biznesem w sposób sprawdzony i efektywny. Na czym polega to podejście i jak je wykorzystać? Oto mapa 7 prostych kroków do wykonania.

Krok 1: Zdefiniuj kto jest użytkownikiem Twojego rozwiązania

Zastanów się i stwórz listę ludzi doświadczających problemu, który chcesz rozwiązać. Zastanów się i wypisz do kogo dokładnie kierujesz swój produkt i usługę, kto będzie go używał oraz kto będzie za niego płacił. Upewnij się, że masz przynajmniej 10 takich osób na swojej liście.

Dla przykładu jeśli Twój biznes miałby polegać na szyciu ubranek dla dzieci to Twoja lista powinna zawierać dzieci (użytkownicy produktu) oraz ich rodziców czy dziadków (osoby kupujące).

Krok 2: Umów się na rozmowę z konkretnymi osobami z Twojej grupy docelowej

Spójrz na swoją listę z kroku 1 i zastanów się kogo znasz, kto dobrze wpisuje się w profil Twoich odbiorców. Dopasuj konkretne imiona i nazwiska i umów się na 30-40 min rozmowę. Prowadząc rozmowę Twoim celem będzie poznanie punktu widzenia, historii, doświadczeń i preferencji tych konkretnych osób w obszarze, który dotyczy Twojego biznesu.

Przeczytaj także: Dlaczego warto korzystać z Design Thinking?

Krok 3: Przygotuj scenariusz rozmowy

Zanim przeprowadzisz rozmowę, dobrze przygotuj się do jej poprowadzenia. Kluczowe jest tutaj stworzenie listy dobrych pytań.

W Design Thinking rozmowy służą poznaniu punktu widzenia, preferencji, nawyków, zachowań i przekonań odbiorców, aby wychwycić co jest dla nich ważne i zidentyfikować ich najważniejsze potrzeby. Dobre pytania to pytania o ich doświadczenia i historie w interesującym Cię obszarze, pytania, których warto unikać to pytania o opinie na temat Twojego pomysłu i dyskutowanie rozwiązań, które już wymyśliłaś.

Oto przykładowe pytania jakie mogłabyś zadać rodzicom pracując nad produktem ubranek dla dzieci:

  • Jak często kupujesz ubranka swoim dzieciom? Gdzie najczęściej kupujesz i co bierzesz pod uwagę?
  • Opowiedz mi o swoich ostatnich doświadczeniach z zakupem i użytkowaniem zakupionych ubranek dla dzieci.
  • Opowiedz mi o swoim najlepszym / najgorszym doświadczeniu z ubrankami dla dziecka. Dlaczego to doświadczenie było najlepsze / najgorsze?

Krok 4: Przeprowadź rozmowy i zapisz najważniejsze wnioski

W kolejnym kroku po prostu przeprowadź swoje rozmowy, robiąc z nich szczegółowe notatki. Zapewne będziesz zaskoczona jak wiele nowych wartościowych informacji Ci dostarczą! Po każdej rozmowie wypisz: co się zaskoczyło, co często się powtarza, co wydaje Ci się najważniejsze. Spróbuj wypisać najważniejsze potrzeby swoich odbiorców, jakie zauważasz.

Krok 5: Dopracuj swój pomysł w oparciu o potrzeby odbiorców

Patrząc na potrzeby Twoich użytkowników i zapisane wnioski, włącz dobrą muzykę i wypisz pomysły na to, jak możesz dopracować swój pomysł, aby jeszcze lepiej spełniał ważne potrzeby Twojej grupy docelowej. Możesz zaprosić kilka innych wspierających Cię osób do wspólnego generowania pomysłów. Na koniec pogrupuj podobne pomysły razem i zdecyduj, który ostatecznie chcesz wypróbować.

Krok 6: Stwórz prototyp swojego rozwiązania i zaplanuj rynkowy test

Kiedy masz już konkretny i dopracowany pomysł na swój biznes warto sprawdzić czy znajdziesz na niego klientów. Aby zrobić to mądrze i oszczędzić sobie niepotrzebnych kosztów warto jest najpierw sprawdzić czy Twój pomysł sprawdzi się na rynku, czy znajdą się na niego klienci zanim zaczniesz w niego inwestować.

Możesz to zrobić przeprowadzając rynkowy test i przygotowując prototyp swojego rozwiązania. Chodzi o to, aby nie mając fizycznie gotowego produktu, dać swoim klientom wrażenie, że on już istnieje i sprawdzić jak na niego zareagują.

Dla przykładu możesz umieścić zdjęcia lub filmik prezentujący Twój produkt i umieścić go na stronie www. Link do strony promujesz w mediach społecznościowych lub wykorzystując swoje prywatne kontakty, a następnie sprawdzasz ile osób zdecydowało się zamówić Twój produkt.

Interesują Cię nasze propozycje dla rodziców?

Zapisz się do newslettera Mamo Pracuj i nie przegap żadnych nowości!

Zapisując się na newsletter, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych na zasadach określonych w polityce prywatności. W każdej chwili zgodę możesz wycofać.

Krok 7: Porzuć, zmień lub zrealizuj swój pomysł

W zależności od tego, co pokazał test rynkowy, wybierasz jeden z trzech kierunków działania:

  1. Zaczynasz działać widząc, że Twój produkt lub usługa znalazła swoją grupę nabywców
  2. Zmieniasz swój pomysł, jeśli popyt na produkt lub usługę jest niesatysfakcjonujący, a test pokazał Ci, czego brakowało w pierwotnym pomyśle
  3. Porzucasz pomysł i próbujesz czegoś innego, wracając do swojej listy pomysłów z kroku 5.

Przeczytaj także: Design Thinking, czyli jak zaprojektować swój biznes

Te proste kroki są z powodzeniem stosowane przez wiele znanych i świetnie prosperujących firm na całym świecie. Dla przykładu twórcy AirBnB zanim odpalili swój serwis najpierw podjęli próbę wynajęcia swojej własnej sypialni, aby przekonać się, czy ich pomysł znajdzie chętnych odbiorców. Podobnie działał Uber udostępniając swoją aplikację w początkowo bardzo prostej i okrojonej wersji tylko wśród swoich znajomych.

Jeżeli czujesz, że podejście Design Thinking mogłoby być ciekawym kierunkiem dla rozwoju Twojego pomysłu biznesowego i chciałabyś dowiedzieć się więcej, zapraszamy Cię do obejrzenia nagrania z webinaru: “Jak stworzyć biznes, który klienci pokochają i który się opłaci?”

Obejrzyj nagranie!

Zdjęcie: Canva

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Spełnione zawodowo mamy, które odważyły się opuścić korporację i założyć własną firmę, w ramach której prowadzą warsztaty na temat otwartej i efektywnej komunikacji oraz technik kreatywnego rozwiązywania problemów. Chcą zmieniać środowiska pracy, wprowadzając w nie więcej zaufania, otwartości, zaangażowania i kreatywności. Współpracują z korporacjami za granicą, aby poprzez szkolenia i coaching wspierać zatrudnione tam mamy w efektywnym powrocie do pracy po urodzeniu dziecka.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×