Czego szukasz

Jak moje dziecko zaczęło mnie słuchać?

Każdy rodzic szuka sposobu na lepszą komunikację ze swoim dzieckiem, a już szczególnie wtedy, gdy w grę wchodzą obowiązki. Na dziecięcy upór szukała również rozwiązania Małgosia. I znalazła! Stworzyła coś, co może przyda się i Tobie i mnie w codziennej nauce dzieci obowiązków. Jesteś ciekawa? To koniecznie przeczytaj list od Małgosi!

  • Listy do Redakcji - 26/09/2017
Autorka listu układa karty Rutynka na podłodze z dzieckiem

Trudne są początki

Jestem mamą półtorarocznej Julki i 6 letniego Ignasia. Macierzyństwo to dla mnie ciągła praca nad sobą, jak i relacją z moimi dziećmi.

Gdy Ignaś był niemowlakiem, żyłam nadzieją, że gdy będzie starszy wszystko będzie łatwiejsze.

Z jednej strony było, bo synek z roku na rok wymagał mniej opieki, a ja miałam więcej czasu dla siebie. A z drugiej pojawiły się nowe wyzwania, na znacznie bardziej zaawansowanym poziomie.

Ignaś zaczął dorastać, a jego poczucie niezależności i potrzeba własnego zdania zaczęły nabierać większej mocy. Kierowane do niego prośby, zaczęły spotykać się z coraz częstszymi odmowami i ignorowaniem.

Próbowałam różnych metod na sprawną komunikację z dzieckiem i wiele z nich się sprawdzało. Pod warunkiem, że:

  • miałam czas na ich zastosowanie,
  • wystarczająco energii na tłumaczenie,
  • wór pełen cierpliwości.

Nie zawsze tak było

Najgorsze bywały poranki, czyli najbardziej newralgiczny punkt naszego dnia. Cała nasza czwórka musiała znaleźć się gdzieś na czas – w przedszkolu, żłobku i oczywiście w pracy.

Pośpiech niestety nie służy relacjom z dzieckiem, a na pewno nie zachęca go do współpracy:

  • gdy prosiłam Ignasia, żeby się ubrał, on wolał pozostać pod kołdrą przez kolejne 20 minut,
  • gdy prosiłam, żeby umył zęby, on wymyślał sobie ważniejsze i fajniejsze czynności,
  • gdy prosiłam, żeby zjadł śniadanie, on twierdził, że nie jest głodny.

Byłam zmęczona i sfrustrowana tymi ciągłymi przepychankami. Zaczęłam szukać, testować, aż w końcu …

Znalazłam rozwiązanie

Stworzyłam Rutynka – karty obowiązków dla dzieci, które poprzez zabawę zachęcają nasze maluchy do wykonywania codziennych czynności. Budują w nich pozytywne nawyki i pokazują, że mycie zębów, ścielenie łóżka czy ubieranie się wcale nie musi być nudne i owiane wiecznym upominaniem rodziców.

Jaki jest ich efekt?

Ignaś świetnie bawi się z Rutynkiem w odhaczanie obowiązków, a ja nie muszę się złościć i upominać o każdą czynność.

Czy karty działają?

Jak najbardziej i to nie tylko u nas  🙂

Karty Rutynek przetestowało wiele rodzin i wszyscy jednogłośnie mówimy, że to działa.

Karty mogą być stosowane u dzieci od 2 do 10 roku życia, aczkolwiek dochodzą mnie słuchy, że i u starszych pociech doskonale się sprawdzają.

Gdzie można dostać Rutynka?

Jeszcze nigdzie, ale … obecnie trwa kampania na www.wspieram.to/rutynek , gdzie można wesprzeć mój pomysł, a tym samym dokonać zakupu Rutynka! Jak zbierzemy potrzebne środki drukujemy! A Ty otrzymasz swój egzemplarz 😉 

Właśnie dzięki Twojej pomocy:

  • będę mogła wyprodukować karty
  • wysłać do wszystkich wspierających
  • ruszyć z kolejną turą sprzedaży
  • a Ty będziesz mogła pokazać Rutynka dzieciom i sprawić, aby Wasze dni, a w szczególności poranki były łatwiejsze.

Kampania trwa do 8.10.2017

Jeśli uda się uzbierać 100% potrzebnej kwoty niezbędnej do wystartowania z produkcją, Rutynek najpóźniej w listopadzie zapuka do Twoich drzwi.

Jeśli kampania nie odniesie sukcesu, wpłacone środki wrócą na Twoje konto, czyli ryzyko żadne, a zyskać można wiele  🙂

Nie zwlekaj, wejdź na www.wspieram.to/rutynek i wesprzyj Rutynka.

Jeśli chcesz zwiększyć szanse na to, że Rutynek pomoże Wam i Waszym dzieciom, podzielcie się informacją o kampanii ze znajomymi.

Im więcej wpłat i zaangażowania, tym większe szanse na wspólny sukces.

Więcej informacji jak wesprzeć projekt znajdziesz tutaj: http://geeway.pl/jak-wesprzec-rutynka/

Jeśli masz jakieś pytania dotyczące tego jak wspierać, napisz do mnie: [email protected] 

Jeśli na bieżąco chcesz śledzić przebieg kampanii zapraszam na mój profil na Facebook’u.

Od Redakcji:

Małgosiu życzymy Ci powodzenia i trzymamy kciuki za Rutynka!

Zdjęcia: archiwum autorki listu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Listy do Redakcji

Poglądy wyrażone w listach są wyłącznie poglądami ich autorów i nie mogą być uznane za poglądy Redakcji Mamo Pracuj.

Podyskutuj

Klub Pracujących Mam – nowe miejsce na mapie Krakowa

Czasem zainspiruje nas potrzeba, a potrzebą Kasi po urodzeniu i odchowaniu swojej malutkiej jeszcze córeczki Zosi, było wyjść do ludzi i spotykać się z kobietami takimi jak ona, móc dzielić się doświadczeniami, inspirować i wspierać. Okazało się, że na mapie Krakowa takich miejsc jest na lekarstwo. Kasia wzięła sprawy w swoje ręce i założyła Klub Pracujących Mam. Kraków wzbogacił się o miejsce przyjazne mamom. Dołącz do tej społeczności!
  • Listy do Redakcji - 14/08/2018
twarz młodej uśmiechniętej kobiety

Pisząc te słowa mija prawie rok, odkąd zostałam mamą Zosi. Rok nieustającej radości, szczęścia, odkrywania i uczenia się małego człowieka. Ale żeby nie było zbyt cukierkowo dodam, że również rok nieprzespanych nocy, ząbkowania, humorków, płaczków i smuteczków dziecka, które uczy się i pięknie rozwija każdego dnia.

Po kilku miesiącach, kiedy Zosia była już dość ruchliwym bobasem, zapragnęłam wyjść z domu do ludzi, do innych mam, dać Zosi możliwość poznania innych dzieci i zabawy z nimi….

Zaczęłam przeglądać internet z nadzieją, że znajdę w Krakowie przynajmniej kilkanaście miejsc, z których będę mogła wybrać coś dla nas. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że takich miejsc w Krakowie jest jak na lekarstwo!!! I wtedy zakiełkował w mojej głowie pomysł na…… „coś” 🙂

Z początku nie miałam sprecyzowanego celu. Wiedziałam, że chciałabym stworzyć „coś”, co dałoby możliwość Mamom ruszyć się z domu i zrobić coś ciekawego dla siebie, a przy tym niekoniecznie prosić kogoś o zostanie z dzieckiem. Trochę się to zbiegło z tym, że mój urlop macierzyński dobiega końca, więc kolejnym warunkiem była możliwość kontynuowania zajęcia po powrocie do pracy.

Klub Pracujących Mam w Krakowie

I tak powstał pomysł Klubu Pracujących Mam w Krakowie. Po rozmowie z kilkoma przyjaciółkami – mamami już wiedziałam, że to dobry kierunek i czegoś takiego brakuje w naszym mieście!

Czym jest Klub Pracujących Mam? To miejsce dla matek, które chcą znaleźć sposób na połączenie pasji, pracy i macierzyństwa lub szukają wymarzonej pracy. To miejsce, w którym Mamy inspirują inne Mamy i zachęcają się wzajemnie do działania.

Życzyłabym sobie, aby Klub stał się miejscem, gdzie Mamy mogą mówić głośno o swoich marzeniach i dzięki naszemu wsparciu, znajdą odwagę na ich realizację, gdzie można dzielić się swoimi pomysłami, zdobywać nowe umiejętności, szukać porad i wspólnie działać.

Miejsce przyjazne Mamie

Niezależnie od tego droga Mamo, jaki jest Twój cel – czy wkrótce będziesz ubiegać się o awans, czy chcesz budować poczucie własnej wartości, rozpocząć nową pracę czy otworzyć własny biznes – Klub Pracujących Mam Kraków jest miejscem, które mam nadzieję pomoże Ci go osiągnąć! Klub to miejsce ciekawych rozmów, inspirujących spotkań a wszystko to w przyjaznej Mamom i dzieciom atmosferze:)

Już niedługo, we wrześniu, pierwsze stacjonarne spotkanie Klubu, gdzie będziemy mogły się poznać osobiście. Dlatego zachęcam wszystkie Mamy z Krakowa (i nie tylko!) do polubienia naszej strony na Facebooku – Klub Pracujących Mam Kraków – dołączenia do naszej społeczności i śledzenia wydarzeń!

Kasia

Zdjęcie: własność autorka listu

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Listy do Redakcji

Poglądy wyrażone w listach są wyłącznie poglądami ich autorów i nie mogą być uznane za poglądy Redakcji Mamo Pracuj.

Mam plan na idealną pracę i wierzę, że mi się uda!

Z jednej strony niby mam gotowe rozwiązanie swojej sytuacji, a z drugiej mimo wszystko czuję się jak w potrzasku – nielubianej pracy i kredytu hipotecznego. - Od dłuższego czasu wiem, że praca etatowa w biurze nie jest dla mnie. Głowa mi pęka od patrzenia w ekran, za mało się ruszam, żal tego czasu, który mogłabym przeznaczyć na robienie tego, co kocham!
  • Listy do Redakcji - 18/07/2018
mama huśta córkę na huśtawce w ogrodzie

Nieprzydatne studia i pierwsza praca 

Ukończyłam studia humanistyczne, jak się okazało kompletnie nieprzydatne (slawistyka), jednak na zagranicznej uczelni, co otworzyło mi bardzo wiele drzwi. Po kilkuletnim pobycie we Francji i dzięki Mężowi Francuzowi władam biegle językiem francuskim, angielskim posługuję się na poziomie zaawansowanym, nie mam problemów ze swobodną komunikacją. Na dokładkę, język studiów – serbsko-chorwacki. Zaczynałam w korporacji, właściwie jedynej w tamtym czasie w rodzinnym Trójmieście – zatrudniono mnie na stanowisko analityczne z językiem serbsko-chorwackim właśnie, ale szybko okazało się, że trzeba ‘pomagać’ w dziale z francuskim.

Wyjazd do Francji i dziecko

Po trzech latach wyjechaliśmy do Francji, ponieważ mąż nie znalazł pracy w Polsce – pomyśleliśmy: oboje znamy francuski, na pewno będzie łatwiej. Nic bardziej mylnego! Mój polski, czy angielski nie robił zbytniego wrażenia, ostatecznie wylądowałam w międzynarodowej firmie – tym razem pierwsza ‘przygoda’ z obsługą klienta – call center… Na szczęście zaszłam w ciążę i nasza Córeczka urodziła się w swojej drugiej ojczyźnie.

Odkryłam swoją pasję

Mniej więcej w roku 2009 zaczęła się moja przygoda z odnawianiem starych mebli – wszystko wyszło od mebli po Babci i dwóch foteli, które po amatorsku przerobiłam dla koleżanki. Od tego czasu cały czas chodzi za mną pomysł na firmę – odnawianie, przerabianie starych mebli, do tego szycie poduszek, dodatków itd. Jednak od prawie 10 lat wciąż czegoś brakuje – czasu, pieniędzy, miejsca na warsztat. Z mozołem i krok po kroku staram się zbliżać do celu. Gdy córcia skończyła 2 latka podjęłam we Francji kurs tapicerski, zwieńczony dyplomem zawodowym.

Powrót do Polski

Jako że we Francji perspektywy założenia własnej firmy były nikłe, postanowiliśmy wrócić do Polski, gdzie odziedziczyłam mieszkanie po Babci i otworzyły się drzwi do posiadania własnej nieruchomości. Mój plan – sprzedać mieszkanie, dołożyć i kupić dom, w którym wreszcie będę mogła założyć warsztat. I ta idée fixe jest już niemal na ukończeniu – dom znaleziony, całe podziemie dla mnie i moich gratów, czekamy tylko na udzielenie kredytu…

Kredyt i praca, której nie lubię

W międzyczasie trzeba pracować na etacie, żeby ten kredyt dostać… W ciągu trzech lat od powrotu zmieniałam firmę trzy razy… Z pierwszej, amerykańskiej korporacji odeszłam po roku, nie mogąc znieść rytmu pracy i niemożliwych do wyrobienia targetów. Do tego w pierwszych trzech miesiącach byłam sama, mąż jeszcze we Francji, dziecko pierwszy rok w przedszkolu, zasypiało mi w wózku zakupowym, a ja marzyłam o zmywarce. Na szczęście pomagała mi Mama, to dla niej też tu wróciliśmy.

Następna firma – luz blues, praca do 15h, ale branża co najmniej podejrzana. Ostatecznie, w poszukiwaniu lepszej pensji, trafiłam do obecnej firmy. Czułam, że nie będzie łatwo – budowanie rynku we Francji i Belgii. Zapewniono mnie, że wyjazdy służbowe będą rzadkie i nie muszę się na nie zgadzać. Po pół roku rzeczywistość okazała się zupełnie inna – zmiany kadrowe i bałwochwalcze nastawienie do klienta sprawiły, że telefon służbowy musiałam mieć non stop. Jeśli klient wymaga, to mam odbierać w weekendy i wieczory… Niby można się dogadać i grzecznie odmówić, ale jakoś dla wszystkich jest normalne, że to praca bez limitu czasu.

Chcę więcej, lepiej, inaczej!

Od dłuższego czasu wiem, że praca etatowa w biurze nie jest dla mnie. Głowa mi pęka od patrzenia w ekran, za mało się ruszam, żal tego czasu, który mogłabym przeznaczyć na robienie tego, co kocham!

Mąż powtarza, że jestem niecierpliwa i ciągle chcę coś zmieniać zamiast poczekać spokojnie na rozwój wydarzeń i zmianę na lepsze. I to ‘lepsze’ jest tuż, tuż – własny dom z warsztatem, może uda się powoli odnowić kilka mebli i zacząć je sprzedawać. Tylko właśnie co mnie teraz przeraża najbardziej – czy znajdę siły i czas, czy znowu wszystko się rozwlecze, bo tyle jest rzeczy do ogarnięcia.

Córka idzie w przyszłym roku do szkoły – mamy Babcię, ale przeraża mnie perspektywa lekcji zmianowych, które przecież zdarzają się w wielu przepełnionych szkołach. Jak sobie radzić pracując 8h dziennie i tracąc ze 2h na dojazdy?

Od jakiegoś czasu szukam opcji pracy zdalnej – w mniejszym wymiarze czasu, bądź w trybie zleceń – aby tylko zapewnić sobie minimalny dochód, na spłatę kredytu. Mąż zarabia, ale w obecnej chwili umowa na czas nieokreślony jest rzadkością – prawie wszystkie duże firmy w Trójmieście proponują maksymalnie 3 lata.

Wciąż czytam historie dziewczyn, które rzuciły pracę w korpo i przeszły na swoje, tylko one pewnie były tam dobre kilka lat na wysokim stanowisku i odłożyły sporą sumkę, by móc sobie pozwolić na kilka miesięcy rozkręcania interesu i korzystania z oszczędności. U nas w tym momencie byłoby to ogromne ryzyko i jedyną opcją jest stopniowe wygaszanie pracy na etat w miarę rozkręcania działalności.

Plan na teraz

Mile mnie zaskoczyła ostatnia ankieta dotycząca umiejętności językowych – to jest mój główny atut dla pracodawców  Mam też kilkuletnie doświadczenie w obsłudze klienta i dużych firmach – jednak w na tyle różnych dziedzinach, że nie mogę tego nazwać zawodem wyuczonym. Idealną dla mnie byłaby praca dorywcza w tłumaczeniach, bądź też jakaś analiza danych, może digital marketing?

Myślałam nawet o jakimś kursie, np. pogłębieniu wiedzy o SEO. Już i tak miotam się na wszystkie strony i może już lepiej skupić się na głównym celu, czyli rękodziele. Bardzo frustrujący jest fakt, że pomysł, na który wpadłam już prawie 10 lat temu, z sukcesem realizuje już kilka dobrych firm w całej Polsce…

Mimo wszystko, wierzę w rozpuszczanie wici i fakt, że może uda mi się w końcu zdobyć pracę idealną – zdalną, elastyczną – na maksymalnie ¾ etatu, a resztę czasu będę mogła poświęcić na rozwijanie własnego biznesu, który, oby! w końcu, po latach zaprocentował.

Anna

Zdjęcie: Storyblocks

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Listy do Redakcji

Poglądy wyrażone w listach są wyłącznie poglądami ich autorów i nie mogą być uznane za poglądy Redakcji Mamo Pracuj.

Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail