Czego szukasz

Inwestuj w siebie Mamo!

Po raz pierwszy z p. Joanną Malinowską-Parzydło, autorką „Jesteś marką, spotkałam się na szkoleniu „Superwomen na rynku pracy”. Nie spodziewałam się, że ta konferencja zmieni w moim życiu tak dużo. Jako mama dwójki dzieci usłyszałam niesamowitą historię, przede wszystkim matki, która swój sukces zawdzięcza rodzinie. Tak rodzinie! Dlatego wymarzyłam sobie spotkanie z Panią Joanną, i mogę Was na nie zaprosić już 17 października do Krakowa. Zapisy już trwają!

  • Aneta Rydz - 18/09/2015
Joanna Malinowska-Parzydło

Gdyby miała Pani opisać siebie, swoje działania to od czego by Pani zaczęła?

Od tego, że nie jestem i nie zamierzam być superwoman ;-). Jestem mamą Janka i Olka i żoną Marka. To są dla mnie najważniejsze role. Jestem spełnioną kobietą, która przez całe życie rozwija się, także w chwilach bolesnych i trudnych. Ciężko pracuję na swój sukces wierząc głęboko, że sukces to wartościowe życie i relacje, małe i duże radości, codzienne rytuały – droga do spełnienia a nie jakiś punkt docelowy, do którego trzeba lub można dojść. Wierzę w sens uważnego życia i przekładanie marzeń na dobrze zdefiniowane cele.

Jest Pani ekspertem w budowaniu marki osobistej, mentorką, założycielką Stowarzyszenia Polskiego Mentoringu. W jaki sposób wspierała Panią rodzina, gdy realizowała Pani ambitne cele zawodowe w korporacji i jak wspiera Panią dziś?

Realizując się zawodowo zawsze pamiętałam, co jest dla mnie najważniejsze. I nawet jeśli czasem zagalopowałam się w realizacji śmiałych celów, to zaraz potem wracałam do tego, co nadaje sens mojemu życiu. Dbałam o rozmowy z dziećmi, czas dla męża, zdrowy sen, taniec, wspólne świętowanie i radowanie się naszą bliskością. Opowiadałam, czym się zajmowałam, gdy byłam nieobecna w domu i prosiłam o pomoc męża i dzieci, kiedy rozładowywał mi się życiowy akumulator i dopadały tak charakterystyczne dla kobiety, lęki i obawy. Dbałam o codzienne wieczorne mizianki z dziećmi, tłumaczyłam, dlaczego nie kupię im ekskluzywnych gadgetów i dlaczego uważam, że wieczorne bajki o talentach są ważniejsze niż zarabianie większego wynagrodzenia kosztem wspólnego czasu dla rodziny. Wyjaśniałam im, dlaczego po przyjściu z pracy potrzebuję choć 15 minut ciszy, żeby ogarnąć różne emocje i naładować akumulator dobrą energią (trudno dzielić się z bliskimi czymś, czego się nie posiada ;-). Rozmawiałam z nimi o tym, co jest dla mnie w życiu najważniejsze, czyli o wartościach. Pocieszaliśmy się wzajemnie po codziennych porażkach i cieszyliśmy z codziennych sukcesów. Dziś jest bardzo podobnie – tylko chłopcy patrzą na mnie „z góry” – bo sięgam im pod brodę 😉

Dla mam małych dzieci wyobrażenie sobie ich jak już są prawie dorosłe, to bardzo odległa przyszłość… Czy zaczynając swoją karierę sięgała Pani aż tak daleko w przyszłość?

Tak, ponieważ lubię patrzeć w przyszłość. Ba! Mam wrażenie, że wychodzenie w przyszłość i jej projektowanie mnie bardzo pociąga i często muszę sobie przypominać, że #ZycieJestTeraz. Tak, decydując się na dzieci wiedziałam, że chcę być mądrą choć wymagającą mamą i że dzieci chowam dla innych ludzi – dla ich żon i przyszłych partnerów. Wiedziałam, że nie chcę być matką, która poświęci wszystko dla dzieci, a potem będzie dla nich toksycznym rodzicem, rozczarowanym i oczekującym zwrotu z życiowych inwestycji i poświęceń. Tłumaczyłam sobie, targana koszmarnymi wyrzutami sumienia, gdy chłopcy byli maili, a ja dźwigałam na swych barkach całe korporacje, że najważniejsza jest jakość wspólnego czasu, a nie jego ilość. Nie wiem, czy to prawda, ale dzięki temu moje dzieci zwykle miały u swego boku uśmiechniętą i spełnioną mamę. A to dobre wyposażenie dla nich na przyszłość – wszak najważniejszym czynnikiem życiowego sukcesu jest wysokie poczucie własnej wartości (nie mylić z „za wysokie!”) – i dobrze jest móc je obserwować w praktyce na przykładzie własnej mamy.


Czytając na stronie informacje o Pani przeczytałam o zachwianym WLB.  Pytania, które chcę zadać mogą bardzo pomóc mamom, które w przyszłości mogą stanąć przed problemem zachwiania równowagi między pracą a rodziną. Co było dla Pani największym wyzwaniem i dlaczego w pewnym momencie tej równowagi nie było? I czy można znaleźć złoty środek?

Powiem uczciwie, moim zdaniem nie ma złotego środka i warto skoncentrować uwagę na czym innym, niż na jego poszukiwaniu. Mój mądry i kochany mąż podczas ostatniego urlopu na greckiej wyspie Samos, wygłosił zdanie, które mnie ogromnie zainspirowało. Nie ma czegoś takiego jak work-life balance – raczej satysfakcja lub jej brak w związku z work-life bilansem. Czy jesteśmy przekonani, że poświęcamy czas i uważność wszystkim ważnym sferom naszego życia. Ja, na przykład, uwielbiam swoją pracę – zawsze „kręciła” mnie praca z ludźmi, wspieranie ich rozwoju, zwłaszcza w perspektywie strategicznej, czyli na poziomie grup i korporacji. W zasadzie mogę pracować dzień i noc. I nie ma w tym nic złego, póki mnie to satysfakcjonuje, pozwala ładować akumulator dobrą energią i nie naraża na zaniedbania innych ważnych aspektów mojego życia: zdrowia, emocji, relacji, duchowości etc. Aby zdać sobie z tego sprawę, trzeba być uważnym i znajdować regularnie czas na refleksję, wnioski i planowanie działań korygujących. Tu i teraz – a nie kiedyś, bo to „kiedyś” nie istnieje, tak jak jutro i wczoraj. Teraz jest czas na decyzję, czy sposób w jaki żyje i sprawy, który poświęcam uwagę, wspierają mnie w dobrym życiu. Bo o to chyba chodzi?:)

Przyglądając się Pani karierze moment zwrotny nastąpił po 40-tce. Dlaczego, będąc na szczycie osiągnięć zdecydowała się Pani na tak radykalną zmianę?

Bo to znakomity moment na zmiany, o ile wynikają z przemyślanej i zaplanowanej wiele lat temu strategii. Kobieta po 40-tce ma już pokaźny kapitał życiowego doświadczenia, często zbudowany także w chwilach dramatycznych i trudnych, w których człowiek doświadcza i uczy się najwięcej. Jest mądra, zna swoje wartości i priorytety, co czyni ją otwartą na innych i asertywną równocześnie. Jako matka dzieciom jest zwykle dobrym logistykiem i strategiem rodzinnego życia. To ważne kompetencje, aby się usamodzielnić, o ile ta samodzielność jest dla niej ważna i wynika z przemyślanej strategii a nie chwilowej emocji. Zmiana w mojej karierze nie miała charakteru radykalnego. Robię niemal to samo co robiłam (może nazywa się to dziś nieco inaczej) przez ostatnich 20 lat w korporacjach, tyle że wspierając je z zewnątrz, a nie jako pracownik. I to jest bardzo miła, satysfakcjonująca i dobra zmiana – choć budowanie firmy i własnego biznesu od podstaw, wydanie książki, pisanie blogów, wspieranie klientów, zarządzanie ryzykiem i praca 24/24 wymagają jeszcze lepszego zarządzania życiową energią.

Zajmuje się Pani mentoringiem, jednak często jest on mylony z opieką i prowadzeniem za rękę. Czytając książkę Sheryl Sandberg „Włącz się do gry” zrozumiałam, że mentorem może być też taka osoba, która nie jest z nami związana np. zawodowo. Mentor obserwuje nasze działania i gdy przyjdzie odpowiedni moment zdecyduje się pomóc – powie o nas komuś następnemu lub po prostu zaprosi do współpracy. Kto wpierał Panią kiedyś, kto wspiera teraz?

Mentor to nie matka ani pani przedszkolanka – chyba że ta bardzo mądra, która nigdy nie wyręcza dziecka, bo wierzy głęboko, że samo sobie poradzi i nie chce mu komunikować, że jest słabe i niezdolne do osiągnięcia własnych sukcesów. Mentor to doświadczony i wartościowy człowiek, zainteresowany drugim człowiekiem, g otowy dzielić się swoim doświadczeniem bez oczekiwania, że ktoś będzie go naśladował. Mentoring to tworzenie przestrzeni ludziom, aby rozwijali się zgodnie z własnym pomysłem na siebie, na bazie swoich mocnych stron, talentów i własnego doświadczenia. Mentoring to sztuka snucia opowieści, co pomogło, a co przeszkadzało mentorowi, gdy realizował swoje cele i marzenia, zaliczał porażki i podnosił się z nich. To sztuka dzielenia się lekcjami, które przyniosło życie, pokazywanie możliwych skrótów i pułapek, wskazywanie zasobów i ukrytych możliwości. To życzliwe motywowanie do definiowanie sobie ambitnych, własnych celów.

Na koniec proszę o słowa inspiracji od Mamy dla innych Mam

Ksiądz Jan Twardowski powiedział, że „W życiu musi być dobrze i niedobrze. Bo jak jest tylko dobrze, to jest niedobrze”. Ta prawda działa także w przypadku wychowywania dzieci, które najwięcej uczą się, gdy jest niedobrze, więc trzeba im czasem cierpliwie i mądrze dać doświadczyć dyskomfortu. I pamiętać, że dobrze jest lepsze niż perfekcyjnie. Jill Churchill powiedziała: „Nie ma żadnego przepisu na bycie perfekcyjną mamą. Są natomiast tysiące sposobów bycia dobrą mamą”. Perfekcjonizm to forma egoizmu, gdy skupiasz uwagę na swojej potrzebie robienia rzeczy najlepiej jak potrafisz. A Twoje dziecko potrzebuje szczęśliwej, ale skupionej na nim, mamy. Dobrej mamy, a taką jesteś już dziś. Wybacz sobie niedoskonałości, a poziom szczęśliwości w sercu Twojego dziecka wzrośnie gwałtownie.

Joanna Malinowska-Parzydło

Blogerka „Jesteś Marką”, autorka książki „Jesteś marką. Jak odnieść sukces i pozostać sobą”. Wcześniej odpowiadała za strategiczną komunikację marketingową, następnie za strategie personalne w polskich mediach. W latach 2007-2012 – Dyrektor Personalny TVN S.A.  Obecnie CVO Personal Brand Institute. Wykładowca akademicki. Mama Janka i Olka.  

Kilka słów o spotkaniu pt. „Sztuka Inwestowania w siebie – Ty jako marka osobista” – 17 października w Krakowie

Każdy z nas jest marką – jednak nie każdy o tym wie, a co za tym idzie, nie zarządza w świadomy sposób. Ludzie oceniają nas na podstawie jakości naszego życia i relacji, sposobu komunikacji siebie, a w końcu osobistej reputacji, której walutą jest zaufanie do nas. To zaufanie najskuteczniej zbudujemy dzięki własnej spójności i autentyczności.

O czym będziemy mówić na seminarium?

  • Przyjrzysz się sobie jako marce funkcjonującej na rynku relacji międzyludzkiej,
  • Zastanowisz się co w Tobie jest unikalne i na czym możesz budować swoją osobistą i biznesową efektywność,
  • Określisz, co Cię wyróżnia z tłumu podobnych Ci ludzi,
  • Scharakteryzujesz swoich kluczowych partnerów życiowych i zawodowych oraz zastanowisz się nad sposobami skutecznego komunikowania się z nimi,
  • Ocenisz wartość oraz reputację swojej marki osobistej
Dlaczego warto wziąć udział?

Spojrzysz na siebie oczami ważnych partnerów życiowych i zawodowych, przez pryzmat oferowanych wartości

Zainwestujesz czas we własny rozwój, żeby osiągnąć cele biznesowe i życiowe. Przekonasz się, że to co masz w sobie, co umiesz i wiesz, może być dla innych nieocenioną wartością. Poznasz nowe potencjalne klientki lub partnerki biznesowe. Zdobędziesz wiedzę i umiejętności potrzebne do zrobienia kroku naprzód.

Zapisz się już dziś! Specjalnie dla naszych Czytelniczek mamy 25% rabatu!  Co daje zamiast 97 zł tylko 73 zł!

Przejdź do strony zapisów >>>

Przeczytaj więcej szczegółów na temat konferencji „Sztuka Inwestowania w siebie – Ty jako marka osobista” >>>

Nasz portal objął wydarzenie swoim patronatem. 

 

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Aneta Rydz
Projektant kariery i trener, organizator konferencji dla kobiet, proaktywna i przedsiębiorcza mama. Pomaga mamom w budowaniu ich własnych biznesów i pokazuje, w jaki sposób osiągnąć niezależność finansową. Autorka książki „Mamo Działaj – 100 dni do zmiany dla każdej Mamy”.
Podyskutuj

Szczera do bólu, prawdziwa, piękna i zatroskana – Dagmara Hicks, mama trojaczków, żona i blogerka calareszta.pl

"Chcę dla swoich dzieci fajnego świata" - mówi Dagmara Hicks, mama trojaczków, żona i blogerka. A ja się pod tym podpisuję! Zapraszam Was do rozmowy z niezwykle ciekawą, odważną i mądrą kobietą, która nie boi się marzyć i spełniać swoje marzenia, przyznawać do błędów i słabości, która jest do bólu autentyczna, i można ją albo pokochać albo... Przekonaj się sama!
  • Agnieszka Kaczanowska - 10/04/2019
Dagmara Hicks blogerka całareszta.pl z rodziną

Szczera do bólu, prawdziwa, piękna i zatroskana – Dagmara Hicks, mama trojaczków, żona i blogerka calareszta.pl – kim jest? O czym marzy a czego się boi? I skąd czerpie siłę?

Dagmaro, Ty nie ściemniasz, prawda? Kawę na ławę. Piszesz o trudnych momentach macierzyństwa, czasem o takich emocjach, które wiele z nas ukrywa… Skąd czerpiesz siłę i odwagę?

Boję się bardzo wielu rzeczy, ale niestety na te, których boję się najbardziej, mam niewielki wpływ. Jeśli zaś chodzi o słowo, którym się na co dzień posługuję – wierzę w wolność wypowiedzi. Nie boję się powiedzieć tego, co większość myśli. Czego miałabym się bać? Już dawno przestałam się przejmować jednostkowymi krytycznymi opiniami.

Mam nadzieję, że społeczność, którą zbudowałam, to osoby podobne do mnie – mogę poznać każdy światopogląd, przyjaźnię się z osobami o skrajnie różnych poglądach, innych niż moje własne, potrafię to rozdzielić. Nudno by było, gdybyśmy wszyscy myśleli identycznie. Poznawanie innych opinii czy sądów często skłania do myślenia i mam nadzieję, że tak jest w przypadku mojego bloga, który wychodzi poza ramy parentingu, zahacza o publicystykę, bywa dziennikiem.

Ludzie, którzy czytają mnie regularnie, znają moje poglądy na temat Kościoła, homoseksualizmu, aborcji, małżeństw jednopłciowych, polityki. Wydaje mi się to naturalne, że poruszam takie tematy. Pisanie o kocykach i smoczkach mnie nie interesuje. Wraz z urodzeniem dzieci nie pozbawiłam się umysłu, wręcz odwrotnie – chcę dla swoich dzieci fajnego świata. Te mamy, do których piszę, tworzą ten świat w głowach swoich dzieci, w domu, w swoim środowisku.

Zmiany trzeba zacząć od tych najmniejszych. Jeśli moje słowo skłoni kogoś do przemyśleń – cudownie.

A kim jest Dagmara Hicks? Pytam trochę przewrotnie, bo ja mogę napisać, że mamą trojaczków, żoną i mieszkasz w Australii ale jak sama o sobie napiszesz to będzie bardziej ciekawe! 😉

Jestem kobietą, obywatelką świata, dumną mamą, Polką, biegaczką, miłośniczką kina i jedzenia. Jak to powiedziała Madeleine Albright – jestem optymistką, ale zatroskaną. Noszę w sobie sprzeczności. Potrafię w jednym zdaniu wypowiedzieć dwie wykluczające się tezy i uznać je za słuszne. Bywa to męczące, podobnie jak mój charakter, który każe mi się nie zatrzymywać, przeć do przodu, jak to typowy Strzelec.

Zawsze byłaś taka odważna i bezpośrednia?

Bezpośrednia chyba tak.

Bardzo rzadko zapala mi się czerwona lampka, nie aplikuję filtra, nie bywam dyplomatką, nie znoszę fałszu, udawania, podstępów. Niektórzy to we mnie kochają, inni nienawidzą.

Nie mogę nadal uwierzyć w to, że ludzie w 2019 roku wolą piękne kłamstwo od prawdy.

Sama ponad wszystko cenię sobie szczerość. Wolę konfrontację i oczyszczenie atmosfery niż kiszenie się w żalach i frustracjach. Uwielbiam jasne sytuacje. Wydaje mi się, że gdybyśmy nauczyli się szczerości, świat stałby się dużo prostszy.

Nie uważam się za osobę odważną. Boję się rekinów, pająków, węży. To dlatego mieszkam w Australii. Hahahaha. A tak na serio – nie boję się żyć po swojemu, ale z tego, co widzę, przychodzi to chyba z wiekiem i doświadczeniem, więc pewnie nie jest to nic szczególnie w moim przypadku wyjątkowego.

Ja wiem, że moje dzieci dodały mi odwagi, takiej pewności, waleczności i gotowości do…. wszystkiego. A skąd Australia?

Mój mąż jest Australijczykiem. Mieszkał 10 lat w Polsce, teraz czas na mnie, żeby się tu trochę „pomęczyć”. Chcieliśmy, aby dzieci nauczyły się angielskiego i pomieszkały w swoim drugim domu, w Polsce akurat sytuacja polityczna nieciekawa, w moim ukochanym Krakowie smog, więc mieszkamy chwilowo blisko Oceanu, w kraju wiecznego słońca.

Ja uwielbiam Twojego bloga, i czasem wystarczą mi Twoje leady 😉 aby wiedzieć „kurcze, ale ma rację kobieta!” – gratuluję! Teraz blog to Twoja praca, prawda? Lubisz? Zamieniłabyś na inną?

Bardzo lubię, bo kocham pisać, ale chętnie „wyszłabym z domu” i coraz częściej szukam takiej opcji. A jednocześnie za każdym razem, kiedy o tym myślę, lista plusów, które ma w sobie ten rodzaj pracy jest oszałamiająca i ciężko z tego zrezygnować. Niemniej jednak chciałabym czasami wyjść z domu, do biura, do znajomych z pracy.

Niestety aktualnie wymagałoby to ogromnych poświęceń całej naszej rodziny, więc robię to, co lubię i co nam pasuje najbardziej. Nie mogę myśleć już tylko o sobie. Gdybym wróciła na etat, pisanie musiałabym odłożyć, a mam wrażenie, że nie postawiłam jeszcze ostatniej kropki.

A jak to jest z hejtem, dostajesz czasem? Jak sobie z nim radzisz?

Bardzo rzadko, właściwie wcale. Kasuję komentarz (często całego nawet nie czytam), blokuję użytkownika i tyle się tym przejmuję. Osoby, które uprawiają hejt, marzą o słownej potyczce, nie daję im tej satysfakcji. Zablokowałam też osoby, które szukały dziury w całym, ciągle się czepiały, ironizowały na granicy bezczelności.

Szkoda mi na takich ludzi czasu i energii. Niech sobie idą gdzie indziej psuć klimat. Hejt mnie nie dotyka, bo do absolutnie wszystkiego można się przyczepić. Trzeba być twardym i wiedzieć swoje, a nie przejmować się innymi. Przecież nawet w rodzinie musimy wykazać się asertywnością.

Pracowałaś w korporacji, prawda? Przed erą dzieci, czy po? No i opowiedz proszę jaka była Twoja droga do bloga – ale rym… o matko! Kiedy z bloga dla siebie stworzyłaś swoje miejsce pracy? Po jakim czasie? A może od razu plan był – bloguję bo chcę mieć z tego swoje pieniądze?

Pracowałam w korpo i przed i po dzieciach. Na dłuższą metę nie dałam rady pogodzić pracy na pełny etat z byciem mamą. Oboje z mężem byliśmy na kierowniczych stanowiskach w wielkich firmach, które wymagają od pracownika elastyczności, czytaj: ciągłych nadgodzin i dyspozycyjności 24/7. Byłam jedyną osobą na 100 osób w naszym biurze, która miała dzieci, mimo najszczerszych chęci, nikt nie rozumiał moich problemów.

Niektórzy ludzie są pracoholikami i nie wiedzą co to równowaga pomiędzy pracą a życiem. Ja wiem. Niestety uważam, że to prawda, że od kobiet oczekuje się, aby pracowały tak, jakby nie miały dzieci, a wychowywały dzieci tak, jakby nie pracowały. Kobiety nadal są dyskryminowane.

W przedszkolu oczekuje się, że mama będzie siedziała w pierwszym rzędzie na przedstawieniu, które organizuje się o godzinie 13 we wtorek. Jednocześnie w tym samym czasie ma w pracy prowadzić konferencję z pracownikami w 4 różnych krajach. To były moje realia.

Nawalałam na obu frontach, a z mężem mijałam się w drzwiach. Poza tym dzieci mi chorowały, nie mogliśmy znaleźć niani dla trojaczków w podkrakowskiej wsi z kiepskim dostępem do publicznego transportu, czułam się zmęczona wiecznym rozkrokiem – nigdzie nie byłam na 100%.

Bloga pisałam już wcześniej, bardziej jako pamiętnik, na pamiątkę i dla znajomych, żeby wiedzieli, co u nas słychać, ale jak zaczęłam myśleć o rezygnacji z pracy, rozwinęłam go. Właściwie nie miałam wtedy pojęcia co z tego wyjdzie, nie miałam planów na uczynienie go pracą. Stało się to jakby samo z siebie, naturalnie i w miarę szybko. Nadal nie mam biznes planu, bo ten blog to dla mnie wielka, życiowa pasja, nie maszynka do robienia pieniędzy.

Nie brakuje Ci czasem zespołu, osób „z pracy”? A może masz kogoś z kima stale współpracujesz?

Bardzo mi tego brakuje! Szczególnie od czasu, kiedy przeprowadziłam się na drugi koniec świata i nie bywam na spotkaniach z fanami, konferencjach, branżowych eventach itp. No ale przecież nie można mieć wszystkiego. Nie mam na przykład głupiego szefa, czy to nie plus? 😊

No ba! I To jaki! 😉 Zawsze chciałam o to zapytać: jak wygląda dzień znanej blogerki? 😉 Ile czasu zajmuje Ci praca nad blogiem? Masz jakieś „złote rady” dla innych mam, początkujących blogerek?

Praca nad blogiem nigdy się nie kończy. Zawsze szukam pomysłów, zapisuję różne inspiracje. Bywa, że pracuję 10h dziennie kilka dni pod rząd, bywa, że nie pracuję w ogóle przez 3 dni, choć takiego czasu już nie pamiętam. Blog nigdy nie śpi, nie robię sobie urlopów, bo to właśnie na wakacjach materiał jakby sam się robi, bez wysiłku.

Konkurencja jest ogromna, a fani chimeryczni. Trzeba publikować, pisać, codziennie o sobie przypominać i co krok szukać sposobów na przybicie się w masie blogów. Blog to codzienna praca, a jego powodzenie uzależnione od tylu czynników, że to temat na odrębną rozmowę. Wiele osób sądzi, że tu się komuś coś udaje, ma szczęście, farta, czy zna odpowiednie osoby. No nie.

To praca, czasami żmudna i niewdzięczna, piszesz tekst kilka dni, a on potem nikomu się nie podoba. Zamiast się obrażać, trzeba na następny dzień znowu pisać, może inaczej, może na inny temat?

Kiedy nie jesteś z dziećmi, nie pracujesz nad blogiem, to co robisz? Jak się relaksujesz?

Ćwiczę. Uwielbiam sport, dużo biegam, chodzę codziennie na siłownię. Moją miłością jest kino. Lubię też gotować, choć ostatnio trochę zaniedbałam tą pasję, co zauważyli nawet czytelnicy – upominają się o przepisy. Tęsknię za górami, ale tutaj niestety nie mam tej przyjemności.

Myślisz, że mamy a Australii są bardziej wyluzowane niż w Polsce?

Myślę, że na pewno dorosły już do zawieszenia broni i raczej się wspierają, zamiast oceniać i wszystkim ciągle udowadniać, że w macierzyństwo na pewno umieją lepiej. To jest głęboko zakorzenione tutaj w osobowości, wypijane z mlekiem matki – Australijczycy są po prostu pewni siebie, znają swoją wartość, nie muszą jej więc zdobywać dokopując innym. Matki mają jednak i tutaj swoje bolączki. Macierzyństwo, według mnie, stawia przed kobietami na całym świecie bardzo podobne dylematy.

A jakie masz plany? O czym marzysz?

Chciałabym wejść na Mont Blanc, napisać książkę, przebiec maraton w Nowym Jorku, wybudować dom, kupić psa, zrobić sobie kolejny tatuaż, pojechać na narty do Francji, mieć dom w górach, posłuchać Dawida Podsiadło na żywo, zobaczyć kwitnąca wiśnię i Japonię śladami Murakamiego.

Marzę o tym, aby mój blog niósł nadzieję i głębsze przesłanie. Nie jesteśmy w tym same. Jest nas więcej, wszystkie mamy tak samo, możemy, mimo trudności, żyć tak, jak nam pasuje, nawet wtedy, jeśli wybieramy życie dla innych trudne do zaakceptowania, jest nasze, jedyne, najlepsze jakie będziemy miały. Chcę, żeby moje dzieci były ze mnie dumne, a mąż kochał do końca. Marzę o tym, aby mieć już taką pewność, o którą wszystkim nam chodzi…

Dziękuję za rozmowę! No i spełnienia marzeń!

Zdjęcia: wszystkie zdjęcia własność Dagmary Hicks, autorki bloga calareszta.pl, niektóre pochodzą z Facebook’a, inne z Instagrama.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  

10 mitów pracy z domu, z którymi się zmierzysz

Na temat pracy w domu istnieje mnóstwo wyobrażeń, dla wielu ludzi to tylko dodatkowe zajęcie. Jeśli przedstawi się im, że to główne źródło dochodu, to zakładają swoje dziwne i błędne teorie na ten temat. Choć zapewne każdy, kto rozpoczynał pracę zdalną sam miał wyobrażenia zupełnie odbiegające od rzeczywistości.
  • Agnieszka Wadecka - 10/04/2019
młoda kobieta siedzi pracuje na laptopie w swojej kuchni

10 mitów na temat pracy w domu

1. Praca w domu jest łatwa

Wszystkim się wydaje, że praca w domu to taka prosta, niewymagająca zaangażowania sprawa. Jasne, wszystko zależy od wykonywanego zajęcia, jeśli jest to coś, co lubimy, to jest lżej, ale mimo wszystko, to nadal praca i nie ma większego znaczenia czy wykonujemy ją w biurze czy w domu. Praca w domu wymaga ogromnej samodyscypliny i świetnej organizacji oraz odporności na różne pokusy typu: a tylko wstawię pranie, zajmie mi to sekundę, albo wstawię tę zupę przecież ona sama się będzie gotować. Nie da się tak pracować. To wszystko odciąga nas od naszych zadań i wybija z rytmu, do którego często trudno jest wrócić.

2. Masz mnóstwo czasu na wszystko

Masz czas na sprzątanie, gotowanie, zakupy, no na wszystko, bo przecież… pracujesz w domu. Takich pokus może być wiele, ale pracując w domu należy sobie wyznaczyć czas, w którym tylko pracujemy i mocno się tego trzymać inaczej nie zrobisz nic i będzie nadrabiać po nocach.

3. To takie wspaniałe, że nie masz nad sobą szefa

Cisza, spokój i brak konieczności wyjścia poza próg mieszkania są pewnym luksusem, którego doświadczamy pracując z domu, ale uwierzcie, są minusy. Czasem musimy zapytać przełożonego, jak wykonać konkretne zadanie, a internet nie pozawala na idealną komunikację. Są też takie dni, że zwyczajnie potrzebujemy towarzystwa i oddałybyśmy wiele za dzień w biurze.

4. Nie masz problemu, gdy zachoruje Ci dziecko

Nie musisz brać zwolnienia, bo przecież pracujesz w domu, a i do lekarza możesz iść w każdej chwili, bo nie musisz siedzieć w pracy – powiedział człowiek, który nigdy nie pracował przy chorym maluchu. To wcale nie jest tak, że idziemy do lekarza kiedy chcemy. Jeśli wyjdziemy w czasie, przeznaczonym na pracę, to później to odrabiamy, często późnym wieczorem, albo nocą i często kosztem zadań domowych.

5. Masz lepiej, niż ludzie, którzy muszą dojeżdżać do pracy

Fakt, nie musimy stać w korkach, zbierać się rano w popłochu i w zasadzie nawet nie musimy robić makijażu i wyskakiwać z dresu, co niewątpliwie jest ogromną zaletą. Jednak łączy się to z tym, że tak naprawdę w miejscu pracy jesteśmy całą dobę. Po dniu pracy nie zamykamy drzwi biura, nie wychodzimy do normalnego świata, a przez skype’a czy maila jesteśmy dostępne tak długo, jak długo mamy włączony laptop czy internet w telefonie.

6. Możesz się legalnie obijać

Możesz iść na zakupy, do kosmetyczki, albo spotkać się z koleżanką na kawę, przecież pracujesz w domu, czyli zapewne nie masz określonych godzin pracy. Jasne… My odpoczywamy, a praca sama się zrobi.

7. Masz wygodę, bo możesz pracować przy małym dziecku

Wyobraź sobie, że siedzisz nad ważnym projektem, albo właśnie masz wenę do napisania artykułu, gdy nagle z twórczego zamyślenia wyrywa Cię płacz dziecka. Mały, słodki szkrab, który właśnie potrzebuje jeść, pić albo trzeba mu zmienić pieluchę. Niby jest super, bo pracujesz, masz dziecko przy sobie, nie płacisz za żłobek, ale jest mnóstwo rzeczy, które Cię rozpraszają i odrywają od pracy nieraz w najważniejszym momencie.

8. Nie da się pracować z dzieckiem w domu

Sama wpadłam w pułapkę tego mitu. Wydawało mi się, że nie będę w stanie pracować w domu z dzieckiem. Co więcej, byłam pewna, że nikt nie zatrudnia takich mam. Na szczęście okazało się, że jest zupełnie inaczej. Pomimo, że praca przy dziecku, a zwłaszcza przy chorym dziecku jest trudna i wymaga bardzo dobrej organizacji i samodyscypliny, to jest możliwa. Do tego daje ogromną satysfakcję.

9. Praca w domu trwa krótko

Wszystkim się wydaje, że praca w domu nie trwa długo, kilka godzin, odbębnienie obowiązków na szybko i po wszystkim. Praca lżejsza od snu, można powiedzieć. Sprawy mają się zupełnie inaczej. Jest określony czas na wykonanie zadań, średnio 6-8 godzin dziennie, ale często zaangażowanie w różne projekty czy Webinary wymaga pracy po godzinach albo nawet na urlopie.

10. Praca zdalna nie może być odpowiedzialna i wysoko zarobkowa

Jeszcze można spotkać się ze stereotypem, że praca w domu polega na skręcaniu długopisów, a praca przez internet to tylko wypełnianie ankiet i klikanie w reklamy. Do tego nie da się na tym nic zarobić. To błędne myślenie. Praca zdalna staje się coraz bardziej popularna i obejmuje wiele dziedzin, również tych bardzo poważnych, odpowiedzialnych i wysoko zarobkowych.

Jak widać praca z domu, to praca wykonywana na takich samych zasadach co praca w biurze, z tą tylko różnicą, że nie trzeba wychodzić z mieszkania. Tu również masz deadliny i zadania do wykonania, z których musisz się rozliczyć, o które ktoś się kiedyś upomni. Jeśli to nie szef, który jest nad Tobą, to bank, w którym spłacasz kredyt, bo nawet jeśli jesteś freelancerem, czy blogerką to rachunki musisz płacić, a na to trzeba zarobić pieniądze. Warto obalać mity, które jej dotyczą i pokazywać ludziom, że tak da się zarabiać.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Wadecka
Szczęśliwa żona i mama trójki dzieci. Macierzyństwo to jej największa pasja, motywująca do rozwoju i działania. Z przyjemnością oddaje się pisaniu. Kocha muzykę, kino i dobre jedzenie. Lubi śledzić trendy i wprowadzać je w życie. Zawodowo początkująca, ale z apetytem na sukces.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail