Czego szukasz

Grażyna, pracująca mama we Francji

Grażyna Lorente – mama dwójki dzieci, prowadzi własną firmę, odkrywa nowe pasje i specjalnie dla nas opowiada jak to wygląda życie pracującej mamy we Francji. 

  • Paulina Sienczyło - 04/04/2014

Przez ponad 10 lat mieszkała na południu Francji, koło Tuluzy, gdzie w 2003 przyjechała na staż z uczelni. Pewnego dnia poznała Przystojnego Francuza. Rok później byli po ślubie, a Grażyna kończyła studia w Ecole de Commerce de Toulouse. W Tuluzie urodziły się też jej dzieci – Thomas i Olivia. Po kilku latach spędzonych na etacie założyła własną firmę. Oprócz tego…

Pasjonuje mnie Internet oraz szeroko pojęte nowe technologie. I tak naprawdę wszystko co robię kręci się wokół tych tematów. Prowadzę we Francji własną działalność, w ramach której tworzę strony internetowe oraz pomagam klientom zwiększyć ich widoczność w sieci. Jestem także współtwórczynią polsko-francuskiego portalu informacyjnego StrefaPL. Ponadto współpracuję ze stowarzyszeniem Polek we Francji, Les Polonaises i prowadzę również polsko-francuskiego bloga biznesmam.com, dla przedsiębiorczych kobiet. 

Od jak dawna mieszkasz w Tuluzie?

Niedawno nastąpiła zmiana. Pod koniec zeszłego roku zdecydowaliśmy się przybliżyć do mojej rodziny, tak więc po 10 latach życia we Francji przeprowadziliśmy się do Polski. Ze względu na brak bezpośrednich połączeń z Tuluzy do Polski, bardzo rzadko przyjeżdżaliśmy do Polski, więc moi rodzice bardzo rzadko widzieli wnuki… Miałam poczucie, że czas tak szybko mija i że już wkrótce jakiś etap skończy się bezpowrotnie. To mój mąż zaproponował przeprowadzkę i mimo, że nie lubię zmian nie wahałam się długo z podjęciem decyzji. Mam to szczęście, że moją pracę mogę wykonywać z każdego miejsca na ziemi gdzie znajdę dostęp do Internetu. 

Czym zajmowałaś się przed urodzeniem dzieci? I jak długo trwał Twój urlop macierzyński ?

Przy Tomku byłam jeszcze studentką zrobiłam więc sobie przerwę na studiach, a kiedy miał już rok wróciłam na uczelnię. Natomiast tuż przed urodzeniem Olivii zostałam przyjęta na pierwszą umowę jako marketing manager telecom w firmie informatycznej. Ponieważ bardzo zależało mi na tej pracy wróciłam do niej zaraz po zakończeniu urlopu macierzyńskiego. Olivia miała wtedy 4 miesiące. 

Jak wygląda sytuacja rodziców we Francji? Ile trwa urlop macierzyński?

Urlop macierzyński trwa krócej niż w Polsce. Podzielony jest na 2 części: 6 tygodni przed porodem i 10 tygodni po porodzie. Jeśli ciąża przebiega bez problemowo i mama  czuje się dobrze może pracować nieco dłużej i w ten sposób przenieść część urlopu sprzed porodu na okres po porodzie. Po tym okresie mama może zostać w domu na urlopie wychowawczym, wrócić do pracy w niepełnym wymiarze godzin lub, jeśli tego chce, na pełen etat. Ja zdecydowałam się na niepełny wymiar godzin, dzięki czemu mogłam jeszcze przez kilka miesięcy karmić moja córkę piersią. Kobiety, które decydują się na takie rozwiązanie maja prawo do specjalnego zasiłku. Nie kompensuje on w pełni kwoty, jaką mama zarabiałaby pracując na cały etat, ale zmniejsza presję finansową…

A jak jest z ojcami? Macie urlopy ojcowskie i czy tatusiowie chętnie z nich korzystają?

Jeśli chodzi o urlop ojcowski to Francuzi chyba chętniej niż Polacy decydują się na pozostanie w domu z dziećmi. Osobiście znam jednego takiego tatę, który wziął rok wolnego, aby zająć się dziećmi. Generalnie Francuzi traktują kobiety bardziej po partnersku, a w związkach jest równy podział obowiązków. W naszych zaprzyjaźnionych parach panowie gotują, sprzątają… Oczywiście chodzą też na mecze i piją piwo (śmiech), ale co najważniejsze uważają, iż kobiety mają takie samo prawo do rozwoju zawodowego jak oni i wspierają je bardzo, aby ten cel mogły osiągnąć. Dlatego właśnie niektórzy tatusiowie decydują się na zajęcie się dziećmi na cały etat. Na pewno w Polsce też są tacy ojcowie, ale opinia społeczna, komentarze kolegów ich do tego zniechęcają. We Francji tego nie ma.

Czy dużo rodziców we Francji pracuje w niepełnym wymiarze godzin? 

Tak, i są to głównie mamy. Wiele z nich wybiera tzw. 4/5 etatu.  Otóż rytm pracy i szkoły jest inny we Francji niż w Polsce. Dzieci w przedszkolu i szkole podstawowej mają zajęcia od 9 do około 17, codziennie z wyjątkiem środy. Rodzice pracują w tych samych albo nawet dłuższych godzinach, a jeśli doda się do tego czas spędzony na dojazdy do pracy, to tak naprawdę rodzice aktywni zawodowo spędzają mało czasu z dziećmi w ciągu tygodnia. Dlatego wiele mam pracuje 4 dni w tygodniu, a środę rezerwuje dla dzieci. Poza tym większość zajęć pozalekcyjnych ma miejsce właśnie w środy po południu.

A jak pracodawcy we Francji zapatrują się na młode mamy? 

Wydaje mi się, że to już jest kwestia nie tyle kraju, co raczej indywidualnego podejścia firmy czy nawet konkretnego szefa. W moim przypadku patrząc z zewnątrz, nie było problemów. Kiedy zdarzało mi się zadzwonić, że któreś z dzieci jest chore czy też brać dzień wolny ze względu na zapowiadany strajk, zawsze pozornie mogłam liczyć na zrozumienie. Jednak  często miałam wrażenie, że moja sytuacja rodzinna stanowi problem. Że właśnie ze względu na nią nigdy nie zaproponowano mi wyjazdu na targi czy eventy, które organizowałam dla firmy! Miałam wrażenie, że stoi przede mną jakiś niewidzialny mur, że mimo dobrych wyników i usilnych starań moja praca nie jest wystarczająco doceniana. Wtedy jeszcze nie byłam na tyle odważna, aby podjąć rozmowę z szefem, więc jako perfekcjonistka starałam się być jeszcze skuteczniejsza, dawać z siebie jeszcze więcej. Kiedy przestałam karmić, starałam się też być bardziej dyspozycyjna. Wszystko na nic, bo kiedy skończyła się moja 3. umowa na czas określony okazało się, że firma będzie przechodzić restrukturyzację i najłatwiej jest pożegnać pracowników bez stałych umów… Po tym wielkim rozczarowaniu zdecydowałam się spróbować własnych sił w biznesie.

Skąd wzięłaś pomysł na Twój biznes?

Zaczęłam od sprzedaży biżuterii, którą sama projektowałam. Otworzyłam wtedy 2 sklepy internetowe, z czego jeden z biżuterią ślubną. Nie było to moje pierwsze doświadczenie z tworzeniem stron internetowych, ale robiąc sama stronę od A do Z i zajmując się jej promocją w sieci, nauczyłam się bardzo dużo. Koniec końców okazało się, że wolę proces tworzenia strony niż robienie biżuterii na zamówienie… Więc kiedy znajoma szukała kogoś do zrobienia jej strony firmowej zaproponowałam swoje usługi. W ten sposób znalazłam pierwszą klientkę i przekonałam się, że wiedza i doświadczenie, które zdobyłam mają wymierną wartość i sprawdzają się w innej niż tylko biżuteryjna branży.

Jak się prowadzi biznes za granicą? 

Myślę, że biznes podobnie robi się w Polsce, jak i w każdym innym kraju. Poza różnicami w stawkach podatku czy składek na ubezpieczenia społeczne nie ma wielkich różnic. Wszędzie ważny jest pomysł i determinacja. Ważne są też działania marketingowe, bo bez klientów niezależnie do kraju żaden biznes nie przetrwa. 

Czy rząd francuski wspiera przedsiębiorców? Jak to robi?

Tak, Francja wspiera osoby rozpoczynające własną działalność na kilka sposobów. Jeżeli ktoś jest na bezrobotnym i pobiera zasiłek (zwykle w wysokości ok. 75% ostatniej pensji), to zakładając firmę ma nadal do niego prawo. Jego wysokość zależy wtedy od dochodów firmy, ale daje to przedsiębiorcom poczucie bezpieczeństwa i stabilności finansowej.Poza tym we Francji istnieje uproszczona forma jednoosobowej działalności, auto-entrepreneur (samozatrudnienie). Otworzyć ją można w 5 minut przez Internet a sprawy podatkowe i księgowe ograniczone są do minimum. Nie ma rozliczenia VATu, nie ma obowiązku prowadzenia księgowości (wystarczy książka przychodów i rozchodów) a składki i podatki płaci się wyłącznie od obrotów. Zero obrotów oznacza zero składek i podatków za dany miesiąc. Ryzyko zmniejszone jest więc do minimum, a osoby zakładające działalność nie boją się, że nie będą miały z czego zapłacić składek.

Brzmi super! A czy francuskie mamy są tak samo przedsiębiorcze jak Polki? Czy wiele z nich prowadzi własne firmy? Jakie to są biznesy? 

Właśnie pojawienie się tej nowej formy działalności w 2009 pozwoliło mnie i innym wielu mamom we Francji na spróbowanie własnych sił w biznesie. Oprócz stowarzyszenia Polek należałam także do francuskiego stowarzyszenia Les Mompreneurs. Miałam więc okazję się przekonać, że Francuzki też są kreatywne, chcą podejmować własną działalność i realizować swoje pasje i marzenia. Dla wielu z nich samo zatrudnienie dało możliwość pogodzenia pracy z życiem rodzinnym. Francuzki tak jak i Polki, zakładają sklepy internetowe, są freelancerkami, zajmują się rękodziełem, dekoracją wnętrz, organizacją eventów..

A jak wygląda Twój dzień pracującej mamy? 

Rano, kiedy odprowadzę Olivię do przedszkola siadam do komputera i pracuję nad stronami klientów lub zajmuję się promocją portalu. Pracuję do czasu, kiedy Thomas wraca ze szkoły. Przygotowuję obiad a po nim jeszcze przez chwilę coś robię zanim odbiorę Olivię. Popołudnia spędzam najczęściej wożąc dzieci na dodatkowe zajęcia, czasem razem się bawimy. Do komputera siadam znów wieczorem, kiedy dzieci śpią, zwłaszcza kiedy mąż pracuje w nocy. Piszę wtedy artykuły na mojego bloga. Obecnie przygotowuję się do mojego pierwszego internetowego szkolenia z SEO dla kobiet prowadzących własną działalność, więc moje noce mocno się skróciły. 

Jakie masz patenty na godzenie życia osobistego i zawodowego?

Odkąd przyjechałam do Polski jest mi bardzo trudno znaleźć równowagę i chyba nie jestem w tej chwili dobrym przykładem godzenia życia osobistego i zawodowego. Ale staram się wyznaczyć sobie granice czasowe dla pracy i ich przestrzegać. Bo kiedy biuro znajduje się w domu, praca i życie rodzinne ciągle się mieszają… Od jakiegoś czasu zastanawiam też nad wynajęciem biura, żeby granica ta była bardziej wyraźna. 

Dziękuję za rozmowę

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Paulina Sienczyło
Absolwentka zarządzania kulturą i podyplomowego zarządzania zasobami ludzkimi na UJ. Mama Igutki Frygutki i Janka Gałganka. Kiedyś z pasją oddana harcerstwu, potem fajnej pracy w Coca - Coli, obecnie poszukująca swojej drogi zawodowej. Lubi ludzi, gorącą czekoladę w czasie posiadówek niepołomickiej grupy fajnych kobiet, bieganie z kijkami po puszczy w weekendowe poranki. Jest pasjonatką zdrowego trybu życia marzącą o byciu gospodynią - nauczycielką harmonijnego życia w Beskidzie Niskim.
Podyskutuj

Moim szczęściem jest to, że mam szczęście do ludzi! – rozmowa z Pauliną Sommerrey

“Ludzie, których mam szczęście spotykać na swojej drodze, sprawiają, że nieważne co się dzieje, idę do przodu”- mówi Paulina Sommerrey, właścicielka Kancelarii Sommerrey & Partners. Osobiste, trudne doświadczenia oraz wsparcie, które otrzymała sprawiły, że przewartościowała swoje życie. Zapraszam do rozmowy o poczuciu spełnienia, sile do walki i ogromnej wdzięczności, dającej moc do dzielenia się dobrem z innymi!
  • Agnieszka Kaczanowska - 30/09/2020
Paulina Sommerrey właścicielka Kancelarii Sommerrey & Partners

Paulino, zaraz porozmawiamy o wspaniałych i ciekawych rzeczach, które robisz, ale też o tych trudnych momentach. Na początek jednak powiedz, jak się macie wszyscy po rozpoczęciu roku? Dajcie radę? W końcu masz dwóch synów w szkole, prawda?

Rozpoczęcie roku przyjęliśmy wszyscy z wielką radością, zarówno moi synowie, jak i ja. Po tylu miesiącach życia w domu, nauki zdalnej z dala od kolegów i znajomych z przyjemnością wróciliśmy do tzw. „normalności”. Nie tylko chłopcy potrzebowali znanej im codzienności. Dla mnie ich powrót do szkoły jest równoznaczny z poczuciem, że życie wraca do normy, może nieco innej, ale jednak normy.

Dziękuję. Mam do Ciebie tyle pytań, że nie wiem od czego zacząć! Kiedy przygotowywałyśmy się do tego wywiadu, powiedziałaś takie zdanie: „Moim szczęściem jest to, że mam szczęście do ludzi!”. I to pewnie będzie motyw przewodni naszego wywiadu.

Ja naprawdę mam „szczęście do ludzi” – choć może brzmi to dziwacznie. W moim życiu, jak u każdego zdarzają się różne etapy, raz lepsze raz gorsze. Jednak ludzie, których mam szczęście spotykać na swojej drodze, sprawiają, że nieważne co się dzieje, idę do przodu. Niektórzy inspirują, motywują swoją postawą, inni niosą realną, namacalną wręcz pomoc, jeszcze inni są pewnego rodzaju nauką czy drogowskazem. Zdecydowanie podtrzymuję to co Ci powiedziałam – „moim szczęściem, jest szczęście do ludzi”.

Przeczytaj także: Obniżka zasiłku chorobowego w ciąży w związku z Covid 19

Jesteś z wykształcenia prawniczką? Wspólnie z mężem prowadzicie kancelarię w Poznaniu. Co było pierwsze? Miłość czy wspólny biznes? 😉

Tak, ukończyłam studia na wydziale prawa, a następnie aplikację. Od wielu lat wraz z mężem prowadzimy wspólnie kancelarię w Poznaniu. To takie nasze trzecie dziecko. 🙂 Nie potrafię powiedzieć co było pierwsze, praca czy miłość. Poznaliśmy się 15 lat temu. Trochę jak w filmie – przyszłam na rozmowę o pracę do poznańskiej kancelarii, a Hubert prowadził moją rekrutację. Można by pomyśleć, że to była miłość od pierwszego wejrzenia – nic bardziej mylnego!

Przez pierwsze miesiące unikałam Huberta, irytowała mnie myśl o wspólnej pracy nad poszczególnymi zleceniami. Nie miałam pojęcia dlaczego tak się dzieje – ja zawsze taka otwarta na ludzi, pewna siebie. A tu takie zaskoczenie – onieśmielał mnie. Wówczas moja mama zasugerowała mi, że ewidentnie między nami iskrzy. Ależ byłam wściekła, gdy to powiedziała, przecież to niemożliwe. I cóż… minęło 15 lat, a my jesteśmy małżeństwem z 14-letni stażem, z dwójką dzieci, kotem i psem. Chyba jednak mama miała rację…

Paulina Sommerrey

Zdecydowanie! Nie mogę nie zadać tego pytania: jak to jest pracować z mężem? Czy wspólny biznes rzutuje na Wasz czas już po pracy? Udaje się to poukładać?

Oczywiście, że udaje się to poukładać – jesteśmy przykładem pary, która łączy pracę zawodową z życiem rodzinnym. Oczywiście bywa to problematyczne, choć rzadko. My od zawsze razem pracujemy. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić jakby to było, gdyby te sfery – rodzinna i zawodowa – nie przenikały się. To dla nas całkowicie naturalne. Co może jednak dziwić, nie spędzamy ze sobą dużo czasu. Pomimo pracy w jednym miejscu i życiu pod jednym dachem, każde z nas ma inne obowiązki. Są takie dni, gdy nawet się nie widzimy – każde z nas biegnie na swoje spotkanie, rozprawę, pochłonięte swoimi zadaniami. Spotykamy się dopiero wieczorem, na kanapie. I dopiero wówczas rozmawiamy, z czym każde z nas się zmierzyło danego dnia. Albo nic nie mówimy, tak sobie tylko siedzimy i odpoczywamy.

A te ostatnie miesiące pandemii? Jak one zmieniły Waszą pracę?

Początkowo był stres. Nagła zmiana na każdym polu. Dzieciaki w domu, zdalne nauczanie, cała kancelaria w trybie Home Office, zatrzymane prace w sądach, spotkania z klientami tylko on-line. I pytanie – co będzie dalej. Obawy o to, jak ta pandemia odbije się na naszej pracy zawodowej, czy „nowe”, które ze sobą przyniesie, będzie dla nas łaskawe, czy wręcz przeciwnie.

Mój mąż jest zadaniowcem, problemy go motywują i napędzają do działania. On od razu widział nowe możliwości, nowe rozwiązania. Ja początkowo byłam wystraszona, jak pogodzę pracę na Home Office ze zdalnym nauczaniem. Szybko jednak się okazało, że da się to połączyć, choć nie zawsze jest łatwo. A jak coś się da, to trzeba zacisnąć zęby i działać! Tak też zrobiliśmy!

Od pierwszych dni pandemii regularnie publikowaliście treści, rozwiązywaliście prawne wątpliwości związane z pandemią i wytycznymi rządowymi. Opowiedz proszę jak zareagowaliście, jako organizacja, na całą sytuację?

To co się nagle stało, było dla nas tak samo zaskakujące, jak dla wszystkich innych. Tak jak każdy człowiek potrzebowaliśmy chwili, aby odnaleźć się w nowej sytuacji. To co dla nas było zagrożeniem, było tym samym zagrożeniem dla innych ludzi. Uznaliśmy, że musimy wyjść naprzeciw pytaniom naszych klientów i pomóc im jak najszybciej „oswoić” to zagrożenie. Stworzyliśmy dział „covidowy” – grupę osób, która na bieżąco analizowała nowe przepisy i wytyczne. Staraliśmy się dzielić zdobytą wiedzą z innymi. Publikowaliśmy artykuły na naszym blogu, na Facebooku, prowadziliśmy bezpłatne webinary i szkolenia. Zależało nam, aby odpowiedzi na dręczące wiele osób pytania trafiały do jak największej ilości osób. Jestem przekonana, że szybka reakcja pomogła „ugasić wiele pożarów” i zminimalizować szkody, jakie niósł ze sobą lock-down.

Przeczytaj także: Czy mogę nie zgodzić się na obniżkę pensji i wymiaru czasu pracy?

Wrócę teraz do szczęścia, czyli motta naszej rozmowy. 9 lat temu, malutki Olek zmienił wszystko w Twoim życiu, prawda? Opowiedz proszę, o ile możesz, w kilku zdaniach o tym co się wydarzyło.

Oj tak, nasz Oluś przyszedł na świat z dużym hukiem. 🙂 Teraz to wspominamy z przymrużeniem oka, ale 9 lat temu nie było nam do śmiechu. Olek urodził się w 6 miesiącu ciąży, w moje urodziny. Do dziś powtarza mi, że urodził się wtedy, aby dać mi prezent, jakiego nikt nigdy mi nie da. I trudno się z tym nie zgodzić. 🙂 Najbardziej niespodziewany prezent ever! Wówczas jednak, była to dla nas sytuacja bardzo trudna.

Nagle rodzi się maluch, za wcześnie, nieprzygotowany do przyjścia na świat. Prognozy były bardzo złe. Nasz świat się zatrzymał, trzeba było nagle wszystko zmienić. Całe moje dotychczasowe życie przewartościowało się w jednej chwili. Mówiono nam, że jeżeli w ogóle przeżyje, to będzie silnie niepełnosprawny. Jednak Olek to prawdziwy Aleksander Wielki – typ wojownika, który miał ewidentnie inny plan na siebie i postanowił pokazać wszystkim, że da radę i sobie poradzi.

Walczyliśmy o jego zdrowie każdego dnia, przez kilka pierwszych lat. Tygodniami mieszkaliśmy w szpitalach, co rusz to na innym oddziale. W domu codziennie rehabilitacja. Teraz uważam, że największą robotę zrobił starszy brat Olka – Maks. Wówczas 3-letni chłopiec, nie przyjmował do wiadomości, że braciszek potrzebuje spokoju. Co chwila przychodził do niego z inną zabawką, grał mu do ucha na bębenku, czy innym ustrojstwie… pokazywał zabawki, zachęcał do aktywności. Maks był chodzącym „bodźcem”, śpiewająco-grającą atrakcją, która motywowała i inspirowała Olka do działania. Dziś mam dwóch chłopaków, którzy żyć bez siebie nie mogą (choć kłócą się czasem niemiłosiernie).

Paulina Sommerrey

Powiedziałaś coś, co bardzo mnie poruszyło, że to był także największy moment przewartościowania całego Twojego świata. Z, jak sama powiedziałaś „hej do przodu” kobiety, która ma plan i go realizuje, stałaś się osobą, której całym światem była walka o życie i zdrowie tego maleńkiego człowieka. Trudny moment. Możesz opowiedzieć o tym czasie?

To wydarzenie faktycznie zmieniło wszystko. Trzeba było nagle się zatrzymać, opracować „nowy plan”. Ten, który działał do tej pory, stał się nieaktualny. Trudno mi było odnaleźć się w nowej sytuacji, byłam przerażona. Nie wiedziałam co mam robić. Ilość powikłań, z jakimi Olek się urodził powaliła mnie na łopatki. Trzeba było działać, nie zapominając w tym wszystkim o Maksiu, że on też jest ważny, o niego też trzeba dbać i troszczyć się na równi z młodszym bratem. I tu znowu pojawiają się Ci niezwykli ludzie, o których mówiłam wcześniej. Cudowni przyjaciele, rodzina, lekarze, ludzie całkowicie mi obcy, którzy pomogli i pokazali co robić dalej, jak żyć.

Przeczytaj także: Czy to kolejny sposób na dyskryminację kobiet na rynku pracy?

I przyszedł taki moment, kiedy poczułaś, że synek jest już bezpieczny i zawalczyłaś także o siebie. Zmieniłaś też prawnicze zainteresowania. Skąd taka potrzeba? Jakim obszarem się teraz zajmujesz?

Moja mama zawsze mi powtarzała, że kobieta musi być silna i niezależna. Pomimo tego, że mam wspaniałego męża przy swoim boku, wiedziałam, że muszę zawalczyć także o siebie. Olek stawał się silniejszy, a ja walczyłam wraz z nim, aby każdego dnia iść naprzód. Ciężko pracowałam, aby zdać wszystkie egzaminy zawodowe i zdobyć tytuł radcy prawnego. Wróciłam do pracy w kancelarii. Zawsze interesowałam się prawem handlowym, gospodarczym. Ukończyłam także studia podyplomowe z podatków. Jednak doświadczenia z Olkiem uzmysłowiły mi, jak ważną dziedziną jest prawo rodzinne. Jak ta sfera życia oddziałuje na wszystko inne.

Zaczęłam specjalizować się w sprawach rodzinnych. Ukończyłam kurs mediatora sądowego i od kilku lat jestem wpisana na listę mediatorów sądowych przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu. Prowadzę sprawy sądowe, jak również mediacje. Głęboko wierzę bowiem, że dopóki istnieje szansa na porozumienie, na wypracowanie nowego planu (często całkowicie odmiennego niż ten, do którego moi klienci przywykli), warto próbować się porozumieć. Dzięki temu można uniknąć wielomiesięcznych bojów na sali sądowej. Jeżeli nie ma jednak przestrzeni na porozumienie, wówczas trzeba walczyć o siebie!

Kancelaria Sommerrey&Partners zdecydowała się objąć swoją pomocą naszą Fundację, ale wiem, że nie jesteśmy jedyną organizacją, którą macie pod swoją opieką. Opowiedz proszę o Waszych działaniach społecznych.

Wraz z mężem uważamy, że trzeba dzielić się z innymi tym, co dobre. Jeżeli można komuś pomóc, to trzeba to robić. My walkę o zdrowie i życie Olka wygraliśmy. Chcemy dzielić się z innymi dobrem, które nas spotkało. Współpracujemy z różnymi fundacjami, stowarzyszeniami, z ludźmi prywatnymi, którzy mają ochotę zrobić coś dla innych.

Wspólnie ze Stowarzyszeniem 100 Kobiet Pomaga, zorganizowaliśmy już trzy Wieczory Charytatywne. Podczas tych wspólnych spotkań, przepełnionych muzyką, tańcem i różnymi formami doznań artystycznych, licytowane są przedmioty ofiarowane przez znane osobistości (obrazy, fotografie, spotkania z artystami, koszulki i piłki sportowe z autografami itp.). Zebrane środki są przeznaczane na zakup potrzebnych rzeczy dla różnych organizacji. Raz zakupiony został samochód dla Centrum Wspierania Rodziny „SWOBODA”, które prowadzi dom małego dziecka w Poznaniu, innym razem został zakupiony samochód dla Hospicjum Palium w Poznaniu, a ostatnio uzbierana kwota przeznaczona została na wybudowanie groty solnej dla dzieci głęboko upośledzonych przy Ośrodku Rehabilitacyjno-Edukacyjno-Wychowawczym EMEDEA w Poznaniu.

To są duże akcje, w których mamy możliwość brać udział nie tylko jako kancelaria, ale również jako Fundacja „Parasolka”, którą prowadzimy. Na co dzień jednak, pamiętamy o tych drobnych gestach i drobnej pomocy, którą staramy się dzielić lokalnie.

Współpracujemy też ze Stowarzyszeniem „Motopomocni”. Hubert, jako zapalony motocyklista, działa także na rzecz organizacji motocyklowych. Oj, dużo jest tego. Nawet nie zdawałam sobie chyba sprawy …

Przeczytaj także: Zwolnienia i redukcje etatów – czy dotyczą mam na urlopie macierzyńskim i wychowawczym?

I jeszcze z Fundacją Mamo Pracuj – dziękujemy!

To teraz najtrudniejsze pytanie: work-life balance czy work-life blending? Jak sobie radzisz z taką mamową codziennością, aby połączyć te różne sfery? Masz jakieś swoje tajemne sposoby na przetrwanie najtrudniejszych chwil?

Zdecydowanie work-life blending, ale taki zakręcony blending. Mamowo-zawodowa codzienność to moja „normalność”. Nie wyobrażam sobie życia bez pracy zawodowej. Pomimo tego, że moja praca jest mocno absorbująca i stresująca, to bardzo ją lubię. Nie wyobrażam sobie, abym mogła robić coś innego. Czasami, gdy jestem zmęczona, marzę o tym, aby poświęcić się tylko jednej sferze swojego życia, ale po chwili dochodzę do wniosku, że nie potrafię żyć inaczej.

Dzieci to sens mojego życia, kocham je totalnie. Z kolei praca daje mi poczucie spełnienia. Czuję, że to co robię ma bezpośredni wpływ na życie innych osób. Wieczorami, gdy zmęczona kładę się spać, dochodzę do wniosku, że to był dobry dzień. Może nie łatwy, ale dobry. Tajemne sposoby na przetrwanie? Takie „ładowanie baterii”, tak? Ładują się same, w domu, gdy spędzam czas z bliskimi. Odpowiedź może i oklepana, ale cóż mogę zrobić, tak właśnie jest.

Serdecznie dziękuję za rozmowę!

Redakcja: Klaudia Urban

Zdjęcia: archiwum prywatne Pauliny Sommerrey

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 

5 biznesów, które nie powstałyby, gdyby nie choroba dziecka

Te 5 pomysłów na rozwój zawodowy i biznes powstało z wielkiej potrzeby. Z troski o zdrowie własnego dziecka, z chęci podzielenia się ze światem swoim problemem, a również własnym doświadczeniem i wiedzą, jak można podnieść się w sytuacji, gdy na swojej drodze spotykasz się z poważną chorobą dziecka.
  • Ewa Moskalik - Pieper - 30/09/2020
na pomoście siedzi mały chłopczyk, a naprzeciw pluszowy miś

5 biznesów, które nie powstałyby gdyby nie choroba dziecka

Zdarzają się życiu sytuacje, kiedy czujemy się postawieni pod ścianą. Kiedy wydaje nam się, że już nic nas nie czeka, kiedy tracimy nadzieję na szczęście i radość w życiu. Szczerze mówiąc, nie wydaje mi się żebym była w stanie oddać słowem stan uczuć i emocji, które targają rodzicem, gdy dowiaduje się, że jego dziecko jest poważnie chore.

Każda sytuacja jest odmienna, każdy na swój sposób przeżywa chorobę dziecka. Jednak, aby Was zasmucać, raczej dodać otuchy i przytoczyć przykłady, kiedy to właśnie choroba dziecka wyzwoliła tak niesamowitą energię w kobiecie/mamie, że stała się przyczyną rewolucji w życiu zawodowym. Historie prawdziwe i budujące, bo niosące pozytywny przekaz dla innych.

Powstały biznesy, które wspierają mamy będące w podobnych sytuacjach. Dające bogatą wiedzę, bo ich zapleczem jest wypracowane na własnym podwórku doświadczenie dotyczące konkretnej choroby.

Przeczytaj także: Chcesz przenieść biznes do online? Sprawdź jak to zrobiły nasze Czytelniczki!

1. Od diety do książki

Książki autorstwa Julity Bator “Zamień chemię na jedzenie”, “Święta bez chemii” powstały pod wpływem ciągłego zmagania się autorki z chorobami swoich dzieci. W kółko powtarzające się infekcje wirusowe i bakteryjne, nie pozostawiające też suchej nitki na rodzicach, sprawiły, że Julita Bator zaczęła szukać przyczyny tych chorób m.in. w diecie. Badania niczego nie wykazywały, eliminowanie niektórych pokarmów też nie dawało efektów.

Dopiero wakacyjny wyjazd na Kretę, gdzie żywność jest mniej przetworzona, i gdzie podczas pobytu rodzina pozwoliła sobie na zupełną swobodę w jedzeniu, dał do zrozumienia, że problem może właśnie dotyczyć przetwarzania żywności i dodawanych do niej substancji polepszających np. smak czy trwałość produktu.

Autorka postawiła wszystko na jedną kartę i rozpoczęła badania na własną rękę. Okazało się, że jej dzieci wykazują silną alergię na wszelkie “polepszacze” smaku i konserwanty, tak nagminnie dodawane dziś do jedzenia.

Efektem tych badań i poszukiwań są książki – bestsellery. Można powiedzieć, że są one kompendium wiedzy na temat żywności przetworzonej i tego, czego należy unikać w trakcie zakupów w sklepie. Jak czytać etykiety i czego absolutnie nie należy jeść. Jednocześnie autorka przekonuje, że warto powrócić do tradycyjnej polskiej kuchni i pokazuje jak przemycać w potrawach wartościowe produkty.

2. Obudzić dziecko

Wszystkim znana z teatru oraz z małego i dużego ekranu – Ewa Błaszczyk – aktorka i pieśniarka. Jej historię pewnie każda z Was zna.

Po tym jak jej – wówczas 6 – cio letnia córeczka Ola –  zachłysnęła się popijając tabletkę wodą, która dostała się do płuc i dziewczynka zapadła w śpiączkę, Ewa Błaszczyk nie poddała się. Założyła fundację “Akogo?”, która działa na rzecz rehabilitacji dzieci po ciężkich urazach neurologicznych.

Od początku celem fundacji było założenie Kliniki Neurorehabilitacji “Budzik” przy Centrum Zdrowia Dziecka. Jest to pierwsza w Polsce klinika dla dzieci po ciężkich urazach mózgu. Pomimo, że córka Ewy Błaszczyk nadal nie wybudziła się ze śpiączki, pojawia się, dzięki różnym kontaktom kliniki, również nadzieja dla Oli.

Budujące jest również to, że co jakiś czas słyszymy w mediach o tym, że w klinice “Budzik” dziecko wybudziło się ze śpiączki.

Może ktoś powiedzieć, że Ewa Błaszczyk miała łatwo, bo to osoba znana, bo aktorka. Może jest w tym jakieś ziarno prawdy, ale tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia, bo w obliczu choroby dziecka, każdy z nas jest sam ze swoimi myślami, uczuciami i emocjami. W obliczu choroby dziecka podźwignąć się i stworzyć coś nowego, chcieć się dzielić tym z innymi, znaleźć w sobie taką siłę, dla każdego będzie ogromnym wysiłkiem.

3. Lokalna żywność

Córka Sylwii Modic cierpi na autyzm i wymaga stosowania szczególnej diety, m.in. z powodu silnej reakcji alergicznej na konserwanty. Poszukiwanie zdrowych produktów w sklepach i na bazarach niestety skończyło się fiaskiem. Okazało się, że do większości tzw. “zdrowej żywności”, dodawana jest cała masa substancji, które absolutnie nie powinny się w niej znaleźć.

Sylwia Modic wraz z mężem postanowili się nie poddawać i wzięli sprawę w swoje ręce. Potrzeba znalezienia prawdziwie ekologicznej i nieszkodzącej zdrowiu swojego dziecka żywności, wzbudziła w małżeństwie ogromną determinację, której efektem jest powstanie platformy Lokalny Rolnik. Okazało się, że pewność co do jakości produktu można mieć tylko wtedy, gdy kupujemy go bezpośrednio od wytwórcy. A przecież nie każdy może poświęcić czas na jeżdżenie po targach, bazarach.

Lokalny Rolnik to wirtualne targowisko, na którym rolnicy/wytwórcy mając do dyspozycji własne firmowe podstrony, reklamują swoje produkty, ustalają ceny oraz uzyskują informację i opinię klientów. To internetowa wersja społeczności kupująca wspólnie produkty od rolników.

Lokalny Rolnik to bardzo intensywnie rozwijająca się platforma będąca miejscem spotkań wytwórców i konsumentów zdrowej żywności, ale również idea wspierania i tworzenia lokalnej społeczności.

Przeczytaj także: Otworzyłam kwiaciarnię w dniu ogłoszenia kwarantanny – Mamy kupują u Mam

4. Pomysł na aplikację

“Mówi się, że najlepsze projekty rodzą się z autentycznej i silnej życiowej potrzeby. Tak właśnie jest z aplikacją Hospi Care. To nowoczesne narzędzie, którego koncepcja zrodziła się w domu małej, chorej dziewczynki Alicji, która od kilku lat jest pod opieką dziecięcego hospicjum domowego” –  cytat ze strony Hospi Care.

Jest to aplikacja, dzięki której wszystkie informacje na temat leczenia danej osoby znajdują się w jednym miejscu. Może mieć do niej dostęp każdy, czy to lekarz, czy np. opiekun/rodzic, zajmujący się chorym.

Często dokumentacja dotycząca leczenia osób przebywających np. w domowych hospicjach jest w wielu różnych miejscach, utrudnia to do niej dostęp, trzeba robić notatki, wykonywać setki telefonów. Aplikacja zawiera wszystkie dane o wynikach badań, aktualnym leczeniu. Oszczędza cenny czas i ogranicza i tak już duży stres.

Mama Alicji – Eliza Kugler szukała sposobu, aby usprawnić działania zespołu medycznego opiekującego się jej chorą córeczką i tak zrodził się pomysł na powstanie aplikacji HospiCare. Aplikacja dostępna jest on – line przez komputer, tablet, telefon. Aplikacja usprawnia komunikację między rodziną, czy opiekunami, a lekarzami, rehabilitantami, pielęgniarkami.

To nie jest projekt komercyjny. Hospicja dostaną tę aplikację za darmo. To projekt, który ma nie tylko leczyć, ale również zachęcać ludzi do realizacji takich społecznych projektów.

5. Historia jak z filmu

“Kiedy choruje Twoje dziecko, żyjesz chorobą dziecka 24 godziny na dobę. Inne życie nie istnieje. Blogi okazały się być fantastycznym nośnikiem wiedzy o życiu codziennym, o ludziach, którzy, jak ja są więźniem choroby we własnym domu. Mój pierwszy wpis blogowy powstał pod wpływem impulsu, nie umiałam sobie poradzić z wydarzeniami, w których brał udział mój syn. Od razu wylała się na mnie fala hejtu, co paradoksalnie utwierdziło mnie w pisaniu. Chyba z poczucia skrywanej misji, że trzeba mówić, pisać o trudnych sprawach. Niech ludzie wiedzą, że problem jest złożony, niejednoznaczny, wielowątkowy. Pojawiły się zapisy moich rozmów z synem. Ocenę tych wpisów zostawiam czytelnikom. Blog piął się w górę rankingach popularnych blogów. Pojawiały się propozycje publikacji fragmentów w gazetach, w pracach doktorskich, magisterskich, wystąpień w TV, mam swój udział w powstaniu książki” – opowiada Małgorzata Skolankiewicz, mama Emila, którego codzienne zmagania z chorobą stały się inspiracją do powstania bloga.

Na podstawie bloga powstał również scenariusz filmowy “Magnetyczny Henio”, który zdobył nagrodę Script Pro 2016 podczas konkursu scenariuszowego na festiwalu Netia Off Camera w Krakowie. Istnieje duża szansa, że powstanie fajny film, z bohaterem jakiego jeszcze w polskim kinie nie było.

“Co daje mi pisanie bloga? Znajomości internetowe przeniosły się do życia realnego, poczucie trwania w chorobie, dystans do ludzi, świata oraz niebywałą przyjemność. A przyjemności są w życiu najważniejsze” – mówi Małgorzata.

Może chcesz podzielić się z nami swoją historią? Może też prowadzisz blog lub stronę, na której dzielisz się z innymi swoim doświadczeniem, a może wyszłaś z „cienia” choroby dziecka i prowadzisz jakiś rodzaj działalności, dla niego, dla siebie. Możesz do nas napisać!

Przeczytaj także: Te przekonania hamują rozwój Twojego biznesu!

Zdjęcie: Pixabay

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail