Czego szukasz

Etat? Nie, dziękuję. Jak odnaleźć swoją drogę?

W życiu nie ma przypadków. W pracy zawodowej zlecenia zaczynają spływać, gdy jesteś na nie gotowa. Kiedy zaświta myśl, by pójść w jakimś kierunku, lecz nie jest to świadomy i przeczuty wybór, nie doprowadzisz sprawy do końca. To po prostu nie był ten czas! Bywa też odwrotnie – sytuacja jest jakby zupełnie nie dla nas. Z góry możemy założyć, że to nie nasza bajka, ale nawet wtedy warto zmierzyć się z wyzwaniem. Możemy od razu odpuścić, jednak ja zachęcam do poszukiwania sensu we wszystkim, co nas spotyka. Bo wszystko jest po coś.

  • Tatiana Andrzejczak - 11/04/2016
Tatiana Andrzejczak

W zeszłym roku trafiło mnie „koralikowanie” i to trafiło mnie w sensie dosłownym :). Pracowałam jako instruktorka plastyki w domu kultury, w moim mieście, nie zarabiając oczywiście kokosów. Jednak, ponieważ moje zlecenia zajmowały mi tylko popołudnia, i to nie każde popołudnie, postanowiłam wziąć dodatkową pracę, która być może miałaby się przekształcić w moje stałe zajęcie. Tak trafiłam na Roberta i jego rozwijającą się firmę w branży tworzenia biżuterii artystycznej. Pomyślałam, że skoro pracuję z dziećmi prowadząc warsztaty plastyczne, to nic nie stoi na przeszkodzie, żebym rozwinęła swoje zdolności manualne i zaczęła robić biżuterię, w dodatku artystyczną.

Podejmij wyzwanie! Nawet jeśli nie do końca ci ono pasuje

Firma Roberta mieściła się w jego domu z ogrodem, jakieś dwanaście kilometrów od mojego miejsca zamieszkania, w pobliskiej wiosce. No, rzut beretem – za górą, bez rzeki 😉 – w każdym razie blisko, a ja przecież właśnie zrobiłam prawo jazdy, więc bez problemów mogłam dojeżdżać do pracy. Mój mąż pracując w domu nie potrzebuje na co dzień auta. No po prostu idealna sytuacja i praca sama wpadła mi w ręce 🙂

Zacznę wreszcie regularnie rano wstawać, dziecko będzie punktualnie w przedszkolu, no i zarobię na nasze wakacje nad morzem! Super. Podjęłam się tego zadania, myśląc, że może nawet z czasem zapewni mi stały dochód i stałą pracę. Same plusy, a minusy były do przyjęcia i do przeskoczenia. Tak mi się wtedy zdawało.

Koralikowanie też było po coś

Być może koralikowanie, bo do tego sprowadzała się moja praca – siedziałam w zimnej kanciapie i nawlekałam koraliki, oddzielałam naturalne, oszlifowane już kamyki, wybierając mixy kolorów i wzorów… – było jednak po coś. Miało mnie czegoś nauczyć i pokazać mi, że nie zawsze trafiamy na sytuację, w której nasza twórcza natura może się wyrazić? Bardzo starałam się tłumaczyć sobie sens i powód, dla którego przydarzyła mi się ta praca. I bardzo starałam się dostosować.

To, czyli dogrzewana kanciapa, oczywiście była przejściowa sytuacja jak zapowiadał mój pracodawca. Wykańczał właśnie piękny budynek z unijnej dotacji, w którym docelowo miała się mieścić cała firma, sklep, miejsce do prowadzenia warsztatów i oczywiście moje stanowisko. Muszę tylko nabrać wprawy w przewlekaniu koralików, w przyklejaniu pypciów, czyli zawieszek i w wyłączaniu mózgu, bo zbędny :P. Łatwizna, przyzwyczaję się jakoś! Wszystko razem, to były równie pasjonujące i wciągające działania…

Mózg jak koralik i narastająca panika

Po dwóch tygodniach myślałam, że oszaleję, a mój mózg zamieni się w koralik… Zaproponowałam więc przyszłościowo, że chętnie zajmę się czymś jeszcze w ramach pracy, jakąś promocją firmy, prowadzeniem sklepu internetowego, byle tylko nie siedzieć ośmiu godzin w zgiętej pozycji i nie nawlekać koralika za koralikiem, a w każdym razie nie tylko. Czułam, że płynące godziny i minuty zaczynają przyjmować krystaliczną postać nizanych kamyczków, koraliczków etc.

Ogarniała mnie panika, na myśl, że miałabym robić to w ramach etatu, dzień w dzień. To było dla mnie absolutne szaleństwo, no ale potrzebowałam pieniędzy, a facet był przecież miły. Prowadził firmę wspólnie z żoną, co też dobrze mnie nastrajało, że to rodzinny interes, więc będą dbali o pracowników. Mała firma, jest przecież lepsza od większej, w której ludzi traktuje się jednak bezosobowo – pocieszałam samą siebie. Poza tym znaliśmy się w naszej małej, lokalnej społeczności, szef wiedział, że mam małe dziecko i mogę czasem potrzebować niezapowiedzianego wolnego.

Jednak moje pytania o możliwości dalszego rozwoju w kierunkach, które by mnie interesowały, zbył dość obcesowo.

Powiedział, że nie można tak od razu awansować. Nie miałam na myśli „tak od razu”, chciałam przemęczyć się ze trzy miesiące tylko koralikując, ale znam siebie na tyle, żeby wiedzieć, że dłużej nie dałabym rady wykonując tak odtwórcze i mechaniczne zajęcie. Wierzcie mi, że w klejeniu pięciuset zawieszek do kamyczków, naprawdę nie ma miejsca na jakikolwiek twórczy akt. A jeśli moja inwencja miała się ograniczać do tworzenia mixów kolorystycznych w zestawach po 20 rzemyków z tymiż kamykami, to…

Zaczynałam się naprawdę niepokoić i poważnie zastanawiać nad tym czy dam radę na tyle się wyłączyć i sprowadzić do roli wyrobnika, żeby to wytrzymać. Wiedziałam, że to praktycznie niemożliwe. Nie jestem typem człowieka, któremu wystarcza segregowanie, nawlekanie i przekładanie z miejsca na miejsce, nawet jeśli przy tym uczy się cierpliwości i klejenia na gorąco.

Kto jak kto – ja się nie poddam!

Oczywiście, jak tylko zaczęłam dojeżdżać codziennie do pracy te dwanaście kilometrów, a potem pędzić po dziecko do przedszkola i na moje stałe zajęcia w Centrum Kultury, okazało się, że popsuł się nam samochód i wylądował w warsztacie na dwa tygodnie. Ale przecież nie zrezygnuję z tego powodu z dopiero co podjętej pracy – nie ja! Zaparłam się, wsiadłam na rower i co rano – w marcu, przez góry, w przymrozki – jeździłam te piętnaście kilometrów (okrężną drogą, żeby nie jechać główną szosą, gdzie samochody nie zwracały uwagi na rowerzystów). Potem wracałam do domu ścieżką między górami, bo to była krótsza droga powrotna i w locie chwytałam bułkę, żeby zaraz pędzić na moje warsztaty.

Mąż przejął odbieranie synka z przedszkola, więc jakoś dawaliśmy na razie radę. Kto jak kto, ale ja się nie poddam tak łatwo, nawet jeżeli praca nie daje mi jeszcze satysfakcji. W tamtym momencie liczyły się dla mnie przede wszystkim dodatkowe pieniądze z koralikowania, które skrupulatnie odkładałam na nasze wakacje nad morzem.

Cały czas nie mogłam wyobrazić sobie porzucenia moich warsztatów z dzieciakami na rzecz ośmiogodzinnego wyrobniczego koralikowania. Zdawałam sobie jednak sprawę, że niedługo będę musiała podjąć decyzję. Szef oczekiwał ode mnie deklaracji czy podejmę się tej pracy w ramach etatu, ponieważ on musiał zgodnie z warunkami dotacji, zapewnić pełen etat dla jednej osoby w firmie.

Ośli upór szefa – nie będzie mi pracownik decydował co chce robić

Zaczynałam się łamać… Widziałam u niego ośli upór, że mam piąć się mozolnie po szczebelkach karierki w jego firmie, że wcale nie zamierza wykorzystać moich innych talentów – choćby talentu do pisania, żebym tworzyła treści na stronę internetową czy zajęła się promocją firmy tak lokalnie, jak i globalnie, do czego przecież byłam świetnie przygotowana. Nie zamierzał spojrzeć na tę sprawę z mojej strony, a jedynie z góry, ze szczytu swoich założeń i planów rozwoju firmy. Facet zwyczajnie potrzebował wyrobnika, kogoś, kto na akord będzie kleił pypcie i nizał koraliki. To zaczynało być oczywiste i włączało u mnie automatyczny wsteczny, nawet w rowerze ;).

Na rzucenie pracy zawsze jest czas

Wtedy, gdy już prawie byłam przekonana, że rzucam tę robotę, że zwyczajnie nie dam rady i zamienię się w koralik z mózgiem wielkości orzecha laskowego zamkniętym w ciasnej oszlifowanej przestrzeni, niechby to nawet był kryształ górski czy nefryt! Wszystko mi jedno, nie dam rady tak funkcjonować!

I wtedy właśnie zadzwoniłam do koleżanki, która jest nauczycielką i bardzo pragmatyczną osobą. Wylałam swoje wszystkie obawy i zniechęcenie w rozmowie z nią i zamiast pokrzepiającego „poklepania po plecach” i potwierdzenia moich przeczuć, usłyszałam od niej, że: – Wszystko jest po coś. Spróbuj tak na to spojrzeć. Ta praca też jest po coś. Może ci się teraz wydawać beznadziejna, ale jednak z jakiegoś powodu przyszła do ciebie, a ty się jej podjęłaś. Wiesz co? Na rzucenie pracy zawsze jest czas. Może przegryź się z tym tematem i nie decyduj pochopnie? Może całe to koralikowanie jest ci do czegoś potrzebne?

Znów jestem wolnym człowiekiem

Hmmm…? Mnie się wydawało, że już się przegryzłam, że moja decyzja wcale nie jest pochopna, ale zawahałam się po tej rozmowie i zaczęłam jeszcze raz przeglądać w myślach wszystkie „za i przeciw”. Głównym „za” na tamten moment było zarobienie na wakacje. W końcu – kiedy w ten sposób podeszłam do koralikowania, że jest dla mnie tylko tymczasowym zajęciem, że wcale nie muszę rzucać moich warsztatów i mogę potraktować to teraz jako dodatkową pracę i dodatkowy dochód – odetchnęłam z ulgą.

Powiedziałam szefowi, że nie widzę się na stałe przy takim odtwórczym zajęciu, że nie chciał, choć mu proponowałam, wykorzystać mojego potencjału w innych dziedzinach w firmie, i że w związku z tym pracuję u niego tylko do czerwca. Uff – poczułam się znowu wolnym człowiekiem i wreszcie odetchnęłam pełną piersią. On również spojrzał na mnie jakoś inaczej, jak na osobę pewną własnych przekonań i decyzji.

Po tym miesiącu prób dostosowania się, przewartościowania swoich priorytetów i przyklejenia sobie wymuszonego uśmiechu, że „jakoś to będzie”, poczułam się znowu sobą, kobietą od której zależy jej życie! Wyszłam z roli wyrobnika i nadałam całej sytuacji rys tymczasowości i narzuciłam własne zasady. Poczułam się znowu Panią Swojego Czasu, kobietą, która sama o nim decyduje. Owszem teraz poświęcałam czas na koralikowanie w imię wyższej wartości, ale nie byłam już tym zdeterminowana!

Masz wpływ – zmiana zależy od ciebie!

Na pewno więc koralikowanie było po coś! Dzięki niemu zobaczyłam jak pracują ludzie w różnych mniejszych i większych firmach, jak zamieniają się w wyrobników, jak często sami rozmieniają na drobne swój talent godząc się na pracę poniżej swoich kwalifikacji lub przyjmując automatyczne założenia, że nic nie mogą zmienić, na nic nie mają wpływu. To nieprawda! Przekonałam się o tym po raz kolejny, że tylko ode mnie zależy na co się zgodzę, co uznam za niemożliwe, a co będę chciała zmienić i mieć na to wpływ.

I przekonałam się też, że czasem praca poniżej kwalifikacji nie jest żadną ujmą na honorze, ale zwyczajnie koniecznością.

Że w rejonie, w którym mieszkam, gdzie większość kobiet, to albo kelnerki, albo nauczycielki, sprzątaczki, sprzedawczynie lub bezrobotne narzekaczki, moja praca i mój zawód jest luksusem, choć jednak freelance w moim miasteczku ciągle jeszcze jest jak kosmita na plaży w centrum kurortu ;).

Jednak wyzwania, które sama sobie stawiam, działania, z którymi sama postanawiam się zmierzyć, są dla mnie o wiele cenniejsze niż praca, którą miałby narzucać mi jakiś szef. I nawet jeśli dopiero przecieram ścieżki swojej freelancerskiej kariery, jeśli ciągle jeszcze moje dochody pozostają daleko w tyle, za dochodami męża, to jednak wolność wyboru jest dla mnie bezcenna!

Bezcenna wolność wyboru i zawodowych przekonań

Ta wolność, która sprawia, że wykonując pracę w domu, pisząc na zamówienie na strony internetowe czy – jak teraz artykuły własne – sama określam na jakich warunkach. Ta wolność, dzięki której za chwilę odstawię komputer i pójdę bawić się z dzieckiem, ponieważ nie wybrałam wygodnej comiesięcznej pensyjki spływającej na konto w zamian za sprzedawanie swojego dnia i swojego życia.

Nie wybrałam koralikowania ani żadnej innej formy „zgięcia w pół”, by dogodzić jakimś szefom, którzy miewają humory i niepisane prawo wylewania ich na mnie, swojego pracownika. Nie jestem niczyim pracownikiem.

Wybrałam niepewną drogę freelancera i tylko ode mnie zależy dokąd mnie ona zaprowadzi. Wybrałam jednak też zawodową wolność przekonań, która daje mi możliwości zmierzenia się z wyzwaniami, jakie sama sobie definiuję i podejścia do nich po swojemu. Moja praca nie daje mi jeszcze wolności finansowej, ale zaczynam metodycznie zmierzać w kierunku usystematyzowania swoich zleceń i ukierunkowania swojego talentu pisarskiego w ten sposób, żeby przynosił mi nie tylko osobistą satysfakcję 🙂

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Tatiana Andrzejczak
Z zawodu redaktorka, z zamiłowania blogerka i autorka artykułów oraz felietonów na tematy psychologiczno-rozwojowe. Autorka bloga: www.wsercugorzlotych.wordpress.com.
Podyskutuj

Jak mądrze porównywać się z innymi? Poznaj nasze podpowiedzi!

Pamiętam jak dziś, gdy koleżanki z klasy chwaląc się wyższą oceną z kartkówki dotyczącej lektury ośmieszały mnie mówiąc, że jestem zapominalska i głupia. To uczucie niższości, bycia słabszą długo we mnie było. Pamiętam, gdy dostałam 5 z kolejnego sprawdzianu i czułam się najlepsza na świecie. I być może dostrzegasz, że ani jedna, ani druga sytuacja nie była zdrowa dla mnie i mojej samooceny.
  • Kamila Kozioł - 13/01/2021
młoda zadowolona kobieta

Poczucie wyższości lub niższości to duży problem naszego społeczeństwa. Wiedz, że porównania nie unikniesz. Zawsze było, jest i będzie.
Jednak gorąco wierzę, że nie warto tłumić w sobie chęci porównywania się z innymi. Kiedy dwoje ludzi się spotyka, to naturalne, że porównują się ze sobą. Natychmiast zauważają swoje zalety i wady. Jednak cierpieć zaczynasz wtedy, gdy skupisz się tylko na swoich wadach.

Samoocena i pewność siebie

Zwykle schemat jest taki: dostrzegasz mocne strony innej osoby i porównujesz je ze swoimi słabościami. Czy myślisz, że to sprawi, że poczujesz się dobrze? Z doświadczenia wiem, że jedyne co Ci to gwarantuje, to obniżenie swojej samooceny i pewności siebie.

Być może interesuje Cię praca w IT, lubisz technologię odnajdujesz się w nowościach, nowinkach IT. Jestem przekonana, że znasz osoby, które tworzą niesamowite oprogramowania, a metodykę Agile stosują nawet w projektach domowych. I patrzysz na swoje i ich umiejętności, zdając sobie sprawę jak daleka jesteś w osiągnięciu tego samego pułapu. To demotywuje, być może poniża i w rzeczywistości wypadasz słabo na tle tych osób.

Uczciwe porównanie

Ale poczekaj chwilę: to nie jest uczciwe porównanie. To, że nie sięgasz jej poziomu, nie oznacza, że powinnaś wyjść z branży IT, że powinnaś popadać w zazdrość lub żywić urazę do niej. Zamiast tego, gdy spojrzysz na swoje mocne strony zobaczysz, że masz wiele do zaoferowania, na tym etapie, na którym jesteś, bo jest wystarczająco.

Mocne strony

A to bardzo ważne – móc spojrzeć na swoje mocne strony i zobaczyć swoją prawdziwą moc. W rzeczywistości, jest to jeden z kluczy do sukcesu, ponieważ bez tej umiejętności nie będziesz zmotywowana i nie uwierzysz w siebie.

Kiedyś jedna kobieta napisała do mnie krótką wiadomość na Instagramie:

„Pochodzę z małego miasta. Należę do rodziny z klasy średniej. Moja mama pracuje na kasie po 12 godzin, a mój tato ima się wszystkiego – od budowlanki po sadzenie drzewek w lasach. Moja praca jest także taka, że jeśli wyjdę za mąż i założę nową rodzinę nie będę w stanie i pracować i wychowywać dzieci.
Problem polega na tym, że moje koleżanki z pracy pochodzą z zamożnych rodzin lub mają zamożnych partnerów. Nie mogę się powstrzymać od porównywania mojego stylu życia z ich stylem życia. Wiem, że nie jest właściwe porównywanie się z nimi na podstawie tego, co posiadają. Ale jednak… Widzę, że moja umiejętność planowania finansów jest na tyle dobra, że mogłabym być przez rok na macierzyńskim, nawet jeśli straciłabym przez to pracę. Ale ilekroć widzę lub słyszę, jak wydają pieniądze, zaczynam porównywać. Jak mogę to powstrzymać bez zmiany pracy i zmiany znajomych?”

Jak odkryć swoje mocne strony?

To pytanie wybrzmiewało w mojej głowie kilka dni, bo to bardzo trudne pytanie. Bowiem porównywanie się z innymi jest naturalne, ale jak zauważyła ta kobieta, często sprawia, że jesteśmy nieszczęśliwi, nawet jeśli mamy dość i powinniśmy być zadowoleni z tego, co mamy.

Porównania z innymi

Gorąco wierzę, że pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić to być świadomą tego, że dokonujesz porównania. Być może w tym porównaniu nie wypadniesz dobrze, a może wręcz przeciwnie. Jeśli jednak odczuwasz smutek miej świadomość tego co posiadasz, jakimi ludźmi kochającymi się otaczasz, czego doświadczyłaś i jak Cię to ukształtowało. Dostrzeż w swoim życiu progres. Przypomnij sobie swój punkt zerowy, od którego zaczynałaś i zobacz, gdzie teraz jesteś. Co już wiesz, co masz, co planujesz.

Doceniaj swoje działania i zmiany na lepsze

Szczerze polecam Ci regularnie praktykować dostrzeganie swoich działań i zmian w swoim życiu na lepsze. Zaczniesz odczuwać większą satysfakcję z życia. Sama będąc w jedną z osób w systemie szkolnym, gdzie na podstawie ocen porównuje się przyrost wiedzy, chciałam przełamać nawyk z czasów szkolnych i nie porównywać się bezmyślnie z innymi.

Jak porównywać się z innymi?

  • Bądź świadoma. Prawdopodobnie nie zdajesz sobie sprawy, że to robisz. Przypuszczam, że jest to naturalny akt, w wyniku czego dzieje się to bez świadomości. Zatem świadomie zarządzam swoimi myślami – jeśli już się porównujesz skup się na tym porównaniu. Niech będzie to zadanie numer jeden. Jeśli skupisz się na tych myślach przez kilka dni, praktyka stanie się znacznie łatwiejsza, a wkrótce trudno będzie tego nie zauważyć.
  • Nie pędź – kiedy już zdajesz sobie sprawę z porównania pozwól sobie na chwilę oceny i zaakceptuj, że tego porównania dokonujesz. Najgorszym wyjściem jest się jeszcze skarcić za to, że chcesz się porównać.
  • Skoncentruj się na byciu obiektywną – skoro dostrzegasz słabości, dostrzeż również mocne strony, swoje predyspozycje. Co więcej, dostrzeż progres jakiego ty dokonałaś. Oceń swoje przejście z punktu 0 do punktu B lub C. Doceń się za z starania i motywację dojścia do kolejnego punktu.
  • Zaakceptuj niedoskonałości. Nie ma ludzi doskonałych. Nawet Ci najwyżej mają swoje słabości i czarne cechy, które im nie pomogły dojścia na szczyt. Nie jesteś idealna i nigdy nie będzie w opinii obiektywnej. Natomiast w opinii subiektywnej jesteś doskonała, bo jesteś sobą, wyjątkowa i wystarczalna. Ta świadomość nie zwalnia Cię z osiągania więcej, jeśli tego pragniesz, ale pozwala doceniać Ci już włożony trud i jego efekty.
  • Skup się na sobie – wiem, że łatwo kopać leżącego i bez problemu potrafimy krytykować innych, aby czuć się lepiej. Zamiast tego staraj się wspierać innych w ich sukcesie – to doprowadzi do większego zadowolenia z twojej strony i dumy z samej siebie.
  • Życie to podróż – wiedz, że każdy wystartował z innego miejsca, dąży do innego miejsca i realizuje inne punkty swojej podróży. Życie to ciąga zmiana i sinusoida. Ta podróż nie ma nic wspólnego z tym, jak dobrze sobie radzą inni ludzie ani co mają. Bo dla Ciebie ma liczyć się Twoja podróż. Liczy się to, co Ty chcesz robić i dokąd chcesz iść. To wszystko, o co potrzebujesz się zatroszczyć.
  • Naucz się doceniać swoje „wystarczająco”. Jeśli zawsze chcesz tego, co mają inni, nigdy nie będziesz mieć tego wystarczająco dużo. Z pewnością pojawi się ochota na więcej. To niekończący się cykl i nigdy nie doprowadzi do zadowolenia z życia. Bez względu na to, ile kupisz ubrań, bez względu na to, ile posiadasz samochodów, bez względu na to, ile kupisz fantazyjnych butów… nigdy nie będziesz mieć ich dość.

Jesteś wystarczająca

Skoncentruj się na tym, co możesz osiągnąć, używając porównania się z innymi, aby zmotywować się do poprawy do ulepszeń procesów. Czyli do zmiany zachowania. Nie pozwól jednak, aby porównanie obniżyło Twoją samoocenę. Pamiętaj, aby być wdzięczną za to, co osiągnęłaś i motywować się do osiągania swoich celów i marzeń.

Tylko 7 kroków Cię dzieli od zbudowania pewności siebie!

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Kamila Kozioł
Kobieta, która pragnie zrozumieć ludzką psychikę. Rozumie emocje i wie, jak wzmacniać moc i wewnętrzną siłę. Ukończyła studia z psychologii oraz akredytacyjne i certyfikujące kursy coachingowe. W zawodzie psychologa i coacha od 9 lat. Współautorka „Dziennika coachingowego. 365 pytań od Twojego coacha”, napisanego wspólnie z Kamilą Rowińską oraz współautorka książki „W poczuciu własnej wartości. Zbuduj swoją wewnętrzną siłę”.

Kluczowe momenty 2020 roku w doświadczeniu pracujących rodziców

Trudno tradycyjnie podsumować rok 2020. Noworoczne postanowienia tym bardziej wymykają się z kontrolowalnych ram, a raporty pracy zdalnej podkreślają, jak bardzo na rynku pracy pandemia dotknęła kobiety, co w praktyce oznacza więcej balansowania między pracą a domem po załamaniu się praco-domoprzestrzeni. Poznajcie wyniki badania z maja 2020 r. nt. doświadczenia rodziców podczas lockdownu.
  • Monika Sońta - 10/01/2021
mama z dzieckiem pochylona nad pracą domową

Kluczowe momenty 2020 roku w doświadczeniu pracujących rodziców

Czas na chwilę refleksji nad tym, co było dla Ciebie trudne. Sięgając do wyników badania, które było przeprowadzone w maju 2020* we współpracy studentów studiów podyplomowych Employer Branding z portalem MamoPracuj.pl, którego celem było zidentyfikowanie „kluczowych momentów’” w doświadczeniach rodziców podczas lockdownu, dowiadujemy się, że:

Najtrudniejsze momenty to:

  • przygotowywanie posiłków,
  • fektywne skupienie się na pracy („to życie w ciągłym kołowrotku”, „wyrywanie momentów na pracę”),
  • konieczność wsparcia dzieci w zajęciach szkolnych,
  • poczucie winy związane z dawaniem dzieciom niskojakościowych wypełniaczy czasu, żeby móc pracować („bajka”).

Pozytywne zaskoczenia:

  • samodzielność dzieci, ich zrozumienie sytuacji,
  • zacieśnienie więzi rodzinnych,
  • przyzwyczajenie się do pracy zdalnej (brak dojazdów),
  • wolniejsze poranki.

A jaka jest Twoja refleksja? To moment na zastanowienie się:

  • Co było dla Ciebie najtrudniejszym momentem?
  • Co Cię pozytywnie zaskoczyło?
  • Z czym sobie poradziłaś do takiego stopnia, że jesteś dumna ze swojego działania?
  • Co wymaga zmian w organizacji Twojego dnia w 2021 roku, niezależnie od rozporządzeń, izolacji, decyzji o nauczaniu zdalnym i skuteczności szczepionki?

Nowe stresory** dotykają wszystkich. Jak bardzo wpłynęły na Ciebie?

Ten rok wytrącił nas z równowagi. Niektórymi wstrząsnął, innych wypchnął z życiowej strefy komfortu, a jeszcze innym jedynie nieznacznie zmienił ramy życiowego działania. Niezależnie od grupy, w której się znalazłaś, warto zastanowić się, w jaki sposób dotykają Ciebie „nowe stresory”:

  • Zmiana w postrzeganiu bezpieczeństwa fizycznego – obawa przed zarażeniem się.
  • Nadmiar informacji (infobesity), w większości negatywnych w stosunku do braku szans na przewidzenia przyszłości ogólnie np. nie jesteśmy w stanie powiedzieć kiedy i jak się to skończy, czyli jesteśmy w strefie ciągłej, długoterminowej niepewności.
  • Ciągłe poczucie zagrożenia kwarantanną i ograniczeniem możliwości fizycznego poruszania się.
  • Stygma społeczna związana z chorobą, co jest potęgowane przez poczucie, że choroba jednej osoby może stworzyć zagrożenie dla jej najbliższych oraz, że złamanie przez jedną osobę zasad i zaleceń może stanowić zagrożenie dla osób z naszego otoczenia
  • Straty na poziomie finansowym, poczucie niepewności w obszarze zarobków i utrzymania pracy czy źródła dochodów.

Siła tego, jak bardzo dotknie nas psychicznie pandemia, zależała między innymi od naszego przedpandemicznego stylu pracy. Im bardziej oddzielaliśmy wcześniej strefę prywatną, rodzinną od zawodowej, profesjonalnej, tym bardziej dostrzegamy zmianę w stylu życia (lifestyle) i pracy (workstyle).

A jaki jest „nowy stresor”, który najbardziej wpłynął na Twój styl życia i pracy w 2020?

Autonomia, adaptacja, elastyczność

Wracając do wyników badania z MamoPracuj, ponad 73% badanych wskazało elastyczny czas pracy jako największe udogodnienie dla pracujących rodziców. Po raz kolejny potwierdziła się siła poczucia autonomii, a nawet job-craftingu w miejscu pracy.

Opisując najlepsze doświadczenia, szczególnie docenianie były gesty pracodawców sugerujące, że rozumieją sytuację i ich próba ułatwienia pracy np. ustalenie, że mamy dwugodzinną przerwę bez spotkań na przygotowanie posiłków, a do pracy wracamy wieczorem; ogólne przyzwolenie na obecność dzieci w tle rozmowy; ludzka atmosfera i poczucie „że wszyscy jesteśmy w podobnej sytuacji”. I wszyscy w tej sytuacji potrzebujemy nowych ram działania.

Zastanów się, czego potrzebowałabyś teraz od swojego pracodawcy, żeby lepiej pracowało Ci się w 2021 roku?

Źródło:

*Ankieta online przeprowadzona 1-21 maja 2020, n=153, wnioski opracowano na podstawie dwóch pytań otwartych: o najlepszy i najgorszy moment pracy z domu podczas izolacji, opracowano na podstawie kodowania tematycznego według schematu Saldana (2009)

**https://emeraldopenresearch.com/articles/2-15

Zdjęcie: 123 rf

Grafika: autorka

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Monika Sońta
Mama wielowymiarowo aktywna: biznesowo - ekspert komunikacji korporacyjnej; naukowo – doktorantka zarządzania; życiowo – promotorka uważnego spędzania czasu z dzieckiem, co widać po wpisach na blogu http://zmianaperspektywy.pl/ Mama małej Marceliny.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×