Czego szukasz

Etat? Nie, dziękuję. Jak odnaleźć swoją drogę?

W życiu nie ma przypadków. W pracy zawodowej zlecenia zaczynają spływać, gdy jesteś na nie gotowa. Kiedy zaświta myśl, by pójść w jakimś kierunku, lecz nie jest to świadomy i przeczuty wybór, nie doprowadzisz sprawy do końca. To po prostu nie był ten czas! Bywa też odwrotnie – sytuacja jest jakby zupełnie nie dla nas. Z góry możemy założyć, że to nie nasza bajka, ale nawet wtedy warto zmierzyć się z wyzwaniem. Możemy od razu odpuścić, jednak ja zachęcam do poszukiwania sensu we wszystkim, co nas spotyka. Bo wszystko jest po coś.

  • Tatiana Andrzejczak - 11/04/2016
Tatiana Andrzejczak

W zeszłym roku trafiło mnie „koralikowanie” i to trafiło mnie w sensie dosłownym :). Pracowałam jako instruktorka plastyki w domu kultury, w moim mieście, nie zarabiając oczywiście kokosów. Jednak, ponieważ moje zlecenia zajmowały mi tylko popołudnia, i to nie każde popołudnie, postanowiłam wziąć dodatkową pracę, która być może miałaby się przekształcić w moje stałe zajęcie. Tak trafiłam na Roberta i jego rozwijającą się firmę w branży tworzenia biżuterii artystycznej. Pomyślałam, że skoro pracuję z dziećmi prowadząc warsztaty plastyczne, to nic nie stoi na przeszkodzie, żebym rozwinęła swoje zdolności manualne i zaczęła robić biżuterię, w dodatku artystyczną.

Podejmij wyzwanie! Nawet jeśli nie do końca ci ono pasuje

Firma Roberta mieściła się w jego domu z ogrodem, jakieś dwanaście kilometrów od mojego miejsca zamieszkania, w pobliskiej wiosce. No, rzut beretem – za górą, bez rzeki 😉 – w każdym razie blisko, a ja przecież właśnie zrobiłam prawo jazdy, więc bez problemów mogłam dojeżdżać do pracy. Mój mąż pracując w domu nie potrzebuje na co dzień auta. No po prostu idealna sytuacja i praca sama wpadła mi w ręce 🙂

Zacznę wreszcie regularnie rano wstawać, dziecko będzie punktualnie w przedszkolu, no i zarobię na nasze wakacje nad morzem! Super. Podjęłam się tego zadania, myśląc, że może nawet z czasem zapewni mi stały dochód i stałą pracę. Same plusy, a minusy były do przyjęcia i do przeskoczenia. Tak mi się wtedy zdawało.

Koralikowanie też było po coś

Być może koralikowanie, bo do tego sprowadzała się moja praca – siedziałam w zimnej kanciapie i nawlekałam koraliki, oddzielałam naturalne, oszlifowane już kamyki, wybierając mixy kolorów i wzorów… – było jednak po coś. Miało mnie czegoś nauczyć i pokazać mi, że nie zawsze trafiamy na sytuację, w której nasza twórcza natura może się wyrazić? Bardzo starałam się tłumaczyć sobie sens i powód, dla którego przydarzyła mi się ta praca. I bardzo starałam się dostosować.

To, czyli dogrzewana kanciapa, oczywiście była przejściowa sytuacja jak zapowiadał mój pracodawca. Wykańczał właśnie piękny budynek z unijnej dotacji, w którym docelowo miała się mieścić cała firma, sklep, miejsce do prowadzenia warsztatów i oczywiście moje stanowisko. Muszę tylko nabrać wprawy w przewlekaniu koralików, w przyklejaniu pypciów, czyli zawieszek i w wyłączaniu mózgu, bo zbędny :P. Łatwizna, przyzwyczaję się jakoś! Wszystko razem, to były równie pasjonujące i wciągające działania…

Mózg jak koralik i narastająca panika

Po dwóch tygodniach myślałam, że oszaleję, a mój mózg zamieni się w koralik… Zaproponowałam więc przyszłościowo, że chętnie zajmę się czymś jeszcze w ramach pracy, jakąś promocją firmy, prowadzeniem sklepu internetowego, byle tylko nie siedzieć ośmiu godzin w zgiętej pozycji i nie nawlekać koralika za koralikiem, a w każdym razie nie tylko. Czułam, że płynące godziny i minuty zaczynają przyjmować krystaliczną postać nizanych kamyczków, koraliczków etc.

Ogarniała mnie panika, na myśl, że miałabym robić to w ramach etatu, dzień w dzień. To było dla mnie absolutne szaleństwo, no ale potrzebowałam pieniędzy, a facet był przecież miły. Prowadził firmę wspólnie z żoną, co też dobrze mnie nastrajało, że to rodzinny interes, więc będą dbali o pracowników. Mała firma, jest przecież lepsza od większej, w której ludzi traktuje się jednak bezosobowo – pocieszałam samą siebie. Poza tym znaliśmy się w naszej małej, lokalnej społeczności, szef wiedział, że mam małe dziecko i mogę czasem potrzebować niezapowiedzianego wolnego.

Jednak moje pytania o możliwości dalszego rozwoju w kierunkach, które by mnie interesowały, zbył dość obcesowo.

Powiedział, że nie można tak od razu awansować. Nie miałam na myśli „tak od razu”, chciałam przemęczyć się ze trzy miesiące tylko koralikując, ale znam siebie na tyle, żeby wiedzieć, że dłużej nie dałabym rady wykonując tak odtwórcze i mechaniczne zajęcie. Wierzcie mi, że w klejeniu pięciuset zawieszek do kamyczków, naprawdę nie ma miejsca na jakikolwiek twórczy akt. A jeśli moja inwencja miała się ograniczać do tworzenia mixów kolorystycznych w zestawach po 20 rzemyków z tymiż kamykami, to…

Zaczynałam się naprawdę niepokoić i poważnie zastanawiać nad tym czy dam radę na tyle się wyłączyć i sprowadzić do roli wyrobnika, żeby to wytrzymać. Wiedziałam, że to praktycznie niemożliwe. Nie jestem typem człowieka, któremu wystarcza segregowanie, nawlekanie i przekładanie z miejsca na miejsce, nawet jeśli przy tym uczy się cierpliwości i klejenia na gorąco.

Kto jak kto – ja się nie poddam!

Oczywiście, jak tylko zaczęłam dojeżdżać codziennie do pracy te dwanaście kilometrów, a potem pędzić po dziecko do przedszkola i na moje stałe zajęcia w Centrum Kultury, okazało się, że popsuł się nam samochód i wylądował w warsztacie na dwa tygodnie. Ale przecież nie zrezygnuję z tego powodu z dopiero co podjętej pracy – nie ja! Zaparłam się, wsiadłam na rower i co rano – w marcu, przez góry, w przymrozki – jeździłam te piętnaście kilometrów (okrężną drogą, żeby nie jechać główną szosą, gdzie samochody nie zwracały uwagi na rowerzystów). Potem wracałam do domu ścieżką między górami, bo to była krótsza droga powrotna i w locie chwytałam bułkę, żeby zaraz pędzić na moje warsztaty.

Mąż przejął odbieranie synka z przedszkola, więc jakoś dawaliśmy na razie radę. Kto jak kto, ale ja się nie poddam tak łatwo, nawet jeżeli praca nie daje mi jeszcze satysfakcji. W tamtym momencie liczyły się dla mnie przede wszystkim dodatkowe pieniądze z koralikowania, które skrupulatnie odkładałam na nasze wakacje nad morzem.

Cały czas nie mogłam wyobrazić sobie porzucenia moich warsztatów z dzieciakami na rzecz ośmiogodzinnego wyrobniczego koralikowania. Zdawałam sobie jednak sprawę, że niedługo będę musiała podjąć decyzję. Szef oczekiwał ode mnie deklaracji czy podejmę się tej pracy w ramach etatu, ponieważ on musiał zgodnie z warunkami dotacji, zapewnić pełen etat dla jednej osoby w firmie.

Ośli upór szefa – nie będzie mi pracownik decydował co chce robić

Zaczynałam się łamać… Widziałam u niego ośli upór, że mam piąć się mozolnie po szczebelkach karierki w jego firmie, że wcale nie zamierza wykorzystać moich innych talentów – choćby talentu do pisania, żebym tworzyła treści na stronę internetową czy zajęła się promocją firmy tak lokalnie, jak i globalnie, do czego przecież byłam świetnie przygotowana. Nie zamierzał spojrzeć na tę sprawę z mojej strony, a jedynie z góry, ze szczytu swoich założeń i planów rozwoju firmy. Facet zwyczajnie potrzebował wyrobnika, kogoś, kto na akord będzie kleił pypcie i nizał koraliki. To zaczynało być oczywiste i włączało u mnie automatyczny wsteczny, nawet w rowerze ;).

Na rzucenie pracy zawsze jest czas

Wtedy, gdy już prawie byłam przekonana, że rzucam tę robotę, że zwyczajnie nie dam rady i zamienię się w koralik z mózgiem wielkości orzecha laskowego zamkniętym w ciasnej oszlifowanej przestrzeni, niechby to nawet był kryształ górski czy nefryt! Wszystko mi jedno, nie dam rady tak funkcjonować!

I wtedy właśnie zadzwoniłam do koleżanki, która jest nauczycielką i bardzo pragmatyczną osobą. Wylałam swoje wszystkie obawy i zniechęcenie w rozmowie z nią i zamiast pokrzepiającego „poklepania po plecach” i potwierdzenia moich przeczuć, usłyszałam od niej, że: – Wszystko jest po coś. Spróbuj tak na to spojrzeć. Ta praca też jest po coś. Może ci się teraz wydawać beznadziejna, ale jednak z jakiegoś powodu przyszła do ciebie, a ty się jej podjęłaś. Wiesz co? Na rzucenie pracy zawsze jest czas. Może przegryź się z tym tematem i nie decyduj pochopnie? Może całe to koralikowanie jest ci do czegoś potrzebne?

Znów jestem wolnym człowiekiem

Hmmm…? Mnie się wydawało, że już się przegryzłam, że moja decyzja wcale nie jest pochopna, ale zawahałam się po tej rozmowie i zaczęłam jeszcze raz przeglądać w myślach wszystkie „za i przeciw”. Głównym „za” na tamten moment było zarobienie na wakacje. W końcu – kiedy w ten sposób podeszłam do koralikowania, że jest dla mnie tylko tymczasowym zajęciem, że wcale nie muszę rzucać moich warsztatów i mogę potraktować to teraz jako dodatkową pracę i dodatkowy dochód – odetchnęłam z ulgą.

Powiedziałam szefowi, że nie widzę się na stałe przy takim odtwórczym zajęciu, że nie chciał, choć mu proponowałam, wykorzystać mojego potencjału w innych dziedzinach w firmie, i że w związku z tym pracuję u niego tylko do czerwca. Uff – poczułam się znowu wolnym człowiekiem i wreszcie odetchnęłam pełną piersią. On również spojrzał na mnie jakoś inaczej, jak na osobę pewną własnych przekonań i decyzji.

Po tym miesiącu prób dostosowania się, przewartościowania swoich priorytetów i przyklejenia sobie wymuszonego uśmiechu, że „jakoś to będzie”, poczułam się znowu sobą, kobietą od której zależy jej życie! Wyszłam z roli wyrobnika i nadałam całej sytuacji rys tymczasowości i narzuciłam własne zasady. Poczułam się znowu Panią Swojego Czasu, kobietą, która sama o nim decyduje. Owszem teraz poświęcałam czas na koralikowanie w imię wyższej wartości, ale nie byłam już tym zdeterminowana!

Masz wpływ – zmiana zależy od ciebie!

Na pewno więc koralikowanie było po coś! Dzięki niemu zobaczyłam jak pracują ludzie w różnych mniejszych i większych firmach, jak zamieniają się w wyrobników, jak często sami rozmieniają na drobne swój talent godząc się na pracę poniżej swoich kwalifikacji lub przyjmując automatyczne założenia, że nic nie mogą zmienić, na nic nie mają wpływu. To nieprawda! Przekonałam się o tym po raz kolejny, że tylko ode mnie zależy na co się zgodzę, co uznam za niemożliwe, a co będę chciała zmienić i mieć na to wpływ.

I przekonałam się też, że czasem praca poniżej kwalifikacji nie jest żadną ujmą na honorze, ale zwyczajnie koniecznością.

Że w rejonie, w którym mieszkam, gdzie większość kobiet, to albo kelnerki, albo nauczycielki, sprzątaczki, sprzedawczynie lub bezrobotne narzekaczki, moja praca i mój zawód jest luksusem, choć jednak freelance w moim miasteczku ciągle jeszcze jest jak kosmita na plaży w centrum kurortu ;).

Jednak wyzwania, które sama sobie stawiam, działania, z którymi sama postanawiam się zmierzyć, są dla mnie o wiele cenniejsze niż praca, którą miałby narzucać mi jakiś szef. I nawet jeśli dopiero przecieram ścieżki swojej freelancerskiej kariery, jeśli ciągle jeszcze moje dochody pozostają daleko w tyle, za dochodami męża, to jednak wolność wyboru jest dla mnie bezcenna!

Bezcenna wolność wyboru i zawodowych przekonań

Ta wolność, która sprawia, że wykonując pracę w domu, pisząc na zamówienie na strony internetowe czy – jak teraz artykuły własne – sama określam na jakich warunkach. Ta wolność, dzięki której za chwilę odstawię komputer i pójdę bawić się z dzieckiem, ponieważ nie wybrałam wygodnej comiesięcznej pensyjki spływającej na konto w zamian za sprzedawanie swojego dnia i swojego życia.

Nie wybrałam koralikowania ani żadnej innej formy „zgięcia w pół”, by dogodzić jakimś szefom, którzy miewają humory i niepisane prawo wylewania ich na mnie, swojego pracownika. Nie jestem niczyim pracownikiem.

Wybrałam niepewną drogę freelancera i tylko ode mnie zależy dokąd mnie ona zaprowadzi. Wybrałam jednak też zawodową wolność przekonań, która daje mi możliwości zmierzenia się z wyzwaniami, jakie sama sobie definiuję i podejścia do nich po swojemu. Moja praca nie daje mi jeszcze wolności finansowej, ale zaczynam metodycznie zmierzać w kierunku usystematyzowania swoich zleceń i ukierunkowania swojego talentu pisarskiego w ten sposób, żeby przynosił mi nie tylko osobistą satysfakcję 🙂

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Tatiana Andrzejczak
Z zawodu redaktorka, z zamiłowania blogerka i autorka artykułów oraz felietonów na tematy psychologiczno-rozwojowe. Autorka bloga: www.wsercugorzlotych.wordpress.com.
Podyskutuj

Marketing afiliacyjny w 8 krokach – czym jest i jak na nim zarabiać?

Afiliacja to specyficzna odmiana marketingu internetowego, o której coraz głośniej w sieci. Firmy wydają coraz więcej na marketing afiliacyjny, a branża dopiero rozkwita w Polsce. Jednak czym tak naprawdę jest afiliacja? Na czym polega? Kto może na niej zarabiać? Sprawdź sama!
  • Albert Czajkowski - 15/04/2019
Laptop w domowym biurze

1. Czym jest afiliacja?

Marketing afiliacyjny (affiliate marketing) to nic innego jak model promocji produktów lub usług, pozwalający zarabiać internautom na sprzedaży cudzych produktów. Najłatwiej będzie wyjaśnić to na przykładzie.

Sklep internetowy sprzedający elektronikę otwiera program partnerski, za pomocą którego chce zwiększyć sprzedaż swoich produktów. Kasia, blogerka i fotografka, chce zarobić na swoim blogu sprzedając aparaty fotograficzne. Dołącza do programu partnerskiego wspomnianego wyżej sklepu, pobiera stamtąd odpowiednie linki lub banery i umieszcza je na swoim blogu.

Każda osoba, która wejdzie przez dany link na stronę sklepu, staje się osobą poleconą przez Kasię. Jeśli któraś z poleconych osób dokona zakupu w sklepie, Kasia dostanie wynagrodzenie w postaci np. 5% od wartości tych zakupów. Tak w uproszczeniu wygląda model współpracy w marketingu afiliacyjnym.

Innymi słowy, jest to nic innego jak relacja win-win-win. Klient jest zadowolony z dokonanego zakupu, sklep z dokonanej sprzedaży, a blogerka z dodatkowego dochodu. To jest właśnie duża przewaga afiliacji nad innymi formami promocji.

2. Kto może zarabiać na afiliacji?

Można powiedzieć, że każdy, bo tak naprawdę wystarczy nam np. konto na Facebooku czy Twitterze, aby móc polecać jakieś produkty. Prawda jest jednak taka, że musimy mieć komu polecać te produkty, czyli musimy mieć jakąś określoną grupę odbiorców w sieci. Tym samym naturalnymi pretendentami do afiliacji są np. osoby posiadające własne strony internetowe lub blogi.

Obecnie programów partnerskich jest na tyle dużo, że możemy bez problemu dobrać program oferujący produkty pasujące kontekstowo do treści naszego bloga. Jeśli piszemy blog o kotach, możemy współpracować ze sklepem zoologicznym. Jeśli piszemy o książkach, możemy przebierać w ofertach księgarni internetowych. Jeśli prowadzimy kanał na YouTube lub popularny FanPage na Facebooku, również możemy to wykorzystać.

Oczywiście popularne jest także podejście nieco inne, czyli tworzenie określonej witryny specjalnie pod kątem danego programu partnerskiego. Do tego typu działań musimy oczywiście posiadać określony zestaw umiejętności, takich jak tworzenie witryn internetowych czy znajomość marketingu internetowego. Oczywiście możemy również zlecić te działania innym osobom, jednak wówczas szczególnie istotny będzie dobry pomysł na witrynę lub na jej promocję, aby poniesione nakłady się zwróciły. Dobrym przykładem tego typu serwisu jest np. popularna porównywarka ubezpieczeń – Rankomat.pl.

3. Jak znaleźć odpowiedni dla siebie program afiliacyjny?

Na rynku istnieje ogromna ilość programów partnerskich i tak naprawdę jesteśmy w stanie znaleźć program praktycznie z każdej niszy. Najważniejsze jest to, aby uzmysłowić sobie, jaki program partnerski jest dla nas najodpowiedniejszy. Przede wszystkim musisz zastanowić się, jakimi produktami lub usługami mogą być zainteresowani czytelnicy Twojego bloga, fani na Facebooku czy odbiorcy listy mailingowej. Zastanów się, z jakich produktów najczęściej korzystają, gdzie przebywają, czym się interesują.

Pozwoli Ci to dobrać naturalne dla nich produkty. Dla przykładu, jeśli prowadzisz blog modowy, najlepszym rozwiązaniem będą programy partnerskie sklepów odzieżowych. Możesz również wyjść szerzej i pomyśleć o kosmetykach lub przydatnych gadżetach związanych z modą. Sprawa jest prosta, jeśli piszesz bloga, wówczas naturalnie z treści naszych postów będą wynikać konkretne produkty czy usługi.

Jednak jak znaleźć konkretny program? Przede wszystkim znajdź np. sklepy internetowe, które oferują dokładnie te produkty, które chcesz sprzedawać. Wybierz sklepy, z których najprawdopodobniej będą korzystać Twoi czytelnicy. Sprawdź na ich stronie, czy oferują program partnerski. Najczęściej link do programu partnerskiego można znaleźć w stopce danego sklepu. Jeśli go tam nie ma, zawsze można napisać do sklepu z pytaniem o afiliację. Być może są zrzeszeni w jakiejś sieci afiliacyjnej, wówczas napiszą Ci, w jakiej sieci musisz się zarejestrować.

Drugą opcją jest sprawdzenie oferty kilku najpopularniejszych siec afiliacyjnych takich jak convertiser.pl, zanox.pl czy webepartners.pl. Można to zrobić nawet bez rejestracji. Możesz również sprawdzić programy opisane w naszym portalu – affmarketing.pl/programy-partnerskie – znajdziesz tam recenzje konkretnych programów wraz z ich opisem.

4. Jak zacząć promowanie programów partnerskich?

Sprzedaż za pomocą programów partnerskich odbywa się na podstawie linków polecających (refferal link). Jest to specjalny link z konkretnym identyfikatorem danego partnera, dzięki czemu sklep lub sieć afiliacyjna wie, że dany klient pochodzi właśnie od Ciebie. Tego typu link zapisuje u danego internauty specjalne ciasteczko (cookie), dzięki czemu nawet, jeśli dany internauta zakupi coś w sklepie po kilku/kilkunastu dniach, nadal zostanie naliczona prowizja właśnie dla Ciebie.

Tego typu linki generujemy bezpośrednio z panelu partnerskiego, do którego logujemy się po rejestracji w wybranym programie partnerskim. Możemy wygenerować bezpośredni link, który umieścimy gdzieś w tekście lub we wpisie na Facebooku, lub możemy skorzystać z innych narzędzi, takich jak banery reklamowe, widgety itp.

Gdy umieścimy już materiały reklamowe na naszej stronie, nie pozostaje nic innego jak promocja witryny i określonych wpisów. Pamiętajmy, aby dobierać odpowiednie produkty do odpowiednich wpisów. Pisząc wpis na bloga możemy mieć już na uwadze to, jakie produkty lub programy partnerskie będzie on promował. Szczególnie dobrze sprawdzają się tu różnego typu recenzje konkretnych produktów. Możemy stworzyć np. recenzję książki lub sprzętu elektronicznego, a we wpisie dodać nasz link partnerski do sklepu sprzedającego danych produkt.

5. Ile można zarobić?

To chyba najważniejsze pytanie dla większości czytelników. Odpowiedź jest prosta, wysokość zarobków zależy od naszych umiejętności, doświadczenia i szczęścia. Najlepsi partnerzy zarabiają nawet kilkaset tysięcy złotych miesięcznie. Mowa tutaj o partnerach z Polski. Oczywiście są to wyjątkowe przypadki osób, które bardzo mocno zaangażowały się w afiliację, a ich witryny osiągnęły bardzo duży sukces. Jednak dla wprawnych marketerów i osób cechujących się dużym uporem osiągnięcie przychodu w postaci 1 000 – 2 000 zł jest jak najbardziej realne. Większość osób działających w afiliacji traktuje ją, jako dodatkowe źródło dochodu i dorabia kilkaset złotych do swojej pensji.

Warto zaznaczyć, że niektóre branże są lepiej płatne od pozostałych. Dla przykładu szczególnie wysokie prowizje możemy uzyskać w finansach. Z drugiej strony branże tego typu są niezwykle konkurencyjne i początkujące osoby mogą mieć problem z promowaniem tego typu programów partnerskich. Jednak to nie wysokością prowizji powinniśmy się kierować przy wyborze programów partnerskich. Wysokie zarobki można osiągnąć również na produktach, które sprzedawane są w większych ilościach, ale z niższą prowizją.

6. Jak wypłacane są zarobione środki i jak je rozliczać?

Sposób wypłaty prowizji zależny jest od danego programu partnerskiego. Najczęściej jest to zwykły przelew na konto bankowe, jednak niektóre programy umożliwiają również wypłacanie środków na konta internetowe typu PayPal, Neteller czy Skrill.

Jeśli chodzi o rozliczanie przychodów to najłatwiej wygląda to podczas prowadzenia własnej działalności gospodarczej. Wówczas wystawiamy po prostu rachunek/fakturę dla firmy obsługującej dany program partnerski, a prowizję rozliczamy tak jak pozostałe przychody w działalności.

W przypadku osób fizycznych sprawa jest różna w poszczególnych programach partnerskich. Najlepszym rozwiązaniem jest umowa o dzieło/zlecenie. Najlepszym w tym sensie, że wymaga najmniej zaangażowania z naszej strony przy rozliczaniu przychodów. Po prostu otrzymujemy PIT na koniec roku rozliczeniowego, które rozliczamy tak jak pozostałe PITy, np. z pracy.

Pozostałe opcje oparte są najczęściej o umowę dzierżawy powierzchni reklamowej, które musimy z kolei rozliczać samodzielnie i samodzielnie odprowadzać podatek do US.

Inaczej sytuacja wygląda w przypadku zagranicznych programów partnerskich. W tym wypadku z reguły nie mamy żadnej umowy, a przelewy przychodzą z zagranicy. W tym wypadku musimy samodzielnie rozliczyć przychody, jako przychody z innych źródeł. Jednak warto pamiętać, że w przypadku, jeśli nasze przychody będą ciągłe, to mogą one nosić znamiona działalności gospodarczej, a co za tym idzie US może wymagać od nas zarejestrowania takiej działalności. Jednak w przypadku, gdy nasze przychody będą ciągłe i w miarę duże warto to zrobić chociażby dla własnej wygody.
Najlepiej jednak skonsultować swoją sytuację indywidualnie z księgowym, aby być pewnym podejmowanych działań.

7. Czy w każdej chwili można zrezygnować?

Tak, w każdej chwili można zrezygnować z promowania danego programu partnerskiego. Nie jesteśmy zobowiązani w żaden sposób do promocji danego programu przez jakiś określony czas. Możemy wstrzymać nasze działania na kilka miesięcy i ponownie zacząć promocję. Nie ma przy tym z reguły żadnych formalnych wymagań.

8. Jak rozwijać się w afiliacji?

Rozwój w afiliacji opiera się przede wszystkim na rozwoju swoich umiejętności online marketingowych. Im lepiej znamy się na promocji stron internetowych czy marketingu w social mediach tym lepiej. Co za tym idzie warto rozwijać się w takich obszarach jak SEO, e-mail marketing, pozyskiwanie płatnego ruchu (np. PPC) czy chociażby optymalizacji konwersji.

Mam nadzieję, że przedstawione w tym artykule informacje pomogą Wam rozpocząć swoją przygodę z zarabianiem na afiliacji. Oczywiście nie każdy musi się w tym odnaleźć, jednak póki sama nie spróbujesz, nie przekonasz się czy to coś dla Ciebie.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Albert Czajkowski
Twórca oraz redaktor naczelny portalu Affmarketing.pl. Współwłaściciel agencji SEM - Semanticad.pl. Certyfikowany specjalista Google AdWords oraz Google Analytics. Od kilku lat aktywny działacz wielu programów partnerskich.
Podyskutuj

Wynagrodzenie po urlopie macierzyńskim

Jednym z najczęściej pojawiających się pytań na etapie powrotu do pracy po urlopie, jest kwestia wynagrodzenia. Na jakie wynagrodzenie może liczyć? Co z dodatkami i premiami? Czy nadal przysługuje samochód służbowy?
  • Marzena Pilarz-Herzyk - 14/04/2019
mama z córeczką

W powyższej sytuacji należy rozpatrzyć kilka różnych sytuacji.

Powrót do pracy po urlopie macierzyńskim

W sytuacji, w której wracasz do pracy po urlopie macierzyńskim/rodzicielskim pracodawca ma obowiązek zapewnienia Ci wynagrodzenia takiego, jakie byś posiadała nie mając przerwy w pracy spowodowanej urlopem. W praktyce więc przysługują Ci również podwyżki, które otrzymałabyś, gdybyś nie była na urlopie.

Poniżej sprawdź kilka przykładów.

W czasie, gdy przebywałaś na urlopie, Twój zespół otrzymał 5% podwyżkę. Nie miały na nią wpływu wyniki indywidualne. Czy taka podwyżka wynagrodzenia powinna zostać uwzględniona po powrocie do pracy? TAK.

Przed przerwą urlopową miałaś wypracowane wyniki, przeszłaś pozytywnie ocenę roczną, ale zmiany umów nastąpiły w czasie, gdy Ty byłaś już na urlopie.
Czy Twoja umowa mogła zostać zmieniona podczas urlopu? TAK. Zmiana umowy może zostać dokonana w czasie urlopu. Podwyżka jednak nie przełożyłaby się na  wysokość zasiłku.

Czy Twoje wynagrodzenie powinno zostać zmienione po urlopie? TAK. Jeśli Twoja umowa nie została zmieniona w czasie urlopu, powinno to zostać zrobione tuż po Twoim powrocie do pracy.

Przed urlopem awansowałaś na stanowisko managerskie i zgodnie ze stopniami awansu w firmie od tego stanowiska przysługuje samochód. Po powrocie do pracy zmieniono Ci stanowisko pracy, ale w nowym dziale nie ma samochodów służbowych. Co z Twoim samochodem? Pamiętaj, że nadal masz ten sam stopień managerski, gdyż po powrocie nie można obniżyć stanowiska pracy (nowe stanowisko musi być zgodne z kompetencjami). To oznacza więc, że nadal zachowujesz
prawo do korzystania z samochodu służbowego.

Przed urlopem otrzymywałaś premię za określone dodatkowe zadania, zlecane przez przełożonego. Po powrocie z urlopu nie otrzymujesz już tych zadań, z racji powiększenia zespołu pracowniczego. Czy premia nadal Ci przysługuje? NIE. Nawet jeśli przed urlopem był to długi okres, mimo wszystko były to zadania ponad Twój standardowy zakres obowiązków i z tym wiązała się premia. Jeśli pracodawca nie ma w tej chwili dodatkowych zadań premiowanych dla Ciebie, premia nie będzie przysługiwała.

Powrót do pracy po urlopie wychowawczym

Nieco inaczej, niż powyżej wygląda sytuacja Twojego powrotu po urlopie wychowawczym. Tutaj bowiem, pracodawca nie może obniżyć Twojego wynagrodzenia. Nie ma jednak obowiązku uwzględniania ewentualnych podwyżek, które otrzymałabyś, gdybyś nie przebywała na urlopie.
A co zrobić w sytuacji, gdy bezpośrednio po urlopie macierzyńskim, wykorzystałaś urlop wychowawczy? Czy podwyżki za ten czas przysługują? Przepisy nie regulują wprost tej sytuacji.

Moim zdaniem należy jednak uwzględnić podwyżki, które przysługiwałyby za czas urlopu macierzyńskiego, natomiast już nie za okres urlopu wychowawczego.
Nie ma tutaj znaczenia, że formalnie wracasz z urlopu wychowawczego, gdyż wykorzystałaś go bezpośrednio po macierzyńskim.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Marzena Pilarz-Herzyk
Na co dzień mama dwóch synów Oskara i Oliwiera. Z wykształcenia prawnik. Z zamiłowania artystka. Zawodowo przez kilka lat związana z zarządzaniem przedsiębiorstwami, procedurami prawnymi i finansowymi. Od 2018 postanowiła zawodowo zająć się doradztwem prawnym przede wszystkim kobietom, mamom, rodzicom, ale również mniej świadomym swoich obowiązków pracodawcom. Prowadzi stronę mamaprawniczka.pl.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail