Czego szukasz

Edukacja domowa – czyste szaleństwo?

Edukacja domowa to dość modny temat. Ale jak to jest kiedy decydujemy się na edukację domową? Jakie pułapki i wyzwania stoją przed rodzicami i dziećmi? Skąd w ogóle taki pomysł i dlaczego tak pokochaliśmy edukację domową?

  • Kinga Pukowska - 07/04/2016
Dziewczynka z książką na trawie

Kto interesuje się trochę historia edukacji wie, że obecny tradycyjny model szkoły wywodzi się z czasów pruskich. Mimo widocznych zmian na świecie, taki sposób nauczania funkcjonuje do dziś, mając swoje wady i zalety. Jest jednak alternatywa. Od ponad dwudziestu lat możliwa jest w Polsce edukacja pozaszkolna, zwana potocznie edukacją domową. Kiedyś był to standard – dzieci uczyły się w domu, w bezpiecznym i dobrze znanym środowisku. Obecnie edukacja domowa przez wielu jest uznawana za ekstrawagancję, a nawet działanie szkodliwe i nieodpowiedzialne.

Kim jesteśmy?

Jesteśmy rodziną wielodzietną, w której od sześciu lat zmagamy się z codzienną rzeczywistością szkolną. Większość ważnych decyzji w naszym życiu staramy się podejmować świadomie. Podobnie było z wyborem szkoły, gdy najstarsza latorośl osiągnęła odpowiedni wiek. Wybraliśmy niewielką szkołę z mało licznymi klasami. Jednak mimo spotkania na swojej drodze wybitnych pedagogów z pasją i charyzmą, nadszedł moment, w którym niezgoda nasza i naszych dzieci na rozwiązania systemowe była silniejsza. Nasze dzieci od zawsze wiedziały, że są dwie drogi. Droga tradycyjna, czyli szkolna i droga alternatywna, czyli edukacja domowa (z różnych przyczyn nie rozpatrywaliśmy szkoły Montessori, Waldorfskiej czy demokratycznej). Każda z tych dróg ma swoje plusy i minusy, o których wielokrotnie rozmawialiśmy z dziećmi.

Dlaczego edukacja domowa?

O edukacji domowej wiedzieliśmy zawsze, lecz początkowo podchodziliśmy do tematu z dystansem. Myślę, że dla znakomitej większości rodziców szkoła to naturalny etap dzieciństwa. Każdy z nas stara się wybrać najlepszą szkołę dla swojego dziecka: dla niektórych ważna jest odległość od domu, dla innych oferta edukacyjna. Dla nas ważne było, aby szkoła dostrzegała indywidualne potrzeby ucznia, dlatego wybraliśmy niedużą, kameralną szkołę, z mało licznymi klasami. I choć mieliśmy szczęście trafiać na wielu wspaniałych pedagogów, to jednak dość często doświadczaliśmy bolesnego dysonansu między tym do czego dążymy w domu, a zasadami panującymi w szkole. Pięknie o tym pisze Jasper Juul w książce „Kryzys szkoły”.

Skostniały system szkolny nie nadąża za zmianami jakie zaszły w ogólnym spojrzeniu na dziecko.

Tu nie ma miejsca na indywidualność, liczy się umiejętność rozwiązywania testów z klucza, często stosowana jest odpowiedzialność zbiorowa, relacja uczeń-nauczyciel daleka jest od partnerstwa. Oczywiście edukacja domowa to jedna z opcji dla tych „innych”, którzy chodzą pod prąd. I nie jest to rozwiązanie dla każdego, choć znakomita większość dzieci mogłaby uczyć się poza systemem.

Kim są “homeschoolersi”?

Do niedawna mówiło się, że w edukacji pozaszkolnej jest około półtora tysiąca dzieci. Nowy rząd doliczył się jednak blisko 6 tysięcy dzieci. Powody, dla których uczniowie przenoszą się z nauką do domu, są bardzo różne i indywidualne. Niektórzy nie wpisują się w system, inni chcą lepiej wykorzystać czas, jeszcze inni kierują się względami ideologicznymi czy religijnymi, są też tacy którzy zdecydowali się na ten krok ze względu na styl życia (na przykład częste wyjazdy) albo trudności w nauce w szkolnej ławce. W naszym przypadku to dzieci zdecydowały, że chcą spróbować inaczej. Zobaczyły czym jest szkoła, jak to wygląda i ta decyzja podyktowana była ich potrzebą, a nie naszym wyborem.

Z trójki jedno w szkole

Nasze starsze dzieci, które od zawsze wiedziały o co chodzi z edukacją domową, długo nie chciały nawet słyszeć o takim rozwiązaniu. Głównym argumentem było towarzystwo, pierwsze przyjaźnie i wspólna gra w ping ponga na przerwach. Jednak z czasem minusy wynikające z systemowych rozwiązań oraz równolegle coraz mniejsza ilość czasu na wspólne zabawy z rówieśnikami (po lekcjach spora część dzieci znika na zajęciach dodatkowych, wyrównawczych, przygotowujących do egzaminu itd.) sprawiły, że dzieciaki zapragnęły odmiany: Tymon w szóstej, a Pola w czwartej klasie. Cieszę się, że sami do tego dojrzeli. Nasza najmłodsza córka jest teraz w klasie pierwszej. Starszaki namawiają ją czasem na edukację domową, ale ona póki co jest nieugięta. Podobnie jak oni w jej wieku. Ida czuje się w szkole dobrze, ma wspaniałą Panią, która zbudowała ze swoimi uczniami szczerą i bardzo bliską relację opartą na wzajemnym szacunku. Bardzo dobrze nam się razem pracuje. Jest to może na co dzień trochę trudniejsze, bo trzeba codziennie dojechać do szkoły (oddalonej od naszego domu około 20 minut) ale skoro zawoziliśmy starszych dlaczego mamy odmówić tego najmłodszej? Co będzie w przyszłości zobaczymy. Obecnie przejście na edukację domową może odbyć się w dowolnym momencie roku szkolnego, znamy już procedury i wiemy, że nie jest to tak trudne jak niektórym się wydaje.

Czym jest edukacja domowa?

Edukacja pozaszkolna zwana powszechnie edukacją domową to wolność. Dzieciaki nie chodzą na lekcje, nie mają sprawdzianów, kartkówek a wszystkie zadania to zadania domowe. Wynikający z ustawy obowiązek nauki sprawia, że dzieci muszą co roku zdawać egzaminy klasyfikacyjne obejmujące zakresem podstawę programową dla danego roku nauki. Stąd formalnie są uczniami szkoły, w której te egzaminy zdają. Gdyby była to szkoła bliska naszemu miejscu zamieszkania, dzieciaki mogłyby korzystać z zajęć dodatkowych, świetlicy, wycieczek czy innych aktywności w ramach tej placówki.

My wybraliśmy szkołę odległą blisko 100km, ale bardzo otwartą i przyjazną edukacji domowej. Mamy kontakt z nauczycielami przez internet, dzieci mogą uczestniczyć w e-kursach, warsztatach wyjazdowych. Jesteśmy już po dwóch sesjach i zostały tylko dwa egzaminy i mamy wakacje!

Inne atrakcje organizujemy sobie lokalnie: dzieci mają swój klub sportowy, kontynuują naukę gry na instrumentach, uczestniczą w zajęciach Uniwersytetu Dzieci. Ale dużo czasu spędzają na swobodnej zabawie, biegają po podwórku i chodzą do lasu. Gdy spadł śnieg, rzecz dość rzadka w tym sezonie, całe przedpołudnie turlali się i budowali igloo zamiast patrzeć przez okno jak wszystko topi się z każdą minutą. Pouczyć się można równie dobrze później. Edukacja domowa to nie przenoszenie szkoły do domu. Nie mamy lekcji, dzwonków, niezapowiedzianych kartkówek. Tymon i Pola mają świadomość nadchodzących egzaminów, wiedzą, że trzeba się na nie przygotować, bo niezdanie skutkuje powrotem do szkoły. Mogą sami decydować kiedy i czego się uczą. Oczywiście nie oczekujemy od nich na tym etapie studenckiej systematyczności w planowaniu swojej pracy. Pomagamy, przypominamy, motywujemy, szukamy ciekawych sposobów na zapamiętywanie i poznawanie nowych informacji, ale robimy też rzeczy zupełnie z programem nie związane (tu ekspertem jest tata), różne doświadczenia i obserwacje, które spisujemy na naszym blogu (www.pozytywy.pl). Edukacja domowa dała nam czas.

Co z socjalizacją?

Jedną z obaw i uwag do ED jest brak naturalnego życia społecznego. Niestety nie mogę zgodzić się z tym, że szkoła to środowisko naturalne. Więcej na ten temat pisałam na naszej stronie www.pozytywy.pl. Nie zamknęliśmy się w domu, dzieci mają swoich przyjaciół, pomijając już sam fakt tworzenia relacji w rodzeństwie (w końcu jest ich troje).

Jak to wygląda na co dzień?

Na początku był detoks. Po odejściu ze szkoły dzieciaki odpoczywały, odsypiały, zajmowały się różnymi rzeczami: Pola zaczęła rozwiązywać zadania z matematyki, Tymek budował z Lego. Mieliśmy swego rodzaju okres przejściowy. Teraz mamy już pewien rytm, nie sztywny, ale jednak. Po pobudce około 8 rano dzieciaki biegną na poranny rozruch (około 2km), potem śniadanie i mniej więcej o 9 siadają do pracy. Terminy egzaminów zbliżają się wielkimi krokami, więc i praca jest bardziej zauważalna. Czasem pracują przy dużym stole w jadalni, czasem wolą w swoich pokojach przy własnych biurkach. Najczęściej korzystają z podręczników i ćwiczeń.

Sami decydują kiedy czas na przerwę, czasami tematy są tak interesujące, że ciężko ich oderwać od pracy przez kilka godzin.

Kiedy pogoda dopisuje część czasu spędzają na zewnątrz. Popołudnia dwa razy w tygodniu to treningi, jeszcze jeden dzień to zajęcia muzyczne. Czasem wybierzemy się do kina lub teatru, jest wtedy okazja do poćwiczenia pisania recenzji. Są dni kiedy właściwie przez cały czas dzieciaki czytają książki. Czasem siedzimy w domu razem, każdy pracuje nad swoimi sprawami, czasem mają więcej pytań, szukamy wspólnie rozwiązań lub błędu w zadaniu z matematyki. Dużo czasu spędzamy razem, ale zdarza się też, że zostają w domu sami.

Kto uczy?

Uczą się sami, my pełnimy rolę pomocników. Zachęcamy do poszukiwania informacji w różnych źródłach. Tata, mimo pracy na etacie, również bardzo angażuje się w edukację domową. Nie tylko w ramach podstawy programowej, jest ekspertem od interesujących doświadczeń zdecydowanie wykraczających ponad to co obowiązkowe i wspiera naukę języka angielskiego. Mamy też rodzinę, przyjaciół, którzy w razie potrzeby służą naszym dzieciom jako autorytet zewnętrzny.

A co z mamą?

Nie da się ukryć, że edukacja domowa zdecydowanie wpływa na ilość wolnego czasu mamy. Choć zawsze pracowałam w myśl zasady, że praca nie może mi przeszkadzać w życiu rodzinnym, teraz są chwile kiedy muszę wykazać się większą ekwilibrystyką. Mam to szczęście, że nie muszę (i nie chcę) pracować na etacie. Nie ukrywam, że pracuję mniej niż kiedyś, że teraz więcej jestem z dziećmi. Ale nie żałuję. Mam świadomość, że ten czas niedługo minie. Prowadząc fundację spotykam się zawodowo z innymi kobietami, „wychodzę do ludzi”, pielęgnuję swoje kontakty towarzyskie. Staram się zachować równowagę. Nie tylko przez wzgląd na siebie. Wierzę, że dzieci uczą się przez przykład i chciałabym im pokazać, że balans w życiu jest ważny także dla naszego samopoczucia. Dodatkowo dzieciaki mają więcej czasu na angażowanie się w prace domowe, nie na zasadzie obowiązków, ale współpracy. Wieszają pranie, rozpakowują zmywarkę, robią zakupy czy odkurzają. Wszystko w miarę możliwości, chęci i potrzeb. Dobrze nam razem.

Chociaż zdaję sobie sprawę, że grupa dzieciaków to też duża wartość w procesie uczenia się. Myślę o stworzeniu takiej grupy „unschoolingowej” w ramach której dzieciaki w różnym wieku mogłyby wspólnie się bawić, uczyć, eksplorować, rozwiązywać problemy czy projektować. Tak wiele można nauczyć się od siebie nawzajem, poćwiczyć współpracę w grupie, współdziałanie, a nie rywalizację. Miała powstać szkoła, ale wyszła edukacja domowa. Zobaczymy co będzie dalej.

Zachęcam do odwiedzania naszej strony: www.pozytywy.pl . W miarę wolnego czasu wrzucamy tam opowieści o naszych poczynaniach i przemyśleniach.

Zdjęcie: pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Kinga Pukowska
Prezeska Fundacji Polekont - Istota Przywiązania. Wspiera rodziców w zakresie Rodzicielstwa Bliskości oraz Slow Parenting. Trenerka rozwoju osobistego, coach i mediatorka. Działa jako doula, doradczyni chustowa oraz specjalistka w zakresie żywienia. Żona i mama trójki dzieci w Edukacji Domowej. Swoje doświadczenia opisuje na blogu Pozytywy Edukacji.
Podyskutuj

Ebook „Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy”

Oddajemy w Wasze ręce ebook "Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy", który jest zbiorem wszystkich prac nadesłanych przez Was na nasz zeszłoroczny, majowy konkurs z okazji Dnia Matki. Pobierz ebook i poznaj wspomnienia kobiet takich jak Ty, z czasów wiosennej kwarantanny!
  • Ewa Moskalik - Pieper - 11/02/2021
grafika ebooka Matka w kwarantannie dziennik pokładowy

Ebook „Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy”

Wkrótce minie rok od czasu, gdy wszyscy zostaliśmy zamknięci w domach. W trosce o nasze zdrowie i bezpieczeństwo społecznie poddaliśmy się kwarantannie. Nikt z nas nie przypuszczał jak wymagający, pełen wyzwań i ogromnego wysiłku okres nas czeka. Nikt z nas też nie spodziewał się, że izolacja potrwa tak długo i jak bardzo wpłynie na nasze życie.

Pobieram ebook!

Wspólny projekt z okazji Dnia Matki

W maju 2020 z okazji Dnia Matki zorganizowałyśmy dla Was konkurs pt. „Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy”, w którym Waszym zadaniem było przesłanie dzienników z czasu kwarantanny. Otrzymałyśmy 53 prace, spośród których wybrałyśmy i nagrodziłyśmy 7 najlepszych. Jednak nie mogłyśmy się oprzeć pokusie pokazania wszystkich Waszych wspomnień, które są wspaniałym dowodem na to, jak bardzo się różnimy i jak wiele nas łączy.

Konkurs „Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy” miałyśmy okazję przygotowywać dla Was wspólnie ze wspaniałymi kobietami: Barbarą Falentą, pomysłodawczynią i koordynatorką projektu pn. “Mamy piszą książkę”, którego owocem jest bestsellerowy poradnik dla rodziców “Mamy Dla Mamy” oraz z Moniką Pryśko, którą znacie z sieci jako blogerkę Tekstualną, a także właścicielkę i redaktorkę serwisu The Mother Mag.

Chcę pobrać ebook!

Ten ebook to część Waszej historii!

Oddajemy w Wasze ręce ebook „Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy”, który zawiera wszystkie nadesłane przez Was prace. To cały wachlarz emocji, wrażeń, przeżyć i doświadczeń z czasów wiosennej kwarantanny.

Pewnie gdyby kiedyś ktoś powiedział Ci, że będziesz musiała spędzić najbliższe miesiące 24h/dobę tylko ze swoją rodziną, zamknięta w domu, żonglując między pracą, obowiązkami pracownika, nauczycielki, żony, mamy i gospodyni domowej pomyślałabyś, że to jakaś abstrakcja. A jednak tak było i dałaś radę i nadal dajesz, jak każda z nas.

Co znajdziesz w naszym e-booku?

53 prace nadesłane na konkurs „Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy”. Pierwsze 7 prac to dzienniki nagrodzone przez jury konkursowe, a kolejne ułożone w kolejności nadchodzenie zgłoszeń. To prawdziwe historie kobiet z czasu kwarantanny, pełne wzruszeń i różnych emocji. To kilkadziesiąt obrazów macierzyństwa z czasu pandemii.

Tak, pobieram ebook!

E-book „Matka w kwarantannie. Dziennik pokładowy” jest dostępny bezpłatnie i nie może być sprzedawany, kopiowany i udostępniany odpłatnie w jakiejkolwiek formie.

Opracowanie przeznaczone jest do użytku własnego. Bez zgody redakcji nie może być wykorzystywany w innych opracowaniach
ani we fragmentach, ani w całości.

Cytowanie może odbywać się wyłącznie z podaniem: źródła, pełnego tytułu, pełnych nazwisk autorek i organizacji odpowiedzialnych
za jego opracowanie.

Opieka redakcyjna: Ewa Moskalik-Pieper
Jury konkursowe: Barbara Falenta, Ewa Moskalik-Pieper, Monika Pryśko,
Korekta: Agnieszka Kliks-Pudlik
Skład i projekt okładki: Emilia Pryśko www.themothermag.pl
ISBN: 978-83-954444-1-8
Kraków 2020
© Fundacja Mamo Pracuj – wszelkie prawa zastrzeżone.

Koniecznie daj znać jakie są Twoje wrażenia po lekturze ebooka!

Grafika: Emilia Pryśko

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Wierzysz, że życie jest wędrówką? Personalizowane mapy to prezentowy strzał w dziesiątkę

Wiecie co to jest customizacja? Oczywiście, że wiecie. To po prostu personalizacja produktów, dostosowanie ich do indywidulanych preferencji klienta, a także danie mu do ręki narzędzi (np. aplikacji), dzięki którym sam może całkowicie lub częściowo stworzyć swój wymarzony gadżet – kalendarz, plakat, mapę gwiazd… Personalizowane prezenty to jest to, co tygrysy lubią najbardziej, bo to przedmioty jedyne, niepowtarzalne, unikatowe.
  • Agnieszka Kociarz - 11/02/2021
plakat personalizowany mapa gwiazd wisi na jasnej scianie, obok półeczki z teczkami, rośliną, drewnianym robotem i drewnianymi ozdobami

Personalizowany plakat i mapy gwiazd- pomysł na wyjątkowy prezent

W natłoku przedmiotów produkowanych na masową skalę, identycznych ubranek niemowlęcych z sieciówek, pamiątkowych ksiąg typu Mój pierwszy roczek – obowiązkowo niebieskich dla chłopców i różowych dla dziewczynek – wielu rodziców i bliskich poszukuje pamiątek unikatowych i mających naprawdę osobisty charakter.

Przecież kiedy rodzi się dziecko, czas na chwilę się zatrzymuje, a potem zaczyna płynąć w zupełnie nowym, nieznanym nam do tej pory rytmie. Dlatego kiedy myśli się o prezencie dla nowo narodzonego członka rodziny albo dziecka przyjaciół, chciałoby się podarować naprawdę spersonalizowany gadżet – unikat.

Mapa nieba – idealny sposób, żeby naprawdę zatrzymać czas

W poszukiwaniu takich unikatów dotarłyśmy do miejsca, w którym naprawdę można uwiecznić wspomnienia. Wspominając narodziny dziecka bardzo łatwo popaść w banał: rodzice doskonale wiedzą, że słowa bywają w takich sytuacjach kiepskim nośnikiem emocji. No bo co jeszcze można powiedzieć poza tym, że czas się zatrzymał, poczuło się miłość zupełnie inną niż wszystkie i siłę, dzięki której góry można przenosić?

Ale wyobraźcie sobie, że zamiast nadruku na miniaturowym kaftaniku czy body, informującym wszystkich wszem i wobec, że nowy człowiek jest córeczką tatusia albo syneczkiem mamusi, zamawiacie plakat z mapą gwiazd czyli z konfiguracją ciał niebieskich, które widoczne były w takim właśnie układzie w czasie, kiedy Wasze maleństwo przyszło na świat.

Albo z widoczną w tym czasie fazą księżyca. Czyż to nie idealny sposób, żeby naprawdę zatrzymać czas? Mapa gwiazd przypomni Wam, jak wyglądało nocne niebo podczas jednego z najbardziej pamiętnych wieczorów w życiu.

Rodzinny mikrokosmos – pamiątka na zawsze

To świetny patent pomagający stworzyć mit założycielski każdej rodziny. Można przecież zamówić taką mapę z obrazem nieba datowanym na dzień poznania się rodziców, a potem dla każdego dziecka, które pojawia się jako owoc ich związku.

Teraz naprawdę bez trudu wyobrazić sobie, że rodzina to unikatowy mikrokosmos – jedyna w swoim rodzaju konfiguracja osób, tak niepowtarzalna jak konfiguracja ciał niebieskich na firmamencie w najbardziej pamiętne wieczory.

Każdy może samodzielnie stworzyć projekt, dobierając kolorystykę, osobistą dedykację i dopasowując plakaty personalizowane do wybranego wnętrza lub okazji. Plakaty od Positive Prints z mapą gwiazd albo fazą księżyca będą gotowe do wysyłki zaledwie w kilka dni, a jeśli zależy Wam na tym, żeby mieć prezent jeszcze w tym samym dniu, wybierzcie opcję samodzielnego wydruku.

Życie jest drogą, bez mapy się nie obejdzie

Oczywiście personalizowane plakaty mogą towarzyszyć Waszemu życiu rodzinnemu przez długie lata. Wyobraźcie sobie, że każda wspólna wprawa, na przykład wakacje, pozostawia na Waszej ścianie wspomnień bardzo szczególny ślad: piękny plakat w postaci wycinka mapy z zaznaczonym miejscem lub miejscami pobytu.

Dzięki specjalnemu programowi można przybliżać i oddalać obraz, aby na plakacie znalazło się dokładnie to co chcecie – nawet najmniejsze miejscowości czy punkty widokowe.

Obok mapy powieście kilka ukochanych zdjęć z tych lokalizacji i wtedy naprawdę Wasza rodzina będzie miała swój kawałek świata zawsze w zasięgu ręki. A potem ruszajcie na kolejną wyprawę ku krańcom mapy!

Mapa i Rodzina to doskonałe skojarzenie. Prezent w postaci mapy gwiazd w dniu narodzin albo wycinka mapy z Waszą wakacyjną miejscówką przypomina na co dzień, że życie jest wyprawą, którą warto zaplanować uwzględniając potrzeby wszystkich wędrowników, a przemieszczanie się najmniej utartymi szlakami zwykle gwarantuje niesamowite wrażenia.

Używane do tworzenia plakatów nocnego nieba dane z satelity Hipparcos umożliwiają precyzyjne skonfigurowanie mapy gwiazd z dowolnej nocy – przeszłej, teraźniejszej lub… przyszłej! I z dowolnego miejsca na świecie, a dane z OpenStreetMap ułatwią Wam znalezienie każdego punktu widokowego, w którym Wasza rodzina postawiła stopy. Warto!

Tekst powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcia: własność Positive Prints.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kociarz
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×