Czego szukasz

Dzieci, kawa, dobra zabawa

Niektórzy mają to szczęście, że już w zasadzie od kołyski wiedzą, co chcą w życiu robić. Inni natomiast muszą sprawdzić wiele szlaków, by w końcu znaleźć swoją drogę gdzieś na poboczu dotychczasowych planów. Tak właśnie było z Olą Jaros-Roman, mamą czwórki dzieci, która zupełnie zboczyła z dotychczasowej ścieżki zawodowej, by otworzyć w Wieliczce kawiarnię Klub Otwarty.

  • Monika Przybyłek-Woźniak - 24/04/2015

Olu, czym zajmowałaś się przed stworzeniem klubokawiarni?

Przez długi czas pracowałam w agencjach reklamowych. Głównie jako Project Manager przy organizacji różnego rodzaju eventów, a przez pewien czas także jako szef tego działu. Miałam również epizod w fundacji związanej z ochroną środowiska. Natomiast tuż przed założeniem własnej firmy zajmowałam się marketingiem w jednej z firm produkcyjnych w Wieliczce.

Żadne z tych zajęć nie dawało Ci satysfakcji?

Praca w agencjach była ogromnie wyczerpująca. Do tego dochodził duży stres i przekonanie, że to, co robię, jest bezsensowne. W fundacji bardzo się rozczarowałam, niestety. Ostatnia praca była, co prawda, nowym wyzwaniem, ale jednak w trudnej branży.

Czyli, można powiedzieć, nie tęsknisz za tamtymi czasami?

Nie, jednak niekiedy brakuje mi tego regularnego trybu życia, jaki zapewniała mi praca na etacie.

Dlaczego zapragnęłaś założyć własną firmę?

Bardzo długo nie brałam takiej opcji pod uwagę. Bałam się, myślałam, że to nie dla mnie. Z drugiej strony chciałam czuć satysfakcję z tego, co robię. Marzyłam o tym, by móc „bawić się” swoją pracą, kreować i czuć się w tym niezależną.

Co Cię zainspirowało?

Długo szukałam pomysłu na siebie, bo nie czułam się „specem” w żadnej dziedzinie. Aż pewnego wieczoru pomyślałam, że mam wokół siebie grono kobiet pracujących lub „poszukających”, więc powinnam je wszystkie skrzyknąć i wspólnie wymyślić miejsce, gdzie każda z nas będzie mogła dać coś od siebie i na tym zarabiać. Niestety, na początku żadna z nich nie podniosła rękawicy. Może to było zbyt enigmatyczne, bez konkretów, a może osoby były niewłaściwe. Pomysł zaczął ewoluować w mojej głowie. Oprócz ogromnej chęci pracy z kobietami i wspierania ich, pojawiła się też myśl, by stworzyć miejsce przeznaczone dla dzieci. Takie, w którym będzie można organizować różne wydarzenia, spotkania czy urodziny. I tak dzieci zostały moją główną inspiracją.

Jak wyglądała Twoja droga od samego pomysłu do jego realizacji?

Na początku skupiłam się na znalezieniu wspólniczki, ponieważ wiedziałam, że sama nie dam rady. Jednocześnie zaczęłam też szukać lokalu. I jedno, i drugie szło opornie. Pomyślałam, że pójdę po poradę do wróżki. Usłyszałam, że mam dobry pomysł i muszę to zrobić, ale jeszcze nie teraz, bo to nie jest odpowiedni czas.

Wróżka miała nosa…

Tak. Kilka dni później okazało się, że jestem w ciąży (to, zresztą, też było jedną z przepowiedni). Pomysł musiałam więc schować do kieszeni. Znalazłam stałą pracę i prawie porzuciłam marzenia. Jednak pewnego dnia, gdy zaprowadziłam córkę na zajęcia gimnastyczne, naszła mnie myśl, że właśnie w tym budynku mogłaby powstać nasza kawiarnia. Okazało się, że jest tam nawet miejsce, które mogłabym wynająć. Ponownie poszłam do wróżki, a później na warsztaty z mapy marzeń. Wszystko po to, by uwierzyć, że się uda i mieć siłę do działania. Tydzień przed porodem złożyłam wniosek o dofinansowanie. Żeby zostać zaakceptowanym, musiał przejść wiele etapów i ciągle wymagał uzupełnień. Właśnie to zmusiło mnie w końcu do szczegółowego zaplanowania działań, dzięki czemu potem było już łatwiej.

Na Twojej drodze wciąż pojawiały się przeszkody. Jak sobie z nimi radziłaś?

Wymyśliłam sobie takie hasło: „Kłody spod nóg zamieniam w las”. I faktycznie udawało mi obrócić to, co początkowo wydawało się złe, w coś pozytywnego. Przez kilka miesięcy drobnymi krokami zbliżałam się do otwarcia Klubu, najczęściej z małą córeczką u boku. Końcowy etap to remont lokalu na wariackich papierach.

Marketing a własna kawiarnia to dwie różne bajki. Jak się w tym odnalazłaś?

Wiele spraw było dla mnie nowością – kasa fiskalna, ekspres, obsługa klientów… Generalnie większość rzeczy, które wiązały się z otwarciem Klubu, bo zajmowałam się prawie wszystkim: od strony internetowej, przez promocję, aż po rekrutację.

Dla kogo jest przeznaczony Klub?

Klub ma swoją stałą ofertę cyklicznych warsztatów dla dzieci od 1,5 roku do 12 lat. Dla najmłodszych są to warsztaty przygotowujące do przedszkola, starsze dzieci mogą rozwijać u nas swoje pasje. Dla dorosłych mamy Klub Otwartego Rodzica i kurs samoobrony. Organizujemy również półkolonie, kiermasze, koncerty i imprezy okolicznościowe. Mamy także małą kawiarenkę, gdzie można się poczuć jak w domu, napić pysznej kawy, herbaty i zjeść coś słodkiego.

Otwarciu klubu towarzyszyła wizyta Renaty Przemyk. Czy są inni artyści, których chciałabyś zaprosić?

Mnie marzy się Kamil Bednarek, a mojej córce Brodka. Chcemy też wspierać małe zespoły i wokalistów, którzy rzadko mają szansę grać dla publiczności.

Jedni mówią, że prowadzenie lokalu gastronomicznego (kawiarni, restauracji) jest bardzo trudne. Inni natomiast uważają wręcz przeciwnie i zabierają się za to bez większego doświadczenia. A jakie jest Twoje zdanie?

Bardzo brakuje mi jakiegokolwiek doświadczenia w tym względzie. Mam wiele pytań, które wciąż pozostają bez odpowiedzi. Żałuję, że nigdy nie byłam kelnerką czy chociażby „na zmywaku”. Myślę, że łatwiej teraz by mi się pracowało.

Prowadzisz własny biznes, pracujesz jako marketingowiec i jesteś mamą czwórki dzieci. Jak udaje Ci się pogodzić różne role? Co jest najtrudniejsze?

Jestem dużą Zosią-samosią i „sama zrobię najlepiej”, ale powoli uczę się rozdzielać zadania. Bardzo wspiera mnie mój mąż i starsze dzieci, które starają się pomagać. Niestety, praca nad rozwojem Klubu dzieje się kosztem obowiązków domowych i mojego czasu dla dzieci. Za przykładem Pani Swojego Czasu, staram się nie widzieć bałaganu i tysiąca rzeczy, które do mnie krzyczą. Wzięłam udział w kursie zarządzania czasem, który uświadomił mi kilka rzeczy i pokazał, na co tak naprawdę poświęcam swój czas. Poza tym, jak większość kobiet, robię po prostu kilka rzeczy jednocześnie, co nie zawsze się sprawdza i potem muszę np. skrobać garnki.

Dzieci są tylko inspiracją, czy może jednak czasem utrudniają pracę?

Pomysł powstał dzięki nim i dzięki nim się rozwija. Widzę ich potrzeby i staram się na nie odpowiadać. Ale też jednak utrudniają pracę, szczególnie dwójka młodszych ze względów logistycznych. Wkradają się również wyrzuty sumienia, bo praca w samym klubie zabiera mi wieczory. Wygląda to tak, że gdy oni wracają ze szkoły lub przedszkola, ja muszę wyjść.

Jakie są Twoje plany i cele na najbliższy czas?

Chciałabym aby Klub się rozwijał, miał coraz więcej przyjaciół wokół siebie i oferował kolejne ciekawe wydarzenia. A dzięki temu by pod koniec roku co drugi mieszkaniec Wieliczki mógł powiedzieć – ‚Wiem gdzie to jest, znam Klub Otwarty i polecam ogromnie :).  A prywatnie, dążę do lepszego zorganizowania swojego czasu, by móc go przeznaczyć na własny rozwój i mieć go więcej tylko dla rodziny.

Co chciałabyś powiedzieć innym mamom, które szukają swojej drogi zawodowej?

Warto szukać, próbować i nie poddawać się, gdy przychodzą pierwsze, ale też kolejne porażki. Warto być wytrwałym, jeśli tylko mocno wierzymy, że to, co robimy, ma sens. Chwile zwątpienia są nieuniknione i przychodzą nieoczekiwanie, ale trzeba je wtedy przekuwać w większą motywację. Czasem okazuje się, że nasi dotychczasowi przyjaciele lub bliscy znajomi, na których do tej pory liczyliśmy, oddalają się. Często jednak pojawiają się inne osoby, które potrafią docenić to, co robimy.

Dziękuję za rozmowę.

Klub Otwarty

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Monika Przybyłek-Woźniak
Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej UJ. „Artystyczna dusza”, która – kiedy nie dzierży w dłoni pióra – najchętniej rysuje lub zajmuje się tworzeniem grafiki komputerowej. Na swoim koncie ma wydaną w 2010 roku powieść młodzieżową pt. „Nielegalna”.
Podyskutuj

Pomóż stanąć na własnych nogach – zdecyduj kto wygra 30 tysięcy na rozwój biznesu!

Kto wygra 30 tysięcy na rozwój swojego produktu i biznesu? Zdecyduj i zagłosuj. Konkurs Stań na własnych nogach, właśnie wszedł w 2 etap - głosowania na jeden z wybranych 50 zgłoszeń. Zobacz wybrane produkty i oddaj swój głos! Głosowanie trwa do 5 września, a każda klubowiczka Rossmann może oddać tylko 1 głos!
  • Joanna Gotfryd - 01/08/2019
sofa, nogi kobiety i laptop na kolanach - plakat zapowiadający akcję Rossmanna

Stań na własnych nogach – prawie 500 zgłoszeń!

Konkurs Stań na własnych nogach, to akcja, którą organizujemy wspólnie z firmą Rossmann. Od 15 czerwca do 20 lipca można było zgłosić do konkursu swój produkt, tworzony z pasją, który ma szanse stać się biznesem i dać niezależność finansową jego twórczyni.

Do konkursu zgłoszono prawie 500 prac konkursowych! Komisja konkursowa złożona z przedstawicieli Rossmann i Fundacji Mamo Pracuj miała bardzo trudne zadanie – wybranie 50 prac, które przejdą do 2 etapu konkursu.

Wśród zgłoszonych prac było dużo zabawek – lalek, szydełkowanych misiów oraz książeczek. Sporo zgłoszeń dotyczyło akcesoriów dla dzieci – kocyków, wielorazowych pieluszek, personalizowanych przedmiotów czy produktów idealnych na prezent, np. z okazji urodzenia dziecka.

Przedsiębiorcze i twórcze kobiety do konkursu zgłosiły także ręcznie robione kosmetyki – szampony, mydła i kremy – bez konserwantów, na bazie naturalnych składników.

Nie zabrakło także artykułów dla domu – ozdobnych bibelotów, naturalnych świec i dekoracyjnych przedmiotów.

Wśród zgłoszonych prac była też odzież i akcesoria modowe, a także akcesoria wpisujące się w trend zero waste – wielorazowe artykuły higieniczne i zamienniki jednorazowych foliówek na zakupy.

Zobacz jakie produkty znalazły się w 2 etapie konkursu! >>

Głosowanie na najlepszy produkt

Teraz klubowicze Rossmann mogą zagłosować na najlepszy – ich zdaniem – produkt.

Głosowanie potrwa od 1 sierpnia do 5 września. Każdy klubowicz Rossmann może zagłosować tylko jeden raz, dlatego warto starannie przejrzeć wybrane do 2 etapu prace.

Zwycięzców, którzy otrzymają nagrody – pierwszą – 30 tysięcy złotych, oraz drugą i trzecią – odpowiednio – 20 i 10 tysięcy – poznamy już 10 września.

Zagłosuj, pomóż stanąć na własnych nogach! >>>

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.

Moda mi w duszy gra – historia Justyny, właścicielki marki Just.Slow

"Moje ubrania mają nie być modne, bo moda jest chwilowa i ulotna. Chcę, żeby ubrania just.slow były uniwersalne i ponadczasowe. Żeby można je było włożyć zawsze i na wiele okazji (...)". O pasji, modzie i tworzeniu własnej marki odzieżowej będąc mamą malutkich dziewczynek, rozmawiamy z Justyną Dziatkowską, projektantką, twórczynią proekologicznej odzieżowej marki Just.Slow.
  • Agnieszka Kałużna - 29/07/2019
Justyna Dziatkowska, justslow.eu

Kiedy tak naprawdę narodziło się marzenie o własnej marce?

Kiedy zrodziło się marzenie… Tak naprawdę, odkąd pamiętam miałam smykałkę do kreowania i tworzenia czegoś własnego. Mam spore zdolności manualne. Jako nastolatka kupowałam odzież w second hand’ach i przerabiałam je po swojemu lub szyłam z niej zupełnie nowe rzeczy. Ze starych dżinsów potrafiłam uszyć ręcznie plisowaną spódnicę i to bez użycia maszyny do szycia, torebkę dodawaną do gazety jako forma reklamy obszywałam materiałem, by mieć coś oryginalnego. Czyli od zawsze byłam związana z modą i projektowaniem.

Chęć stworzenia własnej linii odzieży zrodziła się tak naprawdę wraz z pojawieniem się na świecie moich dzieci. Pierwotnie pomysł na biznes był nieco inny, związany z inną dziedziną, niemniej jednak cały czas był związany z branżą modową. Z czasem ewoluował, by finalnie zatrzymać się na projektowaniu i szyciu ubrań dla kobiet.

A skąd czerpiesz inspirację?

Jeżeli chodzi o kroje ubrań, to pomysł na pierwszą kolekcję i jej formę wynikał z moich własnych potrzeb. Pierwszą córkę bardzo długo karmiłam piersią i brakowało mi ubrań, w których mogłabym wygodnie i bez skrępowania nakarmić dziecko. Te dostępne na rynku, dedykowane mamom karmiącym, kompletnie do mnie nie przemawiały i daleko odbiegały od mojego gustu i bliskiej mi estetyki. Poza tym wyszłam z założenia, że karmienie piersią, choć to piękny czas, jest tylko przejściowym okresem w moim życiu i tak samo byłoby z ubraniami. Dbam o małą zawartość szafy, lubię minimalizm i prostotę, a także rozsądnie kupuję, więc zbędne wydatki na ubrania „na chwilę” nie wchodzą w grę.

Kiedy miała pojawić się na świecie moja druga córka, postanowiłam przełożyć rodzące się w mojej głowie pomysły na papier. Zaprojektowałam sukienkę i bluzkę dla mnie idealną. Miały spełniać funkcję zasadniczą, czyli dawać możliwość karmienia piersią, ale przede wszystkim miały pięknie wyglądać i być wygodne.

Oczywiście nie odkryłam przysłowiowej Ameryki i inspirację zaczerpnęłam z historii mody. Kopertowa sukienka czy bluzka, która pojawia się w mojej pierwszej kolekcji już od stuleci była noszona w formie kimona. W latach 30. pojawiła się w kolekcjach Elsy Schiaparelli, by stać się masowym modelem w okresie Wielkiego Kryzysu. W latach 70. amerykańska designerka i guru kobiecej mody, Diane Von Furstenberg, zafascynowana kulturą Dalekiego Wschodu zaczęła eksperymentować z małymi kopertowymi topami i materiałami. Jej pomysły szybko ewoluowały i powstała sukienka kopertowa, którą w 1975 roku sprzedała w około pięciu milionach egzemplarzy!

To bardzo ciekawe. Nie miałam o tym pojęcia! A powiedz, z myślą o kim projektujesz swoje ubrania? O mamach karmiących?

Moje ubrania tworzone są z myślą o kobietach. Wiem, że to może banalne stwierdzenie, ale tak rzeczywiście jest. Jestem zwykłą kobietą i mamą. Nie jestem ideałem, nie mam wyglądu i aparycji wybiegowej modelki. Dlatego ważne jest dla mnie, by moje ubrania leżały dobrze na takich kobietach jak ja. Zwyczajnych, nieidealnych, pełnych niedoskonałości.

Dla naszych Czytelniczek Justyna przygotowała specjalny 10% rabat na zakupy hasło: mamopracuj, ważny do końca 31.08.2019 r.

Każda z nas jest inna i każda zasługuje na to, żeby wyglądać pięknie i czuć się komfortowo. Taka idea przyświeca mi w projektach. Stąd też wybór pierwszego kroju. Sukienka kopertowa to strój, który pasuje do każdego typu sylwetki. Dzięki wiązaniu sama decydujesz o głębokości dekoltu czy wysokości talii. To krój dla kobiet, które chcą się czuć kobietami. Nie wymaga wysiłku i nadaje się na każdą okazję. Pasuje do każdego miejsca na świecie i odpowiada potrzebom współczesnych kobiet.

Zależy mi na tym, żeby moje ubrania były nowoczesne, więc dużą inspiracją jest też dla mnie miasto. Lubię miejskie życie, więc inspiruje mnie architektura, kolory miasta, ulice, ludzie…. Połączenie nowoczesnych krojów z naturalnych materiałów, w których każda z nas może pokazać się w dowolnym miejscu miejskiej dżungli to dla mnie priorytet.

Jak docierasz do grupy odbiorców?

Na chwilę obecną pracuję nad zbudowaniem fajnej społeczności w social mediach. Prowadzę fanpage na Facebooku i oczywiście konto na Instagramie – zapraszam do odwiedzenia 😉. Ważne jest dla mnie, żeby dotrzeć nie tylko do osób zainteresowanych modą, ale także do mam karmiących piersią, bo stąd wywodzi się pomysł na odzież i do osób zainteresowanych ekologicznymi i przyjaznymi środowisku wyborami.

Na pewno moje kolejne działania będą opierały się na rozsądnej i ciekawej reklamie. Mam też nadzieję, że w jesiennej edycji targów branżowych np. krakowski Kiermash czy targi dla mamy i dziecka uda mi się pokazać swoje produkty. Wszystko jest jednak zależne od najmłodszej w rodzinie (śmiech).

Masz dwoje malutkich dzieci. Jak udaje ci się łączyć te dwie przestrzenie: zawodową i rodzinną?

Oczywiście nie jest lekko. Dziewczynki są na tyle małe, że wymagają ciągłej opieki i uwagi. Trudno wymagać od nich samodzielności, skoro jedna dopiero co przestała być noworodkiem… Myślę, że to kwestia motywacji i dobrej organizacji. Oczywiście nic na siłę, wbrew sobie czy ze szkodą dla dzieci lub rodziny. We wszystkim trzeba mieć umiar i trochę luzu.

Wierzę, żę trzeba dać sobie taką ewentualność, że nie wszystko zawsze idzie zgodnie z planem. Czasem tak po prostu bywa. Dla mnie to nie jest powód do stresu czy załamania, a motywacja do pracy i szukania sposobów na rozwiązanie danej trudności.

Mam jasno wytyczone cele i do nich dążę. Jasne jest, że nie jestem samowystarczalna i nieocenionym wsparciem jest dla mnie mój partner. To bardzo ważne, żeby mieć przy sobie kogoś, kto wesprze, zmotywuje, odciąży w jakichś obowiązkach lub czasem wykona coś za ciebie. Bez niego wiele rzeczy nie byłoby możliwych.

To prawda. A teraz jeszcze z tej „zawodowej beczki”: slow fashion czyli świadome podejście do mody to ostatnio prężnie rozwijający się trend. Co wyróżnia markę Just Slow na tym tle?

Moje ubrania mają nie być modne, bo moda jest chwilowa i ulotna. Chcę, żeby ubrania just.slow były uniwersalne i ponadczasowe. Żeby można je było włożyć zawsze i na wiele okazji, a także, żeby pasowały do innych rzeczy, które już się w szafie znajdują. Stąd wybór bardzo stonowanych i jednolitych kolorów.

Moje ubrania mają być stylowe i kobiece. Podkreślać nasze atuty i ukrywać to, co aktualnie chcemy ukryć (o ile chcemy, śmiech). Dlatego tak ważny jest dla mnie krój. Oczywiście ogromne znaczenie ma to, z czego są wykonane i dlatego do pierwszej kolekcji został użyty dość unikatowy materiał, jakim jest bambus. Wybór nie jest przypadkowy i został poprzedzony wnikliwym rozeznaniem na rynku odzieżowym i tekstylnym.

Wiem, że ważne jest dla ciebie działanie w zgodzie z troską o naszą planetę. Jak to przekłada się na twoją pracę?

W codziennym, domowym życiu staram się myśleć, co wybieram. Ograniczam zużycie środków chemicznych, zastępuję je naturalnymi. To samo tyczy się kosmetyków. Sięgam po te ekologiczne, na bazie naturalnych składników. Staram się wybierać to, co jest w szkle lub zupełnie bez opakowania, a jeżeli już w plastiku, to takim, który nadaje się do recyklingu.

Podobnie w pracy. Wykroje układane są w szwalni tak, aby zminimalizować ilość odpadków, ubrania pakowane są bez użycia folii czy plastikowych elementów. Kartoniki czy papier, w którym wysyłam ubrania pochodzą z recyklingu. Uprawy bambusa, z którego uszyte są ubrania są ekologiczne, bo bambus rośnie szybko i nie wymaga kompletnie używania pestycydów. A sama tkanina jest niezwykle wytrzymała, dzięki czemu będzie długo służyła. To są małe, ale myślę, że dobre wybory, którymi mogę się przysłużyć naszej planecie.

Jasne, kropla drąży skałę! A powiedz, gdyby ktoś chciał coś przymierzyć, zobaczyć, dotknąć… można was spotkać stacjonarnie?

Marzę o swoim butiku i wierzę, że kiedyś będę mogła do niego zapraszać, ale na razie moje ubrania można jednak już teraz zobaczyć stacjonarnie w concept store FREEDOM w Krakowie, przy ulicy Parkowej 1. Serdecznie zapraszam wszystkich z Krakowa i nie tylko do odwiedzenia tego zaczarowanego miejsca. Na pewno będę szukała kolejnych miejsc, w innych miastach, które pozwolą na stacjonarną sprzedaż.

W jakim kierunku chciałabyś rozwijać markę?

Chciałabym zachować autentyczność i spójność marki. To, co tworzę jest w 100% zgodne ze mną i moim gustem. Zależy mi, żeby tak pozostało. Na pewno chciałabym mieć większą liczbę modeli, poszerzyć asortyment o dzianiny, np. swetry czy kardigany z bambusowej przędzy, a także w przyszłości o dodatki, które mogłyby być świetnym uzupełnieniem czy dopełnieniem tak prostych ubrań.

Niemniej jednak dalszy rozwój marki pod kątem kreacji, dalej widzę w takim minimalistycznym wydaniu, bo to mi w duszy gra. Interesują mnie też ekologiczne i nietypowe materiały, np. te tkane z przędzy konopnej czy pokrzywy. Jak już wcześniej wspomniałam na liście marzeń jest też własne miejsce, własny butik z ubraniami, ale do tego jeszcze daleka droga…

Co czujesz, gdy spotykasz na ulicy dziewczynę w sukience od Just Slow?

To wspaniałe uczucie, zobaczyć kogoś w ubraniu swojego projektu. Odbieram to jako nagrodę za moją pracę i potwierdzenie, że nie poszła na marne. Czuję się dowartościowana i mam apetyt na więcej.

Moja ostania klientka wybrała sukienkę w kolorze ecru na swój ślub cywilny… nie ukrywam, że wspaniale było „towarzyszyć” jej w tak wyjątkowym dniu.

Gdzie widzisz się za dwa-trzy lata?

Chciałabym robić nadal to, co kocham, co mnie interesuje, czyli tworzyć swoją markę odzieżową i być związana z branżą mody. Chciałabym się rozwijać w tym kierunku i poszerzać swoją wiedzę z zakresu konstrukcji odzieży, materiałoznawstwa, a także psychologii i marketingu mody. Chciałabym poszerzać swoją ofertę o kolejne, ekologiczne i nietypowe materiały. Krokiem rozwoju dla firmy z pewnością będą zagraniczne rynki sprzedaży i to też jest cel na mojej liście. Niemniej jednak, najważniejsza jest rodzina i za dwa-trzy lata, chciałabym nadal mieć dla niej czas i to jest mój priorytet.

Czym jest dla ciebie sukces?

Sukces nie ma dla mnie wymiaru materialnego. Sukces jest dla mnie uczuciem spełnienia i radości. Spokojem ducha i satysfakcją, że każdego dnia można się realizować i robić to, co się lubi, tak jak się lubi. To uczucie stabilizacji i komfortu psychicznego dzięki pracy, którą dobrze wykonałam i która znalazła grupę odbiorczą.

Co powiedziałabyś młodej mamie, które ma marzenie, ale nie bardzo wie, jak zacząć?

Żeby się nie bała. Żeby marzyła i realizowała marzenia. Żeby szukała wsparcia i pomocy w dążeniu do celu, bo znajdzie je zawsze. Mamy teraz naprawdę duże możliwości zarówno zmiany ścieżki zawodowej, jak i próbowania sił we własnym biznesie. Jest wiele miejsc, w których możemy się dokształcić, wyszkolić czy przebranżowić. Podobnie z możliwościami pozyskania środków na biznes.

Nie należy się obawiać, że się nie uda, że się nie da rady… bo kto jak nie my? Kobiety-mamy 🙂 Myślę też, że najlepszym wsparciem i motywacją jesteśmy same dla siebie, dlatego warto szukać i gromadzić wokół siebie takie kobiety, które próbują. Które się nie poddają i realizują swoje marzenia. One są dla nas najlepszym przykładem i pokazują, którędy można iść.

Dziękuję za rozmowę i życzę ci powodzenia w realizacji marzeń!

Dziękuję!

Zapraszamy na zakupy ze specjalnym 10% rabatem! Hasło: mamopracuj, ważny do końca 31.08.2019 r.

Zdjęcie główne i rodzinne: archiwum prywatne Justyny; zdjęcia z sesji: Anna Bąk Kolory Studio Fotografii

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kałużna
Spełniająca się żona, mama urwisa i urwiski, przedsiębiorca, redaktorka, muzyk. Z wykształcenia rosjoznawczyni i wokalistka. Ostatnio odkryłam, że artystyczną pasję można realizować... piekąc torty! Kocham słowo pisane, dobrą kuchnię, podróże w nieznane i letnie burze. I mocno wierzę w to, że samorealizacja ma wiele odsłon, często równolegle występujących.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail