Czego szukasz

Czy warto iść do szkoły rodzenia? Co trzeba wiedzieć?

Zdania na ten temat są podzielone i pewnie sama słyszałaś różne opinie. Jedni mówią, że szkoła rodzenia to punkt obowiązkowy w ciąży, a inni że szkoda na to czasu. Decyzji nie ułatwia fakt, że do wyboru mamy różne formy i długości zajęć: kilkutygodniowe, weekendowe lub całkowicie online 😉 Zatem, czy warto iść do szkoły rodzenia? Opowiem Ci o moich doświadczeniach.

  • Agnieszka Kumorek - 17/07/2019
kobieta w ciąży

Temat szkoły rodzenia pojawił się naturalnie. I naturalnie pojawiły się pytania:

  • czy warto?
  • jeśli warto, to gdzie i jaką formę wybrać?
  • i na czym nam właściwie zależy? Czego my oczekujemy od szkoły rodzenia?

Kluczowe okazało się oczywiście ostatnie pytanie. Zwłaszcza, że mieliśmy z mężem trochę inne zdania. Ja potrzebowałam nabrać spokoju i przekonania co do miejsca, które wybraliśmy na poród. Mąż natomiast bardzo chciał dowiedzieć się jak mogę przygotować się fizycznie przed porodem i jak on może mi pomagać.

W związku z różnymi oczekiwaniami, nasze odczucia po, także były inne 😉 Ale o tym napiszę później.

Ostatecznie wybraliśmy wersję weekendową (dwa weekendy), prowadzoną przez personel szpitala, w którym będę rodziła.

Czy warto iść do szkoły rodzenia?

Według mnie… zależy 😉 Najważniejsze co odpowiesz sobie na ostatnie z pytań, które napisałam powyżej. Ja jestem zadowolona z podjętej decyzji i zaraz odpowiem dlaczego.

1. Poznajesz personel szpitala

Według mnie to największa zaleta szkoły rodzenia. Wiadomo, nie poznałam całego personelu, ale te kilka osób pozwoliło nabrać mi trochę wewnętrznego spokoju. Wykłady były prowadzone przez położne, fizjoterapeutów, lekarzy, do których można było później podejść i jeszcze chwilkę porozmawiać. W ich wypowiedziach dało się odczuć jakie zasady preferują, a ponieważ zgadzały się mniej więcej z moimi wyobrażeniami, to utwierdziłam się w wyborze tego konkretnego szpitala.

Podsumowanie: szkoła rodzenia pozwoliła mi zweryfikować wybór miejsca, w którym zamierzam powitać na świecie swoje maleństwo.

2. Dowiadujesz się jakie jest podejście szpitala do ważnych dla Ciebie kwestii

Podczas zajęć w szkole rodzenia poznałam odpowiedzi na kwestie, które interesują chyba każdą kobietę w ciąży:

  • znieczulenie – jakie, kiedy, jak się podaje, przeciwwskazania itd.
  • nacięcie krocza – też kiedy, w jaki sposób, jak później zadbać, żeby wszystko dobrze się zagoiło itd.
  • cesarka – wskazania, przebieg, możliwość kangurowania, postępowanie po itd.
  • karmienie – czy na miejscu są specjaliści do pomocy itd.

Oprócz tego dowiedziałam się m.in. ile jest położnych na dyżurze, ile jest sal porodowych, kto będzie się mną zajmował (pomagał/doradzał) podczas i po porodzie, kto może być ze mną w trakcie porodu itd.

Podsumowanie: szkoła rodzenia okazała się świetnym miejsce na zadawanie nurtujących mnie pytań (i uzyskiwania rzetelnych odpowiedzi od specjalistów w swoich dziedzinach).

3. Wiesz co będzie oczekiwane od Ciebie – przy przyjęciu, po porodzie…

… czyli trochę papierologii i nie tylko 😉

Bardzo dokładnie zapisywałam wszystko, co mówiła położna:

  • jakie dokumenty będą potrzebne przy przyjęciu do szpitala i co będę wypełniać na miejscu,
  • jak powinnam spakować się do porodu oraz co ze swojej strony zapewnia szpital.

Podsumowanie: myślę, że szkoła rodzenia zaoszczędzi mi sporo stresu przy przyjęciu do szpitala oraz zmniejszy rozmiary mojej torby do porodu.

4. Twój partner dostaje sporą dawkę wiedzy o tym, co będzie się działo

Poród, połóg, karmienie, huśtawka nastrojów, opieka nad noworodkiem…

Mój mąż bardzo interesuje się rozwojem i wychowaniem dziecka, a także fizjoterapią. Tutaj jest zdecydowanie większym specjalistą ode mnie. Są jednak tematy, które pomimo mojego ciągłego gadania o nich, odkrywał dopiero podczas szkoły rodzenia 😉

Na pewno dużo dało nam to, że mogliśmy razem słuchać o etapach porodu, o trudnościach związanych z połogiem czy o podstawowej opiece nad naszym maleństwem i wspólnie wczuwać się w rolę przyszłych rodziców.

Podsumowanie: wartość dodana szkoły rodzenia to to, że mogłam ją przeżywać razem z mężem.

5. Otrzymujesz podstawową wiedzę… wśród innych tak samo zagubionych par jak ty

Trafiłam na niezbyt aktywną grupę w szkole rodzenia. Wszyscy raczej słuchali i tylko od czasu do czasu zadawali pytania. Myślę, że w czołówce pytających był mój mąż, który próbował też rozluźnić trochę atmosferę 😛

Pomimo tego, dobrze było usłyszeć, że inne pary mają podobne problemy i obawy oraz zobaczyć, że podczas kilku warsztatów praktycznych tak samo „ostrożnie” obchodzą się z lalką, nie wiedzą jak ją ułożyć czy umyć w wanience.

Podsumowanie: mogłam poczuć więź z innymi początkującymi rodzicami i nie martwić się już tak bardzo, że sobie nie poradzę.

Czego nie oczekuj od szkoły rodzenia?

Tutaj będzie krótko. Szkoła rodzenia nie odpowie Ci na pytania:

1. Jak idealnie postępować z noworodkiem/niemowlakiem – to trochę tak jakby próbować odpowiedzieć na pytanie „Jak idealnie wychować dziecko?” – nie ma jednej odpowiedzi, wszystko i tak trzeba będzie dostosować pod potrzeby naszego maluszka.

2. Jak będzie wyglądał poród – ok, dużo przydatnych informacji się pojawi. Ja wyszłam z przekonaniem, że każdy poród jest inny i nie da się go ani zaplanować, ani przewidzieć, ani do niego tak do końca przygotować. Zwłaszcza, gdy rodzi się pierwszy raz i nawet wyobraźnia nie pomaga.

Teraz już sama musisz odpowiedzieć sobie na pytanie: czy warto iść do szkoły rodzenia?

Ja nie żałuję. Mąż raczej też, chociaż był rozczarowany, że tak mało czasu poświęcone było na jego udział/pomoc przy porodzie. Rzeczywiście część z porodu rodzinnego ograniczyła się do około godzinnych zajęć, podczas których każde ćwiczenie czy technika masażu były pokazane tylko raz. Jeśli więc chcielibyśmy się porządnie do tego przygotować, to musielibyśmy zapisać się na osobne zajęcia.

Ale… nabraliśmy z mężem przekonania (i spokoju), że nie skrzywdzimy naszego dziecka, bo nie istnieją idealne metody postępowania. Każdy ze specjalistów wypowiadał się ze swojego punktu widzenia, czasami wyrażając sprzeczne opinie, np. inaczej na kwestię chustonoszenia patrzyła położna i psycholog, a inaczej fizjoterapeutka.
A i tak najważniejsza jest miłość, którą otoczymy naszego maluszka 🙂

Powodzenia!

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kumorek
Jestem osobą, która nie potrafi się nudzić. Lubię różnorodność, dlatego skończyłam studia łączące zajęcia humanistyczne, graficzne i informatyczne. Odpoczywam podczas długich spacerów, a znajomi wiedzą, że dobrej herbaty w miłym towarzystwie nigdy nie odmówię.

Idealny sernik nieidealnej Pani domu

Nadal nie wierzę, że to piszę... Ale naciski były przeogromne, więc... Nie jestem idealną Panią domu, rzadko piekę, chyba że brownie (25 minut roboty) lub inne "coś", równie prostego z gwarancją pyszności. Nie wdaję się w rozmowy na temat przepisów bo niewiele mam w tym zakresie do powiedzenia, choć... jest jeden wyjątek! Jego wysokość Sernik! 13 lat temu znalazłam przepis, którego się trzymam, który zawsze gwarantuje "ochy i achy" tych, którzy mają okazję załapać się na kawałek. Bo znika szybko...
  • Agnieszka Kaczanowska - 17/04/2019
produkty do pieczenia: mąka, mleko, masło, ser

Z dedykacją dla Marzeny 😉

Ten sernik piekę wyłącznie dwa razy do roku. Trudno nie zgadnąć, na jakie okazje, ale udaje się zawsze, a nawet jeśli nie jest idealny w wyglądzie, to smakuje zacnie! No i sam przepis napisany jest tak, że mam z tego kupę zabawy. Dodam tylko, że ja sernika sama nie jadam… nie mój smak, wolę suche ciasta np. makowiec, ale z reguły spełnieniem moich marzeń jest makowiec z cukierni, albo orzechowiec od mamy Asi, mniam.

Natomiast sernik robię z miłości do męża 😀

Składniki:

  • kilogram dobrze odciśniętego tłustego białego sera (nie może być kwaśny). Ja kupuję gotowy, mielony, ale taki, który jest w miarę suchy (bez ekstra śmietany) i zawsze twaróg sernikowy Piątnica (choć producent nic nie wie, że go polecam ;-)). To jest o tyle ważne, że inne miękkie sprawiają, że sernik pływa… Oczywiście możesz także zmielić sama ser. Ja nie mam nawet odpowiedniej maszynki…
  • 2 niepełne szklanki cukru (można ciut mniej jeśli budyń jest z cukrem i wanilia… ale nie dużo mniej, próbowałam z mniejszą ilością, ale jednak lepiej dać więcej…),
  • 8 jaj, z 7 jaj też wyszedł 😉
  • kostkę masła,
  • budyń waniliowy (z reguły daję ten z cukrem, ale przypuszczam, że nie ma tu różnicy,
  • torebkę cukru z prawdziwą wanilią (w odróżnieniu od cukru wanilinowego!) a jeszcze lepiej laskę prawdziwej wanilii, tych czarnych kuleczek oczywiście,
  • cytrynę, a dokładniej sok z jednej połówki,
  • szczypta soli,
  • bakalie: torebkę (10 dag) rodzynek, najlepiej jasne, malutkie, 3 dag płatków migdałowych, 5 dag smażonej skórki pomarańczowej (wg. mnie najlepszego składnika sernika ;-)).

Niezbędne sprzęty:

  • mikser (wiem, wiem można w makutrze, jak masz to super)
  • spora miska do ucierania masy serowej
  • garnuszek/miseczka na białka
  • rondelek na topione masło
  • duża tortownica

Dodałabym lampka dobrego wina, ale odkąd sernik piekę razem z dziećmi atrakcji dodatkowych nie potrzebuję ;-).

Sprawdzony algorytm działania

  1. W rondelku na małym ogniu topisz masło pokrojone na małe kawałki. Ciepłe masło (niech się, broń Boże, nie przypali!) odstawiasz do wystygnięcia.
  2. W tym czasie przygotowujesz bakalie, tzn. płuczesz rodzynki, odsączasz, suszysz ręcznikiem papierowym i razem z płatkami migdałowymi wsypujesz do miseczki, dodajesz skórkę pomarańczową. Zostawiasz.
  3. Smarujesz tortownicę masłem, wysypujesz bułką tartą, odstawiasz na bok, żeby nie przeszkadzała.
  4. W tym miejscu możesz skosztować tej lampki wina, jeśli już nalałaś 😉
  5. Teraz kluczowa sprawa: rozbijasz jajka nad garnuszkiem/miską, w którym potem ubijesz pianę. Białka lądują w właśnie w nim/niej, a żółtka w dużej misce.Garnek z białkami ląduje w lodówce.
  6. Do żółtek dodajesz cukier, szczyptę soli, wanilię/cukier z prawdziwą wanilią, sok z połówki cytryny.
  7. Ucierasz puszysty kogel-mogel, starając się nie podjadać…. jest pyszny…
  8. Włączasz piekarnik. Ma mieć idealnie 180 stopni C, kiedy wjedzie do niego sernik.
  9. Otwierasz wiaderko 😉 sera gotowego lub bierzesz idealnie zmielony i do kogla-mogla dodajesz łyżkami na zmianę z proszkiem budyniowym, wciąż ucierając masę mikserem. Masa ma być gładka, jasno żółta i puchata.
  10. Następnie delikatnie wlewasz zimne masło (wcześniej roztopione) i miksujesz do chwili, aż się całkowicie wchłonie.
  11. Dodajesz bakalie i już nie mikserem a łyżką z resztką masy serowej (nie pytaj dlaczego, ale działa…) mieszasz starannie ale delikatnie.
  12. Wyjmujesz z lodówki garnek/miskę z białkami i mikserem (z czystymi końcówkami) ubijasz sztywną pianę.
  13. Ważne: teraz odstawiasz mikser na bok i więcej nie wolno go użyć 😉
  14. Łyżką od sera i bakalii mieszasz białka z masą serową. Delikatnie, z czułością aż się połączą.
  15. Teraz już bez ociągania, zgarniasz masę do tortownicy, wygładzasz wierzch.
  16. I wkładasz sernik delikatnie do piekarnika w idealnej temperaturze 180 stopni. Nie używam tutaj termoobiegu, gdybyś chciała mnie o to zapytać.
  17. Teraz też jest idealny moment, aby zamiast mycia garów napić się wina bo…
  18. Od teraz przez 40 minut nie otwierasz piekarnika, nie zaglądasz co chwilę i nie myślisz o serniku.
  19. Po 40 minutach zerkasz przez szybkę, czy aby w wierzchu nie za bardzo się przypiekł. Jeśli tak, otwierasz delikatnie piekarnik i przykrywasz ciasto płatem folii aluminiowej. Szybko zamykasz drzwiczki, ale uważaj (!) aby nie klapnęły, bo sernik się może „przestraszyć” i opaść. Serio. zawsze ten fragment mnie rozczula ale nie próbowałam straszyć sernika i zawsze wychodzi 😉
  20. Gdy minie kolejne 15-20 minut a czasem dłużej (wiem, to mało precyzyjne ale lepiej dłużej, aby sernik był upieczony), wyłączasz dopływ ciepła i uchylasz drzwiczki, aby zahartować sernik i uchronić przed opadnięciem przy gwałtownej zmianie temperatury. Po kolejnych 10 minutach wyjmujesz ciasto na blat i pozwalasz ostygnąć w pokojowej temperaturze.
  21. Ja zwykle rozkrawam go na drugi dzień, wtedy brzegi sernika trzeba oddzielić ostrzem noża od brzegów tortownicy i gotowe.
  22. Idealny sernik to taki, który ma szansę stężeć w lodówce, ale nie zawsze mu się udaje…

Z życia sernika: bywa z nim różnie, czasem ma fantazyjne fale, czasem rośnie idealnie równomiernie, ale potem, kiedy wyjmuję go z piekarnika zawsze zmienia swój kształt na taki idealnie sernikowy. Bywa, że pęka… ale w smaku pozostaje idealny i wierzcie mi nikt nie narzeka.

Smacznego!

I wielkiej frajdy z pieczenia Wam życzę.

Przepis jest moją wariacją na temat przepisu znalezionego 8 lat temu w sieci, bodajże z tego linku >. Tym bardziej dziękuję jego autorce za cudowne przeżycia smakowe mojej rodziny!

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  
Podyskutuj

Jaki planer wybrać? Nasz przegląd kobiecych planerów na 2018

Koniec roku to czas podsumowań, ale też czas na wybieganie myślami w przyszłość. Przed nami nowy rok, więc zaczynamy snuć plany, a te najlepiej jest zapisać. Oczywiście w planerze. Masz już swój ulubiony, wyszukany planer? Zobacz naszą prezentację planerów, bo w tym roku jest ich aż 11, więc może znajdziesz planer o jakim od dawna marzyłaś!
  • Ewa Moskalik - Pieper - 10/12/2017
planery

Celem przeglądu jest krótkie przedstawienie planerów. Naprawdę krótkie, bo w tym roku jest ich aż 11, a każdy potrzebuje swoich 5 minut. Przy opisach znajdziesz link, po to żebyś nie musiała szukać w sieci, jeśli okaże się, że jakiś planer wpadł Ci w oko 🙂

Zastanawiałam się, jak podzielić planery, które biorą udział w naszej tegorocznej prezentacji (możesz też zobaczyć albo sobie przypomnieć 🙂 jak wyglądała poprzednia) i żeby trochę ułatwić Wam wybór zdecydowałam się na podział na: planery bez dat i planery z datami.

Dlaczego akurat taki podział? Pomyślałam, że nie każda z nas lubi mieć wszystko od a – z podane na tacy. Niektóre z nas wolą mieć pustą przestrzeń, w której mogą pisać, jak chcą i co chcą, albo odkładają planowanie na jakiś inny moment. A są takie z nas, które potrzebują gotowych dat i rubryk, w których mogą się poruszać, zapisywać i ogarniać rozpędzony do granic możliwości czas.

Chciałam tylko jeszcze zaznaczyć, że chronologia przedstwiania planerów nie ma żadnego znaczenia, przyjęłam regułę ze szkolnego dziennika, czyli: kolejność występowania alfabetyczną 🙂

Planery bez dat

Balancy Calendar

Autorka bloga Niebałaganka stworzyła planer o prostym, niemalże minimalistycznym wyglądzie. Biała okładka nadaje mu bardzo elegancki wygląd, zmieści się już w średniej wielkości torebce. A dla tych co śledzą już nasz kolejny przegląd nie jest tajemnicą, że balancy.calendar już brał udział w naszym zestawieniu. Dla zainteresowanych i fanek mam informację, że Ania Legenza autorka balancy.calendar szykuje dla Was nowe produkty.

 

Jaki jest balancy.calendar?

  • format A5, twarda oprawa z ekoskóry, bardzo lekki,
  • bez dat, planowanie zaczynasz kiedy chcesz, sama uzupełniasz daty,
  • widok tygodniowy,
  • każdy dzień masz podzielony na godziny,
  • rubryki na zapisywanie ważnych rzeczy,
  • harmonogram stałych zajęć, plan celów,
  • miejsce na własne listy i notatki,
  • kalendarz możesz kupić na blogu Niebałaganka.

Planner Design Your Life

Alina Szklarska jest autorką znanego bloga o organizacji czasu, życia i przestrzeni wokół siebie – Design Your Life, ale również fotografką i ex – projekantką wnętrz. Prowadzi kanał na YouTube oraz sklep z autorskimi narzędziami do planowania. Oglądając blog Aliny bez wahania możesz zaufać, że jej produkty pomogą Ci zaplanować dobrze swój czas i przestrzeń.

 

Jaki jest Planner Design Your Life?

  • format A5, twarda oprawa, ze spiralą, zapinany na magnes,
  • nie ma dat, zaczynasz z nim pracę kiedy chcesz i uzupełniasz sama,
  • widok tygodniowy, z podziałem na godziny,
  • miejsce na plan na cały rok oraz na postanowienia, plany i marzenia,
  • rubryki na miesięczne cele i dobre nawyki,
  • może podzielić notatki na ważne, najważniejsze, motywację, co zrobisz dla siebie,
  • znajdziesz również naklejki do wklejania w kalendarzu,
  • jeśli potrzebujesz właśnie taki planer, to kupisz go na blogu Aliny, również w nowej szacie graficznej.

Mam Planner

Agnieszkę Trawczyńską i Anię Melkumian – Tomaszewską możecie kojarzyć jako twórczynie świetnie sprawdzającego się do zapisu wszelkich domowych działań Mamy Kalendarza, który powstał z potrzeby zapanowania nad codzienną organizacją życia rodzinnego, ale też zaspokojenia potrzeb estetycznych. Mam Planner … do torebki to taka miniaturka kalendarza, która ma ten sam system zapisywania co kalendarz, czyli osobne rubryki przeznaczasz na co chcesz.

Jaki jest Mam Planner?

  • format A5, twarda oprawa, spięty gumką, wyjątkowo lekki,
  • startujesz kiedy chcesz, bo daty wpisujesz sama,
  • wystarczy Ci na cały rok,
  • widok tygodniowy,
  • na dole każdej strony miejsce na dobre myśli,
  • okładka z pięknym, niebanalnym wzorem, oczywiście pasującym do Mamy Kalendarza,
  • na końcu planera znajdziesz plan miesięczny i miejsce na swoje notatki,
  • znajdziesz w nim naklejki, długopis i kieszonkę na papiery,
  • i możesz go kupić od ręki, teraz też w nowej szacie graficznej.

Ogarniam Się

Planery i organizery Ogarniam się to autorskie dzieło Magdaleny Mazurkiewicz, które powstały z pasji do planowania i przekonania, że jest ono ważną częścią sukcesu. Magda sama na sobie testuje swoje produkty i wciąż je udoskonala. W moim zestawieniu znalazły się dwa planery Magdy. Jeden to planer notesowy, a drugi to planer kołowy.

Jaki jest planer Ogarniam Się?

  • format A5, miękka oprawa, bardzo prosty i przejrzysty graficznie, bez zbędnych rozpraszaczy,
  • nie posiada dat, wszystko uzupełniasz sobie sama i zaczynasz korzystać kiedy chcesz,
  • w obu planerach jest układ tygodniowy,
  • zarówno planer kołowy, jak i notesowy wystarczają na pół roku,
  • planer notesowy ma Ci służyć do zapisywania zadań i zabrania tylko jednej kartki do torebki, nie posiada okładki,
  • w planerze kołowym masz miejsce na swoje notatki, plany i wizje,
  • zobacz jeszcze inne produkty Magdy.

Planer Pełen Czasu

To planer, który daje największe pole do popisu. Nazwa nowego planera Oli Budzyńskiej – Pani Swojego Czasu, w pełni oddaje jego wnętrze. Masz dużo przestrzeni na planowanie, pisanie, a nawet rysowanie. Do tej ostatniej czynności mogą Ci posłużyć 2 przezroczyste, plastikowe szablony.

 

Jaki jest Planer Pełen Czasu?

  • format B5, twarda oprawa, wysokiej jakości gładki papier,
  • to nie jest kalendarz, nie ma podziału na daty, godziny,
  • masz 12 kart z miesięcznym kalendarzem, zaczniesz kiedy zechcesz,
  • wszystko planujesz i uzupełniasz sama, łącznie ze spisem treści,
  • ma trzy różnokolorowe wstążki, możesz nimi zakładać ważne miejsca,
  • kieszonkę na papiery, gumkę spinającą i na długopis,
  • plastikowe szablony, które ułatwią Ci np. rysowanie tabelek,
  • i jeszcze niespodzianka od Oli w postaci ebooka.

Planery z datami

Glam Planner

Aneta Sawicka zaprojektowała Glam Planner z wielką dbałością o najmniejszy nawet szczegół. Glam Planner powstał z pasji do projektowania, zamiłowania do mody i wszystkiego co piękne. Każdy element i szczegół planera zostały głęboko przemyślane, ze świadomością wysokich wymagań jakie stawiają kobiety.

Jaki jest Glam Planner?

  • format A5, twarda oprawa w kolorze chłodnego popielu lub pastelowego różu, metalowe, złote okucia narożników,
  • układ kalendarza, jedna kartka – jeden dzień, z którym rozpoczniesz planowanie 1 stycznia, ale zanim to zrobisz to:
  • znajdziesz miejsce na roczny plan finansowy, listę książek i filmów do obejrzenia, tabelkę z wykresem Twojej wagi i ilości cm w biodrach etc.,
  • miejsce na wpisanie celu i wyzwań oraz tabelki do wpisania haseł i loginów na strony, po których najczęściej się poruszasz,
  • plan dnia z podziałem na godziny i miejscem na notatki,
  • kieszonka na dodatkowe dokumenty,
  • jeśli chcesz wiedzieć więcej zajrzyj na stronę Anety.

Happy Planner

Taki „kolorowy ptak” w zestawieniu planerów. Dla mnie trochę jak książka, w której można pisać, bo znajdziesz tam mnóstwo cennych rad i inspiracji, jak dobrze kreować własne myśli i osiągać założone cele. Duet Matka i Córka – Teresa Kuhn i Klaudia Kuhn – stworzył nie tylko kalendarz, ale pewien schemat, który ma służyć kobietom w nie tylko w planowaniu i organizowaniu sobie codziennych zadań, ale również czerpaniu z tego przyjemności.

Jaki jest Happy Planer?

  • format A5, twarda okładka, złote wykończenia na rogach, złoty napis, trzy tasiemki do zaznaczania,
  • kalenadarz, z którym zaczynasz planować z dniem 1 stycznia,
  • układ tygodniowy, z kolorowym drukiem,
  • wkładki motywacyjne, kieszonka na potrzebne dokumenty,
  • miejsce na Twoje wyzwania i planner celu,
  • miejsce na inspirujące Cię cytaty,
  • cytaty znanych ludzi
  • lista ważnych kontaktów i wydarzeń,
  • Teresa i Klaudia mają jeszcze parę innych produktów.

Kalendarz Dla Mamy

Kalendarz Dla Mamy zaprojektowała Maria Rossa, a właściwie jej mąż, po tym jak próbowała stworzyć coś, co nie tylko pomoże jej planować, ale również zapisywać inne ważne rzeczy. To już kolejna edycja planera i mam nadzieję, że nadal będziecie pałać do niego wielką sympatią.

Jaki jest Kalendarz Dla Mamy?

  • format A5, twarda oprawa, gumka do zapinania i dwie tasiemki,
  • kalendarz w układzie tygodniowym oraz w miesięcznym,
  • miejsce na rodzinne ważne daty, a nawet rysunki dzieci,
  • zawiera miejsce na ważne telefony oraz zakupy internetowe,
  • z tym kalendarzem zaplanujesz również porządki domowe i projekty,
  • od razu widać, że to Kalendarz Dla Mamy, po tym, że znajdziesz tu miejsce na wizyty lekarskie i dane dotyczące dzieci np., pesel,
  • do kalendarza możesz dokupić pięknie wydaną listę zakupów.

Norinommo

Starannie przemyślany, klasyczny kalendarz biznesowy. Z dużą ilością pomocnych przy planowaniu rubryk. Stworzony przez Annę Dadan z myślą o kobietach z pasją, zaangażowaniem i aktywnych, a takie są właśnie mamy. Wnętrze kalendarza jest tak zaplanowane, żeby móc prowadzić Cię jak po „nitce do kłębka”. Wszystko planujesz bardzo intuicyjnie.

Jaki jest planer Norinommo

  • format B5, twarda oprawa i szyte strony,
  • kalendarz zawierający daty na 12 miesięcy roku,
  • idealny dla tych osób, które lubią planować sobie osobno każdy dzień,
  • harmonogram godzinowy,
  • masz miejsce na zapisywanie swoich działań marketingowych,
  • rubryki do zapisywania swoich notatek, wydarzeń i spotkań,
  • rozdział finansowy, w którym planujesz wydatki, wpływy, czyli zarządzasz swoim budżetem,
  • znajdziesz również przestrzeń na sprawy prywatne, planowanie wizyt, spotkań, imprez.
  • zobacz czy Norinommo posiada jeszcze inne planery w ofercie.

Simple Calendar

Monika Baczewska Aleksandropoulou stworzyła planer dla zabieganych i ambitnych kobiet, którym wciąż powiększająca się ilość obowiązków utrudnia kontrolę nad swoim życiem. Ten planer ma być towarzyszem kobiety nie tylko podczas codziennych zajęć, ale również podczas planowania podróży. Myślę, że zakochasz się w nim od pierwszego wejrzenia.

 

Jaki jest Simple Calendar?

  • format A5, twarda oprawa, z tłoczonymi złotymi literami, szyte strony,
  • układ kalendarza – jeden dzień na jednej stronie,
  • harmonogram godzinowy, z listami „to do” i „today’s top”
  • metalowe okucia na rogach planera,
  • miejsce na zaplanowanie domowego budżetu oraz zapisanie ważnych telefonów,
  • przy każdym dniu, rubryki do zapisywania swojego menu, planowania zakupów, czasu dla siebie i na odpoczynek,
  • poznaj więcej szczegółów Simple Calendar.

Wonder Planner

Ewelina i Ola tworzą autorskie notesy i planery w odpowiedzi na własne potrzeby uporządkowania świata wokół, ale okazuje się, idące w parze z oczekiwaniami i potrzebami innych kobiet. Ich zamiłowanie do perfekcyjnej organizacji życia ma swoje odbicie w prostym i bardzo funkcjonalnym Wonder Plannerze. Planowanie zaczynasz z dniem 1 stycznia, ale możesz zacząć robić to na dwa sposoby.

Jaki jest Wonder Palnner?

  • format A5, twarda okładka ze spiralą, spięty gumką,
  • układ tygodniowy jest uwidoczniony na dwóch sąsiednich stronach, z ,miejscem na notatki,
  • podział na pory roku,
  • lista wartych obejrzenia książek i filmów na daną porę roku,
  • duża przestrzeń na kontakty oraz ulubione przepisy,
  • kieszeń na dodatkowe papiery,
  • z kodem mamopracuj od 11 -22 grudnia masz 15 % zniżkę!
  • zobacz w jakich pięknych kolorach są okładki.

Jestem bardzo ciekawa, który planer skradł Twoje serce? A może już od dawna wiernie towarzyszy Ci jakiś kalendarz i sprawia, że Twoje życie jest lepiej zorganizowane?
Byłoby mi miło gdybyś chciała się tym ze mną podzielić, bo może Twojego kalendarza nie ma w moim zestawieniu, a to oznacza, że w przyszłym roku moja lista powinna być dłuższa 🙂

I na to liczę! 🙂

Miłego planowania!

Zdjęcia: główne oraz 1,2,4,5,9,10,11 Natalia Szułdrzyńska, zdjęcie 7 własność LoveSimpleCreations, zdjęcia 3,6,8 autorka tekstu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail