Czego szukasz

Czy rodzice cieszą się z dłuższych urlopów macierzyńskich?

Badanie opinii wśród rodziców na temat nowych zasad przyznawania urlopów macierzyńskich ujawniło, że więcej niż połowa badanych uważa, iż aktualna długość urlopu macierzyńskiego jest odpowiednia, ale tacierzyński powinien trwać dłużej. Badanie przeprowadziła Agencja Streetcom Polska na zlecenie portalu Baby-Shower.pl w czerwcu br.

  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 22/11/2013

Nowe przepisy umożliwiają skorzystanie z rocznego płatnego urlopu macierzyńskiego po urodzeniu dziecka oraz z dodatkowego urlopu rodzicielskiego. Łączny wymiar wynosi 52 tygodnie. W przypadku mnogich porodów, w zależności od liczby dzieci  wymiar ten może wynieść od 65 do 71 tygodni. Zapytano kobiety o opinię na temat nowych zasad i ich oczekiwań związanych z urlopami macierzyńskimi oraz o  ocenę długości urlopu przysługującego ojcu dziecka.

Więcej niż połowa badanych uważa, iż aktualna długość urlopu macierzyńskiego jest odpowiednia.

43% udzieliła odpowiedzi, że urlop macierzyński powinien trwać rok. Duże emocje wzbudza nowy urlop przysługujący ojcom dziecka. Rodzice mogą podzielić urlop rodzicielski na dwie lub trzy części (przy czym każda z nich musi trwać co najmniej 8 tygodni) i sami zdecydować, które z nich w danym czasie zostaje w domu. Panie chciałyby, aby urlop tacierzyński trwał dłużej. Ponad połowa badanych kobiet odpowiedziała, że jest zdecydowanie za krótki (trwa 2 tygodnie). 36% badanych uważa zaś, że aktualna długość urlopu tacierzyńskiego jest raczej za krótka. Większość odpowiedziała, iż ojcowie powinni mieć 1 rok urlopu tacierzyńskiego. Według badanych, zarówno matka, jak i ojciec powinni mieć prawo do takiej samej długości urlopu. Jednak nie wszyscy są jednomyślni. „Uważam, że 2 tygodnie to w sam raz na tacierzyńskie, abyśmy mogły dojść do siebie. Ja przy każdym dziecku sama sobie dawałam radę i tacierzyńskie było niepotrzebne. W zależności od kobiety i samopoczucia, ogólnie dałabym tylko tydzień, aby tato mógł pozałatwiać sprawy związane z dzieckiem.” – mówi jedna z pań. „Rodzice powinni móc sami ocenić jak długo chcą opiekować się dzieckiem, zarówno mama jak i tata. W obecnej sytuacji rok to czas, który również ojciec mógłby wykorzystać na tych samych warunkach, co matka dziecka.” „Jeżeli matka po urodzeniu dziecka wróciła do pracy, a jej obowiązki przejął ojciec, to urlop tacierzyński powinien zostać potraktowany zamiennie z macierzyńskim, natomiast jeżeli oboje rodzice chcieliby skorzystać z urlopu, to urlop tacierzyński powinien trwać pół roku.” – poddaje pomysł inna pani. 

Czy zrezygnowałabyś z części urlopu macierzyńskiego na rzecz ojca dziecka, aby wcześniej powrócić do pracy?

Odpowiedzi na to pytanie są podzielone. Większość z badanych deklaruje jednak, że mogłyby zrezygnować z części urlopu na rzecz ojca dziecka. Co zachęca kobiety do zrezygnowania z części urlopu macierzyńskiego na rzecz ojca dziecka? Największą motywacją wśród badanych kobiet jest szybszy powrót do pracy, utrzymanie swojego stanowiska oraz budowanie relacji ojca z dzieckiem. „Praca, która daje mi satysfakcję finansową i zaspokojenie ambicji, fakt, że tata chciałby wziąć aktywny udział w opiece nad niemowlęciem oraz świadomość tego, że po wykorzystaniu pełnego roku moja sytuacja na rynku pracy mogłaby się pogorszyć, a w ciągu roku zmienia się także wysokość zasiłku macierzyńskiego, co nie zachęca do pozostawania na nim przez cały okres.”  – takie argumenty podaje jedna z respondentek. „Chciałabym aby mój partner ojciec dziecka tak samo jak ja uczestniczył w wychowaniu i miał możliwość nawiązać dobry kontakt z dzieckiem. Żeby stereotyp tego, że dla dziecka najważniejsza jest matka był obalony i żeby równie ważny był TATA!” – dodaje druga.

Wśród kobiet, które odpowiedziały, że nie zrezygnowałyby z urlopu na rzecz ojca dziecka zadaliśmy pytanie, co je najbardziej zniechęca do „tacierzyńskiego”.

Większość kobiet odpowiedziała, że nie zrezygnowałaby z urlopu macierzyńskiego, ponieważ jak najdłużej chciałaby pozostać ze swoim dzieckiem, lub ma na uwadze zdrowie swojego dziecka. „Sama pragnę wychować dzieci do czasu szkolnego i przedszkolnego… Nauczyć ich dobrych manier, poprawnego zachowania, miłości, widzieć ich rozwój, pierwsze osiągnięcia rozwoju… Bo któż to zrobi lepiej jak nie matka.” – wyznaje jedna z pań. „Chciałabym być pierwszą osobą która zobaczy jak stawia pierwsze kroki, mówi pierwsze słowa… Chociaż uważam, że tatusiowie bardzo dobrze sprawdzają się w roli samodzielnych opiekunek, to wolałabym jednak wykorzystać maksymalnie ten rok.” – mówi inna. „Dziecko potrzebuje zarówno mamy ja i taty. Zresztą w Polsce mężczyzna przeważnie więcej zarabia. A pracodawcy po powrocie do pracy źle traktują kobiety: otrzymują inny etat, pracodawca wszystko robi żeby się kobiety pozbyć z pracy bo tak mu wygodniej.” – komentuje inna pani. Jednak niektóre z pań uważają, że mężczyźni nie sprawdzą się dobrze w tej roli. Co je zniechęca? ”Podejście ojca. Niestety to kobiety są wielozadaniowe i radzą sobie z wieloma obowiązkami. Jeżeli urlop tacierzyński miałby polegać na tym, że i tak większość obowiązków domowych mam wykonać samodzielnie po swojej pracy to wolę zostać z dzieckiem w domu i cieszyć się każdą chwilą.” – argumentuje jedna z kobiet.

Większość badanych kobiet uważa, iż ojciec mógłby przejąć opiekę nad dzieckiem.

25% stwierdziło zaś, że trudno jest powiedzieć czy ojciec dziecka były gotowy podjąć się opieki podczas jej wcześniejszego powrotu do pracy. Jak widać, panie coraz bardziej przekonują się do tego, że mężczyźni mogą przejmować rolę opiekunek maluchów na równi z kobietami. Ciekawe, co na to ojcowie? Ale to już temat innego badania.

Od Redakcji: W sierpniu publikowaliśmy wyniki podobnego badania, w artykule Dłuższy macierzyński? Nie, dziękuję! – przeczytajcie czym się różnią.
Jakie zatem jest prawdziwe zdanie rodziców na temat urlopów?

Artykuł pochodzi od Agencji PR Pawłowska Media

Zdjęcie: Pixmac 

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Podyskutuj

Zabezpieczony: Nowe zawody – krótkie historie o naszych rozmowach z dziećmi o pracy

Brak zajawki, ponieważ wpis jest zabezpieczony hasłem.
  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 21/01/2019
Pracownicy Franklin Templeton Investments

No właśnie.

Jak rozmawiać z dziećmi, żeby rozumiały, na czym polega nasza praca i po co ją wykonujemy – tak, by było to coś więcej niż „pracuję przed komputerem” czy „jestem na spotkaniach”? W jaki sposób możemy pomóc dzieciakom w zrozumieniu naszej profesji?

Zapytałyśmy pracowników firmy Franklin Templeton Investments o to, jak rozmawiają z dziećmi o swojej pracy. Oto cztery historie.

Agnieszka – Health & Safety Specialist. Prywatnie mama dwóch chłopców.

Jemy sobotni obiad. Rozmawiamy z naszą dwójką chłopaków o poważnych sprawach: jak wyobrażają sobie przyszłość. Pięcioletni Krzysiek snuje opowieści o tym, jak jego koleżanka z przedszkola zamieszka w naszym domu, urodzi dzieci, a on zostanie szefem policji. Sześcioletni Adam skupia się na opowieściach o pościgach policyjnych, w których będzie brał udział.

— Bardzo pożyteczny zawód sobie wybraliście — mówię. — Pamiętam, jak kiedyś mówiliście, że chcielibyście pracować tak jak wasz tata albo tak jak ja.
Na co Krzyś odpowiada:
— Jak czasem pójdę do mamy pracy (do Franciszka – tak kojarzą nazwę) i posłucham, to już mam dosyć. Oni tam tylko o „pieniędzach” rozmawiają. Oni potem muszą długo język szorować i podniebienie też. Od tych dziwnych słów. Wszystko przez te bankomaty.

Innym razem starszy syn spytał:
— Mama Mateusza (kolegi z przedszkola) produkuje ketchup, a co u ciebie w pracy produkujesz?
Jak pięcio- i sześciolatkowi wytłumaczyć, co znaczy pracować na stanowisku „Health and Safety Specialist” w firmie, w której większość pracowników jest finansistami? Świetną okazją do przybliżenia określenia „muszę iść do pracy” były rodzinne warsztaty zorganizowane w naszym biurze, w których dzieci pracowników mogły dowiedzieć się, jak zachowywać się w niebezpiecznej sytuacji i jak udzielać pierwszej pomocy oraz zobaczyć, gdzie mama lub tata pracuje.

Chłopcy mogli wówczas nie tylko zobaczyć biuro, ale również pomagali mi w przygotowywaniu całego wydarzenia. Przynosili fantomy, bandaże oraz defibrylator AED. Widzieli jak powstaje prezentacja o zasadach bezpieczeństwa na drodze do przedszkola, zasadach bezpieczeństwa podczas pożaru itp. Te warsztaty zdecydowanie pomogły mi pokazać synom, czym zajmuję się, kiedy mówię „idę do pracy”. Mogli zrozumieć, co kryje się pod pojęciami „prezentacja”, „szkolenie”, „ewakuacja” i „defibrylator” (trudne słowo ☺).

Myślę, że wycieczka po biurze, podczas której koleżanka opowiadała o naszej pracy, przyniosła skojarzenie bankomatów z branżą, w której pracuję. A starszemu wytłumaczyłam, że w pewnym sensie u mnie w pracy produkuje się pieniądze – gdy ktoś posiada oszczędności (pewien kapitał), to można sprawić, aby pieniądze dawały nam kolejne pieniądze.

Kuba – Manager PMO (Project Management Office). Tata dziesięcioletnich Zosi i Marysi.

Z czasów swojego dzieciństwa pamiętam, że zawody rodziców nie były czymś skomplikowanym. Moi rodzice byli wówczas nauczycielką i marynarzem, a wśród kolegów i koleżanek były dzieci strażaków, żołnierzy czy lekarzy. Dziś wydaje się to dużo trudniejsze.

Moja historia wytłumaczenia córkom, czym się zajmuję była dość przypadkowa i stało się to jeszcze kiedy byłem Project Managerem. Razem z dziewczynkami często oglądaliśmy ich ulubioną wówczas kreskówkę, „My Little Pony”. Pewnego dnia, kiedy miały jeszcze jakieś pięć czy sześć lat, oglądaliśmy odcinek „Pożegnanie zimy” (sezon 1, odcinek 11).

W tym odcinku kucyki przygotowują swoją wioskę do przyjścia wiosny, budzą zwierzątka, przeganiają chmury czy usuwają lód z jeziora. Niestety w wyniku różnych zdarzeń mają opóźnienie i mogą nie być gotowe na czas. Wtedy z pomocą przychodzi główna bohaterka, Twilight Sparkle, która jest świetna w koordynacji. Rozdziela zadania pomiędzy kucykami i kontrolując na swojej liście ich wykonanie, pomaga zdążyć ze wszystkim przed przyjściem wiosny.

Wtedy mnie olśniło:
— Dziewczyny, ja właśnie zajmuję się w pracy tym, co tu robi Twilight. Pomagam innym w zrobieniu ich zadań, które mają wspólnie jakiś większy cel. To właśnie robi Project Manager.
Jakiś czas później awansowałem i zostałem Kierownikiem PMO, Biura Zarządzania Projektami. Nawiązując do wcześniejszej historii, wytłumaczyłem córkom, że teraz jestem szefem takich Twilight Sparkle. Dziewczynki od razu zrozumiały i były ze mnie bardzo dumne, ponieważ ich tata właśnie został Księżniczką Celestią.

Monika – Talent Acquisition Lead. Mama siedmioletniej Hani.

Na co dzień zajmuję się rekrutacją pracowników i wszystkim, co się z nią wiąże – od dotarcia do odpowiednich kandydatów, przez rozmowy rekrutacyjne, wsparcie liderów z różnych krajów w procesie rekrutacyjnym, po przygotowanie oferty dla kandydata. Ta część jest dosyć prosta do wytłumaczenia i rozmawiając o mojej pracy mówię prosto: szukam kandydatów, którzy chcieliby u nas pracować, spotykam się z nimi, sprawdzam czy pasujemy do siebie, jestem częścią zespołu, ktoś nami zarządza itp.

Po jej zabawie z koleżankami mogę wnioskować, że tę część o zarządzaniu zespołem córka rozumie bardzo dobrze, a po pytaniach, jakie zadaje mi po pracy, mam poczucie, że mniej więcej wie, co to rekrutacja i po co się ją robi. Na pewno w zrozumieniu, czym się zajmuję w pracy pomogła wizyta córki w biurze czy na stoisku „u mamy” na targach pracy. Łatwiej jest wytłumaczyć, co robimy na co dzień, kiedy dziecko zna otoczenie i ma szansę uczestniczyć w jakiejś sytuacji zawodowej chociaż przez chwilę.

Drugim obszarem, za który jestem odpowiedzialna jest koordynacja projektów Employer Brandingowych. I tutaj robi się już trochę trudniej…
W ubiegłym roku przygotowywaliśmy po raz pierwszy kampanię outdorową promującą nas jako pracodawcę. Duży billboard na Śródce (kto z Poznania, ten wie). Więc zbliżając się do punktu, opowiadam, że mamy taką kampanię, że promujemy firmę, żeby kandydaci chcieli u nas pracować. Widzę lekką ekscytację. Wjeżdżamy na rondo i mina rzednie.

— Nie podoba Ci się? — pytam.
— …Ughh. Nie… Bo ja myślałam, że ty tam będziesz tak stała i machała ręką: chodźcie, chodźcie do nas!
Cudownie prosta parafraza tego, co robię na co dzień ☺.

Łukasz – GPAS Supervisor. Tata siedmioletniego Gustawa i pięcioletniej Heleny.

Zanim dołączyłem do Franklina, przez wiele lat pracowałem jako radca prawny. Dzieci już w wieku przedszkolnym mają ogólne pojęcie na temat tego, czym jest prawo i z dużym zainteresowaniem słuchają, gdy oznajmi im się, że mają jakieś prawa. Dużo mniej interesuje je, gdy chwilę później dostają komunikat, że mają też i obowiązki, ale to już inna historia.

W każdym razie mają jakieś wyobrażenie – sądy i sędziowie pojawiają się w bajkach. Wiedzą też, czym jest umowa, więzienie itp., więc w rozmowie jest do czego nawiązać. Znacznie trudniej jest wytłumaczyć, czym zajmuję się taraz, pracując w globalnej firmie, w której stanowiska są wąsko wyspecjalizowane i zazwyczaj pokrywają wycinek czegoś bardzo charakterystycznego dla sektora finansowego.

— Tato, jak to jest, że się siedzi przed komputerem i z tego są pieniądze? — zapytał kiedyś mój syn.
Otworzył tym sposobem puszkę Pandory z napisem „komputer jako narzędzie pracy”. Temat rozległy, bo przecież nie tylko ja „siedzę przed komputerem”, ale też mama, architekt, który projektuje domy i nawet pani nauczycielka, która zaznacza obecność w dzienniku elektronicznym.

Problem z tymi dyskusjami jest taki, że jedno pytanie rodzi kolejne i bardzo łatwo jest dziecko zarzucić informacjami. Dlatego staram się (nie zawsze skutecznie) formułować wypowiedzi krótkie, zwięzłe i zawierające pojęcia dla dziecka zrozumiałe.

Łatwiej to napisać, niż zastosować w praktyce, dlatego gdy kończą mi się porównania do zabawek, zwierzątek i innych rzeczy, które są dziecku znane, zaczynam do niego mówić jak do dorosłego. Tak, jakbym mówił do kolegi czy koleżanki. I ta metoda bywa zaskakująco skuteczna, bo zazwyczaj sami nie doceniamy własnych dzieci.
Moja mama kiedyś tłumaczyła mojemu synowi, że pracuję u „pana Franklina”. Myślę, że w jego głowie wyglądało to mniej więcej tak:

Sprawdź najnowsze oferty Franklin Templeton Investments i dołącz do zespołu! >>>

Śledź profil firmy na LinkedIn

www.franklintempletoncareers.com

Zdjęcia: własność Franklin Templeton Investment a okładka „Franklin się rządzi” pochodzi ze strony Wydawnictwa Debit

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj

12 sposobów skąd zdobyć pieniądze na naukę i kursy

Jak skorzystać z bogatej oferty kursów, szkoleń i innych form nauki, kiedy barierą są wysokie koszty nauki? Nie czekaj z założonymi rękami, nie narzekaj, tylko weź odpowiedzialność za swoje życie. Sprawdź jak zdobyć pieniądze na naukę i kursy. Niektóre pomysły być może Cię zaskoczą!
  • Agnieszka Wadecka - 18/01/2019
Mama przegląda smartfon, obok bawi się dziecko

1. Projekt OPEN

Pieniądze na kształcenie z Funduszu Open to nieoprocentowana pożyczka dla dorosłych na różne formy kształcenia, również on-line. Możesz się przebranżowić i zacząć od nowa albo możesz wybrać podniesienie obecnych kwalifikacji. Nie musisz być osobą bezrobotną. Możesz dostać nawet do 100 000 złotych, masz do 5 lat na spłatę, a część spłaty (do 25%) możesz umorzyć.

Szczegółowy opis i warunki znajdziesz w artykule Projekt Open – zdobądź pieniądze na swój rozwój, a wniosek możesz złożyć na oficjalnej stronie projektu.

2. Bony szkoleniowe

Może to nie jest bezpośrednia droga do zmiany zawodu, za to bardzo dobry sposób na podniesienie kwalifikacji pracowników. Właściciele firm mogą skorzystać z zapomogi finansowej w postaci bonów szkoleniowych. Oznacza to, że korzystając z bonów mają możliwość otrzymać 80% dofinansowania na szkolenie, które zapewni sobie i swoim pracownikom. Na stronie internetowej można sprawdzić jakie kryteria musi spełniać przedsiębiorstwo by skorzystać z bonów.

3. Dofinansowanie z Urzędu Pracy

Urząd Pracy oferuje całkowicie bezzwrotne dofinansowanie szkoleń, które pozwolą Ci podnieść kwalifikacje, zmienić zawód albo znaleźć pracę.

Choć takie historie jak Ani  pokazują, że czasem próba załatwienia czegoś w Urzędzie Pracy jest jak walka z wiatrakami, to mimo wszystko warto wejść na stronę Zielonej Linii i poznać szczegóły dotyczące dofinansowań.

4. Pożyczka na kształcenie od Ministerstwa Rozwoju

Ministerstwo Rozwoju w ramach Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój od czerwca 2017 prowadzi nabór wniosków o pożyczkę na kształcenie. Nabory są kilka razy w roku.

Warunki otrzymania zapomogi są niemal takie same, jak w Projekcie OPEN. Możesz je poznać wchodząc na stronę programu.

5. Krajowy Fundusz Szkoleniowy

O dofinansowanie z Krajowego Funduszu Szkoleniowego mogą się ubiegać właściciele firm, którzy chcą zapewnić swoim pracownikom (a także sobie samym) taką formę nauki, która podniesie ich kwalifikacje i da umiejętności niezbędne do wykonywania pracy. Małe przedsiębiorstwa mogą skorzystać ze 100% pokrycia kosztów szkoleń, a większym wystarczy 20% wkładu własnego.

Szczegółowy opis znajdziecie w tym artykule Jak dostać dofinansowanie na naukę – Krajowy Fundusz Szkoleniowy, lub na stronie KFS.

6. Szkolenia finansowane z Funduszy Unijnych

Na Portalu Funduszy Europejskich  można szukać informacji o kursach i szkoleniach współfinansowanych ze środków unijnych. Czasem zdarzają się oferty całkiem darmowych kilkumiesięcznych szkoleń zakończonych praktykami (sama brałam w takich udział), a czasem bywają kursy, które są tylko częściowo dofinansowane. Na pewno warto sprawdzać czy pojawiają się nowe ciekawe propozycje.

7. Programuj z POWER-em

To dość nowy projekt, który gwarantuje nawet 100% dofinansowania na kursy programowania. Jednym z warunków jest to, że osoba zgłaszająca wniosek chce się przebranżowić i nigdy wcześniej nie była związana z IT.

Przeczytaj artykuł Programuj z POWEREM, w którym opisane są szczegóły projektu.

8 – 12. Samodzielnie lub z pomocą

Jeśli wszystkie powyższe sposoby podjęcia dofinansowanej formy nauki zawiodą, musisz pomyśleć nad alternatywnymi rozwiązaniami. Możesz:

  • Przeznaczyć na naukę środki jakie otrzymujesz na przykład z zasiłku macierzyńskiego
  • Odkładać co miesiąc pewną kwotę na swój rozwój i wydać ją z premedytacją na siebie – na naukę
  • Poprosić bliskich o zrzutkę, np w ramach prezentu urodzinowego czy świątecznego
  • Spróbować swoich sił w crowfundingu – jeśli umiesz przekonać świat do swojego pomysłu – nawet nie wiesz jak szybko to może się udać!
  • Po prostu wziąć pożyczkę w banku – pomyśl sobie, że inwestując w swój rozwój znajdziesz lepiej płatną pracę i spokojnie taką pożyczkę spłacisz.

Zaciśnij zęby i rób swoje – powiedziała nam w jednym z najnowszych wywiadów Ula, mama 3 dziewczynek, która przebranżowiła się i zaczynała od nowa. Z Twoją determinacją i pracą – na pewno zrobisz to!

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Wadecka
Szczęśliwa żona i mama trójki dzieci. Macierzyństwo to jej największa pasja, motywująca do rozwoju i działania. Z przyjemnością oddaje się pisaniu. Kocha muzykę, kino i dobre jedzenie. Lubi śledzić trendy i wprowadzać je w życie. Zawodowo początkująca, ale z apetytem na sukces.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail