Czego szukasz

Czy mama może robić karierę ?

Pamiętam, kiedy urodził się jej kochany synek miała 26 lat.
Wszystko jak trzeba. Ślub, kiedy miała 21 lat.
Skończone studia.
Najlepsza pod słońcem synowa, córeczka i żona.
Praca na etacie w szkole.
Niedzielne obiadki, raz u jednych, raz u drugich rodziców.
Niedzielne msze święte.
I przykładne gotowanie obiadków dla całej rodziny.
To dawało jej szczęście.

  • Anna Urbańska - 05/08/2015

Przez chwilę

W duszy drzemały marzenia, pragnienia, cele.

Żyć inaczej, lepiej, więcej.

Ale wiedziała, co należało, wypadało i co powinna.

Znała swoje miejsce w szeregu.

I tak minęło kilka miesięcy sielanki, po urodzeniu dziecka i…, pojawiło się wyzwanie.

Standardowe, jak u większości młodych rodzin.

 

Nie szukaj teraz, co to mogło być?

Odpowiedź jest oczywista!

 

Kasa, kesz, many, pieniądze, gotówka…, a tak naprawdę szansa na przeżycie.

Nie na życie.

 

Jej temperament nie każe czekać, każe działać!

Szukanie rozwiązań to jej drugie imię.

No to znalazła.

Dodatkowa praca poza etatem.

Późne powroty do domu, mniej synka, coraz dalej od męża, ale więcej możliwości, dzięki dodatkowej kasie!

 

Szybko też przyszła świadomość, że świat jest większy, niż jej 49 metrów mieszkania.

Że można żyć swobodniej.

Kupić buty, które stoją na wystawie i puszczają do niej oko.

Pójść na Sylwestra, na tak zwaną salę i ubawić się na maksa.

I kupić dziecku taką zabawkę, o jakiej marzy, bez myślenia, czy wystarczy na czynsz.

 

Przegięła?

Tak, zachłysnęła się!

Tak, chciała więcej!

Tak, nudziła ją rutyna!

 

Czy to dziwne?

Nie wiem?

Był kochający mąż, wspaniała rodzina i ten spokój, ta stagnacja, która ją-zabijała.

Bała się, ale zdecydowała.

Podjęła decyzję, że chce inaczej.

I…klocki posypały się w zastraszającym tempie.

 

Jak to?

Nie odpowiada ci to, co jest?

Przecież dostaliście na „malucha” (tym się wtedy jeździło ;-)).

Przecież wam pomagamy.

Nie jest tak źle.

Przyzwyczaisz się.

Co to za fanaberie.

I „ Tatuś” męża który całym sobą i swoją siłą fizyczną pokazuje jej, gdzie powinna być…

I rozterki, co dalej robić?

Co Ty byś zrobiła? Jakie decyzje podjęła?

Wszystko potoczyło się bardzo szybko.

Rozstają się, sprzedają mieszkanie, każde idzie w swoją stronę.

Nowa rzeczywistość, nowe wyzwania, nowe doświadczenia.

Dopiero teraz uświadomiła sobie, jak bardzo ważną rolę odgrywał w codziennym planie dnia tato synka.

Ile czasu inwestowała teściowa.

 

Czy było lekko?

Nie!

 

Ale było na jej sposób

Nauczyła się organizować sobie czas sama.

Każdy moment, kiedy mały był w przedszkolu wykorzystywała na pracę i zarabianie pieniędzy.

Kupiła mieszkanie, duże w jej mniemaniu, ponad 70 metrów kwadratowych.

Kupiła auto i było szybciej.

Przyszła też świadomość, ile wyzwań czeka na mamę, która sama wychowuje dziecko.

 

Wieczory były najgorsze.

Zmęczenie totalne.

Przygotować się na kolejny dzień do pracy. Klasówek swoim uczniom nie oddaje już drugi tydzień.

Pranie, prasowanie, bajka wieczorna dla synka.

 

A kiedy on już śpi, w końcu można zrobić coś dla siebie

Najpierw nastawić budzik na jutro, potem wyczekiwana lampka wina.

I ten luz, ta przyjemność, to uczucie odprężenia…

I druga, trzecia, kolejna butelka.

Przecież jakoś trzeba odreagować.

 

Do momentu, kiedy którejś nocy obudziła się na podłodze, w kuchni, ze skaleczoną, od zbitej lampki z winem, ręką.

 

Szok, jak to się stało?

Przecież potrafi się kontrolować, panuje nad TYM.

 

I przyszło przebudzenie

Koniec z alkoholem.

Koniec z trzymaniem kilku srok za ogon.

Koniec z pracą ponad siły.

Jest decyzja.

Teraz odejdzie z etatu i będzie budować swoją firmę.

 

Ryzyko…

Kiedy kładzie na biurku wypowiedzenie, słyszy, że zwariowała!

Odchodzi z pewnej, ciepłej posadki nauczycielskiej. Ludzie kręcą jej kółka na głowie.

 

Ale ona już wie, kim nie chce być.

Jak nie chce żyć.

 

Kolejne kilka lat to oglądanie syna przy okazji odbierania go od rodziców.

To tysiące kilometrów miesięcznie w podróżach biznesowych.

To wieczorne rozmowy przez telefon, z coraz większym mężczyzną.

I zabijające poczucie winy, że coś traci bezpowrotnie.

 

Ale…

Też wiele satysfakcji z wykonywanej pracy.

Pasji z jaką każdego dnia rozwija siebie, swoje horyzonty.

Radości, kiedy pojawiają się nowe możliwości, nowi klienci dzwonią sami.

I coraz większe bezpieczeństwo finansowe.

 

Świetnie pamięta, kiedy miała na tydzień do zagospodarowania 10 zł.

Mały jadł w przedszkolu, więc na chleb i ser wystarczało.

Poza tym można było pod wieczór, pod byle jakim pretekstem wpaść do znajomych i załapać się na „krzywo” na kanapkę.

 

Więc teraz było lepiej

Firma rosła, coraz więcej pracowników, dzięki którym zrzuciła z siebie miliony obowiązków.

Kolejna firma.

Zarząd w następnej.

Kolejne studia, kursy, szkolenia.

Coraz więcej obowiązków, ale coraz lepiej zagospodarowany czas.

Nastoletni syn i wspaniała relacja z nim.

Świetny kontakt z rodzicami.

 

Dojrzałość

I czas dla siebie.

I czas na to, aby mógł pojawić się jakiś ON.

 

Dziś wie, że warto było.

Warto było zapłacić każdą cenę, czasu, relacji, samotności.

Dziś jest szczęśliwa.

 

Jej syn jest dorosłym człowiekiem.

Ma swoje pasje, przyjaciół.

Mają fantastyczną, pełną zaufania relację.

 

Cztery lata temu na szkoleniu poznała, takiego jak ona pasjonata rozwoju osobistego. Tak samo kochającego czytać.

Przeszli trudną, kolczastą ścieżkę, ale znowu warto było.

Jej firmy rozwijają się.

Pisze drugą książkę.

Siedzi w ogrodzie i czyta.

Kocha swoje życie.

Jest szczęśliwa

I, kiedy młode kobiety podczas konferencji pytają JEJ, czy można zrobić karierę będąc mamą, z uśmiechem odpowiada: „A jak myślisz”?

I pokazuje zdjęcie swojego wspaniałego syna.

Zdjęcie: Autorka

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Anna Urbańska
Master Trener Structogramu, metody rozwojowo-edukacyjnej, dzięki której ludzie prawdziwie poznają siebie i mogą być krok przed swoimi zachowaniami. Wiedzę zdobywa u takich Mentorów jak Anthony Robbins, Blair Singer, T.Harv Eker, Alex Mandossian czy Brian Tracy. Pracuje z największymi firmami międzynarodowymi. Od 17-tu lat zarządza Centrum Edukacyjno-Consultingowym CONCRET i jest wiceprezesem zarządu i partnerem Instytutu Colina Rose. Jeden z nielicznych na świecie neurocaochów.
Podyskutuj

Nie wróciłam do pracy, ale wykorzystałam inne możliwości – list od Kasi

Niejedna mama, która planuje powrót do pracy po urodzeniu dziecka, bije się z wieloma myślami. Czy wracać już, czy nie wracać, czy się to opłaca, czy też nie itd. Przeczytaj historię Kasi i zobacz, że jej decyzja przyniosła wiele dobrego dla niej i jej rodziny.
  • Listy do Redakcji - 15/06/2020
kobieta siedzi przy swoim biurku

Kiedy musisz podjąć decyzję, czy wrócić do pracy, czy zostać z dzieckiem w domu, pojawia się wiele kotłujących myśli w głowie. Jedną z nich jest „nie opłaca mi się wrócić do pracy”. Przekonanie, które czasami jest mocno w kobietach zakorzenione. Jednak bywa, że podjęcie decyzji o pozostaniu w domu właśnie z tego powodu, może okazać się drogą do czegoś nowego. I tak było w przypadku Kasi, która do nas napisała. Kasia nie wróciła do pracy i wyszło z tego wiele dobrego. Przeczytaj jej list!

Trudna decyzja

Dokładnie tak pomyślałam rok temu, „że nie opłaca mi się wrócić do pracy” i nie wróciłam do pracy w szkole. Zostałam z moją córką, w domu.

Pomyślałam, że połowę wypłaty oddam na prywatny żłobek plus inne koszty i wyjdę na zero. To była moja pierwsza motywacja, oczywiście bardzo chciałam być blisko mojego dziecka, ale jednak aspekt ekonomiczny troszkę tu zaważył.

Przeczytaj także historię Kasi: Musiałam odejść, ale nie poddałam się.

Diagnoza córki

Jest kilka „ale” w tym wszystkim. Dwa tygodnie od podjęcia przeze mnie – a właściwie przez nas – decyzji o pozostaniu w domu, mojej córce postawiono diagnozę: głuchota postępująca. Wtedy już wiedziałam, że moja decyzja była dobra. Zajęłam się córką na 100%.

Mój rozwój

Jestem surdopedagogiem z wykształcenia, ale to nie koniec. W maju założyłam firmę i zaczęłam współpracę z Akademią JA. Od września prowadzę zajęcia w dwóch grupach. To nadal nie koniec. 🙂 Od grudnia zaczęłam pracę jako logopeda i surdopedagog w poradni. Pracuję z małymi dziećmi do 5 roku życia, na razie dwa dni w tygodniu popołudniami, ale już wiem, że będzie tych spotkań więcej. Robię to co lubię.

Przeczytaj także: Jak przeżyć powrót do pracy? – list od Moniki

Gdybym wtedy wróciła

Gdybym rok temu wróciła do szkoły, wciąż bym tak była i rozmyślałabym co by było, albo jak się wyrwać z tego kieratu. Nie miałabym takiej satysfakcji z pracy jak teraz. Mam za sobą rewelacyjny rok, poznałam cudownych ludzi, uwierzyłam w siebie, robię to co lubię. Teraz zastanawiam się czy w ogóle wrócę do szkoły. Może jednak czasem „nie opłaca mi się wrócić do pracy”, jest podświadomą decyzją o podjęciu czegoś nowego. Czasami jest to danie sobie szansy? U mnie tak właśnie wyszło.

Wiele się wydarzyło przez ten rok. Gdybym wtedy nie podjęła takiej decyzji nie byłabym tu gdzie jestem, nie doświadczyłabym tego czego doświadczyłam i doświadczam.

Przeczytaj także: [02] Jak przygotować dziecko na powrót mamy do pracy?

Zdjęcie: Storyblocks

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Listy do Redakcji

Poglądy wyrażone w listach są wyłącznie poglądami ich autorów i nie mogą być uznane za poglądy Redakcji Mamo Pracuj.

Jak przeżyć powrót do pracy? – list od Moniki

Często kiedy mama wraca do pracy, w domu następuje prawdziwa rewolucja. Dlaczego? Koniecznie przeczytaj z czym zmierzyła się Monika i jak sobie poradziła.
  • Listy do Redakcji - 19/05/2020
kobieta pracuje w biurze

Tradycja a rzeczywistość

Według mnie wszystko się bierze z tradycyjnej roli kobiety, która ma wpisane w zakres swoich obowiązków opiekę nad dziećmi. Kiedyś kobieta nie pracowała, zajmowała się dziećmi, domem i było to niejako naturalne. Naturalne dla niej, w momencie kiedy dzieci pojawiły na świecie i dla całego jej otoczenia, dla wszystkich. Jednak czasy się zmieniły. Kobiety się kształcą, są przygotowywane do innej roli, do pracy, do niezależności, do samodzielności. Są odważniejsze, mają jednym słowem, więcej możliwości. To prawdziwa rewolucja.

Przeczytaj także: Szukasz pracy? Tej wiedzy będziesz potrzebować

Powrót mamy do pracy

Ja niestety też się dałam złapać w pułapkę, tylko nie wiem, czy jest to trafne określenie. Dla większości matek wracających po przerwie do pracy, wyzwaniem jest godzenie obowiązków pracownika i matki. Dla ojca, to nie jest tak wielkie wyzwanie. Wydaje się, że większość spraw i to, jak jest ustawiony podział obowiązków w domu, nadal jednak zależy od nas – kobiet.

Jeżeli stawiamy na rozwój zawodowy lub po prostu czasem musimy wrócić do pracy, to bierzemy do pomocy babcie, opiekunki, nianie, żłobki, przedszkola itp. Jeżeli decydujemy się na pozostanie w domu z dzieckiem, to też większość spraw spada na nasze barki. Zauważyłam, że coraz więcej mam wybiera taką opcję, gdyż pierwsze lata dziecka są bezcenne, i dla dziecka i dla nas mam.

Dzieci i praca

Napisałam, że dałam się złapać w pułapkę, bo będąc z dziećmi, pracowałam dorywczo na zlecenie. Nie całkiem zrezygnowałam z rozwoju zawodowego, bo chyba się tak nie da. Jak się coś już zacznie robić (czy skończy się studia lub ich nie skończy, tak jak w moim przypadku), to jednak cały czas mi czegoś brakowało lub bardziej przekonywana przez innych czułam, że coś mnie omija.

Niemożliwy powrót do poprzedniej pracy

Niczego nie żałuję, wybory podejmowałam sama i wspierał mnie w tym mąż. Twierdził, że to ode mnie wszystko zależy. Babcie były chętne do pomocy, ale więcej było z tym zamieszania, niż korzyści, więc korzystałam okazjonalnie, gdy musiałam lub okresowo/sezonowo wracając już do pracy.

Dzieci chorowały, jeden wcześniak, więc musiałam się bardziej zaangażować, niestety często rezygnując z siebie. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie kłopot z powrotem do pracy. Akurat były redukcje, owszem pracę dostałam, ale że była związana z częstymi wyjazdami, chciałam zmienić dział – bez szans. Zaczęłam szukać innej pracy i zastanawiać się mogłabym robić.

Przeczytaj także: Praca zdalna – gdzie jej szukać i w jakich zawodach?

Szukanie nowej pracy

Okazało się, że większość poprzednich pomysłów i rozwiązań nie działa, że wszystko trzeba wymyślać praktycznie na nowo. To było bardzo ciekawe, ale opatrzone dużymi kosztami. Paradoksalnie ta sytuacja sprawiła, że poczułam się młodo, jakbym po studiach szukała pracy. To bardzo odświeżające doświadczenie, choć, gdy brakuje pieniędzy, może być również frustrujące.

Człowiek jest już dojrzalszy, bardziej świadomy, może na nowo zweryfikować swoje wybory. Jednocześnie ma się świadomość, że niektórzy już osiągnęli tak wiele :), zwykle ciężko na to pracując i często kosztem rodziny, udanego związku.

Przeczytaj także: Jak przygotować się na powrót do pracy

Powrót do pracy

Po powrocie do pracy poczułam, że przez mój dom przeszła wielka rewolucja. Stare utarte schematy były tak wygodne i komfortowe dla wszystkich oprócz mnie, że aż się zastanawiałam, czy to możliwe. Mąż który zawsze się ze mną zgadzał nagle zaczął mieć inne zdanie.

Prace domowe, które mu przekazałam, a miałam wyćwiczone, robiłam szybko i perfekcyjnie, nagle zaczęły być ciężarem. Ja po pracy byłam zmęczona, a mąż je robił inaczej i dłużej, jakoś tak nieporadnie. I mimo, że mąż uczestniczył w życiu rodzinnym bardzo aktywnie, jak wracał z pracy, dużo rzeczy teraz musi się uczyć.

A ja uczę się odpuszczania, olewania, nieprzejmowania się i przekazywania spraw do załatwienia ze świadomością, że mogą one być wykonane gorzej.

Wszystko się zmienia

Jeszcze dużo przede mną, ale rewolucja trwa.

Moja bliska koleżanka, kiedyś podczas spaceru z dziećmi w parku, powiedziała, że nasi mężowie na pewno się tyle nie napracują co my i myślę, że miała rację.

Wtedy już zaczęłam inaczej patrzeć na domowe obowiązki. Nie może być tak, że mąż chodzi tylko do pracy, a jedynie do mnie należy ogarnięcie spraw rodzinnych. Gdy jestem w domu, to za wszystko odpowiadam, ale nie wszystko sama robię. Trzeba też zadbać o odpoczynek i równowagę.

Przeczytaj także: Jak naładować swoje wewnętrzne baterie (nie tylko w czasach koronawirusa)?

Teraz moim wyznacznikiem jest energia jaką mam, staram się nią dobrze zarządzać i nie robię nic ponad swoje siły. Proszę dzieci o różne rzeczy i męża oczywiście. 🙂 Niech też się czują potrzebni, spełnieni i odpowiedzialni. 🙂

Ważne jest, by co jakiś czas weryfikować nasze sprawy, zadania i obowiązki, by nikt nie czuł się bardziej obciążony. Dzieci rosną i wszystko się zmienia, my i nasze potrzeby również.

Monika

Zdjęcie: Pixabay

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Listy do Redakcji

Poglądy wyrażone w listach są wyłącznie poglądami ich autorów i nie mogą być uznane za poglądy Redakcji Mamo Pracuj.

Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×