Czego szukasz

Czas tylko dla siebie? Czy to możliwe?

Przede mną wytęsknione, zarezerwowane jeszcze w styczniu, warsztaty z jogą na greckiej wyspie. Myślę o nich od paru lat, ale do tej pory nie miałam odwagi: rodzina, praca, wyrzuty sumienia, że można mieć czas tylko dla siebie. Nie poświęcać go dzieciom, mężowi, przyjaciołom, ale wyłącznie swoim potrzebom. Brzmi przerażająco, prawda? W tym roku postanowiłam ruszyć do przodu i spełnić parę swoich marzeń, a ta wycieczka jest jednym z nich.

  • Natalia Gozdowska - 28/09/2019
rower nad brzegiem morza

Przedwyjazdowy stres

Wrzesień nie jest dla mnie najlepszym terminem na samotny, relaksujący wyjazd. Trwa zamieszanie, związane z początkiem roku, młodszy syn poszedł do nowego przedszkola i zmieniliśmy mieszkanie. A może zrezygnować? Jak oni sobie beze mnie poradzą? Raz jeszcze patrzę na opis mojej wymarzonej wycieczki, mail organizacyjny i zaczynam wizualizować sobie „Pistacjową Wyspę”. Pojadę! Co ma być to będzie, to tylko (i aż😉) tydzień!

Sobota. Dzień wyjazdu. Jestem zmęczona porannym domowym chaosem. Pół dnia minęło mi na gotowaniu, pisaniu instrukcji, które leki dla kogo, potem na szybkim pakowaniu. W tym wszystkim pilnowałam się, by pamiętać, że to ostatnie godziny z dziećmi przed moim wyjazdem. Nie udało się jednak ich „książkowo” wykorzystać, przez co moje matczyne poczucie winy urosło do kwadratu. Czuję jak bardzo mam ściśnięte gardło i trudniej złapać mi oddech. Gdy zamykam walizkę, dopada mnie refleksja, że tego typu wyjazdy są zawsze okupione zbyt dużym stresem… Zastanawiam się czy warto.

Towarzyszki podróży

Chłopcy odwożą mnie na lotnisko, odprawiam się i nie mogę uwierzyć, że mam tyle czasu dla siebie! Wieczorem lądujemy w Atenach. Już w samolocie słyszałam jak ktoś rozmawia o jodze. Z ciekawością wypatruję twarzy osób, które staną się moimi towarzyszami w najbliższych dniach. Zauważam grupkę kobiet w różnym wieku. Bingo! Po wyjściu z hali przylotów czeka już nasza nauczycielka – Kasia Bem.

Jestem niepewna, co przyniosą kolejne dni. Okazuje się, że większość z nas praktykuje jogę sporadycznie, więc odpada stres, że nie dam rady. Cel tego wyjazdu to rozciągnięcie, wyciszenie, relaks, złapanie innej perspektywy i oddechu.

W Pireusie meldujemy się w kameralnym hotelu, z którego następnego dnia wyruszymy do portu. Wstajemy świtem. Greckie, nadmorskie miasto powoli budzi się ze snu. Mamy pojechać taksówkami, które wyglądają, jakby nie miały zbyt dużo przestrzeni na bagaże – ku naszemu zdziwieniu, taksówkarze, po niezrozumiałej dla nas naradzie, upychają walizki i otwarte bagażniki wiążą linkami!

Jesteśmy już w porcie, gdy wstają pierwsze promienie słońca. Wsiadamy na prom i od tego momentu nasza cudowna grecka przygoda zaczyna się naprawdę… Jest ciepło, wieje wiatr. Mamy do pokonania 26 km., czeka nas 1,5 godz. na statku.

Nasza grupa to mieszanka wspaniałych kobiet. Jest 30-letnia urocza singielka, 40-letnie mamy w moim wieku, które zostawiły w domu maluchy w wieku przedszkolno-szkolnym, jest też parę doświadczonych kobiet, które na co dzień borykają się już z problemami nastolatków. Zadziwia i imponuje grupa fantastycznych, świetnie wyglądających przyjaciółek, które okazują się być już babciami. Radości życia i energii można się od nich uczyć!

Liczę na to, że ten wyjazd, pomimo grupowego charakteru da mi przestrzeń do tego, by pobyć sama ze sobą, by poczuć „odrębność”. Warto skorzystać z okazji, by odnaleźć się na nowo, by definiować się jako „Ja” a nie mama, żona, HR-owiec…

Na wyspie

Egina zachwyca. Port w małym miasteczku wita nas zgiełkiem sobotniego poranka, topiącymi się w blasku słońca łódkami, mnóstwem straganów i ludzi z bagażami. Trwa właśnie „Festiwal pistacji”, bo wyspa słynie z tego smakołyku. Weekendy na Eginie to zalew turystów z Aten. Od poniedziałku wyspa cichnie i zmienia się nie do poznania. Doświadczę tego w najbliższych dniach.

Mieszkamy w klimatycznym XIX-wiecznym dworku, miejscu seminariów i warsztatów, związanych z rozwojem. Dom zachwyca atmosferą, ma piękny ogród i mnóstwo nieodkrytych zakamarków. Śniadanie jemy w ogrodzie, przy ogromnym drewnianym stole, pokrytym smakołykami – owocami, lokalnymi serami, figowym dżemem domowej roboty, oliwkami i pomidorami.

Gotują dla nas przemiłe Greczynki – siostry, które wkładają w to całe swoje serce. Ustalamy dyżury, bierzemy na siebie przygotowywanie stołu i znoszenie naczyń po posiłkach. Jest w tym pewien urok, wracam myślami do studenckich, międzynarodowych wyjazdów-wolontariatów, dzięki którym poznałam Portugalię, Turcję, Włochy. Tam też towarzyszyły nam posiłki na dworze, długie rozmowy przy stole i niestandardowa, mało turystyczna przestrzeń.

Kolejne dni z jednej strony przynoszą pewną rutynę – poranne i popołudniowe sesje jogi, śniadania i obiadokolacje. Z drugiej strony mamy do dyspozycji morze czasu wolnego. Zwiedzamy okoliczne miejscowości i miasteczka, jeździmy na plażę.

Egina zachwyca dzikością, zaskakuje brakiem infrastruktury hotelowej. Rowerem przemierzam wyspę i zachwycam się zapierającymi dech widokami i błękitną, przejrzystą wodą, które wygląda jak egzotyczny basen z widokiem na góry.

Na urlopie wciąż Mama

W tym wszystkim wciąż staram się kontrolować sytuację w domu. Po dwóch dniach powoli odpuszczam – mąż dzielnie sobie radzi, rozśmiesza młodszego syna, gdy smutny maluch nie chce iść do przedszkola, przytula dzieci zamiast mnie w nocy. Pilnuje naszego 9-latka, by odrobił lekcje, spakował kanapkę i strój na WF.

Moim zmartwieniem pozostają zajęcia pozalekcyjne – wciąż tylko ja mam wszystkie dane, niezbędne do tego, by zgrać angielski, taniec, zajęcia architektoniczne. Jak dostosować nasze oczekiwania, do potrzeb, pasji syna i planu lekcji, nie zapominając, że czas wolny też jest ważny? Leżąc na plaży piszę do organizatorów kursów, rozmawiam ze starszym synem o emocjach, zmęczeniu, trudnych wyborach.

Pewnego wieczoru sprzeczam się wirtualnie z mężem, nasze pomysły, dotyczące zajęć syna różnią się. Ze złości nie mogę zasnąć. Dwa dni później dostrzegam w sobie zmianę. Natura, oddech, rozmowy o rozwoju pomagają mi złapać inną perspektywę – skoro ja uczę się ponownie odnajdywać lekkość i radość życia to dlaczego mam bronić synowi robić to, co lubi, kosztem mojej czy powszechnie akceptowanej wizji rozwoju? Wiem, że ta decyzja będzie niosła ze sobą konsekwencje, ale czuję, że mimo wszystko jest uwalniająca.

Są dwa momenty, w których jest mi bardzo źle, że nie jestem z dziećmi. Syn bierze udział w wyborach do trójki klasowej. Strasznie to przeżywa, ćwiczy przemówienie. Mąż pisze do mnie, że boli go brzuch, zżera stres… przecież to nie ma sensu, może powinien odpuścić? Nie jestem tam, nie wiem, co im poradzić. Piszę „A może pożałuje, że nie spróbował? Zastanówcie się, co będzie dla niego prawdziwą porażką.” Następnego dnia Julek dzwoni, że został zastępcą przewodniczącego, jest bardzo szczęśliwy a ja się wzruszam.

Dzień przed moim powrotem nasz maluch ma pasowanie na przedszkolaka. Dostaję od męża i mamy zdjęcia na bieżąco. Bardzo żałuję, że nie mogę tam być.

W zgodzie z naturą

W połowie tygodnia płynę małym statkiem na wyspę Moni, na której nie ma dróg i samochodów – można tam spotkać jelenie, pawie, zatrzymać się na skalistej, dzikiej plaży. Czas dla mnie zwalnia, chwilowo nie istnieje nic, poza tym, czego doświadczam.

Innego dnia idziemy razem o świcie w góry, do oliwnego gaju, gdzie praktykujemy medytację. Taka cisza w umyśle pojawia się pierwszy raz w moim życiu.

Natura składania do rozmyślań, na które tak dawno nie miałam czasu. Zastanawiam się, jak znajdować w życiu przestrzeń dla siebie i swoich marzeń. Jak dbać o dobre samopoczucie i nie pochłaniać niepotrzebnej energii na walczenie z przeciwnościami, ze złością i zmęczeniem. Jak patrzeć na problemy z pozycji obserwatora, żeby złapać do nich dystans.

Moim odkryciom towarzyszy lekki niepokój, że zapomnę o nich po powrocie do naszego codziennego biegu i domowo-zawodowego zamieszania.

Pożegnanie i powitanie

Z Eginy wypływamy siódmego dnia rano. Tym razem podróż promem jest inna, bardziej refleksyjna. Trochę mi smutno, że ten czas się kończy, ale tęsknię już za naszymi najbliższymi. W samolocie rozmowy cichną, myślę o tym jak zapamiętać i utrwalić tę tygodniową lekcję.

Chłopcy witają mnie uściskami i śmiechem. Mam wrażenie, że zaraz zaleją mnie miłością, którą kumulowali przez tydzień. Cieszę się, że Leoś całkiem nieźle zintegrował się z tatą. Wieczorem domaga się męskiej kąpieli, okazuje się, że już nie tylko ja potrafię go uśpić 🙂

Następnego dnia, po odwiezieniu dzieci do szkoły i przedszkola, siadam w ogrodzie, praktykuję oddech kalabati, zamykam oczy i próbuję wyciszyć umysł. Potem ćwiczę powitanie słońca, by trochę rozruszać ciało. Po takim starcie dnia pracuje się najlepiej.

Czy czas tylko dla siebie jest możliwy? Jak najbardziej. Wygospodarowanie go to wyzwanie, które wymaga dobrego przygotowania i wsparcia innych ale jeśli możecie, warto go sobie podarować. Skorzystacie na tym nie tylko Wy 🙂

Zdjęcia: własność Natalii

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Natalia Gozdowska
Zawodowo zajmuje się rozwojem, projektami HR, kulturą organizacyjną, budowaniem marki pracodawcy. Prywatnie mama dwóch wrażliwców, zakochana żona, pasjonatka reportaży, teatru tańca i psychologii. Pisze, fotografuje i wspiera tych, którzy tego potrzebują :)

O co chodzi z tym Blue Monday?

Uwaga, już jest! Paskudny typ, wart swojej złej sławy. Najbardziej przygnębiający i depresyjny dzień w roku. Trzeci poniedziałek stycznia. Drogie Panie, oto Blue Monday.
  • Kamila Jeżowska - Hułas - 20/01/2020
Zimowy krajobraz, dom przysypany śniegiem

Ojcem tego, przyznajmy – niezbyt uroczego dziecka, jest brytyjski psycholog, dr Cliff Arnall. Depresyjny poniedziałek przypada w trzeci poniedziałek roku, kiedy nakładają się na siebie chmurne myśli z różnych sfer naszego życia: ekonomicznej, zawodowej, osobistej.

Trzeci tydzień stycznia, wraz z terminem spłaty karty kredytowej, przynosi niewesołą prawdę o wydatkach na świąteczne prezenty. Regulowanie rachunków przypomina o niedotrzymanych postanowieniach noworocznych, a pogoda za oknem zniechęca do działania. Na dodatek jest poniedziałek.

Jak walczyć (i zwyciężać!) z poniedziałkowym spleenem?

Cios 1: Przyjemniaczki

W świecie idealnym mogłybyśmy zajmować się tylko tym, co ma sens i co sprawia nam przyjemność. Dla znacznej większości mam to odległe luksusy: praca mało nas cieszy, ale pozwala płacić rachunki (ach, te poświąteczne też…), a praca domowa – nawet podzielona przez dwa – sama się nie wykona. Warto jednak znaleźć czas na choćby kilkuminutowe zajęcia, przyjemne  i pożyteczne, a przede wszystkim spójne z naszymi wartościami.

Przyjemniaczki, bo o nich mowa, inspirują, dodają życiowej energii, motywują. W książce „W stronę szczęścia” dr Tal Ban-Shahar, wykładowca z Harvardu, podaje przykład mamy, dla której wartościami są natura i czas spędzony z dziećmi. Plan sobotniej wyprawy z dziećmi poza miasto dodaje jej energii i pozwala przetrwać tydzień w pracy.

A jakie są Twoje przyjemniaczki? Jakie przyjemne i dla Ciebie wartościowe zajęcia potrafią Cię zmotywować? Czy 21 stycznia, zamiast paść przed telewizorem po położeniu maluchów spać, zajmiesz się czymś, co sprawia Ci przyjemność i na czym Ci zależy?

Cios 2: Szczęściobranie

Szczególnym rodzajem przyjemniaczków jest podarowanie swojego czasu i energii innym (tajemnica oczywiście kryje się w zasadzie: im więcej dasz, tym więcej dostaniesz). Zespół z Canterbury College od kilku lat zachęca, aby właśnie depresyjny poniedziałek był dniem małych (i dużych) uprzejmości. Cele są piękne w swojej prostocie:

  • rozpowszechnij tego dnia choć odrobinkę szczęścia (niespodziewany komplement? uśmiech? własnoręcznie upieczone ciacho?),
  • przypomnij sobie o korzyściach jakie niesie uprzejmość (wraca jak bumerang),
  • inspiruj, by uprzejmość się rozpowszechniała (a jest wysoce zaraźliwa!),
  • uprzejmość tworzy i wzmacnia więzi, jest tworzywem tego, co nazywamy człowieczeństwem.

Zasady? Pomysłowość i radość działania. Masz już pomysł?

Cios 3: Energia w pięć minut

Czasami niestety jest tak, że mamy zły humor i już. Przyjmij chandrę z godnością angielskiej królowej, po czym rozkaż jej odejść! Nastaw alarm w telefonie za pięć minut, ponieważ właśnie tyle potrzebujesz, żeby podnieść swoją energię. Przez pięć minut wymieniaj na głos wszystkie pozytywne zdarzenia, jakich doświadczyłaś i doświadczasz. Przynajmniej 40! Co daje Ci radość i pęd do życia? Zdany egzamin? Ciepło skóry Twojego dziecka? Płatek śniegu na rzęsach? Zaufaj sobie i znajdź 40 wspaniałych chwil.

Ćwiczenie powtórz wieczorem. Możesz to zrobić sama, w duecie lub rodzinnie. Znajdźcie 40 pozytywnych emocji z minionego dnia. Wymieńcie się dobrą energią.

Ćwiczenie powtórz rano. Parząc kawę, jadąc do pracy, odprowadzając dziecko do przedszkola znajdź 40 fajnych emocji, których tego dnia pozwolisz sobie doświadczyć.

10, 9…. Nokaut, panie Blue Monday.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Kamila Jeżowska - Hułas
Psycholożka, project managerka, trenerka i coach (twoj-coaching.blogspot.com). Mama 15 - miesięcznego brzdąca, uparcie dążąca do mistrzostwa w godzeniu sfery prywatnej, rodzinnej i zawodowej. W wolnych chwilach ćwiczy jogę i ogląda Formułę 1.
Podyskutuj

Zapanuj nad pętlą. Jak wytworzyć dobre nawyki?

Jest wiele nawyków, które ułatwiają nam życie, bez nich nasza cierpliwość szybko by się kończyła i potrzebowalibyśmy dużo więcej czasu na regenerację sił. Jest też wiele takich, które utrudniają codzienność. Jak możemy je zmieniać?
  • Małgorzata Kowalczewska - 14/01/2020
kobieta pije kawę przed pracą

Wstaję rano, idę do łazienki, myję zęby, potem się ubieram, kawa, śniadanie, wsiadam do samochodu i po krótszej lub dłuższej chwili (w zależności od korków) jestem w pracy. Wtedy kolejna kawa i nagle zaczynam się zastanawiać – jak ja właściwie się tu znalazłam? Nie pamiętam…

Nawyki, czyli czynności automatyczne

Wszystko dlatego, że działałam automatycznie. Mój mózg nie wysilał się zbytnio, bo to czynności, które wykonuję od lat i tak naprawdę nie muszę już ich kontrolować, myśleć o nich, pamiętać, czy być świadomą ich istnienia – bo stały się one nawykami.

Właśnie dzięki temu jesteśmy w stanie przetrwać dzień. Nasz mózg „odpoczywa”, gdy wykonujemy czynności automatyczne. A wyobraźmy sobie, co by było, gdybyśmy każdego dnia musieli kontrolować każdą naszą czynność. Teraz muszę chwycić szczoteczkę i ułożyć ją włosiem do góry, odkręcić tubkę – zaraz, w którą stronę to było… Albo jazda samochodem – pamiętacie Wasze pierwsze razy „za kółkiem”? Jak ogarnąć tyle działań na raz? Naciskać pedały, patrzeć na drogę, na znaki, w lusterka, zmieniać biegi… nie wspomnę o przełączaniu stacji radiowych w międzyczasie, albo ustawieniu klimatyzacji na odpowiednią temperaturę… I gdyby tak codziennie, w ten sam, analityczny sposób myć zęby, przygotowywać śniadanie, prowadzić samochód – o godzinie 10:00 rano bylibyśmy już wykończeni.

Całe szczęście kieruje nami głęboko zakorzeniony schemat. Tylko co, jeśli ten schemat zamiast pomagać, przeszkadza?

nawyki_petla

Pętla nawyku

Charles Duhigg, autor książki „Siła Nawyku” analizując badania naukowe oraz historie różnych ludzi i organizacji, doszedł do wniosku, że powyższe czynniki tworzą pętle nawyku. Jak to działa?

Otóż każde nawykowe działanie jest poprzedzone wskazówką, czyli bodźcem, który mówi nam, aby przejść w tryb automatyczny. Wskazówką może być czas, miejsce, emocja lub osoba, której widok sprawia, że nieświadomie rozpoczyna się określony zwyczaj. Na końcu jest nagroda – coś co sprawia, że nawyk ma charakter pętli.

To nagroda wywołuje w nas pragnienie, aby dany zwyczaj powtarzać. Właśnie dlatego, już na etapie wskazówki w naszym mózgu zachodzą takie reakcje, które normalnie pojawiają się w momencie otrzymania gratyfikacji.

Czas na zmianę

Zauważmy, że przeszkadza nam tylko jedna część pętli nawyku – zwyczaj. I właśnie to będziemy modyfikować. Załóżmy zatem, że nie podoba nam się codzienne podjadanie żelków. Pierwszy krok to zidentyfikowanie wskazówki. Tu czeka nas coś na kształt zabawy w odkrywcę – naszym celem będzie bowiem odkrycie wzorców, jakie nami rządzą.

W tym celu przez kilka dni warto świadomie się obserwować – gdy tylko pojawi się chęć sięgnięcia po żelka, zastanówmy się – która jest godzina, kto jest obok, gdzie jestem, co przed chwilą robiłam, jaka emocja mi towarzyszy. Gdy już wyłuskamy nasz wzorzec, niech to będzie przykładowo uczucie stresu, pora zdefiniować nagrodę. Co mi dają te żelki w obliczu stresu? Może tak się uspokajam? A może po prostu stresując się, głodnieje i potrzebna mi przekąska?

Poznaj też 7 kroków do zbudowania pewności siebie!

Dobre nawyki

Odkrycie, co tak naprawdę jest moją nagrodą wymaga eksperymentów. Jeśli odkryję, że dzięki żelkom się uspokajam (spokój=nagroda), powinnam spróbować innej techniki, np. wyjść na spacer, porozmawiać z kimś, czy posiedzieć chwilę w spokoju. Testujemy jeden sposób kilkakrotnie i zastanawiamy się, czy pragnienie żelków zniknęło. Jeśli tak, otrzymaliśmy swoją nagrodę (spokój) i znaleźliśmy nowy zwyczaj, jeśli nie – sprawdzamy kolejną możliwość.

Nowy zwyczaj

Gdy już mamy wszystkie elementy układanki, tworzymy nową pętlę nawyku: stara wskazówka, nowy zwyczaj i stara nagroda. Dodajemy trochę konsekwencji w działaniu i w efekcie zmieniamy zły nawyk na dobry. Proste? Na pewno nie… Już samo wydobycie wzorców na światło dzienne jest żmudnym procesem, a co dopiero wytrwanie w nowym działaniu.

nawyki_petla_1

Baw się zmianą

Zadanie może nam ułatwić zabawa. Jeśli potraktujemy nasze postanowienie zmiany jako grę, prawdopodobnie oszukamy nieco nasz mózg, który woli działać automatycznie.

Jak się bawić? Możemy wykorzystać kilka elementów – rywalizację, punkty, nagrody. Za każdy pojedynczy sukces (np. spacer zamiast żelków), przyznajemy sobie punkt. Wcześniej warto wyznaczyć sobie określoną liczbę punktów, za które przysługuje nam nagroda (tylko żeby nie były nią żelki…). 🙂

Ponadto warto znaleźć towarzysza – kogoś, kto również zmienia jakiś nawyk i wzajemnie się mobilizować porównując, na przykład, ilość punktów zdobytych w ciągu tygodnia.

No i chwalmy się – ogłośmy znajomym, co robimy i dzielmy się swoimi postępami (bądź ich brakiem). Taki „monitoring społeczny” ma ogromną moc. Nikt przecież nie chce być uznany za słabeusza, który nie realizuje swoich postanowień.

Jak wytworzyć dobre nawyki?

1. Zidentyfikuj zwyczaj, który Ci przeszkadza.

2. Poszukaj wskazówki, która go uruchamia.

3. Zastanów się, co jest Twoją nagrodą.

4. Wymyśl i wypróbuj nowe zwyczaje, które dadzą Ci tę samą nagrodę.

5. Zmotywuj się zabawą i wytrwaj.

Każdy z nas wie, że zmiany nie są łatwe. Pamiętając jednak o perspektywie długoterminowej, czasem warto się pomęczyć przez jakiś czas, aby w przyszłości działać „automatycznie”.

Grafiki: Autorka.

Zdjęcie tytułowe: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Małgorzata Kowalczewska
Coach, socjolog, specjalista ds. PR, mama 2 dzieci, zafascynowana efektywnym działaniem (w tym temacie piszę bloga www.insade.pl), psychologią społeczną, możliwościami ludzkiego umysłu. Uwielbia chodzić po górach, jeździć na nartach i leniuchować w Borach Tucholskich.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail