Czego szukasz

Uwolnij kreatywność na macierzyńskim – Cado

Tym razem rozmawiamy z Jolą Florczyk – 1/2 duetu CADO. Marka, którą tworzy z Moniką Wieciech, stała się sposobem na uwolnienie kreatywności na uropie macierzyńskim. Dziś Jola opowiada o życiu wśród dzieci i… dodatków:)

  • Paulina Sienczyło - 17/06/2014

Jak to się zaczęło?

Cado powstało dość dawno, bo już coś zaczęło kiełkować w formie produktów (a nie tylko nie zrealizowanych projektów na papierze) w 2003 roku, kiedy to spotkałyśmy się na studiach. Już wtedy angażowałyśmy się w różne projekt z zakresu mody i sztuki, brałyśmy udział targach, wystawach, realizowałyśmy indywidualne zlecenia. Na potrzeby tych wydarzeń powstała nazwa CADO, taki emocjonalny „słowotwór”, który wyrósł z francuskiego słowa cadeaux czyli prezent.

Lubimy prezenty – dawać i dostawać. I tak oto zaczęły powstawać rzeczy, które stały się prezentem od Kobiet dla Kobiet. Produkty które umilą dzień, dopieszczą… Od początku chciałyśmy tworzyć rzeczy, które łączą w jedno wartości rzetelnego rzemiosła perfekcję wykonania, wysokiej jakości materiały i funkcjonalność. Takie praktyczne, unikatowe prezenty. Nie do znalezienia w sieciówkach.

Po studiach życie jednak nas porwało, Monika spędziła kilka lat projektując dla jednej z polskich sieciówek, a ja współtworzyłam niezależne studio produkcji filmowej. Myśl o CADO jednak nie zniknęła i kilka lat później właściwie za przyczyną Moniki została reaktywowana. W tym momencie Ja miałam już roczne dziecko, a Monika intensywnie myślała o macierzyństwie i projektowaniu w nienormowanym czasie. Szukając sposobu na to, by połączyć macierzyństwo z osobistymi ambicjami i koniecznością zarobkowania, powróciłyśmy do konkretnej, skrystalizowanej myśli o CADO jako o firmie i w 2010 roku zaczęłyśmy działać oficjalne.

Jak wpadłyście na taki pomysł?

Pomysł by projektować był dla nas właściwie naturalny. Mamy twórcze dusze. Jesteśmy projektantami z wykształcenia. Taka naturalna kolej rzeczy… Konsekwencja w działaniu, zdobywaniu doświadczenia i rozwoju. Pytanie dlaczego dodatki? Same je uwielbiamy jako kobiety: za multifunkcjonalność i ponadczasowość. Za to, że to one budują ostateczny look. CADO właściwie wyraża nasze podejście do świata i ludzi – korzystamy z materiałów wyprodukowanych fair trade, z troską o ekologię i prawa pracowników. Staramy się nie robić nadprodukcji. Wspieramy lokalnych przedsiębiorców i wierzymy, że polski produkt może być nowoczesny, piękny, funkcjonalny i jednocześnie wysokiej jakości. Nasze projekty są skierowane do osób, które chcą wyglądać naturalnie i czuć się komfortowo, realizując potrzeby indywidualizacji stroju i tworzenia swojej autorskiej „recepty” na życie. W CADO nie ma schematów, jest ono płynne – wyraża idee twórczego zaangażowania i kreowania świata, by był lepszy,bardziej przyjazny i dostępny. Chcemy podkreślać wyjątkowość i unikalność każdego z na

Jak długo czasu minęło od pomysłu do realizacji firmy Twoich marzeń?

Cado wciąż się rozwija, jesteśmy w drodze. Obecnie po ponad 4 latach działalności możemy stwierdzić z dumą, że weszłyśmy na poziom na jakim od początku chciałyśmy się znaleźć, aby móc efektywnie realizować kolejne założenia, bez strachu i ograniczeń.Teraz prosperujemy na zasadach rynkowych. Działamy planowo, ale elastycznie. Inwestujemy. Tworzymy kolejne limitowane serie produktów, które mają swoich zwolenników i odbiorców. Zbudowałyśmy sieć doświadczonych podwykonawców z którymi łączą nas trwałe, nie tylko zawodowe więzi. Wiemy co słychać u nich i ich rodzin. Mamy też skonkretyzowane plany rozwoju na przyszłość.

Czy miałyście wsparcie najbliższych? Kto jeszcze Was wspierał, czy skorzystałyście ze wsparcia Urzędów Pracy, funduszy europejskich?

Cado było od początku finansowane tylko z własnych środków. Rozpoczęłyśmy od bardzo niewielkiej inwestycji. Każda z nas zainwestowała po 2000 PLN za które kupiłyśmy pierwsze dzianiny.W miarę jak zainteresowanie naszymi produktami rosło – kolejne inwestycje realizowane były z bieżących środków. Oprócz naszych bestsellerów – wielofunkcyjnych szali i Zamotek® (naszyjników dzianinowych) projektujemy torby z włoskich skór pozyskiwanych z końcówek kolekcji, w naszej ofercie znajdziecie wszelkie formy otulające ciało, stale rozszerzamy ofertę, badamy rynek, testujemy. Słuchamy Klientów i ich potrzeb. Cado to przede wszystkim całościowa idea, mająca w swoim centrum szacunek dla niepowtarzalności każdej osoby i jej potrzeb. Codziennie. Jesteśmy z tego ogromnie dumne, bo udowodniłyśmy sobie, że aby zrealizować marzenia wystarczy chcieć.

[view:ad_intext_superbanner_1=block]

Oczywiście nie byłoby to możliwe, gdyby nie ogromne wsparcie rodziny i przyjaciół. Na sukces CADO pracowało z nami wiele życzliwych dusz, którym w tym miejscu z całego serca dziękujemy 🙂 Jeśli to czytacie – wiecie, że to do Was 🙂

Jak szukacie klientów? Kończyłyście jakieś dodatkowe kursy? A może same uczycie się wszystkiego?

Cado wyrosło na gruncie przyjaźni i zbliżonej wrażliwości estetycznej. Jest marką autorską stawiającą na nowatorskie rozwiązania. To podbudowane nieustanną pracą, rozwojem własnych umiejętnościoraz wzrostem świadomości konsumenckiej i wymagań Klientów spowodowało, że odnalazłyśmy własną niszę. Promujemy się właściwie poprzez produkt, jego względy i założenia estetyczne. To Klient odnajduje nas. Nasze produkty można znaleźć online na wybranych platformach sprzedażowych w Polsce i poza granicami kraju. Działamy bez ograniczeń geograficznych. W celu promocji jak większość osób z branży korzystamy z social media, bierzemy udział w targach. Cenimy sobie również ten osobisty rodzaj kontaktu z Klientem gdzie jest miejsce na chwilę rozmowy o życiu, potrzebach… Osobisty kontakt z odbiorcą daje nam możliwość skonfrontowania naszych pomysłów z oczekiwaniami i dużo nas uczy.Ze względu na kierunkowe wykształcenie i zdobyte wcześniej doświadczenie w projektowaniu i produkcji w pewnych kwestiach jest nam łatwiej. nie osiadamy jednak na laurach.

Rozwój osobisty i zawodowy jest dla nas bardzo ważny, więc w miarę możliwości czasowych uczestniczymy w różnego rodzaju szkoleniach i warsztatach, których wybór i tematyka podyktowana jest tym z czym akurat w danej chwili się mierzymy. Do życia podchodzimy elastycznie kierując się często intuicją i również w temacie szkoleń ta zasada pozwala nam trafiać w miejsca gdzie dostajemy wiedzę której potrzebujemy. Pozostajemy otwarte i szybko reagujemy 🙂

Jaką sumę na początek musiałaś zainwestować?

Jak już wspomniałam wcześniej nasza inwestycja na początku była niewielka. W sumie na początek zainwestowałyśmy 4000 PLN. Firma od początku zarabiała na siebie, jednak początkowo zyski w całości były reinwestowane, dzięki czemu nie korzystając z zewnętrznego finansowania a byłyśmy w stanie stale się rozwijać. Zauważalne zainteresowanie potencjalnych Klientów i pozytywny odbiór otoczenia pozwoliły nam uwierzyć, że jesteśmy na dobrej drodze.

Twoim zdaniem, czy to że jesteś mamą w jakikolwiek sposób wpływa na prowadzenie biznesu?

Oczywiście. Mogłabym tu wymienić szereg oczywistych trudności jak choroby dzieci, śmierć chomika, zgubiona zabawka czy po prostu zły dzień. Paradoksalnie jednak właśnie takie sytuacje stricte „macierzyńskie” kształtują w nas takie cechy jak opanowanie, skuteczność działania i szybkość reakcji. Dzięki naszym dzieciom obie zrobiłyśmy doktorat z efektywnego planowania i domowej logistyki 😉 Nie mamy czasu aby codziennie spędzać wiele godzin na naradach i telekonferencjach, musimy działać zdecydowanie i szybko, ale elastycznie. W większości przypadków się nam to udaje.

Jak myślisz, czy dzieci inspirują czy utrudniają pracę?

To bardzo indywidualna kwestia. Myślę, że jak to w życiu trochę utrudniają, ale też i wiele dają. Kiedy na przykład mamy zaplanowany wyjazd, realizację jakiegoś projektu czy inne ważne zawodowo przedsięwzięcie, a z samego rana okazuje się, że któreś z dzieci ma gorączkę i na domiar złego zdążyło zarazić również nianię to zaczyna się „robić gorąco”. Po wielu takich i podobnych sytuacjach, z którymi ścieramy się prawie codziennie, odkryłyśmy, że czasem warto odpuścić. Przełożyć coś. Wdrożyć plan B. Chore dziecko potrzebuje mamy. Nie czarujmy się też, projektować przy dzieciach jest po prostu trudno. Bycie projektantem pochłania czas i energię. Wymaga oczytania, oglądactwa, po prostu bycia na bieżąco z trendem, technologią… Często trudno wykraść odrobinę czasu by spokojnie pomyśleć, odpisać na maile. Zdarza się pracujemy nocą lub nad ranem, kiedy dzieci śpią i jest cicho. Pisma branżowe czytamy w wannie, również w późnych godzinach nocnych 🙂 Jednak jak już wspomniałam powyżej, dzieci wciąż motywują nas do nieszablonowego działania i rozwoju. Do mierzenia się z wyzwaniami, sytuacjami podbramkowymi w których trzeba zachować zimną krew i w tym sensie są ogromną inspiracją. Szczerze powiedziawszy doprowadzenie firmy do takiego poziomu na jakim jest teraz w porównaniu z byciem mamą było po prostu łatwe. Działałyśmy konsekwentnie. Myślę, że wszystkie mamy doskonale wiedzą, a przynajmniej czują podskórnie, o co nam chodzi 🙂

Co daje Wam własna działalność?

Jesteśmy duetem kobiet, matek, projektantek i pasjonatek, które wiedzą czego chcą od życia. Posiadanie własnej marki – firmy jest dla nas ważną częścią życia, drogą i wolnością zarazem.I choć brzmi to dość górnolotnie to daje nam to możliwość robienia tego co kochamy. Pozwala na ciągłe bycie w ruchu, w rozwoju, pozwala na czynne i aktywne „uczestnictwo w świecie”. Czasem bywa miłym relaksem, kiedy możemy się oderwać od problemów dnia codziennego i w całości poświęcić pasji. Czasem nobilitacją, ale i nie rzadko trudnym, frustrującym doświadczaniem. Ponad wszytko jest jednak dla nas ogromną radością i zaspokojeniem naszych zawodowych i wewnętrznych ambicji. A fakt, że nasze projekty podobają się Klientkom, daje dużo pozytywnej energii.

Co chciałabyś powiedzieć innym mamom, które szukają swojej drogi zawodowej?

Warto realizować swoje nawet najbardziej szalone pomysły, nie ważne jak bardzo się w nie, nie wierzy – po prostu warto próbować. Poczucie własnej wartości i siły jaką daje realizacja nawet najmniejszego celu jest bezcennym darem dla nas samych na przyszłość…

http://cado.pl/

Autorką zdjęć jest Kamila Markiewicz – Lubańska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Paulina Sienczyło
Absolwentka zarządzania kulturą i podyplomowego zarządzania zasobami ludzkimi na UJ. Mama Igutki Frygutki i Janka Gałganka. Kiedyś z pasją oddana harcerstwu, potem fajnej pracy w Coca - Coli, obecnie poszukująca swojej drogi zawodowej. Lubi ludzi, gorącą czekoladę w czasie posiadówek niepołomickiej grupy fajnych kobiet, bieganie z kijkami po puszczy w weekendowe poranki. Jest pasjonatką zdrowego trybu życia marzącą o byciu gospodynią - nauczycielką harmonijnego życia w Beskidzie Niskim.
Podyskutuj

Pomóż stanąć na własnych nogach – zdecyduj kto wygra 30 tysięcy na rozwój biznesu!

Kto wygra 30 tysięcy na rozwój swojego produktu i biznesu? Zdecyduj i zagłosuj. Konkurs Stań na własnych nogach, właśnie wszedł w 2 etap - głosowania na jeden z wybranych 50 zgłoszeń. Zobacz wybrane produkty i oddaj swój głos! Głosowanie trwa do 5 września, a każda klubowiczka Rossmann może oddać tylko 1 głos!
  • Joanna Gotfryd - 01/08/2019
sofa, nogi kobiety i laptop na kolanach - plakat zapowiadający akcję Rossmanna

Stań na własnych nogach – prawie 500 zgłoszeń!

Konkurs Stań na własnych nogach, to akcja, którą organizujemy wspólnie z firmą Rossmann. Od 15 czerwca do 20 lipca można było zgłosić do konkursu swój produkt, tworzony z pasją, który ma szanse stać się biznesem i dać niezależność finansową jego twórczyni.

Do konkursu zgłoszono prawie 500 prac konkursowych! Komisja konkursowa złożona z przedstawicieli Rossmann i Fundacji Mamo Pracuj miała bardzo trudne zadanie – wybranie 50 prac, które przejdą do 2 etapu konkursu.

Wśród zgłoszonych prac było dużo zabawek – lalek, szydełkowanych misiów oraz książeczek. Sporo zgłoszeń dotyczyło akcesoriów dla dzieci – kocyków, wielorazowych pieluszek, personalizowanych przedmiotów czy produktów idealnych na prezent, np. z okazji urodzenia dziecka.

Przedsiębiorcze i twórcze kobiety do konkursu zgłosiły także ręcznie robione kosmetyki – szampony, mydła i kremy – bez konserwantów, na bazie naturalnych składników.

Nie zabrakło także artykułów dla domu – ozdobnych bibelotów, naturalnych świec i dekoracyjnych przedmiotów.

Wśród zgłoszonych prac była też odzież i akcesoria modowe, a także akcesoria wpisujące się w trend zero waste – wielorazowe artykuły higieniczne i zamienniki jednorazowych foliówek na zakupy.

Zobacz jakie produkty znalazły się w 2 etapie konkursu! >>

Głosowanie na najlepszy produkt

Teraz klubowicze Rossmann mogą zagłosować na najlepszy – ich zdaniem – produkt.

Głosowanie potrwa od 1 sierpnia do 5 września. Każdy klubowicz Rossmann może zagłosować tylko jeden raz, dlatego warto starannie przejrzeć wybrane do 2 etapu prace.

Zwycięzców, którzy otrzymają nagrody – pierwszą – 30 tysięcy złotych, oraz drugą i trzecią – odpowiednio – 20 i 10 tysięcy – poznamy już 10 września.

Zagłosuj, pomóż stanąć na własnych nogach! >>>

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.

Moda mi w duszy gra – historia Justyny, właścicielki marki Just.Slow

"Moje ubrania mają nie być modne, bo moda jest chwilowa i ulotna. Chcę, żeby ubrania just.slow były uniwersalne i ponadczasowe. Żeby można je było włożyć zawsze i na wiele okazji (...)". O pasji, modzie i tworzeniu własnej marki odzieżowej będąc mamą malutkich dziewczynek, rozmawiamy z Justyną Dziatkowską, projektantką, twórczynią proekologicznej odzieżowej marki Just.Slow.
  • Agnieszka Kałużna - 29/07/2019
Justyna Dziatkowska, justslow.eu

Kiedy tak naprawdę narodziło się marzenie o własnej marce?

Kiedy zrodziło się marzenie… Tak naprawdę, odkąd pamiętam miałam smykałkę do kreowania i tworzenia czegoś własnego. Mam spore zdolności manualne. Jako nastolatka kupowałam odzież w second hand’ach i przerabiałam je po swojemu lub szyłam z niej zupełnie nowe rzeczy. Ze starych dżinsów potrafiłam uszyć ręcznie plisowaną spódnicę i to bez użycia maszyny do szycia, torebkę dodawaną do gazety jako forma reklamy obszywałam materiałem, by mieć coś oryginalnego. Czyli od zawsze byłam związana z modą i projektowaniem.

Chęć stworzenia własnej linii odzieży zrodziła się tak naprawdę wraz z pojawieniem się na świecie moich dzieci. Pierwotnie pomysł na biznes był nieco inny, związany z inną dziedziną, niemniej jednak cały czas był związany z branżą modową. Z czasem ewoluował, by finalnie zatrzymać się na projektowaniu i szyciu ubrań dla kobiet.

A skąd czerpiesz inspirację?

Jeżeli chodzi o kroje ubrań, to pomysł na pierwszą kolekcję i jej formę wynikał z moich własnych potrzeb. Pierwszą córkę bardzo długo karmiłam piersią i brakowało mi ubrań, w których mogłabym wygodnie i bez skrępowania nakarmić dziecko. Te dostępne na rynku, dedykowane mamom karmiącym, kompletnie do mnie nie przemawiały i daleko odbiegały od mojego gustu i bliskiej mi estetyki. Poza tym wyszłam z założenia, że karmienie piersią, choć to piękny czas, jest tylko przejściowym okresem w moim życiu i tak samo byłoby z ubraniami. Dbam o małą zawartość szafy, lubię minimalizm i prostotę, a także rozsądnie kupuję, więc zbędne wydatki na ubrania „na chwilę” nie wchodzą w grę.

Kiedy miała pojawić się na świecie moja druga córka, postanowiłam przełożyć rodzące się w mojej głowie pomysły na papier. Zaprojektowałam sukienkę i bluzkę dla mnie idealną. Miały spełniać funkcję zasadniczą, czyli dawać możliwość karmienia piersią, ale przede wszystkim miały pięknie wyglądać i być wygodne.

Oczywiście nie odkryłam przysłowiowej Ameryki i inspirację zaczerpnęłam z historii mody. Kopertowa sukienka czy bluzka, która pojawia się w mojej pierwszej kolekcji już od stuleci była noszona w formie kimona. W latach 30. pojawiła się w kolekcjach Elsy Schiaparelli, by stać się masowym modelem w okresie Wielkiego Kryzysu. W latach 70. amerykańska designerka i guru kobiecej mody, Diane Von Furstenberg, zafascynowana kulturą Dalekiego Wschodu zaczęła eksperymentować z małymi kopertowymi topami i materiałami. Jej pomysły szybko ewoluowały i powstała sukienka kopertowa, którą w 1975 roku sprzedała w około pięciu milionach egzemplarzy!

To bardzo ciekawe. Nie miałam o tym pojęcia! A powiedz, z myślą o kim projektujesz swoje ubrania? O mamach karmiących?

Moje ubrania tworzone są z myślą o kobietach. Wiem, że to może banalne stwierdzenie, ale tak rzeczywiście jest. Jestem zwykłą kobietą i mamą. Nie jestem ideałem, nie mam wyglądu i aparycji wybiegowej modelki. Dlatego ważne jest dla mnie, by moje ubrania leżały dobrze na takich kobietach jak ja. Zwyczajnych, nieidealnych, pełnych niedoskonałości.

Dla naszych Czytelniczek Justyna przygotowała specjalny 10% rabat na zakupy hasło: mamopracuj, ważny do końca 31.08.2019 r.

Każda z nas jest inna i każda zasługuje na to, żeby wyglądać pięknie i czuć się komfortowo. Taka idea przyświeca mi w projektach. Stąd też wybór pierwszego kroju. Sukienka kopertowa to strój, który pasuje do każdego typu sylwetki. Dzięki wiązaniu sama decydujesz o głębokości dekoltu czy wysokości talii. To krój dla kobiet, które chcą się czuć kobietami. Nie wymaga wysiłku i nadaje się na każdą okazję. Pasuje do każdego miejsca na świecie i odpowiada potrzebom współczesnych kobiet.

Zależy mi na tym, żeby moje ubrania były nowoczesne, więc dużą inspiracją jest też dla mnie miasto. Lubię miejskie życie, więc inspiruje mnie architektura, kolory miasta, ulice, ludzie…. Połączenie nowoczesnych krojów z naturalnych materiałów, w których każda z nas może pokazać się w dowolnym miejscu miejskiej dżungli to dla mnie priorytet.

Jak docierasz do grupy odbiorców?

Na chwilę obecną pracuję nad zbudowaniem fajnej społeczności w social mediach. Prowadzę fanpage na Facebooku i oczywiście konto na Instagramie – zapraszam do odwiedzenia 😉. Ważne jest dla mnie, żeby dotrzeć nie tylko do osób zainteresowanych modą, ale także do mam karmiących piersią, bo stąd wywodzi się pomysł na odzież i do osób zainteresowanych ekologicznymi i przyjaznymi środowisku wyborami.

Na pewno moje kolejne działania będą opierały się na rozsądnej i ciekawej reklamie. Mam też nadzieję, że w jesiennej edycji targów branżowych np. krakowski Kiermash czy targi dla mamy i dziecka uda mi się pokazać swoje produkty. Wszystko jest jednak zależne od najmłodszej w rodzinie (śmiech).

Masz dwoje malutkich dzieci. Jak udaje ci się łączyć te dwie przestrzenie: zawodową i rodzinną?

Oczywiście nie jest lekko. Dziewczynki są na tyle małe, że wymagają ciągłej opieki i uwagi. Trudno wymagać od nich samodzielności, skoro jedna dopiero co przestała być noworodkiem… Myślę, że to kwestia motywacji i dobrej organizacji. Oczywiście nic na siłę, wbrew sobie czy ze szkodą dla dzieci lub rodziny. We wszystkim trzeba mieć umiar i trochę luzu.

Wierzę, żę trzeba dać sobie taką ewentualność, że nie wszystko zawsze idzie zgodnie z planem. Czasem tak po prostu bywa. Dla mnie to nie jest powód do stresu czy załamania, a motywacja do pracy i szukania sposobów na rozwiązanie danej trudności.

Mam jasno wytyczone cele i do nich dążę. Jasne jest, że nie jestem samowystarczalna i nieocenionym wsparciem jest dla mnie mój partner. To bardzo ważne, żeby mieć przy sobie kogoś, kto wesprze, zmotywuje, odciąży w jakichś obowiązkach lub czasem wykona coś za ciebie. Bez niego wiele rzeczy nie byłoby możliwych.

To prawda. A teraz jeszcze z tej „zawodowej beczki”: slow fashion czyli świadome podejście do mody to ostatnio prężnie rozwijający się trend. Co wyróżnia markę Just Slow na tym tle?

Moje ubrania mają nie być modne, bo moda jest chwilowa i ulotna. Chcę, żeby ubrania just.slow były uniwersalne i ponadczasowe. Żeby można je było włożyć zawsze i na wiele okazji, a także, żeby pasowały do innych rzeczy, które już się w szafie znajdują. Stąd wybór bardzo stonowanych i jednolitych kolorów.

Moje ubrania mają być stylowe i kobiece. Podkreślać nasze atuty i ukrywać to, co aktualnie chcemy ukryć (o ile chcemy, śmiech). Dlatego tak ważny jest dla mnie krój. Oczywiście ogromne znaczenie ma to, z czego są wykonane i dlatego do pierwszej kolekcji został użyty dość unikatowy materiał, jakim jest bambus. Wybór nie jest przypadkowy i został poprzedzony wnikliwym rozeznaniem na rynku odzieżowym i tekstylnym.

Wiem, że ważne jest dla ciebie działanie w zgodzie z troską o naszą planetę. Jak to przekłada się na twoją pracę?

W codziennym, domowym życiu staram się myśleć, co wybieram. Ograniczam zużycie środków chemicznych, zastępuję je naturalnymi. To samo tyczy się kosmetyków. Sięgam po te ekologiczne, na bazie naturalnych składników. Staram się wybierać to, co jest w szkle lub zupełnie bez opakowania, a jeżeli już w plastiku, to takim, który nadaje się do recyklingu.

Podobnie w pracy. Wykroje układane są w szwalni tak, aby zminimalizować ilość odpadków, ubrania pakowane są bez użycia folii czy plastikowych elementów. Kartoniki czy papier, w którym wysyłam ubrania pochodzą z recyklingu. Uprawy bambusa, z którego uszyte są ubrania są ekologiczne, bo bambus rośnie szybko i nie wymaga kompletnie używania pestycydów. A sama tkanina jest niezwykle wytrzymała, dzięki czemu będzie długo służyła. To są małe, ale myślę, że dobre wybory, którymi mogę się przysłużyć naszej planecie.

Jasne, kropla drąży skałę! A powiedz, gdyby ktoś chciał coś przymierzyć, zobaczyć, dotknąć… można was spotkać stacjonarnie?

Marzę o swoim butiku i wierzę, że kiedyś będę mogła do niego zapraszać, ale na razie moje ubrania można jednak już teraz zobaczyć stacjonarnie w concept store FREEDOM w Krakowie, przy ulicy Parkowej 1. Serdecznie zapraszam wszystkich z Krakowa i nie tylko do odwiedzenia tego zaczarowanego miejsca. Na pewno będę szukała kolejnych miejsc, w innych miastach, które pozwolą na stacjonarną sprzedaż.

W jakim kierunku chciałabyś rozwijać markę?

Chciałabym zachować autentyczność i spójność marki. To, co tworzę jest w 100% zgodne ze mną i moim gustem. Zależy mi, żeby tak pozostało. Na pewno chciałabym mieć większą liczbę modeli, poszerzyć asortyment o dzianiny, np. swetry czy kardigany z bambusowej przędzy, a także w przyszłości o dodatki, które mogłyby być świetnym uzupełnieniem czy dopełnieniem tak prostych ubrań.

Niemniej jednak dalszy rozwój marki pod kątem kreacji, dalej widzę w takim minimalistycznym wydaniu, bo to mi w duszy gra. Interesują mnie też ekologiczne i nietypowe materiały, np. te tkane z przędzy konopnej czy pokrzywy. Jak już wcześniej wspomniałam na liście marzeń jest też własne miejsce, własny butik z ubraniami, ale do tego jeszcze daleka droga…

Co czujesz, gdy spotykasz na ulicy dziewczynę w sukience od Just Slow?

To wspaniałe uczucie, zobaczyć kogoś w ubraniu swojego projektu. Odbieram to jako nagrodę za moją pracę i potwierdzenie, że nie poszła na marne. Czuję się dowartościowana i mam apetyt na więcej.

Moja ostania klientka wybrała sukienkę w kolorze ecru na swój ślub cywilny… nie ukrywam, że wspaniale było „towarzyszyć” jej w tak wyjątkowym dniu.

Gdzie widzisz się za dwa-trzy lata?

Chciałabym robić nadal to, co kocham, co mnie interesuje, czyli tworzyć swoją markę odzieżową i być związana z branżą mody. Chciałabym się rozwijać w tym kierunku i poszerzać swoją wiedzę z zakresu konstrukcji odzieży, materiałoznawstwa, a także psychologii i marketingu mody. Chciałabym poszerzać swoją ofertę o kolejne, ekologiczne i nietypowe materiały. Krokiem rozwoju dla firmy z pewnością będą zagraniczne rynki sprzedaży i to też jest cel na mojej liście. Niemniej jednak, najważniejsza jest rodzina i za dwa-trzy lata, chciałabym nadal mieć dla niej czas i to jest mój priorytet.

Czym jest dla ciebie sukces?

Sukces nie ma dla mnie wymiaru materialnego. Sukces jest dla mnie uczuciem spełnienia i radości. Spokojem ducha i satysfakcją, że każdego dnia można się realizować i robić to, co się lubi, tak jak się lubi. To uczucie stabilizacji i komfortu psychicznego dzięki pracy, którą dobrze wykonałam i która znalazła grupę odbiorczą.

Co powiedziałabyś młodej mamie, które ma marzenie, ale nie bardzo wie, jak zacząć?

Żeby się nie bała. Żeby marzyła i realizowała marzenia. Żeby szukała wsparcia i pomocy w dążeniu do celu, bo znajdzie je zawsze. Mamy teraz naprawdę duże możliwości zarówno zmiany ścieżki zawodowej, jak i próbowania sił we własnym biznesie. Jest wiele miejsc, w których możemy się dokształcić, wyszkolić czy przebranżowić. Podobnie z możliwościami pozyskania środków na biznes.

Nie należy się obawiać, że się nie uda, że się nie da rady… bo kto jak nie my? Kobiety-mamy 🙂 Myślę też, że najlepszym wsparciem i motywacją jesteśmy same dla siebie, dlatego warto szukać i gromadzić wokół siebie takie kobiety, które próbują. Które się nie poddają i realizują swoje marzenia. One są dla nas najlepszym przykładem i pokazują, którędy można iść.

Dziękuję za rozmowę i życzę ci powodzenia w realizacji marzeń!

Dziękuję!

Zapraszamy na zakupy ze specjalnym 10% rabatem! Hasło: mamopracuj, ważny do końca 31.08.2019 r.

Zdjęcie główne i rodzinne: archiwum prywatne Justyny; zdjęcia z sesji: Anna Bąk Kolory Studio Fotografii

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kałużna
Spełniająca się żona, mama urwisa i urwiski, przedsiębiorca, redaktorka, muzyk. Z wykształcenia rosjoznawczyni i wokalistka. Ostatnio odkryłam, że artystyczną pasję można realizować... piekąc torty! Kocham słowo pisane, dobrą kuchnię, podróże w nieznane i letnie burze. I mocno wierzę w to, że samorealizacja ma wiele odsłon, często równolegle występujących.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail