Czego szukasz

Bo… nie samymi dziećmi żyje matka

Jak być mamą bliźniaków i nie zwariować? Jak wyczerpanie opieką nad dziećmi obrócić w żart, do siebie podejść z humorem i autoironią? I w jaki sposób ukierunkować energię, która rozsadza mamę na macierzyńskim? O tym wszystkim rozmawiamy z Kariną Borkowską, matką założycielką portalu dla „multirodziców”.

  • Agnieszka Kaczanowska - 18/03/2016

Karino, jesteś mamą rozbrykanych bliźniaków, ale też pewnie, jak Twoje dzieci, masz nadmiar energii… skoro otworzyłaś niedawno swój portal? Jak to z tą Twoją energią jest?

Odkąd jestem mamą bliźniaków mam wrażenie, że przybyło mi i wewnętrznej siły, i energii, która jest potrzebna co najmniej za trzech (śmiech). W tygodniu bardzo często spędzam 12 godzin dziennie sama z dziećmi – przydaje mi się wtedy życiowy optymizm i odpowiednie nastawienie do tego etapu w życiu, w przeciwnym wypadku szybko mogłabym się wypalić i czuć się w jakiś sposób ograniczona, niespełniona w innych dziedzinach życia.

Ponieważ uważam, że nie samymi dziećmi żyje matka – nawet na urlopie macierzyńskim – to szukałam jakiejś formy odskoczni od codziennej rutyny… Paradoksalnie tą odskocznią stało się pisanie o macierzyństwie – często w sposób humorystyczny i autoironiczny. W pewnym momencie poczułam, że chcę nadać kształt i cel temu pisaniu. W mojej skrzynce mailowej zaczęły pojawiać się wiadomości od mam bliźniąt: albo tych jeszcze oczekujących, albo świeżo upieczonych. Dziewczyny zadawały mi pytania, prosiły o radę, często chciały usłyszeć czy „później będzie łatwiej”. Odpisując na te wiadomości, zrodził się we mnie pomysł na portal. Energia została ukierunkowana.

www.multirodzice.pl, czyli „portal dla wyluzowanych rodziców bliźniaków”. Fajny dopisek. Jak to z tymi rodzicami bliźniaków jest? Wyluzowani czy nie? A może właśnie potrzebują takiego bodźca do wyluzowania?

Z mojego doświadczenia i obserwacji innych rodziców bliźniaków początkowo daleko nam do wyluzowania, szczególnie jeśli to nasze pierwsze dzieci – często jesteśmy przerażeni, mocno spięci i napięci. Na wyluzowanie możemy sobie pozwolić dopiero po „odpracowaniu frycowego” (śmiech) czyli po każdym magicznym trzecim, szóstym, dziewiątym miesiącu i w końcu po roku. To takie zupełnie umowne daty, powiedziałabym, że kroki milowe rodziców. Po każdym z tych etapów stajemy się mądrzejsi, bardziej doświadczeni, zaczynamy mieć większą wprawę i pewność siebie w opiece nad dwójką niemowlaków – i w końcu zaczynamy luzować szelki (śmiech).

blizniaki_640

„Portal dla wyluzowanych rodziców bliźniaków, dzieci rok po roku i wszystkich tych, którzy czują się multiRodzicami” niesie przesłanie, że początkowo jest ciężko, nawet bardzo ciężko. Bywa, że lecą pot i łzy, ale w końcu pojawia się światełko w tunelu i z dnia na dzień podwójne rodzicielstwo staje się łatwiejsze. Zaczynamy dostrzegać powody do żartowania i śmiania się, często z samych siebie. To wsparcie i poczucie humoru w trudnych chwilach jakie przeżywa każda mama, nie tylko multiMama (jak również każdy tata!), jest misją portalu multiRodzice.

O czym piszecie na portalu? Co można znaleźć? Ja sama sporo się śmiałam czytając Wasze teksty, choć mamą bliźniaków nie jestem 😉 Gratulacje!

Czasami piszemy na poważnie, częściej na wesoło i z przymrużeniem oka. Na portalu można znaleźć subiektywne opinie i informacje na temat ciąży bliźniaczej, porad i sposobów na przetrwanie pierwszego roku z bliźniakami, rozprawiamy się z tym potworem „baby bluesem”, albo z nieznajomymi zaczepiającymi mamy pchające wózki bliźniacze. Dosyć często dzielimy się swoim doświadczeniem w formie porad „cioci /wujka dobra rada” (śmiech). Czasami przyznajemy się do swoich rodzicielskich błędów, często śmiejemy się z samych siebie.

Publikujemy również wiele tekstów, które dotyczą szeroko pojętego rodzicielstwa, nie tylko tego bliźniaczego. Doświadczenia i przeżycia multiMamy i multiTaty bywają uniwersalne i każdy może zidentyfikować się z mamą, która zastanawia się jak przeżyć i nie zwariować na rocznym urlopie macierzyńskim. Albo z tatą, który po ciężkim dniu pracy zostaje sam z dziećmi w domu, zamyka drzwi wejściowe na zasuwę, zasypia kamiennym snem i nie słyszy ani płaczu dzieci, ani żony dobijającej się do drzwi – jak kończy się cała historia nie będę zdradzała, ale to jedna z moich ulubionych anegdot rodzicielskich na portalu.

Czy chcesz aby portal stał się Twoim miejscem pracy?

Chciałabym by pasja pisania i tworzenia mogła przełożyć się na pracę zarobkową. Zdaję sobie sprawę, że aby mogło się tak stać, to Czytelnicy najpierw muszą nam wystawić pozytywną ocenę za jakość i wartość tworzonych treści.

multirodzice_karina_z_dziecmi_640

Ile zajęło Ci czasu od pomysłu do pierwszego postu i wpisu na FB? Czegoś nauczył Cię ten czas? Możesz się podzielić?

Dokładnie dwa tygodnie. Tyle trwało wcielenie w życie pomysłu otwarcia portalu dla multiRodziców. Myślę, że wcześniej ten pomysł dojrzewał we mnie znacznie dłużej, nie mogłam jednak znaleźć konkretnego sposobu na wyrażanie siebie.

Zadałam sobie dwa pytania: co kocham robić i w czym jestem dobra. W końcu zapaliło się światełko i spontanicznie – jak zwykle w moim życiu – dałam się ponieść fali.

Okazało się, że cały zarys jak i szczegóły portalu były już w mojej głowie, przelałam je najpierw na papier, później do pliku w excelu. Reszta potoczyła się dosyć szybko, mało biznesowo, za to bardzo intuicyjnie – szczególnie przy wyborze osób, z którymi chcę współpracować.

multirodzice_tata_640

A jak udaje Ci się łączenie opieki nad dziećmi i rozwijanie portalu. Masz jakieś swoje sprawdzone patenty?

Jest to absolutnie najtrudniejszy element całej układanki: jak znaleźć czas na prowadzenie portalu, podczas gdy jestem mamą na cały etat (choć ja mam wrażenie, że co najmniej na dwa etaty). Opiekuję się dwójką dzieci 16-sty miesiąc i bardzo często w tygodniu jestem z nimi sama od godziny 8 do 20. W ciągu dnia pomiędzy wszystkimi swoimi obowiązkami i częstymi zajęciami w klubach malucha, znajduję czas najwyżej na odpisanie na maile i opublikowanie szybkiego posta na Facebooku. Prawdziwa praca nad portalem zaczyna się już „po godzinach”, często po godzinie 21…

Na szczęście od czasu do czasu mogę liczyć na pomoc mojej mamy (staram się wtedy również odespać zarwane noce), a od tygodnia chłopcy zaczęli swoją przygodę ze żłobkiem i mam nadzieję na złapanie drugiego oddechu.

Myślisz, że rodzicie nie bliźniaków znajdą na portalu coś dla siebie?

Jak najbardziej! Wielu naszych Czytelników, to rodzice nie-bliźniaków. Czasami to rodzice dzieci z niewielką różnicą wieku (tzw. „dzieci rok po roku”), czasami to rodzice większej gromadki, tacy multimultiRodzice, często zdarzają się również „pojedynczy” rodzice, którzy planują powiększenie rodziny i najprawdopodobniej chcą się dowiedzieć czego mogą się spodziewać i jak sobie zorganizować swoje podwójne rodzicielstwo.

Serdecznie zapraszamy na nasz portal www.multirodzice.pl i fan page na facebooku wszystkich rodziców, którzy są, zamierzają być lub po prostu czują się multiRodzicami!

Dziękuję! I trzymam kciuki!

karina_z_dziecmi640

Rozmawiała: Agnieszka Czmyr-Kaczanowska

Bohaterka wywiadu: Karina Borkowska, mama bliźniaków, założycielka portalu dla rodziców bliźniaków, dzieci rok po rok i wszystkich tych, którzy czują się multiRodzicami – portalu, który ma na celu dzielenie się doświadczeniem, nawiązywanie relacji i wzajemne wspieranie się rodziców.

Zdjęcia: domowe archiwum Kariny Borkowskiej.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  
Podyskutuj

Projekt Mamo Pracuj laureatem nagrody Employer Branding Excellence Awards!

Kampania wizerunkowo-rekrutacyjna, przygotowana we współpracy z Capgemini Polska, a skierowana do mam wracajacych do pracy, otrzymała główną nagrodę w konkursie EBExcellence Award w kategorii "Kampania rekrutacyjna off-line"! Rozdanie nagród odbyło się 5 czerwca 2019 roku podczas Gali konkursu. To dla Nas ważna chwila! I dzięki, za Wasze zaufanie do tego co robimy!
  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 13/06/2019
Nagroda Employer Branding Excellence Awards, na zdjęciu Angelika Gawlik-Gajda, Agnieszka Czmyr-Kaczanowska

Projekt Mamo Pracuj laureatem nagrody Employer Branding Excellence Awards!

Employer Branding Excellence Awards 2019  to uroczysta gala, podczas której zostały wręczone nagrody dla pracodawców, którzy prowadzili najlepsze działania employer brandingowe w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Ideą konkursu organizowanego przez HRM Institute jest nagrodzenie i zaprezentowanie najlepszych praktyk employer brandingowych w Polsce, które mogą stać się wzorem i inspiracją dla innych. Nagrody zostały wręczone już po raz ósmy. Do zdobywców głównych nagród trafiły statuetki łucznika, specjalnie zaprojektowane i ręcznie wykonane na tę okazję.

Employer Branding Excellence Awards Prelegrnci

W tym roku do konkursu wpłynęło 150 zgłoszeń. Z każdym rokiem jest coraz więcej dobrych kampanii i działań employer brandingowych, coraz więcej firm angażuje się w budowanie marki pracodawcy, co jest bardzo pozytywnym zjawiskiem. Dobre kampanie robią nie tylko duże firmy, posiadające równie duże budżety, ale także mniejsze organizacje.

Nagrody w konkursie przyznawane są w siedmiu kategoriach:

  • Strategia,
  • Kampania rekrutacyjna off-line,
  • Kampania internetowa,
  • Wewnętrzna kampania wizerunkowa,
  • Innowacja EB,
  • Film rekrutacyjny / wizerunkowy,
  • Strona / Zakładka kariera / Landing page.

Nasz wspólny projekt z Capgemini Polska otrzymał główną nagrodę w kategorii Kampania rekrutacyjna off-line 2019

Wkrótce opiszemy projekt w szczegółach!

A tymczasem zapraszamy do profilu Capgemini Polska w naszej Bazie Pracodawców Przyjaznych Mamie! 

Wyróżnienia w tej kategorii należą do: IKEA Retail, PZU, Toyota Motor Manufacturing Poland.

Serdecznie gratulujemy!

Employer Branding Excellence Awards statuetki

Nagrodzeni w pozostałych kategoriach to:

Kategoria Strategia EB 2019
Zwycięzca: Netguru
Wyróżnienie: Freightliner PL, Eko-Okna, McDonald’s Polska, Lidl Polska

Kategoria Kampania internetowa 2019
Zwycięzca: AmRest
Wyróżnienie: Budimex, Empik, EY, mBank

Kategoria Wewnętrzna kampania wizerunkowa 2019
Zwycięzca: Credit Agricole Bank Polska, McDonald’s Polska
Wyróżnienie: Data Art, Deloitte Polska, Accenture, Roche Polska

Kategoria Innowacja EB 2019
Zwycięzca: PwC
Wyróżnienie: Accenture, Capgemini Polska, Solaris Bus & Coach

Kategoria Film rekrutacyjny / wizerunkowy 2019
Zwycięzca: Atos Global Delivery Center Polska
Wyróżnienie: Lidl Polska, Performante, Edge One Solutions, EY

Kategoria Strona / Zakładka kariera / Landing page 2019
Zwycięzca: DGS Poland
Wyróżnienie: Danone, Fabryka Farb i Lakierów Śnieżka, Aviva

Wszystkim zwycięzcom, wyróżnionym oraz uczestnikom serdecznie gratulujemy!

Każdemu należą się ogromne brawa!

Źródło i zdjęcia: HRM Institute oraz archiwum prywatne

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj

Jestem dobrym przykładem, że jak się chce, to się da – Ewelina Wiercioch

Ewelina Wiercioch w 2013 r. złożyła papiery na kandydatkę na ratowniczkę TOPR i jest pierwszą po 30 latach przyjętą w szeregi elity kobietą - ratowniczką Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Czy było łatwo? - Przerażała mnie bardziej presja tego, że jestem sama jako kobieta i że nie do końca wszyscy są zadowoleni że jestem. To było bardzo trudne. Ale pokonałam to. Wiedziałam czego chcę - opowiada Ewelina, dziś również przewodniczka tatrzańska i międzynarodowa UIMLA, instruktorka narciarstwa zjazdowego, narciarstwa wysokogórskiego (ski-tourowego) oraz wspinaczki sportowej. Wybrała góry, bo tam odkryła siebie.
  • Ewa Moskalik - Pieper - 12/06/2019
Ewelina Wiercioch

Ewelina jesteś pierwszą od ponad trzydziestu lat kobietą – ratowniczką TOPR. Znałaś tę organizację od środka, pracowałaś w administracji TOPR-u, Twój mąż był ratownikiem TOPR-u, jesteś córką prezesa TOPR-u i wiedziałaś, że pokutuje opinia, iż ratownictwo górskie to męskie zajęcie. A jednak zdecydowałaś się złożyć papiery. Co Tobą kierowało?

To było już dobrych kilka lat temu i moje emocje z tym związane są dzisiaj zupełnie inne. W tamtym czasie miałam bardzo trudny okres, byłam w trakcie rozwodu, przeżywałam rewolucję w życiu. Potrzebowałam bodźców, żeby się trzymać i jakoś przetrwać. Podchodzę do życia zadaniowo i tak też podeszłam do tego wyzwania.

Pracowałam w administracji kilka lat, obserwowałam pracę ratowników. Ja również nieustannie byłam w górach, w tamtym czasie startowałam w zawodach zarówno w narciarstwie wysokogórskim, jak i wspinaczkowym. Byłam aktywna. Pewnego dnia, będąc tradycyjnie po pracy na treningu na nartach skiturowych stwierdziłam… czemu nie spróbować. Naczelnik TOPR także delikatnie mnie namawiał. I stało się. Złożyłam papiery na staż kandydacki do TOPR.

Jak zostało to przyjęte w środowisku?

Oj działo się. To była dla mnie stresująca sytuacja. Zrobiłam pewnego rodzaju rewolucję w TOPR, bo po tylu latach nikt się nie spodziewał, że nagle w TOPRze pojawi się kobieta. Był to gorący okres. Nie wszyscy byli zadowoleni. Zrobiło się wokół tego wydarzenia bardzo głośno, zarówno w Zakopanem, jak i w mediach. Dałam z siebie wszystko i udało się. Dzisiaj mogę powiedzieć, że jestem z siebie dumna. Nie zraziłam się, tylko konsekwentnie realizowałam to, co sobie założyłam.

Samo przyjęcie do elity Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratowniczego to jeszcze nie koniec. Jak wygląda droga do zostania ratownikiem?

Droga aby zostać ratownikiem jest dość długa. Początek tej drogi bierze się od naszej pasji chodzenia po górach. Oczywiście to nie tylko chodzenie po szlakach, ale także poza szlakami, wspinanie, czy bardzo dobra umiejętność jazdy na nartach. Nasze doświadczenie górskie, wykaz działalności to takie nasze CV.

Dodatkowo należy zdać egzaminy wstępne na staż kandydacki: medyczny, test kondycyjny na Kasprowy Wierch, wspinanie, jazdę na nartach po trasach i poza trasami, czy z topografii Tatr. Musimy mieć dwóch wprowadzających (opiekunów), którzy za nas ręczą, i którzy się nami „opiekują” podczas stażu kandydackiego.

Staż kandydacki trwa dwa lata. W tym czasie mamy cały szereg szkoleń z technik ratowniczych zarówno w lecie, jak i w zimie. Każde szkolenie zakończone jest egzaminem. Musimy także dyżurować i brać udział w wyprawach ratunkowych. Cały staż zakończony jest egzaminem. Po dwóch latach i po pomyślnym zaliczeniu wszystkiego zostajemy ratownikami ochotnikami TOPR 🙂

Podczas uroczystości Dnia Ratownika składamy Naczelnikowi TOPR przysięgę ratowniczą. To jest bardzo ważne wydarzenie. Zostaje w głowie chyba do końca życia. Ja moją przysięgę składałam w dolinie 5 Stawów Polskich.

Nie przerażały Cię te wszystkie testy, szkolenia, wyprawy? Miałaś chwilę zwątpienia?

Nie przerażały mnie szkolenia, dyżury czy wyprawy. Tym byłam podekscytowana, bo podnosiłam swoje umiejętności. To był super czas, ale miałam krótkie chwile zwątpienia. Tak jak wspomniałam, to był dla mnie ciężki okres i dużo się wówczas nałożyło.

Przerażała mnie bardziej presja tego, że jestem sama jako kobieta i że nie do końca wszyscy są zadowoleni że jestem. To było bardzo trudne. Ale pokonałam to. Wiedziałam czego chcę. Poza tym mój tata i moja rodzina bardzo mnie wspierali.

Jak wygląda praca ratownika?

W TOPR jest grupa ratowników zawodowych, którzy pracują na „etacie” i grupa ratowników ochotników. Ja jestem ratownikiem ochotnikiem. Praca ratownika zawodowego od ochotnika różni się tym, że Ci pierwsi pracują w systemie 12 godzinnym przez 7 dni, a następnie mają 7 dni wolnego. Ratownik ochotnik ma konieczność być na dyżurach społecznych co najmniej 120 godzin w ciągu roku.

Dyżurować możemy zarówno w Centrali TOPR, która znajduje się w Zakopanem, jak i w schroniskach. Jeśli jest wyprawa, a nas nie ma na Centrali to dostajemy informacje sms. Jeżeli mamy możliwość, to bierzemy udział w wyprawie.

Jesteś też przewodniczką tatrzańską, instruktorką narciarstwa zjazdowego, wysokogórskiego oraz wspinaczki sportowej. Wspólnie z ojcem, siostrą i mężem prowadzicie rodzinną firmę TAMiTU Tatry. Z Grzegorzem, Twoim mężem poznaliście się jeszcze w TOPR.

Tak, jestem w górach non stop. Albo prywatnie albo w pracy albo społecznie, jako ratownik albo na wakacjach – też w górach. Jak ja to wytrzymuje? 🙂 Na szczęście mam farta, bo cała moja rodzina chodzi po górach, dzięki temu się rozumiemy. To prawda, prowadzimy małą rodzinna firmę TAMiTU Tatry, która zajmuje się organizowaniem wypraw w góry. Jestem szczęśliwa, że pracuje z moim mężem. Rozumiemy się doskonale. Dodatkowo on jest także Ratownikiem TOPR, więc wspólnie chodzimy na dyżury.

Grzesia znam od dawna, ale nasze drogi zeszły się dopiero kilka lat temu. Przyznam, że wcześniej nie za bardzo się lubiliśmy 🙂 On był także przeciwnikiem kobiety w TOPR, brrr… do dzisiaj za to przeprasza 🙂 🙂 Nie znał mnie. Teraz już wie, że sobie dobrze radzę. Ale to wszystko nas połączyło. Cieszę się, że nasza pasja to także nasza praca, choć ma to także ciemne strony.

A jakie są ciemne strony tej pracy?

Każda praca ma swoje plusy i minusy. W mojej plusem jest to, że łączę pasję z pracą, że jestem w ciągłym ruchu, poznaję sporo świetnych ludzi, z niektórymi zawiązały się przyjaźnie. Niestety bywam bardzo zmęczona fizycznie i psychicznie. Moje życie nie kończy się po przyjściu z gór do domu, gdzie przeważnie każdy już odpoczywa. Po powrocie dopiero zaczynam życie, mam rodzinę i sporo różnych obowiązków. W górach opowiadam za ludzi, za ich bezpieczeństwo, a w domu za moją rodzinę.

Muszę też bardzo o siebie dbać. Moja działalność obarczona jest ryzykiem kontuzji, nie mogę sobie pozwolić na żadne problemy zdrowotne. No i… moja praca związana jest z czynnikiem, na który zupełnie nie mam wpływu – pogodą. A w Tatrach bywa bardzo kapryśnie 🙂

Staram się utrzymać balans pomiędzy pasją a pracą. Niestety oddając się przewodnictwu mam bardzo mało czasu, żeby być w górach wyłącznie dla siebie, z mężem czy z córką. Oczywiście znalazłam sposób żeby to w pewien sposób łączyć. Często pracuje z Grzesiem, a córkę biorę ze sobą jak idę z zaprzyjaźnionymi Klientami lub na łatwe szlaki. Mimo pewnych trudności cieszę się, jak obserwuje ludzi, którzy się rozwijają, zaczynają o siebie dbać, a niektórzy przewartościowują swoje życie.

Co jest takiego w górach, że pod ich wpływem ludzie zmieniają swoje życie?

To jest pasja. To nie muszą być góry, to może być cokolwiek co wciąga człowieka bez reszty, coś co jest tylko jego i nikt, ale to nikt mu tego nie zabierze. Pasja trzyma przy sobie podczas różnych zakrętów, trudności. Ja wybrałam góry. To prawda, zmieniły moje życie, bo znalazłam w nich coś wartościowego, odkryłam siebie.

Dzięki nim pokonuje różne bariery, jestem silna, twarda i konsekwentna, dążę w nich zawsze do celu. A żeby go osiągnąć – muszę się zmęczyć, czasami mocno zawalczyć. Nic nie przychodzi od tak i tego w nich uczę moją córkę. To także miejsce, w którym odpoczywam, w którym mam spokój. W górach nie muszę się spieszyć, myśleć o problemach „na ziemi”. W nich liczą się zupełnie inne rzeczy.

To ile czasu w ciągu roku spędzasz w górach? Da się to zliczyć?

🙂 Nie da, myślę, że co najmniej 6 dni w tygodniu. Czasami mam dość, ale zazwyczaj po dniu odpoczynku już mnie ciągnie. Nie mogę wysiedzieć w domu, nie lubię się nudzić. Fajnie jest coś robić. To nie zawsze są wysokogórskie wycieczki, wystarczy, że pójdę pobiegać i już jest dobrze 🙂

Jeszcze nie wspomniałyśmy o jednej ważnej roli w Twoim życiu – jesteś mamą nastoletniej już Oli. Czy Ola podziela Twoją pasję do gór?

Tak, moja córka ma już prawie 15 lat, kiedy to zleciało…? Ola podziela moją pasję do gór, choć nie w takim stopniu jak ja 🙂 Najbardziej lubimy się wspinać, a w zimie chodzić na skiturach. Moja córka jest przede wszystkim artystką. Dostała się do świetnego liceum plastycznego w Zakopanem. Moim zadaniem jest ją wspierać i pokazywać na własnym przykładzie, że wszystko jest możliwe i że fajnie jest fajnie żyć, z pasją.

W górach uczę ją przełamywania własnych barier, które potem wykorzystuje we własnym rozwoju. Ja też dużo zyskuję, bo „zmusza” mnie, żebym z nią jeździła po wszystkich muzeach sztuki nowoczesnej. Jak tylko pojawia się nowa wystawa to jedziemy. Raz w roku zabieram ją też do wybranej stolicy europejskiej, żeby mogła zobaczyć dzieła największych artystów. Przyznam, że te podróże są dla nas wszystkich fajne, to idealna odskocznia od gór.

Ewelina wspomniałaś mi wcześniej, że chcesz się angażować we wszelkie akcje pomagające kobietom. Czy nadal realizujesz projekt „Kobiety na szczytach”? – który ma na celu zachęcanie kobiet do chodzenia po Tatrach.

Tak, w tym roku kładę duży nacisk na kobiety. W wakacje będę organizowała wyjścia tylko dla kobiet o różnym stopniu trudności. Chcę pokazać, że góry są dostępne. Oczywiście wszystko musi odbywać się z głową. Ponadto chciałabym aktywować kobiety i przez góry pokazywać, że można i że warto mieć coś tylko dla siebie. Chciałabym żeby przestały się bać.

W tym roku kończę 40 lat, to jakiś mały przełom w moim życiu. Niektóre kobiety: młodsze, starsze które spotykam, z którymi chodzę po górach opisują się jako stare, wszystkie grube 🙂 „zablokowane”, przeważnie źle o sobie mówią. Zupełnie nie wiem skąd się to bierze? Myślę, że jestem dobrym przykładem na to, że jak się chce, to się da. Nie można szukać wymówek, tylko działać.

Kobiety w górach są także często postrzegane troszkę z przymrużeniem oka. Przyznam, że dzisiaj na szlakach spotykam w większości kobiety. Zachęcam Was dziewczyny do działania!

Nasuwa mi się taki analogiczny wniosek, że skoro dzisiaj kobiety coraz częściej wybierają na swoje wędrówki górskie szczyty, wysokie szczeble kariery też są dla nich do osiągnięcia. Jak myślisz?

Oczywiście, że są! Dla każdej z nas. Niestety kobiety wciąż są dyskryminowane, w górach także, ale to nie oznacza, że mamy przestać próbować! Żyję w rejonie, w którym jest ogromny patriarchat. Nie godzę się na to, ale przyznam, że życie wbrew zasadom, przyzwyczajeniom, pewnym zwyczajom akceptowalnym społecznie wcale nie jest łatwe. To nieustająca walka. Nie sądzę jednak, żeby to był powód rezygnowania z samej siebie i z własnego podejścia do życia, swoich ambicji! Musimy się wspierać drogie dziewczyny.

Bardzo Ci dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcia: archiwum Eweliny

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail