Czego szukasz

Historia inna niż wszystkie

Czytałyście już wiele historii sukcesu, pisałyśmy i rozmawiałyśmy z młodymi mami realizującymi się zawodowo, z pasjami, zarabiającymi na swoim hobby. Dziś historia sukcesu bardzo odmienna, historia z sercem i dla serc.
Baję „znalazłam” przypadkowo, szukając ciekawego materiału na wywiad, o kobietach z małych miejscowości, realizujących się. Nie podejrzewałam, że znajdę taki skarb. Oto możecie przeczytać wzruszającą, prawdziwą, wartą naśladowania historię sukcesu Bai- kobiety, matki, wolontariuszki z Tucholi.

  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 02/11/2012

Moja historia

Jestem zwykłym, szarym człowiekiem, który kocha i chce być kochany. Pochodzę z domu, w którym najwyższymi wartościami były: miłość, uczciwość, otwartość na drugiego człowieka, pomaganie innym. Takie samo szczęśliwe dzieciństwo chciałam ofiarować własnym dzieciom (a mam ich dwoje), jednak całkowicie mi to nie wyszło. Zakochana po „uszy” w moim chłopaku, nie słuchając dobrych rad rodziców, poślubiłam go, fundując tym samym dzieciom i sobie „horror” na wiele lat. Jednak nadszedł czas przebudzenia i powiedziałam „dość”. I to był punkt zwrotny w moim życiu.

Zaczynam działać

W 2003 roku, kiedy syn był w gimnazjum, córka założyła własną rodzinę, a ja nie miałam już tylu obowiązków wychowawczych, zaczęłam szukać sobie popołudniowych zajęć. Miałam dokładnie sprecyzowany plan, wiedziałam, czego szukam. Czułam już wtedy ważną misję, powołanie niesienia bezinteresownej pomocy każdemu potrzebującemu, a szczególnie dzieciom. Chodziłam od instytucji do instytucji i pytałam o pracę z dziećmi. Dyrektorzy placówek nie rozumieli do końca moich intencji. Jedni odsyłali z kwitkiem, mówiąc, że: w tym wieku wolontariuszem? Inni z kolei twierdzili, że nie mam odpowiedniego wykształcenia itp. Ja jednak nie poddawałam się i z uporem dążyłam do celu. W końcu udało się. Jeden z dyrektorów był tak pozytywnie zdziwiony moją determinacją  w szukaniu pracy z dziećmi, że załatwił mi kolonie. Byłam wtedy taka szczęśliwa i dumna…To był mój pierwszy wolontariat… Drugi raz los uśmiechnął się do mnie zaraz po wakacjach (tych „kolonijnych”), gdy dowiedziałam się, że Ośrodek Pomocy  Społecznej poszukuje pedagoga do prowadzenia zajęć świetlicowych z dziećmi romskimi. Te dzieci również mnie potrzebowały…

Idę do szkoły i piszę książkę

Tymczasem nieoczekiwana inna, ważna decyzja w moim życiu pogłębiła moje szczęście, dowartościowała mnie, wyzwoliła ukryte talenty, uśpione marzenia… W związku z reorganizacją w moim zakładzie pracy, usłyszałam od dyrekcji, że muszę uzupełnić wykształcenie, a dostaję taką szansę tylko dlatego, iż jestem matką samotnie wychowującą syna. Cóż, długo nie musiałam się zastanawiać. Wiedziałam, że to jest moje „zaległe” przeznaczenie. Podjęłam studia pedagogiczne o specjalności pedagogiki opiekuńczej i socjoterapii. To był strzał w 10! Czułam się jak „ryba w wodzie”. Byłam wzorową studentką, oddanym dzieciom wolontariuszem, no i wsparciem i podporą dla własnych pociech, normalną, kochającą matką. Kolejną miłą niespodzianką od losu była praca licencjacka zatytułowana: „Zaangażowanie w wolontariat jako autoterapia samotności”. Dla mnie było to zwyczajne pisanie pracy i jej obrona, jednak dla uczelni i promotora był to wielki sukces. Byłam pierwszą osobą w Polsce, która badała samą siebie. Wtedy to również usłyszałam, że powinnam ją opublikować jako książkę. Miałaby służyć wielu osobom poszukujących swej życiowej drogi, a także wskazywać matkom tkwiącym w patologicznych związkach inne, konstruktywne wyjście z sytuacji. W lutym 2011 r., na moje 55 urodziny, książka ujrzała światło dzienne. Wydana jest pod pseudonimem literackim: Baja Szubert, a zatytułowana „Autoterapia samotności”. Cieszę się, że książka może służyć zwykłym ludziom. Za swój sukces uważam fakt, że zakupiło ją wiele uczelni i bibliotek w Polsce. Nie tylko moje dzieci są z tego powodu dumne, ale i ja sama. Jak można ze zwykłej szarej „myszki”, ofiary przeistoczyć się w pełnowartościowego, wrażliwego człowieka? Odpowiedź jest prosta. Trzeba wierzyć w lepsze jutro, trzeba chcieć zmienić swoje dotychczasowe życie, trzeba kochać, żeby pomagać innym, trzeba być szczęśliwym, żeby szczęście dawać…

Działam dalej

Ale wracam do moich ukochanych wolontariatów… Kolejną moją zdobyczą była świetlica dzieci niepełnosprawnych, w której działam do dziś. Te chore dzieci, ale i wolontariusze ze szkół ponadgimnazjalnych nie wyobrażają sobie wtorków i czwartków bez pani Basi. Jednak ciągle mi za mało…Jestem lub staram się być zawsze tam, gdzie są nieszczęśliwe dzieci. Ciągle szukam nowych świetlic, organizuję nowe wolontariaty, bo zwyczajnie kocham to, co robię i kocham te wszystkie dzieci.

Całkiem nie przewidziałam też faktu, że ktoś zauważył moje, otwarte na dzieci, serce. To spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. W 2010 r. otrzymałam z rąk marszałka mojego województwa nagrodę społeczną, za wolontariat na rzecz dzieci.

Polecam wszystkim zagubionym, samotnym i nie tylko, realizację siebie i swoich marzeń poprzez wolontariat. Polecam książkę, która opisuje m.in. moją życiową misję, moje wielkie serce. Przez pomaganie innym, pomagamy sobie. Czujemy się kochani i potrzebni. Życie ma znowu sens, ma inną wartość, inny, lepszy wymiar. A dzieci… Ich uśmiech, radość, szczęście jest bezcenną, przynajmniej dla mnie, zapłatą, jak również dowodem na to, że warto kochać i być kochanym… Bo w szczęśliwych oczach dziecka można ujrzeć cały świat, a w jego radosnym sercu, odbicie własnego serca…

Mam marzenie

Mam jeszcze wielkie, na razie nierealne (bo związane z finansami) marzenie. Bardzo chciałabym ukończyć studia podyplomowe o kierunku kompleksowej pomocy rodzinom, gdyż właśnie im chciałabym umieć też służyć pomocą pedagogiczną-psychologiczną. Dzieckiem potrafię się zająć i umiejętnie to robię, natomiast rodzice tych dzieci też potrzebują wsparcia, prawda? Sama kiedyś jej potrzebowałam, dlatego tak bardzo rozumiem tę kwestię.

Służę również radą czy zwykłą sugestią każdemu, kto zwróci się do mnie ze swym problemem. Dotychczas udało mi się w ten sposób pomóc kilku znajomym matkom. Jest to wprawdzie pomoc nieprofesjonalna, ale poparta moim doświadczeniem życiowym i wielkim, otwartym sercem. Baja Szubert [email protected]

Historii wysłuchała: Joanna Majorek

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Podyskutuj

Masz w sobie moc! Sztuka szukania i odkrywania swoich mocnych stron

Jestem zwolenniczką, aby opierać swoją karierę o swoje mocne strony. Dlatego potrzebujesz podjąć konkretne działania w kierunku poznania siebie i odkrycia swoich mocnych stron. Jaka byłaby odpowiedź, gdybym zapytała Cię o określenie siebie?
  • Kamila Kozioł - 11/11/2019
młoda uśmiechnięta kobieta

Twoje mocne strony to Twój potencjał, który wpływa na Twoje myśli, emocje i działania. Określa kim jesteś i określa Twoją wyjątkowość. Jeśli jesteś świadoma tego, w czym jesteś dobra, masz większe szanse na podjęcie właściwych dla siebie decyzji.

Szukając swoich mocnych stron trudno jest zacząć. Dlatego zacznij od wypisania działań, jakie na co dzień wykonujesz. Aby zidentyfikować swoje mocne i słabe strony, pomyśl o działaniach, w których albo najczęściej uczestniczysz, albo czerpiesz dużo przyjemności. Poświęć około tygodnia na spisanie wszystkich czynności, które wykonujesz w ciągu dnia, oceniając je od jednego do pięciu, w zależności od tego, jak bardzo lubisz je wykonywać.

Ze swojej praktyki coachingowej, wiem, że trudno jest na początku dostrzec swoje mocne strony, dlatego warto zapytać innych, co uważają o nas. To pomoże Ci dowiedzieć się, co myślą o Tobie inni, aby pomóc Ci znaleźć swoje mocne strony.

Na początek pomyśl o ludziach w każdym aspekcie swojego życia. Uwzględnij osoby z pracy, dawnej pracy, nauczycieli, a także przyjaciół i rodzinę. Każdy z nich dostrzeże w Tobie coś innego. Ponieważ w każdym obszarze wykorzystujesz inne mocne strony. Oczywiście mogą się powielać lub łączyć, ale dzięki tak szerokiej perspektywie uzbierasz ich więcej i być może będziesz je mogła połączyć.

Dobrym odzwierciedleniem Twoich mocnych stron będzie analiza Twoich zachowań w różnych sytuacjach. Zastanów się, jak reagujesz w chwilach wymagających działania, przemyślenia i analizy. Zanim zrobisz coś bardziej konkretnego, spróbuj przeanalizować swoje spontaniczne reakcje na doświadczenia, które już miałaś w życiu.

Dlaczego trudno jest znaleźć mocne strony?

Mam wrażenie, że zakładamy zbyt mocne okulary przeciwsłoneczne i zasłaniamy sobie nas samych. Z mojej praktyki psychologicznej wiem, dlaczego tak się dzieje.

Nie widzisz siebie tak, jak postrzegają Cię inni

Inne osoby widzą tylko Twoje osiągnięcia, podczas gdy Ty widzisz kulisy tych działań, pełne emocji i troski. Widzisz też działania, które zaczęłaś, ale nie skończyłaś, ale inni o nich nie wiedzą. Dlatego inni ludzie mogą postrzegać Cię jako mistrzynię produktywności, podczas gdy Ty postrzegasz siebie jako osobę pozbawioną samodyscypliny i konsekwencji.

Wskazówka: jeśli jest coś, co postrzegasz jako słabość, podczas gdy inni widzą to jako jedną z Twoich mocnych stron, zastanów się, czy prawda nie leży gdzieś pośrodku.

Twoje atuty to często rzeczy, które uważasz za zbyt łatwe, aby się tym szczycić

Oto kolejna konsekwencja tego, że postrzegamy sytuacje z naszego własnego punktu widzenia: jeśli coś jest dla Ciebie łatwe, możesz założyć, że jest to łatwe dla wszystkich, a zatem nie jest to szczególnie ważna ani wyjątkowo mocna strona.
Kiedy jest coś, co naturalnie i z łatwością Ci przychodzi, wtedy ledwo zauważasz, że jest to mocna strona, zanim zauważy to ktoś. Być może nie jesteś w stanie wyobrazić sobie robienia czegoś w inny sposób.

Myślisz zbyt wąsko na temat mocnych stron

Często słowa „talent” lub „mocna strona” powodują paraliż i spowolnienie myślenia u Ciebie. Albo natychmiastową blokadę i wypowiedziane słowa „nie, ja nie mam żadnych talentów!” A tak naprawdę mocna strona, to predyspozycja, która przychodzi Ci z łatwością, którą możesz wykorzystać i zmonetyzować.

Porównujesz się do innych

Jednym z powodów, dla których trudno zaakceptować posiadanie siły jest to, że zawsze znajdzie się wielu innych ludzi, którzy są lepsi od Ciebie. Istnieje szansa, że gdy spotykasz na drodze osobę, która powie Ci komplement: „doskonale rodzisz sobie w projektach, szybko dostosowujesz się do zmian”, Twój umysł natychmiast widzi lepszą osobę, którą Ty znasz i jest dla Ciebie mentorem lub jest lepiej wykwalifikowaną w tej dziedzinie osobą.

Skoro znasz swoje słabe strony, dostrzegasz obszary do zmiany, poprawy lub rozwoju powinnaś tak samo znać swoje mocne strony.

Jest to część krzywej uczenia się życia i bezpośrednio przyczynia się do samorozwoju i poprawy. Dzięki dostępnym nam dzisiaj możliwościom rozwoju swojej kariery naturalne jest przytłoczenie i zbłądzenie. Silne zrozumienie mocnych i słabych stron może przynieść pożądaną zmianę we właściwym czasie i doprowadzić nas tam, gdzie chcesz.

Twój potencjał jest nieograniczony, a znajomość mocnych stron otworzy przed Tobą szeroko drzwi do kariery, w której się spełnisz i zrealizujesz.

Zdjęcie: 123 rf


Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Kamila Kozioł
Kobieta, która pragnie zrozumieć ludzką psychikę. Rozumie emocje i wie, jak wzmacniać moc i wewnętrzną siłę. Ukończyła studia z psychologii oraz akredytacyjne i certyfikujące kursy coachingowe. W zawodzie psychologa i coacha od 9 lat. Współautorka „Dziennika coachingowego. 365 pytań od Twojego coacha”, napisanego wspólnie z Kamilą Rowińską oraz współautorka książki „W poczuciu własnej wartości. Zbuduj swoją wewnętrzną siłę”.

Czy wolne piątki, to dobry sposób na work-life balance?

Minione lato upłynęło pracownikom jednego z japońskich oddziałów Microsoftu, pod znakiem wolnych piątków. Na razie to tylko eksperyment, ale jego wyniki są bardzo obiecujące! No bo jak inaczej można określić wzrost produktywności o 40 %?
  • Dominika Wassermann - 08/11/2019
widok z góry na młodą kobietę siedzącą przy biurku

Wolne piątki

W jednym z japońskich oddziałów Microsoftu przeprowadzono bardzo ciekawy eksperyment. Przez całe minione lato praca trwała tylko 4 dni w tygodniu, a weekendy zostały przedłużone dodatkowo o piątki. Badanie to nazwano „Work-Life Choice Challenge Summer 2019”. Jak podaje Microsoft w oficjalnym oświadczeniu, wprowadzenie skróconego tygodnia pracy miało pomóc pracownikom prowadzić bardziej zrównoważony tryb życia. W końcu życie to nie tylko siedzenie w biurze 🙂 Jesteś ciekawa jakie są wyniki eksperymentu?

Produktywność większa o 40 procent

Kogo z Was to zaskoczyło? Wolne piątki sprawiły, że produktywność pracowników wzrosła o 40 procent! To naprawdę bardzo dużo. Ponadto odnotowano znaczny spadek użycia energii (23 procent) oraz mniejsze wykorzystanie papieru – pracownicy drukowali prawie 59 procent mniej dokumentów! To świetny wynik i nadzieja dla naszej planety.

Pracownicy są na tak

Większość osób, które brały udział w eksperymencie, było z niego bardzo zadowolonych (ponad 90 procent). Wprowadzenie skróconego tygodnia pracy sprawiło, że musieli zmienić sposób zarządzania czasem oraz swoimi obowiązkami. Tak tak – liczba obowiązków i zakres zadań pozostały podczas doświadczenia bez zmian 🙂

To tylko eksperyment

Mimo tak obiecujących wyników firma Microsoft nie zamierza na stałe wprowadzać zmian w tygodniu pracy, ale zapowiada powtórzenie badania w przyszłym roku.

Jak to wygląda w Polsce?

W naszym kraju nikt na razie nie pomyślał o wprowadzeniu skróconego tygodnia pracy. Są za to firmy, w których piątek jest dniem mniej oficjalnym. Przeglądając ogłoszenia o pracę nie raz spotkałam się z zaznaczeniem w ofercie, że piątki to tak zwany Casual Friday. Można w te dni przychodzić do pracy w nieoficjalnym stroju – na luzie.

Jak podaje Bankier.pl są także firmy, które zdecydowały się na wprowadzenie tzw. „Piąteczków”. Co to oznacza? A no to, że w piątki, owszem, przychodzimy do pracy, ale czas ten poświęcamy na przeprowadzenie tygodniowego przeglądu. Bieżące obowiązki zostawiamy sobie na pozostałe 4 dni.

Chcesz więcej treści o równowadze między życiem zawodowym a prywatnym? Proszę bardzo 🙂

Work-life balance – o co w tym wszystkim chodzi?

Źródła:

Bankier.pl

Portal dla sekretarek

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Dominika Wassermann
Absolwentka Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, oraz Liceum Plastycznego w Nowym Wiśniczu , która po dziesięciu latach postanowiła powrócić do zajmowania się grafiką komputerową. Prywatnie "zwierzolub", opiekunka 3 kotów, miłośniczka kuchni roślinnej, spędzająca wolny czas na rowerowych wycieczkach.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail