Czego szukasz

Alicja nie z krainy czarów

O spełnianiu marzeń i o tym jak dzieci stały się motorem jej działań rozmawiamy z Alicją Świętoniowską, rzeszowską mamą pierwszoklasistki Emilki i 5,5-letniego Kamila.

Pracujesz na pełen etat w agencji reklamowej, prowadzisz dom, zajmujesz się dziećmi, niedawno kupiliście własne mieszkanie, które urządzasz… od jak dawna żyjesz tak intensywnie?

Obecną pracę rozpoczęłam w kwietniu 2009 r. i od tej pory rozpoczęło się godzenie pracy zawodowej z byciem mamą. Końcówka ubiegłego roku była naprawdę szalona, gdyż musieliśmy szybko się przeprowadzić z wynajmowanego mieszkania, odremontować choć trochę zakupione własne M a poza tym chodziliśmy z mężem normalnie do pracy (bez taryfy ulgowej)…

Ukończyłaś polonistykę, dlaczego nie pracowałaś w zawodzie? Czy w Rzeszowie trudno o dobrą pracę?

Zaraz po ukończeniu studiów złożyłam kilkanaście podań do szkół, ale niestety nie udało mi się podjąć pracy w wyuczonym zawodzie. Jest mi szkoda, bo myślę, że spełniłabym się pracując w szkole, ale z drugiej strony pracuję teraz w firmie, gdzie jak najbardziej przydaje mi się moje wykształcenie, dlatego nie ma tego złego…
Myślę, że rzeszowski rynek pracy nie jest jakiś specyficzny w porównaniu z resztą Polski, o dobrą pracę jest trudno, ale zawsze istnieje możliwość podnoszenia swoich kwalifikacji zawodowych. Różne kursy oferują choćby urzędy pracy bądź lokalne stowarzyszenia.

W 2004 roku urodziła się Emilka, a Ty zostałaś mamą na cały etat – to świadomy wybór czy kompromis?

Na początku był to kompromis, gdyż po macierzyńskim miałam wrócić do pracy, ale po przeanalizowaniu naszej sytuacji doszliśmy z mężem do wniosku, że zostaję na wychowawczym z córką. Poza tym praca, jaką wtedy wykonywałam, nie była szczytem moich marzeń, więc łatwo było mi podjąć taką decyzję. Żłobek nie wchodził w grę ze względu na alergię Emilki, niania była za droga, a ja w pewnej chwili zrozumiałam, że nie chcę w sumie iść do pracy, wolę wychowywać córkę, patrzeć jak rośnie, cieszyć się z każdego dnia spędzanego razem. Bycie mamą bardzo mi się spodobało, poczułam się spełniona jako kobieta.

Niedługo później urodził się Kamil i również zostałaś w domu przez 3 lata – nie znudziło Ci się „siedzenie w domu”?

Emilka była spokojnym, pogodnym dzieckiem, które spało w nocy, nie stwarzała problemów, więc szybko podjęliśmy z mężem decyzję, by mieć drugie dziecko. Kamil urodził się, gdy Emilka miała 2 lata i wtedy rozpoczął się okres w życiu naszej rodziny, którego nie mogę nazwać „różowym”. Opieka nad dwójką dzieci okazała się bardzo absorbująca, często miałam dość wszystkiego, tym bardziej że Kamil dawał nam popalić. W dodatku mój pracodawca nie przedłużył mi umowy o pracę i zostałam na lodzie.
Gdy Kamil miał rok, postanowiłam oddać go do żłobka, Emilkę do przedszkola i pójść do pracy, ale nie byłam gotowa psychicznie, by być bez dzieci 8-9 godzin na dobę, a nie udało mi się znaleźć pracy na pół etatu.

Jak znalazłaś pracę po kilku latach „zawodowej przerwy”?

By móc znaleźć dobrą pracę (i taką, w której nie musiałabym pracować w weekendy), postanowiłam zrobić jakiś kurs. Okazja nadarzyła się, gdy jedna z rzeszowskich uczelni zorganizowała kurs dla osób bezrobotnych. Preferowane były kobiety w takiej sytuacji jak ja. Uczestniczki kursu mogły zatrudnić nianię, a koszt jej zatrudnienia był zwracany w 100%.  Zdecydowałam się na kurs z podstaw księgowości. Ponadto uczestniczyłam w zajęciach z psychologiem, a także z doradcą zawodowym.
Te zajęcia bardzo zmotywowały mnie do poszukiwania pracy, dały mi prawdziwego kopa.  Z takim nastawieniem nie było mi trudno znaleźć pracę. Najpierw był to półroczny staż, potem mój pracodawca zatrudnił mnie na pełen etat.

Czym zajmujesz się w agencji reklamowej?

Pracę mam absorbującą, ale ciekawą. Odpowiadam za kontakty z klientami, pomagam też w prowadzeniu dokumentacji księgowej, wykonuję wyceny, sporządzam oferty handlowe, czasem dokonuję drobnych korekt.

Co na to dzieci, które do tej pory miały mamę cały czas w domu? W południe chodziliście na rowery albo na plac zabaw…

Dzieci przyjęły to nad wyraz dobrze, Emilka poszła do przedszkola, Kamil był w domu z ukochaną nianią, a mąż miał możliwość wykazania się w opiece nad dziećmi. Teraz córka chodzi już do szkoły, a syn jest w przedszkolu, życie weszło w ustalone ramy. Pracuję od 8 do 16 i późne popołudnia mam nadal wolne, więc jak tylko dzień robi się dłuższy, to nadal mamy czas na wycieczki rowerowe, wyjścia na spacer. Weekendy mam wolne i staramy się ten czas spędzać rodzinnie.

Pracujesz na pełen etat – jak wygląda wasz zwykły dzień? Kto zaprowadza i przyprowadza dzieci, kto gotuje, kto sprząta? Czy masz czas dla siebie? Co wtedy robisz?

Mąż z racji zawodu (jest grafikiem) ma elastyczny czas pracy i to on zajmuje się zawożeniem i odprowadzaniem dzieci do szkoły i przedszkola. Ja wychodzę do pracy najwcześniej i wracam też najpóźniej. Sprzątamy wspólnie, gotuję głównie ja, (choć zaczyna się to zmieniać), prasowanie ograniczyłam do minimum, mąż robi zakupy na cały tydzień. Po powrocie z pracy to głównie ja zajmuję się dziećmi, chyba że akurat mąż ma mniej zleceń.
Czasu dla siebie mam mało, w wolnych chwilach głównie czytam, jestem uzależniona od dobrej książki. Ostatnio znalazłam swoje druty, może znowu zacznę coś dłubać.
Poza tym mam swoje marzenia, bo jakoś nie mogę żyć bez stawiania poprzeczki wyżej i wyżej.

Aby mama mogła pracować, potrzebuje wsparcia męża, innych członków rodziny, pomocy od innych osób. Jak to wygląda u Ciebie?

Jestem dyspozycyjnym pracownikiem, tylko dlatego, że  mąż może pracować w domu, gdy dzieci są chore. To on chodzi na wywiadówki, spotkania w przedszkolu, jeździ też w razie potrzeby do lekarza. Bez takiego wsparcia trudno byłoby pogodzić to wszystko.
Dziadkowie nadal pracują, ale w wolne dni chętnie zostają z wnukami i zawsze możemy na nich liczyć, gdy chcemy czasami wyjść gdzieś sami, podobnie jest też z siostrą męża.

W 2011 roku spełniło się Twoje marzenie i kupiliście pierwsze własne mieszkanie… Opowiedz coś o tym.

Nadal jest mi w to trudno uwierzyć… W końcu mieszkamy na swoim. Jest super!!! Powoli się urządzamy, dzieci  zadowolone, okolica naprawdę fajna, już nie mogę się doczekać wiosny, gdyż mieszkamy w miejscu, gdzie jest dużo placów zabawa, blisko są ścieżki rowerowe…

Na zakończenie Twoja rada dla mam…

Rada banalna, ale u mnie się sprawdziła. Warto marzyć (takim moim marzeniem było własne mieszkanie) i nie poddawać się w dążeniu do celu. Dzieci mogą dla nas – mam – stać się motorem do działania, a nie przeszkodą.

Dziękuję Ci za rozmowę i życzę spełnienia marzeń.

Rozmawiała Joanna Gotfryd

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie