Czego szukasz

11 powodów, dla których pokochasz bycie pracującą zawodowo mamą

Pierwsze chwile po powrocie do pracy obfitują w pewien rodzaj smutku, wywołany wyrzutami sumienia. Prawie każda mama martwi się o swoje dziecko, jego poczucie opuszczenia lub rozczarowanie. Na pewno odczuwa stratę pełnego udziału w rodzinnym życiu. Ale jednocześnie w każdy weekend oczekuje poniedziałku, zmęczona hałasem i kłótniami dzieci. Na dłuższą metę jest to szansa na pogodzenie domu i pracy i pokochanie takiego trybu życia. Przedstawiam Ci 11 powodów, które pokazują, że życie pracującej mamy bywa przyjemniejsze niż myślałaś.

  • Agnieszka Wadecka - 13/02/2019

1. Praca jest łatwiejsza niż rodzicielstwo

Tak naprawdę wyjście do ludzi i działanie według ustalonego planu, czy wykonywanie zleconych zadań jest sto razy łatwiejsze niż siedzenie z dziećmi w domu, gdzie sama musisz się zorganizować i czeka Cię cała masa nieprzewidzianych sytuacji. Dzieci potrafią pokrzyżować wszystkie plany i zrujnować cały porządek, który zrobiłaś i to w kilka minut. W pracy jest zdecydowanie łatwiej.

2. Macierzyństwo sprawia, że kobieta jest lepszą osobą i lepszym pracownikiem

Pomimo wszystko to właśnie macierzyństwo pomogło Ci się wzmocnić. Jesteś gotowa na wszystkie ekstremalne sytuacje, jesteś elastyczna i potrafisz rozwiązać każdy problem logistyczny. To przekłada się na umiejętność radzenia sobie w pracy. Przypomnij sobie, że do niedawna byłaś jak te bezdzietne koleżanki – zagubiona, mniej odważna, szukałaś pomocy u doświadczonych, a teraz? Istny huragan.

3. Mama jest dobrym wzorem do naśladowania

Wiele badań udowadnia, że pracujące matki zwiększają poczucie pewności swoich córek. Nie ma w tym nic dziwnego – dziewczynki obserwują swoje matki i widzą, że każda przeszkoda jest do pokonania. Skoro mama da radę, to one też. Ale to nie wszystko, gdyż synowie mając pracującą mamę są wciągani w obowiązki domowe, uczą się, że prowadzenie domu nie jest wyłącznie pracą kobiet. To sprawia, że w przyszłości będą dobrymi mężami.

4. Praca wzbogaca małżeństwo

Dzięki pracy kobieta może powymieniać się z mężem ciekawymi sytuacjami, jakie im się przydarzyły. Na pewno będzie miała więcej do opowiedzenia, niż gdyby miała streścić standardowy dzień z dzieckiem w domu. Na dobre relacje małżeńskie wpływa też fakt, że mężczyzna nie jest już jedyną osobą odpowiedzialną za utrzymanie rodziny, spada z niego duża presja, a także jest ogromnie dumny z żony i z chęcią jej to okazuje.

5. Dom nie wgląda jak z katalogu

Gdy każdy dzień jest zbudowany według schematu praca-zakupy-przedszkole-dom, to ciężko jest znaleźć czas na wypucowanie domu na błysk. Nie ma obrusów, podłoga nieraz bywa brudna, a okna wołają o pomstę do nieba, ale w końcu spędzenie czasu z całą rodziną przy kolacji, czy czytanie książeczek przed snem jest ważniejsze od sprzątania. Zwłaszcza gdy po całym dniu brakuje sił.

6. Brak konkurencji

Idziesz do pracy, zostawiasz dziecko z opiekunką, wracasz stęskniona, a ten mały najukochańszy człowiek mówi do obcej kobiety „mamo” i nie chce się z Tobą nawet przywitać… Czy Ciebie też męczył ten koszmar? Wiele kobiet myśli, że maluch poczuje się odrzucony i pokocha opiekunkę lub przedszkolankę bardziej niż własnych rodziców, jednak zauważa, że to tylko jej bezpodstawne lęki i szybko przestaje dostrzegać rywalkę o uczucia dziecka. Fakt, dziecko się przywiązuje do nowej osoby, która poświęca mu dużo czasu, ale to z mamą ma sekretne całuski w brzuszek, to mama tuli w nocy podczas choroby i to mama zna ulubione kołysanki. Nawet jeśli mama znika, bo idzie do pracy i wraca późnym popołudniem, to i tak jest najważniejszą, niezastąpioną osobą.

7. Przez pracę kobiety mąż jest bardziej zaangażowany w obowiązki związane z dziećmi

Jeśli do tej pory pracował tylko Twój partner, to większość domowych obowiązków spadało na mamę. Ale koniec z tym! Odkąd pracujecie oboje, to oboje musicie się dzielić obowiązkami. Dzięki temu tata częściej jest zaangażowany w zadania, które dotyczą dzieci. To miła odmiana, zwłaszcza dla kobiet.

8. Nic tak nie podnosi samooceny jak pochwały w pracy

Kiedyś usłyszałam od syna, że zostanie mamą jak dorośnie. Do tej pory to był jeden z najpiękniejszych komplementów w życiu i z pewnością najbardziej wrył się w pamięć. Jednak same wiecie, nawet najsłodszy komplement z ust dziecka jest czym innym niż pochwała w pracy, za to co zrobiłaś, osiągnęłaś, że zrobiłaś to tak dobrze. To przekłada się na wszystko, samoocena tak rośnie, że czujemy się spełnione w każdej dziedzinie życia. Osiągamy sukcesy i pragniemy ich więcej i więcej.

9. Dzięki łączeniu pracy i rodziny kobieta jest bardziej zdyscyplinowana i ma wszystko zaplanowane

Goniące terminy i wypełniony po brzegi kalendarz dyscyplinują jak wiszący nad głową bat. Dobrze wiesz, że jeśli zawalisz jakiś termin w pracy, to będziesz musiała nadrobić i może na tym stracić czas, który masz poświęcony dla rodziny. Tylko dzięki dokładnemu wypełnianiu planu, punkt po punkcie możesz spać spokojnie i działać bez stresu.

10. Prawo do odrobiny luksusu

Nareszcie, od kiedy zarabiasz, możesz bez żadnych wyrzutów sumienia pozwolić sobie na małe przyjemności. Do tej pory głupio Ci było iść do fryzjera czy kupić nowe spodnie z domowego budżetu, na który ciężko pracował Twój partner. Teraz wiesz, że budżet jest większy, wiesz też, że za Twoją pracę i sukcesy należy Ci się dawka luksusu od czasu do czasu.

11. Dzieci lepiej się rozwijają

Dzięki temu, że rodzice pracują, dzieci stają się lepsze. Mają dobre wzorce, widzą, że na wszystko trzeba sobie w życiu zapracować, że praca przynosi satysfakcję i spełnienie, że wcale nie musi być przykrym obowiązkiem. W przyszłości będą miały łatwiejszą drogę do budowania własnego sukcesu. Co więcej, gdy rodzice pracują i nie mogą sami poświęcić dzieciom czasu, to szukają im rozwijających zajęć, zapisują na rozwojowe formy spożytkowania energii. Wielu pracujących rodziców po latach widzi, że ich dorosłe dzieci wyrosły na mądrych ludzi, którzy nie mają trudności w życiu, dobrze sobie radzą i są samodzielni. To daje ogromną motywację i nadzieję na przyszłość.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Wadecka
Szczęśliwa żona i mama trójki dzieci. Macierzyństwo to jej największa pasja, motywująca do rozwoju i działania. Z przyjemnością oddaje się pisaniu. Kocha muzykę, kino i dobre jedzenie. Lubi śledzić trendy i wprowadzać je w życie. Zawodowo początkująca, ale z apetytem na sukces.

Żyć szczęśliwie = bez Facebooka? Jaki wpływ mają na nas social media?

Wielu z nas nie wyobraża sobie już życia bez Facebooka, Instagrama, Twittera czy Snapchata. Social media są oczywistą i naturalną częścią naszej codzienności. Czy jednak przez to jesteśmy szczęśliwsi? Jak wskazują badania przeprowadzane przez ostatnie lata – niekoniecznie.
  • Karolina Wojtaś - 10/07/2019
młoda kobieta z telefonem w ręce

Jaki wpływ mają na nas social media?

Choć niemal każdy z nas skarży się na za krótką dobę, okazuje się, że na social media znajdujemy czas. Według raportu firmy McKinsey („Cyfrowi Polacy – przyśpieszenie e-rewolucji”) aż 72% Polaków między 15 a 64 rokiem życia codziennie korzysta z Facebooka i innych mediów społecznościowych.

Z kolei według Mediakix, przeciętny człowiek spędza w social media aż około 5 lat swojego życia – przy założeniu, że spędzamy około 40 minut dziennie w serwisie YouTube, 35 minut na Facebooku, 25 minut na Snapchacie, 15 na Instagramie oraz minutkę na Twitterze, który w naszym kraju nie jest jeszcze szalenie popularny.

Czy jesteśmy tego świadomi? Oczywiście. Wszyscy wiemy, że podczas przeglądania nowych wpisów znajomych czy oglądania zarekomendowanych przez nich filmów czas ucieka w szalonym tempie. Część z nas regularnie obiecuje sobie ograniczenie czasu spędzonego właśnie w social mediach, niektórzy nawet ostatecznie rezygnują z wirtualnego życia. Warto w tym miejscu wspomnieć, że w jednym z badań aż 41% użytkowników Facebooka i Instagrama stwierdziło, że media społecznościowe zabierają im za dużo wolnego czasu (za: Independent.com).

Social media – pożeracze czasu

O współczesnych młodych ludziach, uzależnionych od social mediów, mówi się, że są próżni i skoncentrowani na sobie. To niekoniecznie tak. Potrzeby uznania i przynależności, czyli ostatnie w znanej piramidzie Maslowa, są nie tylko naturalne, ale i bardzo silne. Kiedyś spełnialiśmy te potrzeby, spędzając czas w towarzystwie bliskich i znajomych, a poziom sympatii wobec własnej osoby można było ocenić poprzez ilość zaproszeń na domówki czy choćby grille. Dzisiaj uznanie i przynależność do grupy definiują „lajki” na Facebooku oraz pozytywne komentarze.

Oczywiście zdobycie uznania w mediach społecznościowych jest znacznie trudniejsze niż uzyskanie sympatii poprzez uczestniczenie w imprezie „na żywo”. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę działalność tzw. „hejterów” czy znacznie większą gotowość ludzi do krytykowania, gdy są oddzieli od prawdziwego świata ekranem.

Facebook = problemy z samooceną

Zarówno ta krytyka (którą rzadko można nazwać konstruktywną), jak i hejt, mocno zaniżają nasze poczucie wartości. Na problemy z samooceną u osób korzystających z Facebooka ma także wpływ naturalne porównywanie swojego życia z tym, co widzimy na ekranie, czyli z „idealnym” życiem znajomych. Wyniki badania przeprowadzonego w Kopenhadze wskazują, że ludzie nagminnie korzystający z Facebooka często cierpią na „facebookową zazdrość”. Czego zazdrościmy?

Wszystkiego – wakacji w Grecji, szczęścia rodzinnego, narodzin nowego członka rodziny (nawet, gdy sami nie planujemy kolejnego dziecka), pracy i pasji. Zazdrościmy, bo informacje, które widzimy na ekranie, są umiejętnie podane. Nikt nie wspomni o awanturze z mężem i podejrzeniach o niewierność, a fotki z Grecji, na których para promienieje szczęściem, w ogóle nie nasuwają takich podejrzeń.

Fotografia noworodka w objęciach mamy, z przeszczęśliwym ojcem przy boku, nie pozwalają sądzić, że oboje są zmęczeni, a on to właściwie zastanawia się, kiedy minie jej baby blues. Widzimy to, co mamy zobaczyć – lukier, słodycz, szczęście. I wierzymy, że ktoś tak żyje, w wiecznym uśmiechu, w wiecznej radości. Tylko dlaczego to nie jesteśmy my?

Facebook ma zatem ogromny wpływ na naszą samoocenę – po pierwsze, z racji wspomnianego dysonansu między „udanym” życiem innych a własnym (krzyczące, nieposłuszne dzieci, kiepska praca z czepiającym się szefem, mąż, któremu trzeba palcem wskazać, gdzie jest zmywarka). Po drugie, z racji porównywania choćby swojej… sylwetki.

Badania Martina Graffa z University of South Wales wskazują, że kobiety spędzające mniej niż godzinę dziennie na Facebooku znacznie pozytywniej oceniają swoją figurę niż te, które lubują się w przesiadywaniu w social mediach. Dlaczego? Bo te pierwsze nie stykają się tak często z wyidealizowanymi fotografiami, więc po prostu bardziej siebie lubią.

Samotność w obliczu social mediów

Na samym końcu, choć nie najmniej ważne, są problemy z nawiązywaniem głębszych relacji oraz samotność – one także są skutkiem nadmiernego korzystania z social mediów. Jak udowodnili badacze, dłuższe braki w komunikacji niewerbalnej (gesty, dotyk, spojrzenie) powodują, że oceniamy nasze życie jako gorszej jakości – pewnych komponentów komunikacji nie da się zastąpić nawet najbardziej odpowiednim emotikonem.

Im dłużej nie spotykamy się z ludźmi albo spotykamy się tylko w sieci, tym bardziej jesteśmy też narażeni na samotność. Wchodzimy w koło wzajemnej gloryfikacji, lajkujemy, komentujemy i wstawiamy swoje „idealne” zdjęcia, a w ostateczności i tak potrzebujemy kogoś, komu można byłoby się zwyczajnie wygadać, powiedzieć: „Ale mam beznadziejny dzień”. Problem w tym, że im więcej czasu spędzamy w social mediach, tym mniej poświęcamy na kontakty „w realu”. Te zaległości czasem trudno odrobić. Skutek? Głębokie poczucie osamotnienia.

Social media mogą być ok. Pod pewnymi warunkami

Coraz więcej osób decyduje się na ucieczkę od social mediów, choć to najbardziej kategoryczne rozwiązanie. Ty nie musisz tego robić. Wystarczy, że ograniczysz czas spędzany na Facebooku, Instagramie czy Snapchacie. I zaczniesz traktować media społecznościowe jako dodatek do prawdziwego życia, a nie jego zastępnik.

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Karolina Wojtaś
Mama, żona, psycholog i redaktor. Spełniona zawodowo dzięki miłości do pisania, szczęśliwa prywatnie dzięki mężowi i dwóm cudownym synom. W krótkim czasie "tylko dla siebie” czyta, szyje… albo znowu pisze.

Wakacyjna apteczka – co powinnaś do niej spakować?

Czym charakteryzują się wyjazdy z dziećmi? Między innymi tym, że są nieprzewidywalne. Może nie wydarzyć się nic, a może dziać się naprawdę sporo – upadki, insekty, problemy żołądkowe…W myśl przysłowia ”przezorny zawsze ubezpieczony” lepiej jest przygotować się na różne dolegliwości przed wyjazdem i mieć pod ręką wakacyjną apteczkę.
  • Kasia Myślicka - 10/07/2019
rodzina pakuje walizkę na wakacyjny wyjazd

Podstawowy zestaw nie zajmuje aż tak wiele miejsca, a skompletować go można pamiętając o kilku najważniejszych zagadnieniach:

  • temperatura i bóle,
  • ochrona przed słońcem,
  • owady i pogryzienia,
  • skaleczenia i upadki,
  • problemy żołądkowe oraz
  • choroba lokomocyjna.

Oczywiście można byłoby wymieniać różne przypadłości w nieskończoność. Jednak nie przesadzajmy z rozmiarem apteczki. Zawsze w końcu można udać się do apteki, a przy poważniejszych objawach lepiej jest skonsultować się z lekarzem.

Wakacje z dziećmi – niezbędne w apteczce

Podstawą, która zawsze powinna być pod ręką przy podróżach z dziećmi jest termometr oraz lek na ból i gorączkę.

Ochrona przeciwsłoneczna

Nie może także zabraknąć ochrony przed słońcem. To nie jest coś co zawiera apteczka, ale traktujmy ten temat poważnie. Przy kupowaniu kremu wybieramy specjalne formuły dla dzieci. Im większy filtr SPF, tym lepiej. Zwłaszcza gdy jedziemy na Południe Europy – 50 SPF nie mniej! Drugi punkt obowiązkowy, to balsam po opalaniu. Nawet, gdy stosowaliśmy krem z filtrem, skóra była narażona na działanie słońca i dobrze jest jej ulżyć i ją nawilżyć. W przypadku oparzenia, koniecznie pokryć skórę pianką na oparzenia.

Komary, kleszcze i inne owady

Spray lub żel przeciw komarom i kleszczom to podstawa, nawet jeśli nie planujemy wakacji w lesie. Dlatego że są wszędzie! Niestety. Z kolei maść łagodząca swędzenie działa cuda. Nie jestem pewna, czy to efekt placebo, ale wystarczy posmarować i narzekanie się kończy 🙂 Jeśli planujemy wakacje na wsi lub w lesie, dobrze jest mieć ze sobą zestaw do wyciągania kleszczy.

Skaleczenia i stłuczenia

To chyba najczęstsza przypadłość wakacyjna – upadki, obtarcia to chleb powszedni przy najmłodszych dzieciach. Podstawą są więc plasterki różnej wielkości, gaza i bandaż, preparat do odkażania ran. Na rozcięcia warto mieć plasterki chirurgiczne. Możemy dodatkowo zaopatrzyć się w żel pomagający w gojeniu się ran, pomaga także na poparzenia. Z kolei na potłuczenia idealny jest żel arnikowy -zapobiega robieniu się guzów. Bardzo wygodny jest w postaci sticku.

Problemy żołądkowe

Najmniej przyjemna przypadłość, niestety może się zdarzyć w najmniej odpowiednim momencie. Biegunka jest niebezpieczna z powodu odwodnienia. Warto mieć przy sobie płyny nawadniające w postaci kropli dla najmłodszych lub saszetek z rozpuszczalnym proszkiem dla starszych dzieci.

Choroba lokomocyjna

Młodszym dzieciom można podawać tylko preparaty ziołowe. Sprawdzone działanie ma imbir. Od 6-tego roku życia można podawać aviomarin. Należy pamiętać, że ma właściwości nasenne. Można także spróbować opaski uciskowej na nadgarstek.

Apteczka przygotowana, walizki spakowane, teraz tylko miejmy nadzieję, że wakacje upłyną w spokoju i nie trzeba będzie do niej sięgać.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Kasia Myślicka
Mama kilkuletnich bliźniaków, które stara się zarazić swoją pasją do podróży i aktywnego trybu życia. Od kilku lat mieszka w Prowansji. Po godzinach prowadzi blog Kids&Go, na którym zamieszcza informacje o sprawdzonych miejscach na wyjazdy z dziećmi i praktyczne porady przydatne do planowania rodzinnych podróży.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail