Czego szukasz

Żyję po włosku w Polsce – wywiad z Anią z Primo Cappuccino

„Rób, co możesz. Tam, gdzie jesteś. Z tego, co masz” – mówi Ania Myszkowska, autorka bloga Primo Cappuccino, która codziennie uczy się żyć po włosku w Polsce i taką ideą zaraża swoich czytelników. „Otwartość na innych, życie ze sobą, a nie obok siebie, wspólne wyprawy do baru na kawę i świętowanie nawet najmniejszej okazji z przyjaciółmi sprawia, że życie cieszy każdego dnia”.

  • Joanna Gotfryd - 06/12/2017
Anna Myszkowska, autorka bloga Primo Capuccino na hamaku

Aniu, pewnie już nieraz odpowiadałaś na to pytanie – dlaczego zaczęłaś pisać bloga Primo Cappuccino? I dlaczego właśnie taka nazwa?

Zgadza się, o nazwie opowiadam niemal za każdym razem. A wydawała mi się taka oczywista 😉

Zaczęłam pisać bloga, gdy moje drugie dziecko skończyło rok. To był bardzo intensywny czas i to cappuccino, dosłownie i w przenośni, było chwilą zatrzymania się w ciągu dnia, zaczerpnięcia z chwili, która trwa, i uświadomienia sobie, że to moje tu i teraz to najlepsze, co mam. I tylko na to mam wpływ.

Dziś Primo Cappuccino uczy mnie, że można mieć wszystko, tylko nie wszystko na raz. To trochę jak ta pierwsza kawa po przekroczeniu włoskiej granicy. Piję ją na stacji przy autostradzie – to co najlepsze we Włoszech już mnie otacza, ludzie, smaki, podejście do życia. A jednak wiem, że za chwilę to się zmieni, będzie inaczej, odwiedzimy inne miejsce, ale nadal będzie pięknie.

A miłość do Włoch – dlaczego akurat Włochy? Co Cię urzekło właśnie w tym kraju? I kiedy to było?

Wcale nie podczas pierwszej podróży. Jak wynika z opowieści moich czytelników, miłość do Włoch rzadko trafia się od pierwszego wejrzenia. Czasem dopiero za którymś razem dopada Wirus Włoskiego Bakcyla (nazwa własna), czasem dopiero podczas nauki języka.

U mnie miłość do Włoch zaczęła się od starożytnego Rzymu i lektury powieści „Znamię lwa”. Kiedy zdałam maturę i przeszłam egzaminy na studia, dostałam propozycję wyjazdu do Włoch.

Długo się nie zastanawiałam! I oczywiście, wzięłam tę książkę w podróż. Z tego też powodu nie pamiętam żadnych widoków zza okna. Całą podróż byłam pochłonięta lekturą, żeby zdążyć przeczytać ją powtórnie, nim dojedziemy do Rzymu 🙂

Po zwiedzaniu Rzymu nie pamiętałam nic poza Koloseum i Forum Romanum. Tak mocno zafascynowała mnie możliwość przeniesienia się w czasie do realiów z powieści.

Po powrocie nadszedł czas studiów i innych pasji, ale podróże zawsze miałam we krwi, więc ten czas był świetny pod kątem szalonych wyjazdów.

Na drugim roku postanowiłam rozpocząć naukę włoskiego, a rok później intensywny kurs pilotażu.

Gdzieś w głowie zawsze miałam wizję podróży do Włoch jako sposobu na życie. Nie miałam jeszcze wtedy pojęcia, że można też żyć po włosku, w Polsce.

Czytając Twojego bloga i newslettery myślę sobie, że duńczycy mają hygge, a Ty takie hygge w wydaniu polsko-włoskim nam serwujesz… nie jesteś narzekającą matką polką… czy to zasługa zanurzenia we „włoskim styku życia”? Skąd czerpiesz ten zachwyt nad życiem?

Chyba z poczucia, że nie żyjemy wiecznie. I jeszcze z pewności, że nie jestem w tym wszystkim sama. Mówi się, że gdy czujesz, że przed tobą już tylko ściana, to masz do wyboru zwiesić głowę i spojrzeć w dół a możesz też wznieść oczy w górę i tam szukać ratunku. Mi zawsze pomaga to drugie wyjście.

Mój tata od zawsze wpajał mi, że „nie ma rzeczy niemożliwych”, ale jest też niebieski Tata, a On w ogóle może wszystko. To czym ja mam się martwić?

Ktoś może pomyśleć, że to dość infantylne. Ale ja już w życiu sporo przeszłam. Śmierć brata, dwie ciężkie operacje u męża, w tym druga w momencie, gdy byłam wysoko w ciąży i nie miałam żadnej pewności, że po zabiegu się jeszcze zobaczymy.

Tych sytuacji było dużo więcej. Z każdej wychodziłam mocniejsza, i jeszcze bardziej pewna, że sama nie muszę tego dźwigać. Że mogę pozwolić sobie na ufność, i że z każdej, nawet najbardziej beznadziejnej sytuacji Bóg wyprowadza dobro.

To jest główny powód, dla którego dziś zamiast wiecznych pretensji, mam w sobie tę radość. A ona trwa dłużej niż dobry nastrój i tli się nawet wtedy, gdy mam fatalny dzień. Rozwala serce od środka i tylko dlatego widać ją na zewnątrz.

I jeśli udaje mi się nią subtelnie zarażać w tym, co piszę, to znaczy, że nie piszę na darmo. Dobrze to wiedzieć.

Trudne sytuacje w życiu nauczyły mnie też podejścia: Rób, co możesz. Tam, gdzie jesteś. Z tego, co masz. Dzięki temu, dziś widzę przede wszystkim szanse, nie ograniczenia.

Pięknie powiedziane! Biorę to dla siebie!
Masz 3 małych dzieci. Jak dużo czasu poświęcasz na blogowanie? Jak wygląda Twój typowy dzień?

Staram się zmieścić w 2-3 godzinach dziennie, ale wiadomo, że czasem poświęcam na bloga i działania wokół marki nawet cały dzień, a czasem robię sobie wolne. I choć zdarza się, że zatęsknię za normowanym trybem pracy (zwłaszcza, gdy nagle wszyscy się rozchorują i człowiek ma ochotę uciekać na księżyc), to ta elastyczność mi odpowiada.

Czasem piszę do upadłego, robię jedno działanie za drugim, bo mam swoje terminy i zobowiązania. A czasem zupełnie luzuję podejście i skupiam się na rodzinie.

Na przykład rok temu, po urodzeniu synka, przez dwa miesiące niemal wyłączyłam się z blogowania. To samo dzieje się, gdy wyjeżdżamy w podróż, gdy są święta, a także w niemal każdy weekend. To moje zasady i długo dążyłam do tego, bym mogła dyktować warunki, a nie musiała całe moje prywatne i rodzinne życie podporządkowywać pracy.

Jestem przede wszystkim mamą, ale… nie tylko mamą 🙂 I myślę, że jedna i druga myśl trzyma mnie we względnej harmonii zarówno w macierzyństwie, jak i w działalności zawodowej.

Czy blog jest Twoją działalnością biznesową? Na czym w takim razie zarabiasz?

Nie jest to moje główne źródło dochodów, ale tak, zarabiam na działaniach związanych z Primo Cappuccino.

To jest przede wszystkim współpraca z markami, sieci afiliacyjne czy usługi dla klientów indywidualnych, np. tworzenie planów/projektów podróży dla osób, które chcą podróżować na własną rękę, ale nie mają czasu lub wiedzy, by taką podróż w pełni przygotować.

Przymierzam się także do wypuszczenia w świat własnego przewodnika, na razie w formie ebooka, ale kto wie, jak to się wszystko rozwinie i ile dobrego przyniesie przyszłość 🙂

Jaki jest sekret prowadzenia takiego fajnego bloga 🙂 ?

Podchodzę do czytelników tak, jak podchodzę do uczestników wyjazdów. Przede wszystkim bardzo ich lubię i traktuję jak dobrych znajomych 🙂 Poza tym, jak mało kto rozumiem ich włoską pasję i tworzę dla nich miejsce, gdzie mogą odetchnąć od codziennych problemów i poczuć się jak we Włoszech, gdziekolwiek teraz są.

To interakcje z odbiorcami są dla mnie paliwem do dalszego tworzenia, ich potrzeby, często ich wdzięczność.

Dziś mam z nimi kontakt zarówno na blogu, gdzie komentarze są często dłuższe i ciekawsze niż same wpisy, ale także w Kawowych Listach (newsletterach), które wysyłam dwa razy w miesiącu, na fanpage’u, Instagramie, a od dwóch lat także w grupie na Facebooku, która jest prawdziwą kopalnią inspiracji, wiedzy i świetnego włoskiego klimatu, który tworzę już nie tylko ja, ale i kilka tysięcy osób zafascynowanych Italią.

To powoduje, że również ja mnóstwo się od nich uczę i nieustannie się rozwijam. W tym miejscu rozmawiam z ludźmi na comiesięcznych transmisjach live, a w ostatnim tygodniu spotkaliśmy się w Toruniu na żywo. Myślę, że te spotkania na żywo, w różnych miejscach Polski to jest to, w co chcę się zaangażować w przyszłym roku. Czuję, że to dla Primo Cappuccino właściwy kierunek i potwierdzenie idei, które promuję od lat.

Pracowałaś wcześniej jako pilot wycieczek. Czy zdarza Ci się jeszcze pilotować wycieczkę do Włoch, czy jeździsz do Italii tylko prywatnie? Które miejsce we Włoszech możesz śmiało nazwać swoim drugim domem?

Tak, pracowałam jako pilot od czasu studiów. Wróciłam do pilotażu, gdy moje starsze dzieci nieco odrosły od ziemi 😉 Wówczas musiałam zaangażować do pomocy kilka osób, zmieniać się z mężem w opiece nad dziećmi, ale udało się to zorganizować w taki sposób, by wszyscy byli zadowoleni.

Teraz mam przerwę odkąd urodziłam synka i jeszcze przez chwilę daję sobie spokój, bo to jest w tej chwili najlepsze dla nas wszystkich. Jednak działam w temacie bardzo aktywnie, a do czynnego pilotażu wrócę w swoim (najlepszym ku temu) czasie.

Na razie stawiam na prywatne podróże z rodziną 🙂 A co do pilotażu, dzięki Primo Cappuccino pilotuję miłośników Italii w sieci, i w tym kierunku ogromnie się realizuję.

Mój drugi dom? Spokojnie mogłabym osiąść w Sienie. Wszystko mi tam odpowiada, i społeczność, i lokalizacja, i zabytki, i urokliwe zaułki, o których mało kto słyszał, genialna historia, a nawet kolor! Siena palona to mój ulubiony odcień.

Ale miejsc, gdzie równocześnie mogłabym pomieszkiwać, jest więcej. To chyba temat na osobny wywiad 😉

Namawiać czytelniczek do wyjazdu do Włoch pewnie nie trzeba, większości z nas ten kraj kojarzy się bardzo dobrze. Jak „włoski styl życia” zastosować w Polsce, pytam o wersję dla mam?

Wszystko, co piszę na temat włoskiego stylu życia w Polsce to punkt widzenia nie tylko miłośniczki Italii, ale i mamy. Te rady są na tyle uniwersalne, że każdą z nich da się zastosować w momencie, gdy po domu biegają małe dzieci, ale także i wtedy, gdy pracuje się w korporacji.

Codziennie uczę się żyć po włosku w Polsce, dzięki czemu moje dni są o wiele prostsze i przyjemniejsze. Do Italii nie ciągnie mnie na każdym kroku, bo wychodzę z założenia, że bez sensu jest wiecznie tęsknić za Italią, skoro można jej namiastkę stworzyć sobie we własnym domu. Inaczej wciąż bym tęskniła zamiast cieszyć się życiem tu i teraz.

To co robisz?

Przede wszystkim to, za czym tęsknią wszyscy italofile. Otwartość na innych, życie ze sobą, a nie obok siebie, pozdrawianie siebie nawzajem, zagadywanie bez okazji, wspólne wyprawy do baru na kawę i świętowanie każdej, nawet najmniejszej okazji z przyjaciółmi przy winie.

To stawianie na być, zamiast tylko mieć. We Włoszech ważne jest jeszcze to, by nie tylko „być”, ale przede wszystkim „być razem”. Nie zamykać się w domu, tylko szukać okazji, by wyjść, spotkać się z ludźmi, nie czekać aż oni zrobią to pierwsi, tylko samemu być taką pobudzającą osobą. Takie podejście wyzwala ogromne pokłady entuzjazmu – w nas i w każdym, kto się z nami zetknie.

Lubię też tą moją lokalną społeczność, szukam małych firm z pasją, rzemieślników z talentem – przecież właśnie takie klimatyczne miejsca przyciągają mój wzrok we Włoszech.

Z tego powodu, robię zakupy w małych sklepach, gdzie jest czas na wymianę zdań z właścicielem, gdzie on dokładnie wie, co lubię kupować, ba, czasem pamięta imiona moich dzieci!

Korzystam z usług małych zakładów krawieckich, fryzjerskich itp., gdzie wracasz jak do starych znajomych, a nie tylko zostawiasz tam pieniądze.

W supermarketach też robię zakupy, a jakże. Ale staram się zawsze, by to nie był bezosobowy kontakt, bez zauważenia człowieka. Czasem wystarczy jeden mały żart, miła uwaga, bo ona należy się każdemu, z kim się stykamy w ciągu dnia.

Dzięki temu jest szansa, że ten drugi w społeczeństwie poczuje się choć odrobinę mniej samotny i niepotrzebny. Kto wie, komu „dzisiaj zrobimy dzień”? 😉

We Włoszech wystarczy, że przypadkowy przechodzień powie Ci coś miłego, a już czujesz, że dzień jest inny. Turyści nagle nie przeszkadzają tak, jak wcześniej, upał też jakby mniej doskwiera, nagle nie zauważasz śmieci na ulicach i masz ochotę iść, zrobić coś fajnego dla kolejnej osoby 🙂

Po prostu, cieszysz się życiem. Ale to nie tylko zasługa wspaniałych zabytków i genialnego jedzenia, ale przede wszystkim LUDZI, których spotykasz na drodze i interakcji, których nie zapomnisz do końca życia.

Tych włoskich kwestii na co dzień jest dużo więcej. Ale na pewno postawienie na rodzinę, na wspólne posiłki, na celebrację drobnych momentów w ciągu dnia, na nie odkładaniu najlepszych rzeczy na specjalną okazję.

Dziś jemy na najlepszych talerzach, jakie mamy w domu, pijemy wino z kieliszków i zapalamy świece bez okazji (zamiast tylko je odkurzać).

Im częściej czegoś używam, tym lepszej jakości powinno to być, właśnie dlatego, że stykam się z tym codziennie – dzięki podróżom do Włoch, nagle okazało się to takie logiczne.

Przy jedzeniu rozmawiamy głównie o jedzeniu i o tym, co nas spotkało w ciągu dnia. Telefony są wtedy daleko, tematy polityczne także.

Od takiego stołu nie chce się odchodzić, a tym bardziej uciekać na kanapę przed tv. Tv zresztą w domu nie mamy i również opisuję tego dobre strony, jakie na co dzień odczuwamy.

Dalej, szacunek do osób starszych, ale i traktowanie dzieci jak pełnowartościowe osoby, które mają swoje zdanie, swoje potrzeby, marzenia itp. One nie muszą się pokrywać z tym, co my, jako rodzice, uważamy za najwłaściwsze.

Uczymy się szanować wzajemnie swoje potrzeby, tłumaczyć to, co trudne i kochać z całych sił, mimo wszystko. To się z roku na rok coraz bardziej zwraca 🙂

Włosi uwielbiają dzieci. Nie zawsze jest to mądra miłość, czasem zwyczajne rozpieszczanie, ale na pewno je kochają, temu się nie da zaprzeczyć. Zobaczysz je w małych rodzinnych barach, biegające pod nogami rodziców, zobaczysz je na ulicznych festach i w każdej sytuacji codziennego życia.

Włoskie życie to także otaczanie się językiem włoskim (książki o Włoszech, filmy, radio czy muzyka). Gdy moje dzieci były mniejsze, a ja chciałam mieć kontakt z językiem, puszczałam im nawet Peppę po włosku (na blogu opisuję ten sposób nauki).

Co jakiś czas biorę się za nowy włoski przepis i robię rodzinną degustację. Mój synek jak tylko wchodzi do kuchni, woła: „czuję zapach kawy!” i od czasu do czasu buduje dla mnie z lego włoską flagę, ekspres do kawy lub robi pizzę z ciastoliny 😉

Chyba tak to sobie kiedyś wyobrażałam, że stworzę rodzinę, która się kocha i wspiera każdego dnia. Że wspólnie przeżywamy swoje pasje i zarażamy się nimi nawzajem. Że dobrze nam tu, gdzie jesteśmy, jeśli jesteśmy razem.

Bo nieważne gdzie, ważne z kim! A wtedy życie cieszy każdego dnia. I to jest najpiękniejsze.

Aniu dziękuję Ci za tę rozmowę i życzę wszystkiego włoskiego w życiu!

Chcesz poznać włoskie życie w polskim wydaniu? Odwiedź cudowny blog Ani >>>

Rozmawiała: Joanna Gotfryd

Zdjęcia: archiwum prywatne

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj

Jaki termometr wybrać dla dziecka?

Gorączka u dziecka to zazwyczaj pierwszy sygnał dla rodzica wskazujący na infekcję i chorobę. Zwłaszcza małe dzieci, nie mogą określić swoich dolegliwości w artykułowany sposób, i w takiej sytuacji podwyższona temperatura to często pierwszy, konkretny znak, że z dzieckiem coś jest nie tak.
  • Jagoda Jasińska - 03/06/2020
pluszowe misie, termofory i termometry

Dobry termometr to podstawowe wyposażenie każdej domowej apteczki. Termometr jest jednym z najczęściej używanym i niesamowicie przydatnym urządzeniem medycznym. Zwłaszcza rodzic małego dziecka powinien być zatem wyposażony w solidny termometr, na którym może polegać. Gorączka bardzo często pojawia się w nocy – nie dopuśćmy zatem do sytuacji, w której nerwowo szukamy nocnej apteki, by zakupić termometr.

Jaki rodzaj termometru wybrać?

Przede wszystkim musimy zwracać uwagę na dokładność pomiaru, jaki gwarantuje nam dany rodzaj termometru. Zastosowanie odpowiedniego termometru do pomiaru temperatury u naszego dziecka to pierwszy krok, umożliwiający nam podjęcie dalszych działań. Prawidłowy i rzetelny wynik pozwoli nam więc zareagować odpowiednio do sytuacji.

Wybór termometru może jednak nie być taki łatwy, gdy spotykamy się z bardzo szeroką ofertą, jaką proponują nam dziś producenci. Jaki zatem termometr wybrać dla naszego maluszka? Szklany, elektroniczny ze sztucznego tworzywa, bezdotykowy na podczerwień? Każdy z nich ma swoich zwolenników. Dzięki ofercie sklepu SANITY.pl odpowiedni dla siebie model znajdzie nawet najbardziej wymagający klient.

Proste i ekonomiczne rozwiązanie

Uniwersalnym i tanim rozwiązaniem jest termometr elektroniczny dotykowy. Może być on stosowany przez całą rodzinę. Dla małych dzieci należy wybrać model z miękką końcówką, co zapewni nam wygodę i bezpieczeństwo użycia. Niebagatelną zaletą termometrów elektronicznych dotykowych jest ich niska cena. Są przy tym jednocześnie łatwe w użytkowaniu i trwałe. Nie zawierają również żadnych szkodliwych substancji, dzięki czemu możesz mieć pewność, że pomiar odbędzie się w bezpiecznych dla malucha warunkach.

Termometr dotykowy umożliwia pomiar temperatury w ustach, pod pachą lub w odbycie. Świetnym termometrem w tym segmencie jest termometr cyfrowy BasicTemp oferowany przez SANITY.pl. Minusem termometrów dotykowych, jeśli chodzi o użytkowanie przez dzieci, jest niestety stosunkowo długi czas pomiaru, około kilkudziesięciu sekund. Dla dorosłego to chwilka, dla rozdrażnionego gorączką malucha może to jednak stanowić wyzwanie.

Idealne dla malucha

Problem pomiaru temperatury u wiercących się, chorych dzieci rozwiązuje bezdotykowy termometr Sanity. Wyższa cena rekompensowana jest przez niesłychaną łatwość użytkowania i szybkość pomiaru. Dostępne są już takie modele termometrów bezdotykowych, które pozwalają na pomiar temperatury z dokładnością nawet do ±0,02°C – jak na przykład bestsellerowy model od SANITY.pl, termometr BabyTemp.

Został on stworzony z myślą o najmłodszych dzieciach, które niechętnie trzymają termometr pod pachą. Dzięki zaawansowanej technologii rodzice mogą bez narażenia maluszka na stres zbadać temperaturę dosłownie w sekundę, bez kontaktu z ciałem. Dzięki temu jest to również bardzo higieniczne rozwiązanie.

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcia: partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Jagoda Jasińska

Opieka nad dziećmi, praca zdalna i czas wolny – jak wyglądało życie Polaków podczas izolacji?

Domowa izolacja w czasie pandemii koronawirusa pomogła nam trochę się do siebie zbliżyć. Wyraźnie widzimy jednak, że nowy rytm naszego życia negatywnie wpłynął na samopoczucie naszych dzieci. Mamy też trudności z pogodzeniem pracy z domowymi obowiązkami.
  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 01/06/2020
rodzina w czasie kwarantanny

Jak w ostatnich miesiącach wyglądało życie Polaków? Odpowiedzi na to pytanie poszukała firma wnętrzarska VOX, która w swoim nowym badaniu przygląda się m.in. takim kwestiom, jak życie rodzinne, praca zdalna oraz balans pomiędzy czasem wolnym a domowymi obowiązkami podczas izolacji.

Życie toczy się wolniej, ale obowiązków jest więcej

Jak wynika z raportu, blisko co trzecia osoba twierdzi, że w ostatnim czasie poprawiły się jej relacje z domownikami. Gdy prawie całe nasze życie toczyło się w czterech kątach, mogliśmy poświęcić nieco więcej uwagi dzieciom oraz poszukać nowych sposobów na wspólne spędzanie wolnego czasu. Dla niemal 6 na 10 badanych życie w izolacji płynęło wolniej niż przed wybuchem pandemii. 44% dostrzegło, że miało też więcej czasu dla siebie.

Rytm naszych dni w dużej mierze zależał jednak od naszej sytuacji życiowej. Niemal 4 na 10 ankietowanych w wieku 35-44 – czyli najczęściej osób godzących pracę z opieką nad dziećmi – twierdzi, że spędzając niemal cały czas w swoich czterech kątach, miało więcej obowiązków.

Wielu rodziców musiało bowiem stawić czoła nowym wyzwaniom, próbując pogodzić opiekę nad dziećmi z pracą w domu. Blisko 60% Polaków wychowujących dzieci przyznało, że nie jest to łatwe. W raporcie czytamy, że izolacja zmieniła sporo zwłaszcza w życiach polskich kobiet, które w ostatnich miesiącach swój czas wolny częściej niż mężczyźni poświęcały na domowe obowiązki: sprzątanie i gotowanie.

– Ciężko jest mi pogodzić opiekę nad dziećmi, gdzie różnica wieku to 5 lat. Mimo wszystko cieszę się z tego doświadczenia, pewnie nieprędko się coś takiego powtórzy. Widzę dobre strony – pisze jedna z osób, które wzięły udział w badaniu.

Przeczytaj także: Co robić w czasie kwarantanny?

Rodzice i dzieci przed ekranami

Rodzice zauważyli też, że izolacja odbiła się na samopoczuciu ich dzieci. Aż 7 na 10 osób twierdzi, że ich pociechy mają już dość siedzenia w domu i wyraźnie tęsknią za szkołą oraz rówieśnikami. 64% martwi się też, że w ostatnich miesiącach dzieci spędzają znacznie więcej czasu przed ekranem komputera, telefonu czy telewizora.

„Podczas pandemii zdecydowanie bardziej wolimy zwolnić tempo niż skupić się na rozwoju osobistym, choć co szósta osoba stara się podejmować w domu aktywność fizyczną” – pisze VOX.

Jak twierdzi Konrad Maj, psycholog społeczny z SWPS, w tym trudnym czasie rozrywka pomaga nam uporządkować myśli.

– Gdy na zewnątrz jest niebezpiecznie, w domu możemy się zrelaksować i zrobić wszystko, by trochę uspokoić nerwy. Naszą przestrzeń domową konstruujemy w końcu w taki sposób, by była nastawiona przede wszystkim na odpoczynek – mówi. – Obok rozrywki i pracy mogło nie starczyć już miejsca na rozwój osobisty. Inwestycje w siebie, dodatkowe kursy czy szkolenia w sytuacji tak dużej niepewności zostały odłożone na inne czasy.

Praca w domu, czyli zatarte granice

Autorzy raportu sprawdzili również, jakie jest nastawienie Polaków do pracy zdalnej. Choć w naszych roboczych kącikach niczego nam nie brakuje (47% pracujących zdalnie ocenia swoje stanowisko jako wygodne, a 49% – jako funkcjonalne), to jednak większość z nas nie zamieniłaby biura na dom na dłużej. Tylko co piąta osoba twierdzi, że zdalnie pracuje jej się lepiej niż dotychczas. Blisko połowa zdecydowanie bardziej woli pracować poza domem.

– Praca zdalna jest diametralnie inna niż ta wykonywana „normalnie”. Wymaga innych narzędzi, nie daje poczucia kontroli i jest o wiele bardziej absorbująca – pisze jeden z uczestników badania.

To właśnie ten brak poczucia kontroli doskwiera nam najbardziej. Czujemy, że praca zdalna zaciera granicę pomiędzy życiem zawodowym a osobistym. Brakuje nam też prywatności, bo koncentrację na zawodowych obowiązkach utrudnia obecność innych domowników.

I rzeczywiście – gdy salon lub sypialnia nagle muszą zmienić się w gabinet (to właśnie jedno z tych dwóch pomieszczeń najczęściej wykorzystujemy do pracy), po zakończeniu pracy trudniej nam poczuć wyraźną różnicę. Co ciekawe, blisko co trzecia osoba, która z powodu pandemii rozpoczęła pracę w domu, nie ma w swoich czterech kątach stałego stanowiska z biurkiem i fotelem. Takie osoby najczęściej pracują przy kuchennym stole, na kanapie lub w łóżku. Wiele z nich w ciągu tygodnia zmienia swoje domowe miejsce pracy, znajdując dla siebie nowy kącik w kolejnych pomieszczeniach.

Więcej o życiu Polaków w domowej izolacji w nowym raporcie VOX: https://www.vox.pl/artykul-raport-zycie-polakow-podczas-izolacji

VOX to marka wnętrzarska, która od 1989 roku konsekwentnie umacnia się na pozycji jednej z najbardziej innowacyjnych firm z branży meblarskiej w Polsce. W swojej ofercie posiada unikatowe i uzupełniające się produkty oraz usługi związane z urządzaniem mieszkań i domów.

Przeczytaj także: Jak dbać o kondycję fizyczną w czasie kwarantanny?

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail