Czego szukasz

Życie z e-bookiem – jak stworzyć związek idealny?

Elektroniczne książki to temat popularny, ale też wciąż pełen niejasności. Żeby je ostatecznie rozwiać, potraktujmy go z przymrużeniem oka. Wyobraźmy sobie, że e-book to partner-maminsynek, a czytnik – jego nadopiekuńcza mamusia. Tak jak w rzeczywistym życiu, tak i w tym wypadku próba rozdzielenia tej dwójki może się dla nas skończyć katastrofą. Jak więc funkcjonować w takim związku, by wszyscy byli szczęśliwi, a ewentualne rozstanie odbyło się w pokojowej atmosferze?

Pierwszym krokiem na nowej drodze życia jest wybór formatu, w jakim ma być nasz e-book, a zależy on od rodzaju urządzenia, na którym będziemy go odczytywać. Z formatem EPUB poradzi sobie większość czytników oraz aplikacje mobilne, MOBI dogada się z czytnikiem Kindle, natomiast dobrze znany, ale już coraz rzadziej używany PDF nadaje się na duże ekrany laptopów i tabletów. Korzystając z e-booków musimy pamiętać, że nasze postępowanie nie może naruszać praw autorskich. W praktyce oznacza to, że powinnyśmy działać w granicach licencji, którą otrzymujemy w momencie zakupu. Jej wszystkie szczegóły zawarte są w regulaminie sklepu, natomiast do bezwzględnych podstaw zalicza się zakaz powielania, sprzedawania oraz umieszczania e-booków w Internecie bez pozwolenia wydawcy. 

Wirtualna obrączka

Zatrzymajmy się na dłużej przy wspomnianej licencji, ponieważ pełni ona kluczową rolę w naszym „związku”. Można ją przyrównać do obrączki – tej jedynej i wyjątkowej, którą otrzymujemy od partnera, a w tym wypadku razem z „partnerem”. Każdy e-book jest bowiem zabezpieczony tzw. watermarkiem, czyli unikalnym znakiem wodnym umożliwiającym dystrybutorowi lub księgarni weryfikację osoby, która go kupiła. E-booki z watermarkiem można drukować, kopiować i użytkować w granicach tzw. użytku osobistego, który umożliwia osobie prywatnej korzystanie z utworu bez konieczności uzyskania zgody autora.

Dobry zwyczaj nie pożyczaj?

Nie do końca, choć nie jest to takie oczywiste jak w przypadku tradycyjnej książki. Winne są, jak to często bywa w takich przypadkach, przepisy prawa, które nie nadążają za nowymi technologiami. Widać to już u podstaw, ponieważ e-book jest definiowany przez prawo jako usługa. Stąd wynika chociażby wysokość podatku VAT, sięgająca 23%, a nie jak w przypadku książek – 5%. Pomimo braku stosownych przepisów, które regulują tę kwestię w sposób jednoznaczny, można przyjąć interpretację taką jak dla książek papierowych. Wynika z niej, że e-booka można udostępnić wraz z czytnikiem, na który został pobrany, kręgowi osób pozostających z kupującym w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, czyli: rodzicom, rodzeństwu, dziadkom, małżonkowi, dzieciom, lub w stosunku towarzyskim, np. bliskim przyjaciołom – tłumaczy Małgorzata Błaszczyk, Marketing Manager w księgarni internetowej Virtualo.  Każdego roku powiększają się również zasoby e-booków należących do domeny publicznej, z którymi  można zrobić właściwie wszystko – począwszy od kopiowania, po przygotowanie specjalnego wydania i sprzedawanie, a nawet tłumaczenia, oczywiście z zachowaniem praw tłumaczy.

Teściowa w komplecie

Tak jak w realnym życiu, tak i w tym wirtualnym teściowa, tutaj pieszczotliwie nazywana „czytnikiem”, ciągnie się za naszym partnerem jak cień. Nawet rozstanie, choćby najbardziej pokojowe, nie jest możliwe bez jej udziału. Co to oznacza dla nas? Otóż, zgodnie z obecnym stanem prawnym, możemy sprzedać naszego e-booka, ale tylko wraz z urządzeniem, na które pierwotnie go pobrałyśmy. Natomiast sprzedaż samego e-booka, na drodze jego zwielokrotnienia, jest niemożliwa bez posiadania odpowiednich uprawnień wynikających z licencji. Za nielegalne rozpowszechnianie elektronicznych książek grozi grzywna, kara ograniczenia wolności, a w skrajnych przypadkach nawet kara pozbawienia wolności. Teraz zapewne część z Was pomyśli: E tam, przecież ludzie kopiują filmy, muzykę i jakoś nie siedzą za to w więzieniach. Nikt nie zauważy jednej czy dwóch kopii… Niestety – zauważy. A to za sprawą watermarka, który bezbłędnie wytyczy drogę od nielegalnej kopii do właściciela oryginału, któremu został indywidualnie przypisany. 

Kiedy pojawia się „ta trzecia”

W przypadku kradzieży czytnika należy zgłosić sprawę na najbliższy komisariat. Jeżeli nie pamiętamy listy książek, które się na nim znajdowały, dobrze byłoby podać wszystkie posiadane (jednak nie jest to konieczne). Kradzież powinnyśmy zgłosić również do księgarni, w której e-book został kupiony. Jest to szczególnie ważne, ponieważ, w przypadku znalezienia w sieci pirackich treści, wiadomo będzie, że nie zostały one zamieszczone przez nas (co sugerowałby watermark). 

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej UJ. „Artystyczna dusza”, która – kiedy nie dzierży w dłoni pióra – najchętniej rysuje lub zajmuje się tworzeniem grafiki komputerowej. Na swoim koncie ma wydaną w 2010 roku powieść młodzieżową pt. „Nielegalna”.
Podyskutuj

Polecane artykuły

oferty
pracy
Sprawdź pełną listę
baza
pracodawców
Pracodawca przyjazny rodzicom
Reklama
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie