Czego szukasz

Pestka Oleje – granice ustala nasza fantazja

Agnes Hanczakowska, mama Yonatana, Levente i Benjamina, przez 3 lata pracowała w korporacji, ale czuła, że to nie jest jej bajka. Postanowiła dać szansę swoim marzeniom o pracy, w której będzie mogła sama dysponować swoim czasem, będzie robiła coś, co sprawia jej radość i w czym będzie widziała sens. I tak powstała jej firma – Pestka Oleje. Zapraszam Cię do świata Agnes, w którym rządzi jedna mama, trzech synów i olej z pestek dyni 🙂

  • Ewa Moskalik - Pieper - 04/01/2019
Agnes Hanczakowska

Jesteś mamą trójki chłopców Yonatana (14), Levente (12) i Benjamina (10) i wychowujesz ich sama. We wrześniu założyłaś swoją firmę Pestka i sprowadzasz oleje z pestek z dyni z Węgier. To odważny pomysł. Jak się zrodził?

Pomysł, ufam, że od Góry :). Przez trzy lata pracowałam w korporacji na stanowisku kupiec z językiem węgierskim (z racji pochodzenia). Od początku wiedziałam, że to nie moja bajka. Traktowałam to, jako coś przejściowego. W pewnym momencie doszłam do ściany i wtedy wiedziałam, że czas na zmianę. Zaczęłam zadawać sobie pytania jakie są moje priorytety, co bym chciała robić? (Od kiedy pamiętam, wiedziałam kim NIE chciałabym być, czego bym nie chciała robić, natomiast w drugą stronę było ciężko z odpowiedzią 🙂 )

Wiedziałam jedno, że marzy mi się praca, w której będę mogła sama dysponować swoim czasem i robiła coś, co sprawia mi przyjemność i w czym widzę sens.

Najpierw koleżanka zaproponowała mi pracę u siebie, w nieruchomościach. Ponieważ jest dla mnie bardzo ważne z kim pracuję, jacy ludzie mnie otaczają, zgodziłam się, ale też szybko przekonałam, że nie czuję tematu, że to nie dla mnie.

Pewnego dnia usłyszałam wewnętrzny głos: „A może oleje”? Oleje z pestek dyni znam już ponad dziesięć lat. Kiedyś znajoma mnie poczęstowała na Węgrzech, później zaczęłam go sama kupować i częstować przyjaciół, znajomych. Posmakował i coraz częściej proszono mnie, abym przywoziła go z Węgier.

Z wykształcenia jestem polonistką, do handlu raczej zawsze było mi daleko, więc nie myślałam nigdy wcześniej, aby go sprowadzać w większych ilościach i rozprowadzać w Polsce. W ogóle sam pomysł o prowadzeniu własnej działalności, myślę, że jeszcze rok temu by mnie paraliżowała 🙂 Jestem przekonana, że stopniowo byłam do tego kroku przygotowywana.

Jakie były i jeszcze są – bo Twoja firma działa krótko – początki? Jak z zakładaniem działalności? Spotkałaś się z jakimiś trudnościami?

Jakoś wszystko szło w miarę gładko. Pamiętam, że najbardziej stresowały mnie sprawy urzędowe, księgowe. Ale cały czas miałam i mam przekonanie, że jestem prowadzona, że nie jestem w tym wszystkim sama. To może zabrzmieć dziwnie, ale tak jest. Jak pojawiały się jakieś trudności, to tak samo przychodziło też rozwiązanie.

Mam też tzw. aniołów, którzy przychodzą mi z pomocą, czy to chodzi o znalezienie odpowiedniej siedziby dla firmy, czy o produkcję opakowań, czy też drukowanie materiałów reklamowych. I wszystko dzieje się w odpowiednim momencie.

Trudności? Największą trudnością to było założenie konta bankowego 🙂 Coś co miało trwać jeden dzień, zajęło więcej niż tydzień czasu. Dlaczego? Ano ze względu na jeden apostrof w moim imieniu :). Ale na szczęście znalazł się ktoś, kto sobie w końcu i z tym poradził.

Czy po tych kilku miesiącach możesz już opowiedzieć o zaletach i wadach własnej działalności?

Zaletą jest na pewno to, że sama decyduję o swoim czasie, tak jak tego chciałam. Jestem niezależna. Ale zdecydowanie największą zaletą jest to, że uczę moich chłopaków szacunku do pracy, odpowiedzialności za to, co robimy.

Przed świętami było bardzo dużo pracy, praktycznie cały czas pakowaliśmy i wysyłaliśmy oraz rozwoziliśmy oleje. Bez pomocy chłopaków byłoby mi bardzo trudno się wyrobić na czas. Zresztą widzę, że ten wspólnie spędzony na pakowaniu czas bardzo nas jednoczy i scala. Widzą, że pieniądze nie biorą się z niczego, ale stoi za nimi ciężka, konkretna praca. Każdy z nas coś wnosi w tę firmę.

Yonatan, najstarszy jest bardzo uporządkowany i dokładny. Ma super praktyczne pomysły, dusza artystyczna. Robi piękne zdjęcia. Levi jest bardzo szybki i chętny do pomocy, Benjamin z kolei dokładny i cierpliwy. Każdy z nich cieszy się, jak może w czymś pomóc.

Wada tej pracy? Trzeba być zdyscyplinowanym, dobrze planować swój czas, co nie jest wcale takie łatwe. Ja wciąż uczę się, aby nie odkładać pewnych rzeczy na później. Trudna bywa też ta niepewność, co przyniesie jutro. Ale jak się ufa, że nie wszystko zależy od nas, to łatwiej sobie z tym poradzić.

Opowiedz jeszcze jak to technicznie wygląda? Olej jest sprzedawany w pięknych opakowaniach, zamknięty w butelkach, z Twoimi etykietami. A w jakiej postaci dociera do Ciebie? Gdzie jest rozlewany?

Technicznie to wygląda tak: producent na Węgrzech rozlewa olej do butelek i ja kupuję od niego już rozlany, w czterech pojemnościach. Później sama etykietuję butelki i pakuję każdą jedną butelkę ręcznie. Dystrybuuję go pod własną marką.

Co wyjątkowego jest w oleju z pestek dyni, że na nim właśnie oparłaś swoją działalność? Do jakich potraw najbardziej się nadaje?

Jego smak i bogate zastosowanie (prócz sałatek, świetnie nadaje się do kasz, jako dodatek do past do chleba). Ale prócz walorów smakowych, ma też mnóstwo właściwości zdrowotnych (na prostatę, przeciw pasożytom, na układ nerwowy i układ moczowy). Jest to produkt niszowy, którego dużo ludzi jeszcze nie zna. Natomiast większość z nich, jak raz go skosztuje, będzie po niego sięgać, wracać. Jest inny, niż pozostałe oleje.

Oprócz sałatek, czy polania kasz, chleba zamiast masła, czy różnych past na bazie twarogu, kapusty kiszonej, wiem też, że niektórzy polewają sobie nim nawet owsiankę. Wyśmienicie pasuje do lodów waniliowych i prażonych jabłek. Co jakiś czas otrzymuję coraz to nowe propozycję podawania go.

Co Ty najchętniej przygotowujesz wykorzystując ten olej?

My najbardziej lubimy pastę na chleb (olej, czosnek, natka pietruszki i awokado). Do obiadu często polewamy sobie nim kaszę (jaglaną, gryczaną). Ważne, aby na nim nie smażyć, bo wtedy traci właściwości. Poza tym, granice ustala nasza fantazja 🙂

Opowiedz jeszcze skąd tak rzadko spotykane imiona Twoich synów?

Każde z tych imion ma swoją historię. Yonatan wziął się od nazwy firmy jaką miał kiedyś mój mąż. To imię biblijne. Yonatan to przyjaciel Dawida. Tak mi się spodobało to imię, że wiedziałam, że jak kiedyś będę miała syna, to będzie to Yonatan. Levi (Levente), to starowęgierskie imię, które zawsze bardzo mi się podobało.

Chciałam, żeby któreś z dzieci miało imię węgierskie. W końcu w ćwierci są Węgrami. Choć to wcale nie było proste. W urzędzie stanu cywilnego musieliśmy pisać podanie, bo nie chciano nam tego imienia uznać. Pani urzędnik powiedziała, że co to za imię, nie ma takiego i że naszemu synowi Jan będzie na imię. I na drugie rzeczywiście ma Jan :)). A Benjamin to też imię, które przyszło do nas. Ma go najmłodszy syn, beniaminek.

Wspomniałaś, ze chłopcy są w ćwierci Węgrami? Opowiesz jeszcze trochę o Waszych korzeniach? Twoje imię – Agnes – też dla nas brzmi egzotycznie.

Tak, w naszych żyłach płynie też krew węgierska. W mojej jest jej pół na pół, a u chłopaków w ćwierci. Moi rodzice poznali się w Niemczech, (oboje są germanistami z wykształcenia) i Mama z miłości do mojego Taty wyjechała za nim na Węgry, do Budapesztu. Na początku porozumiewali się w języku niemieckim, z czasem Mama opanowała węgierski, a Tato polski.

Tam się urodziłam i mieszkałam do matury. Najwyraźniej Mama zaszczepiła we mnie miłość do Polski, bo od kiedy pamiętam, zawsze sercem pragnęłam tu żyć. Po maturze dostałam się na polonistykę w Krakowie i tak już zostałam. Mam dwie Ojczyzny. Kocham jedną i drugą.

Moje imię po polsku to Agnieszka, ale wolę Agnes, dla „wtajemniczonych” Agi 🙂

Za co lubisz swoją firmę?

Za co najbardziej lubię Pestkę? Chyba za to, że praca w niej jest taka różnorodna. Tyle wyzwań, wolności, poznawania nowych osób. Lubię słuchać mądrych ludzi, czerpać z ich wiedzy i doświadczenia. Tu wciąż mogę się rozwijać, uczyć się nowych rzeczy, mogę dzielić się z chłopcami tą wiedzą. To nas przybliża i jednoczy.

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcia: Joanna Dudziak Fotografia

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Torebki od polskich projektantów – II edycja Przeglądu Damskich Torebek

Jaka powinna być idealna torebka? Ponadczasowa, nietuzinkowa, niepowtarzalna, na specjalną okazję i na dzień jak codzień? Trudno jest wybrać, pewnie coś o tym wiesz. Przecież potrzebna jest taka co pomieści wszystko i taka, do której niewiele włożysz, poza paroma istotnymi drobiazgami. A może jeszcze idealna na długi spacer, albo taka, której pozazdrości koleżanka. Takiej torebki nie znajdziesz w sieciówkach, ale w limitowanych kolekcjach polskich projektantów. Właśnie o nich dzisiaj Wam opowiemy.
  • Ewa Moskalik - Pieper - 08/03/2019
torebki projektantów biorących udział w przeglądzie

Torebki od polskich projektantów

Na polskim rynku jest coraz więcej produktów spełniających wysokie oczekiwania kobiet. Chcąc się wyróżnić, nie ma co sięgać po najbardziej popularne marki. Lepiej poszukać młodych marek, które stawiają na jakość, unikalność, użyteczność i ponadczasowość. Torebka ma być nie tylko pięknym dodatkiem, ale ma również spełniać jakąś rolę. Zwłaszcza w życiu mamy, dla której torebka to skarbnica dóbr wszelkiego rodzaju.

Naszym rodzimym produktom niczego dzisiaj nie brakuje, dlatego warto zwrócić uwagę na torebki z polską metką. Na rynku jest coraz więcej marek, z których każda ma szansę znaleźć wiernego odbiorcę. W tym roku zaprosiłyśmy do naszej akcji 7 firm projektujących torebki. Zobaczcie kogo mamy przyjemność w tym roku gościć.

Zapraszamy Was na II odsłonę przeglądu torebek.

Huba

Anitę Bednarek, mamę dwójki dzieci, projektantkę i założycielkę marki Huba, miałyście okazję poznać w ubiegłym roku, przy okazji naszego pierwszego przeglądu torebek. Anita produkuje unikatowe torebki – nerki, do noszenia na biodrze lub jeśli ktoś woli przez ramię. W ostatnim roku Anita wprowadziła ekologiczne materiały: grubo tkaną bawełnę i coraz bardziej angażuje się w tworzenie świadomej mody. Kolejnym projektem Anity jest huba z washpapy.

Huby dostępne są w różnych kolorach. Będą pasować do każdego stroju. Zwłaszcza huby w stonowanych szarościach sprawdzą się zarówno przy eleganckiej kreacji, jak i do dżinsów.

Torebki Anity sprawdzą się w podróży, wycieczce rowerowej, czy pieszej wędrówce po górach. Będą idealne dla każdej mamy, bo nie zajmują rąk, nie ograniczają ruchów, a pozwalają na zabranie ze sobą najpotrzebniejszych rzeczy.

– Działamy rodzinnie od ponad ośmiu lat! Szyjemy saszetki przypominające kształtem leśne huby. Obecnie nasze huby wykonujemy przede wszystkim z grubo tkanej bawełny – stawiamy na ekologię i świadome wybory. Huba to prosty, a zarazem ciekawy wzór i trwałe, przyjazne dla środowiska materiały – HUBA to nasza elegancja kształtem z lasu – tak opisuje swoje produkty autorka.

IGUA handmade

IGUA ma już 3 lata. Marka Ewy Zachmyc gościła już w naszym ubiegłorocznym przeglądzie. Wtedy Ewa opowiadała jak zaczęła się jej przygoda z projektowaniem i tworzeniem torebek. W ciągu tego roku u Ewy wiele się działo. Właśnie szykuje nowe lokum na pracownię, w międzyczasie przez redakcję Głosu Wielkopolskiego została nominowana do tytułu Osobowość Roku 2018 w kategorii Biznes.

Projekty Ewy to unikatowe i niebanalne pomysły. Tu nie ma masowego szycia. Możesz trafić na model, którego nikt inny mieć nie będzie, bo nigdy nie wiadomo co powstanie ze skrawków materiałów, których Ewa używa do produkcji swoich pojemnych torebek, worko-plecaków, nerek i okrąglaków. Zatem jeśli zależy Ci na unikatowości, to trafisz pod dobry adres.

Zaletą IGUA jest również możliwość złożenia indywidualnego zamówienia, np. przeglądając profil marki na Instagramie można znaleźć zdjęcie wykonanego przez Ewę etui na laptopa, zrealizowanego na zamówienie klientki.

Ewa to osoba tworząca z pasją i zaangażowaniem, a jej produkty są tego odzwierciedleniem. Działa nieszablonowo i tym zjednuje sobie sympatię klientów. A autentyczność to dzisiaj największy atut.

LENNY LAMB

Firma Lenny Lamb już wielokrotnie u nas gościła. Marka, która miała „być tylko na chwilę”, w ubiegłym roku obchodziła swoje 10 – cio lecie. Lenny Lamb to dzisiaj duża, rodzinna firma, zatrudniająca ponad sto osób. Dotychczas opowiadałyśmy o produktach, z których ta marka jest najbardziej znana – czyli chustach do noszenia dzieci, które sami tkają i szyją. Jednak Lenny Lamb to nie tylko chusty do noszenia, to również inne piękne produkty.

Zaprosiłyśmy Lenny Lamb do naszego przeglądu ponieważ w swojej ofercie mają m. in. duże torebki, worki, nerki, czyli asortyment przydatny każdej mamie. Torba My World, reprezentująca produkty Lenny Lamb jest wykonana m.in. z tkaniny chustowej, z podszewką w środku, zapinana na suwak, z dodatkowymi wewnętrznymi kieszonkami, zaplanowanym praktycznie wnętrzem oraz miejscem na soczek dla dziecka lub Twój termokubek.

PROPS

Torby, nerki, worko-plecaki, kosmetyczki, czyli wszystkie akcesoria niezbędne w kobiecej szafie – to produkty wychodzące spod ręki Asi i zespołu, z którym Asia pracuje. Ten zespół tworzą mama Asi, mąż Asi i przyjaciele.

Jakiś czas też temu Asia napisała do nas list do redakcji, o tym jaką drogę przeszła do realizacji swoich marzeń i otwarcia własnej działalności, którym chciała zainspirować kobiety do działania. Asia po latach kryzysu postanowiła działać, założyła własną firmę i w pierwszej kolejności postawiła na wodoodporne worko-plecaki. Początki nie były łatwe, ale Asia wpadła na pomysł, żeby do każdego zamówienia dodawać ręcznie napisaną, spersonalizowaną kartkę. I tak razem z rodziną i przyjaciółmi Asia wprowadza na polski rynek nie tylko unikatowe produkty dla kobiet, ale również ideę.

– Za pomocą odręcznie wypisanych kartek z historią, dedykacją, marzeniem, spełniamy sny o sklepie idealnym. Zmieniamy świat – to u nas pewne! Za cel obraliśmy sobie nie tylko sprzedaż, ale i misje charytatywne. Dlatego na naszej stronie znajdziesz produkty, dzięki którym dochód ze sprzedaży wesprze wybrane Fundacje – przeczytasz na stronie Propos.

PRZYWARA STRZAŁKA

Monika Przywara-Strzałka zawodowo na rynku torebek działa już od 5 lat. Do wszystkiego doszła sama, zaczynając bez budżetu, idąc wytyczoną przez siebie drogą. Markę Moniki miałyśmy już przyjemność gościć w ubiegłym roku. Od tego czasu wiele się zmieniło. Działając bardzo intuicyjnie Monika stworzyła rozpoznawalną i bardzo autentyczną markę. Charakteryzuje ją prostota, niemal minimalistyczny design i niewymuszona elegancja.

W przeciągu kilku ostatnich miesięcy sesja zdjęciowa torebek Moniki trafiła na okładkę magazynu o designie, a torby dostały nominację do nagrody Dobry Wzór, zdobyły tytuł Top Avanti oraz Doskonałość Mody Twojego Stylu.

W tym roku w naszym zestawieniu bierze udział wykonana ręcznie torebka Midi Zipp z grubej, naturalnej skóry w kolorze czarnym ze srebrnymi okuciami. Jest sztywna, odporna na działanie czasu, a odpowiednio pielęgnowana, może służyć lata. Jest to szlachetnie prosta torebka, zapinana na zamek, bez podszewki i bez wewnętrznej kieszeni.

Rojkowa

Asia właścicielka marki Rojkowa szyje praktycznie od zawsze, a od 10 lat – torby. Przeczytajcie jak potoczyła się historia Asi:

– Pracowałam  w dużym urzędzie, gdzie większość zatrudnionych to były kobiety. Szyłam dla nich po godzinach, wieczorami i w nocy, powoli zaczynając wierzyć w siebie. Tak naprawdę to ciągle się uczyłam form, różnych rozwiązań, sposobów szycia. Trwało to do momentu, kiedy urodziłam drugiego synka. Urlop macierzyński, potem wychowawczy… Miałam dużo czasu na szycie, naukę. To właśnie wtedy do mnie dotarło, jak bardzo kocham to robić. To wtedy zakiełkowała myśl o własnej marce. Postawiłam wszystko na jedną kartę. Zaniosłam do pracy wypowiedzenie i założyłam Rojkową. Pewnie nie odważyłabym się na to wszystko, gdyby nie ogromne wsparcie mojego męża – opowiada Asia

– Szyję skórzane torby, głównie na zamówienie. Kiedyś szyłam z opisów klientek, to co chciały. Teraz, kiedy mam już kilkanaście swoich modeli, tylko je szyję, z możliwością wyboru koloru skóry i podszewki. Szyję głównie torby i akcesoria ze skrawkami chust do noszenia dzieci. Są to niezwykłe materiały, najczęściej mają niesamowity skład i piękne wzory. Klientka może mi przysłać swój skrawek, a ja tworzę dla niej to, co sobie z niego wymarzyła. Ilość zamówień jest ogromna. W tym momencie czas oczekiwania to 10 miesięcy. Co jakiś czas muszę zamykać listę, żeby skrócić kolejkę. Bardzo mnie cieszy takie zainteresowanie. Największą radością dla mnie i docenieniem są klientki, które wracają po kolejne torebki, które czekają kolejne kilka miesięcy. Naprawdę kocham swoją pracę i nigdy nie pożałowałam swojej decyzji, nawet w najbardziej kryzysowych momentach – mówi Asia.

W naszym przeglądzie biorą udział dwie torby: Torbo-plecaczek, który w zależności od potrzeb może być torbą lub plecaczkiem – wystarczy przepiąć paski i Kosmetyczka Duża z opcją torebki.

Zieliński BAGS

Marcin Zieliński w ubiegłym roku zaskoczył nas przede wszystkim materiałem, z których wykonuje torebki (zainspirowany ideą uprecyklingu, wykorzystuje dętki rowerowe), ich wielkością i niezwykłą dbałością o każdy najmniejszy szczegół. Torebki są dopracowane, przez co widać ogromne zaangażowanie Marcina.

W tym roku Zieliński BAGS nie przestaje zaskakiwać. Odważne, kolorowe wzory torebek. Oczywiście każdy detal przemyślany, a modele, które biorą udział w naszym przeglądzie są idealnym rozwiązaniem dla mamy.

DOUBBLE SHOPPER ROSE XL to nowość u Zielińskiego!!! Uszyty z impregnowanego poliestru dwustronny szoper pomieści wszystko co trzeba zabrać ze sobą na spacer z dzieckiem lub jednodniowy wypad z przyjaciółką.

Torbę można szybko wywinąć i kolorowy nadruk komputerowy wymienić na jednolity w szarym kolorze. Wygląd torby możemy też zmienić spinając ją dodatkowym zapięciem na klamerki. Torba ma dwie długości rączek, dzięki czemu można ją nosić w dłoni lub na ramieniu oraz regulowany pas nośny. W komplecie torba zawiera kosmetyczkę oraz pasek z karabińczykiem na klucze.

Druga torba Zielińskiego, która bierze udział w naszym przeglądzie to wykonana z impregnowanej ekoskóry kaletniczej SILVER CIRCLE . Na froncie torebki naszyta jest aplikacja z kieszenią, wykonana właśnie z upcyklingowej dętki. Upcyclingowy surowiec powoduje, że poszczególne modele są całkowicie niepowtarzalne. Układ śladów użytkowania oraz zatartych oznaczeń producenta dętki powodują, że każda torba jest inna.

Wnętrze torebki posiada kieszeń na suwak, a wykończone jest impregnowaną podszewką poliestrową w kolorze czerwonym. Pasek ma możliwość regulacji i odpięcia łańcuszka. Wysokiej jakości wykończenie oraz detale potwierdzone są dwuletnią gwarancją producenta.

Kolejność występowania marek jest alfabetyczna.

Zdjęcia: Alina Gamza

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Dziesięć tysięcy zdjęć mam już dawno za sobą – historia Magdy

- Robiłam dziennie 300-500 zdjęć moim dzieciom. Potem wieczorami, kiedy one już spały, robiłam selekcję i obróbkę. Bardzo wiele materiału trafiało wtedy do kosza, ale myślę, że ten etap nauki był mi bardzo potrzebny. Henri Cartier-Bresson powiedział kiedyś, że „Twoje pierwsze 10 000 zdjęć jest najprawdopodobniej najgorszymi”. Ja 10 000 zdjęć mam już dawno za sobą - opowiada Magda, dla której motywacją do nauki w Akademii Fotografii Dziecięcej, była chęć robienia ładnych zdjęć swoim dzieciom. A jakie efekty przyniosła ta nauka? Zobacz sama!
  • Ewa Moskalik - Pieper - 07/03/2019
Magda Liborowska

Magda Librowska ukończyła kursy na Akademii Fotografii Dziecięcej. Jeśli też chciałabyś robić piękniejsze zdjęcia – zapisując się na kurs w Akademii możesz dostać 10% rabatu! (na hasło mamo pracuj)

Na swojej stronie w zakładce „o mnie” napisałaś, że po urodzeniu córeczki nie chciałaś wracać do pracy w korporacji. Od kiedy wiedziałaś, że chcesz się zająć właśnie fotografią?

Przed urodzeniem drugiej córki zmieniłam miejsce zamieszkania, więc jasnym było dla mnie, że do tej samej pracy nie wrócę. Urlop macierzyński dał mi szansę na rozwinięcie umiejętności fotograficznych. Jak zaczynałam pierwsze kursy fotograficzne, to nawet przez myśl mi nie przeszło, że kiedyś będę się tym zajmowała profesjonalnie.

Moją główną motywacją do nauczenia się czegoś o fotografowaniu, była chęć robienia ładnych zdjęć moim dzieciom. Okres dzieciństwa tak szybko mija, a zdjęcia są wspaniałą pamiątką. Zależało mi, żeby moje dzieci miały dzieciństwo zapisane na pięknych fotografiach.

Jak dużo czasu musiałaś poświęcić na to, żeby w fotografii osiągnąć ten poziom umiejętności, którym dysponujesz teraz?

Zawsze lubiłam robić zdjęcia i wydawało mi się, że jak mam prostą linię horyzontu i niepoucinane ręce czy nogi, a do tego potrafię w programie graficznym podnieść kontrast rozjaśnić czy wykadrować zdjęcie to myślałam, że już jestem dobrym fotografem. (śmiech) Oczywiście zdjęcia robiłam w trybie AUTO.

Po pierwszym kursie w AFD zrozumiałam, że bardzo długa droga przede mną, jeśli chcę robić naprawdę dobre zdjęcia.

To co było dla mnie najważniejsze w początkowych miesiącach nauki, to wsparcie innym mam Akademii, które razem ze mną rozpoczynały naukę. Nasza grupa z października 2015 r., nazywała się Hortensjowa. Do tej pory utrzymuję kontakt z dziewczynami z tej grupy.

Miałam bardzo wiele chwil zwątpienia. Po okresach bardzo intensywnej nauki, potrafiłam przez dłuższy okres w ogóle nie robić zdjęć, bo byłam już tym zmęczona, a nie widziałam efektów. Ale za każdym razem wracałam do fotografii.

Ile czasu poświęciłam na robienie zdjęć na obecnym poziomie? Nie liczyłam, ale pewnie setki, o ile nie tysiące godzin. Ale robiłam to, bo chciałam. Tak się wkręciłam w fotografię, że były okresy, w których robiłam dziennie 300-500 zdjęć moim dzieciom. Potem wieczorami, kiedy one już spały, robiłam selekcję i obróbkę.

Bardzo wiele materiału trafiało wtedy do kosza, ale myślę, że ten etap nauki był mi bardzo potrzebny. Henri Cartier-Bresson powiedział kiedyś, że „Twoje pierwsze 10 000 zdjęć jest najprawdopodobniej najgorszymi”. Ja 10 000 zdjęć mam już dawno za sobą.

Jakie kursy fotografii dziecięcej na Akademi Fotografii Dziecięcej ukończyłaś?

Pierwszym kursem, na który się tam zapisałam był kurs o zakupie sprzętu, bo wtedy myślałam, że dobry sprzęt jest w stanie zrobić lepsze zdjęcia. Dopiero potem dotarło do mnie, że ten aparat, nawet najlepszy, sam zdjęć nie zrobi. I postanowiłam nauczyć się chociaż podstaw fotografii. Zapisałam się na „Wprowadzenie do fotografii dla mam.” Potem miałam świadomość jak dużo jeszcze nie wiem i nauka pochłonęła mnie na dobre. Ukończyłam 5 kursów ze ścieżki podstawowej.

Dodatkowo semestr na Uniwersytecie, a obecnie jestem w trakcie drugiego semestru. Ukończyłam jeszcze kurs „Warsztaty Finalne” oraz miałam „Konsultacje telefoniczne”.

Jaka fotografia jest Ci najbliższa i dlaczego?

Najbliższa memu sercu jest fotografia reportażowa. Chwytanie codzienności i chwil, które się już nie powtórzą. Bardzo lubię robić zdjęcia moim dzieciom w trakcie zabawy, wtedy jest najwięcej emocji, a ja bardzo lubię emocje na zdjęciach.

Jak przygotowujesz się do swoich sesji?

Moje przygotowanie do sesji wiąże się z dobrym poinformowaniem klienta jak ta sesja będzie przebiegać, jakie zdjęcia będę robiła, w jakich kolorach będą stylizacje i czego mogą się spodziewać. Uważam, że jeśli klient jest dobrze poinformowany to sesja przebiega bardzo sprawnie. Ja oczywiście wcześniej przygotowuję plan, jakie ujęcia chciałabym zrobić, a co potem z tego wychodzi, to już zależy od konkretnej sesji.

Pamiętasz swoją pierwszą profesjonalną sesję? Jak ją wspominasz?

Pamiętam bardzo dobrze jedną z pierwszych sesji, którą wykonywałam dla zupełnie obcej rodziny. Z wrażenia i emocji nie mogłam dzień wcześniej zasnąć. Ale chyba poszło mi dobrze, bo potem jeszcze dwukrotnie robiłam tej rodzinie zdjęcia :).

Zajmujesz się fotografią zawodowo, czy można powiedzieć, że żyjesz ze swojej pasji? Jesteś w stanie z tego zajęcia się utrzymać?

Zajmuję się zawodowo, ale niestety w tym momencie nie mogę powiedzieć, że się z tego utrzymuję. Zdaję sobie sprawę, że nowa firma na rynku potrzebuje czasu na rozwój. Porównując ilość zleceń z tego roku do roku ubiegłego mogę powiedzieć, że jest ich zdecydowanie więcej. Ale najważniejsze jest to, że mam wsparcie męża i rodziny w tym co robię i mogę sobie pozwolić na taki etap przejściowy. Mam nadzieję, że za rok będę mogła na to pytanie odpowiedzieć tak.

Jak organizujesz sobie pracę?

W tygodniu umawiam sesje w godzinach, kiedy moje dzieci są w szkole i przedszkolu. Jeśli mam reportaż, to zdjęcia wykonuję w weekendy, a wtedy dziećmi zajmuje się mój mąż lub dziadkowie. To co klienci widzą, to robienie zdjęć. Ale potem jest jeszcze etap obróbki. Prowadząc swoją firmę dużo czasu spędzam również na zajęciach w ogóle nie związanych ze zdjęciami, czyli marketingiem, pracami biurowymi czy pilnowaniem księgowości. Sporo czasu poświęcam również na ciągły rozwój.

Za co cenisz sobie prowadzenie własnej działalności?

Lubię to co robię. A najbardziej cieszą mnie uśmiechy moich klientów, kiedy oglądają gotowy materiał. Na zdjęciach mają zapisane piękne wspomnienia i będą do nich często wracać. Fotografie z czasem tylko zyskują na wartości. Przecież dzieci rosną i nie powtórzą się już takie momenty. A profesjonalne fotografie noworodkowe, reportaże z chrzcin, komunii, sesje dziecięce czy świąteczne zatrzymują te chwile na dłużej.

W prowadzeniu własnej działalności cenię sobie niezależność. Wymaga to systematyczności i odpowiedzialności, ale to ja jestem swoim szefem.

Co powiedziałabyś mamom, które myślą o swojej drodze zawodowej?

Jeśli chciałyby zająć się fotografią, to niech najpierw zrobią sobie biznesplan. Robienie pięknych zdjęć swoim najbliższym, a pozyskiwanie klientów, którzy chcą za zdjęcia zapłacić i się z tego utrzymywać, to dwie różne rzeczy.

Praca fotografa prowadzącego własną działalność wiąże się z szeregiem „niefotograficznych” zajęć, o których się nawet nie myśli na początku. Myślę, że dobrą opcją jest na początku „dorabianie” sobie pracą fotografa i dopiero potem podjęcie decyzji czy jest to zajęcie, które się chce wykonywać na pełen etat i zrezygnować z dotychczasowej pracy.

Dziękuję Ci za rozmowę.

Magda Librowska ukończyła kursy na Akademii Fotografii Dziecięcej. Jeśli też chciałabyś robić piękniejsze zdjęcia – zapisując się na kurs w Akademii możesz dostać 10% rabatu! (na hasło mamo pracuj)

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcie tytułowe: E. Siewier; pozostałe zdjęcia: Magda Librowska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail