Czego szukasz

Pestka Oleje – granice ustala nasza fantazja

Agnes Hanczakowska, mama Yonatana, Levente i Benjamina, przez 3 lata pracowała w korporacji, ale czuła, że to nie jest jej bajka. Postanowiła dać szansę swoim marzeniom o pracy, w której będzie mogła sama dysponować swoim czasem, będzie robiła coś, co sprawia jej radość i w czym będzie widziała sens. I tak powstała jej firma – Pestka Oleje. Zapraszam Cię do świata Agnes, w którym rządzi jedna mama, trzech synów i olej z pestek dyni 🙂

  • Ewa Moskalik - Pieper - 04/01/2019
Agnes Hanczakowska

Jesteś mamą trójki chłopców Yonatana (14), Levente (12) i Benjamina (10) i wychowujesz ich sama. We wrześniu założyłaś swoją firmę Pestka i sprowadzasz oleje z pestek z dyni z Węgier. To odważny pomysł. Jak się zrodził?

Pomysł, ufam, że od Góry :). Przez trzy lata pracowałam w korporacji na stanowisku kupiec z językiem węgierskim (z racji pochodzenia). Od początku wiedziałam, że to nie moja bajka. Traktowałam to, jako coś przejściowego. W pewnym momencie doszłam do ściany i wtedy wiedziałam, że czas na zmianę. Zaczęłam zadawać sobie pytania jakie są moje priorytety, co bym chciała robić? (Od kiedy pamiętam, wiedziałam kim NIE chciałabym być, czego bym nie chciała robić, natomiast w drugą stronę było ciężko z odpowiedzią 🙂 )

Wiedziałam jedno, że marzy mi się praca, w której będę mogła sama dysponować swoim czasem i robiła coś, co sprawia mi przyjemność i w czym widzę sens.

Najpierw koleżanka zaproponowała mi pracę u siebie, w nieruchomościach. Ponieważ jest dla mnie bardzo ważne z kim pracuję, jacy ludzie mnie otaczają, zgodziłam się, ale też szybko przekonałam, że nie czuję tematu, że to nie dla mnie.

Pewnego dnia usłyszałam wewnętrzny głos: „A może oleje”? Oleje z pestek dyni znam już ponad dziesięć lat. Kiedyś znajoma mnie poczęstowała na Węgrzech, później zaczęłam go sama kupować i częstować przyjaciół, znajomych. Posmakował i coraz częściej proszono mnie, abym przywoziła go z Węgier.

Z wykształcenia jestem polonistką, do handlu raczej zawsze było mi daleko, więc nie myślałam nigdy wcześniej, aby go sprowadzać w większych ilościach i rozprowadzać w Polsce. W ogóle sam pomysł o prowadzeniu własnej działalności, myślę, że jeszcze rok temu by mnie paraliżowała 🙂 Jestem przekonana, że stopniowo byłam do tego kroku przygotowywana.

Jakie były i jeszcze są – bo Twoja firma działa krótko – początki? Jak z zakładaniem działalności? Spotkałaś się z jakimiś trudnościami?

Jakoś wszystko szło w miarę gładko. Pamiętam, że najbardziej stresowały mnie sprawy urzędowe, księgowe. Ale cały czas miałam i mam przekonanie, że jestem prowadzona, że nie jestem w tym wszystkim sama. To może zabrzmieć dziwnie, ale tak jest. Jak pojawiały się jakieś trudności, to tak samo przychodziło też rozwiązanie.

Mam też tzw. aniołów, którzy przychodzą mi z pomocą, czy to chodzi o znalezienie odpowiedniej siedziby dla firmy, czy o produkcję opakowań, czy też drukowanie materiałów reklamowych. I wszystko dzieje się w odpowiednim momencie.

Trudności? Największą trudnością to było założenie konta bankowego 🙂 Coś co miało trwać jeden dzień, zajęło więcej niż tydzień czasu. Dlaczego? Ano ze względu na jeden apostrof w moim imieniu :). Ale na szczęście znalazł się ktoś, kto sobie w końcu i z tym poradził.

Czy po tych kilku miesiącach możesz już opowiedzieć o zaletach i wadach własnej działalności?

Zaletą jest na pewno to, że sama decyduję o swoim czasie, tak jak tego chciałam. Jestem niezależna. Ale zdecydowanie największą zaletą jest to, że uczę moich chłopaków szacunku do pracy, odpowiedzialności za to, co robimy.

Przed świętami było bardzo dużo pracy, praktycznie cały czas pakowaliśmy i wysyłaliśmy oraz rozwoziliśmy oleje. Bez pomocy chłopaków byłoby mi bardzo trudno się wyrobić na czas. Zresztą widzę, że ten wspólnie spędzony na pakowaniu czas bardzo nas jednoczy i scala. Widzą, że pieniądze nie biorą się z niczego, ale stoi za nimi ciężka, konkretna praca. Każdy z nas coś wnosi w tę firmę.

Yonatan, najstarszy jest bardzo uporządkowany i dokładny. Ma super praktyczne pomysły, dusza artystyczna. Robi piękne zdjęcia. Levi jest bardzo szybki i chętny do pomocy, Benjamin z kolei dokładny i cierpliwy. Każdy z nich cieszy się, jak może w czymś pomóc.

Wada tej pracy? Trzeba być zdyscyplinowanym, dobrze planować swój czas, co nie jest wcale takie łatwe. Ja wciąż uczę się, aby nie odkładać pewnych rzeczy na później. Trudna bywa też ta niepewność, co przyniesie jutro. Ale jak się ufa, że nie wszystko zależy od nas, to łatwiej sobie z tym poradzić.

Opowiedz jeszcze jak to technicznie wygląda? Olej jest sprzedawany w pięknych opakowaniach, zamknięty w butelkach, z Twoimi etykietami. A w jakiej postaci dociera do Ciebie? Gdzie jest rozlewany?

Technicznie to wygląda tak: producent na Węgrzech rozlewa olej do butelek i ja kupuję od niego już rozlany, w czterech pojemnościach. Później sama etykietuję butelki i pakuję każdą jedną butelkę ręcznie. Dystrybuuję go pod własną marką.

Co wyjątkowego jest w oleju z pestek dyni, że na nim właśnie oparłaś swoją działalność? Do jakich potraw najbardziej się nadaje?

Jego smak i bogate zastosowanie (prócz sałatek, świetnie nadaje się do kasz, jako dodatek do past do chleba). Ale prócz walorów smakowych, ma też mnóstwo właściwości zdrowotnych (na prostatę, przeciw pasożytom, na układ nerwowy i układ moczowy). Jest to produkt niszowy, którego dużo ludzi jeszcze nie zna. Natomiast większość z nich, jak raz go skosztuje, będzie po niego sięgać, wracać. Jest inny, niż pozostałe oleje.

Oprócz sałatek, czy polania kasz, chleba zamiast masła, czy różnych past na bazie twarogu, kapusty kiszonej, wiem też, że niektórzy polewają sobie nim nawet owsiankę. Wyśmienicie pasuje do lodów waniliowych i prażonych jabłek. Co jakiś czas otrzymuję coraz to nowe propozycję podawania go.

Co Ty najchętniej przygotowujesz wykorzystując ten olej?

My najbardziej lubimy pastę na chleb (olej, czosnek, natka pietruszki i awokado). Do obiadu często polewamy sobie nim kaszę (jaglaną, gryczaną). Ważne, aby na nim nie smażyć, bo wtedy traci właściwości. Poza tym, granice ustala nasza fantazja 🙂

Opowiedz jeszcze skąd tak rzadko spotykane imiona Twoich synów?

Każde z tych imion ma swoją historię. Yonatan wziął się od nazwy firmy jaką miał kiedyś mój mąż. To imię biblijne. Yonatan to przyjaciel Dawida. Tak mi się spodobało to imię, że wiedziałam, że jak kiedyś będę miała syna, to będzie to Yonatan. Levi (Levente), to starowęgierskie imię, które zawsze bardzo mi się podobało.

Chciałam, żeby któreś z dzieci miało imię węgierskie. W końcu w ćwierci są Węgrami. Choć to wcale nie było proste. W urzędzie stanu cywilnego musieliśmy pisać podanie, bo nie chciano nam tego imienia uznać. Pani urzędnik powiedziała, że co to za imię, nie ma takiego i że naszemu synowi Jan będzie na imię. I na drugie rzeczywiście ma Jan :)). A Benjamin to też imię, które przyszło do nas. Ma go najmłodszy syn, beniaminek.

Wspomniałaś, ze chłopcy są w ćwierci Węgrami? Opowiesz jeszcze trochę o Waszych korzeniach? Twoje imię – Agnes – też dla nas brzmi egzotycznie.

Tak, w naszych żyłach płynie też krew węgierska. W mojej jest jej pół na pół, a u chłopaków w ćwierci. Moi rodzice poznali się w Niemczech, (oboje są germanistami z wykształcenia) i Mama z miłości do mojego Taty wyjechała za nim na Węgry, do Budapesztu. Na początku porozumiewali się w języku niemieckim, z czasem Mama opanowała węgierski, a Tato polski.

Tam się urodziłam i mieszkałam do matury. Najwyraźniej Mama zaszczepiła we mnie miłość do Polski, bo od kiedy pamiętam, zawsze sercem pragnęłam tu żyć. Po maturze dostałam się na polonistykę w Krakowie i tak już zostałam. Mam dwie Ojczyzny. Kocham jedną i drugą.

Moje imię po polsku to Agnieszka, ale wolę Agnes, dla „wtajemniczonych” Agi 🙂

Za co lubisz swoją firmę?

Za co najbardziej lubię Pestkę? Chyba za to, że praca w niej jest taka różnorodna. Tyle wyzwań, wolności, poznawania nowych osób. Lubię słuchać mądrych ludzi, czerpać z ich wiedzy i doświadczenia. Tu wciąż mogę się rozwijać, uczyć się nowych rzeczy, mogę dzielić się z chłopcami tą wiedzą. To nas przybliża i jednoczy.

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcia: Joanna Dudziak Fotografia

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Wirtualna asystentka bez tajemnic – jak pracuje, co robi i czy chodzi na urlop?

Ela Wolińska od 7 lat pracuje jako wirtualna asystentka, wspierając przedsiębiorców w ich pracy. Czym zajmuje się na co dzień i jak łączy swój zawód z wychowywaniem 2 dzieci? Jeśli Ty też chciałabyś pracować z domu, to sprawdź, jak kurs on-line Wirtualna Asystentka & Social Media Ninja pomoże Ci to osiągnąć!
  • Joanna Gotfryd - 18/01/2019
Ela Wolińska, wirtualna asystentka

Chciałabyś pracować zdalnie, żeby mieć więcej czasu dla rodziny?

Poznaj szczegóły kursu on-line! Wirtualna Asystentka & Social Media Ninja 

Możesz sfinansować go w 100% z nieoprocentowanej pożyczki z Funduszu OPEN!

Tak, chcę poznać szczegóły!

Elu, od 7 lat pracujesz zdalnie, jako wirtualna asystentka. Co Ty konkretnie robisz, czym się zajmujesz?

Wspieram przedsiębiorców w ich codziennej pracy.

Zwięźle i na temat 😉 W czym dokładnie pomagasz firmom? Jakie są Twoje obowiązki na co dzień?

W moim konkretnym przypadku zajmuję się stronami internetowymi: od administrowania, redakcji tekstów, ustawiania SEO, po tworzenie tych stron (pełny content, grafiki, treści itp.).

Obsługuję również profile w social mediach, prowadzę grupy na Facebooku w imieniu klientów. Piszę teksty, robię transkrypcje, tworzę analizy w Excelu, prezentacje, materiały reklamowe, wysyłam oferty i wiele innych. Pomagam tworzyć blogi, vlogi i podcasty, kursy internetowe, artykuły branżowe – są dziesiątki różnych zadań.

Pracujesz dla kilku klientów jednocześnie – czy to są podobne zakresy czynności, czy każdy klient ma inne zlecenia i wymagania?

Początkowo zlecenia były bardzo różne. Zresztą to jest dość charakterystyczne dla tej profesji, że trzeba wypracować swoją specjalizację lub znaleźć niszę.

Kiedy zaczynałam pracę jako VA, nie wiedziałam, że właśnie tak nazywa się mój zawód! Szukałam więc pracy na etacie, byłam nawet dość długo asystentką osobistą trenera biznesu. Dla niego organizowałam głównie szkolenia i konferencje. Jednocześnie szukałam zleceń zdalnych. Było to przeważnie pisanie tekstów, tworzenie prezentacji, pisanie CV, ofert i podań, research w sieci na zadany temat. Potem doszło administrowanie stroną internetową dużej instytucji.

Obecnie, zadania nadal są zróżnicowane, ale gro moich klientów nawiązuje ze mną współpracę przy administrowaniu stron opartych o WordPress oraz przy prowadzeniu profili na Facebooku.

Jakie umiejętności powinna posiadać wirtualna asystentka?

Przez lata pracy obserwowałam zarówno mój własny rozwój zawodowy, jak również moich koleżanek – na Facebooku, na spotkaniach networkingowych czy konferencjach i doszłam do wniosku, że aby być dobrą wirtualną asystentką powinno się reprezentować umiejętności i cechy charakteru takie jak:

  • umiejętność budowania komunikacji,
  • opanowanie,
  • nastawienie na efekty (bycie konkretnym).

Obligatoryjnie trzeba być bardzo dyskretnym, obowiązkowym i świetnie zorganizowanym.

Specyfiką tego zawodu jest również freelancing i praca z technologiami oraz trendami. Trzeba więc za nimi podążać, nieustannie się dokształcać, czytać, uczyć nowych programów, być otwartym i kreatywnym.

W zależności od zadań jakie zostaną powierzone wirtualnej asystentce, umiejętności twarde mogą się różnić. Podstawowymi jednak, moim zdaniem są: znajomość WordPressa, umiejętność pisania tekstów oraz znajomość na wysokim poziomie programów takich jak Word, Excel i PowerPoint.

A czy wirtualna asystentka musi znać języki obce?

Teoretycznie nie, ale im więcej zna, tym ma więcej możliwości pracy. Jak w każdej branży – znając języki możesz pracować dla klientów z całego świata.

Uważam również, że niezbędna jest minimum podstawowa znajomość języka angielskiego. Im wyższy poziom tym lepiej. Wiele programów ma angielskie menu, np. częściowo WordPress, Photoshop itp. Co więcej, dobra znajomość tego języka pozwala na swobodny research w sieci, a to zadanie należy do podstawowych umiejętności wirtualnej asystentki.

ela wolińska, wirtualna asystentka

Jesteś mamą dwójki dzieci – jak zorganizowałaś sobie pracę? Czy jesteś dostępna on-line 24/7? Czy pracujesz w konkretnych godzinach?

Staram się reagować ad hoc, dlatego moi klienci mają ze mną kontakt niemal całą dobę. Prowadzę również, jak wspominałam, profile w social media, co również wymaga ode mnie bycia online. To nie znaczy jednak, że 24/7 siedzę ze wzrokiem utkwionym w monitor. Większość obowiązków mam stałych, abonamentowych, dlatego wypełniam je kiedy dzieci są w przedszkolu. Inne, o ile nie mam wyznaczonego deadline’u, wykonuję w pierwszej wolnej chwili. Zawsze informuję klienta kiedy będę mogła się zająć tymi najpilniejszymi zadaniami.

Kiedy jednak dzieci wracają po południu do domu, staram się być tylko dla nich. Weekendy również pracuję o wiele mniej. Robię tylko to, co pilne.

Oboje z mężem prowadzimy swoje firmy. We własnym biznesie zawsze jest coś do zrobienia. Zauważyłam jednak, że bardzo dużo korzyści wynika z odkładania na bok obowiązków, kiedy jest czas dla rodziny.

Czuję równowagę, nie przegapiam niczego w życiu moich maluchów, ale i, paradoksalnie, nie zawalam terminów. Spokojnie, z rozwagą gospodaruję czasem. Dzięki temu wszystko zrobione jest punktualnie, a ja nie czuję nacisku ani frustracji. Moje dzieci zaś wiedzą, że mogą na mnie liczyć.

Mamy często pytają nas o pracę, którą mogą wykonywać jednocześnie opiekując się dzieckiem, z doskoku – czy praca Wirtualnej Asystentki w takim systemie jest możliwa?

Praca wirtualnej asystentki to normalne stanowisko i wymaga od nas takiego samego profesjonalizmu jak każdy inny zawód. To, że pracujemy z domu nie zwalnia nas z zaangażowania i zawodowstwa. Owszem, ta praca wiele ułatwia przy organizacji opieki nad dzieckiem, w pogodzeniu obowiązków z wychowywaniem maluchów. Nigdy jednak nie zapominajmy, że to są wciąż obowiązki.

Ja bardzo mocno „walczę” z brakiem profesjonalizacji w tym zawodzie. Nie wyobrażam sobie odpisywać na e-mail trzymając dziecko na ręku albo tworzyć prezentację dla klienta jednocześnie zabawiając swojego malucha.

Dobrą umiejętnością jest brak oporów przed proszeniem o pomoc. W Polsce wciąż pokutuje przeświadczenie, że to kobieta ma wychowywać dzieci, a po porodzie okres macierzyński poświęcić tylko maleństwu. Prowadząc własną działalność gospodarczą nie można sobie pozwolić na rok wolnego. No chyba, że chcemy od nowa wszystko zaczynać po upływie tego czasu, albo mamy zatrudnioną własną wirtualną asystentkę, która przejmie nasze obowiązki 😉

Po urodzeniu drugiego syna 2-3 razy w tygodniu przychodziła do nas niania, żeby odciążyć mnie przy małym. Kilka razy usłyszałam komentarze w stylu, że sobie nie radzę. W ogóle się nimi nie przejmowałam. Byłam za ścianą, kiedy niania spędzała czas z moim dzieckiem, więc nadal mogłam karmić i w razie czego reagować na potrzeby maleństwa, ale mogłam też skupić się na pracy.

My kobiety mamy podzielną uwagę, ale i granice możliwości. Prośmy więc o pomoc – może babcia mogłaby przychodzić, może niania, chociaż na kilka godzin bądź w wyznaczone dni.

Jestem też bardzo przeciwna traktowaniu zawodu wirtualnej asystentki jako pracy dorywczej. Często dostaję oferty współpracy, w których mamy wprost piszą, że ze względu na dziecko, albo pracę w innej firmie na etacie są dyspozycyjne np. godzinę – dwie dziennie. Nie. Takie podejście do niczego nie prowadzi. Albo decydujesz się na konkretną ścieżkę kariery jako WA, albo na pracę na etacie gdzieś indziej. Dorobienie na waciki mija się z celem.

Ja popełniłam ten błąd i zmarnowałam kilka lat. Gdy zdecydowałam się tylko na tę właśnie ścieżkę kariery, nabrała ona ogromnego rozpędu. Okazało się również, że wszystkie moje lęki o brak zleceń, o niewystarczające umiejętności itp. były nieuzasadnione.

Prowadzisz własną działalność, w jaki sposób szukasz klientów? Jak szukać klientów w tym zawodzie na początku?

Paradoksalnie, na początku klienci znajdowali mnie 😉 Zawsze miałam tzw. lekkie pióro, więc zaczęło się od tego, że kilku znajomych poprosiło mnie o napisanie jakiegoś tekstu. Proszono mnie o redakcje, o research itd. A potem zaczęto polecać.

Mam również firmę, która zajmuje się oprawą muzyczną uroczystości. Zaczęłam więc wykorzystywać umiejętności organizacyjne i zostałam asystentką osobistą trenera biznesu.

W każdym razie polecano mnie, zlecenia wpadały jedno za drugim.

Przełomowym momentem było utworzenie własnej strony www.pomocdlabiznesu.pl z ofertą i dołączenie do kilku grup biznesowych na Facebooku.

To właśnie na grupach można znaleźć najwięcej najciekawszych zleceń. Jest też Oferia, Useme i mnóstwo innych portali z ofertami pracy zdalnej.

Czy wirtualna asystentka idzie czasem na urlop? 😉

Tak, ale zabiera ze sobą laptopa 🙂

Ja dużo podróżuję. Często jeździmy też odpocząć na wieś. W czasie np. wakacyjnego urlopu zawsze informuję klientów, że będę mniej dostępna. Jednakże nie urywam kontaktu, nie znikam na 2 tygodnie, nie zostawiam niedokończonej pracy. Moi klienci cenią tę responsywność i szczerość.

ela wolińska

Elu, jesteś jedną z mentorek w kursie on-line Wirtualna Asystentka & Social Media Ninja. Będziesz się dzielić swoim doświadczeniem, wiedzą – czego konkretnie mamy nauczą się od Ciebie?

Oprócz niezbędnych umiejętności twardych, programowych, będzie okazja do nauczenia się również tego, jak tworzyć oferty, wyceniać usługi, budować relacje, tworzyć komunikację, gdzie i w jaki sposób szukać ofert, jak na nie odpowiadać, gdzie i czego się uczyć itd.

Wydaje mi się, że ważną rzeczą jest to, że jest to pierwszy tak duży kurs na wirtualną asystentkę, który dodatkowo łączy wspomniane umiejętności twarde z miękkimi oraz life stylem jako mama, jako kobieta aktywna i jako przedsiębiorca.

Jak przekonałabyś mamy, że bycie wirtualną asystentką to świetny pomysł na pracę i pogodzenie jej z wychowywaniem dzieci?

Z roku na rok przybywa pracowników zdalnych. Przybywa przedsiębiorców, specjalistów i freelancerów. Rośnie tym samym zapotrzebowanie na pracowników, którzy zdalnie ogarną techniczne zaplecza właścicieli firm.

Praca zdalna jako wirtualna asystentka daje ogromne możliwości. Znajdując swoją niszę, swoją specjalizację, sama sobie stajesz się swoim szefem.

To Ty decydujesz kiedy i co robisz, Ty planujesz swój grafik, Ty wyceniasz swoje usługi i zarządzasz swoim czasem, domem i umiejętnościami.

Ciekawe zlecenia, fantastyczni klienci z ogromną wiedzą branżową to dodatkowa wartość dodana.

A największą wartością jesteś Ty, Twoje szczęście, Twoja wolność, oraz Twoje dzieci.

Przy nich jeszcze bardziej doceniam moją pracę. Gdy któreś zachoruje, nie martwię się kto będzie z nim w domu, nie biegam po L4 i nie zamartwiam się co powie szef. Nigdy też nie brakuje mnie na uroczystościach w przedszkolu. Wbrew pozorom mam dla moich chłopców o wiele więcej czasu niż kiedykolwiek miałabym na etacie.

Co dla mnie jest równie ważne – to dzięki takiemu systemowi pracy mam bardzo poukładane relacje z moim mężem. Wspieramy się nawzajem i dopingujemy w rozwoju.

Napisałaś też książkę o pracy Wirtualnej Asystentki, co w niej zawarłaś?

Wydałam e-book o pracy WA w Polsce. Na Zachodzie ten zawód jest bardzo popularny. U nas to wciąż nowość. Kiedy mówię komuś czym się zajmuję, nieustannie widzę zaskoczenie. To moja misja, żeby nauczyć czym jest zawód wirtualnej asystentki, pokazać jak i co można oddelegować i w czym można pomóc.

Dziękuję Ci za rozmowę!

Chciałabyś pracować tak jak Ela? Sprawdź datę kolejnej edycji kursu Wirtualna Asystentka & Social Media Ninja!

W 8 tygodni zdobędziesz nowy zawód i zaczniesz pracować zdalnie.

Tak, chcę poznać szczegóły nowego zawodu, chcę pracować z domu, na własnych zasadach!

Zdjęcia: archiwum Ela Wolińska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj

Łatwiejsze wystawianie faktur ze specjalnym programem

W dobie, kiedy ułatwiamy sobie życie w każdym jego aspekcie, warto postawić także na ułatwienie przepływu rożnego rodzaju dokumentów pomiędzy stronami. Dokumentami, których pojawia się na co dzień najwięcej, są faktury i innego rodzaju rozliczenia. Dzięki nim można potwierdzić, że dana transakcja miała miejsce i określić koszty. W zależności od działalności i jej zasięgu wystawia się ich w ciągu dnia więcej lub mniej. Bez względu na ilość możliwe staje się usprawnienie generowania faktur i przekazywania ich kontrahentom.
  • Alicja Zielińska - 17/01/2019
otwarty laptop na stole, dokumenty

Sprawne wystawianie faktur

Sprawne przekazywanie sobie dokumentów poświadczających transakcje i ich koszty umożliwia program do wystawiania faktur. Dzięki niemu obieg dokumentów zostaje ułatwiony praktycznie w każdym zakresie. O jego zaletach można by mówić bardzo wiele, wystarczy jednak podać kilka, a dzięki nim na pewno przedsiębiorcy przekonają się, że da się usprawnić swoją pracę.

Zalety programu do wystawiania faktur

Pierwsza zaleta to duża wygoda w użytkowaniu. Tradycyjny sposób wystawiania faktur jest taki, że wprowadzanie danych odbywa się więcej niż raz. To dość żmudne, jeśli chce się sprawę załatwić szybko. Dlatego też program do wystawiania faktur wychodzi naprzeciw oczekiwaniom usprawnionej pracy i pozwala wprowadzać dane potrzebne w dokumencie tylko raz.

Dzięki temu można faktycznie oszczędzić sporo czasu. Co więcej, dzięki temu da się uniknąć błędów, które często się pojawiały, kiedy fakturę wypisywało się, dbając o każdy szczegół kilka razy.

Szybkość w użytkowaniu to kolejna duża zaleta. Jak się realizuje? Otóż za pomocą tylko jednego kliknięcia można wysłać fakturę bezpośrednio do kontrahenta. I oczywiście mieć pewność, że dotrze w miejsce przeznaczenia. A jeśli trzeba ją wysłać w kilka miejsc jednocześnie, to wcale nie trzeba dołożyć dodatkowego czasu. Przesyła się oczywiście drogą elektroniczną, co wpływa na mniejsze koszty.

Możliwości programu

Program do wystawiania faktur ma całą gamę dodatków, które mają na celu jak najbardziej usprawnić współpracę z kontrahentami. Przede wszystkim oprócz samych faktur można tu także wystawić dokumenty księgowe i nieksięgowe. Ułatwieniem jest to, że wszystkie informacje wprowadza się za pomocą szablonu i nie trzeba samodzielnie zastanawiać się nad tym, jak trzeba to zrobić – program robi to za nas.

Ponadto umożliwia przechowywanie faktur przez wiele lat w archiwum. To bardzo ułatwia sprawę. Nie trzeba gromadzić dokumentów w segregatorach i poświęcać na nie miejsca, wystarczy miejsce na dysku. Ułatwienie polega też na tym, że można sprawnie kontrolować, czy wszystkie faktury zostały opłacone. Jeśli nie, to kontrahentowi można w łatwy sposób o tym przypomnieć – wystarczy kliknąć i zostanie wysłane powiadomienie.

Możliwości, jakie daje program do wystawiania faktur, są nie do przecenienia. Usprawnienie pracy, usprawnienie kontaktu z klientami, szybkość oraz sortowanie i przechowywanie ważnych dokumentów to wszystko, co wpływa na ułatwienie codziennej pracy.

Materiał mógł powstać dzięki firmie Faktury, w której ofercie znajduje się najlepszy program do wystawiania faktur – Faktury.pl

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Alicja Zielińska
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail