Czego szukasz

Partnerski model rodziny, czyli podział obowiązków w praktyce

Wszyscy za jednego czy jedna (ona) za wszystkich? Gdyby zapytać pracujące mamy, co jest dla nich najtrudniejsze w godzeniu pracy zawodowej z życiem rodzinnym, zapewne większość z nich odpowie: czas – a raczej ciągły jego brak. Wydawałoby się, że partnerski model rodziny jest oczywisty. Kobiety przecież mają takie same prawo jak mężczyźni do odpoczynku, wolnego czasu i realizowania swoich pasji. Okazuje się, że to tylko teoria…

  • Marta Chlanda - 28/01/2020
mama z dziećmi wkłada pranie do pralki

Partnerski model rodziny

Wpadła mi ostatnio w ręce książeczka dla dzieci „Dzień malucha”. Na obrazkach oglądamy scenki z jednego dnia życia sympatycznego przedszkolaka i jego rodziców, a właściwie jego mamy.

Na dwunastu ilustracjach widzimy mamę, która: rano budzi dziecko, myje je i ubiera, robi śniadanie, przygotowuje do wyjścia i odprowadza do przedszkola. Następnie, na kilku obrazkach nie widzimy mamy – dziecko jest w przedszkolu – możemy się jedynie domyślić, że mama albo jest w pracy, albo zajmuje się młodszym bratem dziewczynki. Potem odbiera dziecko z przedszkola, robi zakupy, bawi się z dziećmi, kąpie dziecko, układa do snu i opowiada bajkę na dobranoc, ufff….

Tata dziewczynki pojawia się na dwóch obrazkach: wieczorem je kolację z rodziną (ciekawe, kto przygotował posiłek?) i całuje dziecko na dobranoc! Niby błaha rzecz, ale dało mi to do myślenia… Czy rzeczywiście tak jest? I czy tak musi być?

Dwa etaty – jedna mama

Gdyby zapytać pracujące mamy, co jest dla nich najtrudniejsze w godzeniu pracy zawodowej z życiem rodzinnym, zapewne większość z nich odpowie: czas – a raczej ciągły jego brak.

Mamy za mało czasu na pracę (ciągle mamy coś do zrobienia „na wczoraj”), na zabawy z dziećmi, na obowiązki domowe, a już w szczególności za mało czasu dla samej siebie.

Większość pracujących mam stwierdzi, że czasu jest za mało – bo za dużo mamy na głowie. Praca pracą, ale do tego dochodzą jeszcze wszystkie tzw. obowiązki domowe. Codzienne, często rutynowe i niekiedy nużące, aczkolwiek niezbędne czynności, które wydają się nie mieć końca.

Wydawałoby się, że partnerski model rodziny jest oczywisty. Kobiety przecież mają takie same prawo jak mężczyźni do odpoczynku, wolnego czasu i realizowania swoich pasji. Okazuje się, że to tylko teoria. Rzeczywistość wygląda inaczej. I jest brutalna: większość z nas pracuje na dwa etaty: w firmie i w domu.

Trochę  statystyki

Według badań CBOS* niemal połowa dorosłych Polaków (48 %) uważa, że najlepszą sytuacją dla rodziny jest tzw. model partnerski, w którym kobieta i mężczyzna w równym stopniu poświęcają się pracy i obowiązkom domowym.

27% badanych popiera model mieszany, kiedy oboje pracują, ale mężczyzna poświęca więcej czasu na pracę zawodową, a kobieta łączy pracę zawodową z prowadzeniem domu i wychowaniem dzieci.

Częściej niż co piąty badany (22%), twierdzi natomiast, że utrzymaniem rodziny powinien zajmować się mąż/partner. Natomiast domem żona/partnerka. Jest to tzw. model tradycyjny. Tylko jeden na stu ankietowanych uważa, że najlepiej dla rodziny jest wówczas, kiedy to partnerka pracuje i utrzymuje rodzinę, a partner przejmuje obowiązki domowe. Czyli tzw. model odwrócony. Tyle deklaracje.

Mimo poparcia dla modelu partnerskiego, rzeczywisty podział ról w rodzinach często wygląda inaczej. Według danych Fundacji MaMa tylko 4% mężczyzn robi w domu pranie, 6% sprząta, ponad 30% przyznaje, że w dni powszednie nie robi w domu nic.

W dni powszednie 44% ojców spędza z dziećmi mniej niż godzinę dziennie. Jedynie 6% mężczyzn korzysta z urlopu ojcowskiego, a 2% korzysta z urlopu wychowawczego. Dlaczego tak się dzieje?

Partnerskie relacje w rodzinie

Faktem jest, że tradycyjny model rodziny przyczynia się do dyskryminacji kobiet: ich niższej aktywności zawodowej, niższych zarobków, postrzegania ich przez pryzmat obowiązków rodzinnych i traktowania tej grupy jako mniej efektywnej.

Równocześnie współczesny rynek pracy wymaga od mężczyzn większego zaangażowania i dyspozycyjności, a urlopy związane z posiadaniem dzieci są źle widziane przez pracodawców, co utrudnia ojcom zaangażowanie się w życie rodzinne. Tak sytuacja utrwala tradycyjny model rodziny i utrudnia zmiany.

Zapewne przyczyn popularności modelu tradycyjnego jest wiele: schematy, społeczne i kulturowe stereotypy na temat ról kobiet i mężczyzn oraz po prostu, zwykłe przyzwyczajenia i przyzwolenie na pewne zastane sytuacje.

Przeczytaj także: Jak mężczyzna może wspierać kobietę w czasie ciąży!

Po urodzeniu dziecka to matka idzie na urlop macierzyński, to ona głównie zajmuje się noworodkiem i przy okazji bierze na siebie większość domowych prac. Na pewnym etapie życia rodziny taka sytuacja wydaje się naturalna i często jest akceptowana przez oboje partnerów. Ale czas mija, dziecko rośnie, wiele się zmienia: mama wraca do pracy (lub rozpoczyna życie zawodowe), a podział obowiązków pozostaje niezmieniony.

Nie zmieniają się też często standardy “prowadzenia domu”, które obowiązywały, gdy kobieta nie pracowała, czyli np. codzienny dwudaniowy obiad, mieszkanie na wysoki połyski itd. I tu zaczynają się kłopoty. Pracująca mama, coraz bardziej obciążona obowiązkami, coraz bardziej zmęczona i sfrustrowana, chciałaby pomocy partnera/męża, ale nie zawsze potrafi, czy chce, o tę pomoc poprosić.

Partnerski model rodziny – jak dokonać zmian?

Po pierwsze komunikacja! Musimy komunikować swoje potrzeby, oczekiwania. Musimy nauczyć się rozmawiać, prosić o pomoc, ale też i wymagać – nie tylko od męża/partnera, ale i od coraz większych dzieci.

Musimy też pozwolić włączyć się wszystkim członom rodziny w wykonywanie prac domowych. Musimy dać im szansę, uwierzyć, że wiele rzeczy zrobią tak samo dobrze, a nawet lepiej od nas – musimy im tylko na to pozwolić. Dopóki będziemy uważać, że wszystko same zrobimy najlepiej – nadal będziemy wszystko robić same i narzekać, że nikt nam nie pomaga.

Co to znaczy – sprawiedliwie dzielić obowiązki w rodzinie?

Wszyscy wiemy, że sprawiedliwie, to nie znaczy równo. Sprawiedliwie, czyli każdemu na miarę jego możliwości i umiejętności. Nie znoszę gotować – mój mąż natomiast lubi to bardzo, więc on gotuje, a ja sprzątam, bo tego akurat on nie lubi (szczerze mówiąc ja też nie lubię, ale wolę to od gotowania).

Każdy z nas coś potrafi lepiej, coś gorzej, coś lubi bardziej, coś mniej. Porozmawiajmy o tym, wykorzystajmy nasze predyspozycje i podzielmy się obowiązkami domowymi. Zróbmy to tak, aby wszyscy byli zadowoleni, lub bardziej realnie, aby nikt nie czuł się pokrzywdzony. Na początek możecie zacząć od prostego ćwiczenia. Pobierz załączony plik i do dzieła!

Tabelka z ćwiczeniem – format PDF

Wyjaśnienie do ćwiczenia:

Wpisz przy każdej czynności symbol osoby, która ją wykonuje. Dodatkowo zaznacz “emotionem”, czy ta osoba jest zadowolona z takiego przydziału zadań. Listę można rozwinąć o inne zadania. Policz, ile z  wymienionych czynności wykonuje mężczyzna, ile kobieta, inne osoby, a ile robicie oboje.

Pomyśl i odpowiedz na pytania:

  • Podział obowiązków w Twojej rodzinie odpowiada wszystkim jej członkom?
  • Czy to, jak dzielicie w rodzinie obowiązki, pomaga rozwinąć się Tobie i innym członkom Twojej rodziny?
  • Jakie obowiązki w rodzinie mogą przejąć inni (np. partner/partnerka, dzieci) – choć do tej pory tego nie robili – tak, by służyło to Twojej rodzinie?

Na koniec zastanów się: Co mogę zmienić, aby zastosować u siebie partnerski model rodziny?

*Badanie przeprowadzono w dniach 12–18 kwietnia 2012 roku na liczącej 1018 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Marta Chlanda
Socjolożka i antropolożka kultury, PR-owiec. Obecnie pracuje w Stowarzyszeniu Doradców Europejskich PlinEU przy realizacji projektu “Innowacyjne wykorzystanie coachingu do wspierania równowagi praca–rodzina”.
Podyskutuj

Jak budować dobre relacje w związku? Sprawdź!

Podobno kryzysów w związku nie unikniemy. I podobno są częścią budowania relacji, a nawet ją wzmacniają. Tylko jak słuchać i mówić do siebie nawzajem, skoro mężczyzna i kobieta tak często mówią różnymi językami? Co zrobić, żeby on nie musiał się domyślać, a ona przestała oczekiwać?
  • Marzena Kopta - 13/02/2020
para rozmawia ze sobą

Jak budować dobre relacje w związku?

Zacznę nieco przewrotnie. Miłość to nie wszystko. Sposób, w jaki rozmawiamy, w jaki się słuchamy, determinuje jakość naszego związku. Wiele par mówi, że nie dogadują się już, nie rozumieją. Kochają się, chcą być razem, coś do siebie mówią, coś komunikują, a jednak czują się niezrozumiani.

Razem coś zbudowali, czegoś się dorobili, tylko co z tego skoro przestali rozmawiać. Każdy zaczął mówić swoim językiem. Bo miłość to nie wszystko. Bez rozmowy i zrozumienia, nie będzie dobrego, udanego związku.

On z Marsa, a ona z Wenus

Różnimy się, nie tylko fizycznie. Inaczej mówimy, myślimy, układamy zdania. Mężczyźni potrzebują konkretów. Czasem śmiejemy się, że do naszych facetów warto mówić dużymi, drukowanymi literami. Bo tak jest.

Mężczyźni chcą krótkich i bardzo konkretnych form komunikacji. Potrzebują wiedzieć precyzyjnie, co i kiedy mają zrobić oraz czego od nich oczekujemy. Mają problem z nazwaniem uczuć i potrzeb. Zwykle nawet nie zadają sobie trudu, aby się nad nimi zastanowić. Wyznają filozofię: będzie coś ode mnie chciała, to zapyta lub poprosi.

Kobiety mają odwrotnie. Mogą mówić długo i namiętnie, zdaniami wielokrotnie złożonymi….. albo nie mówić nic. Wiedzą, co należy zrobić i kiedy. Zastanawiają w nieskończoność się nad tym, co czują, czego potrzebują  i….. czego oczekują. Oj tak! Wenusjanki uwielbiają oczekiwać.

Oczekują, aby wszyscy wokół domyślali się, co jest do zrobienia, gdzie i kiedy potrzebna jest pomoc. Uważają, że skoro wiedzą, co trzeba zrobić (np. wynieść śmieci), to inni (czyt. mężczyźni), też to wiedzą. Skoro czują, że potrzebują dostać kwiaty, to mężczyzna też to czuje. I lubią te wszystkie metafory i poetyckie przenośnie.

Przeczytaj także: Co zrobić by poprawić relacje w związku!

Zamiast konkretnie powiedzieć: chcę dostać kwiaty! stosują element zagadki: pamiętasz na wakacjach na Mazurach, 10 lat temu, co wtedy robiliśmy? Aaaach ….. a on bidulek nie pamięta, bo pamięć ma krótką, a jeśli nawet, to pamięta, ale pewnie tylko jedną rzecz, z setek, które się tam zdarzyły.

Relacje, czy wakacje?

Nasza Wenus będzie się złościć, że śmieci się wylewają z wiadra. A przecież widać, że pełno, prawda? Zaczerwieni się, po tym jak mąż założył dziecku półbuty, a powinien kalosze. No przecież powinien wiedzieć, że deszcz pada.

Kobieta cierpi, bo chce przytulenia, adoracji i kolacji przy świecach (jak na Mazurach), a on mecz za meczem (jak na Mazurach).

Mężczyzna z Marsa natomiast wścieka się, że przecież jego Wenus powinna powiedzieć, że śmieci są do wyrzucenia i powinna do listy ubrań dopisać kalosze. Przecież nie zrobił tego umyślnie. A świece i kolacja, kwiaty i romantyzm – odezwij się kobieto. Powiedz, że tego chcesz, bo na Mazurach wiele się działo.

Tak właśnie wygląda nasza komunikacja. A raczej nie wygląda, tylko rozjeżdża się jak pociągi na rozjeździe kolejowym, choć teoretycznie jedziemy tym samym, w tym samym kierunku, do tej samej miejscowości, o nazwie Związek.

Relacje w związku. Gdzie te motyle?

To jeszcze nie koniec, niestety. Każdy początek jest cudowny. Rozmawiamy wtedy magicznym językiem miłości, cierpliwości, wybaczenia. Witamina M sprawia, że nie ma dla nas znaczenia, czy zostaliśmy usłyszani, czy nasze potrzeby zostały zaspokojone.

Nie zauważamy, że naszemu mężczyźnie z trudem przychodzi mówienie, co czuje. Oni zaś nie zauważają, że ukrywamy nasze rozczarowania, że dostaliśmy jeden kwiat, a nie cały bukiet. I tak to się zaczyna.

Koniec jest taki, że my przestajemy w ogóle mówić o tym, czego chcemy, potrzebujemy, a oni przestają pytać i domyślać się, sądząc, że tak już musi być. Rozjazd.

Jak pracować nad dobrą relacją w związku?

Są jednak  związki, które trwają. Dogadują się, pchają wspólnie jeden lub więcej wózków, wspólnie budując, poprawiając i remontując ten wspólny dom, czyli Związek.

To jednak da to się zrobić, żeby było lepiej? Tak zrobić, żeby on sam wynosił śmieci i wyprowadzał psa, a ona piekła ciasto w co drugą niedziele.

Uniknąć frustracji, że ona czegoś nie powiedziała, a on się tego nie domyślił. Sprawić, aby spokojnie, bez złości na siebie zasypiali w jednym łóżku, pomimo że ona zmęczona, a on bardzo bardzo by chciał…..

O tym jak zacząć mówić JAKOŚ,  żeby to przeszło w JAKOŚĆ, już wkrótce 🙂

Czy pomogłam Ci trochę i teraz już więcej wiesz o tym jak budować dobre relacje w związku?

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Marzena Kopta
Trener skutecznej komunikacji, mediator rodzinny. Pracuje w oparciu o metodę Komunikacji Bez przemocy ( NVC). Prowadzi warsztaty dla rodziców i nauczycieli, pracuje z małżeństwami nad poprawą relacji w związkach. Właścicielka Fabryki Szczęśliwości (www.fabrykaszczesliwosci.pl).
Podyskutuj

Po co mamie prawo jazdy?

Po co Ci to? Komunikacja miejska przecież działa bez zarzutu. Jeśli się uprzesz, to z dwójką dzieci, wózkiem, psem, tornistrem i siatami spokojnie doturlasz się do najbliższego przystanku; odstoisz kilka minut, załadujesz przychówek oraz bagaż do tramwaju lub autobusu i…
  • Agnieszka Nietresta-Zatoń - 10/02/2020
mama zapina dziecko w foteliku samochodowym

Po co mamie prawo jazdy?

Nie zawsze jest ciąg dalszy. Bywa, że nie załadujesz, bo jednak w godzinach rozwozu dziatwy do placówek opiekuńczych i edukacyjnych oraz w godzinach odbioru, komunikacja miejska jest zwykle koszmarnie zatłoczona. Tornister możesz upchnąć i siatę jedną, ale reszta się nie zmieści.

Załóżmy, że upchnęłaś. Przy odrobinie szczęścia nikt na Ciebie nie fuknie; nikt nie będzie cmokał zniesmaczony, kiedy młodsze poczuje potrzebę emigracji z wózka na ręce lub na kolana – ktoś jednak zrobił Ci miejsce…, albo padnie w ramach akcji „bunt dwu (trzy, cztero, pięcio) latka” na glebę i zacznie wrzeszczeć.

Możesz poprosić o pomoc męża: rankiem do szkoły starsze dziecko podrzuci, ale z młodszym musisz poradzić sobie sama; odebrać po lekcjach nie da rady – narady, obrady, delegacja. Zakupy? Wrócę, to pogadamy… Koleżankę chcesz odwiedzić? Odwiedzaj, kto Ci broni – pakujesz się z przychówkiem i siatą za małych ubranek do tramwaju lub autobusu i… mówisz: dość tego dobrego!

A gdyby jednak….

Wyobraź sobie, że wszystko, co zajmuje Ci teraz mnóstwo czasu, zajmie Ci kilkanaście minut. Od upakowania dziatwy do fotelików samochodowych po dotarcie do szkoły/sklepu/przychodni/przyjaciółki mija ich piętnaście. Czasem więcej – korki bywają kłopotliwe, ale nie na tyle, żeby się nimi przejmować.

Wszystko, co do tej pory tachałaś na plecach, nosiłaś w rękach albo kolanem upychałaś pod wózek tudzież wieszałaś na nim, dzięki czemu wyglądaliście – Ty i dziatwa –  jak nomadka z przytroczonym dobytkiem, masz w bagażniku.

Twój samochód jest Twoją twierdzą. Zawsze masz w zasięgu ręki wszystkie „przydasie”: od kocyka na chłód, przez pelerynę na niespodziewany deszcz po ubranie na zmianę.

Koniec z noszeniem ciężkich zakupów: bagażnik jest cierpliwy i pojemny. Twój kręgosłup – szczęśliwy. Możesz tak zorganizować wielkie zakupy, że… zapomnisz o ich uciążliwości. Poniedziałkowym rankiem wrzucasz w bagażnik zgrzewkę mleka, tonę biszkoptów i drugą mrożonek. W sklepie pusto, na parkingu pusto i jeszcze się na jakieś wyprzedaże załapałaś. Logistyczna bajka: nikt nie pyta: „po co Ci to?”, nikt nie wyje celem wyjęczenia zabawki. Szast prast i po zakupach.

Nagły wypadek? Wzywają do żłobka/przedszkola/szkoły? Minutka… może dwadzieścia. Cokolwiek złego się przydarzy, reagujesz natychmiast – torebka ląduje na przednim siedzeniu, Ty za kółkiem i naprzód.

Nikogo o nic nie prosisz.

Jesteś panią swojego czasu

Połowę spraw załatwiasz  w drodze do pracy; połowę w drodze powrotnej.

Kiedy pogoda piękna – radio na cały regulator i droga jest Twoja. Prowadzenie samochodu wycisza, wyostrza zmysły, relaksuje. Fotel kierowcy, to prawdopodobnie najwygodniejszy fotel jaki masz.

Kiedy pogoda pod psem – docenisz fakt, że nie stoisz na przystanku i nie mokniesz, nie marzniesz, nie straszna Ci wichura ani mróz.

Skończą się wymówki, że ci się nie chce, że za daleko, za późno.

Mama za kierownicą

Na naukę jazdy nigdy nie jest za późno. Kiedy już pokonasz strach i… egzaminatora, zadasz sobie pytanie: „jak to możliwe, że tyle czasu żyłam bez prawa jazdy?”. Przecież wszystko jest trudne, nim stanie się proste. Ja jeżdżę. Ty też możesz.

Ciągle jeszcze nie wiesz po co Ci prawo jazdy?

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Nietresta-Zatoń
Nałogowa czytelniczka, która kocha pisać i pisarka, która nie umie żyć bez czytania. Autorka powieści "Oaza spokoju" i "Pustostan". Copywriterka, webwriterka, blogerka. Matka, żona i kociara z tytułem naukowym.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail