Czego szukasz

Pandemia oczami dziecka. Jak wspierać i oswajać lęki dzieci?

Pandemia nie odpuszcza. Nie wiemy jak długo potrwa. Dzieci coraz częściej odczuwają lęk. Jak je wspierać w tym trudnym momencie. Jak budować spokój i bezpieczeństwo? Co mogą zrobić rodzice i opiekunowie? Zapraszamy na wywiad z Katarzyną Kalinowską, psycholożką, propagatorką rodzicielstwa bliskości i porozumienia bez przemocy, autorką bloga Przystanek Relacja.

  • Ewa Moskalik - Pieper - 09/11/2020
Katarzyna Kalinowska

Kasiu jesteś psycholożką, propagujesz rodzicielstwo bliskości i porozumienia bez przemocy. Prowadzisz blog Przystanek Relacja, a prywatnie jesteś żoną i mamą dziewięcioletniej Julii. Masz duże doświadczenie w pracy z dziećmi, dlatego chciałabym Cię zapytać o kondycję dzieci w całej tej covidowej sytuacji. Mamy sygnały od rodziców, że dzieci się bardzo boją. Znamy sytuacje, że nie chcą np. zdejmować maseczek nawet w domu. Co robić w takiej sytuacji?

Sytuacja, w której się znajdujemy dotyka nas wszystkich, dorosłych i dzieci. Naturalnym jest, że doświadczając nowego zjawiska, i to na tak niespodziewaną skalę, odczuwamy różne emocje, w tym lęk. I tak samo naturalnym jest, że jako rodzice dzieci, które się boją, chcemy wiedzieć, jakich strategii możemy użyć, by ten lęk zmniejszyć.

Niestety często miarą skuteczności tych rozwiązań jest dla rodziców informacja, czy po ich zastosowaniu dziecko przestanie się bać. Dlatego chcąc wesprzeć dziecko, które się boi, często z automatu sięgają po strategie, które mają na celu zmniejszenie tego lęku. Robią to poprzez zanegowanie go, odwrócenie od niego uwagi czy zracjonalizowanie dziecku, że przecież nie ma się czego bać.

Tymczasem zadaniem lęku, tak jak każdej innej emocji, jest informowanie nas o stanie w jakim znajduje się nasz organizm, który jest wystawiony na oddziaływanie różnych stresorów z otoczenia. W przypadku lęku jest to informacja o tym, że któryś z tych stresorów nam potencjalnie zagraża. Warto wyostrzyć czujność i zmobilizować organizm do ewentualnej walki lub ucieczki. W tym kontekście lęk jest naszym sprzymierzeńcem, który nas chroni, choć w tej swojej trosce sięga czasem po nadmiarowe strategie. Stąd chcąc zaopiekować się lękiem, czy to dziecka czy dorosłego, nie chodzi o to, by się go pozbyć. Chodzi o to, by usłyszeć z czym do nas ten lęk przychodzi. O co chce zadbać, przed jakim niebezpieczeństwem usiłuje nas ostrzec.

Zatem w sytuacji lęku doświadczanego przez dzieci, tym co je wesprze, jest w pierwszej kolejności zrobienie miejsca na ten lęk. Uznanie, że jest nam potrzebny i troszczy się o nas. Potem zorientowanie się, o co konkretnie ten lęk chce zadbać, na co chce zwrócić naszą uwagę. Kiedy dziecko się boi i nie chce zdejmować maseczki nawet w domu – ogromny sens ma w pierwszej kolejności rozmowa. Warto z ciekawością zajrzeć co się za tym lękiem kryje. Zapytać dziecko jak ten lęk się ma, co mu mówi, jak jest duży, zamiast szukać od razu pomysłów, co robić by dziecko tę maseczkę w domu zdjęło.

Normalizowanie dzieciom lęku, uznawanie, że jest ważną i potrzebną emocją, robienie przestrzeni na jego odczuwanie, akceptacja tego, że jeśli dziecko odczuwa lęk, to ma ku temu swoje dobre powody, niezależnie od tego czy słuszne dla nas, nie spowoduje, że tego lęku będzie w życiu dziecka więcej. Jest wręcz przeciwnie.

Lęk usłyszany i zaopiekowany, nie ma powodu, by dobijać się dłużej o naszą uwagę, bo spełnił już swoje zadanie.

Opiekować się tym lękiem można się na wiele sposobów, ważne jest, by dostosować je do potrzeb i możliwości konkretnego dziecka.

Przeczytaj także: Jak dbać o odporność swojego dziecka?

Zewsząd spływają do nas informacje o sytuacji w kraju i za granicą. Ilości zakażeń, zamyknięcie szkół, nauka zdalna. Czy jeśli widzimy, że dziecko nie radzi sobie z sytuacją, powinniśmy ograniczać im takie informacje? Ściszyć radio, wyłączyć wiadomości? Nie rozmawiać przy nich?

Lęk karmi się brakiem informacji, niedopowiedzeniami, przemilczeniami, odwracaniem uwagi, zagadywaniem. Rośnie również w sytuacji, kiedy informacje przekazywane są w sposób niedostosowany do wieku dziecka. Ich wydźwięk jest niezrozumiały czy katastroficzny, a takiego rodzaju informacje łatwo znaleźć w telewizji czy internecie.

Z tego powodu nie polecam słuchania wraz z dziećmi serwisów informacyjnych czy pozostawiania włączonego w tle telewizora czy radia. Dużo większy sens ma rozmawianie z dziećmi o tym, co je niepokoi. Szczere i rzeczowe odpowiadanie na ich pytania i na ile to możliwe rozwiewanie nurtujących je wątpliwości. Tym o czym warto pamiętać przy okazji takich rozmów, to dostosowanie przekazywanych informacji do wieku i potrzeb tego konkretnego dziecka.

Łatwo jest się zapędzić w udzielaniu informacji i przeoczyć fakt, że dziecko pyta nas często o podstawowe kwestie, a nie oczekuje od nas kompletu wiadomości. Kiedy dziecko będzie dopytywać, wtedy warto dzielić się kolejnymi porcjami informacji, a nie częstować wszystkim od razu. Zapominamy też o tym, że zawsze możemy zapytać dziecko, co konkretnie potrzebuje wiedzieć. Możemy sprawdzić z nim czy to jest tak, że pyta nas, bo się czegoś obawia, a może jest ciekawe lub zaskoczone i potrzebuje się upewnić?

Chcę też zwrócić uwagę na to, że często obawiamy się podzielić z dzieckiem własną niepewnością czy niewiedzą. Mam poczucie, że dla dziecka usłyszenie, że rodzic nie jest czegoś do końca pewien, że też czegoś nie wie, przy jednoczesnym zapewnieniu, że może razem z dzieckiem poszukać tej informacji czy też skonsultować pytanie z kimś innym i wrócić do rozmowy, jest sytuacją, która nie zagraża poczuciu bezpieczeństwa dziecka.

Bywa tak, że to rodzic jest przerażony bardziej niż dziecko, co wtedy?

W takich sytuacjach szczególnie ma sens zadbać o swoje zasoby. O czas na znalezienie takiej strategii, która wesprze nas w wyregulowaniu napięcia i powrocie do równowagi. Jest to ważne nie tylko w kontekście tego, że będzie nam trudno wesprzeć dziecko doświadczające lęku, kiedy sami będziemy pełni niepokoju.

Zaopiekowanie się swoim lękiem ma również znaczenie dla naszego dobrostanu. A ten dobrostan jest szalenie ważny, bo my jako rodzice, czy ludzie po prostu, jesteśmy ważni.

Zdaję sobie sprawę z tego, że dbanie o siebie, zwłaszcza przez rodziców, wciąż postrzegane bywa jako lenistwo, egoizm czy nadmierne pobłażanie sobie. Z doświadczenia własnego i pracy konsultacyjnej wiem, że dobrostan rodzica jest tak samo ważny jak dobrostan dziecka. Warto szukać dla siebie takich rozwiązań, które nas w dbaniu o ten dobrostan wspierają.

Czasem nasze dbanie o siebie może polegać nie na szukaniu nowych strategii, ale na zrobieniu audytu tych, które już stosujemy i sprawdzeniu czy aby na pewno wszystkie z nich nam służą? Może się okazać, że spędzanie czasu w mediach społecznościowych, by być na bieżąco z sytuacją związaną z pandemią, jest czymś, co nas mocno drenuje z energii i samo ograniczenie tego czasu już nam naładuje zasoby.

Przeczytaj także: Jak wesprzeć dziecko w zdalnej nauce? To łatwiejsze (i przyjemniejsze), niż myślisz!

Czy w takich przypadkach jak ten podany na początku naszej rozmowy, powinniśmy już poprosić o pomoc specjalistę? Czy może są jakieś rozwiązania, rodzic może sobie sam poradzić?

Myślę, że jeśli rodzic czuje zaniepokojenie w związku z tą sytuacją lub uważa, że jego pomysły na wsparcie dziecka nie do końca spotykają się z dziecięcymi potrzebami, to jest to moment, kiedy może skorzystać ze wsparcia specjalisty. Na taką wizytę warto najpierw wybrać się samemu. Często okazuje się, że rozmowa ze specjalistą pozwala spojrzeć na dotychczasowe wyzwania dotyczące lęku z nowej perspektywy. A to może pomóc rodzicowi samodzielnie wspierać dziecko.

Co możemy zrobić tak na gorąco, gdy dziecko np. nie chce wyjść do szkoły ze strachu, że się zarazi lub nie chce zdejmować maseczki?

Chcąc dopasować strategię do konkretnych potrzeb dziecka stojących za jego strachem, potrzebujemy trochę pobawić się w detektywa i tych potrzeb wraz z dzieckiem poszukać. Oczywiście, kiedy mamy z tyłu głowy, że jesteśmy praktycznie spóźnieni i nie ma opcji, żeby dziecko nie poszło tego dnia do szkoły, raczej będziemy mieć mało zasobów do tego, by się bawić w tego detektywa.

Pośpiech, napięcie związane z różnego rodzaju oczekiwaniami będa nas raczej skłaniać ku temu, by przekonywać dziecko, że nic się nie dzieje, że wszystko jest w porządku i nie ma co dramatyzować. Te strategie być może przyspieszą wyjście do szkoły, ale z pewnością nie zaopiekują lęku dziecka, który w dalszym ciągu mu towarzyszy.

To, co na gorąco może ten lęk w dziecku ukoić, jest danie empatii temu, że teraz dzieje się coś trudnego. Uznanie, że dziecko ma prawo się bać. I to normalne, że każdy czasem się boi. Zapytanie czy na tu i teraz byłoby pomocne, gdyby dziecko się do nas przytuliło. Albo wspólnie z nami spokojnie poodychało czy też skorzystało z jakiejkolwiek innej strategii, która wspiera dziecko, gdy oswaja lęk na zimno.

Tym samym chcę podkreślić, że największą trudnością w zaopiekowaniu się lękiem jest to, że próbujemy się go pozbyć lub znaleźć sposób na jego zmniejszenie właśnie w sytuacji, kiedy ten lęk już jest obecny. A wciąż nie doceniamy wagi tej pracy z dzieckiem, którą możemy wykonywać na zimno, kiedy na spokojnie możemy oswajać lęk poprzez zabawę, ruch, pracę z ciałem, z oddechem, wizualizacjami, relaksacją czy praktykowaniem uważności. Im bardziej mamy oswojone te strategie na zimno, tym bardziej są nam one dostępne, kiedy zaczyna być gorąco i lęk próbuje przejąć nad dzieckiem stery.

Jak z takimi sytuacjami jak ta obecna, pandemiczna, radzi sobie umysł dziecka? Z czym się może jeszcze borykać? Pytam o taką perspektywę dziecięcą, gdybyśmy to my dzisiaj były/byli dziećmi, jak to wszystko odebralibyśmy?

Mam poczucie, że wciąż rozwijający się układ nerwowy dziecka radzi sobie z wszelkiego rodzaju napięciem, stresem najlepiej jak potrafi. Próbuje się wyregulować, wrócić do równowagi na wiele sposobów. Głównie poprzez poszukiwanie więzi z innymi ludźmi, kontaktu, bliskości, jak i poprzez wszelkie strategie angażujące ruch i ciało.

Ta niedojrzałość i wrażliwość dziecięcego układu nerwowego, przekładająca się choćby na to, że czasem niewielki bodziec powoduje gwałtowne reakcje dziecka, a także to, że wiele z dziecięcych strategii regulacyjnych frustruje rodziców (obgryzanie paznokcie, ślinienie się, wyrywanie sobie włosów, ssanie kciuka, krzyk), są czymś, co powoduje, że dorosłym jest często trudno w odpowiedzeniu na potrzeby dzieci, w taki sposób, który by je wsparł. A to z kolei może powodować trud i frustracje po stronie dzieci.

Dzieci czują się niewidziane i niesłyszalne z tym, co czują. Dorośli znowu są przeciążeni i nie mają zasobów, by na trudności dzieci spojrzeć z innej perspektywy. Powstaje samonakręcająca się spirala i jeśli jako dorośli w porę jej nie zastopujemy, nie poszukamy dla siebie bądź dziecka wsparcia, to dzieci mogą borykać się z poczuciem niezrozumienia, osamotnienia. Ich układ nerwowy może nie rozwijać się w optymalny sposób.

W takiej sytuacji, gdy przemęczeni, zestresowani dorośli nie trafiają ze swoimi strategiami w potrzeby dziecka, wciąż stosują mało wspierające rozwiązania. Choćby odwracanie uwagi czy ignorowanie. Wtedy łatwo jest temu dziecku o przyjęcie takiego przekonania, że coś jest ze nim nie tak. Dziecko myśli, że nie powinno czuć tego, co czuje, że jego ciało się myli, wysyła mu błędne sygnały, skoro dorośli mówią mu, że nie ma powodu do strachu, złości czy smutku.

Przeczytaj także: Jak rozmawiać o koronawirusie z dziećmi?

Co z przyszłością dzieci, które żyją dzisiaj w czasach pandemii? Czy ta sytuacja odbije na nich piętno? Czy zostanie jakiś trwały ślad w psychice, możemy się obawiać, że będą bardziej wrażliwe, zlęknione?

Mam poczucie, że wiele w tej kwestii zależy od tego czy my dorośli – rodzice, nauczyciele czy inne osoby towarzyszące dzieciom, będziemy w stanie wesprzeć dzieci w tym, co w związku z sytuacją pandemii przeżywają. Czy będziemy im normalizować lęk i inne trudne emocje. Czy będziemy gotowi na zrobienie dla tych emocji miejsca, czy w końcu uznamy, że wrażliwość nie świadczy o słabości?

Na ile będziemy uważni na sygnały, które nam wysyłają swoim zachowaniem. Na ile będziemy w stanie z czułością i zrozumieniem odpowiedzieć na ich potrzeby. Czy będziemy umieli dopasować rozwiązania do ich możliwości rozwojowych, a nie do swoich oczekiwań? I choć tak, jak wspomniałam na początku, wiele zależy od dorosłych, to warto pamiętać, że dzieci są niezależnymi ludźmi, z własną osobowością, temperamentem i tym samym mają prawo do własnych emocji, reakcji na to, czego doświadczają.

Tym samym warto we wspieraniu dzieci pamiętać o czułości i łagodności dla samych siebie. O tym, że nie jesteśmy omnipotentni, mamy prawo mieć słabszy dzień i zwyczajnie nie ogarniać wszystkiego, tak jak tego od siebie wymagamy.

Już dziś widać nowe nawyki. Nie dotykamy klamek, odsuwamy się od siebie. Zostanie to z nami na zawsze? Czy kiedyś gdy cała pandemia minie, wrócimy do starych przyzwyczajeń?

Te nowe nawyki są efektem dopasowywania się do zmieniających się warunków, w tym kontekście świadczą o naszych kompetencjach adaptacyjnych. Nie wiem w jakim kierunku potoczy się sytuacja z pandemią koronawirusa i choć mam poczucie, że nie ma już możliwości powrotu do sytuacji sprzed jej wybuchu, to mam nadzieję, że nie wszystkie przyzwyczajenia powstałe w czasie jej trwania przetrwają.

Chodzi mi głównie o kwestie związane z dystansem społecznym. Niesamowicie odcina nas od jednej z bardziej karmiących nasze układy nerwowe strategii, jaką jest bliskość drugiego człowieka. Taka bliskość, która nie jest dzielona ekranem telefonu czy komputera, tylko zakłada kontakt fizyczny. Mocno doświadczam tego i dostaje również podobny feedback od innych rodziców, że czas spędzony w izolacji społecznej, w sporej części poświęcony na pracę zdalną, bardzo szybko pozbawia nas energii. Potem trudno ją nam odbudować bez możliwości skorzystania ze wsparcia innych, wyregulowanych dorosłych.

Co rodzic może robić na co dzień, żeby dziecku było łatwiej przejść przez całą tę sytuację?

Powtórzę się, ale dla mnie podstawą do tego, by móc wspierać dziecko w jakichkolwiek wyzwaniach, jest uznanie tego, że dobrostan rodzica jest tak samo ważny, jak dobrostan dziecka. W związku z tym ogromne znaczenie ma, by rodzice szukali dla siebie takich strategii i rozwiązań, które pomogą im ładować swoje zasoby i jak najczęściej przebywać w strefie komfortu. Nie ma spisu strategii, które pomogą zawsze i każdemu. Ma sens, by tworzyć indywidualne listy tego, co wspiera i ładuje i korzystać z nich najczęściej jak się da.

To nie muszą być wielkie, czy kosztowne rzeczy. Ważne, by było to coś, co będziemy praktykować regularnie, co będzie nam sprawiało przyjemność i dawało poczucie bezpieczeństwa. Dla jednej osoby może być to kontakt z naturą, bieganie, sadzenie kwiatów czy joga, a dla kogoś innego zmywanie naczyń, pisanie dziennika czy rozmowa z kimś bliskim. Strategii może być tyle, ile jest ludzi, a miarą skutecznej strategii jest to, że czujemy się komfortowo i bezpiecznie.

W tym kontekście dbanie o swój dobrostan, przekłada się na wspieranie dziecka w dbaniu o jego dobrostan. Na swoim przykładzie pokazujemy jak można dbać o siebie. Jakie to jest ważne i z tego miejsca łatwiej będzie nam towarzyszyć dziecku w tym, by znalazło takie strategie i rozwiązania, które pomogą mu oswoić trudne emocje.

Warto przy tym pamiętać, że dzieci dużo efektywniej regulują się poprzez kontakt z drugim człowiekiem. Poprzez bliskość i ruch niż poprzez tłumaczenia, argumentowanie czyli nasze nasze dorosłe gadanie. Czasem ma sens odpuścić kolejną rozmowę, zwłaszcza gdy widzimy, że dziecku niespecjalnie ona służy, wzmaga napięcie i zaproponować wspólne wyjście na spacer, upieczenie ciasta czy powygłupianie się na kanapie.

Nie zapominajmy również o regulującej roli oddechu, który jest cennym narzędziem, nie tylko dlatego, że jest nam zawsze dostępny, ale też z tego względu, że fantastycznie i niemal natychmiast koi pobudzony układ nerwowy. Ćwicząc spokojne, ciut głębsze niż zazwyczaj oddechy zwróćmy uwagę, by powietrze nabierać nosem, a wydychać ustami i by wydech był nieco dłuższy niż wdech.

Wspierającym pomysłem jest też zaufanie w moc zabawy i dziecięcej wyobraźni, zwłaszcza przy wizualizowaniu lęków czy strachów. Taki narysowany czy nazwany lęk, staje się mniej przerażający. Łatwiej jest wpaść na pomysł, co by pomogło go oswoić, gdy znajduje się na kartce lub przyjmuje postać maskotki, niż gdy siedzi w dziecięcej głowie.

Masę kreatywnych pomysłów na oswajanie dziecięcych lęków można znaleźć w książce Lawrence’a Cohena “Nie strach się bać”, którą serdecznie polecam rodzicom.

Przeczytaj także: Świeże spojrzenie na naukę zdalną – wywiad z dr Marzeną Żylińską

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Zdjęcie: prywatne archiwum Katarzyny Kalinowskiej.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Jak mądrze porównywać się z innymi? Poznaj nasze podpowiedzi!

Pamiętam jak dziś, gdy koleżanki z klasy chwaląc się wyższą oceną z kartkówki dotyczącej lektury ośmieszały mnie mówiąc, że jestem zapominalska i głupia. To uczucie niższości, bycia słabszą długo we mnie było. Pamiętam, gdy dostałam 5 z kolejnego sprawdzianu i czułam się najlepsza na świecie. I być może dostrzegasz, że ani jedna, ani druga sytuacja nie była zdrowa dla mnie i mojej samooceny.
  • Kamila Kozioł - 13/01/2021
młoda zadowolona kobieta

Poczucie wyższości lub niższości to duży problem naszego społeczeństwa. Wiedz, że porównania nie unikniesz. Zawsze było, jest i będzie.
Jednak gorąco wierzę, że nie warto tłumić w sobie chęci porównywania się z innymi. Kiedy dwoje ludzi się spotyka, to naturalne, że porównują się ze sobą. Natychmiast zauważają swoje zalety i wady. Jednak cierpieć zaczynasz wtedy, gdy skupisz się tylko na swoich wadach.

Samoocena i pewność siebie

Zwykle schemat jest taki: dostrzegasz mocne strony innej osoby i porównujesz je ze swoimi słabościami. Czy myślisz, że to sprawi, że poczujesz się dobrze? Z doświadczenia wiem, że jedyne co Ci to gwarantuje, to obniżenie swojej samooceny i pewności siebie.

Być może interesuje Cię praca w IT, lubisz technologię odnajdujesz się w nowościach, nowinkach IT. Jestem przekonana, że znasz osoby, które tworzą niesamowite oprogramowania, a metodykę Agile stosują nawet w projektach domowych. I patrzysz na swoje i ich umiejętności, zdając sobie sprawę jak daleka jesteś w osiągnięciu tego samego pułapu. To demotywuje, być może poniża i w rzeczywistości wypadasz słabo na tle tych osób.

Uczciwe porównanie

Ale poczekaj chwilę: to nie jest uczciwe porównanie. To, że nie sięgasz jej poziomu, nie oznacza, że powinnaś wyjść z branży IT, że powinnaś popadać w zazdrość lub żywić urazę do niej. Zamiast tego, gdy spojrzysz na swoje mocne strony zobaczysz, że masz wiele do zaoferowania, na tym etapie, na którym jesteś, bo jest wystarczająco.

Mocne strony

A to bardzo ważne – móc spojrzeć na swoje mocne strony i zobaczyć swoją prawdziwą moc. W rzeczywistości, jest to jeden z kluczy do sukcesu, ponieważ bez tej umiejętności nie będziesz zmotywowana i nie uwierzysz w siebie.

Kiedyś jedna kobieta napisała do mnie krótką wiadomość na Instagramie:

„Pochodzę z małego miasta. Należę do rodziny z klasy średniej. Moja mama pracuje na kasie po 12 godzin, a mój tato ima się wszystkiego – od budowlanki po sadzenie drzewek w lasach. Moja praca jest także taka, że jeśli wyjdę za mąż i założę nową rodzinę nie będę w stanie i pracować i wychowywać dzieci.
Problem polega na tym, że moje koleżanki z pracy pochodzą z zamożnych rodzin lub mają zamożnych partnerów. Nie mogę się powstrzymać od porównywania mojego stylu życia z ich stylem życia. Wiem, że nie jest właściwe porównywanie się z nimi na podstawie tego, co posiadają. Ale jednak… Widzę, że moja umiejętność planowania finansów jest na tyle dobra, że mogłabym być przez rok na macierzyńskim, nawet jeśli straciłabym przez to pracę. Ale ilekroć widzę lub słyszę, jak wydają pieniądze, zaczynam porównywać. Jak mogę to powstrzymać bez zmiany pracy i zmiany znajomych?”

Jak odkryć swoje mocne strony?

To pytanie wybrzmiewało w mojej głowie kilka dni, bo to bardzo trudne pytanie. Bowiem porównywanie się z innymi jest naturalne, ale jak zauważyła ta kobieta, często sprawia, że jesteśmy nieszczęśliwi, nawet jeśli mamy dość i powinniśmy być zadowoleni z tego, co mamy.

Porównania z innymi

Gorąco wierzę, że pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić to być świadomą tego, że dokonujesz porównania. Być może w tym porównaniu nie wypadniesz dobrze, a może wręcz przeciwnie. Jeśli jednak odczuwasz smutek miej świadomość tego co posiadasz, jakimi ludźmi kochającymi się otaczasz, czego doświadczyłaś i jak Cię to ukształtowało. Dostrzeż w swoim życiu progres. Przypomnij sobie swój punkt zerowy, od którego zaczynałaś i zobacz, gdzie teraz jesteś. Co już wiesz, co masz, co planujesz.

Doceniaj swoje działania i zmiany na lepsze

Szczerze polecam Ci regularnie praktykować dostrzeganie swoich działań i zmian w swoim życiu na lepsze. Zaczniesz odczuwać większą satysfakcję z życia. Sama będąc w jedną z osób w systemie szkolnym, gdzie na podstawie ocen porównuje się przyrost wiedzy, chciałam przełamać nawyk z czasów szkolnych i nie porównywać się bezmyślnie z innymi.

Jak porównywać się z innymi?

  • Bądź świadoma. Prawdopodobnie nie zdajesz sobie sprawy, że to robisz. Przypuszczam, że jest to naturalny akt, w wyniku czego dzieje się to bez świadomości. Zatem świadomie zarządzam swoimi myślami – jeśli już się porównujesz skup się na tym porównaniu. Niech będzie to zadanie numer jeden. Jeśli skupisz się na tych myślach przez kilka dni, praktyka stanie się znacznie łatwiejsza, a wkrótce trudno będzie tego nie zauważyć.
  • Nie pędź – kiedy już zdajesz sobie sprawę z porównania pozwól sobie na chwilę oceny i zaakceptuj, że tego porównania dokonujesz. Najgorszym wyjściem jest się jeszcze skarcić za to, że chcesz się porównać.
  • Skoncentruj się na byciu obiektywną – skoro dostrzegasz słabości, dostrzeż również mocne strony, swoje predyspozycje. Co więcej, dostrzeż progres jakiego ty dokonałaś. Oceń swoje przejście z punktu 0 do punktu B lub C. Doceń się za z starania i motywację dojścia do kolejnego punktu.
  • Zaakceptuj niedoskonałości. Nie ma ludzi doskonałych. Nawet Ci najwyżej mają swoje słabości i czarne cechy, które im nie pomogły dojścia na szczyt. Nie jesteś idealna i nigdy nie będzie w opinii obiektywnej. Natomiast w opinii subiektywnej jesteś doskonała, bo jesteś sobą, wyjątkowa i wystarczalna. Ta świadomość nie zwalnia Cię z osiągania więcej, jeśli tego pragniesz, ale pozwala doceniać Ci już włożony trud i jego efekty.
  • Skup się na sobie – wiem, że łatwo kopać leżącego i bez problemu potrafimy krytykować innych, aby czuć się lepiej. Zamiast tego staraj się wspierać innych w ich sukcesie – to doprowadzi do większego zadowolenia z twojej strony i dumy z samej siebie.
  • Życie to podróż – wiedz, że każdy wystartował z innego miejsca, dąży do innego miejsca i realizuje inne punkty swojej podróży. Życie to ciąga zmiana i sinusoida. Ta podróż nie ma nic wspólnego z tym, jak dobrze sobie radzą inni ludzie ani co mają. Bo dla Ciebie ma liczyć się Twoja podróż. Liczy się to, co Ty chcesz robić i dokąd chcesz iść. To wszystko, o co potrzebujesz się zatroszczyć.
  • Naucz się doceniać swoje „wystarczająco”. Jeśli zawsze chcesz tego, co mają inni, nigdy nie będziesz mieć tego wystarczająco dużo. Z pewnością pojawi się ochota na więcej. To niekończący się cykl i nigdy nie doprowadzi do zadowolenia z życia. Bez względu na to, ile kupisz ubrań, bez względu na to, ile posiadasz samochodów, bez względu na to, ile kupisz fantazyjnych butów… nigdy nie będziesz mieć ich dość.

Jesteś wystarczająca

Skoncentruj się na tym, co możesz osiągnąć, używając porównania się z innymi, aby zmotywować się do poprawy do ulepszeń procesów. Czyli do zmiany zachowania. Nie pozwól jednak, aby porównanie obniżyło Twoją samoocenę. Pamiętaj, aby być wdzięczną za to, co osiągnęłaś i motywować się do osiągania swoich celów i marzeń.

Tylko 7 kroków Cię dzieli od zbudowania pewności siebie!

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Kamila Kozioł
Kobieta, która pragnie zrozumieć ludzką psychikę. Rozumie emocje i wie, jak wzmacniać moc i wewnętrzną siłę. Ukończyła studia z psychologii oraz akredytacyjne i certyfikujące kursy coachingowe. W zawodzie psychologa i coacha od 9 lat. Współautorka „Dziennika coachingowego. 365 pytań od Twojego coacha”, napisanego wspólnie z Kamilą Rowińską oraz współautorka książki „W poczuciu własnej wartości. Zbuduj swoją wewnętrzną siłę”.

Kluczowe momenty 2020 roku w doświadczeniu pracujących rodziców

Trudno tradycyjnie podsumować rok 2020. Noworoczne postanowienia tym bardziej wymykają się z kontrolowalnych ram, a raporty pracy zdalnej podkreślają, jak bardzo na rynku pracy pandemia dotknęła kobiety, co w praktyce oznacza więcej balansowania między pracą a domem po załamaniu się praco-domoprzestrzeni. Poznajcie wyniki badania z maja 2020 r. nt. doświadczenia rodziców podczas lockdownu.
  • Monika Sońta - 10/01/2021
mama z dzieckiem pochylona nad pracą domową

Kluczowe momenty 2020 roku w doświadczeniu pracujących rodziców

Czas na chwilę refleksji nad tym, co było dla Ciebie trudne. Sięgając do wyników badania, które było przeprowadzone w maju 2020* we współpracy studentów studiów podyplomowych Employer Branding z portalem MamoPracuj.pl, którego celem było zidentyfikowanie „kluczowych momentów’” w doświadczeniach rodziców podczas lockdownu, dowiadujemy się, że:

Najtrudniejsze momenty to:

  • przygotowywanie posiłków,
  • fektywne skupienie się na pracy („to życie w ciągłym kołowrotku”, „wyrywanie momentów na pracę”),
  • konieczność wsparcia dzieci w zajęciach szkolnych,
  • poczucie winy związane z dawaniem dzieciom niskojakościowych wypełniaczy czasu, żeby móc pracować („bajka”).

Pozytywne zaskoczenia:

  • samodzielność dzieci, ich zrozumienie sytuacji,
  • zacieśnienie więzi rodzinnych,
  • przyzwyczajenie się do pracy zdalnej (brak dojazdów),
  • wolniejsze poranki.

A jaka jest Twoja refleksja? To moment na zastanowienie się:

  • Co było dla Ciebie najtrudniejszym momentem?
  • Co Cię pozytywnie zaskoczyło?
  • Z czym sobie poradziłaś do takiego stopnia, że jesteś dumna ze swojego działania?
  • Co wymaga zmian w organizacji Twojego dnia w 2021 roku, niezależnie od rozporządzeń, izolacji, decyzji o nauczaniu zdalnym i skuteczności szczepionki?

Nowe stresory** dotykają wszystkich. Jak bardzo wpłynęły na Ciebie?

Ten rok wytrącił nas z równowagi. Niektórymi wstrząsnął, innych wypchnął z życiowej strefy komfortu, a jeszcze innym jedynie nieznacznie zmienił ramy życiowego działania. Niezależnie od grupy, w której się znalazłaś, warto zastanowić się, w jaki sposób dotykają Ciebie „nowe stresory”:

  • Zmiana w postrzeganiu bezpieczeństwa fizycznego – obawa przed zarażeniem się.
  • Nadmiar informacji (infobesity), w większości negatywnych w stosunku do braku szans na przewidzenia przyszłości ogólnie np. nie jesteśmy w stanie powiedzieć kiedy i jak się to skończy, czyli jesteśmy w strefie ciągłej, długoterminowej niepewności.
  • Ciągłe poczucie zagrożenia kwarantanną i ograniczeniem możliwości fizycznego poruszania się.
  • Stygma społeczna związana z chorobą, co jest potęgowane przez poczucie, że choroba jednej osoby może stworzyć zagrożenie dla jej najbliższych oraz, że złamanie przez jedną osobę zasad i zaleceń może stanowić zagrożenie dla osób z naszego otoczenia
  • Straty na poziomie finansowym, poczucie niepewności w obszarze zarobków i utrzymania pracy czy źródła dochodów.

Siła tego, jak bardzo dotknie nas psychicznie pandemia, zależała między innymi od naszego przedpandemicznego stylu pracy. Im bardziej oddzielaliśmy wcześniej strefę prywatną, rodzinną od zawodowej, profesjonalnej, tym bardziej dostrzegamy zmianę w stylu życia (lifestyle) i pracy (workstyle).

A jaki jest „nowy stresor”, który najbardziej wpłynął na Twój styl życia i pracy w 2020?

Autonomia, adaptacja, elastyczność

Wracając do wyników badania z MamoPracuj, ponad 73% badanych wskazało elastyczny czas pracy jako największe udogodnienie dla pracujących rodziców. Po raz kolejny potwierdziła się siła poczucia autonomii, a nawet job-craftingu w miejscu pracy.

Opisując najlepsze doświadczenia, szczególnie docenianie były gesty pracodawców sugerujące, że rozumieją sytuację i ich próba ułatwienia pracy np. ustalenie, że mamy dwugodzinną przerwę bez spotkań na przygotowanie posiłków, a do pracy wracamy wieczorem; ogólne przyzwolenie na obecność dzieci w tle rozmowy; ludzka atmosfera i poczucie „że wszyscy jesteśmy w podobnej sytuacji”. I wszyscy w tej sytuacji potrzebujemy nowych ram działania.

Zastanów się, czego potrzebowałabyś teraz od swojego pracodawcy, żeby lepiej pracowało Ci się w 2021 roku?

Źródło:

*Ankieta online przeprowadzona 1-21 maja 2020, n=153, wnioski opracowano na podstawie dwóch pytań otwartych: o najlepszy i najgorszy moment pracy z domu podczas izolacji, opracowano na podstawie kodowania tematycznego według schematu Saldana (2009)

**https://emeraldopenresearch.com/articles/2-15

Zdjęcie: 123 rf

Grafika: autorka

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Monika Sońta
Mama wielowymiarowo aktywna: biznesowo - ekspert komunikacji korporacyjnej; naukowo – doktorantka zarządzania; życiowo – promotorka uważnego spędzania czasu z dzieckiem, co widać po wpisach na blogu http://zmianaperspektywy.pl/ Mama małej Marceliny.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×