Czego szukasz

Od magazynu w szafie do własnej produkcji chust, czyli historia powstania LennyLamb

Choć nazwa jest angielska, to firma w 100% polska i założona przez młodą mamę. To miało być “tak na chwilę – zanim dzieci podrosną” – mówi Joanna Bogdan, która wymyśliła i założyła LennyLamb. Dzisiaj to duża rodzinna firma, zatrudniająca ponad 100 osób. Tkają, szyją chusty uwielbiane przez rodziców na całym świecie! Jak to się zaczęło, jak rozwijało i jakie kryzysy czekały na drodze? I jak osiągnąć równowagę, będąc jednocześnie mamą 4 dzieci?

  • Joanna Gotfryd - 29/07/2018
Joanna Bogdan z LennyLamb

Asiu, LennyLamb, firma którą prowadzisz, w tym roku świętuje 10 lecie. Jesteście ekspertami od noszenia dzieci. Jak to wszystko się zaczęło, skąd wziął się pomysł, żeby szyć chusty i nosidełka?

Wszystko zaczęło się, oczywiście od naszego pierwszego dziecka Franka, który od urodzenia zupełnie nie tolerował wózka. Było to dla mnie bardzo trudne doświadczenie, ponieważ sama jestem bardzo aktywną osobą, której bardzo trudno jest usiedzieć w jednym miejscu, a nasze pierwsze majowe spacery często okazywały się katastrofą.

Czasem nie byłam w stanie minąć bloku, żeby nie musieć szybko wracać z syreną alarmową. Innym razem bywało gorzej, ponieważ spacer szedł nadzwyczaj dobrze i udało mi się dotrzeć całkiem daleko, więc powrót z krzyczącym niemowlakiem na ręku i wózkiem był dużo trudniejszy 🙂

Nie było to łatwe doświadczenie, ponieważ mieszkałam wtedy w zupełnie obcym dla mnie mieście. Z pomocą przyszła koleżanka, która opowiedziała mi o chustach. Zakup chusty w 2007 roku nie był wcale prostym zadaniem. Pierwszą chustę wycięłam więc z płótna, które znalazłam w szafie mamy. Mimo wielu swoich niedoskonałości pozwoliła mi sprawdzić czy to rozwiązanie jest dla nas.

Pamiętam ten moment, w którym poczułam ciepło dziecka i ogromną radość, które dało mi to rozwiązanie. Poczułam jakby dziecko w końcu znalazło się na odpowiednim miejscu, wtulone we mnie, nie ograniczało zupełnie mojej wolności. To była miłość od pierwszego spotkania.

Potem było już tylko lepiej. Cudowne długie spacery, wycieczki, ale przede wszystkim spotkania z innymi chustującymi mamami. Bardzo dobrze wspominam tamten okres. Ale pamiętam również, że myślałam już o powrocie do pracy i o tym jak tego uniknąć.

Przełom przyszedł kiedy nie mogłam kupić chusty i nosidełka. Czas oczekiwania – 4 m-ce skutecznie mnie przekonał, że tak być nie może 🙂 To przecież nie może być takie trudne… okazało się, że łatwe też nie było, ale 9 miesięcy od pierwszych pomysłów ruszyła sprzedaż, a w ofercie miałam 3 rodzaje produktów: chusty tkane, chusty elastyczne i nosidełka Mei-Tai. Wszystko przygotowywane z dzieckiem na ręku 🙂 No i ruszyliśmy …

Do tworzenia firmy zaprosiłaś Twojego męża Michała, siostrę Kasię i szwagra Piotra – to niesamowite jak Wasze talenty przyczyniły się do rozwoju firmy, opowiedz proszę o tym, kto się czym zajmuje.

Pewnie bez pracy zespołowej to by się nie udało. Samo przygotowanie produktu od strony formalnej, dokumentacja, wizualizacja, strona internetowa, były na tyle czasochłonne, że ważne było dla mnie, że część pracy operacyjnej mogę oddać w zaufane ręce. Z założenia chciałam mieć czas dla rodziny.

Dzisiaj nasza praca wygląda zupełnie inaczej, ponieważ mamy rozbudowane zespoły osób odpowiedzialnych za poszczególne tematy. Nadal jednak odpowiadamy za obszary, w których byliśmy od początku.

Ja trzymam pieczę nad sprzedażą i marketingiem. Michał rozwija IT, jest odpowiedzialny za księgowość oraz logistykę. Kasia ogarnia wprowadzanie produktu na rynek oraz wspiera dział HR. Piotr to człowiek czynu – odpowiada za całą produkcję. Cały czas staramy się jednak wspólnie wspierać w tych działaniach.

Na początku mieszkaliście w Warszawie, a chusty LennyLamb były szyte przez zewnętrzną firmę. Z czasem coraz bardziej przejmowaliście produkcję, przenosząc firmę i Waszą rodzinę do Twojej rodzinnej miejscowości Kłudzice. Uruchomiliście szwalnie, później własne tkalnie, zwiększaliście zatrudnienie – czy nie towarzyszył Wam lęk przed podejmowaniem takich decyzji, inwestycjami?

Jak większość, zaczynaliśmy od zera, wszystko podzlecaliśmy, podręczny magazyn miałam w swojej szafie w mieszkaniu, a zapasy w piwnicy u rodziców… Wszystkie decyzje podejmowaliśmy pod presją chwili. Czy się baliśmy? Trudne pytanie 🙂

Z perspektywy czasu pamiętam raczej ogromny entuzjazm przed nowym wyzwaniem. Mamy takie powiedzonko, które się ukuło na podsumowanie wszelkich debat, kiedyś padło przez pomyłkę i tak już zostało: “kto nie ryzykuje ten nic nie traci“.

Firmę rozwijaliśmy organicznie, dokładając kolejny klocek właśnie wtedy kiedy był potrzebny i nigdy nie postrzegaliśmy tego jako zagrożenia, ale jako szansę na dalszy rozwój. Decyzje podejmowaliśmy raczej szybko i ochoczo i bez większego lęku – oczywiście mogę mówić za siebie, ale tak to pamiętam.

Na pewno trudne chwile przychodziły, kiedy trzeba było zmierzyć się z konsekwencjami tych decyzji: przedłużająca się budowa, problemy z wykonawcami, kolejne kontrole urzędów, o których do tej pory nie mieliśmy pojęcia, czy przedłużająca się instalacja nowej maszyny, która wymagała ciągłego nadzoru i niemal spania w nowopowstającej tkalni. Dzisiaj, kiedy w firmie mamy raczej ustabilizowaną sytuację, nieco brakuje mi takich emocji 🙂

LennyLamb to nie tylko różnorodne chusty do noszenia dzieci, ale też nosidełka, odzież dziecięca, odzież do noszenia dzieci, akcesoria i mnóstwo innych pięknych produktów. Kto stoi za tymi produktami, kto je wymyśla i projektuje?

Pomysłów to my mamy baaaardzo dużo, a najwięcej tych jeszcze nie zrealizowanych. Na początku do oferty LennyLamb trafiły wszystkie te produkty, które sama bardzo chciałam mieć, z czasem zaczęliśmy też słuchać naszych klientów, którzy co chwilę podrzucają nam pomysły lub proszą o jakieś rozwiązania.

Opracowanie produktu przed wprowadzeniem na rynek to bardzo ciężka, czasem kilkumiesięczna praca, którą na początku wykonywaliśmy sami w oparciu o specjalistów. Dzisiaj mamy do tego zadania kilkuosobowy zespół projektowy, który wykonuje całą pracę kreatywną i realizuje te wszystkie pomysły.

Macie też w ofercie setki przepięknych wzorów (i wspaniałych fotografii na Facebooku) – kto tworzy najpiękniejsze wzory w LennyLamb?

To tak jak z innymi projektami, od zawsze to praca zespołowa. Na początku przeglądaliśmy czeluście internetu lub szukaliśmy inspiracji w codziennym życiu. Tak na przykład powstał jeden z pierwszych, bardzo popularnych pasiaków Luna, która była zainspirowana naszyjnikiem Kasi.

Dzisiaj praca wygląda podobnie, kilkuosobowy zespół złożony z grafików, marketerów i sprzedawców spotyka się raz w tygodniu wymieniając pomysły i opinie, wybierając przędze, wzory i kolory. Czasem dzielimy się naszymi i wątpliwościami i radościami na grupie LennyLamb Polska. Zapraszamy, można naszą pracę podglądać na bieżąco i też być częścią zespołu projektowego choćby przez chwilę.

Dobre zdjęcia były dla nas zawsze bardzo ważne. Przez wiele lat głównym fotografem był Michał, czasem bywałam ja. Do tej pory na stronie są nasze zdjęcia. Potem współpracowaliśmy z kilkoma bardzo dobrymi fotografami z całej Polski np. Zuzanną Karettą, Adamem Rogala, Olą Kościaniuk. Dzisiaj naszym głównym fotografem jest Paweł Nawrocki – nasz mistrz fotografii 🙂 bardzo pracowity i niesamowicie zdolny magister sztuki.

A czy Ty masz swój ulubiony wzór tkaniny?

Zdecydowanie. Uwielbiam chustę o nazwie “Na krańcu świata”. Bardzo mało tych chust powstało, wiec ciągle jest to unikat. W powstawanie jej mocno zaangażowany był mój mąż Michał. Najpiękniej o niej pisze na swoim blogu „W podróży przez życie” Danusia: „chusta ta jest swego rodzaju dziełem sztuki, a mianowicie reprodukcją ryciny, która pojawiła się w książce Flammariona L’atmosphère: météorologie populaire. Jej autor i czas powstania nie są dokładnie znane, być może jest to dzieło artysty niemieckiego renesansu. Przedstawia człowieka przekraczającego horyzont, odkrywającego nowe światy, tego, któremu dane było poznać i ziemię, i niebo…”

Dla mnie to bardzo symboliczny obraz człowieka, który wychodzi ze swojej strefy komfortu, sięga dalej, chce więcej, dla którego nie ma horyzontu, a nawet jeśli jest to zawsze da się coś z tym zrobić… taka właśnie chciałabym być 🙂

Piękny wzór! Czy uszyjecie z niego też coś dla dorosłych?

Pomyślimy o tym 🙂

Chciałam Cię też zapytać o to, jak sobie poradziliście z sytuacją, kiedy odkryliście nieprawidłowości na produkcji i zdecydowaliście się wycofać dużą partię nosidełek.

To był bardzo trudny czas dla mnie. Nie opowiadaliśmy jeszcze publicznie tej historii. Zdecydowałam, że opowiem o niej na najbliższej Konferencji Noszenia we wrześniu w Poznaniu, więc tutaj zrobię krótki wstęp. Będę mówić ze swojej perspektywy, bo byłam wtedy mocno w to wszystko zaangażowana.

Chciałabym zacząć od tego, że wiele osób z naszego otoczenia, nawet z firmy do dzisiaj nie rozumie decyzji o wycofaniu nosidełek. Muszę tu wyjaśnić, że proces wycofania nie był wymuszony przez żadną instytucję czy choćby klientów, decyzja była podjęta przez nas w przeciągu kilku dni od pierwszych sygnałów, że nosidełka mogły zostać wykonane niezgodnie z procedurą.

Historia jest bardzo długa, proces wycofania trwał kilka miesięcy, procedury urzędowe, które trzeba było przejść w kilku krajach przysporzyły mi wielu siwych włosów. Myślę, że na opowieść o tej historii możemy się umówić innym razem. Dzisiaj tylko powiem krótko, że wtedy w lipcu 2016 roku myślałam, że to zupełnie rozłoży firmę.

Byłam świadoma kosztów wycofania, ale świadomość, że nosidełko, które dostanie mama i jej dziecko, może nie być bezpieczne, nie pozwoliła mi wtedy podjąć innej decyzji. Wszyscy mieliśmy podobne zdanie. W trakcie przeprowadzaliśmy badania na wycofanych nosidłach okazało się, że ogromna większość nie stanowiła żadnego zagrożenia, i może być tak, że nie spełniały norm tylko te dwa, które mieliśmy w rękach (na 2000 nosideł).

Czasem słyszę teksty, że producent powie wszystko, żeby sprzedać… być może są i tacy. Ja mam czyste sumienie, bo dla mnie bezpieczeństwo dzieci i zaufanie, którym obdarzają mnie rodzice kupując nasze produkty jest bezcenne, a nawet jest warte konkretne pieniądze, jeśli by podsumować wszystkie koszty wycofania.

Jedni mówią kryzys, a Chińczycy mówią: szansa. Jak sobie poradziliście z tą sytuacją i czego Was ona nauczyła?

Nie wiem jak to się stało, ale mimo bardzo widocznych zmian na dotychczasowych rynkach jak USA czy Kanada, gdzie faktycznie mieliśmy zauważalny spadek sprzedaży, firma wyszła z kryzysu obronną ręką. Hitem okazały się bluzy do noszenia, które podbudowały budżet, wzrost sprzedaży zanotowaliśmy przykładowo w Europie i mimo wszystko świętujemy w tym roku dziesięciolecie i mamy się dobrze, więc może tak, Chińczycy mogą mieć rację.

Czego nas ta sytuacja nauczyła? Na pewno dużo zmieniła we mnie, w tym jak podchodzę do pracy i do ludzi. W firmie zmieniłam procedury, które i tak były, jak nam się wydawało bardzo szczegółowe. Już wiemy, że nie wystarczy przekazać instrukcję szycia w stylu: ten pasek wszywamy na wysokości 5 cm szwem takim i takim. Dziś staramy się tak przygotować proces, żeby nie dało się zrobić inaczej i staramy się trzymać zasady: jeśli czegoś nie możesz sprawdzić, to znaczy, że tego nie ma – czyli zaostrzamy procedury na kontroli jakości.

Asiu, niedawno po raz czwarty zostałaś mamą. Franek i bliźniaczki Hania i Ewa, Twoi pierwsi „testerzy” chust i nosidełek już dawno z nich wyrośli, teraz testują ubranka dla dzieci, a w chusty LennyLamb dzielnie daje się zawijać najmłodszy Szymon. Jakie masz patenty na work-life-balance i zarządzanie dużą firmą i dużą rodziną?

Myślałam, że czwarte dziecko nie wpłynie szczególnie na codzienną organizację, niestety jest inaczej i nie jestem przekonana, że moje życie jest przepełnione harmonią. Cały czas nad tym pracuję 🙂

Nasze dzieci to może nie testerzy, tylko pierwsi rozkochani w chustach czy nosidłach użytkownicy 🙂

Na pewno jest kilka zasad, które bardzo pomagają, a których realizacja wcale nie przyszła mi łatwo.

Jedna z nich to – nie mogę i nie muszę być wszędzie – jest to cały czas trudne, bo jednak czasem chcę być nawet tam gdzie nie mogę ;), ale takie odpuszczenie, że mogę oddelegować nawet ważną rzecz lub po prostu odpuścić, bardzo mi pomaga.

Każdego dnia ustalam sobie w swojej głowie priorytety, które są ważne i do zrealizowania. Staram się dbać w tym wszystkim o dzieci i również o siebie, co chyba jest najtrudniejsze, ale dzisiaj na pewno lepiej to wygląda niż kilka lat temu.

Pomaga mi również fakt, że mieszkamy bardzo blisko firmy i mogę swobodnie dzielić obowiązki między pracą a domem i być tam gdzie jestem w danym momencie bardziej potrzebna.

Bez delegowania zadań, szczególnie tych najprostszych, już od dawna nie wyobrażam sobie funkcjonowania. Mam wokół siebie również wspaniałych ludzi, bez których pogodzenie tego wszystkiego nie byłoby możliwe, z którymi dzielę ogarnianie dzieci i domu. Mąż, moi rodzice, również Kasia i Piotr – nasze dzieci, chodzą do tej samej szkoły, więc często wymieniamy się obowiązkami.

Gratulując Wam dziesięciolecia, zapytam jeszcze czy kiedykolwiek wyobrażałaś sobie, że Wasza firma tak bardzo się rozrośnie, czy marzyłaś o tym?

Projekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Z wykształcenia jestem farmaceutką. Firma miała być tak na chwilę, na ten czas kiedy bardziej jestem potrzebna dzieciom. Ponieważ nie umiem usiedzieć na miejscu potrzebowałam dodatkowego zajęcia, które będzie odskocznią… odskoczyłam, dużo dalej. Czasem zastanawiam się nawet jak to się stało 🙂

Na koniec zapytam Cię o Wasze plany na przyszłość, bo na pewno coś ciekawego planujecie?

Oj planujemy! Pewnie! Codziennie mamy po 3 pomysły na głowę 🙂 i nie wiemy tylko, który realizować. Ale tak na poważnie, to naszym zadaniem na kolejne 10 lat jest umacnianie marki i zdobywanie nowych rynków. Dużo jeszcze w tym temacie mamy do zrobienia. Na pewno nie chcę napinać planów, podoba mi się ta równowaga pomiędzy pracą, a czasem dla rodziny 🙂

Dziękuję Ci za rozmowę i życzę Wam kolejnych sukcesów – i rodzinnych i zawodowych.

Zdjęcia: Materiały prasowe LennyLamb i archiwum prywatne

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.

Jak założyć internetowy sklep odzieżowy?

Chcesz założyć sklep internetowy, ale nie masz pojęcia jak się za to zabrać? W tym artykule dowiesz się jak wygląda proces powstawania sklepu z odzieżą.
  • Dominika Kamińska - 21/05/2020

Od czegoś trzeba zacząć

Wszystko zaczyna się od pomysłu w głowie, ale to nie wystarczy. Na początek warto zbadać rynek i sprawdzić czego jest zdecydowanie za dużo, a czego brakuje. Mała konkurencja oznacza większą swobodę między innymi w cenach produktów, ale jak szybko zauważycie nie tylko finansowo jest to pomocne. Należy dokładnie wszystko rozplanować zaczynając od tego jakie ubrania i dla kogo będziemy sprzedawać.

Wielu początkujących przedsiębiorców popełnia duży błąd zakładając sklep internetowy, w którym znajduje się wiele niepasujących do siebie produktów, np. eleganckie krawaty, damskie stroje sportowe i ubranka dla niemowląt. Jest to kolosalny błąd, ważne jest to, aby firma od początku miała swoją grupę docelową oraz marki w zbliżonym stylu, to właśnie takie sklepy zyskują w oczach klientów. A skoro wiemy dla kogo chcemy sprzedać, to wiemy też jak zaprojektować stronę i jaką nazwę sklepu wybrać, tak aby zwrócić uwagę konsumentów.

Rozpoczynamy realizację planu

Jeśli mamy plan, to należy zacząć go realizować, czeka nas wybór pomiędzy gotowymi platformami, a zatrudnieniem dobrego programisty. Pierwsza opcja wymaga od nas co najmniej kilku godzin poświęconych na znalezienie witryny odpowiadającej naszym oczekiwaniom, a następnie skorzystania z gotowych szablonów robiąc estetyczny i łatwy w obsłudze sklep internetowy. Oczywiście nie jest to opcja darmowa, poza tym wymaga naszego własnego czasu oraz dużo kreatywnego wkładu, minusem jest także ograniczona personalizacja strony. Jeśli skorzystamy z drugiej opcji, czyli programisty, koszt będzie zdecydowanie wyższy, ale w zamian dostajemy równie dobrze działającą, unikatową stronę. Nie zapominajcie o dostosowaniu witryny do urządzeń mobilnych, brak tej wersji strony może łatwo odstraszyć potencjalnego klienta.

Ważnym aspektem jest automatyzacja procesów, na które marnują czas pracownicy, niestety niewiele stron to oferuje, a taka usługa od programisty jest nieopłacalna, warto więc stworzyć naszą stronę internetową z użyciem CStore.pl, jest to zaufana i godna uwagi platforma sprzedażowa.

Promocja sklepu

Tak samo jak nazwa ważne jest logo naszej firmy, częstym błędem jest brak zaufania do grafika, zapominamy, że mają oni ogromne doświadczenie i wiedzą co robią. Należy utworzyć też firmowego maila, numer telefonu oraz konta na portalach społecznościowych, to właśnie stąd można zdobyć wielu klientów.

Nie zapomnijcie o pozycjonowaniu strony, jest to dobra inwestycja. Sklepów jest mnóstwo, a my chcemy aby po wpisaniu frazy w wyszukiwarkę być na pierwszej stronie. Najlepszym rozwiązaniem jest powierzenie tego zadania specjalistycznej firmie, można też robić to samemu, aczkolwiek wyniki są znacznie gorsze. Po otwarciu sklepu warto podjąć współpracę z blogerami, taka forma reklamy jest coraz bardziej popularna i przede wszystkim skuteczna.

Zakup asortymentu i magazynowanie bywa trudnym etapem każdego młodego właściciela sklepu internetowego. Jeśli w naszym domu znajdzie się wystarczająco duże pomieszczenia nadające się na magazyn, to warto spróbować na początku tam. Obetnie to chociaż część kosztów związanych z rozpoczęciem biznesu. Jeśli musimy wynająć lokal, to pamiętajcie o odpowiednich warunkach, nikt nie chce dostać przesyłki z odzieżą śmierdzącą wilgocią.

Gdy nasz sklep internetowy zacznie dobrze prosperować koniecznie skontaktujcie się z firmą kurierską, dla sklepów internetowych zawsze mają korzystniejszą ofertę wraz z kurierem, który codziennie zawita do drzwi magazynu po odbiór paczek do wysyłki.

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Dominika Kamińska

Nie będzie już lepszej okazji, żeby zacząć działać dla siebie – Mamy kupują u Mam

"Koronawirus zamknął nas wszystkich w domach, a więc to jest ten czas, kiedy możemy posłuchać samych siebie, własnych myśli i własnego ciała. Nie będzie już lepszej okazji, żeby zacząć działać dla siebie". O swojej firmie i dość zabawnych jej początkach opowiada Sylwia Wacławek, która zgłosiła się do naszej akcji #MamyKupująUMam.
  • Listy do Redakcji - 21/05/2020
Sylwia Wacławek

Sylwia Wacławek zgłosiła się do naszej akcji Mamy kupują u Mam. Przeczytaj czym się zajmuje, jaką prowadzi działalność i jak sobie teraz radzi!

Szeroko się uśmiechnęłam widząc Waszą nową akcję Mamy kupują u Mam i wspominając jednocześnie zeszłoroczną – Stań na własnych nogach – moje pościele znalazły się w 50-tce laureatów. Pomyślałam, że i tym razem skorzystam z dobrodziejstw, które proponujecie… albo po prostu opowiem Wam swoją historię (jak dla mnie nawet trochę zabawną)

Trochę wtedy było zamieszania artykułem o mojej firmie. 😉 Najpierw czekał w kolejce na publikacje, później wkradła się błędna informacja, że produkuję naturalne kosmetyki. 🙂

Przeczytaj także: Szyję lniane pościele dla dzieci

Ha… i w momencie kiedy skończyłam czytać całość, naszła mnie pewna myśl. W sumie to dlaczego miałabym nie sprzedawać naturalnych kosmetyków? Przecież jest to bliska memu sercu idea – świetnie wpisująca w otaczanie się naturą i szycie lnianej pościeli – biodegradowalnej i niebielonej chemicznie.

Oto natura

I tak od Oto Len z konkursu, powstał sklep Oto Natura, który w swojej ofercie ma sporo naturalnych kosmetyków, środków czystości, akcesoriów itp.

Jednak, jak to często bywa, każdy kto kocha naturę i środowisko, zakochuje się również w jodze. 🙂 To jakaś dziwna zależność, ale niezwykle często spotykana. 🙂 Oczywiście też się zakochałam!

Tak więc, do mojej naturalnej oferty dołączyły również wałki do jogi i poduszki do medytacji wypełnione ekologiczną łuską gryki.

Jeśli chcesz być na bieżąco z innymi historiami kobiet, zapisz się na nasz newsletter!

Godzina zero

Oficjalnie sklep wystartował niedawno, bo sporo czasu zajęło mi znalezienie odpowiedniego dostawcy materiałów, tworzenie grafik, opisów i wszystkich formalności, które są niezbędne do prowadzenia sklepu internetowego.

Wybiła godzina zero, a ja zamiast z entuzjazmem otwierać sklep, słyszę w wiadomościach, że pandemia koronawirusa sponiewiera cały świat. Przez moment żałowałam swoich naiwnych decyzji i wyobrażeń o własnym biznesie. Byłam na siebie zła, że nie potrafię poskromić swoich marzeń i pcham się tam, gdzie widocznie nie ma dla mnie miejsca.

No nic, jednak należę do osób, które umieją skakać, więc wszystkie „kłody” pod nogami nie są mi straszne – pomyślałam. I oczywiście…

Sposób na kwarantannę

Pierwsze zamówienie jakie znalazło się w koszyku to był wałek do jogi. Drugie – poduszka do medytacji. O zgrozo, jakie było moje zdziwienie. A przecież ta kategoria miała być tylko dodatkiem w moim sklepie.

I w końcu do mnie dotarło. Koronawirus zamknął nas wszystkich w domach, a więc to jest ten czas, kiedy możemy posłuchać samych siebie, własnych myśli i własnego ciała. Nie będzie już lepszej okazji, żeby zacząć działać dla siebie.

Przecież przeważnie po prostu brakuje nam odpowiedniej motywacji, ale tym razem nikt nie szukał wymówek. Ba, wszyscy szukali sposobu na domową kwarantannę.

Naturalnie, maty poszły w ruch w nie jednym domu, a wraz z nimi w sporej części w/w wałki do jogi i poduszki do medytacji.

Przeczytaj także: Tworzymy rękodzieło użytkowe w stempelkach – Mamy kupują u Mam

Mimo moich wielu obaw, działamy

A sklep okazał się strzałem w dziesiątkę. Oprócz tego, że sprawnie działa, mam ogromną satysfakcję z tego, że mogę realnie pomóc wszystkim tym, którzy zostali w domu. Wszystkim tym, których ten czas przytłacza, wszystkim którzy już dawno próbowali zrobić coś dla siebie, ale ciągle to odkładali.

Dzięki temu, że sprawnie realizujemy swoje wysyłki, nasi klienci, którzy dziś chcieli zacząć ćwiczyć jogę, następnego dnia mieli niezbędny sprzęt u siebie.

Co więcej, odezwało się do nas mnóstwo szkół jogi, które z wiadomych przyczyn nie mogą prowadzić fizycznie zajęć w swoich siedzibach – to one wpadły na świetny pomysł i zaczęły zamawiać od nas wałki do jogi dla swoich uczniów. Dzięki temu, oni prowadzą zajęcia online, a my zaopatrzamy wszystkich potrzebujących, tak by mogli praktykować jogę w domu.

Ten czas pomimo, że dla wszystkich ciężki, a pewnie też niezrozumiały, spowodował, że sklep www.otonatura.com.pl funkcjonuje lepiej niż się spodziewałam. Dostajemy masę wiadomości e-mail z podziękowaniem za tak szybką realizacje zamówień. Ogromne szczęście daje mi również to, że moi klienci naprawdę są zadowoleni z ich jakości i wykonania. To ma dla mnie ogromne znaczenie.

Chciałabym, aby wszystkie mamy, które pragną zacząć praktykować jogę mogły zrobić to już teraz. Na hasło: mamopracuj uzyskają 5% rabat w naszym sklepie.

Przeczytaj także: Mamy kupują u Mam – wspieramy Wasze biznesy. Dołącz do akcji!

Zdjęcia: prywatne archiwum Sylwii

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Listy do Redakcji

Poglądy wyrażone w listach są wyłącznie poglądami ich autorów i nie mogą być uznane za poglądy Redakcji Mamo Pracuj.

Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail