Czego szukasz

O tym jak praca znalazła Dorotę…

„Wcześniej nie marzyłam nawet o takim miejscu pracy, gdzie wykonując profesjonalne działania, będę mogła czuć, że robię coś z sensem dla siebie i z pomocą dla innych. (…) Teraz nie wyobrażam sobie innej pracy”. Polecamy Wam historię Doroty Lenarczyk, aktywnej mamy, ktora, choć nie szukała pracy, praca sama ją znalazła 😉 i zaprzyjaźniły się na dobre! 

  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 08/10/2012

Dorotko, pracujesz z pasją od kilku lat dla Stowarzyszenia Warka, realizujecie ciekawe projekty i jesteś mamą Kasi, która, jeżeli dobrze pamiętam, jest już zaawansowaną uczennicą 😉

Proszę opowiedz nam coś o sobie i swojej pracy, o tym, jak to jest być aktywną mamą, która jest zaangażowana w działania dla lokalnej społeczności i jak to jest pracować w organizacji?

No cóż. Dla mnie bardzo przyjemnie jest być aktywną mamą. Gdyby zapytać moją córkę Kasię – oj chyba wiem, co by powiedziała …. 😉

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z organizacjami pozarządowymi? I co w nich jest takiego, że zdecydowałaś się związać z nimi na dłużej?

Moja przygoda z organizacjami pozarządowymi zaczęła się w Fundacji Inicjatyw Społeczno- Ekonomicznych w Warszawie. Tak naprawdę tam dopiero poznawałam, czym w ogóle są organizacje pozarządowe. Pracowałam na stanowisku sekretarki (dojeżdżałam codziennie z odległej o 60 km Warki). Ale ogromnie mnie urzekła od samego początku atmosfera pracy, ludzie, kultura organizacyjna, szacunek wzajemny, profesjonalizm. To, co mnie wówczas bardzo zachwyciło,  to możliwość pracy w zgodzie z moimi wartościami – że można tak uczciwie, pomagając innym rozwinąć skrzydła, tak otwarcie, że ważne jest wnętrze – potrzeby ludzkie. To był dla mnie nowy zachwycający świat po pracy w dziale obsługi klienta w firmie zajmującej się importem i sprzedażą wydawnictw naukowych.

Szczerze mówiąc, nie marzyłam nawet wcześniej o takim miejscu pracy, gdzie wykonując profesjonalne działania, będę mogła czuć, że robię coś z sensem dla siebie i z pomocą dla innych. Nie boję się o tym tak mówić: to był pewien przełom w moim życiu. (Jednocześnie musze przyznać, że wcześniej nie miałam doświadczeń w działalności społecznej – onieśmielały mnie informacje o robionych z rozmachem akcji charytatywnych, wrodzona nieśmiałość zamykała mnie na odważną aktywność, zawsze myślałam, że to chyba nie dla mnie…).

Zaczynając przygodę z FISE, poczułam też chęć zaangażowania w swoim lokalnym środowisku, tj. w Warce. Dlatego przystąpiłam do członkostwa w Stowarzyszeniu W.A.R.K.A., a potem przyjęłam propozycję pracy. Praca w organizacji pozarządowej i to w moim rodzinnym mieście była bardzo kuszącą perspektywą – zrezygnowałam wtedy z pracy w FISE z rozdartym sercem, ale i ogromną wdzięcznością.

W Warce mogłam nadal pracować z przyjaznymi i pozytywnie nastawionymi do świata ludźmi –  czułam się doceniona, poczułam się wartościowa, potrzebna… Praca w organizacji w Warce dała mi możliwość odpowiedzi na ogromną potrzebę, jaką była potrzeba spędzania większej ilości czasu z córką i to wtedy, kiedy zachodziła taka potrzeba. Sama wychowuję Kasię, więc wiele razy nie ma mnie kto zastąpić, jeśli chodzi o wizytę u lekarza lub gdy trzeba było zostać w domu i zająć się córką. W organizacji pozarządowej nie ma z tym problemu – biorę komputer ze sobą, a zostawiam tylko dziecko pod opieką babci, gdy mam umówione spotkania lub sprawy „na mieście” do załatwienia. Praca w organizacji pozarządowej to moim zdaniem duży komfort dla pracującej mamy.

Czyli znalazłaś swoje miejsce? Nie masz ochoty szukać czegoś nowego?

Tak, ale jestem otwarta na zmiany i mam  okazję tego ostatnio doświadczać. Od ponad pół roku pracuję w dwóch miejscach: w Stowarzyszeniu oraz w Urzędzie Miejskim w Warce.

Chciałabym także sprawdzić się jeszcze w prowadzeniu własnego biznesu, ale takiego, w którym mogę realizować też społeczne cele, dlatego myślę o gospodarstwie edukacyjno/wypoczynkowym opartym na lokalnych produktach. Przymiarka wstępna na www.wareckicydr.pl – zapraszam.

Przepraszam za bezpośredniość, ale to częste pytanie, na jakie ja również często odpowiadam 😉 Czy z pracy w  stowarzyszeniu/fundacji da się żyć?

Da 😉 My w stowarzyszeniu po prostu postawiliśmy sobie to za priorytet, tj. że dla mnie musi być stała umowa o pracę, żeby Stowarzyszenie mogło się rozwijać (żeby można było brać udział w szkoleniach, pisać wnioski o nowe dotacje, planować, a nie tyko realizować zaplanowane wcześniej działania, tj. konsumować zdobyte dotacje). Byłam pierwszym pracownikiem, dlatego podziwiam zarząd za tak odważną decyzję. Też wiedziałam, że zaczynając pracę w stowarzyszeniu, gdzie wiadomo, że różnie jest z finansowaniem – muszę postawić taki warunek sobie i organizacji dla własnego poczucia bezpieczeństwa. Stała praca też chyba bardziej motywuje do zaangażowania w przyszłość organizacji – tj. tak było u mnie.

Kokosów oczywiście nie ma, ale korzyści pozafinansowe, które wymieniłam, są tu równie ważne.

Mam takie poczucie, że w latach, kiedy było bardzo ciężko w Stowarzyszeniu z finansami i gdy bardzo ciężko pracowaliśmy, to wszystko zaowocowało w następnych latach. Myślę, że to, co wtedy włożyłam, do mnie wraca. Jestem szczerze wdzięczna za doświadczenie, które zdobyłam, a które teraz wykorzystuję i które też przynosi mi dodatkowe dochody. Może to się jeszcze zmieni, bo różnie przecież bywa, ale teraz czuję satysfakcję z wykonywania pracy i satysfakcję finansową (takie odczucie może też wynikać z faktu, że nigdy nie zarabiałam zbyt dużo, więc każdy wzrost jest dla mnie łaską i radością) 😉

Mam świadomość, że często praca w organizacji to nie jest praca od.. do … ale praca przez cały czas. Mogę zapytać, ile średnio godzin poświęcasz na pracę każdego dnia?

Zależy – latem chyba mniej, bo wtedy więcej odpoczywam, cieszę się latem, gotowaniem, przyrodą, rodziną i znajomymi, którzy nas odwiedzają. Teraz też coraz częściej deleguję zadania w zespole w stowarzyszeniu, jakoś sobie gospodaruję czas i uczę się dbać o siebie. Miałam taki okres, że zbyt duża ilość pracy i stresu odbiła się w pewien sposób na moim zdrowiu – teraz zatem jestem roztropniejsza, próbuję złapać równowagę i balans pomiędzy tym, co zawodowe i tym, co rodzinne/prywatne. Niemniej jednak często siedzę wieczorami – w wyjątkowych sytuacjach rano..

Co takiego sprawia, że Ci się chce? Że masz siłę na nowe projekty i na organizację różnych działań?

Jest kilka rzeczy, które mnie motywują. Część pochodzi jakby z wnętrza mnie, inne z zewnątrz. Te wewnętrzne to rosnąca potrzeba dumy, poczucia związku z miejscem, w którym żyję – z Warką. Potrzeba robienia działań, w których liczy się człowiek, to, co czuje, co jest dla niego ważne. Potrzeba działań w zgodzie ze sobą. Motywuje mnie to, że czuję, że projekty, które wymyślamy, są naprawdę potrzebne i pomagają ludziom żyć. Dużą motywacją do działań jest dla mnie wsparcie innych – szczególnie cenne dla mnie wsparcie mojego zespołu i Prezesa Stowarzyszenia – udziela mi się jego optymizm i wizjonerstwo. Motywacją jest dla mnie to, że mogę wykorzystywać swoje mocne strony – czuję się potrzebna, ważna i doceniona.

Czy taka forma pracy pozwala godzić życie zawodowe i rodzinne? Jesteś mamą Kasi, która ma lat?

Zdecydowanie – w moim doświadczeniu zawodowym – jedyna tak doskonała forma ;-). Kasia już ma 12 lat i jest prawie mojego wzrostu, więc jest duża i dosyć samodzielna – ale szczególnie ważne było dla mnie godzenie życia zawodowego i rodzinnego, gdy miała kilka lat. Mniejsze dzieci częściej chorują, wymagają większej uwagi, więcej jest sytuacji, które trudno przewidzieć. Ale z drugiej strony Kasia często mi wypomina, że znów wyjeżdżam na jakieś szkolenie albo że czuje się opuszczona, gdy jest zaziębiona, a ja lecę do pracy… Mam oczywiście z tego powodu wyrzuty sumienia.

Kto wspiera Cię w zmaganiach z codziennością? Pewnie Kasia kończy szkołę wcześniej niż Ty pracę…

Kasia wraca sama do domu autobusem. Ponieważ mieszkam w bezpośrednim sąsiedztwie z rodzicami, mogę liczyć na niezawodną babcię ;-). To niesamowite wsparcie. Muszę się przyznać, że Kasia mówi mi czasem. że nie ma z mojej strony wystarczającego wsparcia, jeśli chodzi o pomoc w nauce… Kiedyś się zdarzyło mi ze wychowawczyni w szkole zwróciła mi uwagę:  „Pani Doroto, niech Pani mniej pracuje, a więcej poświęci czasu córce” – tak się działo, gdy mieliśmy istny nawał pracy w stowarzyszeniu… Wtedy niejedna łza pociekła i a wewnętrzne rozdarcie było ogromne. Wzoru ze mnie w tym względzie nie należy brać… Przyznaję, że nie mam ambicji, by Kasia miała od góry do dołu same piątki – średnia 4,5 jest dla mnie zupełnie wystarczająca. A bardziej mi zależy na społecznych umiejętnościach. Jestem dumna, że Kasia jest samodzielna, odpowiedzialna, mądra, wrażliwa. Ostatnio przy wybieraniu się na kolejne szkolenie Kasia powiedziała mi, że cieszy się, że mam takie możliwości, aby się rozwijać – nie wiem, czy pod tym nie kryła się radość z wolnej chaty, bo zapowiadała się wizyta koleżanek pod moją nieobecność ;-).

Co chciałabyś powiedzieć innym mamom, które szukają swojej drogi zawodowej?

Że warto szukać tej drogi. Ja mam takie doświadczenie, że szukałam (i znalazłam), ale też przez cały czas szukam. Daję sobie do tego prawo. Odkrywam swoje mocne strony, badam, co mogę jeszcze robić, w czym się spełniać, co daje mi radość, spełnienie na różnych szczeblach potrzeb. Takie szukanie mi osobiście daje dużo satysfakcji i poczucie, że wciąż mogę to robić – mimo że nieuchronnie zbliżam się do czterdziestki. 😉
Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Agnieszka Czmyr-Kaczanowska; korekta: dokorekty.pl

Dorota Lenarczyk: Od kilku lat koordynuje prace i projekty prowadzone przez Stowarzyszenie W.A.R.K.A w Warce. Bardzo aktywna mama 12 letniej Kasi. Próbuje swoich sił także w biznesie. 

 


Zdjęcie: Z archiwum Doroty Lenarczyk

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Podyskutuj

Czy mogę pracować na macierzyńskim i jak wydłużyć rodzicielski?

Czy na urlopie macierzyńskim i rodzicielskim można pracować i pobierać zasiłek? W jakim wymiarze? Jak wydłużyć urlop rodzicielski i więcej czasu spędzić z dzieckiem? Łącząc pracę z urlopem. Jeśli chcesz wiedzieć czy można pracować na macierzyńskim, zobacz aktualne przepisy.
  • Aneta Szczycińska - 09/12/2019

Czy mogę pracować podczas urlopu macierzyńskiego i rodzicielskiego?

Tak, jak dotychczas, można. W nawiązaniu do artykułu Czy mogę pracować na urlopie macierzyńskim i rodzicielskim? „Przepisy nie ograniczają podejmowania w trakcie urlopu rodzicielskiego pracy na innej podstawie niż umowa o pracę (np. na umowę o dzieło lub umowę zlecenie). O fakcie tym należy poinformować dotychczasowego pracodawcę.”

Podobnie w przypadku zasiłku macierzyńskiego: „Zatrudnienie na podstawie umowy cywilnoprawnej w trakcie przebywania na urlopie rodzicielskim nie pozbawi pracownika prawa do zasiłku macierzyńskiego, który przysługuje zgodnie z treścią podania złożonego u pracodawcy przed rozpoczęciem urlopu.”

W obu przypadkach ważne, aby w/w praca zajmowała maksymalnie 1/2 etatu i była zawarta na umowę cywilnoprawną (umowa zlecenie, umowa o dzieło).

Jak wydłużyć urlop rodzicielski?

Do końca 2015 roku łączenie urlopu rodzicielskiego (lub dodatkowego macierzyńskiego) z pracą nie wydłużało tych urlopów (proporcjonalnie do przepracowanego czasu).

Od 2016 roku nastąpiły korzystne dla rodziców zmiany w przepisach. W przypadku łączenia przez pracownika urlopu rodzicielskiego z wykonywaniem pracy u pracodawcy udzielającego tego urlopu w wymiarze nie wyższym niż połowa pełnego wymiaru czasu pracy,

wymiar urlopu rodzicielskiego ulega wydłużeniu proporcjonalnie do wymiaru czasu pracy wykonywanej przez pracownika w trakcie korzystania z urlopu lub jego części.

W przypadku łączenia urlopu z pracą całkowity wymiar urlopu rodzicielskiego nie może przekroczyć:

  • 64 tygodni – w przypadku urodzenia jednego dziecka przy jednym porodzie lub przyjęcia jednego dziecka na wychowanie;
  • 68 tygodni – w przypadku urodzenia przy jednym porodzie dwojga lub więcej dzieci lub równoczesnego przyjęcia na wychowanie więcej niż jednego dziecka.

O ile wydłuży się urlop rodzicielski?

Okres, o który urlop rodzicielski ulega wydłużeniu, stanowi iloczyn liczby tygodni, przez jaką pracownik łączy korzystanie z urlopu rodzicielskiego z wykonywaniem pracy u pracodawcy udzielającego tego urlopu i wymiaru czasu pracy wykonywanej przez pracownika w trakcie korzystania z urlopu rodzicielskiego, czyli:

Ilość tygodni kiedy pracujemy i korzystamy z urlopu x wymiar czasu pracy w trakcie urlopu = o tyle dłuższy urlop rodzicielski.

Przykład 1:

Pracownik łączy 8 tygodni urlopu rodzicielskiego z pracą w wymiarze pół etatu i w okresie, o który nastąpi proporcjonalne wydłużenie urlopu nie zamierza pracować.

Obliczenia: 8 tygodni urlopu rodzicielskiego x  ½ etatu (wymiar czasu pracy, w którym pracownik zamierza wykonywać pracę) = 4 tygodnie (wymiar urlopu rodzicielskiego, o który nastąpi proporcjonalne wydłużenie urlopu rodzicielskiego). W takim przypadku pracownikowi wydłuży się wymiar urlopu rodzicielskiego (niełączonego z wykonywaniem pracy) o 4 tygodnie.

Przykład 2:

Pracownica, zatrudniona na 1/2 etatu, wystąpiła z wnioskiem o udzielenie jej urlopu macierzyńskiego i urlopu rodzicielskiego w pełnym wymiarze (32 tygodnie). Przez cały okres urlopu rodzicielskiego pracuje na 1/4 etatu u pracodawcy udzielającego tego urlopu. Pracownica w trakcie wydłużonego urlopu nie będzie pracowała.

Udzielony pracownicy urlop rodzicielski ulega wydłużeniu o 8 tygodni (32 tygodnie x 1/4). Przez 32 tygodnie pracownicy przysługuje zasiłek macierzyński pomniejszony o połowę (1/4 : 1/2 = 1/2), natomiast przez okres 8 tygodni, o które ulega wydłużeniu urlop rodzicielski, pracownicy przysługuje zasiłek w pełnej miesięcznej kwocie (gdyż podczas wydłużonego urlopu rodzicielskiego nie wykonuje ona pracy). De facto, w całym okresie dostanie pieniądze w takiej samej wysokości. Przez 32 tygodnie 1/2 zasiłku i 1/2 pensji, a przez dodatkowe 8 tygodni cały przysługujący jej zasiłek.

Źródła:

www.rodzicielski.gov.pl

kadry.infor.pl/

www.zus.pl/

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Aneta Szczycińska
Radca prawny, członek Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie, mama trzech uroczych córeczek, prowadzi jednoosobową kancelarię prawną. Miłośniczka filmów Woody’ego Allena, Audrey Hepburn, teatru, kulinarnych eksperymentów, podróży, przez długie lata aktywna harcerka.
Podyskutuj

Nowe zawody – krótkie historie o naszych rozmowach z dziećmi o pracy

Rynek pracy nieustannie się zmienia. Pojawiają się nowe profesje, znikają stare zawody. Przeglądając portale pracy, co rusz napotykamy nazwy stanowisk, które nic nam nie mówią. Wielu z nas pracuje w zawodach, o których nie słyszeliśmy podczas edukacyjnej wędrówki, ponieważ zwyczajnie nie istniały. Bywa, że trudno nam wytłumaczyć naszym znajomym czy rodzicom, czym się zawodowo zajmujemy. A jeśli dodamy do tego obcojęzyczne nazwy stanowisk, sprawa robi się jeszcze bardziej skomplikowana...
  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 09/12/2019
Pracownicy Franklin Templeton

No właśnie.

Jak rozmawiać z dziećmi, żeby rozumiały, na czym polega nasza praca i po co ją wykonujemy – tak, by było to coś więcej niż „pracuję przed komputerem” czy „jestem na spotkaniach”? W jaki sposób możemy pomóc dzieciakom w zrozumieniu naszej profesji?

Zapytałyśmy pracowników firmy Franklin Templeton o to, jak rozmawiają z dziećmi o swojej pracy. Oto cztery historie.

Agnieszka – Health & Safety Specialist. Prywatnie mama dwóch chłopców.

Jemy sobotni obiad. Rozmawiamy z naszą dwójką chłopaków o poważnych sprawach: jak wyobrażają sobie przyszłość. Pięcioletni Krzysiek snuje opowieści o tym, jak jego koleżanka z przedszkola zamieszka w naszym domu, urodzi dzieci, a on zostanie szefem policji. Sześcioletni Adam skupia się na opowieściach o pościgach policyjnych, w których będzie brał udział.

— Bardzo pożyteczny zawód sobie wybraliście — mówię. — Pamiętam, jak kiedyś mówiliście, że chcielibyście pracować tak jak wasz tata albo tak jak ja.
Na co Krzyś odpowiada:
— Jak czasem pójdę do mamy pracy (do Franciszka – tak kojarzą nazwę) i posłucham, to już mam dosyć. Oni tam tylko o „pieniędzach” rozmawiają. Oni potem muszą długo język szorować i podniebienie też. Od tych dziwnych słów. Wszystko przez te bankomaty.

Innym razem starszy syn spytał:
— Mama Mateusza (kolegi z przedszkola) produkuje ketchup, a co u ciebie w pracy produkujesz?
Jak pięcio- i sześciolatkowi wytłumaczyć, co znaczy pracować na stanowisku „Health and Safety Specialist” w firmie, w której większość pracowników jest finansistami? Świetną okazją do przybliżenia określenia „muszę iść do pracy” były rodzinne warsztaty zorganizowane w naszym biurze, w których dzieci pracowników mogły dowiedzieć się, jak zachowywać się w niebezpiecznej sytuacji i jak udzielać pierwszej pomocy oraz zobaczyć, gdzie mama lub tata pracuje.

Chłopcy mogli wówczas nie tylko zobaczyć biuro, ale również pomagali mi w przygotowywaniu całego wydarzenia. Przynosili fantomy, bandaże oraz defibrylator AED. Widzieli jak powstaje prezentacja o zasadach bezpieczeństwa na drodze do przedszkola, zasadach bezpieczeństwa podczas pożaru itp. Te warsztaty zdecydowanie pomogły mi pokazać synom, czym zajmuję się, kiedy mówię „idę do pracy”. Mogli zrozumieć, co kryje się pod pojęciami „prezentacja”, „szkolenie”, „ewakuacja” i „defibrylator” (trudne słowo ☺).

Myślę, że wycieczka po biurze, podczas której koleżanka opowiadała o naszej pracy, przyniosła skojarzenie bankomatów z branżą, w której pracuję. A starszemu wytłumaczyłam, że w pewnym sensie u mnie w pracy produkuje się pieniądze – gdy ktoś posiada oszczędności (pewien kapitał), to można sprawić, aby pieniądze dawały nam kolejne pieniądze.

Kuba – Manager PMO (Project Management Office). Tata dziesięcioletnich Zosi i Marysi.

Z czasów swojego dzieciństwa pamiętam, że zawody rodziców nie były czymś skomplikowanym. Moi rodzice byli wówczas nauczycielką i marynarzem, a wśród kolegów i koleżanek były dzieci strażaków, żołnierzy czy lekarzy. Dziś wydaje się to dużo trudniejsze.

Moja historia wytłumaczenia córkom, czym się zajmuję była dość przypadkowa i stało się to jeszcze kiedy byłem Project Managerem. Razem z dziewczynkami często oglądaliśmy ich ulubioną wówczas kreskówkę, „My Little Pony”. Pewnego dnia, kiedy miały jeszcze jakieś pięć czy sześć lat, oglądaliśmy odcinek „Pożegnanie zimy” (sezon 1, odcinek 11).

W tym odcinku kucyki przygotowują swoją wioskę do przyjścia wiosny, budzą zwierzątka, przeganiają chmury czy usuwają lód z jeziora. Niestety w wyniku różnych zdarzeń mają opóźnienie i mogą nie być gotowe na czas. Wtedy z pomocą przychodzi główna bohaterka, Twilight Sparkle, która jest świetna w koordynacji. Rozdziela zadania pomiędzy kucykami i kontrolując na swojej liście ich wykonanie, pomaga zdążyć ze wszystkim przed przyjściem wiosny.

Wtedy mnie olśniło:
— Dziewczyny, ja właśnie zajmuję się w pracy tym, co tu robi Twilight. Pomagam innym w zrobieniu ich zadań, które mają wspólnie jakiś większy cel. To właśnie robi Project Manager.
Jakiś czas później awansowałem i zostałem Kierownikiem PMO, Biura Zarządzania Projektami. Nawiązując do wcześniejszej historii, wytłumaczyłem córkom, że teraz jestem szefem takich Twilight Sparkle. Dziewczynki od razu zrozumiały i były ze mnie bardzo dumne, ponieważ ich tata właśnie został Księżniczką Celestią.

Monika – Talent Acquisition Lead. Mama siedmioletniej Hani.

Na co dzień zajmuję się rekrutacją pracowników i wszystkim, co się z nią wiąże – od dotarcia do odpowiednich kandydatów, przez rozmowy rekrutacyjne, wsparcie liderów z różnych krajów w procesie rekrutacyjnym, po przygotowanie oferty dla kandydata. Ta część jest dosyć prosta do wytłumaczenia i rozmawiając o mojej pracy mówię prosto: szukam kandydatów, którzy chcieliby u nas pracować, spotykam się z nimi, sprawdzam czy pasujemy do siebie, jestem częścią zespołu, ktoś nami zarządza itp.

Po jej zabawie z koleżankami mogę wnioskować, że tę część o zarządzaniu zespołem córka rozumie bardzo dobrze, a po pytaniach, jakie zadaje mi po pracy, mam poczucie, że mniej więcej wie, co to rekrutacja i po co się ją robi. Na pewno w zrozumieniu, czym się zajmuję w pracy pomogła wizyta córki w biurze czy na stoisku „u mamy” na targach pracy. Łatwiej jest wytłumaczyć, co robimy na co dzień, kiedy dziecko zna otoczenie i ma szansę uczestniczyć w jakiejś sytuacji zawodowej chociaż przez chwilę.

Drugim obszarem, za który jestem odpowiedzialna jest koordynacja projektów Employer Brandingowych. I tutaj robi się już trochę trudniej…
W ubiegłym roku przygotowywaliśmy po raz pierwszy kampanię outdorową promującą nas jako pracodawcę. Duży billboard na Śródce (kto z Poznania, ten wie). Więc zbliżając się do punktu, opowiadam, że mamy taką kampanię, że promujemy firmę, żeby kandydaci chcieli u nas pracować. Widzę lekką ekscytację. Wjeżdżamy na rondo i mina rzednie.

— Nie podoba Ci się? — pytam.
— …Ughh. Nie… Bo ja myślałam, że ty tam będziesz tak stała i machała ręką: chodźcie, chodźcie do nas!
Cudownie prosta parafraza tego, co robię na co dzień ☺.

Łukasz – GPAS Supervisor. Tata siedmioletniego Gustawa i pięcioletniej Heleny.

Zanim dołączyłem do Franklina, przez wiele lat pracowałem jako radca prawny. Dzieci już w wieku przedszkolnym mają ogólne pojęcie na temat tego, czym jest prawo i z dużym zainteresowaniem słuchają, gdy oznajmi im się, że mają jakieś prawa. Dużo mniej interesuje je, gdy chwilę później dostają komunikat, że mają też i obowiązki, ale to już inna historia.

W każdym razie mają jakieś wyobrażenie – sądy i sędziowie pojawiają się w bajkach. Wiedzą też, czym jest umowa, więzienie itp., więc w rozmowie jest do czego nawiązać. Znacznie trudniej jest wytłumaczyć, czym zajmuję się taraz, pracując w globalnej firmie, w której stanowiska są wąsko wyspecjalizowane i zazwyczaj pokrywają wycinek czegoś bardzo charakterystycznego dla sektora finansowego.

— Tato, jak to jest, że się siedzi przed komputerem i z tego są pieniądze? — zapytał kiedyś mój syn.
Otworzył tym sposobem puszkę Pandory z napisem „komputer jako narzędzie pracy”. Temat rozległy, bo przecież nie tylko ja „siedzę przed komputerem”, ale też mama, architekt, który projektuje domy i nawet pani nauczycielka, która zaznacza obecność w dzienniku elektronicznym.

Problem z tymi dyskusjami jest taki, że jedno pytanie rodzi kolejne i bardzo łatwo jest dziecko zarzucić informacjami. Dlatego staram się (nie zawsze skutecznie) formułować wypowiedzi krótkie, zwięzłe i zawierające pojęcia dla dziecka zrozumiałe.

Łatwiej to napisać, niż zastosować w praktyce, dlatego gdy kończą mi się porównania do zabawek, zwierzątek i innych rzeczy, które są dziecku znane, zaczynam do niego mówić jak do dorosłego. Tak, jakbym mówił do kolegi czy koleżanki. I ta metoda bywa zaskakująco skuteczna, bo zazwyczaj sami nie doceniamy własnych dzieci.
Moja mama kiedyś tłumaczyła mojemu synowi, że pracuję u „pana Franklina”. Myślę, że w jego głowie wyglądało to mniej więcej tak:

Sprawdź najnowsze oferty Franklin Templeton i dołącz do zespołu! >>>

Śledź profil firmy na LinkedIn

www.franklintempletoncareers.com

Zdjęcia: własność Franklin Templeton a okładka „Franklin się rządzi” pochodzi ze strony Wydawnictwa Debit

Artykuł opublikowany w styczniu 2019 r. edytowany i zaktualizowany w grudniu 2019 r.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail