Czego szukasz

O tym jak praca znalazła Dorotę…

„Wcześniej nie marzyłam nawet o takim miejscu pracy, gdzie wykonując profesjonalne działania, będę mogła czuć, że robię coś z sensem dla siebie i z pomocą dla innych. (…) Teraz nie wyobrażam sobie innej pracy”. Polecamy Wam historię Doroty Lenarczyk, aktywnej mamy, ktora, choć nie szukała pracy, praca sama ją znalazła 😉 i zaprzyjaźniły się na dobre! 

Dorotko, pracujesz z pasją od kilku lat dla Stowarzyszenia Warka, realizujecie ciekawe projekty i jesteś mamą Kasi, która, jeżeli dobrze pamiętam, jest już zaawansowaną uczennicą 😉

Proszę opowiedz nam coś o sobie i swojej pracy, o tym, jak to jest być aktywną mamą, która jest zaangażowana w działania dla lokalnej społeczności i jak to jest pracować w organizacji?

No cóż. Dla mnie bardzo przyjemnie jest być aktywną mamą. Gdyby zapytać moją córkę Kasię – oj chyba wiem, co by powiedziała …. 😉

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z organizacjami pozarządowymi? I co w nich jest takiego, że zdecydowałaś się związać z nimi na dłużej?

Moja przygoda z organizacjami pozarządowymi zaczęła się w Fundacji Inicjatyw Społeczno- Ekonomicznych w Warszawie. Tak naprawdę tam dopiero poznawałam, czym w ogóle są organizacje pozarządowe. Pracowałam na stanowisku sekretarki (dojeżdżałam codziennie z odległej o 60 km Warki). Ale ogromnie mnie urzekła od samego początku atmosfera pracy, ludzie, kultura organizacyjna, szacunek wzajemny, profesjonalizm. To, co mnie wówczas bardzo zachwyciło,  to możliwość pracy w zgodzie z moimi wartościami – że można tak uczciwie, pomagając innym rozwinąć skrzydła, tak otwarcie, że ważne jest wnętrze – potrzeby ludzkie. To był dla mnie nowy zachwycający świat po pracy w dziale obsługi klienta w firmie zajmującej się importem i sprzedażą wydawnictw naukowych.

Szczerze mówiąc, nie marzyłam nawet wcześniej o takim miejscu pracy, gdzie wykonując profesjonalne działania, będę mogła czuć, że robię coś z sensem dla siebie i z pomocą dla innych. Nie boję się o tym tak mówić: to był pewien przełom w moim życiu. (Jednocześnie musze przyznać, że wcześniej nie miałam doświadczeń w działalności społecznej – onieśmielały mnie informacje o robionych z rozmachem akcji charytatywnych, wrodzona nieśmiałość zamykała mnie na odważną aktywność, zawsze myślałam, że to chyba nie dla mnie…).

Zaczynając przygodę z FISE, poczułam też chęć zaangażowania w swoim lokalnym środowisku, tj. w Warce. Dlatego przystąpiłam do członkostwa w Stowarzyszeniu W.A.R.K.A., a potem przyjęłam propozycję pracy. Praca w organizacji pozarządowej i to w moim rodzinnym mieście była bardzo kuszącą perspektywą – zrezygnowałam wtedy z pracy w FISE z rozdartym sercem, ale i ogromną wdzięcznością.

W Warce mogłam nadal pracować z przyjaznymi i pozytywnie nastawionymi do świata ludźmi –  czułam się doceniona, poczułam się wartościowa, potrzebna… Praca w organizacji w Warce dała mi możliwość odpowiedzi na ogromną potrzebę, jaką była potrzeba spędzania większej ilości czasu z córką i to wtedy, kiedy zachodziła taka potrzeba. Sama wychowuję Kasię, więc wiele razy nie ma mnie kto zastąpić, jeśli chodzi o wizytę u lekarza lub gdy trzeba było zostać w domu i zająć się córką. W organizacji pozarządowej nie ma z tym problemu – biorę komputer ze sobą, a zostawiam tylko dziecko pod opieką babci, gdy mam umówione spotkania lub sprawy „na mieście” do załatwienia. Praca w organizacji pozarządowej to moim zdaniem duży komfort dla pracującej mamy.

Czyli znalazłaś swoje miejsce? Nie masz ochoty szukać czegoś nowego?

Tak, ale jestem otwarta na zmiany i mam  okazję tego ostatnio doświadczać. Od ponad pół roku pracuję w dwóch miejscach: w Stowarzyszeniu oraz w Urzędzie Miejskim w Warce.

Chciałabym także sprawdzić się jeszcze w prowadzeniu własnego biznesu, ale takiego, w którym mogę realizować też społeczne cele, dlatego myślę o gospodarstwie edukacyjno/wypoczynkowym opartym na lokalnych produktach. Przymiarka wstępna na www.wareckicydr.pl – zapraszam.

Przepraszam za bezpośredniość, ale to częste pytanie, na jakie ja również często odpowiadam 😉 Czy z pracy w  stowarzyszeniu/fundacji da się żyć?

Da 😉 My w stowarzyszeniu po prostu postawiliśmy sobie to za priorytet, tj. że dla mnie musi być stała umowa o pracę, żeby Stowarzyszenie mogło się rozwijać (żeby można było brać udział w szkoleniach, pisać wnioski o nowe dotacje, planować, a nie tyko realizować zaplanowane wcześniej działania, tj. konsumować zdobyte dotacje). Byłam pierwszym pracownikiem, dlatego podziwiam zarząd za tak odważną decyzję. Też wiedziałam, że zaczynając pracę w stowarzyszeniu, gdzie wiadomo, że różnie jest z finansowaniem – muszę postawić taki warunek sobie i organizacji dla własnego poczucia bezpieczeństwa. Stała praca też chyba bardziej motywuje do zaangażowania w przyszłość organizacji – tj. tak było u mnie.

Kokosów oczywiście nie ma, ale korzyści pozafinansowe, które wymieniłam, są tu równie ważne.

Mam takie poczucie, że w latach, kiedy było bardzo ciężko w Stowarzyszeniu z finansami i gdy bardzo ciężko pracowaliśmy, to wszystko zaowocowało w następnych latach. Myślę, że to, co wtedy włożyłam, do mnie wraca. Jestem szczerze wdzięczna za doświadczenie, które zdobyłam, a które teraz wykorzystuję i które też przynosi mi dodatkowe dochody. Może to się jeszcze zmieni, bo różnie przecież bywa, ale teraz czuję satysfakcję z wykonywania pracy i satysfakcję finansową (takie odczucie może też wynikać z faktu, że nigdy nie zarabiałam zbyt dużo, więc każdy wzrost jest dla mnie łaską i radością) 😉

Mam świadomość, że często praca w organizacji to nie jest praca od.. do … ale praca przez cały czas. Mogę zapytać, ile średnio godzin poświęcasz na pracę każdego dnia?

Zależy – latem chyba mniej, bo wtedy więcej odpoczywam, cieszę się latem, gotowaniem, przyrodą, rodziną i znajomymi, którzy nas odwiedzają. Teraz też coraz częściej deleguję zadania w zespole w stowarzyszeniu, jakoś sobie gospodaruję czas i uczę się dbać o siebie. Miałam taki okres, że zbyt duża ilość pracy i stresu odbiła się w pewien sposób na moim zdrowiu – teraz zatem jestem roztropniejsza, próbuję złapać równowagę i balans pomiędzy tym, co zawodowe i tym, co rodzinne/prywatne. Niemniej jednak często siedzę wieczorami – w wyjątkowych sytuacjach rano..

Co takiego sprawia, że Ci się chce? Że masz siłę na nowe projekty i na organizację różnych działań?

Jest kilka rzeczy, które mnie motywują. Część pochodzi jakby z wnętrza mnie, inne z zewnątrz. Te wewnętrzne to rosnąca potrzeba dumy, poczucia związku z miejscem, w którym żyję – z Warką. Potrzeba robienia działań, w których liczy się człowiek, to, co czuje, co jest dla niego ważne. Potrzeba działań w zgodzie ze sobą. Motywuje mnie to, że czuję, że projekty, które wymyślamy, są naprawdę potrzebne i pomagają ludziom żyć. Dużą motywacją do działań jest dla mnie wsparcie innych – szczególnie cenne dla mnie wsparcie mojego zespołu i Prezesa Stowarzyszenia – udziela mi się jego optymizm i wizjonerstwo. Motywacją jest dla mnie to, że mogę wykorzystywać swoje mocne strony – czuję się potrzebna, ważna i doceniona.

Czy taka forma pracy pozwala godzić życie zawodowe i rodzinne? Jesteś mamą Kasi, która ma lat?

Zdecydowanie – w moim doświadczeniu zawodowym – jedyna tak doskonała forma ;-). Kasia już ma 12 lat i jest prawie mojego wzrostu, więc jest duża i dosyć samodzielna – ale szczególnie ważne było dla mnie godzenie życia zawodowego i rodzinnego, gdy miała kilka lat. Mniejsze dzieci częściej chorują, wymagają większej uwagi, więcej jest sytuacji, które trudno przewidzieć. Ale z drugiej strony Kasia często mi wypomina, że znów wyjeżdżam na jakieś szkolenie albo że czuje się opuszczona, gdy jest zaziębiona, a ja lecę do pracy… Mam oczywiście z tego powodu wyrzuty sumienia.

Kto wspiera Cię w zmaganiach z codziennością? Pewnie Kasia kończy szkołę wcześniej niż Ty pracę…

Kasia wraca sama do domu autobusem. Ponieważ mieszkam w bezpośrednim sąsiedztwie z rodzicami, mogę liczyć na niezawodną babcię ;-). To niesamowite wsparcie. Muszę się przyznać, że Kasia mówi mi czasem. że nie ma z mojej strony wystarczającego wsparcia, jeśli chodzi o pomoc w nauce… Kiedyś się zdarzyło mi ze wychowawczyni w szkole zwróciła mi uwagę:  „Pani Doroto, niech Pani mniej pracuje, a więcej poświęci czasu córce” – tak się działo, gdy mieliśmy istny nawał pracy w stowarzyszeniu… Wtedy niejedna łza pociekła i a wewnętrzne rozdarcie było ogromne. Wzoru ze mnie w tym względzie nie należy brać… Przyznaję, że nie mam ambicji, by Kasia miała od góry do dołu same piątki – średnia 4,5 jest dla mnie zupełnie wystarczająca. A bardziej mi zależy na społecznych umiejętnościach. Jestem dumna, że Kasia jest samodzielna, odpowiedzialna, mądra, wrażliwa. Ostatnio przy wybieraniu się na kolejne szkolenie Kasia powiedziała mi, że cieszy się, że mam takie możliwości, aby się rozwijać – nie wiem, czy pod tym nie kryła się radość z wolnej chaty, bo zapowiadała się wizyta koleżanek pod moją nieobecność ;-).

Co chciałabyś powiedzieć innym mamom, które szukają swojej drogi zawodowej?

Że warto szukać tej drogi. Ja mam takie doświadczenie, że szukałam (i znalazłam), ale też przez cały czas szukam. Daję sobie do tego prawo. Odkrywam swoje mocne strony, badam, co mogę jeszcze robić, w czym się spełniać, co daje mi radość, spełnienie na różnych szczeblach potrzeb. Takie szukanie mi osobiście daje dużo satysfakcji i poczucie, że wciąż mogę to robić – mimo że nieuchronnie zbliżam się do czterdziestki. 😉
Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Agnieszka Czmyr-Kaczanowska; korekta: dokorekty.pl

Dorota Lenarczyk: Od kilku lat koordynuje prace i projekty prowadzone przez Stowarzyszenie W.A.R.K.A w Warce. Bardzo aktywna mama 12 letniej Kasi. Próbuje swoich sił także w biznesie. 


Zdjęcie: Z archiwum Doroty Lenarczyk

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie