Czego szukasz

Najlepszy moment, żeby zacząć, jest teraz!

Są takie osoby, które, choć czasami wątpią, to i tak idą uparcie do przodu. Małymi kroczkami, ale do przodu. I Kasia Kruszenko, mama, dizajnerka jest taką osobą. „Rób swoje i nie przejmuj się!” – tymi słowami bliscy dodawali Kasi odwagi w realizacji swoich pomysłów. Przeczytaj sama, jak to jest być mamą dwojga maluchów, tworzyć biżuterię w domu i zarządzać swoim biznesem w tym całym zamieszaniu, gdzie doba jest zawsze za krótka.. I jeszcze niespodzianka – rabat od Kasi na jej bajecznie kolorowe bransoletki i naszyjniki specjalnie dla Was!

  • Marzena Gólska - 30/11/2016
Kasia Kruszenko w swojej biżuterii

Kasiu napisałaś o sobie: „ Jestem architektem i projektantem, lubię przetwarzać śmieci ” i może od tego zacznijmy – co takiego robisz na co dzień?

Jestem teraz na urlopie macierzyńskim i przede wszystkim zajmuję się siedmiomiesięcznym Stasiem. Wcześniej pracowałam na etacie jako architekt, taki normalny od biurowców. A po godzinach rozwijałam swoją działalność – prowadziłam warsztaty recyklingowe dla dzieci i dorosłych, projektowałam biżuterię, próbowałam ją sprzedać, doradzałam w metamorfozach wnętrz. To wszystko poza pracą etatową robię nadal.

A skąd pomysł na eko-biżuterię? Z miłości do środowiska i …?

…wychowania. Jestem urodzona w czasach słusznie minionych i pamiętam jak moje Babcie gromadziły wszystkie skrawki tkanin, pojedyncze guziki, nawet haftki od biustonoszy, wszystko co mogło się przydać. I przydawało się 🙂 Dla młodszej kuzynki i dla siebie robiłam np. lalki z rolek papierowych, „szyłam” im ubranka, razem robiłyśmy im domki z innych „przydasi”. Zawsze lubiłam przerabiać, tworzyć, zmieniać. Nie lubiłam wyrzucać, myślałam co z danej rzeczy mogę zrobić. Oczywiście wtedy nie miałam takiej świadomości, że to też jest dbanie o środowisko. Ta świadomość przyszła później. Na studiach podczas wykonywania makiet zostawało zawsze masę drobnych części – wraz z przyjaciółką robiłyśmy z nich kolczyki. Większy projekt recyklingowy to była moja kolekcja dyplomowa w Szkole Artystycznego Projektowania Ubioru. Ubrania w 90% uszyte były z materiałów z secondhandu – bawełny i jedwabiu, które sama farbowałam. Dodatki tj. biżuteria i buty powstały z odpadów z pracowni reklamowej. Zafascynowało mnie przetwarzanie, nadawanie nowej formy i funkcji niechcianym przedmiotom. Muszę przyznać, że na początku też trochę się bałam robić coś z nowych materiałów, czy to wyjdzie, czy nie zepsuję się. A dlaczego biżuteria? To chyba kwestia tego, że od projektu do realizacji jest dość krótka droga. I straty w wypadku niepowodzenia mniejsze (wspominałam już, że nie lubię wyrzucać?). Wprawdzie nawlekanie naszyjnika z cekinów, które wcześniej trzeba było wypruć z sukienki, może się wydawać czasochłonne, ale wystarczy porównać to do projektu domu czy nawet sukienki. Sama nie noszę za dużo ozdób, natomiast uwielbiam oglądać biżuterię. To takie małe dzieła sztuki. Chciałabym sama takie tworzyć.

dizajnerka_1

Jak większość biznesów, zaczynałaś sprzedawać swoje produkty wśród rodziny, znajomych? Pytałaś się ich o zdanie, czy to ma sens? Czy trwałaś uparcie przy swoim i robiłaś to, co uwielbiasz?

Oczywiście, pytałam i dalej pytam o zdanie. Moją najwierniejszą Klientką jest jak dotąd moja Mama. Mogłabym nawet stwierdzić, że to dzięki niej i kilku bliskim koleżankom, które zobaczyły potencjał w tej biżuterii, dalej to robię. Jestem największym krytykiem moich pomysłów. Chociaż równocześnie, jak coś mi się w moim odczuciu uda, nie dam sobie tego zachwytu szybko odebrać. Uparcie wierzę, że z biznesu opartego na takim rękodziele można się utrzymać. Dążę do tego mimo zwątpienia niektórych znajomych.

Każdy mały biznes wymaga wielkiej odwagi, żeby… zacząć! Długo zbierałaś w sobie siłę na rozpoczęcie działalności?

Nie będę oryginalna, jeśli powiem, że tej odwagi dodaje pojawienie się dziecka. Wiele młodych mam stwierdza, że posiadanie własnej działalności pozwoli im pozostać bliżej pociech, nie przegapić najważniejszych momentów. Mamy niemowlaków mają masę obowiązków, ale też sporo czasu na myślenie i planowanie. Przed urodzeniem dziecka też tworzyłam biżuterię, nawet w formie kolekcji, ale było to jednak hobbystycznie. Firma powstała, gdy mój pierwszy synek miał 5 miesięcy. Wtedy jednak postanowiłam zaprzestać tworzenia, a wystartować z portalem pośredniczącym pomiędzy ekologicznymi projektantami, a świadomymi konsumentami. Do pomysłu przekonałam moją mamę i przyjaciółkę. Razem prowadziłyśmy to przedsięwzięcie. Mimo zapału i szczerych chęci, po przejściach z informatykiem, bez wiedzy o marketingu online, wkrótce okazało się, że ten portal nie wypali. Natomiast dobrze szło mi prowadzenie warsztatów, wytwarzanie własnych produktów i projektowanie upcyklingowych wnętrz. I tak z różnym natężeniem firma działa bądź nie, aż pojawienie się drugiego synka obudziło we mnie na nowo pragnienie, by tym razem koncentrując się na biżuterii, rozwinąć skrzydła. To taki nowy początek.

Co możesz doradzić innym kobietom, które czekają na ten „najlepszy moment” na wystartowanie ze swoim pomysłem?

Najlepszy moment, żeby zacząć jest teraz. Nie oznacza to, żeby od razu rzucić wszystko, wydrukować wizytówki i założyć firmę w jednym okienku. Zacząć to znaczy dać znać Światu, że chcesz się „tym” zajmować. Założyć bloga lub profil czy grupę na FB. Sprawdzić, czy to chcesz się robić jest potrzebne, czy będą odbiorcy. Można pytać znajomych, ale to nie zawsze jest dobry punkt odniesienia – klientami mogą być zupełnie inne osoby, trzeba ich poszukać. Zacząć “to” robić początkowo za darmo lub wypuścić produkt testowy, tak by zebrać opinie, doświadczenie i grono osób potencjalnie zainteresowanych. Ja tak nie zrobiłam niestety. Wymądrzam się teraz, bo w końcu przestałam być Kasią-samosią i uczę się od innych kobiet, tych które się na prowadzeniu biznesu znają.

dizajnerka_2

A wsparcie bliskich? O wiele łatwiej jest jak ma się u boku partnera, który Cię dopinguje i w Ciebie wierzy, zgadzasz się ze mną?

Zgadzam się. Dodam do tego, że jeśli partner już nie wierzy, to dobrze jeśli przynajmniej tego nie mówi głośno i nie przeszkadza w dalszych próbach. Ja mam to szczęście, że bliscy mnie wspierają. Zarówno rodzina, jak i przyjaciele. Bardzo długo chciałam robić wszystko sama, żeby mi nikt nie mógł zarzucić, że coś zaniedbuję. Dowiedziałam się na kursie Pani Swojego Czasu, że nie muszę robić wszystkiego. Teraz każdą pomoc przyjmuję z wdzięcznością. Mieszkamy z moją teściową w jednym domu, mam więc wsparcie od niej. Razem dbamy o dom i na zmianę gotujemy. Mój mąż też ma w tym ogromny udział. Jeśli chodzi o prowadzenie firmy to zarówno moja mama, jak i przyjaciółka, z którymi zakładałyśmy pierwsze dizajneko, wciąż są zaangażowane.

A będąc mamą nie jest lekko, a tym bardziej pracując w domu, tworząc biżuterię przy dwójce dzieci! Jak Ty to robisz Kasiu?

Muszę przyznać, że nie dałabym rady bez pomocy bliskich. Najwięcej wkładu ma moja mama, która potrafi wykonać wszystkie modele biżuterii dizajneko, jak trzeba to obie pleciemy i nawlekamy. Mogę na nią liczyć także przy wyszukiwaniu materiałów i załatwianiu spraw, których ja z maluszkiem aktualnie nie mogę robić. Przyjaciółka czuwa nad księgowością i sprawami urzędowymi. Wsparcie techniczne to z kolei mój tata, który zawsze mi doradza jak rozwiązać dany problem, jakie narzędzia czy środki zastosować, żeby uzyskać zamierzony efekt. Ostatnio wymyślił sposób wykonania zapięcia magnetycznego z miedzi i wykonał próbną partię. Wyszło to pięknie – już wkrótce będzie można je zobaczyć w sklepie.

A ja działam powoli i nocami. Na początku denerwowałam się, że mój biznes rozwija się tak wolno. Zdaję sobie sprawę ile rzeczy mogłabym zrobić, gdybym miała więcej czasu, wiele rzeczy odrzucam, ale już nie mam wyrzutów sumienia. Praca w domu wymaga bardzo dużo samozaparcia. Jeśli brakuje czasu, a zwykle tak jest, to stosuję metodę małych kroczków, nawet bardzo małych. Każdego dnia, robię coś. Nawet jeśli jest to wysłanie jednego maila, jeden telefon czy nawet jedno zdjęcie na instagrama to jestem o tą jedną rzecz do przodu. Dzięki temu nie czuję tak wielkiej frustracji, że znów moje plany wzięły w łeb.

Niedawno jeszcze dodatkowo otworzyłaś swój sklep internetowy, więc nastąpił pewien przełom w Twojej działalności. Ile czasu teraz pracujesz?

Otwarcie sklepu to ważny dla mnie krok i mam też nadzieję na przełom. Moje rzeczy będą bardziej dostępne i przy odpowiednich nakładach mam szansę dotrzeć do nowych Klientek. Do tej pory sprzedawałam głównie na różnych wydarzeniach modowych i targach dizajnu, albo przez indywidualne zamówienia mailowe. Teraz wyjazdy na targi odpuściłam ze względu na młodszego synka. Pracuję tyle, ile mogę. Czasem w ciągu dnia podczas drzemki synka, czyli 2 razy po 30 min. Przede wszystkim wieczorami, ok 2-3 h.

Pracujesz tyle, ile możesz, ale jest to Twój wymarzony biznes. Co było w nim albo aktualnie jeszcze jest dla Ciebie najtrudniejsze?

Największy mój błąd to niepoważne podejście do biznesu – postawa „jakoś to będzie”. Na wielu polach działam po omacku. Dużym problemem jest wycena pracy własnej i mojego rodzinnego zespołu. Prawdę powiedziawszy dopiero niedawno zrobiłam porządna kalkulację i skończyłam z zaniżaniem cen. Kiedyś miałam duże zlecenie i tak beznadziejnie wyliczyłam cenę hurtową, że wyszłam na 0. Nie uwzględniłam kosztów pracy, a ponieważ nie byłam w stanie sama przerobić takiej ilości, musiałam zatrudnić pomoc. Nie robiłam też wcześniej badania rynku. Moja babcia mawiała „każda zmora znajdzie adoratora” i założyłam, że moja biżuteria też się może komuś spodobać. Nie wzięłam pod uwagę, że od podobania się do zakupu jest jeszcze długa droga. Mam też na sumieniu grzech zaniechania – odpuściłam kilka ciekawych propozycji współpracy czy promocji z obawy, że nie podołam lub z braku czasu. Kolejna to nie słuchanie rad – często uważam, że wiem lepiej. A nie wiem, zaczynam się do tego przyznawać i uczę się od mądrzejszych w danej dziedzinie.

Wracając do Twojej biżuterii, od której ciężko wzrok oderwać! Gdzie i jak można kupić Twoje bransoletki, naszyjniki?

Zapraszam do nowo otwartego sklepu online >> Dla Czytelniczek portalu oferuję zniżkę 10% na pierwsze zakupy. W koszyku należy podać hasło: mamopracuj. Niektóre modele są dostępne także w zaprzyjaźnionych sklepach stacjonarnych i butikach w Gliwicach, Będzinie i Krakowie.

dizajnerka3

Dziękuję Ci Kasiu za rozmowę i zakończę ją Twoim życiowym mottem, a słowami Twojego taty: „Rób swoje i nie przejmuj się”, a więc rób swoje, bo robisz to pięknie!

Dziękuję za miłe słowa i możliwość opowiedzenia o dizajneko!

Sklep >>
Dizajneko na FB >>

Zdjęcia: własność Katarzyny Kruszenko Dizajneko

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Marzena Gólska
Jestem mamą 4-letniego Oskara. Pracowałam w marketingu oraz w projektach unijnych. Podczas „urlopu” macierzyńskiego moją firmę zamknęli, a ja pozostałam bez pracy. Przez kilka lat spędzonych z dzieckiem miałam dużo czasu na przemyślenia i ostatecznie postanowiłam robić to, co kocham najbardziej, czyli pracując wspierać inne mamy. Dodatkowo kocham jogę, spacery, podróże i długie spanie ;)
Podyskutuj

Pracująca zawodowo mama jest jak strażak na dyżurze!

Agnieszka i Karolina zaraz po studiach założyły swój biznes. To nie był impuls, ani marzenie, ale potrzeba realizowania swoich pasji. Dziś mija 10 lat odkąd wspólnie prowadzą firmę projektującą wnętrza Goryjewska.Górnisiewicz. Zaczynały od pierwszych projektów w piwnicy Agnieszki, a dziś zatrudniają kilka osób. W przeciągu tych 10 lat, Agnieszka i Karolina nie tylko rozwijały firmę, ale również założyły swoje rodziny, co wiąże się z godzeniem obowiązków zawodowych i rodzinnych. Jak sobie radzą opowiadają w naszej rozmowie.
  • Ewa Moskalik - Pieper - 13/09/2018

Karolino, Agnieszko Wasza pracownia goryjewska.górnisiewicz w tym roku obchodzi swoje dziesięciolecie. To kawał czasu. Zaczynałyście razem ją prowadzić jeszcze jako studentki Wydziału Architektury Wnętrz na krakowskiej ASP. Opowiedzcie jak wyglądały początki Waszej działalności. Czy marzyłyście o własnej firmie, czy to był impuls?

Agnieszka: Nie był to impuls, ale też nie marzenie. Chciałyśmy po prostu robić to co było naszą pasją i chciałyśmy robić to dobrze.

Karolina: Będąc jeszcze na studiach zaczęłyśmy wspólnie projektować, żeby zdobyć doświadczenie. Nie chciałyśmy wraz z obroną pracy znaleźć się w punkcie zerowym. Byłyśmy po prostu cholernie ambitne i pracowite 🙂

Agnieszka: Niesione falą entuzjazmu, nie wiedziałyśmy jeszcze na co się piszemy. 🙂

Karolina: Parafrazując Jana Kulczyka, gdybyśmy wiedziały, że nie da się pewnych rzeczy zrobić, to nie osiągnęłybyśmy ich. 🙂

Na Waszej stronie znalazłam też informację, że obie wykładacie na Wydziale Architektury Wnętrz, czyli stawiacie nie tylko na prowadzenie firmy, ale również na ciągły rozwój.

Karolina: Rozwój w naszej branży jest niezwykle ważny. Zawsze śledzimy obowiązujące trendy i nowości. Praca na uczelni była kontynuacją naszej pracy naukowej.

Agnieszka: Rozwijamy się na wielu płaszczyznach. Chcąc pogłębiać swoją wiedzę z zakresu architektury wnętrz obie skończyłyśmy studia trzeciego stopnia i obroniłyśmy prace doktorskie. Nasz zawód nie pozwala na stanie w miejscu, a kontakt ze studentami pobudza kreatywność i intelekt.

Karolina: Daje też dużo satysfakcji i radości.

Wasze pierwsze biuro mieściło się w mieszkaniu, w suterenie. Dziś zatrudniacie kilka osób. Jak Wam się razem pracuje? Czy po tylu latach, można powiedzieć, że rozumiecie się bez słów? Czy zawsze się we wszystkim zgadzacie?

Karolina: Zaczynałyśmy projektować w piwnicy u Agnieszki, gdzie stworzyłyśmy sobie pracownię.

Agnieszka: Dziś zatrudniamy projektantów i z powodzeniem możemy powiedzieć, że firma rozwija się dynamicznie.

Karolina: Myślę, że zawsze rozumiałyśmy się bez słów, co między innymi było powodem podjęcia decyzji o wspólnej pracy.

Agnieszka: Nie znaczy to, że zawsze się ze sobą zgadzamy, ale dzięki temu, że mamy do siebie zaufanie, możemy konfrontować swoje pomysły i dochodzić do jak najlepszych rozwiązań.

Karolina: Podstawą działania naszej firmy jest to, że lubimy ze sobą przebywać, pracować i nadajemy na tych samych falach estetycznych.

Agnieszka: Oraz świetnie się uzupełniamy.

Na co dzień oprócz wspólnego prowadzenia firmy przyjaźnicie się i wspieracie prywatnie. Tak było chociażby wtedy, gdy rodziły się Wasze dzieci. Jak to nazwałaś Agnieszko – że jesteście mistrzyniami pracy na zmianę? 🙂

Karolina: Mam wrażenie, jakby rodzenie dzieci, było niekończącym się procesem w naszym duecie. Od początku dzieci są nieodłącznym elementem naszej pracy zawodowej.

Agnieszka: Pracujemy na zmiany. Jest to możliwe dzięki przyjaźni i ogromnemu zaufaniu, którym darzymy siebie nawzajem.

Karolina: Ja widzę to trochę inaczej. Moja starsza córka po prostu wychowała się w pracowni, a Agnieszka szybko wracała z obu urlopów macierzyńskich. Każda z nas próbuje znaleźć, jak najlepsze rozwiązanie, choć bywa to trudne  🙂

Macie w sumie czwórkę dzieci. Jak łączycie prowadzenie firmy z życiem rodzinnym?

Agnieszka: Najlepiej, jak się tylko da. Praca nie jest priorytetem lub chciałabym, żeby tak było 🙂 Pracująca zawodowo mama jest, jak strażak na dyżurze. Pożar trzeba gasić często równocześnie na różnych frontach. Jest bezawaryjną maszyną wielozadaniową. 🙂

Karolina: Jak chyba wszystkie pracujące zawodowo mamy próbujemy się rozdwoić.

Ważne jest, żeby odpuszczać sobie i nie widzieć tylko tego czego nie zrealizowałyśmy w danym dniu. Trzeba przygotować się na to, że nie zawsze będzie idealnie i nauczyć się dobrze ustawiać priorytety. Pomaga również dobry system i organizacja.

Jak rozwiązujecie kwestię urlopów i wakacyjnych wyjazdów?

Agnieszka: Wciąż testujemy różne rozwiązania. Czasem jeździmy na zmiany, czasem zamykamy pracownię na czas urlopu.

Karolina: W związku z tym, że nasi pracownicy są coraz bardziej samodzielni, postanowiłyśmy w tym roku pojechać na wakacje wspólnie.

Agnieszka: Mimo dziesięciu lat, czeka nas pierwszy urlop razem.

Karolina: Przyznam, że nie możemy się już doczekać, bo jedziemy do Toskanii, gdzie czeka nas mnóstwo inspiracji i pięknych widoków.

Wierzę, że jako sprawnie działający zawodowo team, tym bardziej sprawdzicie się na wspólnych wakacjach 🙂 Co mogłybyście przekazać kobietom, które marzą o własnej firmie, ale wciąż się wahają?

Agnieszka: Może to zabrzmi banalnie, ale zawsze warto walczyć o swoje marzenia, bo nikt za nas ich nie spełni , a życie nie będzie na nas czekać.

Karolina: Ja mogę powiedzieć, że jesteśmy żywym przykładem tego, że się da i nie warto się bać, bo jak mówi przysłowie, strach ma wielkie oczy.

Co w prowadzeniu własnego biznesu najbardziej Wam jako mamom przeszkadza, a co wyjątkowo sobie cenicie?

Karolina: To ciekawe pytanie… Dla mnie to, że jestem mamą jest tak naturalne, że nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Wyzwaniem jest na pewno ustanowienie granic. Nasi klienci muszą zrozumieć, że w weekendy nie zajmujemy się pracą, a po godzinie 16.00 rozmowa z nami, odbywa się przy akompaniamencie płaczu, krzyku lub nieustająco powtarzanego słowa maamoo 🙂

Rodzina daje mi balans, dzięki niej nie wpadłam jeszcze w pracoholizm i mam inne życie poza biurem, co dla wielu naszych koleżanek, które nie mają dzieci, nie jest takie oczywiste.

Agnieszka: Mnie bycie mamą nie przeszkadza w prowadzeniu firmy, ale czasem biznes potrafi przeszkadzać w byciu mamą, trzeba pilnować aby pomiędzy tymi strefami panowała równowaga. Dla mnie koktajl pt: pracująca mama to mieszanka idealna, zbilansowana doza samorealizacji i niezależności z domieszką rodzinnej oazy i zmiany pieluch.

Bardzo dziękuję Wam za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik-Pieper

Zdjęcia: K. Łysek; Dorota Ostrowska.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Jak połączyć wychowanie dzieci i pracę zawodową? – list do redakcji

Dostajemy od Was listy, które publikujemy na portalu, bo dają nam energię do działania, ale nie tylko. Często również pokazują ciekawe inicjatywy i historie, od których można czerpać i inspirować się. Tym razem napisała do nas Katarzyna. To krótka, ale bardzo fajna historia. Przeczytajcie, bo po raz kolejny okazuje się, że chcieć to móc!
  • Listy do Redakcji - 12/09/2018

Jak połączyć wychowanie dzieci i pracę zawodową?

Obserwuję Waszą stronę i FB już od jakiegoś czas, ponieważ długo szukałam miejsca dla siebie, które pozwoliłoby mi połączyć wychowanie moich dzieci i pracę zawodową. Zrządzeniem losu znalazłam na jednej z lokalnych grup dla mam na Facebooku, ogłoszenie o pracy w klubiku dziecięcym Coco Cafe. Ogłoszenie było o tyle zaskakujące, że właścicielka napisała o możliwości przychodzenia z własnym dzieckiem.

Dla mnie jako mamy maluchów (syn ma 3,5 roku, a córka niecałe 2 lata) było to niesamowicie komfortowe rozwiązanie. Nie musiałam oddawać mojej córeczki do żłobka, a z synem też mogłam spędzić więcej czasu. Praca była idealna nie tylko dlatego, że godziny pracy 9 – 14 były super, ale ponieważ uwzględniała to, że dzieci czasem chorują i trzeba z nimi spędzić więcej czasu w domu. Ponieważ jest nas więcej możemy, w razie potrzeby, zastąpić jedna drugą.

Mama pracuje

Kasia też jest mamą, która pracowała w tym klubiku przyprowadzając do niego własną córkę. Kontynuuje ten właśnie model zatrudniania, bo wie jak często mamom jest trudno rozstać się z dzieckiem, a chciałyby też mieć własne pieniądze.

Wartością dodaną jest to, że dziecko oprócz bliskości mamy ma możliwość uczestniczenia we wszystkich proponowanych zajęciach, dzięki temu zyskuje pewność siebie. Moja córka dostała się do żłobka i wiem, że będzie jej znacznie łatwiej zaadaptować się do planu dnia obowiązującego w placówce.

Rodzice, którzy zostawiają nam swoje dzieci oprócz ciekawych zajęć i konkretnego usystematyzowanego planu dnia, podobnego do przedszkolnego, mają także możliwość, jeśli dziecko tego potrzebuje, być z nim na zajęciach.

Miejsce dla mamy

Piszę to ponieważ tak mało jest możliwości i miejsc gdzie mama i dziecko mogą być razem, tak by dziecko korzystało z możliwości przebywania z innymi maluchami, a mama mogła trochę zarobić.

Jestem wdzięczna Kasi za to, że dostrzegła potrzebę stworzenia takiego miejsca i że nie boi się zatrudniać właśnie mam z maluchami łamiąc stereotyp, że mama z małym dzieckiem to zły pracownik.

Kasia

Zdjęcie: Storyblocks.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Listy do Redakcji

Poglądy wyrażone w listach są wyłącznie poglądami ich autorów i nie mogą być uznane za poglądy Redakcji Mamo Pracuj.

Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail