Czego szukasz

Najlepszy moment, żeby zacząć, jest teraz!

Są takie osoby, które, choć czasami wątpią, to i tak idą uparcie do przodu. Małymi kroczkami, ale do przodu. I Kasia Kruszenko, mama, dizajnerka jest taką osobą. „Rób swoje i nie przejmuj się!” – tymi słowami bliscy dodawali Kasi odwagi w realizacji swoich pomysłów. Przeczytaj sama, jak to jest być mamą dwojga maluchów, tworzyć biżuterię w domu i zarządzać swoim biznesem w tym całym zamieszaniu, gdzie doba jest zawsze za krótka.. I jeszcze niespodzianka – rabat od Kasi na jej bajecznie kolorowe bransoletki i naszyjniki specjalnie dla Was!

  • Marzena Gólska - 30/11/2016
Kasia Kruszenko w swojej biżuterii

Kasiu napisałaś o sobie: „ Jestem architektem i projektantem, lubię przetwarzać śmieci ” i może od tego zacznijmy – co takiego robisz na co dzień?

Jestem teraz na urlopie macierzyńskim i przede wszystkim zajmuję się siedmiomiesięcznym Stasiem. Wcześniej pracowałam na etacie jako architekt, taki normalny od biurowców. A po godzinach rozwijałam swoją działalność – prowadziłam warsztaty recyklingowe dla dzieci i dorosłych, projektowałam biżuterię, próbowałam ją sprzedać, doradzałam w metamorfozach wnętrz. To wszystko poza pracą etatową robię nadal.

A skąd pomysł na eko-biżuterię? Z miłości do środowiska i …?

…wychowania. Jestem urodzona w czasach słusznie minionych i pamiętam jak moje Babcie gromadziły wszystkie skrawki tkanin, pojedyncze guziki, nawet haftki od biustonoszy, wszystko co mogło się przydać. I przydawało się 🙂 Dla młodszej kuzynki i dla siebie robiłam np. lalki z rolek papierowych, „szyłam” im ubranka, razem robiłyśmy im domki z innych „przydasi”. Zawsze lubiłam przerabiać, tworzyć, zmieniać. Nie lubiłam wyrzucać, myślałam co z danej rzeczy mogę zrobić. Oczywiście wtedy nie miałam takiej świadomości, że to też jest dbanie o środowisko. Ta świadomość przyszła później. Na studiach podczas wykonywania makiet zostawało zawsze masę drobnych części – wraz z przyjaciółką robiłyśmy z nich kolczyki. Większy projekt recyklingowy to była moja kolekcja dyplomowa w Szkole Artystycznego Projektowania Ubioru. Ubrania w 90% uszyte były z materiałów z secondhandu – bawełny i jedwabiu, które sama farbowałam. Dodatki tj. biżuteria i buty powstały z odpadów z pracowni reklamowej. Zafascynowało mnie przetwarzanie, nadawanie nowej formy i funkcji niechcianym przedmiotom. Muszę przyznać, że na początku też trochę się bałam robić coś z nowych materiałów, czy to wyjdzie, czy nie zepsuję się. A dlaczego biżuteria? To chyba kwestia tego, że od projektu do realizacji jest dość krótka droga. I straty w wypadku niepowodzenia mniejsze (wspominałam już, że nie lubię wyrzucać?). Wprawdzie nawlekanie naszyjnika z cekinów, które wcześniej trzeba było wypruć z sukienki, może się wydawać czasochłonne, ale wystarczy porównać to do projektu domu czy nawet sukienki. Sama nie noszę za dużo ozdób, natomiast uwielbiam oglądać biżuterię. To takie małe dzieła sztuki. Chciałabym sama takie tworzyć.

dizajnerka_1

Jak większość biznesów, zaczynałaś sprzedawać swoje produkty wśród rodziny, znajomych? Pytałaś się ich o zdanie, czy to ma sens? Czy trwałaś uparcie przy swoim i robiłaś to, co uwielbiasz?

Oczywiście, pytałam i dalej pytam o zdanie. Moją najwierniejszą Klientką jest jak dotąd moja Mama. Mogłabym nawet stwierdzić, że to dzięki niej i kilku bliskim koleżankom, które zobaczyły potencjał w tej biżuterii, dalej to robię. Jestem największym krytykiem moich pomysłów. Chociaż równocześnie, jak coś mi się w moim odczuciu uda, nie dam sobie tego zachwytu szybko odebrać. Uparcie wierzę, że z biznesu opartego na takim rękodziele można się utrzymać. Dążę do tego mimo zwątpienia niektórych znajomych.

Każdy mały biznes wymaga wielkiej odwagi, żeby… zacząć! Długo zbierałaś w sobie siłę na rozpoczęcie działalności?

Nie będę oryginalna, jeśli powiem, że tej odwagi dodaje pojawienie się dziecka. Wiele młodych mam stwierdza, że posiadanie własnej działalności pozwoli im pozostać bliżej pociech, nie przegapić najważniejszych momentów. Mamy niemowlaków mają masę obowiązków, ale też sporo czasu na myślenie i planowanie. Przed urodzeniem dziecka też tworzyłam biżuterię, nawet w formie kolekcji, ale było to jednak hobbystycznie. Firma powstała, gdy mój pierwszy synek miał 5 miesięcy. Wtedy jednak postanowiłam zaprzestać tworzenia, a wystartować z portalem pośredniczącym pomiędzy ekologicznymi projektantami, a świadomymi konsumentami. Do pomysłu przekonałam moją mamę i przyjaciółkę. Razem prowadziłyśmy to przedsięwzięcie. Mimo zapału i szczerych chęci, po przejściach z informatykiem, bez wiedzy o marketingu online, wkrótce okazało się, że ten portal nie wypali. Natomiast dobrze szło mi prowadzenie warsztatów, wytwarzanie własnych produktów i projektowanie upcyklingowych wnętrz. I tak z różnym natężeniem firma działa bądź nie, aż pojawienie się drugiego synka obudziło we mnie na nowo pragnienie, by tym razem koncentrując się na biżuterii, rozwinąć skrzydła. To taki nowy początek.

Co możesz doradzić innym kobietom, które czekają na ten „najlepszy moment” na wystartowanie ze swoim pomysłem?

Najlepszy moment, żeby zacząć jest teraz. Nie oznacza to, żeby od razu rzucić wszystko, wydrukować wizytówki i założyć firmę w jednym okienku. Zacząć to znaczy dać znać Światu, że chcesz się „tym” zajmować. Założyć bloga lub profil czy grupę na FB. Sprawdzić, czy to chcesz się robić jest potrzebne, czy będą odbiorcy. Można pytać znajomych, ale to nie zawsze jest dobry punkt odniesienia – klientami mogą być zupełnie inne osoby, trzeba ich poszukać. Zacząć “to” robić początkowo za darmo lub wypuścić produkt testowy, tak by zebrać opinie, doświadczenie i grono osób potencjalnie zainteresowanych. Ja tak nie zrobiłam niestety. Wymądrzam się teraz, bo w końcu przestałam być Kasią-samosią i uczę się od innych kobiet, tych które się na prowadzeniu biznesu znają.

dizajnerka_2

A wsparcie bliskich? O wiele łatwiej jest jak ma się u boku partnera, który Cię dopinguje i w Ciebie wierzy, zgadzasz się ze mną?

Zgadzam się. Dodam do tego, że jeśli partner już nie wierzy, to dobrze jeśli przynajmniej tego nie mówi głośno i nie przeszkadza w dalszych próbach. Ja mam to szczęście, że bliscy mnie wspierają. Zarówno rodzina, jak i przyjaciele. Bardzo długo chciałam robić wszystko sama, żeby mi nikt nie mógł zarzucić, że coś zaniedbuję. Dowiedziałam się na kursie Pani Swojego Czasu, że nie muszę robić wszystkiego. Teraz każdą pomoc przyjmuję z wdzięcznością. Mieszkamy z moją teściową w jednym domu, mam więc wsparcie od niej. Razem dbamy o dom i na zmianę gotujemy. Mój mąż też ma w tym ogromny udział. Jeśli chodzi o prowadzenie firmy to zarówno moja mama, jak i przyjaciółka, z którymi zakładałyśmy pierwsze dizajneko, wciąż są zaangażowane.

A będąc mamą nie jest lekko, a tym bardziej pracując w domu, tworząc biżuterię przy dwójce dzieci! Jak Ty to robisz Kasiu?

Muszę przyznać, że nie dałabym rady bez pomocy bliskich. Najwięcej wkładu ma moja mama, która potrafi wykonać wszystkie modele biżuterii dizajneko, jak trzeba to obie pleciemy i nawlekamy. Mogę na nią liczyć także przy wyszukiwaniu materiałów i załatwianiu spraw, których ja z maluszkiem aktualnie nie mogę robić. Przyjaciółka czuwa nad księgowością i sprawami urzędowymi. Wsparcie techniczne to z kolei mój tata, który zawsze mi doradza jak rozwiązać dany problem, jakie narzędzia czy środki zastosować, żeby uzyskać zamierzony efekt. Ostatnio wymyślił sposób wykonania zapięcia magnetycznego z miedzi i wykonał próbną partię. Wyszło to pięknie – już wkrótce będzie można je zobaczyć w sklepie.

A ja działam powoli i nocami. Na początku denerwowałam się, że mój biznes rozwija się tak wolno. Zdaję sobie sprawę ile rzeczy mogłabym zrobić, gdybym miała więcej czasu, wiele rzeczy odrzucam, ale już nie mam wyrzutów sumienia. Praca w domu wymaga bardzo dużo samozaparcia. Jeśli brakuje czasu, a zwykle tak jest, to stosuję metodę małych kroczków, nawet bardzo małych. Każdego dnia, robię coś. Nawet jeśli jest to wysłanie jednego maila, jeden telefon czy nawet jedno zdjęcie na instagrama to jestem o tą jedną rzecz do przodu. Dzięki temu nie czuję tak wielkiej frustracji, że znów moje plany wzięły w łeb.

Niedawno jeszcze dodatkowo otworzyłaś swój sklep internetowy, więc nastąpił pewien przełom w Twojej działalności. Ile czasu teraz pracujesz?

Otwarcie sklepu to ważny dla mnie krok i mam też nadzieję na przełom. Moje rzeczy będą bardziej dostępne i przy odpowiednich nakładach mam szansę dotrzeć do nowych Klientek. Do tej pory sprzedawałam głównie na różnych wydarzeniach modowych i targach dizajnu, albo przez indywidualne zamówienia mailowe. Teraz wyjazdy na targi odpuściłam ze względu na młodszego synka. Pracuję tyle, ile mogę. Czasem w ciągu dnia podczas drzemki synka, czyli 2 razy po 30 min. Przede wszystkim wieczorami, ok 2-3 h.

Pracujesz tyle, ile możesz, ale jest to Twój wymarzony biznes. Co było w nim albo aktualnie jeszcze jest dla Ciebie najtrudniejsze?

Największy mój błąd to niepoważne podejście do biznesu – postawa „jakoś to będzie”. Na wielu polach działam po omacku. Dużym problemem jest wycena pracy własnej i mojego rodzinnego zespołu. Prawdę powiedziawszy dopiero niedawno zrobiłam porządna kalkulację i skończyłam z zaniżaniem cen. Kiedyś miałam duże zlecenie i tak beznadziejnie wyliczyłam cenę hurtową, że wyszłam na 0. Nie uwzględniłam kosztów pracy, a ponieważ nie byłam w stanie sama przerobić takiej ilości, musiałam zatrudnić pomoc. Nie robiłam też wcześniej badania rynku. Moja babcia mawiała „każda zmora znajdzie adoratora” i założyłam, że moja biżuteria też się może komuś spodobać. Nie wzięłam pod uwagę, że od podobania się do zakupu jest jeszcze długa droga. Mam też na sumieniu grzech zaniechania – odpuściłam kilka ciekawych propozycji współpracy czy promocji z obawy, że nie podołam lub z braku czasu. Kolejna to nie słuchanie rad – często uważam, że wiem lepiej. A nie wiem, zaczynam się do tego przyznawać i uczę się od mądrzejszych w danej dziedzinie.

Wracając do Twojej biżuterii, od której ciężko wzrok oderwać! Gdzie i jak można kupić Twoje bransoletki, naszyjniki?

Zapraszam do nowo otwartego sklepu online >> Dla Czytelniczek portalu oferuję zniżkę 10% na pierwsze zakupy. W koszyku należy podać hasło: mamopracuj. Niektóre modele są dostępne także w zaprzyjaźnionych sklepach stacjonarnych i butikach w Gliwicach, Będzinie i Krakowie.

dizajnerka3

Dziękuję Ci Kasiu za rozmowę i zakończę ją Twoim życiowym mottem, a słowami Twojego taty: „Rób swoje i nie przejmuj się”, a więc rób swoje, bo robisz to pięknie!

Dziękuję za miłe słowa i możliwość opowiedzenia o dizajneko!

Sklep >>
Dizajneko na FB >>

Zdjęcia: własność Katarzyny Kruszenko Dizajneko

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Marzena Gólska
Jestem mamą 4-letniego Oskara. Pracowałam w marketingu oraz w projektach unijnych. Podczas „urlopu” macierzyńskiego moją firmę zamknęli, a ja pozostałam bez pracy. Przez kilka lat spędzonych z dzieckiem miałam dużo czasu na przemyślenia i ostatecznie postanowiłam robić to, co kocham najbardziej, czyli pracując wspierać inne mamy. Dodatkowo kocham jogę, spacery, podróże i długie spanie ;)
Podyskutuj

Pomóż stanąć na własnych nogach – zdecyduj kto wygra 30 tysięcy na rozwój biznesu!

Kto wygra 30 tysięcy na rozwój swojego produktu i biznesu? Zdecyduj i zagłosuj. Konkurs Stań na własnych nogach, właśnie wszedł w 2 etap - głosowania na jeden z wybranych 50 zgłoszeń. Zobacz wybrane produkty i oddaj swój głos! Głosowanie trwa do 5 września, a każda klubowiczka Rossmann może oddać tylko 1 głos!
  • Joanna Gotfryd - 01/08/2019
sofa, nogi kobiety i laptop na kolanach - plakat zapowiadający akcję Rossmanna

Stań na własnych nogach – prawie 500 zgłoszeń!

Konkurs Stań na własnych nogach, to akcja, którą organizujemy wspólnie z firmą Rossmann. Od 15 czerwca do 20 lipca można było zgłosić do konkursu swój produkt, tworzony z pasją, który ma szanse stać się biznesem i dać niezależność finansową jego twórczyni.

Do konkursu zgłoszono prawie 500 prac konkursowych! Komisja konkursowa złożona z przedstawicieli Rossmann i Fundacji Mamo Pracuj miała bardzo trudne zadanie – wybranie 50 prac, które przejdą do 2 etapu konkursu.

Wśród zgłoszonych prac było dużo zabawek – lalek, szydełkowanych misiów oraz książeczek. Sporo zgłoszeń dotyczyło akcesoriów dla dzieci – kocyków, wielorazowych pieluszek, personalizowanych przedmiotów czy produktów idealnych na prezent, np. z okazji urodzenia dziecka.

Przedsiębiorcze i twórcze kobiety do konkursu zgłosiły także ręcznie robione kosmetyki – szampony, mydła i kremy – bez konserwantów, na bazie naturalnych składników.

Nie zabrakło także artykułów dla domu – ozdobnych bibelotów, naturalnych świec i dekoracyjnych przedmiotów.

Wśród zgłoszonych prac była też odzież i akcesoria modowe, a także akcesoria wpisujące się w trend zero waste – wielorazowe artykuły higieniczne i zamienniki jednorazowych foliówek na zakupy.

Zobacz jakie produkty znalazły się w 2 etapie konkursu! >>

Głosowanie na najlepszy produkt

Teraz klubowicze Rossmann mogą zagłosować na najlepszy – ich zdaniem – produkt.

Głosowanie potrwa od 1 sierpnia do 5 września. Każdy klubowicz Rossmann może zagłosować tylko jeden raz, dlatego warto starannie przejrzeć wybrane do 2 etapu prace.

Zwycięzców, którzy otrzymają nagrody – pierwszą – 30 tysięcy złotych, oraz drugą i trzecią – odpowiednio – 20 i 10 tysięcy – poznamy już 10 września.

Zagłosuj, pomóż stanąć na własnych nogach! >>>

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.

Moda mi w duszy gra – historia Justyny, właścicielki marki Just.Slow

"Moje ubrania mają nie być modne, bo moda jest chwilowa i ulotna. Chcę, żeby ubrania just.slow były uniwersalne i ponadczasowe. Żeby można je było włożyć zawsze i na wiele okazji (...)". O pasji, modzie i tworzeniu własnej marki odzieżowej będąc mamą malutkich dziewczynek, rozmawiamy z Justyną Dziatkowską, projektantką, twórczynią proekologicznej odzieżowej marki Just.Slow.
  • Agnieszka Kałużna - 29/07/2019
Justyna Dziatkowska, justslow.eu

Kiedy tak naprawdę narodziło się marzenie o własnej marce?

Kiedy zrodziło się marzenie… Tak naprawdę, odkąd pamiętam miałam smykałkę do kreowania i tworzenia czegoś własnego. Mam spore zdolności manualne. Jako nastolatka kupowałam odzież w second hand’ach i przerabiałam je po swojemu lub szyłam z niej zupełnie nowe rzeczy. Ze starych dżinsów potrafiłam uszyć ręcznie plisowaną spódnicę i to bez użycia maszyny do szycia, torebkę dodawaną do gazety jako forma reklamy obszywałam materiałem, by mieć coś oryginalnego. Czyli od zawsze byłam związana z modą i projektowaniem.

Chęć stworzenia własnej linii odzieży zrodziła się tak naprawdę wraz z pojawieniem się na świecie moich dzieci. Pierwotnie pomysł na biznes był nieco inny, związany z inną dziedziną, niemniej jednak cały czas był związany z branżą modową. Z czasem ewoluował, by finalnie zatrzymać się na projektowaniu i szyciu ubrań dla kobiet.

A skąd czerpiesz inspirację?

Jeżeli chodzi o kroje ubrań, to pomysł na pierwszą kolekcję i jej formę wynikał z moich własnych potrzeb. Pierwszą córkę bardzo długo karmiłam piersią i brakowało mi ubrań, w których mogłabym wygodnie i bez skrępowania nakarmić dziecko. Te dostępne na rynku, dedykowane mamom karmiącym, kompletnie do mnie nie przemawiały i daleko odbiegały od mojego gustu i bliskiej mi estetyki. Poza tym wyszłam z założenia, że karmienie piersią, choć to piękny czas, jest tylko przejściowym okresem w moim życiu i tak samo byłoby z ubraniami. Dbam o małą zawartość szafy, lubię minimalizm i prostotę, a także rozsądnie kupuję, więc zbędne wydatki na ubrania „na chwilę” nie wchodzą w grę.

Kiedy miała pojawić się na świecie moja druga córka, postanowiłam przełożyć rodzące się w mojej głowie pomysły na papier. Zaprojektowałam sukienkę i bluzkę dla mnie idealną. Miały spełniać funkcję zasadniczą, czyli dawać możliwość karmienia piersią, ale przede wszystkim miały pięknie wyglądać i być wygodne.

Oczywiście nie odkryłam przysłowiowej Ameryki i inspirację zaczerpnęłam z historii mody. Kopertowa sukienka czy bluzka, która pojawia się w mojej pierwszej kolekcji już od stuleci była noszona w formie kimona. W latach 30. pojawiła się w kolekcjach Elsy Schiaparelli, by stać się masowym modelem w okresie Wielkiego Kryzysu. W latach 70. amerykańska designerka i guru kobiecej mody, Diane Von Furstenberg, zafascynowana kulturą Dalekiego Wschodu zaczęła eksperymentować z małymi kopertowymi topami i materiałami. Jej pomysły szybko ewoluowały i powstała sukienka kopertowa, którą w 1975 roku sprzedała w około pięciu milionach egzemplarzy!

To bardzo ciekawe. Nie miałam o tym pojęcia! A powiedz, z myślą o kim projektujesz swoje ubrania? O mamach karmiących?

Moje ubrania tworzone są z myślą o kobietach. Wiem, że to może banalne stwierdzenie, ale tak rzeczywiście jest. Jestem zwykłą kobietą i mamą. Nie jestem ideałem, nie mam wyglądu i aparycji wybiegowej modelki. Dlatego ważne jest dla mnie, by moje ubrania leżały dobrze na takich kobietach jak ja. Zwyczajnych, nieidealnych, pełnych niedoskonałości.

Dla naszych Czytelniczek Justyna przygotowała specjalny 10% rabat na zakupy hasło: mamopracuj, ważny do końca 31.08.2019 r.

Każda z nas jest inna i każda zasługuje na to, żeby wyglądać pięknie i czuć się komfortowo. Taka idea przyświeca mi w projektach. Stąd też wybór pierwszego kroju. Sukienka kopertowa to strój, który pasuje do każdego typu sylwetki. Dzięki wiązaniu sama decydujesz o głębokości dekoltu czy wysokości talii. To krój dla kobiet, które chcą się czuć kobietami. Nie wymaga wysiłku i nadaje się na każdą okazję. Pasuje do każdego miejsca na świecie i odpowiada potrzebom współczesnych kobiet.

Zależy mi na tym, żeby moje ubrania były nowoczesne, więc dużą inspiracją jest też dla mnie miasto. Lubię miejskie życie, więc inspiruje mnie architektura, kolory miasta, ulice, ludzie…. Połączenie nowoczesnych krojów z naturalnych materiałów, w których każda z nas może pokazać się w dowolnym miejscu miejskiej dżungli to dla mnie priorytet.

Jak docierasz do grupy odbiorców?

Na chwilę obecną pracuję nad zbudowaniem fajnej społeczności w social mediach. Prowadzę fanpage na Facebooku i oczywiście konto na Instagramie – zapraszam do odwiedzenia 😉. Ważne jest dla mnie, żeby dotrzeć nie tylko do osób zainteresowanych modą, ale także do mam karmiących piersią, bo stąd wywodzi się pomysł na odzież i do osób zainteresowanych ekologicznymi i przyjaznymi środowisku wyborami.

Na pewno moje kolejne działania będą opierały się na rozsądnej i ciekawej reklamie. Mam też nadzieję, że w jesiennej edycji targów branżowych np. krakowski Kiermash czy targi dla mamy i dziecka uda mi się pokazać swoje produkty. Wszystko jest jednak zależne od najmłodszej w rodzinie (śmiech).

Masz dwoje malutkich dzieci. Jak udaje ci się łączyć te dwie przestrzenie: zawodową i rodzinną?

Oczywiście nie jest lekko. Dziewczynki są na tyle małe, że wymagają ciągłej opieki i uwagi. Trudno wymagać od nich samodzielności, skoro jedna dopiero co przestała być noworodkiem… Myślę, że to kwestia motywacji i dobrej organizacji. Oczywiście nic na siłę, wbrew sobie czy ze szkodą dla dzieci lub rodziny. We wszystkim trzeba mieć umiar i trochę luzu.

Wierzę, żę trzeba dać sobie taką ewentualność, że nie wszystko zawsze idzie zgodnie z planem. Czasem tak po prostu bywa. Dla mnie to nie jest powód do stresu czy załamania, a motywacja do pracy i szukania sposobów na rozwiązanie danej trudności.

Mam jasno wytyczone cele i do nich dążę. Jasne jest, że nie jestem samowystarczalna i nieocenionym wsparciem jest dla mnie mój partner. To bardzo ważne, żeby mieć przy sobie kogoś, kto wesprze, zmotywuje, odciąży w jakichś obowiązkach lub czasem wykona coś za ciebie. Bez niego wiele rzeczy nie byłoby możliwych.

To prawda. A teraz jeszcze z tej „zawodowej beczki”: slow fashion czyli świadome podejście do mody to ostatnio prężnie rozwijający się trend. Co wyróżnia markę Just Slow na tym tle?

Moje ubrania mają nie być modne, bo moda jest chwilowa i ulotna. Chcę, żeby ubrania just.slow były uniwersalne i ponadczasowe. Żeby można je było włożyć zawsze i na wiele okazji, a także, żeby pasowały do innych rzeczy, które już się w szafie znajdują. Stąd wybór bardzo stonowanych i jednolitych kolorów.

Moje ubrania mają być stylowe i kobiece. Podkreślać nasze atuty i ukrywać to, co aktualnie chcemy ukryć (o ile chcemy, śmiech). Dlatego tak ważny jest dla mnie krój. Oczywiście ogromne znaczenie ma to, z czego są wykonane i dlatego do pierwszej kolekcji został użyty dość unikatowy materiał, jakim jest bambus. Wybór nie jest przypadkowy i został poprzedzony wnikliwym rozeznaniem na rynku odzieżowym i tekstylnym.

Wiem, że ważne jest dla ciebie działanie w zgodzie z troską o naszą planetę. Jak to przekłada się na twoją pracę?

W codziennym, domowym życiu staram się myśleć, co wybieram. Ograniczam zużycie środków chemicznych, zastępuję je naturalnymi. To samo tyczy się kosmetyków. Sięgam po te ekologiczne, na bazie naturalnych składników. Staram się wybierać to, co jest w szkle lub zupełnie bez opakowania, a jeżeli już w plastiku, to takim, który nadaje się do recyklingu.

Podobnie w pracy. Wykroje układane są w szwalni tak, aby zminimalizować ilość odpadków, ubrania pakowane są bez użycia folii czy plastikowych elementów. Kartoniki czy papier, w którym wysyłam ubrania pochodzą z recyklingu. Uprawy bambusa, z którego uszyte są ubrania są ekologiczne, bo bambus rośnie szybko i nie wymaga kompletnie używania pestycydów. A sama tkanina jest niezwykle wytrzymała, dzięki czemu będzie długo służyła. To są małe, ale myślę, że dobre wybory, którymi mogę się przysłużyć naszej planecie.

Jasne, kropla drąży skałę! A powiedz, gdyby ktoś chciał coś przymierzyć, zobaczyć, dotknąć… można was spotkać stacjonarnie?

Marzę o swoim butiku i wierzę, że kiedyś będę mogła do niego zapraszać, ale na razie moje ubrania można jednak już teraz zobaczyć stacjonarnie w concept store FREEDOM w Krakowie, przy ulicy Parkowej 1. Serdecznie zapraszam wszystkich z Krakowa i nie tylko do odwiedzenia tego zaczarowanego miejsca. Na pewno będę szukała kolejnych miejsc, w innych miastach, które pozwolą na stacjonarną sprzedaż.

W jakim kierunku chciałabyś rozwijać markę?

Chciałabym zachować autentyczność i spójność marki. To, co tworzę jest w 100% zgodne ze mną i moim gustem. Zależy mi, żeby tak pozostało. Na pewno chciałabym mieć większą liczbę modeli, poszerzyć asortyment o dzianiny, np. swetry czy kardigany z bambusowej przędzy, a także w przyszłości o dodatki, które mogłyby być świetnym uzupełnieniem czy dopełnieniem tak prostych ubrań.

Niemniej jednak dalszy rozwój marki pod kątem kreacji, dalej widzę w takim minimalistycznym wydaniu, bo to mi w duszy gra. Interesują mnie też ekologiczne i nietypowe materiały, np. te tkane z przędzy konopnej czy pokrzywy. Jak już wcześniej wspomniałam na liście marzeń jest też własne miejsce, własny butik z ubraniami, ale do tego jeszcze daleka droga…

Co czujesz, gdy spotykasz na ulicy dziewczynę w sukience od Just Slow?

To wspaniałe uczucie, zobaczyć kogoś w ubraniu swojego projektu. Odbieram to jako nagrodę za moją pracę i potwierdzenie, że nie poszła na marne. Czuję się dowartościowana i mam apetyt na więcej.

Moja ostania klientka wybrała sukienkę w kolorze ecru na swój ślub cywilny… nie ukrywam, że wspaniale było „towarzyszyć” jej w tak wyjątkowym dniu.

Gdzie widzisz się za dwa-trzy lata?

Chciałabym robić nadal to, co kocham, co mnie interesuje, czyli tworzyć swoją markę odzieżową i być związana z branżą mody. Chciałabym się rozwijać w tym kierunku i poszerzać swoją wiedzę z zakresu konstrukcji odzieży, materiałoznawstwa, a także psychologii i marketingu mody. Chciałabym poszerzać swoją ofertę o kolejne, ekologiczne i nietypowe materiały. Krokiem rozwoju dla firmy z pewnością będą zagraniczne rynki sprzedaży i to też jest cel na mojej liście. Niemniej jednak, najważniejsza jest rodzina i za dwa-trzy lata, chciałabym nadal mieć dla niej czas i to jest mój priorytet.

Czym jest dla ciebie sukces?

Sukces nie ma dla mnie wymiaru materialnego. Sukces jest dla mnie uczuciem spełnienia i radości. Spokojem ducha i satysfakcją, że każdego dnia można się realizować i robić to, co się lubi, tak jak się lubi. To uczucie stabilizacji i komfortu psychicznego dzięki pracy, którą dobrze wykonałam i która znalazła grupę odbiorczą.

Co powiedziałabyś młodej mamie, które ma marzenie, ale nie bardzo wie, jak zacząć?

Żeby się nie bała. Żeby marzyła i realizowała marzenia. Żeby szukała wsparcia i pomocy w dążeniu do celu, bo znajdzie je zawsze. Mamy teraz naprawdę duże możliwości zarówno zmiany ścieżki zawodowej, jak i próbowania sił we własnym biznesie. Jest wiele miejsc, w których możemy się dokształcić, wyszkolić czy przebranżowić. Podobnie z możliwościami pozyskania środków na biznes.

Nie należy się obawiać, że się nie uda, że się nie da rady… bo kto jak nie my? Kobiety-mamy 🙂 Myślę też, że najlepszym wsparciem i motywacją jesteśmy same dla siebie, dlatego warto szukać i gromadzić wokół siebie takie kobiety, które próbują. Które się nie poddają i realizują swoje marzenia. One są dla nas najlepszym przykładem i pokazują, którędy można iść.

Dziękuję za rozmowę i życzę ci powodzenia w realizacji marzeń!

Dziękuję!

Zapraszamy na zakupy ze specjalnym 10% rabatem! Hasło: mamopracuj, ważny do końca 31.08.2019 r.

Zdjęcie główne i rodzinne: archiwum prywatne Justyny; zdjęcia z sesji: Anna Bąk Kolory Studio Fotografii

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kałużna
Spełniająca się żona, mama urwisa i urwiski, przedsiębiorca, redaktorka, muzyk. Z wykształcenia rosjoznawczyni i wokalistka. Ostatnio odkryłam, że artystyczną pasję można realizować... piekąc torty! Kocham słowo pisane, dobrą kuchnię, podróże w nieznane i letnie burze. I mocno wierzę w to, że samorealizacja ma wiele odsłon, często równolegle występujących.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail