Czego szukasz

Na etacie już się napracowałam, teraz wolę pracować na siebie

Kinga Drążek bardzo chciała uwieczniać wszystkie pierwsze chwile swojej córeczki. Tak się zaczęła jej przygoda z fotografią. Ukończyła kursy Akademii Fotografii Dziecięcej i od prawie roku prowadzi własną działalność. – Kinga podkreśla, że – na etacie już wystarczająco dużo się napracowałam. Teraz wolę pracować na siebie i spełniać moje marzenia, w których pasja fotografii, to już nie tylko pasja, ale i zawód. Poznaj kolejną historię sukcesu mamy po kursach Akademii Fotografii Dziecięcej.

  • Ewa Moskalik - Pieper - 07/06/2019
Kinga Drążek z córeczką

Kingo, w ubiegłym roku, pierwszego dnia wiosny otrzymałaś tytuł Akredytowanego Fotografa Dziecięcego Akademii Fotografii Dziecięcej. Jakie to uczucie?

To była dla mnie ogromna niespodzianka. Czekałam i czekałam na tę wieść, ale nie nadchodziła. W pewnym momencie przestałam wierzyć, że kiedykolwiek uda mi się otrzymać Akredytację. Pamiętam, że w tym dniu moje Córeczki były chore i byłam z nimi u lekarza. Wróciłam do domu i zobaczyłam, że pod jednym ze zdjęć Akademia Fotografii Dziecięcej napisała: „Gratulacje!”.

Ucieszyłam się, ale musiałam wrócić do swoich obowiązków. Dopiero w momencie jak mój telefon zaczął bez przerwy wibrować i wydawać dziwne odgłosy, zrozumiałam się, że coś się stało. … i dopiero wtedy odebrałam maila z Akademii odnośnie Akredytacji. To było cudowne uczucie. Wprost nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. Akredytacja przyszła do mnie niespodziewanie, tak jak wiosna …

Ile czasu Ci zajęło nauczenie się fotografii i osiągnięcie takiego poziomu wiedzy i umiejętności jaki posiadasz teraz? Ile kursów musiałaś odbyć?

Swoją przygodę w Akademii Fotografii Dziecięcej zaczęłam standardowo od kursu: „Wprowadzenie do Fotografii Dziecięcej”. Potem była „Fotografia część I”, „Sekrety fotografowania emocji”, „Fotografia część II”, „Obróbka w Lightroom”. Następnie uczestniczyłam w „Warsztatach Mistrzowskich”, które prowadził Michał Węgrzynowski.

Podczas nich zdecydowałam się, by zacząć swoją przygodę z Uniwersytetem Fotografii Dziecięcej. … i właśnie w tym momencie moje patrzenie i postrzeganie fotografii zmieniło się o 180 stopni. Miałam wrażenie, że „klapki” opadły z moich oczu. To był dla mnie pierwszy przełom, po którym moje fotografie nabrały głębi.

Podczas trwania I semestru Uniwersytetu zrobiłam jeszcze kurs „Planeta Photoshop”. Natomiast swoją naukę w Akademii zakończyłam na II semestrze Uniwersytetu.

Prowadzisz własną działalność fotograficzną. Od kiedy jesteś samodzielnym przedsiębiorcą? Jakie były początki?

Dokładnie w Dzień Dziecka mija rok, odkąd prowadzę swoją działalność. Moje Lawendowe FotoStudio.

Bardzo bałam się początków. Najtrudniejsze było dla mnie zrozumieć fakt, że dobre fotografie się same nie obronią, że dobre fotografie bez dobrego marketingu nie sprawią, że będę miała Klientów.

Mieszkam w Rybniku na Śląsku, w którym jest sporo fotografów dziecięcych … i właśnie wyjście z cienia było dla mnie najtrudniejsze. Wcześniej było można oglądać moje prace na wystawach i na różnych konkursach, ale jednak skierowanie się z ofertą do konkretnego Klienta sprawiło mi największą trudność. Na wszystko potrzeba czasu i niektórych czynności nie idzie przeskoczyć.

Wchodząc na Twoją stronę widać ogromną pasję i nie tylko zdjęcia oddają ten stan, ale również to, w jaki sposób opowiadasz o fotografii. Napisałaś, że w fotografii „jesteś zakochana po uszy”. Co takiego jest w tym zawodzie?

Dlaczego jestem zakochana w mojej pracy? Gdyż kocham ludzi, kocham ich poznawać, a także słuchać ich historii. Jednym z moich marzeń jest sprawiać, by każda osoba, która mnie odwiedziła mogła patrzeć na swoje fotografie i do nich nie raz, nie dwa, ale systematycznie wracać i wspominać.

Odwiedzają mnie osoby czasem niesamowicie do mnie podobne, a czasem całkowicie odmienne. Pracując na etacie nie byłabym w stanie móc ich wszystkich poznać. Opowiadając moim klientom o sobie zawsze mówię, że na etacie już wystarczająco dużo się napracowałam. Teraz wolę pracować na siebie i spełniać moje marzenia, w których pasja fotografii, to już nie tylko pasja, ale i zawód.

Ulubiona sesja, taka do której wracasz myślami?

… oj było ich dużo, ale jedna szczególnie w mojej pamięci wyryła ślad. To była sesja nie dla klientów, chciałam spełnić swoją artystyczną wizję. Zamarzyło mi się odwiedzenie bardzo starego, zabytkowego już budynku, który przeznaczony jest do modernizacji. Wspólnie z mężem i znajomymi umówiliśmy się na konkretny termin. Wszystko miało być dopięte na ostatni guzik.

Odbierając klucze ze Straży Miejskiej, okazało się, że jednak tych kluczy nie dostanę. Musiałam wszystko przełożyć i prosić jednocześnie Prezydenta Miasta Rybnik o pozwolenie na wejście. Udało mi się wszystko załatwić w ciągu tygodnia. Znalazłam również dziewczynę, która zgodziła się wejść z nami, w zamian za wykonane zdjęcia.

Dzień przed zdjęciami miałam z nią kontakt, ale w dniu sesji wszystko zaczęło się psuć. Rano odebrałam klucze i trzymając je w torebce czułam niepokój. Była godzina 15:30 i już miałam jechać na umówione spotkanie, ale pech chciał, że modelka nie odbierała już ode mnie telefonu.

W ekspresowym tempie przebrałam moją najstarszą córeczkę Paulinkę, spakowałyśmy się i pojechałyśmy przed budynek. Było mi przykro, że ktoś w tak głupi sposób ze mnie zadrwił, ale jednocześnie wiedziałam, że tak wspaniałej modelki, jak moja córeczka nigdzie bym nie znalazła i z nikim tak dobrze jak z nią nie będzie mi się współpracować. Zdjęcia wyszły pięknie i w późniejszym czasie chciałabym zrobić z nich wystawę.

Jesteś żoną Damiana i mamą trzech dziewczynek. Swój pierwszy kurs w Akademii musiałaś przełożyć, bo okazało się, że jesteś w ciąży bliźniaczej. Jak z trójką dzieci (w tym bliźniaczki :)) udało Ci się realizować naukę w Akademii Fotografii Dziecięcej? Jak organizowałaś sobie czas?

Swój pierwszy kurs w Akademii Fotografii Dziecięcej musiałam odłożyć w czasie, bo nie zdążyłabym go ukończyć przed rozwiązaniem ciąży. Moje dziewczynki nie były śpiochami. Nigdy nie zapomnę tego czasu jak w nocy lulałam Zuzię na rękach, a drugą ręką bujałam wózkiem, w którym leżała Alusia i by nie zasnąć czytałam poszczególne rozdziały kursów Akademii.

Fotografia i pochłanianie wiedzy trzymało mnie na nogach, by w nocy nie zasnąć z dziećmi na rękach, a potrafiły się budzić dziesiątki razy. W nocy czytałam, a w dzień podczas zabawy robiłam im zdjęcia, by potem móc je wysłać jako prace domowe.

Jak wygląda dzisiaj Twój dzień pracy?

O godzinie 8:00 dziewczynki zaczynają przedszkole. Najstarsza Paulinka je uwielbia, ale bliźniaczki Ala i Zuzia najchętniej zostałyby ze mną cały dzień. Jak dziewczynki są w przedszkolu, to ja albo robię zdjęcia, albo na komputerze je obrabiam. O 14:00 odbieram moje bąble z przedszkola i jeśli nie mam w tym dniu już żadnej sesji, to bawimy się wspólnie, albo odwiedzamy ciekawe miejsca.

Dziewczynki około 20 idą spać, a ja wtedy znów siadam przed komputerem i obrabiam zdjęcia. Kładę się do łóżka około 1 w nocy. Teraz w sezonie komunijnym koło 3, po to by rano wstać i znów zacząć dzień z uśmiechem na twarzy.

Za co cenisz sobie jeszcze naukę w Akademii?

Za przyjaźnie. Dzięki Akademii Fotografii Dziecięcej poznałam wspaniałe fotografki, które również tak jak ja są mamami, a które chciały robić coraz lepsze zdjęcia. To one nie raz, nie dwa mnie motywowały i sprawiały, że warto iść dalej. Praca fotografa, to nie tylko piękne chwile. Doświadczyłam również tych smutnych, ale w Akademii miałam wsparcie. Nigdy nie zapomnę słów Michała, założyciela Akademii, by zawsze iść z podniesioną głową i właśnie tego uczyć dzieci.

Twoje prace były już wielokrotnie nagradzane. Z czego jesteś dzisiaj najbardziej dumna?

Każda nagroda była dla mnie ważna, bez względu na to, czy był to konkurs regionalny, ogólnopolski, czy międzynarodowy. Każde opublikowane zdjęcie wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Tak samo z wystawami, dla mnie nie ma znaczenia, czy moje zdjęcia „wiszą” w Rybniku, czy w odległym Amsterdamie. Każdy nagroda cieszy, każdy mały sukces cieszy. A jak to mówią małymi kroczkami i do przodu.

Co powiedziałabyś innym kobietom, mamom, które dzisiaj szukają pomysłu na siebie. Marzą o własnej działalności. Jak zmotywowałabyś je do działania?

Grunt, to znaleźć coś, co się lubi, swoją pasję, swój pomysł na życie. Gdy robimy, to co kochamy, to nawet nieprzespane nocy i zmęczenie sprawiają, że chce się iść do przodu. Nie warto rozpamiętywać przeszłości, ale warto małymi kroczkami iść do przodu.

Dziękuję Ci za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcie główne: Małgorzata Domagała

Pozostałe zdjęcia: Kinga Drążek Lawendowe FotoStudio

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Pomóż stanąć na własnych nogach – zdecyduj kto wygra 30 tysięcy na rozwój biznesu!

Kto wygra 30 tysięcy na rozwój swojego produktu i biznesu? Zdecyduj i zagłosuj. Konkurs Stań na własnych nogach, właśnie wszedł w 2 etap - głosowania na jeden z wybranych 50 zgłoszeń. Zobacz wybrane produkty i oddaj swój głos! Głosowanie trwa do 5 września, a każda klubowiczka Rossmann może oddać tylko 1 głos!
  • Joanna Gotfryd - 01/08/2019
sofa, nogi kobiety i laptop na kolanach - plakat zapowiadający akcję Rossmanna

Stań na własnych nogach – prawie 500 zgłoszeń!

Konkurs Stań na własnych nogach, to akcja, którą organizujemy wspólnie z firmą Rossmann. Od 15 czerwca do 20 lipca można było zgłosić do konkursu swój produkt, tworzony z pasją, który ma szanse stać się biznesem i dać niezależność finansową jego twórczyni.

Do konkursu zgłoszono prawie 500 prac konkursowych! Komisja konkursowa złożona z przedstawicieli Rossmann i Fundacji Mamo Pracuj miała bardzo trudne zadanie – wybranie 50 prac, które przejdą do 2 etapu konkursu.

Wśród zgłoszonych prac było dużo zabawek – lalek, szydełkowanych misiów oraz książeczek. Sporo zgłoszeń dotyczyło akcesoriów dla dzieci – kocyków, wielorazowych pieluszek, personalizowanych przedmiotów czy produktów idealnych na prezent, np. z okazji urodzenia dziecka.

Przedsiębiorcze i twórcze kobiety do konkursu zgłosiły także ręcznie robione kosmetyki – szampony, mydła i kremy – bez konserwantów, na bazie naturalnych składników.

Nie zabrakło także artykułów dla domu – ozdobnych bibelotów, naturalnych świec i dekoracyjnych przedmiotów.

Wśród zgłoszonych prac była też odzież i akcesoria modowe, a także akcesoria wpisujące się w trend zero waste – wielorazowe artykuły higieniczne i zamienniki jednorazowych foliówek na zakupy.

Zobacz jakie produkty znalazły się w 2 etapie konkursu! >>

Głosowanie na najlepszy produkt

Teraz klubowicze Rossmann mogą zagłosować na najlepszy – ich zdaniem – produkt.

Głosowanie potrwa od 1 sierpnia do 5 września. Każdy klubowicz Rossmann może zagłosować tylko jeden raz, dlatego warto starannie przejrzeć wybrane do 2 etapu prace.

Zwycięzców, którzy otrzymają nagrody – pierwszą – 30 tysięcy złotych, oraz drugą i trzecią – odpowiednio – 20 i 10 tysięcy – poznamy już 10 września.

Zagłosuj, pomóż stanąć na własnych nogach! >>>

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.

Moda mi w duszy gra – historia Justyny, właścicielki marki Just.Slow

"Moje ubrania mają nie być modne, bo moda jest chwilowa i ulotna. Chcę, żeby ubrania just.slow były uniwersalne i ponadczasowe. Żeby można je było włożyć zawsze i na wiele okazji (...)". O pasji, modzie i tworzeniu własnej marki odzieżowej będąc mamą malutkich dziewczynek, rozmawiamy z Justyną Dziatkowską, projektantką, twórczynią proekologicznej odzieżowej marki Just.Slow.
  • Agnieszka Kałużna - 29/07/2019
Justyna Dziatkowska, justslow.eu

Kiedy tak naprawdę narodziło się marzenie o własnej marce?

Kiedy zrodziło się marzenie… Tak naprawdę, odkąd pamiętam miałam smykałkę do kreowania i tworzenia czegoś własnego. Mam spore zdolności manualne. Jako nastolatka kupowałam odzież w second hand’ach i przerabiałam je po swojemu lub szyłam z niej zupełnie nowe rzeczy. Ze starych dżinsów potrafiłam uszyć ręcznie plisowaną spódnicę i to bez użycia maszyny do szycia, torebkę dodawaną do gazety jako forma reklamy obszywałam materiałem, by mieć coś oryginalnego. Czyli od zawsze byłam związana z modą i projektowaniem.

Chęć stworzenia własnej linii odzieży zrodziła się tak naprawdę wraz z pojawieniem się na świecie moich dzieci. Pierwotnie pomysł na biznes był nieco inny, związany z inną dziedziną, niemniej jednak cały czas był związany z branżą modową. Z czasem ewoluował, by finalnie zatrzymać się na projektowaniu i szyciu ubrań dla kobiet.

A skąd czerpiesz inspirację?

Jeżeli chodzi o kroje ubrań, to pomysł na pierwszą kolekcję i jej formę wynikał z moich własnych potrzeb. Pierwszą córkę bardzo długo karmiłam piersią i brakowało mi ubrań, w których mogłabym wygodnie i bez skrępowania nakarmić dziecko. Te dostępne na rynku, dedykowane mamom karmiącym, kompletnie do mnie nie przemawiały i daleko odbiegały od mojego gustu i bliskiej mi estetyki. Poza tym wyszłam z założenia, że karmienie piersią, choć to piękny czas, jest tylko przejściowym okresem w moim życiu i tak samo byłoby z ubraniami. Dbam o małą zawartość szafy, lubię minimalizm i prostotę, a także rozsądnie kupuję, więc zbędne wydatki na ubrania „na chwilę” nie wchodzą w grę.

Kiedy miała pojawić się na świecie moja druga córka, postanowiłam przełożyć rodzące się w mojej głowie pomysły na papier. Zaprojektowałam sukienkę i bluzkę dla mnie idealną. Miały spełniać funkcję zasadniczą, czyli dawać możliwość karmienia piersią, ale przede wszystkim miały pięknie wyglądać i być wygodne.

Oczywiście nie odkryłam przysłowiowej Ameryki i inspirację zaczerpnęłam z historii mody. Kopertowa sukienka czy bluzka, która pojawia się w mojej pierwszej kolekcji już od stuleci była noszona w formie kimona. W latach 30. pojawiła się w kolekcjach Elsy Schiaparelli, by stać się masowym modelem w okresie Wielkiego Kryzysu. W latach 70. amerykańska designerka i guru kobiecej mody, Diane Von Furstenberg, zafascynowana kulturą Dalekiego Wschodu zaczęła eksperymentować z małymi kopertowymi topami i materiałami. Jej pomysły szybko ewoluowały i powstała sukienka kopertowa, którą w 1975 roku sprzedała w około pięciu milionach egzemplarzy!

To bardzo ciekawe. Nie miałam o tym pojęcia! A powiedz, z myślą o kim projektujesz swoje ubrania? O mamach karmiących?

Moje ubrania tworzone są z myślą o kobietach. Wiem, że to może banalne stwierdzenie, ale tak rzeczywiście jest. Jestem zwykłą kobietą i mamą. Nie jestem ideałem, nie mam wyglądu i aparycji wybiegowej modelki. Dlatego ważne jest dla mnie, by moje ubrania leżały dobrze na takich kobietach jak ja. Zwyczajnych, nieidealnych, pełnych niedoskonałości.

Dla naszych Czytelniczek Justyna przygotowała specjalny 10% rabat na zakupy hasło: mamopracuj, ważny do końca 31.08.2019 r.

Każda z nas jest inna i każda zasługuje na to, żeby wyglądać pięknie i czuć się komfortowo. Taka idea przyświeca mi w projektach. Stąd też wybór pierwszego kroju. Sukienka kopertowa to strój, który pasuje do każdego typu sylwetki. Dzięki wiązaniu sama decydujesz o głębokości dekoltu czy wysokości talii. To krój dla kobiet, które chcą się czuć kobietami. Nie wymaga wysiłku i nadaje się na każdą okazję. Pasuje do każdego miejsca na świecie i odpowiada potrzebom współczesnych kobiet.

Zależy mi na tym, żeby moje ubrania były nowoczesne, więc dużą inspiracją jest też dla mnie miasto. Lubię miejskie życie, więc inspiruje mnie architektura, kolory miasta, ulice, ludzie…. Połączenie nowoczesnych krojów z naturalnych materiałów, w których każda z nas może pokazać się w dowolnym miejscu miejskiej dżungli to dla mnie priorytet.

Jak docierasz do grupy odbiorców?

Na chwilę obecną pracuję nad zbudowaniem fajnej społeczności w social mediach. Prowadzę fanpage na Facebooku i oczywiście konto na Instagramie – zapraszam do odwiedzenia 😉. Ważne jest dla mnie, żeby dotrzeć nie tylko do osób zainteresowanych modą, ale także do mam karmiących piersią, bo stąd wywodzi się pomysł na odzież i do osób zainteresowanych ekologicznymi i przyjaznymi środowisku wyborami.

Na pewno moje kolejne działania będą opierały się na rozsądnej i ciekawej reklamie. Mam też nadzieję, że w jesiennej edycji targów branżowych np. krakowski Kiermash czy targi dla mamy i dziecka uda mi się pokazać swoje produkty. Wszystko jest jednak zależne od najmłodszej w rodzinie (śmiech).

Masz dwoje malutkich dzieci. Jak udaje ci się łączyć te dwie przestrzenie: zawodową i rodzinną?

Oczywiście nie jest lekko. Dziewczynki są na tyle małe, że wymagają ciągłej opieki i uwagi. Trudno wymagać od nich samodzielności, skoro jedna dopiero co przestała być noworodkiem… Myślę, że to kwestia motywacji i dobrej organizacji. Oczywiście nic na siłę, wbrew sobie czy ze szkodą dla dzieci lub rodziny. We wszystkim trzeba mieć umiar i trochę luzu.

Wierzę, żę trzeba dać sobie taką ewentualność, że nie wszystko zawsze idzie zgodnie z planem. Czasem tak po prostu bywa. Dla mnie to nie jest powód do stresu czy załamania, a motywacja do pracy i szukania sposobów na rozwiązanie danej trudności.

Mam jasno wytyczone cele i do nich dążę. Jasne jest, że nie jestem samowystarczalna i nieocenionym wsparciem jest dla mnie mój partner. To bardzo ważne, żeby mieć przy sobie kogoś, kto wesprze, zmotywuje, odciąży w jakichś obowiązkach lub czasem wykona coś za ciebie. Bez niego wiele rzeczy nie byłoby możliwych.

To prawda. A teraz jeszcze z tej „zawodowej beczki”: slow fashion czyli świadome podejście do mody to ostatnio prężnie rozwijający się trend. Co wyróżnia markę Just Slow na tym tle?

Moje ubrania mają nie być modne, bo moda jest chwilowa i ulotna. Chcę, żeby ubrania just.slow były uniwersalne i ponadczasowe. Żeby można je było włożyć zawsze i na wiele okazji, a także, żeby pasowały do innych rzeczy, które już się w szafie znajdują. Stąd wybór bardzo stonowanych i jednolitych kolorów.

Moje ubrania mają być stylowe i kobiece. Podkreślać nasze atuty i ukrywać to, co aktualnie chcemy ukryć (o ile chcemy, śmiech). Dlatego tak ważny jest dla mnie krój. Oczywiście ogromne znaczenie ma to, z czego są wykonane i dlatego do pierwszej kolekcji został użyty dość unikatowy materiał, jakim jest bambus. Wybór nie jest przypadkowy i został poprzedzony wnikliwym rozeznaniem na rynku odzieżowym i tekstylnym.

Wiem, że ważne jest dla ciebie działanie w zgodzie z troską o naszą planetę. Jak to przekłada się na twoją pracę?

W codziennym, domowym życiu staram się myśleć, co wybieram. Ograniczam zużycie środków chemicznych, zastępuję je naturalnymi. To samo tyczy się kosmetyków. Sięgam po te ekologiczne, na bazie naturalnych składników. Staram się wybierać to, co jest w szkle lub zupełnie bez opakowania, a jeżeli już w plastiku, to takim, który nadaje się do recyklingu.

Podobnie w pracy. Wykroje układane są w szwalni tak, aby zminimalizować ilość odpadków, ubrania pakowane są bez użycia folii czy plastikowych elementów. Kartoniki czy papier, w którym wysyłam ubrania pochodzą z recyklingu. Uprawy bambusa, z którego uszyte są ubrania są ekologiczne, bo bambus rośnie szybko i nie wymaga kompletnie używania pestycydów. A sama tkanina jest niezwykle wytrzymała, dzięki czemu będzie długo służyła. To są małe, ale myślę, że dobre wybory, którymi mogę się przysłużyć naszej planecie.

Jasne, kropla drąży skałę! A powiedz, gdyby ktoś chciał coś przymierzyć, zobaczyć, dotknąć… można was spotkać stacjonarnie?

Marzę o swoim butiku i wierzę, że kiedyś będę mogła do niego zapraszać, ale na razie moje ubrania można jednak już teraz zobaczyć stacjonarnie w concept store FREEDOM w Krakowie, przy ulicy Parkowej 1. Serdecznie zapraszam wszystkich z Krakowa i nie tylko do odwiedzenia tego zaczarowanego miejsca. Na pewno będę szukała kolejnych miejsc, w innych miastach, które pozwolą na stacjonarną sprzedaż.

W jakim kierunku chciałabyś rozwijać markę?

Chciałabym zachować autentyczność i spójność marki. To, co tworzę jest w 100% zgodne ze mną i moim gustem. Zależy mi, żeby tak pozostało. Na pewno chciałabym mieć większą liczbę modeli, poszerzyć asortyment o dzianiny, np. swetry czy kardigany z bambusowej przędzy, a także w przyszłości o dodatki, które mogłyby być świetnym uzupełnieniem czy dopełnieniem tak prostych ubrań.

Niemniej jednak dalszy rozwój marki pod kątem kreacji, dalej widzę w takim minimalistycznym wydaniu, bo to mi w duszy gra. Interesują mnie też ekologiczne i nietypowe materiały, np. te tkane z przędzy konopnej czy pokrzywy. Jak już wcześniej wspomniałam na liście marzeń jest też własne miejsce, własny butik z ubraniami, ale do tego jeszcze daleka droga…

Co czujesz, gdy spotykasz na ulicy dziewczynę w sukience od Just Slow?

To wspaniałe uczucie, zobaczyć kogoś w ubraniu swojego projektu. Odbieram to jako nagrodę za moją pracę i potwierdzenie, że nie poszła na marne. Czuję się dowartościowana i mam apetyt na więcej.

Moja ostania klientka wybrała sukienkę w kolorze ecru na swój ślub cywilny… nie ukrywam, że wspaniale było „towarzyszyć” jej w tak wyjątkowym dniu.

Gdzie widzisz się za dwa-trzy lata?

Chciałabym robić nadal to, co kocham, co mnie interesuje, czyli tworzyć swoją markę odzieżową i być związana z branżą mody. Chciałabym się rozwijać w tym kierunku i poszerzać swoją wiedzę z zakresu konstrukcji odzieży, materiałoznawstwa, a także psychologii i marketingu mody. Chciałabym poszerzać swoją ofertę o kolejne, ekologiczne i nietypowe materiały. Krokiem rozwoju dla firmy z pewnością będą zagraniczne rynki sprzedaży i to też jest cel na mojej liście. Niemniej jednak, najważniejsza jest rodzina i za dwa-trzy lata, chciałabym nadal mieć dla niej czas i to jest mój priorytet.

Czym jest dla ciebie sukces?

Sukces nie ma dla mnie wymiaru materialnego. Sukces jest dla mnie uczuciem spełnienia i radości. Spokojem ducha i satysfakcją, że każdego dnia można się realizować i robić to, co się lubi, tak jak się lubi. To uczucie stabilizacji i komfortu psychicznego dzięki pracy, którą dobrze wykonałam i która znalazła grupę odbiorczą.

Co powiedziałabyś młodej mamie, które ma marzenie, ale nie bardzo wie, jak zacząć?

Żeby się nie bała. Żeby marzyła i realizowała marzenia. Żeby szukała wsparcia i pomocy w dążeniu do celu, bo znajdzie je zawsze. Mamy teraz naprawdę duże możliwości zarówno zmiany ścieżki zawodowej, jak i próbowania sił we własnym biznesie. Jest wiele miejsc, w których możemy się dokształcić, wyszkolić czy przebranżowić. Podobnie z możliwościami pozyskania środków na biznes.

Nie należy się obawiać, że się nie uda, że się nie da rady… bo kto jak nie my? Kobiety-mamy 🙂 Myślę też, że najlepszym wsparciem i motywacją jesteśmy same dla siebie, dlatego warto szukać i gromadzić wokół siebie takie kobiety, które próbują. Które się nie poddają i realizują swoje marzenia. One są dla nas najlepszym przykładem i pokazują, którędy można iść.

Dziękuję za rozmowę i życzę ci powodzenia w realizacji marzeń!

Dziękuję!

Zapraszamy na zakupy ze specjalnym 10% rabatem! Hasło: mamopracuj, ważny do końca 31.08.2019 r.

Zdjęcie główne i rodzinne: archiwum prywatne Justyny; zdjęcia z sesji: Anna Bąk Kolory Studio Fotografii

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kałużna
Spełniająca się żona, mama urwisa i urwiski, przedsiębiorca, redaktorka, muzyk. Z wykształcenia rosjoznawczyni i wokalistka. Ostatnio odkryłam, że artystyczną pasję można realizować... piekąc torty! Kocham słowo pisane, dobrą kuchnię, podróże w nieznane i letnie burze. I mocno wierzę w to, że samorealizacja ma wiele odsłon, często równolegle występujących.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail