Czego szukasz

Na etacie już się napracowałam, teraz wolę pracować na siebie

Kinga Drążek bardzo chciała uwieczniać wszystkie pierwsze chwile swojej córeczki. Tak się zaczęła jej przygoda z fotografią. Ukończyła kursy Akademii Fotografii Dziecięcej i od prawie roku prowadzi własną działalność. – Kinga podkreśla, że – na etacie już wystarczająco dużo się napracowałam. Teraz wolę pracować na siebie i spełniać moje marzenia, w których pasja fotografii, to już nie tylko pasja, ale i zawód. Poznaj kolejną historię sukcesu mamy po kursach Akademii Fotografii Dziecięcej.

  • Ewa Moskalik - Pieper - 07/06/2019
Kinga Drążek z córeczką

Kingo, w ubiegłym roku, pierwszego dnia wiosny otrzymałaś tytuł Akredytowanego Fotografa Dziecięcego Akademii Fotografii Dziecięcej. Jakie to uczucie?

To była dla mnie ogromna niespodzianka. Czekałam i czekałam na tę wieść, ale nie nadchodziła. W pewnym momencie przestałam wierzyć, że kiedykolwiek uda mi się otrzymać Akredytację. Pamiętam, że w tym dniu moje Córeczki były chore i byłam z nimi u lekarza. Wróciłam do domu i zobaczyłam, że pod jednym ze zdjęć Akademia Fotografii Dziecięcej napisała: „Gratulacje!”.

Ucieszyłam się, ale musiałam wrócić do swoich obowiązków. Dopiero w momencie jak mój telefon zaczął bez przerwy wibrować i wydawać dziwne odgłosy, zrozumiałam się, że coś się stało. … i dopiero wtedy odebrałam maila z Akademii odnośnie Akredytacji. To było cudowne uczucie. Wprost nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. Akredytacja przyszła do mnie niespodziewanie, tak jak wiosna …

Ile czasu Ci zajęło nauczenie się fotografii i osiągnięcie takiego poziomu wiedzy i umiejętności jaki posiadasz teraz? Ile kursów musiałaś odbyć?

Swoją przygodę w Akademii Fotografii Dziecięcej zaczęłam standardowo od kursu: „Wprowadzenie do Fotografii Dziecięcej”. Potem była „Fotografia część I”, „Sekrety fotografowania emocji”, „Fotografia część II”, „Obróbka w Lightroom”. Następnie uczestniczyłam w „Warsztatach Mistrzowskich”, które prowadził Michał Węgrzynowski.

Podczas nich zdecydowałam się, by zacząć swoją przygodę z Uniwersytetem Fotografii Dziecięcej. … i właśnie w tym momencie moje patrzenie i postrzeganie fotografii zmieniło się o 180 stopni. Miałam wrażenie, że „klapki” opadły z moich oczu. To był dla mnie pierwszy przełom, po którym moje fotografie nabrały głębi.

Podczas trwania I semestru Uniwersytetu zrobiłam jeszcze kurs „Planeta Photoshop”. Natomiast swoją naukę w Akademii zakończyłam na II semestrze Uniwersytetu.

Prowadzisz własną działalność fotograficzną. Od kiedy jesteś samodzielnym przedsiębiorcą? Jakie były początki?

Dokładnie w Dzień Dziecka mija rok, odkąd prowadzę swoją działalność. Moje Lawendowe FotoStudio.

Bardzo bałam się początków. Najtrudniejsze było dla mnie zrozumieć fakt, że dobre fotografie się same nie obronią, że dobre fotografie bez dobrego marketingu nie sprawią, że będę miała Klientów.

Mieszkam w Rybniku na Śląsku, w którym jest sporo fotografów dziecięcych … i właśnie wyjście z cienia było dla mnie najtrudniejsze. Wcześniej było można oglądać moje prace na wystawach i na różnych konkursach, ale jednak skierowanie się z ofertą do konkretnego Klienta sprawiło mi największą trudność. Na wszystko potrzeba czasu i niektórych czynności nie idzie przeskoczyć.

Wchodząc na Twoją stronę widać ogromną pasję i nie tylko zdjęcia oddają ten stan, ale również to, w jaki sposób opowiadasz o fotografii. Napisałaś, że w fotografii „jesteś zakochana po uszy”. Co takiego jest w tym zawodzie?

Dlaczego jestem zakochana w mojej pracy? Gdyż kocham ludzi, kocham ich poznawać, a także słuchać ich historii. Jednym z moich marzeń jest sprawiać, by każda osoba, która mnie odwiedziła mogła patrzeć na swoje fotografie i do nich nie raz, nie dwa, ale systematycznie wracać i wspominać.

Odwiedzają mnie osoby czasem niesamowicie do mnie podobne, a czasem całkowicie odmienne. Pracując na etacie nie byłabym w stanie móc ich wszystkich poznać. Opowiadając moim klientom o sobie zawsze mówię, że na etacie już wystarczająco dużo się napracowałam. Teraz wolę pracować na siebie i spełniać moje marzenia, w których pasja fotografii, to już nie tylko pasja, ale i zawód.

Ulubiona sesja, taka do której wracasz myślami?

… oj było ich dużo, ale jedna szczególnie w mojej pamięci wyryła ślad. To była sesja nie dla klientów, chciałam spełnić swoją artystyczną wizję. Zamarzyło mi się odwiedzenie bardzo starego, zabytkowego już budynku, który przeznaczony jest do modernizacji. Wspólnie z mężem i znajomymi umówiliśmy się na konkretny termin. Wszystko miało być dopięte na ostatni guzik.

Odbierając klucze ze Straży Miejskiej, okazało się, że jednak tych kluczy nie dostanę. Musiałam wszystko przełożyć i prosić jednocześnie Prezydenta Miasta Rybnik o pozwolenie na wejście. Udało mi się wszystko załatwić w ciągu tygodnia. Znalazłam również dziewczynę, która zgodziła się wejść z nami, w zamian za wykonane zdjęcia.

Dzień przed zdjęciami miałam z nią kontakt, ale w dniu sesji wszystko zaczęło się psuć. Rano odebrałam klucze i trzymając je w torebce czułam niepokój. Była godzina 15:30 i już miałam jechać na umówione spotkanie, ale pech chciał, że modelka nie odbierała już ode mnie telefonu.

W ekspresowym tempie przebrałam moją najstarszą córeczkę Paulinkę, spakowałyśmy się i pojechałyśmy przed budynek. Było mi przykro, że ktoś w tak głupi sposób ze mnie zadrwił, ale jednocześnie wiedziałam, że tak wspaniałej modelki, jak moja córeczka nigdzie bym nie znalazła i z nikim tak dobrze jak z nią nie będzie mi się współpracować. Zdjęcia wyszły pięknie i w późniejszym czasie chciałabym zrobić z nich wystawę.

Jesteś żoną Damiana i mamą trzech dziewczynek. Swój pierwszy kurs w Akademii musiałaś przełożyć, bo okazało się, że jesteś w ciąży bliźniaczej. Jak z trójką dzieci (w tym bliźniaczki :)) udało Ci się realizować naukę w Akademii Fotografii Dziecięcej? Jak organizowałaś sobie czas?

Swój pierwszy kurs w Akademii Fotografii Dziecięcej musiałam odłożyć w czasie, bo nie zdążyłabym go ukończyć przed rozwiązaniem ciąży. Moje dziewczynki nie były śpiochami. Nigdy nie zapomnę tego czasu jak w nocy lulałam Zuzię na rękach, a drugą ręką bujałam wózkiem, w którym leżała Alusia i by nie zasnąć czytałam poszczególne rozdziały kursów Akademii.

Fotografia i pochłanianie wiedzy trzymało mnie na nogach, by w nocy nie zasnąć z dziećmi na rękach, a potrafiły się budzić dziesiątki razy. W nocy czytałam, a w dzień podczas zabawy robiłam im zdjęcia, by potem móc je wysłać jako prace domowe.

Jak wygląda dzisiaj Twój dzień pracy?

O godzinie 8:00 dziewczynki zaczynają przedszkole. Najstarsza Paulinka je uwielbia, ale bliźniaczki Ala i Zuzia najchętniej zostałyby ze mną cały dzień. Jak dziewczynki są w przedszkolu, to ja albo robię zdjęcia, albo na komputerze je obrabiam. O 14:00 odbieram moje bąble z przedszkola i jeśli nie mam w tym dniu już żadnej sesji, to bawimy się wspólnie, albo odwiedzamy ciekawe miejsca.

Dziewczynki około 20 idą spać, a ja wtedy znów siadam przed komputerem i obrabiam zdjęcia. Kładę się do łóżka około 1 w nocy. Teraz w sezonie komunijnym koło 3, po to by rano wstać i znów zacząć dzień z uśmiechem na twarzy.

Za co cenisz sobie jeszcze naukę w Akademii?

Za przyjaźnie. Dzięki Akademii Fotografii Dziecięcej poznałam wspaniałe fotografki, które również tak jak ja są mamami, a które chciały robić coraz lepsze zdjęcia. To one nie raz, nie dwa mnie motywowały i sprawiały, że warto iść dalej. Praca fotografa, to nie tylko piękne chwile. Doświadczyłam również tych smutnych, ale w Akademii miałam wsparcie. Nigdy nie zapomnę słów Michała, założyciela Akademii, by zawsze iść z podniesioną głową i właśnie tego uczyć dzieci.

Twoje prace były już wielokrotnie nagradzane. Z czego jesteś dzisiaj najbardziej dumna?

Każda nagroda była dla mnie ważna, bez względu na to, czy był to konkurs regionalny, ogólnopolski, czy międzynarodowy. Każde opublikowane zdjęcie wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Tak samo z wystawami, dla mnie nie ma znaczenia, czy moje zdjęcia „wiszą” w Rybniku, czy w odległym Amsterdamie. Każdy nagroda cieszy, każdy mały sukces cieszy. A jak to mówią małymi kroczkami i do przodu.

Co powiedziałabyś innym kobietom, mamom, które dzisiaj szukają pomysłu na siebie. Marzą o własnej działalności. Jak zmotywowałabyś je do działania?

Grunt, to znaleźć coś, co się lubi, swoją pasję, swój pomysł na życie. Gdy robimy, to co kochamy, to nawet nieprzespane nocy i zmęczenie sprawiają, że chce się iść do przodu. Nie warto rozpamiętywać przeszłości, ale warto małymi kroczkami iść do przodu.

Dziękuję Ci za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcie główne: Małgorzata Domagała

Pozostałe zdjęcia: Kinga Drążek Lawendowe FotoStudio

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Zastrzeganie marki. Co warto o tym wiedzieć?

Na czym polega prawna ochrona znaku towarowego? Jakie wybrać logo? Gdzie można uzyskać pomoc przy przejściu przez procedury w Urzędzie Patentowym? Dowiesz się tego z poniższego wpisu.
  • Jagoda Jasińska - 07/11/2019
widok z góry na stół z laptopem, kawą, notatnikiem, okularami

Ochrona prawna znaku towarowego – na czym polega?

Rejestrując znak towarowy, za który uznawany jest nazwa oraz wszystko, co pozwala na identyfikację firmy, odbywa się w urzędzie patentowym. Aby przygotować wniosek, który zostanie zaakceptowany przez urzędników, niezbędna jest jednak odpowiednia wiedza z zakresu prawa autorskiego oraz procedur. Osoby, które do tej pory nie miały z nimi styczności, mogą mieć spore problemy z dopełnieniem wszystkich formalności i zapewnieniem sobie pozytywnego rozpatrzenia wniosku.

Ochrona marki firmy – samo logo czy logo z nazwą?

Jedną z najczęstszych wątpliwości dotykających przedsiębiorców rejestrujących markę jest wybór między jedną z dwóch opcji – ochroną prawną samego logo, czy też dotyczącą także jej nazwy. W większości przypadków wystarczy tylko zastrzeżenie logotypu.

Zdarza się jednak, że ten nie zawiera nazwy przedsiębiorstwa. W takiej sytuacji niezbędne będzie też zastrzeżenie określonych słów w danym kontekście – przede wszystkim w treściach dotyczących branży, w której działa firma. Wyjątek stanowią nazwy będące słowem stworzonym na potrzeby nazwy – na przykład Budopol, Meblex i tym podobne.

Zastrzeżenie znaku towarowego – kto pomoże w tym zadaniu?

Jak już wspomnieliśmy, złożenie wniosku oraz przejście wszystkich procedur w urzędzie patentowym nie jest łatwe i wymaga specjalistycznej wiedzy. Dlatego zastrzeganie marki warto powierzyć fachowcowi. Najlepiej będzie, jeśli w tym celu wybierzemy się do kancelarii rzecznika patentowego.

Stawiając na pomoc sprawdzonego i posiadającego niezbędne certyfikaty oraz uprawnienia specjalisty, możemy być pewni, że wszystkie najważniejsze elementy wizerunku naszej firmy zyskają odpowiednią ochronę przed ich wykorzystaniem przez konkurencyjne przedsiębiorstwa.

Artykuł powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: Pixabay

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Jagoda Jasińska

Prowadzę firmę odzieżową – historia Natalii

- To, że zostałam wyróżniona w konkursie "Stań na własnych nogach" niesamowicie podbudowało moją pewność siebie, wiarę w to co robię - mówi Natalia, mama, założycielka firmy odzieżowej, finalistka konkursu Stań na własnych nogach. Przeczytaj jej wyjątkową historię!
  • Joanna Gotfryd - 30/10/2019
Natalia Hulbój, właścicielka firmy Go For Colors z synkiem

Konkurs „Stań na własnych nogach”

W czerwcu 2019 organizowałyśmy wspólnie z Rossmann Polska konkurs, Stań na własnych nogach, do którego zaprosiliśmy wszystkie przedsiębiorcze kobiety. Pula nagród w tym konkursie wynosiła aż 60 tysięcy złotych!

Wkrótce przedstawimy Wam kolejne historie przedsiębiorczych mam, które zgłosiły się do konkursu. Jedną już mogłyście poznać:

Kosmetyki naturalne bez ulepszania – pomysł na biznes Dominiki

W finale konkursu znalazło się aż 50 fantastycznych prac i projektów. Oto jedna z nich. Przeczytajcie historię Natalii, która tworzy wyjątkowe ubrania Go for Colors.

Natalia, jaki jest Twój pomysł na biznes i od czego wszystko się zaczęło?

Od ponad roku prowadzę firmę Go for Colors z nietuzinkową, kolorową odzieżą damską i dziecięcą. Szycie „zagościło” w moim życiu dość późno, jednak odkąd pamiętam zawsze lubiłam tworzyć coś własnoręcznie, uwielbiałam wszystkie serie DIY 🙂

Kiedy dowiedziałam się, że zostanę mamą, postanowiłam, że swojemu synkowi uszyję piękną, kolorową wyprawkę. Niestety los okazał się okrutny. Otrzymaliśmy diagnozę, że nasz synek ma bardzo ciężką wadę serca. Badania, kontrole, przygotowywanie się na to co może być, niepewność, ale też wielka nadzieja. Jaś urodził się w dobrym stanie, przeszedł dwie operacje. Drugiej nie przeżył…

Zmarł w wieku 9 miesięcy. Był to ogromny cios, dla mnie, mojego męża, całej naszej rodziny. Jest to tragedia, którą nadal przeżywamy, ale nauczyliśmy się z tym bólem jakoś żyć.

Po śmierci Jasia nie widziałam sensu w niczym, nie mogłam się pozbierać. Ciężko planować i mówić o jakichkolwiek marzeniach, po takiej tragedii. Ciężko funkcjonować.

Natalia Hulbój

Pewnego dnia mój mąż sprezentował mi maszynę do szycia. Zaczęłam się uczyć szyć, były to proste rzeczy, musiałam po prostu zająć czymś głowę i ręce. Po jakimś czasie postanowiłam, że zapiszę się na kurs kroju i szycia. Aby wyjść z domu. Po prostu. Mieć jakiś powód, by wyjść do ludzi. W międzyczasie podjęłam nową pracę.

Tak mijały dni, tygodnie, miesiące. Aż urodził się mój kochany drugi synek Szymuś. Moje Słońce, moja Inspiracja. Szyłam dla niego malutkie ciuszki, akcesoria. Po jakimś czasie zaczęłam robić zdjęcia tych rzeczy, wstawiać na swój fb profil. Pojawiły się pozytywne komentarze, zapytania o cenę. Zaczęłam interesować się dotacją z UP: jakie są kryteria, ile można uzyskać dofinansowania itp.

Złożyłam wniosek i dostałam pieniądze na rozpoczęcie działalności.
Poszłam jak to się mówi „na żywioł” 🙂 stwierdziłam, że teraz albo nigdy. To moja historia w dość dużym skrócie. Jestem dopiero na początku swej drogi, wiele jeszcze przede mną.

Co dał Ci udział w konkursie „Stań na własnych nogach”? Co zmienił w Twoim życiu?

To, że zostałam wyróżniona w konkursie „Stań na własnych nogach”, niesamowicie podbudowało moją pewność siebie, wiarę w to co robię. Spośród tylu zgłoszeń moje prace zostały dostrzeżone. Był to dla mnie dość duży szok. Otrzymałam też wiele wsparcia od bliskich i obcych ludzi. Pozytywne komentarze, kciuki i oczywiście … głosy.

Jak planujesz wykorzystać to doświadczenie w przyszłości? Jakie kolejne kroki planujesz zrobić?

Pomimo tego, że nie udało się zdobyć nagrody, to właśnie wsparcie od innych osób bardzo mnie podbudowało. Teraz mam w planach przede wszystkim udział w pierwszych w moim życiu targach dziecięcych. Bardzo się stresuję całym tym przedsięwzięciem, ale mam nadzieję, że będzie dobrze 🙂

Oczywiście planuję dalszy rozwój, pozyskiwanie nowych klientów, wprowadzanie nowych produktów. Marzy mi się sklep stacjonarny lub partner biznesowy, który moje produkty będzie chciał sprzedawać w swoim sklepie 🙂

Natalia Hulbój

Co powiedziałabyś mamom, kobietom, które planują założyć własną firmę?

Że będą chwile radości, ale też smutku, strachu i rozgoryczenia. Nie będę owijać w bawełnę, że własna firma to bułka z masłem. Tak nie jest. Jest ciężko, ale warto. Tak myślę. Według mnie trzeba mieć wsparcie bliskich. Nie ukrywam, że ja takie wsparcie mam. W mężu. W rodzinie. Naprawdę jest to nieocenione. Będę to zawsze podkreślać. I bardzo, bardzo z tego miejsca dziękuję im za wszystko.

Drogie Mamy – pomimo problemów, jakie na pewno się pojawią, myślę, że warto próbować. Warto marzyć, realizować swoje pomysły 🙂 I liczyć – prowadzić budżet firmowy 🙂 to też bardzo, bardzo ważne 🙂
Pozdrawiam wszystkie Przedsiębiorcze Mamy!

Jeśli lubisz czytać inspirujące historie mam, zajrzyj też tutaj:

Po każdej burzy wychodzi słońce – historia Doroty, która tworzy wianki

Godzę obie role – mamy i pracownika – historia Agnieszki z Irlandii

Jestem dla siebie sterem, żeglarzem i okrętem

Przestaję wierzyć, że kiedyś „wyjdę do ludzi”…

Zdjęcia: własność Natalii

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail