Czego szukasz

Mama bliźniaków pracuje zdalnie – historia Agnieszki, wirtualnej asystentki

Agnieszka Kowalska jest mamą 4,5-letnich chłopców. Kiedy chłopcy zaczynając przygodę ze żłobkiem ciągle łapali przeziębienia, Agnieszka wiedziała, że nie może pracować na etacie od 8 do 16. Znalazła sposób na siebie. Wzięła udział w kursie on-line Wirtualna Asystentka & Social Media Ninja i ciągle inwestuje w swój rozwój. Pracuje z domu, choć nie ukrywa, że łączenie wielu ról jest trudne. Sprawdź, czy takie rozwiązanie sprawdzi się również w Twoim przypadku?

  • Joanna Gotfryd - 05/05/2020
Agnieszka Kowalska

Jeśli chcesz zdobyć nowy zawód, by móc pracować zdalnie – sprawdź szczegóły kursów:

Podając kod rabatowy mamopracuj dostaniesz 5% zniżki na kurs i równocześnie wesprzesz działania naszego portalu!

Najbliższe edycje startują już wkrótce i jest tylko kilkanaście miejsc!

Agnieszko, od kilku miesięcy pracujesz jako wirtualna asystentka. Co skłoniło Cię do zmiany i nauki nowego zawodu?

Wcześniej pracowałam w biurze, zajmowałam się obsługą wpłat w jednej z największych ubezpieczalni w Polsce. Obsługiwałam klienta zdalnie, odpisywałam na e-maile, odbierałam telefony, robiłam przelewy. Nie byłam raczej typowym korpoludkiem, zawsze starałam się dostosować sytuację do potrzeb klienta. Ta praca wymagała ode mnie dużej spostrzegawczości i resreachu. Pomimo, iż pracowałam z konkretnego miejsca (przychodziłam do biura w Lesznie), śmiało mogę powiedzieć, że miało to namiastkę pracy zdalnej.

W tym czasie dowiedziałam się ze zostanę mamą, jak się później okazało, podwójną mama (bliźniaczą) Bartosza i Konrada. Ciążę znosiłam bardzo źle, od samego początku musiałam leżeć i kilka razy odwiedziłam szpital. Potem urlop macierzyński i rodzicielski, w czasie którego zaczęłam szukać alternatywy dla siebie. Pamiętam, że trafiłam do grupy Szczęśliwe w Biznesie i tam właśnie dowiedziałam się o możliwości pracy zdalnej, którą wcześniej kojarzyłam raczej z mlm (marketing wielopoziomowy – multilevelmarketing).

Po nitce do kłębka dotarłam do grupy wirtualnych asystentek. Na początku byłam bardziej obserwatorem niż uczestnikiem. Po zakończonym „urlopie” wróciłam do pracy, a chłopcy poszli do żłobka. Niestety, jak w większości przypadków dzieci żłobkowych, chłopcy często chorowali, więcej ich nie było w żłobku, co uniemożliwiało mi jakąkolwiek pracę. Szukałam alternatywy dla tej trudnej sytuacji. Oczywiście nie zrezygnowaliśmy ze żłobka, chciałam, aby chłopcy byli wśród dzieci, a ja chciałam się realizować.

Wtedy zdecydowałaś się na udział w kursie on-line Wirtualna Asystentka & Social Media Ninja. Co dał Ci udział w kursie?

Kurs był kolejnym etapem zmiany w moim życiu. Dowiedziałam się jak poruszać się w świecie wirtualnym. Poznałam narzędzia, możliwości i różne drogi rozwoju. Kurs był początkiem do dalszego doskonalenia się i pracy własnej.

Kurs w 100% sfinansowałaś z dotacji z urzędu pracy – czy trudno było dostać taką dotację? Czym przekonałaś urzędników, żeby Ci ją przyznali? Pytam o to, bo wiem, że nie zawsze urzędy są przychylne kursom on-line.

Nie ukrywam, że łączenie tylu ról jest trudne, staram się jednak wybierać priorytety, tworzyć listy zadań. W rawickim urzędzie pracy nie było dużego problemu z pozyskaniem dotacji. Zgłosiłam chęć wzięcia udziału w kursie i dowiedziałam się, że muszę zadeklarować otwarcie działalności – tak też zrobiłam, chociaż nie od razu. Działalność prowadzę od października 2018 r., wcześniej wystawiałam faktury za pomocą platformy useme.

Jeżeli chcesz dostać dotacje, musisz pójść i porozmawiać z urzędnikiem, dopytać, jakie są wymagania i czy jesteś w stanie je spełnić. Oprócz samej dotacji dostałam też stypendium, więc korzyść była podwójna.

Agnieszko, gdzie szukałaś swoich pierwszych zleceń, jak zdobyłaś pierwszych klientów?

Może to zabrzmieć dziwnie, ale ja rzadko szukałam klientów. Zazwyczaj to klienci znajdowali mnie. Jestem ekstrawertykiem, kocham rozmawiać z ludźmi. Moje podejście do ludzi przyciąga konkretnych klientów. Od razu mówię w czym się specjalizuję i jakich zleceń nie przyjmuję.

W pracy wirtualnej asystentki najważniejsze są relacje i kontakt z drugim człowiekiem. Ale wiem, że to co sprawdza się u mnie, nie musi sprowadzić się u ciebie, warto poszukiwać swojej drogi

Czym Ty zajmujesz się na co dzień i jaka jest Twoja główna specjalizacja w zawodzie wirtualnej asystentki?

Obecnie wspieram firmy głównie w prowadzeniu social mediów, śmiało mogę powiedzieć, że przechylam się bardziej w kierunku Social Media Managera, mimo, iż zakres mojej oferty i obowiązków jest dosyć szeroki.

Chcę w 2019 zajmować się głównie tworzeniem strategii marketingowej, generowaniem pomysłów i doradztwie. Jestem uzależniona od nowinek technologicznych, uważam że potencjał social mediów jest na tyle duży, że klienci powinni wiedzieć jak i kiedy docierać do swoich odbiorców.

I wcale nie mówię wyłącznie o Facebooku. Stąd mój kolejny krok jakim są studia Social Media Manager z Rahimem Black, Joanną Ceplin, Danielem Bossy, itd… Jak się uczyć to od praktyków.

Agnieszko, Twoi chłopcy mają już 4,5 roku, a Ty rozwijasz własną firmę. Jak to wygląda w praktyce, na co dzień u Ciebie?

Mój dzień jest bardzo zależny od tego, czy chłopcy są w przedszkolu, czy nie. Mam duże wsparcie w mężu i moich rodzicach i mamie męża. Zajmują się chłopcami, gdy jest taka możliwość.A kiedy pracuję? Kiedy mam na to czas.

W ciągu dwóch lat moja firma przechodziła różne etapy, miałam już moment w którym chciałam zrezygnować. Nie ukrywam, że miałam też swoją asystentkę. Ze względu na kryzys na rynku, także ja straciłam klientów, którzy byli moimi klientami strategicznymi. Nie poddałam się jednak i w tej chwili mam kilku nowych klientów, których wspieram głównie w zakresie szeroko rozumianego marketingu.

Nie będę ukrywać, że jest łatwo, bo nie jest. Ten typ pracy jest wymagający, tak samo, jak moi synowie, których jest wszędzie pełno. Obecnie planuję, wrócić do pracy ze wsparciem mojej asystentki, wiem że jakość świadczonych usług jest tak samo ważny , jak bezpieczeństwo moich synów. Moja firma też rozwinęła się w kierunku doradztwa marketingowego.

Oprócz tego, że jesteś mamą, wirtualną asystentką jesteś osobą niezwykle aktywną, jak to robisz?

Od początku bycia mamą miałam wyzwania. Chłopcy to moje pierwsze dzieci i od razu dostałam ich dwóch. Musiałam dostosować się do sytuacji. W tym przypadku pomogła mi dobra organizacja, którą stosuję także w swojej pracy.

Nie ukrywam, że łączenie tylu ról jest trudne, staram się jednak wybierać priorytety, tworzyć listy zadań. W kuchni mamy dużą tablicę, na której planujemy swój czas, wyznaczamy obowiązki lub po prostu komunikujemy się.

Co powiedziałabyś sobie samej sprzed roku lub mamom, które chciałyby pracować zdalnie, ale nie wiedza, czy znajdą zlecenia, czy warto inwestować w naukę?

Zawsze warto inwestować w siebie, obecnie główne koszty mojej działalności to studia, kursy i książki. Lubię poznawać nowości, kreować, zmieniać i dopasowywać do konkretnej branży.

Co bym powiedziała sobie z przed roku? Hmm… zanim otworzysz działalność zrób dobrą strategię, sprawdź jakie talenty już posiadasz, co możesz zaoferować innym i komu może przydać się twoja wiedza. I pamiętaj, że liczby są ważne dla firmy. Pamiętaj, że firma to nie praca, ma przynosić zysk,a nie wpędzać cię w poczucie winy.

Dziękuję Ci za rozmowę.

Strona Agnieszki: Pracownik z pasją

Zdjęcia: Prywatne archiwum Agnieszki

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.

Nie będzie już lepszej okazji, żeby zacząć działać dla siebie – Mamy kupują u Mam

"Koronawirus zamknął nas wszystkich w domach, a więc to jest ten czas, kiedy możemy posłuchać samych siebie, własnych myśli i własnego ciała. Nie będzie już lepszej okazji, żeby zacząć działać dla siebie". O swojej firmie i dość zabawnych jej początkach opowiada Sylwia Wacławek, która zgłosiła się do naszej akcji #MamyKupująUMam.
  • Listy do Redakcji - 21/05/2020
Sylwia Wacławek

Sylwia Wacławek zgłosiła się do naszej akcji Mamy kupują u Mam. Przeczytaj czym się zajmuje, jaką prowadzi działalność i jak sobie teraz radzi!

Szeroko się uśmiechnęłam widząc Waszą nową akcję Mamy kupują u Mam i wspominając jednocześnie zeszłoroczną – Stań na własnych nogach – moje pościele znalazły się w 50-tce laureatów. Pomyślałam, że i tym razem skorzystam z dobrodziejstw, które proponujecie… albo po prostu opowiem Wam swoją historię (jak dla mnie nawet trochę zabawną)

Trochę wtedy było zamieszania artykułem o mojej firmie. 😉 Najpierw czekał w kolejce na publikacje, później wkradła się błędna informacja, że produkuję naturalne kosmetyki. 🙂

Przeczytaj także: Szyję lniane pościele dla dzieci

Ha… i w momencie kiedy skończyłam czytać całość, naszła mnie pewna myśl. W sumie to dlaczego miałabym nie sprzedawać naturalnych kosmetyków? Przecież jest to bliska memu sercu idea – świetnie wpisująca w otaczanie się naturą i szycie lnianej pościeli – biodegradowalnej i niebielonej chemicznie.

Oto natura

I tak od Oto Len z konkursu, powstał sklep Oto Natura, który w swojej ofercie ma sporo naturalnych kosmetyków, środków czystości, akcesoriów itp.

Jednak, jak to często bywa, każdy kto kocha naturę i środowisko, zakochuje się również w jodze. 🙂 To jakaś dziwna zależność, ale niezwykle często spotykana. 🙂 Oczywiście też się zakochałam!

Tak więc, do mojej naturalnej oferty dołączyły również wałki do jogi i poduszki do medytacji wypełnione ekologiczną łuską gryki.

Jeśli chcesz być na bieżąco z innymi historiami kobiet, zapisz się na nasz newsletter!

Godzina zero

Oficjalnie sklep wystartował niedawno, bo sporo czasu zajęło mi znalezienie odpowiedniego dostawcy materiałów, tworzenie grafik, opisów i wszystkich formalności, które są niezbędne do prowadzenia sklepu internetowego.

Wybiła godzina zero, a ja zamiast z entuzjazmem otwierać sklep, słyszę w wiadomościach, że pandemia koronawirusa sponiewiera cały świat. Przez moment żałowałam swoich naiwnych decyzji i wyobrażeń o własnym biznesie. Byłam na siebie zła, że nie potrafię poskromić swoich marzeń i pcham się tam, gdzie widocznie nie ma dla mnie miejsca.

No nic, jednak należę do osób, które umieją skakać, więc wszystkie „kłody” pod nogami nie są mi straszne – pomyślałam. I oczywiście…

Sposób na kwarantannę

Pierwsze zamówienie jakie znalazło się w koszyku to był wałek do jogi. Drugie – poduszka do medytacji. O zgrozo, jakie było moje zdziwienie. A przecież ta kategoria miała być tylko dodatkiem w moim sklepie.

I w końcu do mnie dotarło. Koronawirus zamknął nas wszystkich w domach, a więc to jest ten czas, kiedy możemy posłuchać samych siebie, własnych myśli i własnego ciała. Nie będzie już lepszej okazji, żeby zacząć działać dla siebie.

Przecież przeważnie po prostu brakuje nam odpowiedniej motywacji, ale tym razem nikt nie szukał wymówek. Ba, wszyscy szukali sposobu na domową kwarantannę.

Naturalnie, maty poszły w ruch w nie jednym domu, a wraz z nimi w sporej części w/w wałki do jogi i poduszki do medytacji.

Przeczytaj także: Tworzymy rękodzieło użytkowe w stempelkach – Mamy kupują u Mam

Mimo moich wielu obaw, działamy

A sklep okazał się strzałem w dziesiątkę. Oprócz tego, że sprawnie działa, mam ogromną satysfakcję z tego, że mogę realnie pomóc wszystkim tym, którzy zostali w domu. Wszystkim tym, których ten czas przytłacza, wszystkim którzy już dawno próbowali zrobić coś dla siebie, ale ciągle to odkładali.

Dzięki temu, że sprawnie realizujemy swoje wysyłki, nasi klienci, którzy dziś chcieli zacząć ćwiczyć jogę, następnego dnia mieli niezbędny sprzęt u siebie.

Co więcej, odezwało się do nas mnóstwo szkół jogi, które z wiadomych przyczyn nie mogą prowadzić fizycznie zajęć w swoich siedzibach – to one wpadły na świetny pomysł i zaczęły zamawiać od nas wałki do jogi dla swoich uczniów. Dzięki temu, oni prowadzą zajęcia online, a my zaopatrzamy wszystkich potrzebujących, tak by mogli praktykować jogę w domu.

Ten czas pomimo, że dla wszystkich ciężki, a pewnie też niezrozumiały, spowodował, że sklep www.otonatura.com.pl funkcjonuje lepiej niż się spodziewałam. Dostajemy masę wiadomości e-mail z podziękowaniem za tak szybką realizacje zamówień. Ogromne szczęście daje mi również to, że moi klienci naprawdę są zadowoleni z ich jakości i wykonania. To ma dla mnie ogromne znaczenie.

Chciałabym, aby wszystkie mamy, które pragną zacząć praktykować jogę mogły zrobić to już teraz. Na hasło: mamopracuj uzyskają 5% rabat w naszym sklepie.

Przeczytaj także: Mamy kupują u Mam – wspieramy Wasze biznesy. Dołącz do akcji!

Zdjęcia: prywatne archiwum Sylwii

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Listy do Redakcji

Poglądy wyrażone w listach są wyłącznie poglądami ich autorów i nie mogą być uznane za poglądy Redakcji Mamo Pracuj.

Plusy posiadania własnej domeny

Jeśli zakładasz swoją stronę WWW, to możesz skorzystać z własnej domeny, zdecydować się na subdomenę w adresie firmy hostingowej albo postawić na darmowy alias. Co oznaczają poszczególne rozwiązania? Dlaczego tym najlepszym jest posiadanie własnej domeny? Na co powinieneś zwrócić uwagę, wybierając adres?
  • Alicja Zielińska - 20/05/2020
dłonie na klawiaturze

Adres strony www

Kiedy już kupiłeś hosting, musisz zdecydować, z jakiego adresu będziesz korzystać. To on będzie pojawiać się w wyszukiwarkach internetowych, to z niego będą korzystać użytkownicy, wchodząc na stronę. Do wyboru masz kilka rozwiązań. Oto plusy i minusy każdego z nich:

Subdomena

Załóżmy, że wybrałeś hosting w AZ.pl. Firma daje Ci możliwość korzystania z darmowej subdomeny w tym adresie. Co to oznacza? Że do Twojej dyspozycji może być np. adres nazwa_serwera.nazwa_domeny_twojego_operatora. Możesz go używać całkowicie za darmo. Jeśli usługi nie przedłużysz, to wtedy z tego adresu może zacząć korzystać dowolny inny użytkownik. I to jest największy minus tej propozycji.

Subdomena jest do Twojej dyspozycji do momentu, kiedy jesteś klientem danej firmy hostingowej. Jeśli zdecydujesz się na takie rozwiązanie, to wybierz hosting w sprawdzonej marce. Dlaczego? Jeżeli firma upadnie, to stracisz adres.

Alias

Pojęcie to dotyczy nie tylko adresów stron WWW, ale również e-maili. Alias to alternatywny adres. Co to oznacza? Załóżmy, że zdecydowałeś się na skorzystanie z darmowego hostingu i adres Twojej strony jest nieatrakcyjny.

Często w takich przypadkach użytkownicy decydują się na używanie aliasu. Jak to działa? Firma, która jest abonentem atrakcyjnego adresu, daje Ci możliwość skorzystania z niego. Ale uwaga: w przypadku standardowego aliasu w wyszukiwarce będzie zaindeksowana w dalszym ciągu strona z długim adresem. Może to być dobry wybór, jeśli dopiero uczysz się tworzenia i prowadzenia stron WWW, ale na pewno nie w przypadku strony firmowej czy jakiegokolwiek serwisu, który budujesz dla użytkowników

Domena

W przypadku domeny jesteś abonentem i płacisz za możliwość korzystania z niej przez rok lub dłuższy okres. Jest to zdecydowanie najlepsze rozwiązanie. Dlaczego? Przede wszystkim pracujesz na swoją markę – do kiedy będziesz przedłużać adres, będzie on pozostawać do Twojej dyspozycji – nie jesteś uzależniony od tego, że ktoś Ci kiedyś odbierze możliwość korzystania z darmowej subdomeny.

Domeny są bardzo tanie – możliwe, że adres z rozszerzeniem .pl zarezerwujesz za kilka złotych, a czasami nawet za darmo. Jakie jeszcze korzyści daje własna domena? Poczta e-mail, z której dotąd korzystałeś, może mieć takie rozszerzenie. Np. Twoim adresem będzie: [email protected] Jeśli używałeś innych adresów, to wtedy pocztę możesz przekierować na nowy albo wszystkie wiadomości odbierać w jednym programie pocztowym. Pamiętaj, żeby zdecydować się na taki adres, który będzie łatwy do zapamiętania dla zainteresowanych, którzy mogą stać się twoimi klientami lub po prostu użytkownikami strony.

Ponadto własna domena nie wiąże Cię z żadną firmą hostingową na stałe. Domenę rejestrujesz u wybranego operatora i nie ma znaczenia, z jakiego hostingu będziesz korzystać. Nawet jeśli wybrałeś usługę serwerową w tej samej firmie, gdzie zarejestrowałeś domenę, to adres możesz przekierować na zewnętrzny hosting. Natomiast, żeby przenieść obsługę domeny do innej firmy, wystarczy że skorzystasz z opcji transferu. Wybór własnej nazwy jest najlepszą opcją, jeśli chodzi o adres strony www.

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Alicja Zielińska
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail