Czego szukasz

Jak sobie radzić z depresją poporodową?

Jak zrozumieć i rozpoznać depresję poporodową, która może pojawić się po urodzeniu dziecka? Jak sobie radzić z depresją poporodową? Niestety powszechność występowania depresji poporodowej, póki co wcale nie sprzyja jej profilaktyce, która mogłaby już być prowadzona nawet przez lekarza ginekologa opiekującego się kobietą w czasie ciąży.

  • Kinga Pukowska - 01/10/2018
smutna kobieta z niemowlęciem na kolanach

Wydaje się, że czas po pojawieniu się na świecie wyczekiwanego dziecka, powinien być wręcz „usłany różami”. Radość z pachnącego i bezbronnego noworodka przykrywa wszelkie niedoskonałości i wyzwania, jak nocne pobudki czy zmiany pieluch. Jednak są i takie historie, w których róże mają więcej kolców niż zapachu, a świat raczej jest szary i ponury…

Jak sobie radzić z depresją poporodową?

Depresja poporodowa dotyka kobiety w kilka tygodni po porodzie, ale może pojawić się nawet, gdy dziecko ma około roku. Czasem jest tak, że kobieta nie chce zajmować się swoim dzieckiem, po czym niedługo później odczuwać ogromne poczucie winy.

Depresja, również ta poporodowa, to choroba, a nieleczona może być nawet śmiertelna.

Dlatego tak ważne jest aby mieć świadomość jej występowania, bo gdy już się pojawi hasło „weź się w garść”, może bardzo zaszkodzić!

Choroba matki i dziecka

Depresja poporodowa ma wiele twarzy. Czasem to silna niechęć do dziecka, ale również może przejawiać się nadmierną troską o jego zdrowie. Mimo iż lekarze nie widzą żadnych nieprawidłowości, niespokojna mama odwiedza kolejnych specjalistów konsultując niepokojące ją objawy.

Niestety choroba matki nie pozostaje bez wpływu na dziecko. Maluchy, których mamy już w pierwszych miesiącach doświadczyły depresji poporodowej mają podwyższony poziom kortyzolu we krwi – hormonu stresu.

Jak rozpoznać depresję poporodową?

Nie jest łatwo zdiagnozować, a czasem też zauważyć depresję poporodową. Często bagatelizowana przez otoczenie, albo mylona z przedłużającym się baby blusem, może pozostać w ukryciu.

Szczególnie gdy rodzina i znajomi zachwycając się niemowlęciem, nie zauważają potrzeb i trudnej sytuacji matki. Dlatego tak ważna jest wrażliwość najbliższych, którzy mogą zauważyć niepokojące zachowania, szczególnie partnera.

Oczywistym jest, że choroba kobiety wpływa na kondycję całej rodziny. Gdy nie może ona sprostać swoim obowiązkom i opiece nad małym dzieckiem, to właśnie postawa mężczyzny może mieć kluczowe znaczenie w dalszym postępowaniu i leczeniu choroby.

Począwszy od rozmów o samopoczuciu kobiety, przez wsparcie w trudnych chwilach aż do zaproponowania i zorganizowania wizyty u specjalisty.

Leczenie depresji poporodowej powinno odbywać się pod kierunkiem wykwalifikowanej osoby – lekarza psychiatry.

To on decyduje o ewentualnym wprowadzeniu farmakologii (która niestety najczęściej jest jednoznaczna z zakończeniem karmienia piersią, jednak daje nowe możliwości budowania bliskości z niemowlęciem), kieruje na psychoterapię indywidualną lub grupową.

Wsparcie i zrozumienie

W idealnym świecie dobrze byłoby, aby każda kobieta już w trakcie ciąży była zaopiekowana, również pod względem psychicznym i emocjonalnym, przez swojego lekarza prowadzącego ciężę.

Jego wprawne oko i wrażliwe ucho mogłoby zauważyć potencjalne depresyjne zmiany w zachowaniu kobiety w czasie ciąży lub po porodzie (choćby w czasie wizyty kontrolnej).

Byłoby dobrze, aby mógł on być również pierwszą instancją, do której zgłaszałaby się zaniepokojona rodzina młodej matki.

Zmiany jakie pojawiają się w życiu wraz z macierzyństwem, niejednokrotnie przytłaczają młode matki, którym zdarza się skarżyć „nikt mi nie mówił, że będzie tak ciężko!”.

Wiele matek z małymi dziećmi dość obrazowo komentuje zmianę jaka następuje w momencie urodzenia dziecka.

Przez dziewięć miesięcy hołubione przez otoczenie, dopieszczane i zatroszczone, bo noszące pod sercem nowego człowieka, z chwilą porodu zostają strącane z piedestału, na którym w chwale i zachwycie stawiane jest dziecko.

Zadanie wykonane, a oczekiwania i emocje matki lądują na końcu łańcucha rodzinnych potrzeb. Kiedy pojawia się depresja, taka postawa społeczna nie pomaga. Nie wspierają też teksty „masz zdrowe dziecko”, „ nie użalaj się nad sobą, inni mają gorzej” albo „weź się w garść”!

Kobieta w depresji, poza specjalistyczną pomocą potrzebuje ciepła, zrozumienia i wsparcia. Począwszy od codziennych czynności jak opieka nad dzieckiem, gotowanie czy troska o dom, jak i przestrzeń do „wygadania się” czy wylania łez w przypływie nieopanowanego smutku.

Macierzyństwo to nie tylko obraz słodkiego i uśmiechniętego niemowlaka i szczęśliwej matki. To także zmęczenie, niedospanie, a często zdezorientowanie, bo dzieci przecież nie mają instrukcji obsługi.

Depresja poporodowa jest chorobą, którą trzeba leczyć u specjalisty. Jednak wiele mam doświadcza uczucia smutku, który niekoniecznie może mieć od razu znamiona choroby.

Te mamy potrzebują wsparcia i zrozumienia, nie oceniania, bagatelizowania czy lekceważenia. Bądźmy dla siebie wsparciem.

Zdjęcie: 123rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Kinga Pukowska
Prezeska Fundacji Polekont - Istota Przywiązania. Wspiera rodziców w zakresie Rodzicielstwa Bliskości oraz Slow Parenting. Trenerka rozwoju osobistego, coach i mediatorka. Działa jako doula, doradczyni chustowa oraz specjalistka w zakresie żywienia. Żona i mama trójki dzieci w Edukacji Domowej. Swoje doświadczenia opisuje na blogu Pozytywy Edukacji.
Podyskutuj

Nowy Sącz stolicą macierzyństwa – II Sądeckie Forum Mam

Przez ten jeden miesiąc w roku Nowy Sącz jest stolicą macierzyństwa. Zbliża się piękny czas, nie tylko dla wszystkich zakochanych, ale przede wszystkim dla Aktywnych Mam – maj, a w maju II Sądeckie Forum Mam. Sądeczanki będą mogły świętować Dzień Matki już 25.05.2019 i poczuć się nad wyraz wyjątkowo, jak na to święto przystało.
  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 18/04/2019
zdjęcie z I Sądeckiego Forum Mam

Klub Aktywnych Mam

Podobnie jak w zeszłym roku, nie zabraknie wspaniałości w wielu dziedzinach. Każda mama znajdzie w programie coś dla siebie i na pewno nie będzie się nudzić.
W tym roku na zaproszenie Aktywnych Mam odpowiedzieli wspaniali goście.

Będzie coś o wychowaniu, dzieciach, relacjach w związku jak również coś innego, czyli męski punkt widzenia… Brzmi tajemniczo, ale nie chcemy za dużo zdradzać a tylko zachęcić nasze mamy, by licznie przybyły na to fantastyczne wydarzenie do Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu.

II Sądeckie Forum Mam

Przed wydarzeniem uruchomiona zostanie rejestracja, dzięki której każda mama zagwarantuje sobie miejsce podczas wykładów. Wstęp na to wydarzenie to jedyne 10 zł płatne na konto stowarzyszenia, jest to gwarancją otrzymania pamiątkowej torby z gadżetami.

Podobnie jak w ubiegłym roku na forum zaprezentują się lokalni przedsiębiorcy i sprzedawcy. Będą zachęcać do swoich usług/wyrobów i odpowiadać na wszystkie pytania uczestniczek. W tym dniu przygotowane będą specjalne rabaty i promocje.

#MamyMoc!

My kobiety wiemy, że czasem do szczęścia potrzeba nam odrobina słodyczy i ogarnianie całego domostwa staje się banalnie proste. Klub Aktywnych Mam nie zapomniał również o tym. Swoje słodkie wyroby przygotują do poczęstowania sądeccy cukiernicy i nie tylko.

Każda mama bez wyjątku ma poczuć się  jak „u siebie”, na luzie, bez spięcia i z uśmiechem na twarzy. Zapamiętać ten dzień, poznać inne kobiety/mamy, a przede wszystkim dobrze się bawić.

Będzie ciekawie i warto już dziś zapisać to wydarzenie w swoim kalendarzu!

Kto chce być na bieżąco już dziś zapraszamy do śledzenia strony na Facebooku, jak również stronę WWW, gdzie na bieżąco umieszczane będą informacje na temat tego wydarzenia.

Niech Nowy Sącz będzie stolicą macierzyństwa po raz drugi, a my mamy pokażemy siłę i to, że #MAMYMOC!

Zapraszamy Was już 25 maja 2019 r. o godz. 9:00!  do Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu! >>>

Zarejestruj się!  >>>

 

Zdjęcie: własność organizatora wydarzenia; I Sądeckie Forum Mam

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj

House manager w domu pełnym kosmitów

Przeczytałam wywiad z Justyną Walczak, niezwykłą, spełnioną mamą, opowiadającą o życiu w rodzinie z dziewiątką dzieci (i z dziesiątym w drodze...). „O, ludzie, to przecież niemożliwe!” – pomyślałam, mając sama na co dzień do ogarnięcia małe kosmitki w liczbie zaledwie dwóch. Niedowierzanie, podziw i ciekawość sprawiły, że czym prędzej postanowiłam kupić książkę. O wywiadzie opowiedziałam przyjaciółce, też mamie. „To jak rozmawiać z kosmitą...!” – skwitowała. Nie wiedziała o książce, a tym bardziej o jej tytule.
  • Natalia Małozięć - 17/04/2019

Multirodzina

Książka Justyny Walczak porusza ważną kwestię, a mianowicie problem społecznego postrzegania rodzin wielodzietnych. Autorka opisując własne doświadczenia i reakcje napotykanych osób, najczęściej pisze o współczuciu, czy upatrywaniu oznak patologii w posiadaniu licznego potomstwa. Kiedyś rodzenie dzieci uznawano za całkiem normalne zjawisko, bo i podobnych rodzin było więcej… Teraz jednak, wielu obywatelom w głowie się nie mieści, że można z wyboru zostać pełnoetatową multimamą i szczęśliwym multitatą. A to właśnie ich sposób na życie!

Poświęcić się pracy zawodowej, czy zrobić karierę w macierzyństwie? Justyna już zdecydowała. Autorka książki podkreśla, iż jest kobietą świadomą, realizującą swoje powołanie. Traktuje je jako konkretną pracę do wykonania. A uzyskany dyplom lekarza? Przy częstym udzielaniu pierwszej pomocy własnym i okolicznym dzieciakom, stał się bezcenny. Wynagrodzenie? Owszem, jest – „w postaci zwielokrotnionej miłości” – pisze Justyna.

Justyna pięknie wyraża się o swoich dzieciach. Używa wielu różnych określeń, a pod każdym z nich kryje się morze miłości. Ze wzruszeniem przewiduje moment, kiedy znów będą musieli z mężem przesiąść się do wozu w normalnym rozmiarze…

Inwazja kosmitów

Tytułowi „kosmici”, czy „obcy”, jak pisze o swojej gromadce Justyna, to główni bohaterowie, czyli Walczakowa gromadka. Wydają się być „obcymi”, kiedy zmieniają się, dorośleją i wyślizgują się z rodzicielskich sieci. Stają się samodzielni i zaczynają mieć własne zdanie. Ku zdziwieniu mamy, coraz częściej krytyczne, również i wobec domowych zasad. Wychowanie zaczyna stawiać coraz większe wyzwania. Trudno nadążyć, kiedy ma się w domu przedstawicieli wszystkich rozwojowych etapów. Kosmiczne perpetuum mobile.

Rodzicom wesołej gromadki też przydaje się kosmiczny pierwiastek. Muszą zaopatrzyć się w niespożyte pokłady energii, cierpliwości i pomysłów. Zarządzanie takim statkiem kosmicznym wyczerpuje, dając jednocześnie siłę na ciąg dalszy. Cieszy, śmieszy, wzrusza, denerwuje i pogrąża w otchłani rozpaczy. Na przemian i w kółko.

Sport ekstremalny

Justyna jednak nie narzeka i nie użala się nad sobą. Nie odkrywa przed nami wszystkich swoich emocji. W swojej rodzinnej opowieści jest prawie zawsze radosna i zdystansowana. Można podziwiać jej wypracowany, zdrowy dystans do błahych spraw. Tym bardziej, że odróżnienie problemów ważnych od całej reszty, wcale nie jest łatwe.

Autorka oszczędza nam nieodłącznej przecież, ciemnej strony medalu. Nawet kiedy wylicza powody wizyt na izbie przyjęć zaprzyjaźnionego już szpitala, robi to wydawałoby się, z uśmieszkiem na ustach. „(…) czujemy się szczęśliwi, mogąc uprawiać z mężem ten sport ekstremalny (…)” – podsumowuje.

Uważam, że jednym z lepszych fragmentów jest opis „porodowego współ-doświadczenia” ojca rodziny, Wojtka. Są spore emocje i wzruszenie.

Szkoła życia

Każdy członek Walczakowej rodziny przechodzi swoistą szkołę życia. Najtrudniejsze lekcje odrabia pewnie mama, dzielnie stawiając czoła codziennym multiwyzwaniom. W książce mamy garść dowcipnych opisów logistyczno-wychowawczych wirtuozerii oraz efektywnego manipulowania zasobami w wykonaniu Justyny. Wyrazy uznania należą się również tacie, który nie tylko stara się zapewnić rodzinie ważną część „zasobów”, ale dba o to, by być aktywnym tatą, kiedy to tylko możliwe.

„Progenitura” Walczaków nie ma wyboru. Czeka ją przyśpieszony proces dorastania. Mama i tata nie mogą być na każde zawołanie. Miłość i uwaga choć mnożone, są przede wszystkim dzielone. Podział obowiązków, dyżury i wspieranie (a z czasem i zastępowanie) mamy w wielu domowych pracach, wychodzi dzieciakom na dobre. Kochają się na zabój i kiedy trzeba, bez zastanowienia stają za sobą murem. Opieka nad młodszym rodzeństwem to dla nich inwestycja w rodzinną przyszłość.

Walczakowy kosmos to miejsce niezwykłe. Ciepłe i radosne. Tu nie ma mowy o nudzie. Nie ma też czasu na niepotrzebne rozmyślania. Jest tu i teraz, do dziesiątej potęgi!

Justyna Walczak „Dom pełen kosmitów”

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Natalia Małozięć
Absolwentka Wydziału Filozoficznego UJ. Psycholog dziecięcy i trener twórczości. Komponuje i prowadzi zajęcia dla dzieci. Od 2 i pół roku po uszy zanurzona w macierzyństwie. W codziennym ogarnianiu rzeczywistości pomagają jej poczucie humoru, marzenia i opisywanie tego, co się dzieje.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail