Czego szukasz

Jak efektywnie pracować w domu? Rytuały pracy zdalnej

Ustalmy od razu: do czasów, nazwijmy je, przedpandemicznych termin praca zdalna zarezerwowany był właściwie wyłącznie dla freelancerów, czyli osób pracujących na własny rachunek, najczęściej z własnego domu, rzadziej z biura coworkingowego. Jednak kiedy wybuchła pandemia, wielu pracodawców zmuszonych było oddelegować swoich etatowych pracowników do pracy w domu. Stan taki trwa dla wielu pracowników już kilka miesięcy. Nie wszyscy wrócą do pracy stacjonarnej po wakacjach. Okazało się też, że efektywność osób pracujących zdalnie jest taka sama, albo nawet wyższa!

kobieta pracuje zdalnie w swojej kuchni

Efektywność pracy zdalnej

Ciocia Wikipedia podpowiada, że freelancer to osoba pracująca bez etatu, realizująca projekty na zlecenie, najczęściej specjalizująca się w danej dziedzinie. Jednak kiedy wybuchła pandemia, wielu pracodawców zmuszonych było oddelegować swoich etatowych pracowników do pracy w domu, co w praktyce oznaczało, że osoby te zaczęły pracować zdalnie: w ustalonych godzinach pozostawały do dyspozycji pracodawcy i robiły to samo, co robiłyby w biurze, tylko że używając laptopa ustawionego na stole w kuchni.

Stan taki trwa dla wielu pracowników już kilka miesięcy. Nie wszyscy wrócą do pracy stacjonarnej po wakacjach. Okazało się, że efektywność osób pracujących zdalnie jest taka sama (albo nawet wyższa!) jak gdyby pracowały one w siedzibie firmy, nie warto więc ryzykować zakażenia.

Pod koniec lipca Minister Rodziny, Pracy i Polityki społecznej wystąpiła z prośbą o uregulowanie pracy zdalnej w przepisach Kodeksu pracy. Tymczasem przedłużona została możliwość korzystania z rozwiązań powstałych na potrzeby okresu pandemii. Przepisy dotyczące pracy zdalnej z ustawy covidowej (specustawy) miały obowiązywać do 4 września 2020 r. Jednak 5 września wchodzi w życie nowelizacja, która przedłuża ich działanie na okres obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii, ogłoszonego z powodu COVID-19, oraz okres 3 miesięcy po ich odwołaniu.

W związku z powszechną obecnie pracą zdalną, Zespół Prawa Pracy w ramach Rady Dialogu Społecznego będzie pracował nad uregulowaniem statusu pracy zdalnej w Kodeksie pracy. Przed rządzącymi obecnie stoi zatem wyzwanie, aby praca zdalna została na stałe wpisana do kodeksu pracy jako jedna z form wykonywania pracy za wspólną zgodą pracownika i pracodawcy, bez zbędnej biurokracji i nadmiernej kontroli.

Pracownicy etatowi oddelegowani do pracy zdalnej są w nieco innej sytuacji, niż freelancerzy. Przede wszystkim muszą oni co dnia pozostawać do dyspozycji pracodawcy w określonych godzinach – tych samych, które obowiązywały ich podczas pracy stacjonarnej.

Przeczytaj także: Praca zdalna – gdzie szukać i w jakich zawodach?

Rytuały pracy zdalnej

Freelancerzy mają tylko jednego szefa: deadline i nikogo nie interesuje, czy realizują zlecenia miedzy 7.00 a 15.00 czy w środku nocy. Jednak obie grupy pracowników narażone są na te same utrudnienia: brak własnego pokoju i biurka, obecność hałaśliwych członków rodziny, konieczność przerywania pracy na rzecz opieki nad dziećmi czy ugotowania obiadu. Dlatego każdy, kto pracuje zdalnie, prędzej czy później wypracowuje sobie konkretne rytuały, dzięki którym jest w stanie podzielić czas na ten poświęcony pracy zawodowej, obowiązkom domowym, odpoczynkowi oraz innym aktywnościom.

Żeby nie być gołosłowną: takie rytuały mam i ja. Pracuję zdalnie od blisko dziesięciu lat i gdyby nie one, pewnie pracowałabym przez całą dobę, bo zleceń mi nie brakuje. Innymi słowy to, co jest największą zaletą „pracy na swoim”, czyli nienormowany czas pracy, stałoby się największą wadą.

Przeczytaj także: 7 zasad pracy zdalnej z dziećmi na pokładzie!

Jakich rytuałów przestrzegam?

1.Nie lubię wstawać bladym świtem, ale wiem, że w godzinach porannych i przed południem mój mózg pracuje na najwyższych obrotach. Dlatego wszystkie zlecenia wymagające największego wysiłku intelektualnego staram się realizować przed 12.00 -13.00. Minione półrocze było dla mnie zaskakująco komfortowe: cała rodzina przebywała w domu, odpadło mi odwożenie młodszego dziecka do szkoły, wstawałam więc wraz z mężem, oddelegowanym przez pracodawcę do pracy w domu, przed siódmą rano i… do roboty! Do godziny 10.00, o której pojawiały się pierwsze maile z lekcjami, byłam już „odrobiona” z najtrudniejszych tekstów i mogłam pomóc Młodemu w odrabianiu zadań. Kiedy znowu zajdzie konieczność codziennych porannych przewozów pasażerskich, będę siadała do pisania tuż po powrocie do domu. Dwie, trzy, cztery godziny o poranku i przed południem są dla mnie więcej warte, niż rozgrzebany cały dzień.

2. Zasadniczo pobieżnie, jak mówi jeden z bohaterów kultowej komedii „Miś”, staram się pracować do 15.00, maksymalnie 16.00. Oznacza to, że od 7.00 do 16.00 jestem do dyspozycji zleceniodawców także wtedy, kiedy akurat przygotowuję obiad czy czekam pod szkołą na dziecko: odbieram telefony, odpisuję natychmiast na maile, trzymam rękę na pulsie internetowych komunikatorów. Słowem: reaguję bez zwłoki, żeby niczego nie odraczać w czasie. Żebym i ja, i moi zleceniodawcy od razu wiedzieli, czy, na kiedy i za ile podejmę się konkretnego zlecenia. Nie ryzykuję w ten sposób, że po powrocie z dzieckiem ze szkoły zastanę zapchaną skrzynkę mailową i stanę przed koniecznością wymigiwania się ze zleceń, których po prostu nie zdążę się podjąć albo, że te najciekawsze i najlepiej płatne przejmie ktoś inny.

3. Dla stałych zleceniodawców, takich, co do uczciwości, rzetelności i terminowości (zwłaszcza w kwestiach finansowych) których nie mam najmniejszych wątpliwości, jestem do dyspozycji także po 16.00. To oni właśnie mogą być pewni, że wykonam dla nich nie tylko każde zlecenie na wczoraj, ale też poprzestawiam inne zlecenia w taki sposób, żeby w pierwszej kolejności zająć się dla nich sprawami nietypowymi czy wymagającymi większego wysiłku intelektualnego.

4. Staram się nigdy nie mieć noża na gardle. Dążę do tego – i idzie mi to coraz lepiej – żebym to ja panowała na deadlinem, a nie on nade mną. Co to oznacza w praktyce? W piątek staram się zrealizować wszystkie zlecenia z poniedziałkowym deadlinem, często nawet z wtorkowym. Początek tygodnia bywa nieprzewidywalny i dobrze się czuję, kiedy wiem, że w razie czego mogę siąść do pracy później albo załatwić jakąś niecierpiącą zwłoki sprawę w mieście.

5. Zlecenia lekkie, łatwe i przyjemne realizuję o najdziwniejszych porach, przy okazji oglądając wiadomości, serial czy scrolując fejsa. To kwestia wprawy. Traktuję je jako czystą przyjemność, trening doskonalący moje umiejętności oraz pozwalający pamiętać, że w gruncie rzeczy naprawdę lubię to, co robię.

6. Często podejmuję się zleceń, których bardzo się obawiam, bo wymagają ode mnie nauczenia się czegoś nowego czy zdobycia wiedzy z dziedziny, która wydaje mi się hermetyczna. Taka odwaga procentuje. Zlecenia specjalistyczne są lepiej płatne niż te lekkie, łatwe i przyjemne, a kiedy człowiek ma już niezbędną wiedzę w głowie, można podejmować ich więcej i realizować je szybciej. Ach, i lubię zlecenia nietypowe, dziwne, wymagające kreatywności – to rewelacyjna gimnastyka dla języka. I dla mózgu.

7. Nauczyłam się odpowiadać na pytanie „na ile to wyceniasz” i mówić nie. Wiem, kiedy gra nie warta jest świeczki i zlecenie pozornie banalne okaże się wyjątkowo niewdzięczne w realizacji – czasochłonne, wymagające żmudnego researchu skutkującego niewielką liczbą pozyskanych informacji; będące kolejną wersją czegoś, co klient i tak odrzuci. Wtedy odmawiam i nie tłumaczę się z tego. Ach, i poprawiam po sobie raz, góra dwa – kiedy widzę, że ktoś wymaga ode mnie popełniania błędów (bo wie lepiej), albo oczywistych kłamstw proszę o oddanie zlecenie komuś innemu.

8. Kawa? Tak, poproszę. Do pracy zawsze zasiadam z kubkiem kawy, żeby nie odrywać się od komputera już po godzinie. Lata pracy w określonym rytmie sprawiły, że pierwszy głód dopada mnie około 10.00, a to idealny czas na krótką przerwę. Pojadając, przeglądam social media i sprawdzam, co tam panie w polityce. Oblatuję internety od krańca, do krańca i… kolejne zlecenie.

9. Chodzenie koło domu? Pralka pierze, suszarka suszy, zmywarka zmywa. Zakupy robi ten, kto ma czas i pusty przebieg. Gotowanie nie jest czasochłonne. Od pizzy na obiad jeszcze nikt nie umarł. Zasprzątać się na śmierć nie planuję. Kota wyprowadzać nie trzeba. Po tylu latach pracy z domu, udało mi (nam) się dostosować jego wyposażenie do naszych nietypowych potrzeb i zminimalizować codzienną krzątaninę.

10. Urlop? Raz na rok zostawiam wszystko i ruszamy w świat. Zlecenia nie zając, nie uciekną. Przeciwnie: przybiegają, kiedy ja odkrywam kolejne zakątki ukochanych Bałkanów i cierpliwie czekają, aż się naodkrywam. Lubię to, że pieniądze za kolejne zlecenia spływają sukcesywnie na moje konto i przez cały wyjazd widzę efekty swojej pracy. I jeszcze wiem, że jeden czy dwa przelewy pojawią się na koncie tuż po powrocie, zanim znowu zabiorę się do pracy. Odwykłam już od tego, że niewielka szkolna pensja wpływała na konto na początku miesiąca i… to było wszystko. Życie od przelewu do przelewu wyraźnie mi służy.

Możliwe, że mam takich rytuałów pracy zdalnej nieco więcej, ale już ich nie dostrzegam. Ach, pewnie jesteście ciekawi, czy pracuję w gaciach, czy w garniturze. A, to zależy. To zależy wyłącznie ode mnie! I tę wolność bardzo sobie cenię.

Przeczytaj także: Czy praca zdalna to dobre rozwiązanie dla mamy?

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Nałogowa czytelniczka, która kocha pisać i pisarka, która nie umie żyć bez czytania. Autorka powieści "Oaza spokoju" i "Pustostan". Copywriterka, webwriterka, blogerka. Matka, żona i kociara z tytułem naukowym.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie