Czego szukasz

Gdybym robiła remont generalny drugi raz, to…

Remont generalny to jest wyzwanie! Kto przeżył ten wie. Kto planuje, ten niedługo się dowie. Zwłaszcza jeśli zabieramy się za to pierwszy raz w życiu 😉 Tak było w moim przypadku. Błędów oczywiście nie udało się uniknąć. Ale z efektu końcowego jestem zadowolona. Jeśli jesteś ciekawa na co dzisiaj zwróciłabym większą uwagę, to zapraszam do lektury artykułu!

  • Agnieszka Kumorek - 18/06/2019
kobieta i mężczyzna podczas remontu

Długo zabierałam się za opisanie naszej jesiennej „przygody”. W końcu minęło już pół roku odkąd wprowadziliśmy się do własnego mieszkania. Emocje opadły i mogłam na spokojnie pomyśleć nad tym, co zrobiliśmy dobrze, a co można było zrobić lepiej 😉

Bo z perspektywy czasu zmieniłabym kilka rzeczy, i…

…gdybym robiła remont generalny drugi raz, to…

Rezerwowałabym ekipę remontową dużo wcześniej

Wiedzieliśmy, że budowlańcy mają długie terminy oczekiwania, więc zaczęliśmy szukać ekipy (w naszym odczuciu) dużo wcześniej. Chcieliśmy, żeby remont zaczął się od września lub października, więc 3 miesiące wcześniej mąż obdzwaniał poleconych specjalistów.

Jak się okazało to już było za późno 😉 Ludzie z polecenia mieli zajęcie na pół roku do przodu, a nawet dłużej. Odpowiadali nam, że mogą przyjść, ale w grudniu…

Na szczęście nam jakoś się udało. Zapraszaliśmy kilka ekip i porównywaliśmy ich wyceny i nasze odczucia 😉 Remont generalny ruszył od końcówki września.

Moja rada: remont generalny, a nawet kupno mieszkania do remontu, warto zacząć od „zaklepania” dobrej ekipy.

Pamiętałabym, że ekipa to Twoi pracownicy a nie koledzy

Brzmi jak oczywista oczywistość. Klient płaci, klient wymaga. Ale kiedy ekipa ma tyle lat co ty, to można trochę o tym zapomnieć…a to niedobrze. „Koleżeńskie” relacje sprawdzały się, gdy wszystko szło dobrze.

Wiadomo jednak, że sielanka nie trwała cały czas i musieliśmy wyegzekwować oczywiste błędy, powiedzieć co nam się nie podoba, negocjować – wtedy rozmowa robiła się trudna.

Moja rada: warto zachować większy dystans z ekipą. Nie trzeba być bardzo oficjalnym, ale podział ma być jasny – zatrudniona osoba/fachowiec robi wszystko najlepiej jak się da, a zatrudniający wymaga i egzekwuje to, na co się umawialiście.

Przygotowałabym się wcześniej na to, że zgranie terminów i materiałów jest trudne 😉

Nie wiem do końca jak opisać ten punkt, bo jest bardzo obszerny. Przy remoncie dobrze mieć naprawdę mocnego skilla logistyki (albo mocne nerwy :P).

W umowie remontowej mieliśmy rozpisane etapy prac, co będzie potrzebne do ich realizacji itp. Nie mieliśmy gdzie trzymać materiałów, więc wszystko chcieliśmy załatwiać na bieżąco. No i się zaczęło… codzienne (a nawet częściej) wizyty w Castoramie, objazdówka po sklepach z drzwiami, wybór meblarza, który zrobi meble do kuchni na wymiar, dogadywanie się z terminem montowania paneli, ogarnięcie elektryki…

Ja nie zdawałam sobie sprawy, że po pierwsze: nawet na coś o standardowych wymiarach czeka się tak długo, po drugie: każdą z tych rzeczy montują inne osoby (o zgrozo), które trzeba ze sobą zgrać, bo inaczej prace stoją…

Nawet jak to piszę, to biorę dwa głębokie oddechy, bo wszystko mi się przypomina 😉

Moja rada/rady: przygotować się psychicznie, że tak już po prostu jest. Załatwiać wszystko najwcześniej jak się da (w końcu niektórych rzeczy nie trzeba przechowywać, np. zgód na podłączenie trzeciej fazy :P). Jeśli ma się taką możliwość, to wziąć ekipę, która zajmie się kilkoma rodzajami prac lub kompleksowo wszystkim.

Dwa razy zastanowiłabym się nad robieniem projektu mieszkania

To już jest rzecz bardzo względna. Znam wiele osób, które zrobiły projekt, trzymały się go i dzięki temu zaoszczędziły sporo czasu i nerwów. My podeszliśmy do tematu zbyt spontanicznie. Zrobiliśmy projekt, podobał się nam… i na tym się skończyło 😉 Nie płaciliśmy za opcję z dokładnymi wymiarami… a przy rynku wtórnym niestety co chwilkę wychodziły nowe kwestie pod tytułem „tego się tak nie da zrobić”. To wystająca rurka, to ściana nie-nośna, ale z żelbetonu 😉 , to drzwi, które były 70, ale nowe 70 już nie pasują, konieczność zrobienia podwieszanego sufitu lub ściana, która musi pójść pod innym kątem, bo „coś tam”.

Sporo rzeczy musieliśmy modyfikować/zmieniać w trakcie.

Moja rada: robić projekt od A do Z, nie bać się dopłacić za dokładne wymiary itd. Inaczej może się okazać, że z niego po prostu nie skorzystamy 😉

Na koniec podsumuję, co w moim odczuciu zrobiliśmy dobrze (taki optymistyczny akcent) 🙂

  • wszystko było zapisane w umowach i na wszystko – WSZYSTKO – braliśmy pisemne zgody, dzięki czemu uniknęliśmy kilku mało przyjemnych sytuacji;
  • przed remontem, w trakcie i po poprosiliśmy znajomego, który zna się na budowniczych kwestiach i który powiedział nam: na co mamy zwrócić uwagę, co jest zrobione super, a do czego ekipa ewidentnie się nie przyłożyła;
  • nie kupowaliśmy najtańszych materiałów, dużo czasu poświęcaliśmy na porównywaniu stosunku ceny do jakości produktów – dzięki czemu z większości jesteśmy bardzo zadowoleni;
  • poinformowaliśmy wcześniej sąsiadów o planowanym remoncie, wywiesiliśmy też kartkę, że „przepraszamy za niedogodności” i dbaliśmy, żeby na korytarzu każdego dnia był porządek a prace nie przedłużały się do późnego wieczoru;
  • prawie codziennie byliśmy w mieszkaniu, żeby zobaczyć postępy prac, dzięki czemu na bieżąco mogliśmy ustalać z ekipą co jest ok, a co chcemy zmienić. Przy rynku wtórnym okazało się to bardzo ważne – wychodziło mnóstwo rzeczy, które zmuszały nas do zmiany wcześniejszych planów.

Remont generalny przeżyliśmy. W najbliższym czasie nie chcemy do tego wracać 😉 Wiemy już, że jest to bardzo czasochłonne zajęcie, które wymaga sporo cierpliwości.

Dzisiaj siedzimy w naszym salonie i wspominamy to wszystko z uśmiechem 🙂
Tobie też tego życzę. Powodzenia!

Zdjęcie artykułu: źródło 123rf.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kumorek
Jestem osobą, która nie potrafi się nudzić. Lubię różnorodność, dlatego skończyłam studia łączące zajęcia humanistyczne, graficzne i informatyczne. Odpoczywam podczas długich spacerów, a znajomi wiedzą, że dobrej herbaty w miłym towarzystwie nigdy nie odmówię.

Mama mamie…wilkiem, a raczej wilczycą?

Kiedy dopada nas jakiś kryzys, trudny czas, potrzebujemy empatii, zrozumienia i wsparcia. A czy my w takich sytuacjach jesteśmy dla innych oparciem? Czy choć w części jesteśmy w stanie zrozumieć innych, czy może łatwiej jest nam oceniać? Przeczytaj!
  • Anna Łabno - Kucharska - 27/05/2020
piękna młoda kobieta

Ostatnio dopadła mnie (i to dosłownie) refleksja. Zauważyłam, że w czasie kwarantanny powstało nowe zjawisko w „internetach”. Było już ocenianie kobiet i decydowanie czy ktoś jest dobrą mamą na podstawie tego, czy: któraś z nich urodziła siłami natury, czy poprzez cesarskie cięcie, czy karmi piersią czy mieszanką, czy wraca do aktywności zawodowej po „urlopie” macierzyńskim, czy decyduje się zostać dłużej z dziećmi.

Teraz surowej ocenie podlega to, czy jakaś mama ośmieli się ponarzekać i napisać, że jest jej trudno połączyć rolę mamy, nauczycielki, opiekunki, lekarki, kucharski, świetnej i efektywnej pracowniczki, dobrej żony, wspaniałej przyjaciółki i … długo by jeszcze wymieniać. Również pod postami na naszym fanpage’u zaczęły pojawiać się bardzo oceniające i krzywdzące opinie. Na początku czytając komentarze było mi przykro, ale szybko ten stan zmienił się w złość. Ba! Powiedzieć, że byłam wkurzona to zdecydowanie za mało. Mama mamie… przysłowiową wilczycą?!

Każda sytuacja jest inna

Rozumiem, że nie wszystkie mamy są aktualnie aktywne zawodowo (z różnych powodów). Część mam pracuje zdecydowanie więcej – zarówno zawodowo (często zdalnie), jak i realizując obowiązki domowe.
Rozumiem, że część mam przebywa całe dni (albo i tygodnie) z dziećmi, bez wsparcia męża, partnera, rodziny, opiekunki.

Rozumiem, że nie dla wszystkich sytuacja zamknięcia i odizolowania jest trudna. Ja też cieszę się, że mam więcej czasu dla rodziny. Co nie zmienia faktu, że wolałabym spędzać ten czas na przykład nad Bałtykiem. I nie oszukujmy się – nie każdą sekundę spędziłabym z nimi nad tym morzem.

Przeczytaj też: Jak naładować swoje wewnętrzne baterie, nie tylko w czasach koronawirusa

Czego nie rozumiem?

Oceniania, pokazywania swojej wyższości i wspaniałości oraz stwierdzeń w stylu „jeśli ja połączyłam pracę zdalną i opiekę nad dzieckiem, to każda matka może”; „nienormalne jest to, że mama mówi, że ma dość ciągłego siedzenia z dziećmi”; „jak można nie chcieć patrzeć jak dziecko się rozwija i wspólnie wymyślać kreatywnych zabaw? Co to za matka?”. I długo by jeszcze wymieniać.

Po pierwsze – praca zdalna pracy zdalnej nie jest równa. Niektórzy online piszą teksty, inni nagrywają nowe podcasty lub kursy. Jeszcze inni piszą kody, a jeszcze inni mają kilka rozmów z ważnymi klientami.

Po drugie – wyobrażam sobie, że na przykład 4 osobowa rodzina zamknięta na 45 metrach w bloku, z 2 komputerami, które mają służyć w tym samym czasie do pracy i do nauki po prostu ma siebie serdecznie dość.

Po trzecie – zdecydowanie widzę oczyma swojej wyobraźni mamy małych dzieci, które w pocie czoła przeszukują internet. Tylko po to, aby znaleźć mega kreatywne i rozwojowe zabawy. Przygotowują wszystkie składniki, tworzą i zachęcają do kreatywności swoje dzieci a one…po 3 minutach zachwytu chcą robić coś innego.

I tak, zdecydowanie rozumiem to, że żeby się umyć, przygotować coś do jedzenia lub w spokoju usiąść na 5 minut, włącza się Świnkę Peppę i to niekoniecznie w języku angielskim, żeby „dziecko obyło się z językiem”.

Mamo pamiętaj, jeśli…

  • jesteś zmęczona,
  • nie masz ochoty na kolejną kreatywną zabawę,
  • nie masz siły być efektywną pracowniczką, najlepszą nauczycielką dla swoich dzieci oraz kucharką rodem z restauracji z wszelkimi, możliwymi gwiazdkami Michelin,
  • masz ochotę krzyczeć i płakać.

To wszystko – Nie czyni z Ciebie złej mamy!

  • to nie znaczy, że nie kochasz swoich dzieci!
  • to nie znaczy, że jesteś beznadziejna i do niczego się nie nadajesz!

To oznacza, że jesteś w sytuacji, której jeszcze kilka tygodni temu nikt się nie spodziewał!

W sytuacji, w której dostosowujemy się do nowych warunków, ale jesteśmy zmęczeni niepewnością. Boimy się o zdrowie i życie naszych bliskich.
Jeśli sobie świetnie radzisz w tym dziwnym czasie, to wspaniale. Jeśli odkrywasz w sobie nowe talenty związane z zarządzaniem wszelakim, dziel się swoją wiedzą i wskazówkami z innymi! Podpowiadaj, co się u Ciebie sprawdza.

Ale miej też świadomość, że jeśli coś działa u Ciebie, nie koniecznie będzie działać w innej rodzinie. Mama mamie też może pomóc!

Przeczytaj także: Jak mieć więcej czasu dla siebie?

Bądźmy dla siebie dobre

Nikt z nas nie wie w jakiej sytuacji jest ta druga osoba. Co już przeżyła. Czy jej „internetowe narzekanie”, to jedyna chwila odskoczni. A może mechanizm obronny, albo takie wołanie o wsparcie i pomoc?

Przeczytaj także: Dbanie o siebie zaczyna się w głowie

Bądź też dobra dla siebie.

Doceń siebie – nawet małymi gestami czy wzmacniającymi myślami.
Głęboko wierzę właśnie w te drobne gesty. A także w to, że warto zastanowić się dwa lub nawet trzy razy zanim się coś napisze lub powie. I nie, nie oznacza to naruszania wolności słowa. 😉

I na koniec zostawiam Cię z fragmentem piosenki mojego ulubionego zespołu:

Depeche Mode – „Walking in my shoes”:

„Now I’m not looking for absolution
Forgiveness for the things I do
But before you come to any conclusions
Try walking in my shoes
Try walking in my shoes”

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Anna Łabno - Kucharska
Jestem mamą mądrej indywidualistki. Posiadam doświadczenie w koordynacji projektów, prowadzeniu szkoleń oraz doradztwa. Uwielbiam spędzać czas z rodziną, podróżować, czytać książki i celebrować picie kawy. W "wolnym" czasie wspieram osoby chore onkologicznie.

Bolesne, drobne urazy wśród dzieci

Ból jest obronną reakcją fizjologiczną organizmu na pochodzący z zewnątrz drażniący bodziec. Odczuwanie bólu jest zależne od wyspecjalizowanych struktur – receptorów bólu, zwanych nocyceptorami. Ból może pojawiać się z różnych przyczyn. Wśród dzieci powstaje on często na skutek drobnych urazów w czasie zabaw i gier. Nie należy bagatelizować problemu w takich przypadkach, dlatego każdy uraz powinien być opatrzony i dokładnie przeanalizowany.
  • Alicja Zielińska - 26/05/2020
mama opatruje córce kolano

Przyczyny bólu

Wśród dzieci ból pojawia się – oprócz innych rzadkich powodów – często na skutek drobnych urazów. Uraz unerwionej okolicy, np. skóry, skutkuje kaskadą impulsów elektrycznych rozpoczynających się w receptorze bólu, przebiegających przez tylne rogi rdzenia kręgowego, aż do kory czuciowej w obrębie mózgowia.

Impuls elektryczny może w następnej kolejności przebiec do ruchowych włókien nerwowych, co skutkuje pojawieniem się szybkiego odruchu, takiego jak ucieczka ręką od gorącej powierzchni. Sam ból w momencie zdarzenia pozwala zatem na adekwatną reakcję organizmu dziecka na potencjalnie groźny czynnik.

Bodźcem pobudzającym receptory bólu może być każdy drobny uraz w trakcie zabaw. Fizjologiczny odbiór impulsu zasadniczo nie różni się bardzo bez względu na to, czy wywołujące efekt zdarzenie to upadek z roweru, czy pełna poświęceń interwencja bramkarza podczas meczu w piłkę nożną. Bez względu na przyczynę bólu zawsze niezbędna jest reakcja opiekuna mająca zapobiec uczuciu dyskomfortu. Należy pamiętać, że uczucie bólu zależy od wielu czynników. Nie zmienia to faktu, że każdy ból sprawiający nieprzyjemne doznania należy łagodzić.

Łagodzenie bólu

Najistotniejszym elementem łagodzenia bólu jest prewencja. Przygotowanie odpowiednich warunków do zabaw ruchowych dziecka, czy to poprzez sprawdzenie sprawności sprzętu sportowego, czy wyznaczenie bezpiecznej przestrzeni do zabawy jest kluczowym aspektem pozwalającym ograniczyć pojawienia się bólu. Nie do przecenienia jest nawyk stosowania adekwatnej do uprawianego wysiłku odzieży ochronnej.

Utrzymanie skóry w dobrej kondycji

Podczas aktywności fizycznej dziecka warto zapewnić mu bezpieczeństwo, ale również zadbać o jego skórę. Warto skorzystać z preparatu, który w składzie posiada naturalne składniki. Przykładem takiego preparatu jest emulsja żelowa Fastum Junior, która zapewnia skórze komfort i pozwala utrzymać ją w dobrej kondycji.

Emulsja zawiera m.in. trokserutynę, która chroni naczynia krwionośne, a także składniki kojące skórę jak boswellia czy bromelaina. Dodatkowo w składzie jest mentol, który chłodzi i przynosi natychmiastową ulgę. Preparat szybko się wchłania i nie pozostawia tłustych plam. Jest niezawodnym pomocnikiem każdego rodzica, dlatego warto, aby na stałe zagościł w każdej domowej apteczce.

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Alicja Zielińska
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail