Czego szukasz

Elastyczny biznes dla Mamy. Akademia Bystrzak

Marta Świeżak i Sylwia Skóra – obie kilka miesięcy temu rozpoczęły swoją własną działalność. Sylwia w Bełchatowie a Marta w Stalowej Woli – uruchomiły Akademię Bystrzak. Dlaczego przekonała je oferta Akademii? Jak wyglądają początki w tym biznesie i jak zdobyły pierwszych klientów? Jesteś ciekawa czy to również rozwiązanie dla Ciebie? Zobacz jak zacząć i jak prowadzić fajny, elastyczny biznes, nie tylko w wielkim mieście.

  • Franczyzadlamamy.pl - 24/03/2017
Radosne dziecko na urodzinach

W Twoim mieście nie ma ciekawej oferty zajęć dla dzieci i młodzieży, a Ty chciałabyś takie miejsce stworzyć? Otwórz własną Akademię Bystrzak i zarabiaj – pracuj tak jak Sylwia Skóra z Bełchatowa  i Marta Świeżak ze Stalowej Woli.

Skontaktuj się już dzisiaj, odpowiem na wszystkie pytania!

Agnieszka Gorzyńska – tel. 888-735-594, email: [email protected],

www.bystrzak.org

Marzenie o pracy z dziećmi

Sylwio, otworzyłaś swoją działalność w Bełchatowie. Dlaczego chciałaś prowadzić zajęcia kreatywne dla dzieci pod marką Akademii Bystrzak?

Chciałam otworzyć placówkę, która będzie związana z dziećmi. Początkowo miałoby to być przedszkole, ale koszty otwarcia są dużo większe. Czytając ofertę Bystrzaka, spodobało mi się postawienie na kreatywność, twórczość. Koncepcja Podróżniczych Kursów Rozwoju Intelektu bardzo przypadła mi do gustu, w pełni się z nią utożsamiałam.

Marto, a Ty? Co zadecydowało, że prowadzisz Bystrzaka w Stalowej Woli?

Nie wiem, nie umiem tego nazwać – po prostu zobaczyłam Bystrzaka i mnie olśniło 🙂 Długo szukałam pomysłu na swoją działalność, bardzo chciałam robić coś po swojemu, ale nie miałam konkretnego planu – wiedziałam tylko tyle, że chcę pracować w swoim zawodzie, a jestem pedagogiem, ukończyłam Uniwersytet Jagielloński w Krakowie.

Chciałam sama zarządzać swoim czasem (co okazało się pobożnym życzeniem, bo muszę się dostosować do grafiku zajęć, a mam ich sporo), robić to co lubię, sama decydować o tym, jak pracuję. Zaczęłam szukać inspiracji w internecie i tak dotarłam do oferty Pani Agnieszki Gorzyńskiej, napisałam maila i tak się zaczęło. Kilka miesięcy rozmów zaowocowało podpisaniem umowy i dziś mam swoją małą firmę.

Children playing with painting with the background painted

Sylwio, mam do Ciebie nasze obowiązkowe pytanie do mamy – jak godzisz rolę właścicielki biznesu z  byciem mamą ? Jak dużo pracujesz i czy Twoja córka uczestniczy w zajęciach, kiedy Ty pracujesz?

Prawdę powiedziawszy Bystrzak zajmuje mi cały dzień, wieczór, nawet w nocy często mi się śni 😉 Oczywiście codziennie znajduję czas dla córki, ale nie tak dużo jakbym chciała. Taki wieczny dylemat matki, która postanawia zrobić karierę 😉 Mam duże wsparcie od mojego partnera, kiedy tylko jest w domu.

Alicja, moja córka uczestniczy w zajęciach w Bystrzaku, podczas gdy ja prowadzę grupę w innej sali. Prowadzę tylko jedną, raz w tygodniu. Resztę czasu poświęcam na zarządzanie całą placówką.

bystrzak_bochnia_dziewczynka_mapa_640

Marto, Ty etap macierzyństwa masz jeszcze przed sobą. Dlaczego zatem zdecydowałaś się na „dzieciowy” biznes? Często dopiero doświadczenie macierzyństwa kieruje mamy ku takim pomysłom…

Często, ale nie zawsze. Nie trzeba mieć własnych dzieci, aby umieć uczyć, umieć zająć czas, zainteresować. Wielu moich znajomych ma dzieci, ale kompletnie nie potrafi zorganizować im wolnego popołudnia czy wytłumaczyć zadania z matematyki – to świadczy o tym, że posiadanie dzieci, a umiejętność pracy z nimi, to dwie zupełnie różne inne rzeczy.

Bycie rodzicem nie zawsze idzie w parze z cierpliwością do nich, umiejętnością wytłumaczenia im, czasem po dziesięć razy, dlaczego tęcza ma 7 kolorów. To, że mam dziecko, nie czyni mnie automatycznie specjalistą od nauczania i wychowania. Chociaż swoich dzieci nie mam, wszystkich moich kursantów traktuję jak własne, czasem im się nawet wyrwie “ciociu”  i słyszę, że jestem “ najsuperowsza w szkole” 🙂

Wiem, że już w pierwszym miesiącu swojej działalności odniosłyście niemałe sukcesy. Sylwia zdobywając 90 klientów na zajęcia, a Marta – 150. Jak to osiągnęłyście?

Sylwia: W moim przypadku była to przede wszystkim reklama na FB, w którą dość mocno inwestował mój partner. Mieliśmy masę osób, które przewinęły się na Dniach Otwartych, a 80-90% z nich dowiedziało się o nas z FB. Dostaliśmy momentalnie około 400 polubień. Teraz szukamy innego kanału reklamy, bowiem nadal gro ludzi w Bełchatowie nie wie o istnieniu Bystrzaka.

Marta: Do tej pory nie wiem jak to zrobiłam 🙂 Chyba po prostu przekonałam ludzi, że warto. Bardzo dużo pracy kosztowały mnie spotkania z dyrekcją, odwiedziłam wiele szkół. Później przygotowanie lekcji pokazowych, znalezienie trenera (chciałam dobrego, znalazłam świetnego).

Przez całe wakacje robiłam promocję – festyny, pikniki, warsztaty dla dzieci, urodziny itd., aby jak najwięcej osób o Bystrzaku usłyszało. Miałam też to szczęście, że trafiłam na fantastycznych dyrektorów, którym się chce, którzy autentycznie szukają dla dzieci nowych, ciekawych zajęć poza szkołą, którzy inwestują w swoich uczniów, bo wiedzą, że sama szkoła, choćby najlepsza to dziś za mało.

Chyba najważniejsze jest to, żeby być autentycznym i zarażać swoim pomysłem- jeśli sami nie będziemy przekonani do tego, co robimy, nikt nam nie uwierzy.

Nie ma jednej, skutecznej recepty na sukces, ale wiem jedno – jeśli ktoś ciężko pracuje, jest uczciwy i naprawdę chce –  musi się udać.

bystrzak_bochnia_chemik_640

Marto, Ty prowadzisz swój biznes w Stalowej Woli, ale nie masz własnej siedziby. Wszystkie zajęcia odbywają się w szkołach i przedszkolach. Skąd pomysł na taki model?

Pomysł wziął się stąd, że Stalowa Wola jest bardzo trudnym  miastem – ciężko tu cokolwiek prowadzić. To małe miasto, niewiele się tu dzieje, a jak już ktoś coś zaproponuje, to nie ma zainteresowania.

Poza tym ja skupiłam się na działalności przede wszystkim na terenach wiejskich. Dzieci z małych miejscowości nie mają właściwie żadnego dostępu do zajęć dodatkowych w swoim miejscu zamieszkania, trzeba je wozić kilka, kilkanaście kilometrów. Wpadłam na pomysł, żeby w takim razie przyjechać do nich – nie przyszedł Mahomet do góry, to przyszła góra do Mahometa 🙂

Pomyślałam, że zajęcia, które odbywać się będą w szkole, po lekcjach, w klasie, będą znacznym ułatwieniem dla rodziców. Nie trzeba dzieci nigdzie dowozić, tracić czasu czekając na nie, mniej problemów organizacyjnych i co najważniejsze – mniejsze koszty, bo rodzice do ceny zajęć (która w mieście jest dwukrotnie wyższa) muszą doliczyć koszty dojazdu. Ponadto razem ze szkołami, przedszkolami i Klubokawiarnią Tipi, z którą współpracujemy bardzo intensywnie, łatwiej jest nam się wzajemnie promować i pomagać sobie w różnych sytuacjach.

Czy „mobilna” placówka to mniejsze koszty i łatwiej uruchomić taki biznes? Czy dużo musiałaś zainwestować?

Zależy jak na to patrzeć. Własna placówka to na pewno większa niezależność. Ja muszę ustalać ze szkołami, kiedy mogę prowadzić zajęcia i w dużej mierze od tego zależą moje dochody. Nie wiem, czy jest łatwiej, bo nie mam porównania, ale na pewno odwiedzanie szkół, robienie lekcji pokazowych i dojazdy nie należą do zadań łatwych – zwłaszcza zimą.

Na plus oceniam to, że w przypadku “gorszego” miesiąca nie martwię się o czynsz za wynajem lokalu, co nie znaczy, że nie mam innych kosztów, np. dojazd jest dość drogi.

Jeśli chodzi o inwestycję to koszty materiałów dydaktycznych, wydatki na promocję, szkolenia, dojazdy do szkół przed rozpoczęciem zajęć kosztowały mnie ok. 25000 zł. Cały czas się zwraca, ale jest dobrze.

Sylwio, a Ty – wynajmujesz lokal. Jakie masz koszty i jaki zysk?

Na razie jeszcze inwestuję zyski w rozwój (ostatnio np. rolety, tuby do przechowywania dużych papierowych dekoracji, kasa fiskalna) – więc mój zarobek po 4 miesiącach działania jest trochę poniżej oczekiwań.

Ale widzę także spore rezerwy. Grup jest dużo, w niektórych sporo wolnych miejsc. Planuję zwiększyć liczbę kursantów do 110-120, organizować więcej urodzin, to powinno zwiększyć moje zyski.

Mocno zastanawiam się nad tym, jak wypełnić czas w godzinach 9-15. Niedługo wprowadzimy opiekę nad dziećmi na godziny, tak by mama mogła w tym czasie załatwić sprawy urzędowe, pójść do fryzjera czy kosmetyczki. Zobaczymy jakie rezultaty to przyniesie.

Trzymam kciuki za Twoje plany! Może nasze Czytelniczki podpowiedzą Ci jeszcze jak wykorzystać potencjał Twojego miejsca? Dziewczyny, a jakie zalety ma prowadzenie Bystrzaka? Czym ten pomysł zachęcił Was do rozpoczęcia współpracy? Co było decydujące?

Sylwia: Jest to biznes zgodny z moją pasją i wykształceniem. Posiada program zgodny z moimi przekonaniami, gotową metodykę zajęć i co bardzo ważne, mogę liczyć na dużą pomoc od Bystrzaka.

Marta: Dla mnie ogromną zaletą jest pomoc ze strony Pani Agnieszki – zawsze można liczyć na wsparcie i dobrą radę, czasem miłe słowo 🙂 Pani Agnieszka jest bardzo ciepłą, serdeczną osobą, więc dzwonię i piszę do niej w każdej sprawie.

Drugą zaletą są gotowe i sprawdzone scenariusze zajęć – sprawdzone nie tylko pod względem merytorycznym, ale też praktycznym.

Trzecią zaletą jest elastyczna forma franczyzy- to model franczyzy miękkiej, czyli tak naprawdę o wielu rzeczach mogę decydować sama, w zależności od tego, jakie rozwiązanie jest dla mnie najkorzystniejsze. Oczywiście franczyza zobowiązuje mnie do przestrzegania pewnych reguł, ale w żadnym stopniu nie czuję się ograniczona w działaniu, więc czuję, że to mój własny biznes.

Dziękuję Wam bardzo za tę rozmowę. Mam nadzieję, że kiedy wrócimy do rozmowy za rok, będziecie miały dużo dobrych wieści do przekazania 🙂 Trzymam kciuki!

Marta Świeżak

Pani Agnieszka Gorzyńska – pomysłodawczyni i założycielka Akademii Bystrzak

Pani Agnieszko, dlaczego mamy tak chętnie wybierają Bystrzaka i zaczynają z Panią współpracę?

Ponieważ dzięki współpracy z Akademią mogą połączyć pasję z rodzicielstwem.

Każda mama chce, aby jej dziecko rozwijało się wszechstronnie. Mamy często otwierają Bystrzaka, ponieważ w ich mieście nie ma tak ciekawych zajęć dodatkowych dla dzieci.

Model pracy jest również bardzo elastyczny i dostosowany do codziennych obowiązków rodzicielskich. W godzinach dopołudniowych można pracować w domu.

Z jaką inwestycją muszą się zmierzyć nowi franczyzobiorcy i po ilu miesiącach ta inwestycja się zwraca?

Są to na początku koszty rzędu 6,5 tys. zł. To cena pakietu, w którego skład wchodzi cały sprzęt dydaktyczny, metodyka dla trenerów, pakiet startowy dla grup ( wielkoformatowa mapa myślowa, magnetyczne tabliczki z obrazkami i opisami zwiedzanych miejsc, tablice do nauki technik pamięciowych, tablice z wyrazami, wyrażeniami).

  • Nie pobieramy opłaty wstępnej. Wszystkie materiały udostępniamy. Przez cały okres trwania współpracy franczyzobiorca nie dokonuje zakupów materiałów reklamowych ani zestawów, na których pracują dzieci.
  • Miesięczna stała opłata wynosi 590 zł. W okresie wakacyjnym jest 50 % zniżka.
  • Okres od dnia podpisania umowy do września (otwarcie placówki) jest bezpłatny.
  • Nie pobieramy żadnych opłat procentowych, ani opłaty uzależnionej od ilości uczestników kursów.Miesięczne wpłaty od rodziców to dochód Franczyzobiorcy.
  • Jeśli chodzi o zwrot inwestycji, to następuje już po 2 miesiącach edukacji 30 osób.

W jakich miastach chciałaby Pani otworzyć nowe placówki w 2017 roku? Ile placówek działa obecnie?

Posiadamy 42 placówki na terenie Polski. W tym roku chcemy otworzyć kolejne Akademie w miastach, w których jeszcze nie działamy, dlatego zapraszam serdecznie Panie do kontaktu ze mną. Odpowiem na każde pytanie o Mamy, która myśli o biznesie edukacyjnym.

Skontaktuj się już dzisiaj!

Agnieszka Gorzyńska – tel. 888-735-594, email: [email protected]

www.bystrzak.org

Przeczytaj więcej o tym pomyśle na biznes.

Zdjęcia: własność Akademii Bystrzak

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Franczyzadlamamy.pl
Franczyza dla Mamy to projekt portalu Mamo Pracuj prezentujący sprawdzone pomysły na biznes dla mam. Nie masz pomysłu na własny biznes? Skorzystaj z franczyzy! Portal Mamo Pracuj nie bierze odpowiedzialności za wyniki biznesowe prowadzenia działalności przez franczyzobiorców.
Podyskutuj

Zastrzeganie marki. Co warto o tym wiedzieć?

Na czym polega prawna ochrona znaku towarowego? Jakie wybrać logo? Gdzie można uzyskać pomoc przy przejściu przez procedury w Urzędzie Patentowym? Dowiesz się tego z poniższego wpisu.
  • Jagoda Jasińska - 07/11/2019
widok z góry na stół z laptopem, kawą, notatnikiem, okularami

Ochrona prawna znaku towarowego – na czym polega?

Rejestrując znak towarowy, za który uznawany jest nazwa oraz wszystko, co pozwala na identyfikację firmy, odbywa się w urzędzie patentowym. Aby przygotować wniosek, który zostanie zaakceptowany przez urzędników, niezbędna jest jednak odpowiednia wiedza z zakresu prawa autorskiego oraz procedur. Osoby, które do tej pory nie miały z nimi styczności, mogą mieć spore problemy z dopełnieniem wszystkich formalności i zapewnieniem sobie pozytywnego rozpatrzenia wniosku.

Ochrona marki firmy – samo logo czy logo z nazwą?

Jedną z najczęstszych wątpliwości dotykających przedsiębiorców rejestrujących markę jest wybór między jedną z dwóch opcji – ochroną prawną samego logo, czy też dotyczącą także jej nazwy. W większości przypadków wystarczy tylko zastrzeżenie logotypu.

Zdarza się jednak, że ten nie zawiera nazwy przedsiębiorstwa. W takiej sytuacji niezbędne będzie też zastrzeżenie określonych słów w danym kontekście – przede wszystkim w treściach dotyczących branży, w której działa firma. Wyjątek stanowią nazwy będące słowem stworzonym na potrzeby nazwy – na przykład Budopol, Meblex i tym podobne.

Zastrzeżenie znaku towarowego – kto pomoże w tym zadaniu?

Jak już wspomnieliśmy, złożenie wniosku oraz przejście wszystkich procedur w urzędzie patentowym nie jest łatwe i wymaga specjalistycznej wiedzy. Dlatego zastrzeganie marki warto powierzyć fachowcowi. Najlepiej będzie, jeśli w tym celu wybierzemy się do kancelarii rzecznika patentowego.

Stawiając na pomoc sprawdzonego i posiadającego niezbędne certyfikaty oraz uprawnienia specjalisty, możemy być pewni, że wszystkie najważniejsze elementy wizerunku naszej firmy zyskają odpowiednią ochronę przed ich wykorzystaniem przez konkurencyjne przedsiębiorstwa.

Artykuł powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: Pixabay

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Jagoda Jasińska

Prowadzę firmę odzieżową – historia Natalii

- To, że zostałam wyróżniona w konkursie "Stań na własnych nogach" niesamowicie podbudowało moją pewność siebie, wiarę w to co robię - mówi Natalia, mama, założycielka firmy odzieżowej, finalistka konkursu Stań na własnych nogach. Przeczytaj jej wyjątkową historię!
  • Joanna Gotfryd - 30/10/2019
Natalia Hulbój, właścicielka firmy Go For Colors z synkiem

Konkurs „Stań na własnych nogach”

W czerwcu 2019 organizowałyśmy wspólnie z Rossmann Polska konkurs, Stań na własnych nogach, do którego zaprosiliśmy wszystkie przedsiębiorcze kobiety. Pula nagród w tym konkursie wynosiła aż 60 tysięcy złotych!

Wkrótce przedstawimy Wam kolejne historie przedsiębiorczych mam, które zgłosiły się do konkursu. Jedną już mogłyście poznać:

Kosmetyki naturalne bez ulepszania – pomysł na biznes Dominiki

W finale konkursu znalazło się aż 50 fantastycznych prac i projektów. Oto jedna z nich. Przeczytajcie historię Natalii, która tworzy wyjątkowe ubrania Go for Colors.

Natalia, jaki jest Twój pomysł na biznes i od czego wszystko się zaczęło?

Od ponad roku prowadzę firmę Go for Colors z nietuzinkową, kolorową odzieżą damską i dziecięcą. Szycie „zagościło” w moim życiu dość późno, jednak odkąd pamiętam zawsze lubiłam tworzyć coś własnoręcznie, uwielbiałam wszystkie serie DIY 🙂

Kiedy dowiedziałam się, że zostanę mamą, postanowiłam, że swojemu synkowi uszyję piękną, kolorową wyprawkę. Niestety los okazał się okrutny. Otrzymaliśmy diagnozę, że nasz synek ma bardzo ciężką wadę serca. Badania, kontrole, przygotowywanie się na to co może być, niepewność, ale też wielka nadzieja. Jaś urodził się w dobrym stanie, przeszedł dwie operacje. Drugiej nie przeżył…

Zmarł w wieku 9 miesięcy. Był to ogromny cios, dla mnie, mojego męża, całej naszej rodziny. Jest to tragedia, którą nadal przeżywamy, ale nauczyliśmy się z tym bólem jakoś żyć.

Po śmierci Jasia nie widziałam sensu w niczym, nie mogłam się pozbierać. Ciężko planować i mówić o jakichkolwiek marzeniach, po takiej tragedii. Ciężko funkcjonować.

Natalia Hulbój

Pewnego dnia mój mąż sprezentował mi maszynę do szycia. Zaczęłam się uczyć szyć, były to proste rzeczy, musiałam po prostu zająć czymś głowę i ręce. Po jakimś czasie postanowiłam, że zapiszę się na kurs kroju i szycia. Aby wyjść z domu. Po prostu. Mieć jakiś powód, by wyjść do ludzi. W międzyczasie podjęłam nową pracę.

Tak mijały dni, tygodnie, miesiące. Aż urodził się mój kochany drugi synek Szymuś. Moje Słońce, moja Inspiracja. Szyłam dla niego malutkie ciuszki, akcesoria. Po jakimś czasie zaczęłam robić zdjęcia tych rzeczy, wstawiać na swój fb profil. Pojawiły się pozytywne komentarze, zapytania o cenę. Zaczęłam interesować się dotacją z UP: jakie są kryteria, ile można uzyskać dofinansowania itp.

Złożyłam wniosek i dostałam pieniądze na rozpoczęcie działalności.
Poszłam jak to się mówi „na żywioł” 🙂 stwierdziłam, że teraz albo nigdy. To moja historia w dość dużym skrócie. Jestem dopiero na początku swej drogi, wiele jeszcze przede mną.

Co dał Ci udział w konkursie „Stań na własnych nogach”? Co zmienił w Twoim życiu?

To, że zostałam wyróżniona w konkursie „Stań na własnych nogach”, niesamowicie podbudowało moją pewność siebie, wiarę w to co robię. Spośród tylu zgłoszeń moje prace zostały dostrzeżone. Był to dla mnie dość duży szok. Otrzymałam też wiele wsparcia od bliskich i obcych ludzi. Pozytywne komentarze, kciuki i oczywiście … głosy.

Jak planujesz wykorzystać to doświadczenie w przyszłości? Jakie kolejne kroki planujesz zrobić?

Pomimo tego, że nie udało się zdobyć nagrody, to właśnie wsparcie od innych osób bardzo mnie podbudowało. Teraz mam w planach przede wszystkim udział w pierwszych w moim życiu targach dziecięcych. Bardzo się stresuję całym tym przedsięwzięciem, ale mam nadzieję, że będzie dobrze 🙂

Oczywiście planuję dalszy rozwój, pozyskiwanie nowych klientów, wprowadzanie nowych produktów. Marzy mi się sklep stacjonarny lub partner biznesowy, który moje produkty będzie chciał sprzedawać w swoim sklepie 🙂

Natalia Hulbój

Co powiedziałabyś mamom, kobietom, które planują założyć własną firmę?

Że będą chwile radości, ale też smutku, strachu i rozgoryczenia. Nie będę owijać w bawełnę, że własna firma to bułka z masłem. Tak nie jest. Jest ciężko, ale warto. Tak myślę. Według mnie trzeba mieć wsparcie bliskich. Nie ukrywam, że ja takie wsparcie mam. W mężu. W rodzinie. Naprawdę jest to nieocenione. Będę to zawsze podkreślać. I bardzo, bardzo z tego miejsca dziękuję im za wszystko.

Drogie Mamy – pomimo problemów, jakie na pewno się pojawią, myślę, że warto próbować. Warto marzyć, realizować swoje pomysły 🙂 I liczyć – prowadzić budżet firmowy 🙂 to też bardzo, bardzo ważne 🙂
Pozdrawiam wszystkie Przedsiębiorcze Mamy!

Jeśli lubisz czytać inspirujące historie mam, zajrzyj też tutaj:

Po każdej burzy wychodzi słońce – historia Doroty, która tworzy wianki

Godzę obie role – mamy i pracownika – historia Agnieszki z Irlandii

Jestem dla siebie sterem, żeglarzem i okrętem

Przestaję wierzyć, że kiedyś „wyjdę do ludzi”…

Zdjęcia: własność Natalii

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail