Czego szukasz

Dobro wraca! czyli jak mądrze wspierać pracowników

Czuwa nad obszarem diversity & inclusion. Wspiera komunikację wewnętrzną. Nie odmawia bycia mentorką. Jest mamą i ceni sobie więzi rodzinne. Monika Jankowska – Rangelov, Inclusion & Diversity Head for EMEA w State Street Bank Polska opowie o wspieraniu pracowników (i nie tylko!) w ich różnorodności.

Monika Jankowska-Rangelov w biało-różowej bluzce, na brązowym tle, lekko się uśmiecha

Moniko, w State Street Bank pracujesz na stanowisku Inclusion & Diversity Head for EMEA. To może brzmieć dość enigmatycznie. Proszę powiedz czym się zajmujesz na co dzień.

Do State Street Bank dołączyłam zaledwie rok temu, a mam wrażenie jakbym pracowała tutaj od zawsze. Tyle się tu dzieje każdego dnia i każdego tygodnia! Jestem częścią globalnego zespołu związanego z włączaniem różnorodności w organizacji. Nasza główna siedziba znajduje się w Bostonie, tam również swoje biuro ma Paul Francisco – globalny Chief Diversity Officer.

Razem z moją przełożoną w Londynie, Darkiem w Krakowie, zespołem w Bostonie i dwoma naszymi koleżankami w Indiach wspólnie realizujemy wewnętrzne działania zapewniające efektywną współpracę i komunikację osób różnej płci, tożsamości płciowej i wieku, pochodzących z wielu krajów i kultur, osób LGBT+, z niepełnosprawnościami i ograniczeniami zdrowotnymi, czy też w różnych kondycjach zdrowia psychicznego.

To niezwykle ważne działania dla pracowników, nie tylko w czasie pandemii. Jak to wygląda w praktyce?

Wraz z 10 sieciami pracowniczymi w Polsce oraz 62 w 9 krajach europejskich, organizujemy m.in. spotkania, szkolenia, kampanie społeczne i warsztaty. Wyposażamy kierowników w lepsze umiejętności poznawcze i komunikacyjne, w sytuacjach kryzysowych dla pracowników. Budujemy społeczności i łączymy pasjonatów zachęcając ich do dalszych działań i podejmowania inicjatyw lokalnych.

Jak jeszcze tak ważną misję i cel pracy, jaką jest inkluzywność miejsca pracy, można przekuć w konkretne zadania?

Swoje działania realizujemy poprzez zaangażowanie pracowników w sieci pracownicze, takie jak sieć kultury i narodowości, sieć profesjonalistek (sieć kobieca), sieć działająca na rzecz osób z niepełnosprawnościami, osób LGBT+ oraz ich przyjaciół, sieć na rzecz rozwoju osobistego i zawodowego, działaczy na rzecz środowiska i zrównoważonego rozwoju, komitet sportowy, klub mówców publicznych (Toastmasters) oraz wreszcie klub pracujących rodziców.

Dodatkowo wraz ze State Street Foundation, która obecna jest również w Polsce, wspieramy wiele organizacji pozarządowych. Działamy przede wszystkim w Krakowie i Gdańsku, przyznając granty na ich działalność statutową, m.in. w roku 2019 uzyskując tytuł Filantropa Krakowa, z czego bardzo się ucieszyliśmy.

Jestem niezmiernie dumna z faktu, że State Street Bank otrzymało już wiele nagród jako pracodawca wspierający włączanie różnorodności, m.in. 2015 ABSL Diamonds Business Leader with Most Vibrant Workplace in Poland. Od kilku lat jesteśmy też przecież partnerem Fundacji Mamo Pracuj.

O tak! I dzięki naszej współpracy realizujemy projekty, których efekty są niesamowite. Uczestniczki znajdują pracę na miarę własnych potrzeb, odwagę do działania, a często wspaniałe przyjaźnie. Ale wracając do Ciebie i Twojej pracy…

Jeśli mnie spytasz na czym – w skrócie – polega moja praca to odpowiem, że na wspieraniu ogromnej grupy ludzi, dla których różnorodność w pracy to wielka pasja. Mam zaszczyt pomagać im, a czasem prowokować lub nawet inspirować… taki feedback! Co zrobić?! (śmiech).

Nie da się zaprzeczyć, że ta praca przynosi Tobie i wszystkim Twoim współpracownikom ogromną satysfakcję. A co jest dla Ciebie najcenniejszym doświadczeniem?

Fantastycznie jest móc obserwować jak oswajamy te „inności”. Ludzie zaczynają o nich rozmawiać, poznawać, rozumieć… a wreszcie przestają być innościami. Stają się pewną zaakceptowaną oczywistością. Jak to, że ktoś nie ma ręki, ktoś inny jest samotną mamą z Ukrainy, albo jeszcze ktoś inny żyje w związku jednopłciowym lub niedawno był naszym kolegą, a za kilka miesięcy będzie miał w dowodzie swoje prawdziwe imię – Mariola.

To nie są historie z filmów, to jest życie, które nas otacza i dotyczy naszych rodzin, sąsiadów, znajomych. Zatrudniając ponad 6 tysięcy osób w Polsce, musimy się liczyć z faktem, że te historie są naszymi historiami. Możemy o nich nie wiedzieć, ale one się dzieją, tak jak dzieją się losy życia – zmieniają się nasze potrzeby i my się zmieniamy.

Dlatego moją misją w mojej pracy jest „umożliwiać” zmiany tym, którzy są gotowi się otworzyć – zapraszamy do dzielenia się historiami. Bo historie ludzi to prawdziwe kultywowanie i celebracja życia człowieka. Historie to my – opowiadajmy, by inspirować innych do zmiany czy choćby zrobienia pierwszego kroku na drodze do tej zmiany, której potrzebujemy, by żyć w pełni i móc być prawdziwie sobą, w całej okazałości.

To wszystko o czym mówisz, jest niesamowicie istotne. Ale to nie jedyne ważne działanie. Moniko – zapytam wprost – skąd pomysł, a może potrzeba, międzynarodowej, dużej korporacji jaką jest State Street Bank, żeby wspierać lokalne społeczności, czy też organizacje pozarządowe?

Tutaj oczywiście muszę się odwołać do naszej misji oraz wartości. Jedną z najważniejszych jest Global Force, Local Citizen – ja to tłumaczę niedosłownie jako „Globalna Siła, Lokalna Potrzeba. Działamy globalnie, myślimy lokalnie”. Lokalny obywatel w każdej naszej lokalizacji, w której działamy i jesteśmy obecni, to inny zestaw potrzeb wynikający oczywiście nie tylko z osobowości, ale wielu czynników zewnętrznych – jak sytuacja polityczna, gospodarcza czy społeczna w danym kraju.

Musimy pamiętać, że Europa jest bardzo zróżnicowana, więc inicjatywy potrzebne i odnoszące sukces w Irlandii, niekoniecznie sprawdzą się w Niemczech czy Polsce.

State Street Bank jako światowy lider wśród dostawców usług finansowych i jeden z największych banków powierniczych działa na 100 rynkach finansowych i zatrudnia ponad 39 000 pracowników w 30 lokalizacjach na świecie. Ta skala mówi za siebie – spektrum różnic pomiędzy lokalizacjami jest bardzo szerokie.

Dużo dzieje się wewnątrz firmy, sporo rzeczy w lokalnych społecznościach. Jak bardzo aktywna jest State Street Foundation? Czy możesz zdradzić więcej szczegółów?

Co roku wiele organizacji w poszczególnych krajach może ubiegać się o granty, mające wspierać projekty związane z edukacją, rozwojem ludzi i podnoszeniem kompetencji, w celu zwiększenia aktywności zawodowej osób wywodzących się z różnych środowisk. Oprócz naszej wieloletniej współpracy na rzecz rozwoju kobiet, chciałabym przytoczyć tutaj nasz ostatni, świeżo zakończony projekt: Barriers Breaking Opportunity, realizowany wraz z Fundacją Stella Virium. Stanowi on kolejny przykład inicjatywy wspierającej m.in. osoby wyłączone z rynku pracy w związku z pełnionymi rolami opiekuńczymi, tym razem bez względu na płeć.

Pracownicy firmy State Street Bank w ramach wolontariatu pracowniczego prowadzili szkolenia, mentoring i coaching dla beneficjentów programu, pośród których również znalazła się grupa osób z różnymi niepełnosprawnościami, osoby 45+ oraz pozostałe osoby zagrożone na rynku pracy ze względu na swoje etniczne lub kulturowe pochodzenie, czy inne przesłanki różnorodności, jak tożsamość płciowa czy zaburzenia zdrowia psychicznego. W tym roku projekt BBO wyposażał beneficjentów w kompetencje i umiejętności potrzebne do procesu rekrutacyjnego w dużych firmach międzynarodowych.

Stawialiśmy m.in. na szlifowanie Business English, kompetencje miękkie, narzędzia biznesowe, narzędzia do pracy zdalnej czy rozumienie struktur korporacyjnych, ale dużym zaskoczeniem w feedbackach od beneficjentów był fakt, że najbardziej doceniono odkrycie, iż nasi pracownicy to ludzie z krwi i kości, tacy sami, jak oni. Ta świadomość pomogła wielu beneficjentom uwierzyć w siebie. Dodatkowo zaoferowany coaching i mentoring, pomógł im przygotować się do procesu rekrutacyjnego i indywidualnie w obszarach dla nich najważniejszych.

Czy możesz podzielić się szczegółami jeszcze innych projektów?

Oczywiście! Pracujemy z wieloma organizacjami w Polsce, ale również w innych krajach, starając się wspierać projekty, które mają realny wpływ, szczególnie w obecnie trudnych czasach pandemii. Nasi pracownicy, dzięki standardowym 16 godzinom wolontariatu, a w trakcie pandemii 32 godzinom, mogą się angażować w różnych obszarach społecznych pomagając wielu osobom.

Kolejnym partnerem, z którym współpracujemy w ramach tzw. High Impact Grant – czyli 3-letniego finansowania organizacji – jest Fundacja Poland Business Run oraz ich program aktywizacji zawodowej dla osób po amputacjach. Aktywizacja zawodowa jest dla nas priorytetowa i dzięki takim projektom, uczestnicy otrzymają możliwość rozwoju zawodowego, który docelowo pomoże im znaleźć stałe zatrudnienie i zyskać niezależność.

Po raz drugi już odbyło się 2-dniowe szkolenie aktywizacji zawodowej w listopadzie w tym roku i miało na celu poszerzenie wiedzy uczestników w zakresie rynku pracy oraz tworzenia dokumentów aplikacyjnych. Ważną częścią były indywidualne spotkania z doradcą zawodowym. Podczas konsultacji doradca zawodowy pomógł każdemu uczestnikowi dobrać odpowiednie do jego możliwości i umiejętności kursy lub szkolenia, które mają jak najlepiej przygotować go do podjęcia pracy. Następnie sam kurs, (może to być kurs językowy, komputerowy, specjalistyczny itp.) uczestnicy odbędą w dowolnym miejscu, np. w mieście zamieszkania, lub online.
Podsumowując dodam, że dla nas sukces to wpływ – naszych pracowników na klientów, lokalną społeczność i siebie nawzajem.

W czasie pandemii wydawałoby się, że zaniechacie działań związanych ze wsparciem zewnętrznym. Wiadomo, że w pierwszej kolejności należy zadbać o pracowników. Natomiast ja mam takie poczucie, że jeszcze bardziej dopytujecie się, jak możecie pomóc. Wydawałoby się, że duża, międzynarodowa firma z branży finansowej nie będzie mogła być tak elastyczna, w szczególności w czasie kryzysu. Zdradź nam jak to wygląda od środka.

Faktycznie, pandemia na taką skalę szybko ogarnęła świat i odbiła się na wszystkich gospodarkach i grupach społecznych. Nasza firma bardzo szybko podjęła decyzję, by chronić swoich pracowników i niemal z dnia na dzień w marcu tego roku przeszliśmy prawie zupełnie na pracę z domu. Z kilku tysięcy pracowników jedynie maleńka grupa chodziła do biura, w związku ze szczególnymi procesami, którymi się zajmują.

Pierwsze tygodnie były naprawdę ciężkie, szczególnie dla rodzin wielodzietnych, które musiały efektywnie łączyć pracę z obowiązkami opiekuńczymi. To było naprawdę trudne również dla kierowników, którzy nagle stracili z oczu całe zespoły, nie mogąc ich ani wspierać, ani monitorować w takim zakresie jak wcześniej. To wszystko wymagało zmiany sposobu myślenia, wymusiło kredyt zaufania na skalę, której nikt sobie nie wyobrażał w rzeczywistości „przed-pandemią”. By relacje nie ucierpiały, a ludzie się nie oddalili, mój zespół oraz sieci pracownicze podjęły szereg działań wirtualnych #stayconnected by pomóc menadżerom i umożliwić podtrzymanie bliskich relacji, wypracować dobre praktyki i sposoby, by przetrwać… przetrwać razem.

Jak się okazało, początkowo zakładane kilka tygodni w świecie zdalnym, okazało się być długimi miesiącami i przybrało już pewny status quo. Ja nazywam to „nową rzeczywistością”. Sytuacja pandemiczna już niemal stale wymaga od nas ograniczeń swobody, możliwości, planów, zmiany zachowania czy funkcjonowania w codzienności. Ja największy wpływ dostrzegam w oddaleniu od innych ludzi, cierpią na tym relacje międzyludzkie. Nie ma już momentów na luźne konwersacje w kuchni przy ekspresie lub na korytarzach biur. Jeśli nie umożliwimy luźnych rozmów podczas e-coffee, to nie ma już chemii, choćby wirtualnej.

Czy zauważasz to, że pandemia w większym stopniu wpłynęła na kobiety? Chociażby ze względu na dodatkowe obowiązki rodzinne?

Nasze statystyki kadrowo-opiekuńcze pokazały, że wielu naszych pracowników – ojców, podjęło wspólną opiekę nad dziećmi podczas pandemii, współdzieląc szereg dni urlopowych w sposób elastyczny. Niestety wciąż dłuższe okresy nieobecności w pracy dotyczą kobiet, które częściej niż mężczyźni decydują się na kilkutygodniową opiekę nad dziećmi.

To był również trend zaobserwowany wśród pracowników korzystających z dodatkowego 2-tygodniowego pełnopłatnego urlopu opiekuńczego, który był udzielany rodzicom w pierwszej połowie roku jako dodatkowy benefit od firmy. Współdzielenie opieki doraźnej jest coraz bardziej zrównoważone, jednakże w Polsce rolami opiekuńczymi obciążone są głównie kobiety, co również nie pozostaje bez wpływu na ich dobrostan psychiczny.

Dlatego też, szczególnie w pierwszej połowie 2020 podjęliśmy szereg działań wspierających rodziców, w tym zorganizowaliśmy cały cykl webinarów dotyczących zdrowia psychicznego, umiejętności radzenia sobie z kryzysem, stresem, poczuciem zagrożenia, ale również umiejętności rodzicielskich – głębszego rozumienia sytuacji kryzysowej dzieci. Pandemia odbiła się na nich ze zdwojoną siłą. Dzieci pozbawione kontaktów z rówieśnikami, znużone zdalnym nauczaniem doświadczyły wielu trudnych emocji, którymi skutecznie obciążyły swoich opiekunów.

Jak patrzysz wstecz, to myślisz, że dużym firmom takim jak State Street Bank łatwiej przystosować się do tej nowej, pandemicznej normalności? Czy wręcz przeciwnie?

Ja bym powiedziała: Najpierw, przez bardzo krótką chwilę był chaos… Wszyscy online, z dnia na dzień! Walczyliśmy o przetrwanie w zdalnym świecie godząc wiele ról społecznych jednocześnie. Jak już się tego nauczyliśmy, pojawiło się zmęczenie i zniechęcenie do wszystkiego ponad podstawowe obowiązki, ale wiedzieliśmy już, że potrafimy tak przetrwać kilka tygodni…i w końcu miesięcy. W dużych firmach łatwiej jest o testowane już wcześniej technologie pracy zdalnej, znane są narzędzia i rozwiązania z całego świata – więc infrastruktura już istniała.

Wyzwaniem okazały się sytuacje poszczególnych osób – większych rodzin, zamkniętych w małych mieszkaniach, z niewystarczającą liczbą własnych komputerów, słabym i niestabilnym internetem, czy osób samotnych – zamkniętych często w pustych ścianach wynajmowanych mieszkań. Życie singli stało się dotkliwie puste, a wielodzietnych rodzin wyjątkowo ciasne. To wszystko wpływało na zachwianie dobrostanu pracowniczego i mój zespół ds. różnorodności i jej włączania to wyzwanie podjął.

Mówiłam już wcześniej o ofercie wspierającej – edukacyjnej, ale chciałabym też nadmienić, że State Street Bank również oferuje swoim pracownikom system zdalnego wsparcia psychologicznego, prawnego i doradztwa finansowego. To ważne elementy w dobie kryzysu na rynku gospodarczym.

Nasi pracownicy-rodzice oczywiście korzystali z finansowanych przez rząd urlopów opiekuńczych dla najmłodszych dzieci. Nasi menedżerowie umożliwili również wielu osobom pracę w elastycznym trybie godzinowym, to pomogło naprawdę wielu pracownikom pogodzić różne zobowiązania.

Czy pandemia przyniosła jakieś inspiracje czy może pokazała nowe obszary do rozwoju działań, innych niż realizowane „normalnie”?

Po kilku miesiącach zauważyliśmy ponowne zainteresowanie w naszych zespołach pracą wolontaryjną. Co prawda nie na tych samych zasadach, co w roku poprzednim. Projekty w trakcie pandemii oparły się na wolontariacie kompetencyjnym, który w ramach zdalnego zaangażowania umożliwiał pomoc lokalnym społecznościom w ramach tego co posiadamy – wiedzy, umiejętności i czasu, którymi nasi pracownicy chcieli się podzielić.

I tak narodziły się projekty korepetycji zdalnych dla dzieci z rodzin zastępczych, rodzinnych domów dziecka czy rodzin wielodzietnych, w których rodzice nie mogli wspierać swoich dzieci przez cały czas nauki zdalnej. Kilkudziesięciu pracowników pomagało dzieciom zdalnie w matematyce, fizyce, chemii czy językach obcych – tutaj angażowali się również koledzy i koleżanki z innych krajów. Ta przygoda trwa dalej i jesteśmy niezwykle dumni, że tak wiele osób z dobrego serca dzieli się z dzieciakami w potrzebie swoim czasem, uwagą i wiedzą.

Wcześniej opowiadałam Wam również o projekcie BBO, który wspiera osoby zagrożone dyskryminacją na rynku pracy ze względu na przesłanki różnorodnościowe, jak pochodzenie, niepełnosprawność czy wiek. Chciałabym tutaj jeszcze wspomnieć o naszej współpracy z Fundacją Sarigato, poprzez którą przekazaliśmy ponad 3000 komputerów dla dzieci w potrzebie, w tym właśnie przebywających w pieczy zastępczej. Tutaj cały zespół wspaniałych wolontariuszy pracował nad tym, by było to możliwe. Znowu, kolejna wielka inicjatywa i zmiana społeczna możliwa w trybie zdalnym.

Moniko, raz jeszcze wracając do Ciebie. W ramach projektów Odważ się mamo! zdecydowałaś się na kilkumiesięczną pracę jeden na jeden z mentee. Z osobą której wcześniej nie znałaś. Nie bałaś się, że coś może nie wyjść, że się nie zagracie, że takie działanie nie będzie tym czego oczekiwałaś?

Mentoring to jest fantastyczne doświadczenie. Od wielu lat angażuję się w podobne projekty. Nie miałam obaw, raczej niecierpliwość i ciekawość osoby, z którą miałam współpracować. To była druga edycja programu mentoringowego, w którym wzięłam udział z Fundacją Mamo Pracuj.
W pierwszej edycji moja relacja mentorska trwała bardzo krótko, gdyż moja podopieczna wycofała się ze spotkań ze względów na nadmiar obowiązków opiekuńczych podczas pandemii.

Natomiast, druga edycja projektu „Odważ się mamo!” dała mi możliwość poznania wspaniałej młodej mamy, która postanowiła wrócić do pracy po dłuższej nieobecności na rynku pracy ze względu na opiekę nad dwójką dzieci. Moja mentee jest przebojową i bardzo wrażliwą kobietą, która dzięki wspierającemu mężowi i rodzicom, ma szansę nie tylko na powrót do pełnej aktywności zawodowej, lecz kolejne macierzyństwo, którego lada dzień doświadczy!

Miałam ogromną przyjemność towarzyszyć jej w zmianie perspektywy i nowych wyzwaniach zawodowych, które pojawiły się na jej drodze w idealnym dla niej momencie. Niestety do tej pory nie miałyśmy okazji spotkać się osobiście ze względu na obostrzenia epidemiologiczne, ale nasza zdalna relacja znakomicie funkcjonowała i umożliwiała nam efektywny kontakt. Jestem pewna, że pozostaniemy nadal w kontakcie by z ogromną życzliwością móc obserwować kolejne wyzwania i to jak sobie z nimi moja podopieczna radzi.

Słyszę dużo ciepła i radości. Ty też dużo czerpałaś z tej relacji?

To było wspaniałe doświadczenie. I bardzo się cieszę, że mogłam poznać również inne mentorki. Tyle dobra i inspiracji, których było w tych relacjach. Kobiety – wspierają kobiety. Fantastyczne!! Nie trzeba mieć obaw tylko dużo nadziei i mądrej empatii. To wystarcza!

A na koniec pytanie „rodzinne”. Sama jesteś mamą, masz bardzo odpowiedzialne stanowisko i angażujesz się w wiele działań pomocowych i promujących D&I. Jak Ty to robisz? Skąd czerpiesz siłę i jak organizujesz swój czas? Moniko, a może Twoja doba ma więcej niż 24 godziny? 😉

Oczywiście, że moja doba ma więcej niż 24 godziny!!! Kobiety tak mają. 😊
Ale na poważnie, to nie mam jakiegoś przepisu, staram się robić rzeczy, w które wierzę i lubię. Zdarza mi się odwlekać tygodniami jakieś zadania, które dostarczam na ostatnią chwilę, choć po fakcie jestem zadowolona, że po raz kolejny się sprężyłam.

Angażowanie się w projekty związane z różnorodnością przychodzi mi naturalnie, bo daje mi dużo radości. Kiedyś wiele osób bardzo pomogło mi i mojej mamie, gdyż od wczesnego dzieciństwa mocno chorowałam i przez całe życie towarzyszą mi różne wyzwania zdrowotne, w tym niepełnosprawność ruchowa. To mi zawsze dawało siłę i mobilizowało do myślenia czego jeszcze chcę i jak chcę, a nie czego ‘nie mogę’.

Uważam, że każdy może PRAWIE wszystko – kwestia tylko sposobu, a czasem ceny by to osiągnąć.

Sukces drzemie w tym „chceniu” właśnie i kreatywności, by odnajdywać ukryte furtki tam, gdzie inni widzą mur nie do pokonania.

Moje działania wspierające innych ludzi, to chyba trochę taki zwrot dobra, które kiedyś sama dostałam. Chyba prawo karmy jest mi bliskie, w każdym razie obserwuję i doświadczam wielokrotnego dobra za dawanie dobra innym.

Drugim powodem jest to, że pamięć o nas zostanie w innych. Kiedy nas zabraknie, to co po nas zostanie, to właśnie te małe drobne rzeczy – relacje, emocje i wspomnienia. Jednak ja sama wierzę mocno w „tu i teraz”, więc zdecydowanie bliżej mi do zasady carpe diem, choć z wyważeniem i rozsądkiem, niż z szalonymi porywami serca.

Mam małą garstkę osób, które mnie wspierają – moja mama, czyli bardzo ważna babcia w codzienności w naszym domu; mój mąż – bardzo wspierający, ogromnie cierpliwy i motywujący oraz dziadkowie na odległość – w Bułgarii. To najbliższa rodzina, ale też kilkoro przyjaciół, którzy mi towarzyszą bardziej lub mniej intensywnie na różnych etapach życia. Te relacje są dla mnie naprawdę ważne.

Motywują mnie zmiany, które widzę w ludziach, z którymi pracuję i to są takie moje niewyczerpywalne zasoby energii odnawialnej. Zawsze jest ktoś obok nas, kogo możemy wesprzeć choćby dobrym słowem, swoją obecnością, czy uważnością.

Kiedy spada mi poziom energii (chociażby zdecydowanie w zimowe, krakowskie, smogowo-mgliste dni) to już myślę, co będę robić na wiosnę. Uwielbiam ogrody w przedwiosennym oczekiwaniu na przebudzenie i projektowanie wnętrz.

Jesteś po prostu kobietą wielu talentów!

Coaching, mentoring i interior design mają wiele wspólnego. To jest takie moje powołanie – wyburzanie starych schematów myślenia w ludziach i zdzierania starych tapet przekonań, by zrobić miejsce na nowe perspektywy. Ludzie mają wiele wspólnego z mieszkaniami – z tym, że w ludziach mieszkają piękne motyle i potrzebują czasem odświeżenia im kolorów, rozprostowania skrzydeł by móc poszybować wyżej i dalej. Uwielbiam patrzeć jak „odświeżone” odlatują ku spełnieniu w swoim życiu.

Dziękuję za rozmowę.

Sprawdź ile dobrego zrobiła Fundacja Mamo Pracuj przy wsparciu Fundacji State Street Bank oraz pracowników State Street Bank Polska:

Podsumowanie projektu Odważ się mamo i wróć z nami do pracy! (edycja I)

Podsumowanie projektu Odważ się mamo i wróć z nami do pracy! (edycja II)

Podsumowanie projektu Odważ się mamo! – program mentoringowy

Jesteś zainteresowana pracą w State Street Bank? Zobacz jak firma wspiera pracujących rodziców i sprawdź oferty pracy!

Logo firmy State Street

Zdjęcia: prywatne archiwum Moniki

Logo: State Street Bank

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Jestem mamą mądrej indywidualistki. Posiadam doświadczenie w koordynacji projektów, prowadzeniu szkoleń oraz doradztwa. Uwielbiam spędzać czas z rodziną, podróżować, czytać książki i celebrować picie kawy. W "wolnym" czasie wspieram osoby chore onkologicznie.

Koszulki damskie z nadrukiem – pomysł na prezent dla pracowników

Nie od dziś wiadomo, że za sukcesem każdej firmy stoi między innymi dobrostan pracowników. Osoby, które czują się ważne i doceniane, są efektywniejsze i lepiej wykonują powierzone im zadania, a ponadto czują więź z pracodawcą i współpracownikami. Wszystko to ma niebagatelny wpływ na funkcjonowanie firmy. Oprócz dobrej atmosfery na co dzień i spotkań integracyjnych, warto także pomyśleć o drobnych podarunkach. Dobrym pomysłem na prezent dla pracowników mogą się okazać koszulki damskie z nadrukiem.
Kobieta obdarowana koszulkami dla pracowników

Koszulki damskie z nadrukiem – dlaczego są idealnym prezentem?

Po pierwsze – t shirty damskie z nadrukiem to niezwykle praktyczny prezent, który nie zostanie schowany czy rzucony w kąt, ale rzeczywiście się przyda. Po drugie prezent ten można dowolnie spersonalizować, co dodatkowo pokazuje zaangażowanie pracodawcy w życie społeczności pracowników. Na takiej koszulce można umieścić nadruk lub napis, nawiązujący na przykład do panujących w firmie zwyczajów czy powiedzonek.

Przeczytaj także: Rozwijaj swoje talenty w firmie, która ceni Ciebie i Twoją rodzinę

Koszulki z nadrukiem dla pracowników – na jakie okazje?

Obdarowanie pracownika koszulką z nadrukiem może stanowić miły gest na powitanie – na przykład po dłuższej nieobecności, spowodowanej chorobą lub urlopem macierzyńskim czy wychowawczym. Powrót do pracy wiąże się z reguły ze stresem i niesie za sobą wiele obaw, a ponowne zaaklimatyzowanie się w miejscu pracy może zająć nawet kilka dni. Miłe powitanie i zabawny prezent na pewno pomogą przełamać lody i szybko wrócić do rutyny pracowniczej sprzed urlopu.

Koszulki z nadrukiem mogą być także miłym prezentem dla nowego pracownika, który dopiero dołącza do zespołu. Dzięki temu od razu poczuje się pewniej i łatwiej będzie przyswajał niezbędną do wykonywania obowiązków wiedzę.

Jakie koszulki wybrać na prezent dla pracowników?

Jak już wspominaliśmy – mogą to być koszulki z zabawnym napisem, którego często używacie w firmie. Może nić porozumienia między pracownikami utworzyła się na bazie wspólnej fascynacji jakąś filmową produkcją lub ulubionym gatunkiem muzyki? Takie koszulki można znaleźć bez problemu.

Należy pamiętać także o rozmiarze. Lepiej zdecydować się na pakiet koszulek w nieco większym rozmiarze. Pozwoli to uniknąć niezręcznej sytuacji, gdy koszulka będzie za mała. Większe koszulki można natomiast nosić jako tzw. oversize, co jest bardzo modne. Chyba że pracodawca zna rozmiar każdego z pracowników – można go wówczas dobrać indywidualnie do każdej osoby.

Zdjęcie: Canva

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:

Szukałam zajęć dla córki, znalazłam pomysł na biznes – historia Alicji

Alicja Pakuła ze Szczecina jest mamą dwójki dzieci i na własny biznes zdecydowała się po urodzeniu młodszego dziecka. Chciała mieć więcej czasu dla rodziny i... szukała zajęć edukacyjnych dla córki. Mimo przekonania, że współpraca na zasadzie franczyzy nie jest dla niej, pomysł i warunki jakie dostała w Akademii Bystrzak spowodowały zmianę jej decyzji. Sprawdź, czy własna placówka edukacyjna dla dzieci to może być także Twój biznes!
Alicja Pakuła franczyzobiorca Akademii Bystrzak w Szczecinie

Już dzisiaj otwórz Akademię Bystrzak w swoim mieście i prowadź rozwijające zajęcia dla dzieci. Poznaj szczegóły biznesu!

Nowość! Od września 2021 możesz także prowadzić zajęcia z języka angielskiego Akademia Smart Kids oraz zajęcia sportowe – Dzieci w Ruchu – wszystko we współpracy z jedną firmą!

Kwestie organizacyjne związane z założeniem Akademii Bystrzak, Akademii Smart Kids i Dzieci w Ruchu:
Michał Wójcik
tel.: 508 343 666
e-mail: [email protected]

Alicjo, rok temu założyłaś własny biznes – oddział Akademii Bystrzak w Szczecinie – co było motorem Twoich działań?

Moją największą motywacją było, aby mieć więcej czasu dla rodziny. Dwa lata temu miałam 7-letnią córkę i dowiedziałam się, że po raz drugi zostanę mamą. Przy pierwszym dziecku wróciłam do pracy, kiedy córeczka skończyła rok.

W Szczecinie nie mamy rodziny, nie mogliśmy liczyć na pomoc żadnej babci, cioci, czy kogokolwiek innego, córeczka poszła więc do żłobka. Ja wróciłam na etat.

Bardzo lubiłam i lubię moją pracę. Czułam, że spełniam się zawodowo i naprawdę robię to, do czego jestem stworzona, ale z tyłu głowy miałam poczucie, że nie tak to wszystko powinno wyglądać.

Wielokrotnie wracałam do domu, kiedy córeczka już spała, rano odprowadzałam ją do żłobka, potem do przedszkola i znowu się nie widziałyśmy przez wiele godzin.

Czułam, że nasz wspólny czas trochę przelatuje nam przez palce, że różne chwile nie wrócą. Dlatego, kiedy po raz drugi zaszłam w ciążę, w głowie miałam przeświadczenie, że „muszę” zrobić coś inaczej w sferze zawodowej. Nie za bardzo wiedziałam jeszcze co, ale czułam, że etat mnie mocno ogranicza. I czasowo, i jak się okazuje, finansowo.

Czyli założyłaś własną firmę, żeby mieć więcej czasu dla rodziny. A dlaczego akurat wybrałaś ofertę franczyzy Akademii Bystrzak?

Wiedziałam, że chcę założyć własny biznes, ale nie wiedziałam jaki. Pomysł na otwarcie placówki edukacyjnej pojawił się spontanicznie. Potrzeba matką wynalazków. Tak było w tym przypadku. 🙂

We wrześniu moja 7-letnia wówczas córka rozpoczęła edukację szkolną. Wiązało się to z naturalnymi obawami i lękiem z mojej strony. Chciałam pomóc w pełni wykorzystać jej potencjał. Tym bardziej, że moją córkę (wszyscy twierdzą, że ma to po mamie) można określić jako „żywe srebro”. Jest bardzo zdolna, jednocześnie mocno temperamentna i jak sama mówi „kocha gadać”.

W tak dynamicznej rzeczywistości naturalną decyzją było poszukanie zajęć, najlepiej grupowych, które wspomogłyby rozwój mojego dziecka. Po dość wnikliwych poszukiwaniach nie znalazłam w Szczecinie miejsca, które spełniałoby moje oczekiwania… Tu po raz pierwszy pojawił się pomysł, aby taką placówkę… otworzyć w Szczecinie. 😉 Zaczęło się od tej myśli.

Zaraz potem, wyświetlił mi się na Facebooku post Akademii Twórczego Rozwoju Bystrzak w Częstochowie (ostatnio od kogoś usłyszałam, pół żartem pół serio, że Facebook wie, o czym marzymy). Ja ten moment odebrałam jako znak. Weszłam bowiem na stronę Bystrzaka i … zakochałam się!

Filozofia, podejście, program. Wszystko o czym myślałam zebrane w całość. Byłam przekonana, że to jedyne miejsce prawdopodobnie w całym kraju, gdzie bez obaw zapiszę moje dziecko na zajęcia. 🙂

Bystrzak miał jednak jedną wadę – nie było go w Szczecinie. Na szczęście nie było to przeszkodą nie do przejścia. Okazało się, że jest możliwość, aby w oparciu o program Bystrzaka otworzyć taką placówkę u nas w mieście.

Zaczęło się od tej myśli, którą oczywiście szybko podważyłam, bo pewnie mają warunki nie do przejścia, czy ja się nadaję, czy to praca odpowiednia dla mnie itp.

W sumie chyba z ciekawości napisałam jednego maila z pytaniem o warunki współpracy, jednocześnie będąc przekonaną, że nic z tego nie wyjdzie.

Bardzo szybko dostałam odpowiedź od Agnieszki Gorzyńskiej. Umówiłyśmy się na rozmowę telefoniczną… Reszta poszła lawinowo. Kolejne rozmowy, ustalenia, szkolenia i moje wyobrażenia idealnej placówki. Po miesiącu od mojego pierwszego maila już robiłam szkolenie w Częstochowie przeznaczone dla przyszłych właścicieli i trenerów.

Ja już chyba po pierwszej rozmowie z Agnieszką wiedziałam, że będę prowadzić w Szczecinie placówkę Bystrzaka. Placówkę, która posiada nie tylko idealny program, ale także ludzi z dużym doświadczeniem w pracy z człowiekiem, pasją, niespożytymi pokładami energii oraz niekończącym się optymizmem. 🙂

franczyza akademii bystrzak biznes

Podczas naszej pierwszej rozmowy powiedziałaś, że wcześniej w ogóle nie brałaś pod uwagę współpracy na zasadzie franczyzy. Dlaczego?

Sprawdzałam kilka bardziej znanych mi sieci franczyzowych. W każdej z nich warunki, jak dla mnie, były nie do przejścia. Albo wymagano bardzo dużego wkładu finansowego (30 000 – 50 000 zł) albo własnego lokalu itp. Nie chciałam wykładać wszystkich oszczędności na coś, do czego nie do końca byłam przekonana albo zapożyczać się na kolejnych kilka lat.

Ale jednak zdecydowałaś się na biznes, który wcześniej wydawał Ci się nierealny. Co Cię przekonało?

Tak jak wspomniałam wcześniej, warunki, które ja jako franczyzobiorca musiałam spełnić, w Bystrzaku były dla mnie do przejścia. Bystrzak to tzw. franczyza miękka.

Tak naprawdę decyzja, czy będę prowadziła zajęcia we własnym czy wynajmowanym lokalu, czy w podnajmowanych w szkołach salach, należała do mnie. To ja decydowałam, ile pieniędzy chcę włożyć w ten biznes. Najbardziej odpowiadało mi to, że od początku nikt mi niczego nie narzucał.

Na początku miałam pomysł, żeby zainwestować jak najmniej, zajęcia chciałam prowadzić w salach szkolnych czy przedszkolnych. Z czasem jednak stwierdziłam, że jeżeli już w coś wchodzę, to zrobię to na maksa. Dałam sama sobie taki umowny rok, aby stwierdzić, czy prowadzenie takiego biznesu jest dla mnie. Czy to czuję, czy to lubię, czy mi się to opłaca, czy dzieciom się to podoba, no i przede wszystkim czy mam czas dla rodziny. 🙂

Przeczytaj także: Mój przepis na sukces – świetny produkt i wsparcie najbliższych – historia Beni

Podpisałaś umowę, zaczęłaś się szkolić i… złapałaś doła, że to była błędna decyzja. Co się stało?

Rzeczywiście był taki moment, że mocno dewaluowałam swoją decyzję. Z wykształcenia jestem pedagogiem i psychoterapeutą systemowym i motywującym. Nieprzerwanie od 15 lat pracowałam jako psychoterapeuta, od lat się szkolę i rozwijam.

Miesiąc po podjęciu decyzji już byłam na szkoleniu dla przyszłych właścicieli i trenerów. No i tu się zaczęło dziać w mojej głowie. 😉 Że tyle lat się uczyłam, tyle czasu, energii i pieniędzy w włożyłam w swój rozwój, a teraz (dosłownie miałam taką myśl w głowie) „stanę się panią od festynów” i że to mało ambitne zajęcie.

Oczywiście szybko tą myśl wyłapałam i przepracowałam, aby nie blokować się w dalszych działaniach. Bo przecież to kompletna bzdura! A moje wykształcenie i dotychczasowe doświadczenie zawodowe jest ogromnym zasobem w prowadzeniu własnego biznesu.

Wielu osobom, nawet bliskim (w tym własnej mamie) nawet nie mówiłam, że zdecydowałam się na taki (szalony?) krok. Powiedziałam dopiero po podpisanej umowie, po odbytym szkoleniu i w momencie kiedy już zaczęłam promować Bystrzaka w Szczecinie. 🙂

Od wielu osób usłyszałam wtedy: „A czy Ty się nie boisz?”, „Czy sobie poradzisz?” itp. Chyba podświadomie nie chciałam tego słyszeć wcześniej, bo być może bym się wycofała. 😉

Myślę, że to też pokazuje jak często działamy w życiu. Jak nie wierzymy w swój potencjał, jak bardzo umniejszamy swoją wartość, aby nie wychodzić ze swojej strefy komfortu. Może często to wygodne w życiu, ale przez to trudno nam pójść dalej… A przecież tego chcemy dla naszych dzieci, aby uwierzyły w siebie i w swój potencjał i żeby uczyły się podejmowania wyzwań.

franczyza akademii bystrzak biznes

No i jeszcze ta pandemia – podpisałaś umowę, a miesiąc później zaczął się lockdown – to nie był łatwy start, prawda?

Rzeczywiście start mieliśmy bardzo trudny. Wcześniej miałam w głowie piękny plan naszej promocji. Dla mnie najważniejszy jest kontakt z człowiekiem, rozmowa, relacja. W tamtym czasie – marcu, kwietniu 2020 byliśmy tego całkowicie pozbawieni.

I znowu na początku ogromny dół i zniechęcenie. Jak mam przekonać kogoś, że nasza placówka, podejście do dzieci, program są super, jeżeli nawet nie mamy możliwości rozmowy? Ale po mojej początkowej reakcji zaczęłam to przekuwać na plusy. O ile możemy mówić o jakichkolwiek plusach.

Zyskałam trochę więcej czasu na poznanie programu, trochę więcej czasu na poszukiwanie najlepszych pracowników. 🙂

Całą promocję, którą wymyśliłam wcześniej, przenieśliśmy do internetu. Zaczęłam bardzo stawiać m.in. na promocję w mediach społecznościowych, głównie na Facebooku. Zależało mi na tym, aby rodzice i dzieci poznali mnie jako osobę, jako Alicję Pakułę, mamę, żonę, a nie tylko panią psychoterapeutkę i pedagożkę.

Pamiętam, że naszą promocję zaczęłam od napisania na Facebooku bardzo szczerego posta nt. historii powstania Bystrzaka w Szczecinie. Czyli w sumie wszystko to, o czym opowiadam tutaj w tym wywiadzie. I mam takie poczucie, że to był punkt kulminacyjny.

Post miał bardzo szeroki zasięg w internecie. Zyskaliśmy bardzo dużo polubień, zaczęło odzywać się do mnie bardzo wielu rodziców, np. z zapytaniami czy organizujemy półkolonie. No i tak wychodząc naprzeciw aktualnym potrzebom, zorganizowaliśmy półkolonie w sierpniu. To były nasze pierwsze zajęcia. 🙂

Dzięki temu, że zdecydowałaś się na wynajęcie lokalu (zamiast organizowania zajęć w szkołach) mogliście prowadzić zajęcia praktycznie przez cały rok. Jak wyglądają Wasze zajęcia w czasie pandemii?

W sierpniu odbyły się nasze warsztaty wakacyjne, od września ruszyliśmy z rekrutacją na kursy rozwoju intelektu, od października do dziś stale odbywają się zajęcia. Pracujemy w małych grupkach, oczywiście w ścisłym reżimie sanitarnym.

Nie przechodzimy jednak na opcję zdalną. Uważam, że dzieci mają tych opcji zdalnych w tym roku zdecydowanie za dużo. A my, poza pracą nad rozwojem intelektualnym dziecka, bardzo dużą wagę przykładamy do rozwoju w sferze emocjonalnej. Czasem dzieci muszą się ze sobą nawet pokłócić, aby potem się pogodzić, porozumieć, dogadać. W ten sposób kształtują m.in. swoje kompetencje społeczne.

Dobrze, jeżeli dzieje się to pod okiem wykształconego trenera. Takie sytuacje później możemy omówić, wesprzeć dzieci. Tego nie jest nam w stanie zapewnić nauczanie zdalne. Tutaj nie ma relacji.

Przeczytaj także: Jak reklamować własną firmę? Z Bystrzakiem możesz liczyć na duże wsparcie!

Jak wygląda Twój typowy dzień pracy? I jak dzielicie się z mężem obowiązkami zawodowymi – bo biznes zdecydowaliście się prowadzić razem.

To prawda, już w tym momencie mogę stwierdzić, że jest to biznes rodzinny. Mąż od wielu lat zajmuje się szeroko pojętą sferą IT, prowadził profile na portalach społecznościowych różnych placówek. W wielu tematach mi podpowiadał, np. w jaki sposób pozycjonować stronę w wyszukiwarce, na czym się skupić itp. Wcześniej nawet bym nie pomyślała, że jest to takie istotne. 🙂

Poza tym wiele lat pracował z dziećmi i młodzieżą w ośrodkach kulturowych i resocjalizacyjnych prowadząc warsztaty artystyczne, zna więc temat pracy z człowiekiem od podszewki. I oczywiście w trakcie, jak zwykle przypadkowo, okazało się, że świetnie się uzupełniamy w wielu tematach i będzie idealnie, jeżeli Bystrzaka poprowadzimy wspólnie.

Choć oczywiście nie zawsze jest tak idealnie. Parę już kłótni w domu dotyczyło właśnie naszych różnych wizji Bystrzaka. Na szczęście, jak do tej pory, udawało nam się znajdować złoty środek. 🙂 Myślę, że taka wspólna praca w pewnym sensie nas wzmacnia, bo to nie jest łatwe. 🙂

A mój typowy dzień pracy? Zależy. Odpowiadam za kontakt z rodzicami, czasem bywa tak, że większość czasu w ciągu dnia rozmawiam przez telefonem z rodzicami, sporo czasu spędzam też przy komputerze. Jest to często taka praca typowo biurowa.

Praca sprawia mi ogromną satysfakcję, bo z jednej strony mam kontakt z ludźmi, z drugiej, mam możliwość być z dziećmi w domu.


Oczywiście biorę też udział w wielu zajęciach w Bystrzaku, bardziej jako „gość”. Zajęcia są prowadzone przez przeszkolonych i certyfikowanych trenerów. Ja w tym czasie zazwyczaj jestem w placówce, można powiedzieć jako ktoś, kto zaraża dobrą energią.

Dużo rozmawiam z pracownikami, wspieram ich, motywuję, podpowiadam różne rozwiązania w momencie pojawienia się trudności. Poza tym robię zakupy do naszej placówki i sprzątam. 😉

Wszystko to idealnie mi odpowiada, ponieważ sama decyduję, kiedy to zrobię.

Dzięki temu, że w tygodniu mam trochę więcej czasu, mogę wspiąć się na wyżyny mojej kreatywności i obmyślam wtedy np. scenariusze zajęć dodatkowych, warsztatów artystycznych itp.

A osobiście zajęcia prowadzę głównie w weekendy, kiedy odbywają się zajęcia dodatkowe bądź warsztaty urodzinowe. W tygodniu mimo mnóstwa rzeczy, które mam poczucie, że ogarniam, to w większości jestem z rodziną.

Alicja Pakuła właścicielka Akademii Bystrzak w Szczecinie

Wspomniałaś, że biznes z Akademią Bystrzak zaczął się od szukania zajęć dla córki. Czy Lena uczestniczy w zajęciach? Które najbardziej się jej podobają?

Dziękuję za to pytanie. Aż dziwne, że nie wspomniałam o tym wcześniej. 😉 Tak, moja córka uczestniczy w zajęciach. Chodzi na zajęcia wraz z dziećmi ze swojej klasy, ale też bierze udział w innych. I mimo tego, że równolegle mamy kilka grup z tej samej grupy wiekowej i program teoretycznie jest ten sam, to prosi, żeby pójść na kolejne zajęcia, bo dowie się jeszcze czegoś nowego, spotka z dziećmi, w każdej grupie ma już wielu przyjaciół. 🙂

Oczywiście swoje 8 urodziny też miała w Bystrzaku. I mimo tego, że na początku miała ogromne wątpliwości, czy chce, abyśmy je zorganizowali w Bystrzaku (chciała urodziny na ściance wspinaczkowej, która była nieczynna), to po imprezie stwierdziła, że to jej najlepsze urodziny i za rok też chce je w taki sposób obchodzić!

To był dla mnie największy komplement! Bo dzieci, szczególnie własne, to najwięksi i najbardziej szczerzy krytycy. 😉

Przeczytaj także: Jak pogodzić macierzyństwo z pracą? Mama 4 dzieci wybrała własny biznes.

Alicjo, powoli już kończąc naszą ciekawą rozmowę – powiedz jaki jest Twój przepis na sukces? Czym kierujesz się w biznesie?

Przede wszystkim, mimo tego, że kilka razy użyłam tu słowa „biznes” i Ty w tym pytaniu też pytasz o biznes i o sukces, to ja tak tego nie czuję.

Zależało mi, aby stworzyć miejsce, które pełne będzie pozytywnej energii, gdzie każdy będzie czuł się dobrze


– dzieci, które będą się twórczo rozwijały, ale i rodzice, którzy je będą przyprowadzać i odbierać z zajęć.

Zanim jeszcze weszły kolejne obostrzenia zapraszałam rodziców na kawę. Kupiłam nawet ekspres – to jeden z pierwszych moich zakupów, stwierdziłam, że to jeden z priorytetów.

Oczyma wyobraźni widziałam dzieci, które biorą udział w zajęciach i rodziców, którzy po przyprowadzeniu swoich dzieci mogą usiąść w poczekalni na kanapie, napić się kawy, pogadać i odpocząć. To było dla mnie bardzo ważne.

Tu akurat rzeczywistość trochę zweryfikowała ten aspekt, obecnie rodzice w ogóle nie wchodzą do placówki, w związku z aktualnymi obostrzeniami. Ale i tak kiedy tylko jest taka możliwość, to staram się z każdym porozmawiać, choćby „w drzwiach”, przez moment i przy odpowiednim dystansie.

Wracając do tego czym się kieruję. Chyba po prostu swoją autentycznością. Byciem sobą i byciem z drugim człowiekiem. Dla nas Bystrzak to trochę, jakkolwiek by to nie brzmiało, to drugi dom. I wiem, że dzięki naszej energii, którą napełniamy to miejsce, wiele osób też tak to czuje. 🙂

franczyza akademii bystrzak biznes

Co powiedziałabyś mamom czytającym ten wywiad, które zastanawiają się nad tym w którym kierunku pójść?

Jeżeli czegoś bardzo chcesz, to za bardzo, tak przesadnie tego nie analizuj. Prawda jest taka, że gdybym ponad rok temu wiedziała, jakie trudności mnie spotkają, ile stresu, to zapewne bym w to nie weszła. Myśląc, że sobie z tym nie poradzę.

Bo przecież nie jestem przedsiębiorcą, nie mam takich umiejętności. Bo teraz to wszystko pięknie brzmi, ale wiele rozwiązanych problemów już za nami, a my z każdym kolejnym stajemy się silniejsi i bardziej świadomi. Wszystkiego można się nauczyć i poradzić sobie w każdej naprawdę trudnej sytuacji, która się dzieje na żywo.

Ważne, aby słuchać siebie i swojej intuicji. Dążyć do tego, co podpowiada nam serce. Nie słuchać innych, często życzliwych sugestii, jednak odbierających moc i chęć do działania: „jak sobie poradzisz”, „na etacie jest bezpieczniej” itp.

Ja zrobiłam to wszystko z jednego powodu: żeby za 20 lub 30 lat nie żałować, że nie spróbowałam. Oczywiście ryzyko jest zawsze. Ale jeżeli nie spróbujesz, to nie będziesz wiedziała, czy warto było. A nawet jeżeli by nie wyszło, to przynajmniej będziesz wiedziała, że spróbowałaś i że coś nie jest dla Ciebie.

Może teraz ten wywiad „przypadkowo” wyświetli się komuś, kto szuka swojej drogi w życiu. 🙂 Tego Wam życzę!

A czego mogę życzyć Ci na przyszłość?

Trudne pytanie. 🙂 Chyba takiej 100 procentowej pewności, że to moja droga. Bo z jednej strony czuję to wszystko, a z drugiej jest to zupełnie nowe, co za tym idzie kruche, niepewne. A ja mimo tego, że mam świadomość wielu rzeczy, wielu swoich schematów, w których funkcjonuję, to miewam też wątpliwości. Więc takiej pewności, że to dobra decyzja i pewności siebie.

No i jak najszybszego końca pandemii, bo chciałabym już z wieloma osobami napić się tej kawy. 😉

Dziękuję za rozmowę.

Chciałabyś poprowadzić własny oddział Akademii Bystrzak w swoim mieście?

Zapoznaj się ze wsparciem jakie oferuje franczyzodawca i dołącz już dzisiaj!

Kwestie organizacyjne związane z założeniem Akademii Bystrzak, a także Akademii Smart Kids i Dzieci w Ruchu:
Michał Wójcik
tel.: 508 343 666
e-mail: [email protected]

Wywiad powstał w ramach akcji Franczyza dla Mamy

Zdjęcia: prywatne archiwum Alicji Pakuły

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×