Czego szukasz

Dlaczego warto czytać umowy?

Wyobraź sobie, że kupujesz wakacje, dostajesz umowę na 20 stron maczkiem, dziecko wyje, Ty masz dość i marzysz o tym aby już wyjść i olewasz czytanie… Brzmi znajomo? Jak mądrze podpisywać umowy i jak nie dać się oszukać? Dlaczego umowy są ważne, choć to nie jest sexy temat (przynajmniej dla nieprawników) rozmawiamy z Iloną Przetacznik, radcą prawnym. Zobacz jakie grzechy popełniamy przy podpisywaniu umów i czym to grozi.

  • Joanna Gotfryd - 24/07/2017
Ilona Przetacznik pozuje do zdjęcia z dokumentami w rękach

Ilono, jesteś radcą prawnym (gratuluję niedawnego egzaminu!) i propagatorką idei, że umowy są ważne. Rozmawiałam ostatnio z kobietą, która uważała, że została oszukana przez partnera biznesowego, bo zapis w umowie nie pozwalał jej na rozwiązanie umowy bez wysokich kar. To jak to było – została oszukana, czy „na własne życzenie” zgodziła się na takie traktowanie?

Dziękuję za gratulacje. Tytuł radcy prawnego jest zwieńczeniem ciężkiej pracy, ale też tylko jednym ze środków pomagania ludziom z ich problemami prawnymi, głównie z umowami. Propaguję ideę, że umowy są ważne, bo wiem, że każdy w minimalnym stopniu może samodzielnie i skutecznie zarządzać swoimi umowami poprzez, chociażby, ich przeczytanie.

Odnosząc się do opisanego przez Ciebie przypadku. Ciężko jest oceniać czyjąś sytuację, jednak ja jestem dosyć bezwzględna w tym temacie – kobieta ta niewystarczająco dobrze przeczytała umowę lub w ogóle tego nie zrobiła, albo też zrobiła bez zrozumienia jej treści.

Pamiętajmy, że umowy piszemy na „złe czasy”.

Nie namawiam do podejrzliwości w każdym przypadku, ale należy sobie wyobrazić kilka negatywnych scenariuszy i zobaczyć w jakiej pozycji stawia nas umowa w przyszłości.

Wygląda na to, że w tym konkretnym przypadku ta kobieta nie przeczytała umowy, gdyż kary umowne miała zapisane czarno na białym. Jeśli nawet przeczytała, to je zignorowała, zapewne uważając, że problemowa sytuacja nie będzie jej dotyczyć. Życie często pokazuje, że jest inaczej. Gdyby skorzystała z pomocy prawnika, pewnie wskazałby jej konieczność negocjacji tych kar.

Jakie zapisy w umowie powinny zaświecić czerwoną lampkę? Czy są takie zapisy, które się pojawiają, a są niedozwolone? Wiadomo, że papier wszystko przyjmie. Ludzie podpisują, a potem się okazuje, że popełnili fatalny błąd.

Co do typowo niedozwolonych postanowień umownych to występują one głównie w umowach z konsumentami. To tzw. klauzule niedozwolone. UOKiK prowadził rejestr klauzul niedozwolonych, obecnie przekształcony w bazę decyzji, gdzie możemy znaleźć wiele postanowień, które w umowach nie powinny się znaleźć. Jeżeli tak się stanie, taka klauzula nas nie wiąże (jest nieważna).

Fatalne błędy zazwyczaj związane są z wykonywaniem obowiązków stron np. godzimy się na zbyt wysokie kary umowne, brak jakichkolwiek zabezpieczeń wykonania umowy, brak informacji o dokumentach potwierdzających odbiór przedmiotu umowy, brak procedury dokonania płatności itp.

Zdarza się też, że umowa nie zawiera tzw. postanowień istotnych, wskazanych przez kodeks cywilny. Są to postanowienia, które odnoszą się do umów nazwanych, wymienionych w kodeksie cywilnym (np. umowa najmu, umowa o dzieło, umowa zlecenie) i wskazują co dokładnie taka umowa powinna określać. Wówczas może ona nawet stać się nieważna w całości lub też dane postanowienia będą nieważne. Przykładem może być zastrzeżenie kary umownej za brak zapłaty w terminie, podczas gdy w takim przypadku można zastrzec jedynie odsetki.

Czy każdą umowę powinno się skonsultować z prawnikiem? Umowę o pracę, umowę o abonament tv kablowej, wakacje, umowę o współpracę biznesową czy kupno mieszkania? Bo realnie jest to bardzo trudne. Wielkie firmy mają swoje wzory umów, czy te umowy da się negocjować?

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie zawsze i nie wszystkich stać na prawnika. Istnieje jednak wiele sposobów na zdobycie chociażby elementarnej wiedzy, która pozwoli nam uniknąć problemów. Jeżeli ktoś jest w stanie „odsiać” kiepskie wzory czy nieaktualne informacje od tych dobrych w wyszukiwarce Google to polecam jej używanie. Najlepiej, gdy już znajdziemy jakiś wzór, to dodatkowo warto przeczytać artykuły na temat naszej umowy. Co powinno się w niej znaleźć, jakie błędy są najczęściej popełniane itd.

Przede wszystkim, nie kopiujmy wzorów 1:1, bo zazwyczaj są one złej jakości. Wielokrotnie widziałam umowy „żywcem” przekopiowane z Internetu, które nie przystawały do tego co zostało między stronami ustalone np. umowa na remont mieszkania zawierała typowe zapisy dotyczące budowy domu. Wtedy pojawia się pytanie „co strony miały na myśli?” Czy rzeczywiście te zapisy są martwe, czy jedna ze stron postanowi je wykorzystać, mówiąc, że chciała wyrazić to czy tamto. Wówczas dochodzi do sporów… Zatem jeśli jakiś zapis jest niepotrzebny to go wykasujmy.

Wiele wymienionych przez Ciebie umów da się negocjować. Szczególnie, jeśli chodzi o umowę o pracę, o współpracę biznesową, umowę sprzedaży mieszkania czy umowę wyjazdu wakacyjnego. Wszystko zależy oczywiście od naszej pozycji w negocjacjach. Największy problem jaki spotykam dotyczy tego, że nikt nie negocjuje, nie pyta, nie domaga się zmian!

Trudne może rzeczywiście okazać się negocjowanie tzw. wzorców umownych, którymi posługują się duzi operatorzy w kontakcie z konsumentami, dostarczający np. prąd, gaz czy wodę, telefonia komórkowa. Tutaj mamy niewielki wybór, ale i to się zmienia! Jest coraz większa konkurencja w tym zakresie, co powoduje, że przystępują oni do rozmów. Co więcej, żeby dana umowa mogła stanowić wzorzec umowny, muszą być spełnione warunki ustawowe.

Chcę jednak podkreślić, że w każdym wypadku może dojść do dłuższych lub krótszych negocjacji. Ale tylko wtedy, gdy w ogóle przeczytamy umowę! Niestety, często już na tym etapie odpuszczamy! Dlatego, jeśli ktoś nie czuje się na siłach, żeby samemu ocenić swoją sytuację oraz zagrożenia umowne, wtedy warto poradzić się prawnika. Szczególnie jeśli dużo możemy stracić.

No i jeszcze taki przypadek: kupujesz wakacje, dostajesz umowę na 20 stron maczkiem, dziecko wyje, Ty masz dość i marzysz o tym aby już wyjść i olewasz czytanie….

Nie, nie, nie! Nie możemy tak robić i druga strona nie powinna tak wykorzystywać sytuacji. Jeżeli jesteśmy pewni, że umowa jest dla nas korzystna, bo np. wyjeżdżamy z tym biurem podróży już trzeci raz, to w porządku. W przeciwnym wypadku zabieramy umowę do domu, czytamy przy najbliższej wolnej chwili i podpisujemy dopiero, gdy wszystko jest dla nas zrozumiałe, a negocjacje nie są konieczne. Jednak jak wiemy, w przypadku biur podróży często negocjacje warunków to podstawa, a ich brak może skutecznie popsuć nam wakacje.

A może warto do prawnika się udać dopiero gdy wartość przedmiotu umowy przekracza pewną kwotę, np. 10 tysięcy?

Jest to jakieś rozwiązanie. Tak jak wspomniałam wyżej, im więcej możemy stracić i im więcej zagrożeń przedstawia umowa, tym szybciej powinniśmy skorzystać z usług prawnika. Dla różnych ludzi różnie przedstawiają się takie zagrożenia. Dla jednych 10 000 zł to dużo, dla innych mało i nie boją się ich stracić.

Ile kosztuje taka porada prawna i co powinno być jej efektem? Tzn. czy prawnik powinien nam zasugerować też na co zamienić dany zapis, który w danym momencie jest niekorzystny dla nas? Albo powinien nam powiedzieć „normalnym językiem” czym „grozi” podpisanie takiej umowy?

Według mnie zdecydowanie tak, jednak pewnie zależy to od stylu pracy danego prawnika. Ja zawsze analizuję umowę, którą przysłał mi klient, oceniam ryzyka umowne, podkreślam, które postanowienia umowne są ryzykowne i z jakiego powodu, oraz zostawiam komentarz dlaczego pewne zapisy należy wykasować. Następnie dopisuję postanowienia korzystne dla klienta lub takie, które sprawiają, że sytuacja obu stron jest po prostu jasna, a ich interesy są zrównoważone.

Czasami, klient zdaje sobie sprawę z zagrożenia, ale i tak wie, że druga strona nie zgodzi się na wykasowanie danego postanowienia i ono pozostaje w umowie. Dla mnie ważna jest pierwsza komunikacja z klientem – chcę wiedzieć, jaki jest jego cel, jakie są jego stosunki z drugą stroną, czy też jakie chce żeby one były, ile ma do stracenia, czy chce stworzyć trwałą relację. To bardzo istotne, bo nie zawsze chodzi o „naszpikowanie” umowy zapisami zabezpieczającymi tylko jedną stronę i zaciekłe bronienie ich w negocjacjach. Często klienci chcą stworzyć relację biznesowo – partnerską na lata i wówczas inne wartości wchodzą na pierwszy plan, a pewne niezbyt groźne zapisy możemy „odpuścić”.

Co do ceny to odpowiem jak typowy prawnik – to zależy. Taką usługę wycenia się indywidualnie, gdyż każda sprawa jest inna. Klient przesyła mi umowę i krótki opis sytuacji. Cena zależy od obszerności umowy, jej stopnia skomplikowania i ilości błędów, od tego czy będzie to analiza umowy, czy też napisanie umowy od zera, jak bardzo komunikatywny jest klient oraz jego kontrahent. Ceny zaczynają się od około 100 – 150 zł.

A jakie mamy grzechy, jeśli chodzi o umowy? Co najczęściej może stać się przyczyną naszych kłopotów?

Grzechem głównym jest nie czytanie umów lub jedynie pobieżne ich przeglądanie. Pozostałe grzechy to m.in.:

  • ślepe korzystanie ze wzorów z Internetu bez ich analizy,
  • pozostawianie zapisów dla nas niezrozumiałych,
  • brak podejmowania chociażby próby negocjacji,
  • pośpiech, często wywołany naciskiem drugiej strony,
  • brak zabezpieczeń w umowie,
  • zbyt wysokie kary umowne, nieadekwatne do przedmiotu umowy i wysokości wynagrodzenia,
  • zawieranie postanowień z góry nieważnych, niezgodnych z prawem,
  • wprowadzanie drugiej strony w błąd,
  • niezrozumiałe i niepełne opisywanie przedmiotu umowy i obowiązków stron,
  • brak tzw. istotnych postanowień umownych, wskazywanych przez kodeks cywilny np. wynagrodzenia przy umowie zlecenie, konkretnych przypadków wypowiedzenia umowy w przypadku umowy najmu,
  • mylenie lub utożsamianie funkcji różnych instytucji prawnych np. opóźnienie ze zwłoką, gwarancję z rękojmią, odstąpienie od umowy z jej wypowiedzeniem.

Z mojej strony, bardzo mocno zachęcam do czytania umów i nie obawiania się tego, bo to jest paradoksalnie największy problem! Nawet jeśli nie stać nas na prawnika, jeśli przeczytamy uważnie umowę, na pewno większość zrozumiemy i będziemy w stanie dopytać o kwestie niejasne. A to już połowa sukcesu.

Co zrobić gdy jesteśmy w sytuacji podbramkowej i musimy podpisać ważną umowę?

Jeżeli rzeczywiście musimy umowę podpisać „tu i teraz” to przede wszystkim ją przeczytajmy. Ale spokojnie i uważnie, z długopisem w ręce. Podkreślając wszystko co jest dla nas niezrozumiałe, co budzi nasze wątpliwości. Wyjaśnijmy drugiej stronie, że dopytujemy o to elementy, bo po prostu „nie znamy się na tym”.

Możemy też zrzucić winę na prawnika, który nie ma czasu lub tym podobne. Wtedy druga strona nie powinna się „obrazić” lub zarzucić nam nieufność, co niestety często ma miejsce i czego często się boimy. Pamiętajmy, że umowa jest wyrazem zaufania stron i pokazuje, że traktujemy nasz biznes poważnie i profesjonalnie. Tak też powinna to odebrać druga strona.

Miałam kiedyś sytuację, gdy klientka zadzwoniła do mnie o godz. 20.00, gdy wraz z mężem byliśmy u znajomych na kolacji. Mówi, że teraz, już, najpóźniej do 21.00 ewentualnie rano o 7.00 musi mieć przeanalizowaną umowę, bo tak też deweloper jej powiedział. W kolejnym dniu, jak ją straszył, już mieszkania nie będzie, może pojawić się problem z kluczami itd. Rozmawiałam z nią przez godzinę tłumacząc, że nie powinna się spieszyć. Dodatkowo wiele ryzykowała, bo mieszkanie było z kredytem i ona brała je w połowie na kredyt, w połowie za ostatnie swoje życiowe oszczędności. W umowie było wiele nieścisłości, wiele ryzykownych zapisów i gdyby wtedy ją podpisała, to wzięłaby na siebie wielkie ryzyko. Oczywiście zrobiła to dopiero po mojej analizie i po negocjacjach z deweloperem. Mieszkanie nie zniknęło w ciągu kolejnych dwóch dni! Więc pośpiech nie jest nigdy wskazany w życiowych, kosztownych decyzjach.

Jak rozpoznać zły wzór umowy z Internetu ?

Przede wszystkim pobierajmy wzory umowne ze sprawdzonych stron internetowych, ze stron ludzi, którym ufamy i których obserwujemy, od ekspertów. Niestety, ja jestem wielką przeciwniczką wzorów, które pasują wszystkim. Przecież wiadomo, że każda sytuacja jest inna. Wartościowe są wzory z objaśnieniami do poszczególnych paragrafów, z którymi powinniśmy się zapoznać i dostosować do naszego konkretnego przypadku. Zmusza nas to do przeczytania naszej umowy i zastanowienia się co chcemy dzięki niej osiągnąć.

Niejednokrotnie, klienci myśląc, że oszczędzą mój czas przy analizie ich umowy, przesyłają mi już wstępną wersję. Niestety, zazwyczaj okazuje się, że mam przy niej więcej pracy, bo oprócz tego, że muszę się z nią zapoznać, to pojawia się dwa razy więcej pytań „co autor miał na myśli”. Później klient twierdzi, że „sam nie wie”, bo ściągnął „gotowca” z Internetu. Dlatego albo podejdźmy porządnie do przygotowania naszej umowy albo od razu powierzmy to prawnikowi, bo zapewne wyniesie nas to taniej.

Dziękuję Ci za rozmowę.

Rozmawiała: Joanna Gotfryd.

Zdjęcie: Daniel Szura Photography

Ilona Przetacznik – radca prawny, ukończyła studia prawnicze w Polsce i we Francji, Szkołę Prawa Amerykańskiego, studia menadżerskie i leanowe. Specjalizuje się w prawie umów, prawie cywilnym, autorskim i budowlanym, z doświadczeniem w dużych korporacjach oraz w kancelarii radcy prawnego. Prowadzi fanpage Managerka Umów i grupę na Facebook’u Managerowie Swoich Umów, na której pomaga w kwestiach umownych. Pracująca mama 3,5-letniego Wiktora i 8-tygodniowej Oliwki.

 

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj

Ta praca zapewnia mi bezpieczeństwo – relacja z Dnia Otwartego dla Mam w Nationale-Nederlanden

O co pytały uczestniczki spotkania? Jakie odpowiedzi uzyskały? I czy praca w Contact Center to dobra praca? Mamy dla Was relację z Dnia Otwartego dla Mam w Nationale-Nederlanden (z 4 lipca br.) i linki do najnowszych ofert pracy! Sprawdź koniecznie >>>
  • Agnieszka Kaczanowska - 11/07/2018
Dzień Otwarty dla Mam w Contact Center Nationale-Nederlanden

Bezpieczeństwo

„Bo ta praca daje mi bezpieczeństwo, a to jest w tym momencie dla mnie najważniejsze” – powiedziała Marzena Grzybowska – doradca klienta, a prywatnie mama dwójki dzieci w trakcie naszego spotkania. A Marzena pracuje w firmie już 19 lat!

Ale też elastyczność, możliwość pracy zdalnej, zrozumienie i świetna atmosfera…

W trakcie Dnia Otwartego dla Mam uczestniczki miały okazję w kameralnej i przyjaznej atmosferze porozmawiać z innymi mamami, które już (od lat) pracują w dziale obsługi klienta Nationale-Nederlanden. Była także okazja do spaceru po biurze i zobaczenia na własne oczy jak to wszystko wygląda.

Dzień Otwarty dla Mam w Nationale-Nederlanden

W spotkaniu wzięły udział:

1. Basia Pietrzak – Młodszy Doradca Klienta, którą miałyście okazję poznać w wywiadzie dla nas – „Praca w dziale obsługi klienta daje mi elastyczność, której potrzebuję”.
2. Gosia Pabianek-Dywan – Doradca Klienta, która od lat pracuje zdalnie i już wkrótce w wywiadzie dla nas opowie jak to jest możliwe!
3. Dorota Hakenberg – Koordynator ds. Zarządzania Korespondencją
4. Marta Kopaca – Starszy Doradca Klienta
5. Marzena Grzybowska – Doradca Klienta

Oraz mamy, które szukają dla siebie najlepszego miejsca pracy.

Dzień Otwarty dla Mam w Nationale-Nederlanden

Pytań było całe mnóstwo, a i odpowiedzi wiele 😉

O co pytały uczestniczki?

Czy to trudna praca? „Tak, ale daje mnóstwo satysfakcji, bo każdego dnia pomagamy naszym klientom rozwiązywać ich problemy!”

Jak wygląda elastyczność pracy w Contact Center? „Na miesiąc z góry ustalamy grafik, tak aby każdemu z nas pasował. Najczęściej pracujemy na poranną zmianę, a kilka dni w miesiącu na popołudniową, dział obsługi klienta jest czynny do 20:00”. „Oczywiście weekendy mamy wolne”.

A co kiedy dziecko zachoruje? „Kontaktujemy się z przełożonym i zajmujemy się dzieckiem. To zupełnie naturalne. Mam pełne zrozumienie zespołu i wsparcie”.

A jakie benefity firma zapewnia? „Długo można by wymieniać, ale dla mnie najważniejsze jest to, że po prostu mogę przyjść i powiedzieć, że dzisiaj muszę wyjść wcześniej i to nie jest problem”.

Czy praca w obsłudze klienta zawsze polega na sprzedawaniu? „Mamy dwie tzw. linie, przychodzącą i wychodzącą. W przypadku tej pierwszej to my pomagamy klientom, kiedy do nas dzwonią z jakimś zagadnieniem, problemem, pytaniem, prośbą. Druga to linia „wychodząca”, kiedy to my kontaktujemy się z klientami; najczęściej na powitanie nowych klientów, przy przedłużeniu czy zmiany warunków polisy, ale także kiedy klient od nas odchodzi, tak aby odchodził myśląc o firmie dobrze, albo aby zmienił zdanie”.

A czy to praca, w której można się rozwijać? „Zdecydowanie. Większość pracowników zaczyna właśnie od pracy w dziale obsługi klienta, aby zrozumieć produkty, firmę. Jeśli nie będziemy się uczyć, nie będziemy dobrze pracować i się rozwijać”.

Czy można zacząć pracę od razu zdalnie? „Tak, w zasadzie to możliwe. Ważne będzie dobre przygotowanie i szkolenia wstępne w siedzibie firmy, gotowość do nauki i zaangażowanie. Gosia tak pracuje już kilka lat – wywiad z nią już niedługo będzie na mamopracuj.pl”.

Czy można od razu zacząć pracę w mniejszym wymiarze godzin, np. ¾ etatu? „Tak, to jest możliwe”.

Dzień Otwarty dla Mam w Nationale-Nederlanden

Rozwój

W spotkaniu wziął udział także Alan Laszuk – ​​Koordynator Sekcji Relacji z Klientem.

Podkreślał, że praca w Contact Center to praca dla osób, które gotowe są każdego dnia poszerzać swoją wiedzę oraz dla tych, którzy cenią pracę w zespole i po prostu lubią pracować.

„Tak, bo zespół jest ważny. Nie zostawimy koleżanki samej na zmianie, kiedy wiemy, że będzie dużo telefonów… żadna z nas, nie chciałaby być pozostawiona wtedy sama” – dodała Basia Pietrzak.

Jesteś ciekawa jak firma Nationale-Nederlandem wspiera mamy? Sprawdź prezentację firmy w naszej Bazie Pracodawców Przyjaznych Mamie oraz najnowsze oferty >>>

„Nie szukamy Pracowników, ale Partnerów” – Poznaj lepiej firmę i jej wartości na stronie Nie szukamy pracowników 

Zdjęcia: Aleksandra Stasiak (nn.pl) i Agnieszka Czmyr-Kaczanowska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  

Asertywność w pracy? – jak odmawiać, pokazując, że zależy nam na pracy?

Dlaczego boimy się odmawiać i co dzieje się, gdy w pracy godzimy się na wszystko? Czy można odmówić szefowej wykonania zadania? Jak to zrobić, by nie stracić dobrych relacji albo i pracy? Cała sztuka polega na tym by odmówić, ale tak, aby nie urazić drugiej osoby, i równocześnie samemu nie czuć się z tym niezręcznie i „głupio” – mówi Katarzyna Płuska, specjalistka od komunikacji społecznej i autorka kursu on-line Asertywność w pracy, prywatnie mama 6-letniej Kornelki.
  • Joanna Gotfryd - 10/07/2018
Katarzyna Płuska, autorka kursu on-line Asertywność w pracy

Kasiu, jesteś specjalistką od komunikacji społecznej. Powiedz czym dokładnie się zajmujesz na co dzień?

Tak, jestem specjalistą do spraw komunikacji społecznej, a także specjalistą ds. zarządzania zasobami ludzkimi, menadżerem oświaty oraz nieczynnym już zawodowo pracownikiem działu sprzedaży (przez 10 lat pracowałam jako przedstawiciel handlowy). Moje wykształcenie oraz doświadczenie zawodowe przeplatało się ze sobą płynnie, doprowadzając mnie do obecnego momentu, czyli do strony internetowej Miękko o kompetencjach www.katarzynapluska.pl oraz kursów online i e-booków związanych z naszymi umiejętnościami miękkimi.

Co to oznacza? Że pomagam kobietom i mężczyznom zrozumieć, znaleźć i rozwinąć ich kompetencje miękkie czyli właśnie umiejętności społeczne.

I Twoje zadanie polega na tym, że…

…poszukuję, kto co ma w sobie, jaką ważną cechę i umiejętność, i jak można ją rozwinąć, by żyło mu się lepiej, szczególnie w ujęciu zawodowym.

Niektórzy z nas są np. świetnymi kierownikami, potrafią organizować siebie oraz grupę, potrafią zarządzać czasem, inni są wizjonerami, inni społecznikami, kolejni zaś posiadają wysokie umiejętności komunikacji międzyludzkiej, co predysponuje ich do pracy z ludźmi.

Każdy z nas jest różny, ale posiada pewne wspólne cechy, które możemy pogrupować i po odpowiedniej analizie rozwinąć dane umiejętności, co na pewno zaprocentuje nam w życiu codziennym, a także w pracy.

Jak swoją wiedzę wykorzystujesz w domu? Jesteś mamą sześcioletniej Kornelii – czy ta wiedza przydaje Ci się na co dzień (i co ważniejsze – czy to działa) 😉

Pracuję w domu, organizuję czas pod moje obowiązki domowe, rodzicielskie i zawodowe, a także mój spokój psychiczny. Chyba każda z nas wie, że nie jest to łatwe, ale przy odpowiednim podejściu, właśnie przy wykorzystywaniu swoich mocnych stron możemy próbować zorganizować wszystko, nawet teraz w wakacje, gdy przedszkole mojej córki ma przerwę. Wchodząc z humorem w sferę określeń kompetencji miękkich, wykorzystuję zarządzanie sobą w czasie, rozwiązywanie problemów, kierownictwo, asertywność. A tak naprawdę robię to co tysiące kobiet na świecie – zarządzam 🙂

Zajmujesz się też asertywnością w pracy – modny (i potrzebny) temat. Dlaczego asertywność w pracy jest taka ważna?

Temat samej asertywności jest już dosyć popularny, ale w połączeniu z miejscem pracy już mniej spotykany. Asertywność w pracy często kojarzona jest z czymś niewykonalnym, bo „na nasze miejsce czeka już dziesięciu kandydatów”. Niestety jako pracownikom zdarza nam się prezentować postawę uległą, bierną, co oznacza zgadzanie się w milczeniu na rzeczy, których nie akceptujemy, bo boimy się odezwać.

Dlaczego asertywność w pracy kojarzona jest z czymś niemożliwym do spełnienia, niewykonalnym?

Każdy z nas odczuwa problemy związane z wyrażaniem swojej pewności siebie w pracy. By właściwie porozumieć się z przełożonym i współpracownikami, by odmówić wykonania pewnych zadań, ponieważ zostały nam niesłusznie przydzielone, bo jak pokazać, że nadal zależy nam wówczas na pracy?

Do tego dochodzi wieczne pozostawianie w pracy, bo coś jeszcze jest do zrobienia na już. Cała sztuka polega na tym by odmówić, ale tak, aby nie urazić drugiej osoby, i równocześnie samemu nie czuć się z tym niezręcznie i „głupio”.

Co więcej, czasem mamy nawet problem w relacjach ze znajomymi w pracy. Bo koleżanka z biura obok właśnie wpadła ze słodkimi bułeczkami na szybką kawę, a Ty już od rana nie potrafisz z niczym wyrobić się na czas i ostatnie co potrzebujesz, to właśnie ploteczki i rozproszenie.

Tak szybko podsumowując: niestety nie potrafimy odmawiać, wyrażać swojego zdania, mówić wprost: „Nie podoba mi się ten pomysł”, „Nie zrobię tego, mam już za dużo zadań”, „Tego się nie da dobrze zrobić w jeden dzień” … Mamy problem z dawaniem feedbacku, przyjmowaniem feedbacku i z ustalaniem swojego psychologicznego terytorium, wyznaczaniu naszych, osobistych standardów.

Czy nie jest tak, że często zachowujemy się nieasertywnie, bo boimy się konsekwencji odmowy? Jak mam odmówić szefowej? I dla „świętego spokoju” milczymy, albo godzimy się na coś, czego nie chcemy?

Dokładnie tak, wiele z nas nie chce wypowiadać swojego zdania, ponieważ boi się narazić szefowi, czy nawet narazić się na zwolnienie. A ja tak przewrotnie powiem: co nam da milczenie? Czy pozostanie kolejny raz po godzinach pracy, czy wykonanie nie swojego zadania przysporzy nam chwały? Krótkoterminowo być może.

Jeśli dzięki temu dostaniemy podwyżkę czy premię, to ok. Ale gorzej jeśli wejdzie to innym w nawyk i zaczną nas wykorzystywać, ciągle np. dodając zadań do wykonania.

My, nie chcąc urazić kierownika czy współpracownika oczywiście wykonujemy pewne czynności w skrytej irytacji, pogłębiającym się gniewie, co prowadzi i tak do frustracji i eskalacji tych negatywnych uczuć.

Tak czy owak po pewnym czasie urazy będą tak duże, że sytuacja skończy się źle. Czym? Wielkim wybuchem, uwolnieniem złości, napięciem, konfliktem, pomówieniami. A “wystarczyło” tylko w odpowiednim momencie postawić granice, asertywnie, czyli bezpiecznie powiedzieć nie. Użyć komunikatu JA lub jednej z technik asertywnej odmowy.

Jaki powinien być pierwszy krok, żeby nauczyć się asertywności? Od czego powinnam zacząć?

Po pierwsze należy zidentyfikować to, z czym mamy tak naprawdę problem – czy jest to wyrażanie, obrona swojego prawdziwego zdania czy przykładowo odmawianie stawianych przed nami próśb nie do przyjęcia – a dopiero później poznać i wdrożyć metody, które pomogą nam go pokonać.

Asertywność wiąże się bardzo mocno z naszą pewnością siebie i odpowiednią samooceną.

Warto podkreślić, asertywność jest zmienna i zależna od sytuacji i osoby, z którą rozmawiamy, od naszego stosunku do niej. Bardzo ważne jest poznać pewne mechanizmy, część teoretyczną. Nie chodzi mi o to aby poznawać wszystkie elementy silnika, ale przynajmniej musimy wiedzieć jak działa nasza kierownica, by jej użyć.

Poznajmy czym jest właściwa asertywność, komunikat Ja, asertywne techniki reakcji, odmowy, zachowania. Testujmy je na sobie i otoczeniu, sprawdźmy w działaniu, które metody przynoszą nam najlepsze efekty i która technika najbardziej nam odpowiada: czy jest to wielki słoń, jujitsu, a może zdarta płyta? Do tego mamy wachlarz możliwości informacji zwrotnej jak np. metoda kanapki czy FUKO.

Kasiu, właśnie wystartowałaś z Twoim kursem on-line Asertywność w pracy. Czy tych technik właśnie uczysz na nim?

Tak, kurs przygotowałam bardzo starannie, w rozdzieleniu na merytorykę i praktykę. Podczas 16 lekcji, 18 prezentacji video, przy wykorzystaniu testów, zadań i ćwiczeń uczę czym jest właściwa postawa asertywna.

Mój kurs on-line “Asertywność w pracy” opiera się na założeniu, że kursant wykonuje poszczególne lekcje na swoim komputerze w dowolnym czasie i momencie. Może słuchać nagrań, ćwiczyć na podanych zadaniach, a przede wszystkim ma utrwalać, przyswajać, wdrukowywać sobie pewne komunikaty. Chcę, aby pewne zwroty tak się utrwaliły, aby po pewnym czasie były naturalne w jego wypowiedziach.

Co więcej kurs jest przeznaczony dla pracowników, osób, nad którymi w hierarchii zawodowej są osoby, które nie zawsze zachowują się wobec nich przyjaźnie. A także dla kierowników, osób będących często między młotem a kowadłem, bo tak niestety się czuje osoba mająca podwładnych pracowników, a także przełożonych nad sobą.

Jak wspomniałam we wstępie naszej rozmowy: całość opiera się o moje wykształcenie, a także doświadczenie zawodowe. Jestem przekonana, że osoba, która rzetelnie podejdzie do kursu, będzie aktywnie słuchać, a następnie zastosuje omawiane zwroty i techniki w życiu, osiągnie w określonym czasie pozytywne, a wręcz zaskakujące wyniki. Dlatego z tego miejsca, zapraszam każdego, kto chociaż minimalnie odczuwa pewne niedogodności w komunikacji i w relacjach zawodowych.

Dziękuję Ci za rozmowę. 

Jeśli czujesz, że asertywność w pracy nie jest jeszcze Twoją mocną stroną, sprawdź co zyskasz, biorąc udział w kursie!

Zdjęcie tytułowe: Storyblocks. Zdjęcie w tekście: archiwum prywatne Kasi

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail