Czego szukasz

Biznes z przyjaciółką – ręcznie malowane kubki

Justyna i Kasia to dwie przyjaciółki, które tworzą ręcznie malowane kubki oraz inne cudowne rękodzieła. Swój talent przekuły w biznes, kiedy pojawiły się dzieci, a świat stanął na głowie. Jaki jest ich przepis na sukces? Jak godzą macierzyństwo z biznesem? Poznajcie Pracownię Faramuszka!

Justyna i Kasia, Pracownia Faramuszka

Kiedy się poznałyście i skąd pomysł na biznes związany z rękodziełem?

Poznałyśmy się na studiach – obie jesteśmy paniami magister Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstawa UJ 🙂 Zaprzyjaźniłyśmy się dość późno, bo dopiero na trzecim roku, chyba przy okazji jakiegoś wspólnego projektu i…tak zostało, a to już prawie 10 lat!

Obie jesteśmy kreatywne, od zawsze lubiłyśmy prace plastyczne, próbowałyśmy różnych technik. Kasię ciągnęło bardziej w kierunku rysunku, akwareli, malowania na szkle, a mnie do pracy z papierem, kartkami okolicznościowymi, zaproszeniami. Na początku była z nami jeszcze Paulina – fanka decoupage i renowacji staroci.

Szybko okazało się, że to nasze wspólne hobby. Pojawiały się jakieś pierwsze prace, głównie jako odskocznia od codziennych zajęć. Zaczęłyśmy nieśmiało myśleć o tym, że mógłby być to sposób na podreperowanie studenckiego budżetu.

Pierwszym wspólnym „projektem” były ręcznie lepione aniołki z masy solnej. Klejone w 3 pary rąk, na stole kuchennym w mieszkaniu rodziców Kasi. Rozprowadzane wśród znajomych, rodziny, znajomych znajomych i rodziny rodziny 😉

Spodobały się bardzo, więc miałyśmy dziką satysfakcję. Aniołki te zresztą lepimy do dziś, z sentymentu, jako naszą Faramuszkową tradycję świąteczną.

Później pomyślałyśmy o tym, aby zająć się zaproszeniami ślubnymi, wymyśliłyśmy kilka kolekcji. Same stworzyłyśmy swoją pierwszą stronę internetową, bazując na naszej wiedzy z zajęć na studiach! Zamieszczałyśmy tam zdjęcia naszych prac, traktując bardziej jako galerię internetową.

Później skończyły się studia, zaczęła praca, wyszłyśmy za mąż, Kasia urodziła synka, czasu było już mało i na jakiś czas porzuciłyśmy naszą przygodę z rękodziełem.

Pracownia Faramuszka

Ale udało się – wystartowałyście jednak z Faramuszką 🙂

Praca pracą, rodzina rodziną, ale to rękodzieło dalej siedziało nam w głowie 🙂 Nasza strona internetowa nadal działała. Pojawiła się klientka, która zachwyciła się naszymi zaproszeniami i koniecznie chciała zamówić je na swój ślub. Wtedy znowu pomyślałyśmy o tym, żeby wrócić do naszego hobby – tym razem na poważnie.

Kasi i tak już świat stanął na głowie po urodzeniu pierworodnego. Chyba pomyślała, że skoro dała radę urodzić syna, to nic jej już nie straszne 😉 Optymizmem zaraziła mnie. Popracowałyśmy trochę nad sceptycznymi mężami i podjęliśmy wspólnie decyzję – zakładamy firmę.

Nie da się rozwijać skrzydeł bez legalnej działalności. Chciałyśmy móc sprzedawać nasze produkty, reklamować się, dołączyć do portali sprzedażowych, a do tego potrzebna była nam firma. Pracownia Faramuszka działa od 5 czerwca 2014 roku.

Kiedy zakładałyśmy firmę, miałyśmy zajmować się głównie tworzeniem zaproszeń ślubnych! Pomysł na malowanie kubków powstał w głowie Kasi, a reszta ekipy początkowo podeszła do niego sceptycznie, bo przecież tyle jest już kubków na rynku, kto by chciał kupować kolejne. Jednak co nam szkodziło spróbować.

Wymyśliłyśmy pierwszą serię Kubków Oswajaczy. Były to kubeczki z rysunkami przedstawiającymi różne lęki, miały pomagać w ich „oswajaniu”. Okazało się, że ludzie bardzo chętnie kupują oswajacze lęku przed pająkami, lęku wysokości czy lęku przed potworem spod łóżka. Przy okazji pytali o możliwość namalowania kubków ze wzorami według własnego pomysłu. Część z tych pomysłów wprowadzałyśmy do naszej stałej oferty.

I tak nasza kolekcja rozrosła się o inne modele, a także o ofertę kubka na specjalne życzenie. Teraz zajmujemy się głównie malowaniem kubków. Strach pomyśleć co by było, gdyby Kasia nie wpadła na ten pomysł 🙂

Dlaczego faramuszka?

Nazwa powstała jeszcze na studiach, wymyśliłyśmy ją we trójkę. Chciałyśmy sympatyczną nazwę, bez nadęcia. Pomyślałyśmy, że mogłoby to być stare, zapomniane polskie słowo, określające jakiś miły upominek, drobiazg, przedmiot.

Tak odkryłyśmy faramuszkę – czyli drobiazg, błahostkę. Pasowała idealnie 🙂

ręcznie malowane kubki

Czy wszystko układało się po Waszej myśli? Jakie były początki?

Wszystkie formalności związane z założeniem firmy załatwiałyśmy same, bazując na wiedzy z Internetu oraz na pomocy zaprzyjaźnionej księgowej. Nie miałyśmy problemu z formalnościami, szybko przebrnęłyśmy przez biurokrację. Nasza stara strona internetowa już działała, ale niezbyt zachęcała do zakupów.

I tu znowu na pomoc przyszli znajomi, koleżanka Kasi potrzebowała zrobić stronę do swojego portfolio. Z całą przyjemnością pozwoliłyśmy jej na to 🙂 Same zrobiłyśmy zdjęcia i opisy naszych produktów. Zarejestrowałyśmy się na kilku portalach sprzedażowych m.in. DaWanda i Pakamera i czekałyśmy na pierwsze zamówienia.

Zaczęły spływać, na początku powolutku, stopniowo coraz więcej. Nasza strona internetowa nie była sklepem, więc klienci musieli składać zamówienia przez maile, część przez fanpage na facebooku.

Na każdego maila trzeba było odpisać, zamówienie wpisać odręcznie, wraz z adresem i dodatkowymi życzeniami do arkusza w Excelu oraz sprawdzić czy wpłynęła płatność. Kubek namalować, zapakować i nadać, wypełniając odręcznie list przewozowy.

Gdy zamówień było kilkanaście – kilkadziesiąt, żaden problem, ale nadszedł Dzień Matki 2015 roku, gdzie zamówień było nagle kilkaset. Pracy był ogrom, zaczęły się zarwane noce, pomyłki w zamówieniach, braki towaru.

Oczywiste stało się, że jeśli nie usprawnimy pracy, to nie przetrwamy kolejnego tak intensywnego miesiąca. Nikt nam nie doradzał co robić, wszystkich rozwiązań szukałyśmy same.

W styczniu 2016 roku miałyśmy już sklep internetowy stworzony przez profesjonalną firmę, umowy z przewoźnikami, kontakty u hurtowników i internetowy program do obsługi zamówień. Życie stało się łatwiejsze, kryzys zażegnany! 🙂

A jak prowadzi się Wam biznes we dwójkę? 😉 Macie swoje obszary działania czy wszystko robicie wspólnie?

Obie malujemy kubki, większość wzorów jest Kasi, część moich. Dodatkowo zajmuję się zaproszeniami i papeterią ślubną, która wciąż jest w naszej ofercie i ma się dobrze 🙂

Poza tym odpowiadam za kontakt z klientem, odpisuję na maile, prowadzę konto na Instagramie oraz utrzymuję ład i porządek w naszych sklepach.

Obie prowadzimy nasze konto na Facebooku, robimy zdjęcia produktom, suszymy kwiaty do zaproszeń i wspólnie wymyślamy nowe wzory kubków.

Za wszystkie sprawy urzędowe i biurowe oraz dostawy produktów odpowiada mąż Kasi, powszechnie zwany Prezesem 🙂 Mój mąż też wspomaga nas w okresach największego ruchu.

Dogadujemy się świetnie, jesteśmy chyba bardziej jak rodzina, niż wspólnicy. Mamy ze sobą stały kontakt i pełne zaufanie. Wszystkie ważniejsze decyzje podejmujemy wspólnie.

Jesteśmy dla siebie nawzajem największym wsparciem, motywatorem i krytykantem, a to chyba najlepsze połączenie w biznesie 🙂

ręcznie malowane kubki

Jak godzicie biznes z macierzyństwem?

Obie jesteśmy mamami. Kasia ma już 4 letniego synka i 2 letnią córkę, ja mam 10 miesięcznego synka. Jest ciężko, bo pracujemy głównie nocami, ale dzięki wszystkim usprawnieniom, które udało nam się z czasem wprowadzić, teraz pracuje nam się lżej niż na początku istnienia firmy.

Mężowie bardzo nas wspierają, bo Faramuszka to też takie nasze „wspólne dziecko”, chyba zresztą najbardziej wymagające 🙂 Ja pracuję dodatkowo w Bibliotece Jagiellońskiej, ale obecnie przebywam na urlopie macierzyńskim. Później planuję zostać w domu z synkiem.

Nie udałoby mi się połączyć opieki nad dzieckiem, pracy na pełen etat oraz pracy na nocną zmianę w Faramuszce, więc na razie urlop wychowawczy wydaje się najlepszym rozwiązaniem.

Wkładacie dużo serca w swoją pracę, i dbacie o szczegóły. Do Waszych ręcznie malowanych kubków dołączacie saszetkę herbaty – czy to jest Wasz przepis na sukces?

Zdecydowanie! Jeśli wkłada się dużo serca w swoją pracę, to widać to w jej efektach. Zwracamy bardzo dużą uwagę na szczegóły, czy to we wspomnianej ręcznie szytej saszetce (a saszetki szyje Prezes 😉 ), czy opakowaniu naszych kubków. Mamy bardzo pozytywny odzew od naszych klientów, którzy piszą często, że paczki są ślicznie zapakowane, a otwierając pudełko czują się jakby dostali prezent. Takie opinie utwierdzają nas w przekonaniu, że warto poświęcić więcej czasu na dopracowanie takich, wydawałoby się nieistotnych, szczegółów.

Co powiedziałybyście mamom, które dopiero zastanawiają się nad założeniem własnego biznesu?

Powiedziałybyśmy, że warto spróbować i nie odkładać tej decyzji na później. Najważniejsze to mieć pomysł na siebie, oparcie w najbliższych i pozytywne nastawienie, a wtedy nie taki biznes straszny!

Gdybyśmy te 3 lata temu nie podjęły decyzji o założeniu firmy, pewnie dalej tworzyłybyśmy do szuflady i dla znajomych, mając głowy pełne pomysłów i niezrealizowanych planów na później, z narastającym żalem, że mogłyśmy spróbować.

A jeśli myśl o prowadzeniu firmy w pojedynkę przeraża, może warto znaleźć wspólnika i, tak jak my, radzić sobie razem?

Dziękuję za rozmowę!

Ręcznie malowane kubki oraz inne piękne rękodzieła od Kasi i Justyny z Pracowni Faramuszka znajdziecie w ich sklepie internetowym faramuszka.pl 🙂

Rozmawiała: Agnieszka Kumorek

Zdjęcia: prywatne archiwum Pracowni Faramuszka

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Jestem osobą, która nie potrafi się nudzić. Lubię różnorodność, dlatego skończyłam studia łączące zajęcia humanistyczne, graficzne i informatyczne. Odpoczywam podczas długich spacerów, a znajomi wiedzą, że dobrej herbaty w miłym towarzystwie nigdy nie odmówię.
Podyskutuj

Jak zacząć zarabiać na tym, co się kocha? Strategia 5 kroków

Wierzę w to, że nie warto marnować życia na pracę, której się nie kocha. Mieć talenty i skąpić ich światu, pracując w miejscu, które nie jest dla nas stworzone. Wierzę, że każda z nas ma pewne uzdolnienia, które pozwalają jej dawać coś, czego inni potrzebują. Dawać coś w szczególny sposób. Nie musisz od razu stać się kimś wielkim. Nie musisz mieć rozgłosu, ale musisz zacząć słuchać swojego głosu. I za nim podążyć.

Wierzę w to, że skupienie się na tym, co nas pociąga i w czym w naturalny sposób jesteśmy dobre, tysiąc razy zwiększa nasze szanse na sukces, w tym sukces finansowy. Problem polega na tym, że nikt nas nie uczył tak myśleć o pracy. Nikt nas nie uczył uważnie przyglądać się swoim mocnym stronom. Kierujemy się lękiem częściej niż pasją, stresujemy się rozmowami kwalifikacyjnymi, boimy się założenia własnej firmy, boimy się porażek, strat, zwolnień i bezrobocia. Lęk to naturalna reakcja na kontakt z tym, co nieznane.

Jak zacząć?

1. Hamulce

Po pierwsze musisz przyznać, że najprawdopodobniej masz pewne założenia, które mogą działać jak sprawne hamulce Mercedesa klasy A i powstrzymać Cię przed wejściem na ścieżkę pracy, która jest pasją. Gdybyś ich nie miała, być może nie czytałabyś tego artykułu, ponieważ dawno zajmowałabyś się tym, co kochasz. Niektórzy to mają we krwi.

Moja babcia w wieku lat 12 wiedziała, że chce być księgową, dziś ma 82 lata i wciąż pracuje. Raz w tygodniu przyjeżdża po nią kierowca i zawozi do biura, gdzie robi audyt. Jest tak dobra w tym co robi, bo robi to co kocha. Być może nie myślałaś, że można kochać księgowość. Można. Pasja nie musi być górnolotna. Miles Davis też wiedział od dziecka, że chce być jazzmanem. Większość z nas jednak nie wie. Większość z nas musi poszukać swojej ścieżki.

Hamulce. Musisz je rozbroić, rozkręcić na części i odłożyć na bok. Hamulce to myśli, które każdy twórczy przebłysk zamieniają w matową, martwą, bezużyteczną mrzonkę. Zaczynają się od „Ale przecież…” Ale ja nie potrafię, nie umiem, nie da się, to niemożliwe i tak dalej. I co najważniejsze – każdy z hamulców wydaje się być stuprocentową prawdą, z którą nie ma co dyskutować. Tak działa ten mechanizm, którego napędową energią jest lęk. Ale skoro Ty już wiesz, możesz zapobiec tej hamującej sile.

2. Dzieciństwo

Wróć pamięcią do swoich dziecięcych i nastoletnich fantazji. Kim chciałaś być? Zapisz wszystko, co Ci przychodzi do głowy. Następnie pora na odrobinę alchemii. Poszukaj esencji dziecięcego marzenia. Nie daj się zwieść formie.

Nie chodzi o to, aby dokładnie realizować nastoletnie fantazje. Jeżeli chciałaś być aktorką, to esencją tego marzenia może być ekspozycja, sława, silne emocje. Jeżeli chciałaś być lekarzem, być może esencją jest pomaganie innym, ratowanie tego, co cenne. Te esencje mogą być realizowane w różny sposób. Niektórzy z nas mają z nimi kontakt od dziecka, inni nie. Dlatego sama musisz zobaczyć, na ile ten drugi krok będzie dla Ciebie istotny i pomocny.

Przeczytaj także: Każda kobieta ma w sobie talenty, za które ktoś inny jest w stanie zapłacić

3. Kochanie = dawanie

Weź kartkę. Wypisz wszystko to, co kochasz robić. Możesz zrobić to na zasadzie automatycznego pisania, prawie nie odrywając długopisu od kartki. Możesz zapełnić ją powoli, z namysłem. Nie cenzuruj się. Pozwól na swobodny przepływ myśli. Wypisuj rzeczy nie mające związku z pracą, bo mogą Cię naprowadzić na nowy trop. Bądź precyzyjna i wnikliwa. Dociekaj. Zastanów się głębiej. Co kochasz? Co Cię pociąga? Jakie jest drugie dno? Wszystko co napiszesz, może być punktem wyjścia do głębszej refleksji. Odwróć kartkę. Na drugiej stronie wypisz to, co chciałabyś dawać, to co Ty szczególnie możesz dać innym. To, w czym jesteś szczególnie dobra. To, co potrafisz. Albo, to co Cię pociąga.

4. Aplikacje

Ponieważ nie chodzi tu o to, aby zacząć „robić to, co się kocha”, lecz „zarabiać na tym, co się kocha”, w kolejnym kroku musisz porzucić świat ego, jego słodkich upodobań i pomyśleć o tym, czego potrzebują inni. Praca marzeń jest na przecięciu Twoich najmocniejszych stron i potrzeb innych ludzi.

Ludzie nie potrzebują tylko spraw wielkich. Są gotowi płacić za zaspokojenie drugorzędnych potrzeb. Potrzebują kogoś kto zrobi im świetne zdjęcia z wesela, kto doradzi jak zainwestować pieniądze, kto urządzi urodziny dla dziecka. Potrzebują porad, niekonwencjonalnej rozrywki, produktów i usług, które sprawiają że życie jest prostsze i piękniejsze. Popatrz na swoją kartkę. Weź każdy z zapisków pod lupę i dopisz do niego wszystkie aplikacje, czyli możliwości zastosowania, które zaspokoją potrzeby innych. Oddal perspektywę, że to Ty miałabyś się tym zająć. Potraktuj to jak ćwiczenie na wyobraźnię.

Wypisuj wszystko co Ci przychodzi do głowy, jak nie jesteś dobra w burzach mózgu i zacinasz się po pierwszym najbardziej oczywistym przykładzie, to nie rób sobie wyrzutów, tylko podsuń to zadanie komuś innemu. A co.

Przykład: „kocham gotować”.

Aplikacje: kucharz, blogger piszący o gotowaniu, osoba, która robi warsztaty kulinarne (na przykład dla dzieci, albo dla obcokrajowców, albo dla mężczyzn, których matki nie nauczyły nic oprócz robienia herbaty). Osoba, która gotuje w domu dla garstki osób, osoba która prowadzi catering albo gotuje zdrowe jedzenie dla przedszkola…

I tak z całą listą. Jak już skończysz, to zakreśl te pomysły, które najbardziej Cię pociągają.

Przeczytaj także: Jak mądrze porównywać się z innymi? Poznaj nasze podpowiedzi!

5. Test

Pomysły są niematerialne. Cała zabawa zaczyna się w łączeniu eteru z materią. Rzeczywistość ma sporo ograniczeń i cała sztuka w tym, aby sprytnie wpasować się między nie ze swoim pomysłem. Jeżeli masz pomysł i wiesz, kto może być nim zainteresowany, pora na test. Chcesz założyć szkołę językową dla bardzo małych dzieci? Twoimi klientami są ich matki. Zadzwoń do trzech matek małych dzieci i wypytaj je co sądzą o szkole językowej dla maluchów. Podoba im się taki pomysł? Czy są gotowe zapłacić za takie zajęcia? Dlaczego tak? Dlaczego nie? Co ważnego mają Ci do powiedzenia? Każdy pomysł można i należy przetestować na potencjalnych odbiorcach.

Powodzenia!

Grafika: Canva

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Założycielka Latającej Szkoły dla Kobiet www.latajacaszkola.pl, doświadczona trenerka z sześcioletnią praktyką, specjalistka od kreatywnych biznesów – redaktorka i pomysłodawczyni przewodnika „Kraków kobiet” (ha!art).
Podyskutuj

Radzisz sobie jako mama,dasz radę wrócić do pracy. Historia Natalii – projekt Mommypreneurs

"Boisz się nowych wyzwań? A nie bałaś się wejść w rolę mamy? Pamiętaj, radzisz sobie jako mama, dasz radę wrócić do pracy" - tak Natalia Boćkowska, uczestniczka projektu Mommypreneurs, zagrzewa Cię do walki. O siebie i swoje marzenia. I ma rację, bo czasem wystarczy sięgnąć po wsparcie, po wiedzę, pójść na szkolenie. Tak zrobiła Natalia. Przeczytaj co zyskała!
Natalia Boćkowska

Natalia, skorzystałaś z projektu Mommypreneurs – Przedsiębiorcza Mama. Co Cię do tego skłoniło? Skąd ten impuls: „O, chcę wziąć w tym udział, to coś dla mnie?

Do skorzystania z projektu Mommypreneurs skłoniły mnie, chęć przebranżowienia się i uzyskania nowych doświadczeń.

Czym zajmowałaś się przed projektem i przed ciążą?

Przed ciążą pracowałam na wyspie McCafe w Manufakturze. Nie był to szczyt moich marzeń, ale pracowałam tam podczas studiów, więc miałam doświadczenie.

Czy projekt pokrywał się z Twoimi wyobrażeniami? Co sprawiało Ci największą trudność, a co było zaskakująco łatwe?

Projekt bardzo mnie zaskoczył, oczywiście w pozytywnym sensie. Na początku myślałam, że będą to jakieś podstawowe informacje na temat projektowania stron internetowych. Zostałam mile zaskoczona, bo okazało się, że kurs był od podstaw, czyli od HTML do WordPress’a.

Jeśli chodzi o trudności, to muszę wspomnieć, że brałam udział w drugiej edycji programu. Dostałam się do niego podczas pandemii. Zajęcia trwały już jakiś czas, więc największą trudnością było doścignięcie dziewczyn, które już poznały wszystkie podstawy.

Jestem po liceum plastycznym, więc zdobytą tutaj wiedzę mogłam wykorzystać do projektowania stron internetowych, co sprawiło mi olbrzymią satysfakcję.

Poznaj również historię Zuzanny!

Natalia Boćkowska

W pewnym momencie projekt został zakończony, trzeba było zacząć działać na własną rękę. Jak wspominasz te początki? Czy dzięki projektowi rzeczywiście było łatwiej?

Pandemia niestety nie sprzyja w znalezieniu nowej pracy. Niemniej odnalezienie się w nowej sytuacji i zdobycie doświadczenia pokazało mi, co chcę w życiu robić. Już wiem, że chcę zajmować się projektowaniem stron internetowych i pracować w e-marketingu. Postanowiłam wyjść naprzeciw i sama zacząć budować swoją markę, która będzie widnieć pod moim imieniem i nazwiskiem. Zapraszam do odwiedzenia moich stron na Facebooku i Instagramie. Chcę, by moja firma, dzięki wiedzy zdobytej w e-marketingu oraz grafice, pomagała w rozkręcaniu młodych biznesów.

Które korzyści ze szkolenia wydają Ci się najbardziej znaczące?

To jest trudne pytanie, bo wszystko było znaczące w szkoleniu. Przede wszystkim zdobyłam wiedzę i doświadczenie, nabrałam pewności siebie. Uwierzyłam, że mogę robić rzeczy, które lubię i które dają mi satysfakcję, motywując do dalszego działania.

Młodym mamom trudno czasem uwierzyć, że poradzą sobie z czymś nowym. Boją się wyjść z inicjatywą, zostawić dzieci pod czyjąś opieką, zadbać – dla odmiany – o siebie. Masz jakieś rady dla takich mam?

Boisz się nowych wyzwań? A nie bałaś się wejść w rolę mamy?

Pamiętaj, radzisz sobie jako mama, dasz radę wrócić do pracy.

Przeczytaj też historię Eweliny!

Tak jak Ty, tak i Twoje dziecko potrzebuje spotkań z innymi ludźmi. Pamiętaj również, jeśli Ty będziesz się dobrze czuć, to Twoja rodzina również!

Dziękuję za rozmowę.

Artykuł powstał w ramach projektu Mommypreneurs – przedsiębiorcza mama.

Zdjęcie: prywatne archiwum Natalii.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Mama, żona, psycholog i redaktor. Spełniona zawodowo dzięki miłości do pisania, szczęśliwa prywatnie dzięki mężowi i dwóm cudownym synom. W krótkim czasie "tylko dla siebie” czyta, szyje… albo znowu pisze.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×